sobota, 10 listopada 2018

Lody a sprawa polska

W przededniu Święta Niepodległości o lodach 🍧🍦🍨
Co to ma wspólnego - przeczytajcie:


To zaskakujące, ale lody na naszych stołach zagościły powszechnie dopiero po odzyskaniu przez Polskę niepodległości, w okresie międzywojennym. 

Tuwim pisał w Kwiatach polskich": Tradycja! Któż by nie pamiętał?/ Niedziela: lody i kurczęta". 

W 100-lecie Niepodległości warto więc przypomnieć polski wkład w lodziarstwo.Choć od 3 tysięcy lat jadają je Chińczycy, Arabowie w X wieku przekazali sekret produkcji sorbetów Sycylijczykom, zaś słynny renesansowy architekt i artysta, a z zamiłowania kucharz Bernardo Buontalenti, mrożąc kogel-mogel z mlekiem, stworzył lody we współczesnym wydaniu, to historia tego deseru w kraju nad Wisłą zaczęła się niewiele ponad 200 lat temu.

Najstarsza wzmianka o nich w języku polskim pochodzi od dyplomatów, którzy w XVII wielu odwiedzili Turcję i tam uraczono ich delikatnymi sorbetami". Jako pierwszy odnotował je w książce kulinarnej wydanej w 1783 roku Wojciech Wielądko. W słowniku wileńskim z 1861 roku występują jako gatunek konfitur. Wspomina o nich Andrzej Kitowicz, XVIII-wieczny pamiętnikarz i Adam Mickiewicz w XII księdze Pana Tadeusza".

Lody uchodziły za taki specjał, że częstowano nim nawet koronowane głowy. Najpierw pojawiają się na dworach. Na szlacheckich stołach lądują lody z form w kształcie harbuzów", ryb, kiełbas i pałaców. Nakładało się je do filiżanek i spożywało łyżeczką. Etykieta nie pozwalała by zjadać rozpuszczone lody. To co upłynniło się na dnie, tylko niewychowane panny spijały ukradkiem. Lody wówczas dozwolone były od lat 18.


Na przełomie XIX i XX wieku, żeby serwować mrożony deser trzeba było mieć lodownię i odpowiedni sprzęt, najlepiej sprowadzony z Włoch. 
Do jego wyrabiania używano specjalnej maszynki do kręcenia lodów zwanej sorbetierą. Był to zazwyczaj drewniany cebrzyk, do którego wstawiano cynową puszkę, a między naczynia wsypywano lód z saletrą lub solą morską (co lepiej utrzymywało niską temperaturę). Żeby lody miały dobrą konsystencję trzeba było kręcić korbką maszynki w tempie 80 - 100 obrotów na minutę. Wymagało to sporej krzepy i było bardzo pracochłonne. Ochmistrzynie zarządzające dworami nie raz sarkały, że pół dnia pichcą deser, który pochłaniany jest w pięć minut.

Jedną z pierwszych receptur podała w 1880 roku Florentyna Niewiarowska w poradniku kulinarnym "Doświadczone sekreta smażenia konfitur i soków oraz robienia konserw, galaret, marmolad, lodów, wódek, likierów, nalewek, ratafij najrozmaitszych konserw owocowych w spirytusie i occie, owoców suszonych w cukrze i t.p". Z lodami czekoladowymi radziła postępować tak:

"Półtora ćwierci kila dobrej, waniljowej czekolady utrzeć na tarku i zalać gorącą śmietanką, której wziąć dwie kwarty. Mieszać ciągle zalewając, dopokąd się czekolada całkiem nie roztopi. Ubić dziesięć żółtek z pół kilem i ćwierć cukru miałkiego, wlać w to czekoladę, postawić na wolnym ogniu i mięszać ciągle łyżką dopokąd nie zgęstnieje, uważając bardzo, aby się nie zachorowało. Wtedy przecedzić, ostudzić dobrze, wlać do puszki, zamrozić i dalej postępować jak wyżej w uwagach o robieniu lodów podano".
Florentyna Niewiarowska

Dużo przepisów na lody zanotowała też ikona i skandalistka polskiej kuchni Lucyna Ćwierciakiewiczówna, np. w popularnej książce z 1904 roku 365 obiadów".

Lody podawano tylko w najlepszych kawiarniach. Upowszechniły się dopiero w okresie międzywojennym, kiedy latem na ulicach większych metropolii: Lwowa, Krakowa, Warszawy, Poznania pojawili się lodziarze z wózkami, z których sprzedawali tzw. lody pospolite", chłodzone w kubłach wypełnionych lodem. Dzisiaj nazwalibyśmy je rzemieślnicze. W latach 30. mała porcja kosztowała około 20 gr. (za 5 zł można było zjeść dobry obiad). Rożki jeszcze nie weszły do obrotu. Packę pakowano między dwa wafle. Smaków był naprawdę spory wybór. W latach 30. na rynek weszły też pierwsze lody produkowane fabrycznie. Miały kształt prostokąta, opakowanego w pergamin, na którym nadrukowany był charakterystyczny obrazek maszerujących pingwinów. Lody te, o smaku orzechowo - karmelowym, wzbogaconym o bakalie, miały nazwę Pingwin" i produkowały je zakłady Fuchsa.

W latach PRL-u nadal schładza się deser lodem, który PGR-y przechowywały w słomie w magazynach. To wtedy pojawiły się kultowe produkty do dziś wspominane z sentymentem: tzw. lody z automatu, Calypso, Bambino czy melba w Hortexie. Wyróżniały się wyrazistym, śmietankowym smakiem.

Do sentymentu tego nawiązała firma Lodziarz.pl, która wypuściła w tym roku na rynek Lody PRL.

- Technika wytwarzania lodów jest teraz oczywiście nieporównywalna, tak samo jak ich dostępność. Dzisiaj może sobie na nie pozwolić każdy - mówi Radosław Charubin, twórca takich marek jak Wytwórnia Lodów Polskich U Lodziarzy", Lody Bonano czy właśnie LodyPRL. - Dwa stulecia to też wystarczająco dużo, by mówić już o rodzimej tradycji lodziarskiej, a nie odwoływać się ciągle do obcych.

Wytwórnia U Lodziarzy" wraca więc do typowo polskich smaków. Produkuje desery z nutą szarlotki czy sękacza, ma nawet propozycje regionalne jak np. lody o smaku sera korycińskiego czy żubrówki.

- Taka dobrze przemyślana, zrekonstruowana tradycja działa jak nowość. Zaciekawia, a jednocześnie jest swojska - dodaje Charubin. - Jednak bazą naszych deserów niezmiennie pozostaje to co w Polsce najlepsze. Już Ćwierciakiewiczówna kazała dawać do lodów dużo świeżych jajek i dobrą, tłustą śmietankę. Tak robimy! U nas na Podlasiu mamy dostęp do tego typu produktów najwyższej klasy i to właśnie czyni nasze lody wyjątkowymi. Robimy więc lody, które Polacy uwielbiają, a których inni mogą nam tylko pozazdrościć .

źródło

wtorek, 6 listopada 2018

Ale Historia z 5 listopada 2018 roku


Bardzo ciekawy numer, w którym poznaliśmy laureatów konkursu Akademia Opowieści - "Nieznani bohaterowie naszej niepodległości".





sobota, 3 listopada 2018

Irena Sendlerowa, bohaterka czasów okupacji

Irena Sendlerowa,
Teresa Prekerowa "Konspiracyjna Rada
 Pomocy Żydom w Warszawie 1942-1945"
Domena publiczna
W najnowszym Newsweeku Anna Bikont przypomina postać Ireny Sendlerowej, bohaterki czasów okupacji.
Dzięki jej działalności i współpracy z Radą Pomocy Żydów - Żegota udaje się uratować setki żydowskich dzieci.
W 1965 Irena Sendlerowa otrzymała tytuł Sprawiedliwej Wśród Narodów Świata. 
W 1991 otrzymała honorowe obywatelstwo Izraela.

O dziwo, ta niezwykła kobieta znalazła się na w 1944 została umieszczona przez Narodowe Siły Zbrojne na jednej z list proskrypcyjnych, jako osoba potencjalnie przeznaczona do likwidacji!

Więcej o Irenie Sendlerowej w najnowszym Newsweeku.


Janowo, kościół zbudowany w 1938 roku


Jadąc przez Janowo (k/ Chorzel) na groby naszych bliskich udało mi się zrobić ciekawe zdjęcie kościoła.
Może nie jest to najlepsza jakość (w końcu z ręki, i przez szybę samochodu) ale poświata nad wieżą kościelną jest widoczna.

Kościół w Janowie (p.w. św. Rocha) został zbudowany w latach 1933-1938. Janowo miało nawet prawa miejskie od 1421 do 1869 roku.
Co ciekawe, sama wieś zachowała swój XV-wieczny układ urbanistyczny.


czwartek, 1 listopada 2018

Kościół w Janowcu Kościelnym z 1912 roku


W samym centrum Janowca Kościelnego wznosi się piękny kościół.

Z jego powstaniem wiąże się ciekawa opowieść. Pierwotnie kościół miał powstać w miejscowości Szczepkowo Borowe. Prace rozpoczęły się, jednak z bliżej nieznanych przyczyn fundamenty były niszczone w porze nocnej. Mieszkańcy zaczęli wierzyć, że to opatrzność boska, że Bóg nie chce, aby kościół wybudowano na wcześniejszym cmentarzu. Zdecydowano się przywiązać pewne elementy z pierwszej budowy kościoła do krowy. Uznano, że kościół powstanie tam gdzie krowa się zatrzyma. I wybrała ona właśnie Janowiec Kościelny! 

Budowę kościoła rozpoczęto w roku 1904, a zakończono w 1910/1912 roku. Jest to obiekt w stylu neogotyckim, który podczas I i II wojny światowej nie odniósł żadnych zniszczeń.

Ważna rzecz dla wiernych!
Od 4 listopada 2012 r. w Kościele pw. św. Jana Chrzciciela w Janowcu Kościelnym znajduje się relikwia Jana Pawła II (krew).


środa, 31 października 2018

Żydowscy muzykanci z Kępna

W 44 numerze „Tygodnika Kępińskiego” przedstawiono książkę przetłumaczoną z języka niemieckiego przez Karolinę KrukKępno, jakim kiedyś było

Pierwowzór, to „Kempen, as it once was”, gdzie Isidor Kastan przedstawił życie muzykantów żydowskich w XIX-wiecznej Wielkopolsce.

Więcej w tygodniku


sobota, 27 października 2018

Awosze – miecz i tarcza węgierskiego stalinizmu


Każdy kraj komunistyczny dysponował swoimi formacjami tajnej policji. Na Węgrzech rolę tę pełnił Urząd Bezpieczeństwa Państwa. 
Co o nim wiemy? Dlaczego to na funkcjonariuszach ÁVO/ÁVH, zwanych popularnie awoszami, skupił się gniew powstańców węgierskich w 1956 roku?

Jeśli, będąc w Budapeszcie, wysiądziemy z metra na stacji Oktogon i ruszymy bulwarem Andrassy’ego w stronę Parku Miejskiego, po jakiś dwóch minutach zobaczymy po naszej lewej stronie trzypiętrową, nieszczególnie wyróżniającą się kamienicę. Jedynie napis na szczycie daje nam znać, że oto stanęliśmy przed Domem Terroru – dawną siedzibą Urzędu Bezpieczeństwa Państwa i przez długie dekady jednym z najbardziej przerażających budynków Budapesztu.
Dom Terroru w Budapeszcie, dawna siedziba Urzędu Bezpieczeństwa Państwa (fot. Michal Huniewicz, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution 3.0 Unported).




Historia Államvédelmi Hatóság, ÁVH, lub ÁVO, czyli właśnie Urzędu Bezpieczeństwa Państwa, zaczyna się pod koniec 1944 roku. 21 grudnia w Debreczynie powstało tymczasowe Zgromadzenie Narodowe, które rychło przekształcono w rząd tymczasowy. Jego premierem został generał Béla Miklós von Dálnoki, sam rząd zaś funkcjonował do wyborów z 15 listopada 1945 roku. 
Ocenia się, że były one na tyle wolne, na ile było to możliwe w kraju okupowanym przez Sowietów – manipulacje dotyczyły raczej dopuszczania konkretnych partii do udziału w elekcji, nie zaś samej procedury. W efekcie wybory wygrała Partia Drobnych Rolników, zdobywając 57% głosów, co było najlepszym wynikiem w jej historii. Węgierska Partia Komunistyczna zdobyła 17% głosów, co dało jej miejsce w rządzie, zaś naciski Woroszyłowa zapewniły im tekę, na której komunistom najbardziej zależało: ministerstwo spraw wewnętrznych. Jego kierownictwo objął László Rajk.


Gábor Péter (fot. Fortepan/Bauer Sándor
 opublikowano na licencji Creative Commons
 Nevezd meg! – Így add tovább! 3.0 Unported).
Przełom 1944 i 1945 roku był okresem wielkiego chaosu, co przekładało się także na historię formacji policyjnych. Na początku powstały dwie: jedna w Debreczynie, pod dowództwem Andrása Tömpego, i druga na terenie kontrolowanym przez Armię Czerwoną, której przewodził Gábor Péter. Rychło doszło do ich konfrontacji, bowiem choć obie były ugrupowaniami komunistycznymi, nie istniało żadne rozgraniczenie ich kompetencji. By uniknąć konfliktów, utworzono dwa departamenty policji. Jeden, dowodzony przez Pétera, operował na terenie Budapesztu, drugi zaś, podległy Tömpemu, objął tereny poza miastem. W październiku 1946 roku oba zostały połączone w Departament Bezpieczeństwa Państwa (Államvédelmi Osztály, skąd później stosowany skrót ÁVO), któremu szefował Péter. Ów urodzony jako Benjamin Eisenberger krawiec zaliczał właśnie iście rakietowy wzlot kariery – w ciągu dwóch lat bowiem z dowódcy paramilitarnej bojówki został szefem policji politycznej. A nie był to jeszcze koniec…

W listopadzie 1948 roku do kompetencji ÁVO dołączono przestępstwa gospodarcze. Zmieniono wtedy nazwę instytucji na Urząd Bezpieczeństwa Państwa Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (Belügyminisztérium Államvédelmi Hatósága, BM ÁVH), zaś dwa lata później, w styczniu 1950 roku, do jego struktur włączono również straż graniczną. Resort Petera wyłączono też spod MSW, dając mu rangę ministerialną, miesiąc później zaś jego szef przejął też kontrolę także nad służbą wywiadu wojskowego.

Awosze, jak nazywano węgierskich bezpieczniaków, znajdowali się wtedy u szczytu potęgi, zaś dla samych Węgier zaczął się mroczny okres. O ile w 1946 roku ÁVO liczył raptem pięciuset funkcjonariuszy, cztery lata później liczba ta sięgnęła między 35 a 45 tysięcy ludzi. Do momentu aresztowania Pétera 3 stycznia 1953 roku rozpętała ona na Węgrzech kampanię terroru i pokazowych procesów. Wspomniane aresztowanie zresztą jej nie przerwało, a jedynie nieco osłabiło. Nowy szef, László Piros, złagodził nieco kurs swego poprzednika, nie na tyle jednak, by Węgrzy wybaczyli rezydentom ul. Andrassy 60 lata tortur, zastraszeń, inwigilacji i zesłań do obozów koncentracyjnych.


Tłum kopiący zwłoki funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa Państwa zabitego w czasie powstania węgierskiego, 1956 rok (domena publiczna).

Awosze byli zbyt sumiennymi wykonawcami polityki Mátyása Rákosiego, która kosztowała życie, według szacunków, około 350 tysięcy Węgrów. Gdy więc w październiku 1956 roku wybuchło powstanie węgierskie, to między innymi przeciw ÁVH obrócił się gniew protestujących. Po stłumieniu powstania i przywróceniu do władzy Jánosa Kádára następczynią ÁVH została Państwowa Służba Bezpieczeństwa (Állambiztonsági Szolgálat , AVSZ) i choć zwalczała opozycję, daleko jej było do mrocznej sławy swej poprzedniczki.

Bibliografia:
Budapeszt 1956: powstanie nadziei, pod red. Bożenny Bojar, Katedra Hungarystyki Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2016.
Hungarian Secret Police [w:] History Learning [dostęp: 22 października 2018 roku] <http://historylearning.com/modern-world-history/coldwar/hungarian-secret-police/>.
Kopâcsi Sandor, 13 dni nadziei: Budapest 1956, Stop, Warszawa 1981.
Sebesteyn Victor, Dwanaście dni: rewolucja węgierska 1956, Wydawnictwo Magnum, Warszawa 2006.
Tulipán Éva, Politikai rendőrség a Rákosi-korszakban [Political Police in the Rákosi Era] [w:] „Hungarian Historical Review”, 3, no. 2 (2014) [dostęp: 22 października 2018 roku] <http://epa.oszk.hu/02400/02460/00008/pdf/EPA02460_hungarian_historical_review_2014_2_452-455.pdf>.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, na licencji: CC BY-SA 3.0
Autor: Przemysław Mrówka

Najchętniej czytane