niedziela, 25 września 2016

Komitet Obrony Robotników – współpraca ponad podziałami

Dziś trudno wyobrazić sobie organizację, w której obok siebie zasiadaliby Antoni Macierewicz i Jacek Kuroń, katolicy i socjaliści. 23 września 1976 roku powstała opozycyjna inicjatywa, w której ponad podziałami dla dobra robotników działali ludzie o bardzo różnych poglądach.


Początek lat siedemdziesiątych to okres objęcia władzy przez Edwarda Gierka, wyniesionego do władzy przez wewnątrzpartyjny przewrót skierowany przeciwko Władysławowi Gomułce i jego decyzji o strzelaniu do robotników protestujących przeciwko podwyżkom cen w grudniu 1970 roku. 
Gierek jako I sekretarz PZPR swoim programem (cofnięcie podwyżki cen, liberalizacja systemu, zwiększenie nakładów konsumpcyjnych) zdobył sobie duże poparcie społeczne. Okazało się jednak, że poprawę warunków życia udało się uzyskać tylko na krótką metę, za pomocą kredytów zaciągniętych na Zachodzie. W 1976 roku gospodarka znów stanęła w obliczu kryzysu. 24 czerwca zostały ogłoszone drastyczne podwyżki cen na artykuły spożywcze. Gierek zrobił błąd podobny do tego, który popełnił w 1970 roku Gomułka i który skończył się podobnie – protestem robotniczym.
Siedziba KW PZPR w Radomiu (domena publiczna)
Dzień po ogłoszeniu podwyżek w kilkudziesięciu miastach Polski wybuchły strajki. Szacuje się, że bierze w nich udział od 60 do 80 tys. ludzi. Najbardziej burzliwy przebieg mają te w Radomiu – podpalony zostaje Komitet Wojewódzki PZPR – oraz Ursusie, gdzie zablokowano dwie linie kolejowe. Prowadzi to do starć z ZOMO, które trwają do późnych godzin nocnych. Służby odpowiadają dotkliwymi represjami. W całej Polsce zatrzymano ok. 2500 osób, z czego niemal 370 skazano w trybie przyspieszonym, a kolejnym pięciuset postawiono poważne zarzuty. 
Na złapanych na manifestacjach (a czasem na przypadkowych przechodniów) czekają na komendach MO tzw. „ścieżki zdrowia”, czyli pędzenie zatrzymanych wzdłuż szeregów uzbrojonych w pałki milicjantów, którzy ochoczo robią z nich użytek. 30 czerwca dochodzi również do incydentu, który porusza opinię publiczną – od pobicia przez ZOMO umiera 27-letni Jan Brożyna.
Edward Lipiński, profesor ekonomii, socjalista, jeden z założycieli KOR (domena publiczna).16 lipca rozpoczynają się procesy zatrzymanych w Radomiu i Ursusie, nazajutrz zaś padają wysokie wyroki: od 3 do 10 lat pozbawienia wolności. Doszło wówczas do pierwszych kontaktów przyszłych założycieli KOR-u z rodzinami pokrzywdzonych. W pomoc poszkodowanym włączają się działacze ze środowiska Warszawskiej Drużyny Harcerskiej „Czarna Jedynka” (Antoni Macierewicz, Piotr Naimski, Wojciech Onyszkiewicz), członkowie warszawskiego Klubu Inteligencji Katolickiej (m. in. Henryk Wójec), opozycjoniści i działacze z Marca ‘68 (Jacek Kuroń, Adam Michnik) i intelektualiści (Edward Lipiński, Jan Józef Lipski). Staje się jasne, że potrzebna będzie długofalowa pomoc dla rodzin skazanych, które często zostały bez środków do życia. W jej zakres wchodziło nie tylko wsparcie finansowe, lecz również dostęp do informacji, tworzenie listy zatrzymanych czy pomoc prawna.
W sierpniu odbywają się kolejne procesy. Kolejną ofiarą śmiertelną represji staje się też ksiądz Roman Kotlarz. Warszawska sekcja KIK wystosowuje apel o zwolnienie zatrzymanych w protestach robotników i przywrócenie ich do pracy. 25 sierpnia zostaje opublikowany i rozkolportowany „Opis akcji represyjnej podjętej wobec pracowników Z.M. Ursus i innych zakładów”, uznawany za zalążek przyszłej gazety KOR.
Na początku września odbywa się spotkanie w mieszkaniu Antoniego Libery, w którym udział biorą przedstawiciele wszystkich środowisk angażujących się w pomoc protestującym robotnikom. Zostaje na nich podjęta decyzja o konieczności utworzenia oficjalnego organu koordynującego ich działania. Sam pomysł wyszedł od Antoniego Macierewicza, Wojciecha Onyszkiewicza i Piotra Naimskiego. Ten ostatni tak wspomina ów burzliwy okres:
Byliśmy przekonani – my we trójkę, to znaczy Antek, Wojtek Onyszkiewicz i ja – że taki komitet trzeba stworzyć. Nazwę Komitet Obrony Robotników wymyślił Antek (...) 13 września doszło do spotkania potencjalnych kandydatów do członkostwa w komitecie w mieszkaniu prof. Edwarda Lipińskiego na tyłach SGPiS [Szkoła Główna Planowania i Statystyki, dziś: Szkoła Główna Handlowa, przyp. autora]. Organizował je Jan Józef Lipski, bo on miał kontakt z tymi osobami. Przed tym spotkaniem u Antka Macierewicza na Dalekiej zredagowaliśmy wraz z Janem Józefem i Janem Olszewskim ostateczną wersję deklaracji założycielskiej Komitetu Obrony Robotników.
Symboliczną datą powstania Komitetu Obrony Robotników jest 23 września 1976 roku. Tego dnia Apel KOR podpisało 14 osób z różnych środowisk intelektualnych. Wśród nich byli zarówno młodzi działacze (Macierewicz, Naimski, Stanisław Barańczak), jak i „stara gwardia”, czyli działacze pamiętający jeszcze czasy zaborów i Polską Partię Socjalistyczną – Antoni Pajdak, Aniela Steinsbergowa, Adam Szczypiorski, Edward Lipiński czy Ludwik Cohn. Swój podpis złożył również Jerzy Andrzejewski oraz Lipski, ks. Jan Zieja oraz Jacek Kuroń. KOR został więc założony ponad podziałami politycznymi.
Pismo Jerzego Andrzejewskiego do Marszałka Sejmu Stanisława Gucwy, w którym informował o powstaniu KOR (domena publiczna).
Niecały tydzień później ukazuje się pierwszy numer „Komunikatu KOR”, drukowany metodami domowymi. By zapewnić łatwy dostęp do pomocy obok informacji o represjach za protesty w Radomiu i Ursusie zamieszczono adresy członków komitetu. Dlatego (między innymi) uznaje się KOR za pierwszą jawną organizację opozycyjną w PRL od lat 40.
Należy zauważyć, że jeden z pomysłodawców inicjatywy, Wojciech Onyszkiewicz, nie złożył swojego podpisu na apelu i tym samym zszedł w pewnym sensie w cień wydarzeń – do KOR oficjalnie zapisał się 15 stycznia 1977 roku. Nie wolno jednak zapominać, że było to celowe „zagranie” mające na celu utrzymanie działania organizacji w razie aresztowania „pierwszego szeregu”. Spodziewano się również, że na podpisujących spadną dotkliwe represje. Tak też się stało.

Antoni Macierewicz - historyk, harcerz, współzałożyciel Komitetu Obrony Robotników (fot. Adrian Grycuk, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Poland).Antoni Macierewicz został wyrzucony z pracy na Uniwersytecie Warszawskim. Pracę stracili też Jan Lityński, Seweryn Blumsztajn (redaktor naczelny „Biuletynu Informacyjnego KOR”) oraz Mirosław Chojecki, organizator niezależnej działalności wydawniczej. 8 października porwano i wywieziono do lasu Andrzeja Zdziarskiego, współpracownika Komitetu. Członkowie KOR na co dzień musieli zmagać się z przebitymi oponami samochodowymi, wyłamanymi zamkami w drzwiach oraz anonimowymi groźbami. Zdarzało się również, że współpracownicy padli ofiarą pobicia przez „anonimowych sprawców”, zazwyczaj po wyjściu z rozpraw robotników uczestniczących w strajkach. Wszystko to miało na celu złamanie psychiczne działaczy.
Bezkompromisowa postawa założycieli, ich zaangażowanie i determinacja przyniosły efekty: Do Komitetu wstępują kolejne osoby, a inicjatywa zyskuje miano obrońcy przed brutalnymi działaniami władzy. Oprócz pomocy materialnej, prawnej i gromadzeniu informacji, KOR stara się wywierać presję na organy władzy, by uniewinniły skazanych. 15 listopada wystosowuje wniosek do Sejmu o powołanie specjalnej komisji poselskiej do zbadania i publicznego ujawnienia wypadków łamania prawa przez siły porządku publicznego w związku z wydarzeniami czerwcowymi.
Władze stopniowo ulegają presji. 3 lutego zapada decyzja Rady Państwa o darowaniu kary bądź jej warunkowym zawieszeniu w stosunku do większości osób skazanych za udział w wydarzeniach czerwcowych. Akt łaski nie objął jednak dwudziestu skazanych z Radomia i trzech z Ursusa. 5 kwietnia 1977 roku odbywa się konferencja z udziałem rodzin poszkodowanych.
Jan Zieja, ksiądz katolicki, kapelan powstańców warszawskich, współzałożyciel KOR (domena publiczna).Niestety, równolegle PZPR bierze odwet na działaczach Komitetu. W kwietniu postawiono zarzuty Jackowi Kuroniowi i Janowi Józefowi Lipskiemu za działanie na szkodę państwa w porozumieniu z Radiem Wolna Europa i pismem „Kultura”. 7 maja w Krakowie znalezione zostają zwłoki współpracownika KOR, studenta Stanisława Pyjasa. Zbrodni tej do dzisiaj w pełni nie wyjaśniono. W Krakowie i Warszawie odbywają się pochody żałobne w intencji Pyjasa. Sprawy przyjmują coraz bardziej dramatyczny obrót. Wkrótce dochodzi do aresztowań i zatrzymań kolejnych działaczy KOR oraz ich współpracowników pod podobnymi zarzutami – działanie na szkodę państwa i rozpowszechnianie fałszywych informacji. Nadchodzi fala listów protestacyjnych i apeli w obronie aresztowanych. Pod koniec maja w kościele św. Marcina w Warszawie odbywa się protest głodowy w intencji zwolnienia działaczy KOR i robotników biorących udział w strajkach. 12 lipca dochodzi do incydentu podczas wizyty Sekretarza Generalnego ONZ w Warszawie Kurta Waldheima – Bogusława Blajfer przedziera się przez ochronę i przekazuje list dotyczący aresztowanych. Wobec zmasowanego oporu i poruszenia społecznego, władza zaczyna się cofać.
23 lipca zostaje ogłoszona amnestia. Robotnicy skazani za udział w czerwcowych protestach oraz członkowie KOR wychodzą na wolność. W wydanym oświadczeniu Prokurator Generalny informuje również o umorzeniu śledztwa.
Podstawowy cel działalności Komitetu Obrony Robotników – pomoc dla prześladowanych uczestników protestów w 1976 roku – zostaje tym samym osiągnięty. 29 września zapada decyzja o przekształceniu Komitetu Obrony Robotników w Komitet Samoobrony Społecznej „KOR”. To koniec formowania jawnej opozycji w PRL. Stanie się on symbolem oporu wobec władzy, a zawiązane w czasie jego działalności więzy i doświadczenia będą trwały i wiązały jego członków przez długie lata. Drogi polityczne twórców KOR prędzej czy później się rozejdą, pozostanie jednak wzór dla kolejnych pokoleń – wzór współpracy, w której własne sympatie i antypatie pozostawia się za progiem.

Bibliografia:


Autor: Jakub Mańczak 
Tekst pochodzi ze strony: Portal historyczny Histmag.org,
Licencja (CC BY-SA 3.0).


niedziela, 18 września 2016

Gdzie dokładnie miała miejsce Bitwa pod Grunwaldem?

Bitwa pod Grunwaldem. Diebold Schilling, miniatura (XV wiek)
By w:Diebold Schilling the Younger (1460 - 1515?)
Cropped version from CD "Gimtoji istorija.", Domena publiczna
Jak poinformował Dziennik.pl zakończyły się badania archeologiczne na polu bitwy pod Grunwaldem.

Archeolodzy z wielu krajów odszukali podczas badań blisko 150 okazów, w tym groty strzał i bełty kuszy.

Więcej informacji TUTAJ





czwartek, 15 września 2016

Frank McDonough – „Gestapo. Mity i prawdy o tajnej policji Hitlera” – recenzja

W okupowanej Europie chyba tylko SS wzbudzało większy strach niż Gestapo. Każde śledztwo prowadzone przez gestapowców to synonim tortur i niewyobrażalnego bestialstwa. Czy życie Niemców także płynęło pod ciągłym nadzorem tajnej policji?

Autor: Frank McDonough
Tytuł: „Gestapo. Mity i prawda o tajnej policji Hitlera”
Wydawnictwo: Wydawnictwo Dolnośląskie
Format: 240×165mm
Liczba stron: 240
Okładka: Oprawa twarda
Premiera: 14.09.2016
EAN: 9788327155573
ISBN: 978-83-271-5557-3
Cena: 45 zł

Ocena naszego recenzenta: 9/10
(jak oceniamy?)
Inne


Gestapo to skrót od Geheime Staatspolizei czyli Tajnej Policji Państwowej. Za jej pomocą inwigilowano wszystkich i wszystko. Nic nie ograniczało jej władzy. W swojej najnowszej książce Frank McDonough analizuje działania tej organizacji w tzw. starej Rzeszy (Alt Reich), czyli Niemczech w granicach z 31 grudnia 1937. 
Czyni to przede wszystkim w oparciu o zachowane akt śledztw prowadzonych przez Gestapo w latach 1933-1945
Kluczowe znaczenie ma dla autora polityka niemieckiej tajnej policji wobec tych grup, które znajdowały się pod szczególną obserwacją. Przeczytamy tu o Żydach, komunistach, „aspołecznych”, dysydentach religijnych, a także o niezwykle zróżnicowanych metodach stosowanych w ich inwigilacji. Szczególnie uwypuklona została rola jaką w działaniach Gestapo odgrywały denuncjacje. McDonough nie stroni także od przedstawienia – niekiedy zdumiewających – niekonsekwencji w postępowaniu niemieckiego aparatu represji.
Jak zaznacza sam autor, z dokumentami wytworzonymi przez Gestapo jest jeden zasadniczy problem. Problemem jest nie to co w nich napisano, ale właśnie to czego nie napisano. W tego typu archiwaliach nie znajdziemy wzmianek o tzw. zaostrzonym przesłuchaniu, a więc o torturach stosowanych w celu wymuszenia zeznań, bądź przyznania się do winy. Dlatego wszelkie dokumenty wytworzone przez Gestapo konfrontuje (o ile to możliwe) ze wspomnieniami i relacjami.

Czy Gestapo było wszechobecne i wszechwładne? To jeden z mitów, który McDonough obala. Jak wynika z analizowanych materiałów, a także dostępnej do tej pory literatury, nazistowska tajna policja na terenach starej Rzeszy, cierpiała na niedobory kadrowe. Na tych terenach jej działalność opierała się w większości na donosach. Uwaga wygłoszona w stanie upojenia alkoholowego, konflikt sąsiedzki czy małżeński – każda z tych sytuacji mogła zaowocować donosem do Gestapo. Reakcja tajnej policji i sądu nie w każdym przypadku była taka sama. Wcale nierzadkie były umorzenia i uniewinnienia. Szczególnie częste bywały w przypadkach dotyczących wygłaszania defetystycznych uwag, utrzymywania kontaktów seksualnych z robotnikami przymusowymi czy słuchania zagranicznych stacji radiowych.

Dzięki benedyktyńskiej pracy autora czytelnik może poznać indywidualne sprawy, które analizowane są na szerszym tle represji wobec danej grupy społecznej. Co chyba jeszcze ciekawsze, analizowany obszar starej Rzeszy jest dość charakterystyczny. Zawsze uważało się, że hitlerowskie Niemcy były państwem totalitarnym, gdzie obywatele byli poddani nieustającej inwigilacji. Tymczasem w recenzowanej pozycji znajdujemy zgoła inny obraz. Gestapo w znacznej mierze wykorzystywało bowiem ludzką skłonność do donoszenia i zatargi (czy to rodzinne, sąsiedzkie czy między pracownikami). To zresztą wniosek z pogranicza historii i antropologii.

Inną rzeczą zasługującą na szczególne wyróżnienie jest wykorzystanie przez autora archiwaliów miejskich z terenów starej Rzeszy. Jest to zasób do tej pory mało eksplorowany, a zasługujący na dużą uwagę. Sądzę, że dzięki pracy McDonougha stanie się on bardziej popularny i przyniesie jeszcze badaczom wiele pożytku.
Inną zaletą – którą docenią nie tylko badacze – jest gawędziarski styl opowieści. Czytelnik nie jest zasypywany wiedzą, a przeciwnie - nowe fakty i interpretacje wciągają go coraz głębiej. McDonough zaserwował bowiem narrację nietypową dla opracowania historycznego, bliższą raczej powieści kryminalnej. Jego książka to znakomity dowód na to, że możliwe jest połączenie doskonale przeprowadzonej kwerendy z przejrzystym sposobem przekazu.

Na pierwszy rzut oka można zatem powiedzieć, że McDonough stworzył kolejną w historiografii pozycję na temat Gestapo. Jego książka jest jednak zupełnie nowym ujęciem tego zagadnienia. Polecam ją nie tylko dla specjalistom, ale także wszystkim, który interesują się historią. Naprawdę warto przeczytać.



Autor - Daria Czarnecka
Przedruk ze strony: Portal historyczny Histmag.org,



środa, 14 września 2016

Wystawa "Muzeum Zimnej Wojny" - jest już do zobaczenia w Podborsku

Podborsko, Wejście do silosu atomowego, by Brogaj - Praca własna, CC BY-SA 3.0,

Bardzo ciekawa wystawa została udostępniona do oglądania zwiedzającym w Podborsku, w kompleksie koszarowym po byłej armii ZSRR.
Jeszcze do końca lat 60 znajdowały się tam składy radzieckiej broni nuklearnej, która miała być wykorzystana w wypadku wojny.

Więcej o wystawie TUTAJ





Jak Stalin stworzył Birobidżan, Ziemię Obiecana dla Żydów w ZSRR

O Żydowskim Obwodzie Autonomicznym w ZSRR było już na blogu TUTAJ.
Newsweek pokusił się o przybliżenie tego tematu w kontekście książki Mashy Gessen - „Where the Jews Aren’t”.


Lokalizacja Żydowskiego Obwodu Autonomicznego na współczesnej mapie Federacji Rosyjskiej (aut. TUBS/Wikimedia Commons, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Birobidżan, stolica Obwodu do dzisiaj pełen jest pomników i pamiątek poświęconych pierwszym osadnikom żydowskim w tym rejonie.
Więcej o tym  - TUTAJ

lub TUTAJ



niedziela, 21 sierpnia 2016

Ucieczka 5:55 - mało znana historia z czasów PRL

Strażnica w Pokrzywnej, by Gbond - Praca własna, CC BY 3.0

28 sierpnia 1951 roku w areszcie w Bytomiu rozstrzelano sierżanta Jana Kępę. Miał wtedy zaledwie 24 lata.

Jan Kępa był zastępcą dowódcy strażnicy WOP (Wojsk Ochrony Pogranicza) w Pokrzywnej. W dniu 13 marca 1951 roku zainicjował on ucieczkę do amerykańskiej strefy okupacyjnej. Uciekinierzy mieli pokonać trasę przez Czechosłowację i Austrię do Republiki Federalnej Niemiec.
Wraz z sierżantem uciekło jeszcze kilka innych osób, w tym cały patrol WOPu.

Niestety szeroko zakrojona akcja poszukiwawcza zakończyła się zatrzymaniem uciekinierów na terenie CSRS.
Na karę śmierci skazany został Jan Kępa, pozostali żołnierze otrzymali kary dożywotniego więzienia.

A dlaczego "Ucieczka 5:55"? - utworem pod takim tytułem zespół Elektryczne Gitary uczcił bohaterów tamtej eskapady.

20 sierpnia 2016 dla upamiętnienia tamtej historycznej ucieczki wyruszył z Jarnołtówka rajd rowerowy.

Więcej TUTAJ



poniedziałek, 15 sierpnia 2016