sobota, 17 grudnia 2011

Najemnik z Dywizjonu 303

Autorem artykułu jest wojadann

Chyba wszyscy czytali lub słyszeli o Dywizjonie 303 i jego bohaterskich pilotach. Ale nie wszyscy byli tacy do końca, szczególnie po wojnie. Ten artykuł jest o jednym z nich...

Niewielu z nas zna powojenną historię podpułkownika Jana Zumbacha, doskonałego pilota, uczestnika Bitwy o Anglię, jednego z dowódców Dywizjonu 303 w 1942 roku.
Ten pilot myśliwski w powojennej rzeczywistości, jako jeden z nielicznych, potrafił się jakoś odnaleźć. A co robił? Przemycał - wszystko, czego w Europie (i nie tylko) wtedy brakowało i na co był popyt: papierosy, szwajcarskie zegarki, alkohol, broń...

Interes kwitł w najlepsze przez kilka lat, ale wkrótce Zumbach został "wykiwany" przez wspólnika, a i służby celne zaczynały się do niego dobierać na całego. Osiadł więc  w Paryżu, ożenił się z Francuzką, miał syna. Za zaoszczędzone pieniądze kupił restaurację z dyskoteką i prowadził spokojne życie biznesmena. Ale chęć latania była silniejsza, a wojenne wspomnienia jeszcze żywe... I oto w 1961 roku w jego lokalu pojawia się tajemniczy gość, po którego wizycie nasz pilot zakupił bilet do Genewy.

W hotelu des Bergues spotyka się z Mojżeszem Czombe, samozwańczym prezydentem Katangi (to zbuntowana prowincja Konga - dawnej kolonii belgijskiej). Długa rozmowa i.... Zumbach (nazywający siebie John Brown) zostaje dowódcą sił lotniczych Katangi! Szybko organizuje swoją "armię". Z demobilu kupuje kilka samolotów, z Anglii ściąga swoich przyjaciół pilotów oraz mechaników. Spotyka się ze znanym najemnikiem, którego imię wkrótce zacznie siać strach i w tej części Afryki. To słynny Jean "Black Jack" Schramme. Gdy nadchodzi czas walki Zumbach i jego piloci atakują z powietrza wioski wierne rządowi, a siepacze Schramme'a dokańczają dzieła na ziemi - straty wśród ludności cywilnej sięgają tysięcy. Ten stan nie trwa wiecznie - interwencja sił ONZ, a przede wszystkim zniszczenie skromnych sił lotniczych Katangi przez samoloty ONZ (ze szwedzkimi załogami) powoduje, że Zumbach wycofuje sie z tej wojny i przez Angolę wraca do Paryża.

Mija kilka lat. W 1967 roku od Nigerii odrywa się jej bogata prowincja, Biafra. Podobnie jak Katanga, Biafra nie posiadała lotnictwa, a jego organizacją zajął się nie kto inny jak Zumbach! Siły lotnicze to nieco przesadzona nazwa - składają się bowiem z... jednego, zakupionego za 25 tysięcy dolarów, poamerykańskiego bombowca A-26 Invader. Jednak i to wystarcza do siania popłochu w wioskach, na lotniskach i w portach. W lipcu 1967 roku pilotowany przez Zumbacha samolot atakuje lotnisko
w Makurdi i odnosi niebywały sukces: w nalocie ginie szef sztabu armii nigeryjskiej, a kilka dni później kolejny nalot uszkadza blokujący port Harcourt nigeryjski niszczyciel. I jakby w kalejdoskopie powtarza się scenariusz: po początkowych sukcesach, armia rządowa odzyskuje inicjatywę i skutecznie gromi rebeliantów. Zumbach znów wraca do Paryża. I to już praktycznie koniec jego "afrykańskich" przygód, choć nie zaprzestaje handlu bronią (m.in. z nadwyżek polskiego wojska) i innych, nieco podejrzanych, interesów. Często bywa w Polsce, kontaktuje się z gen. Edwinem Rozłubirskim i przy jego pomocy zakłada firmę mającą zająć się legalnie handlem bronią (przy "życzliwej" aprobacie Służby Bezpieczeństwa). Ma przylecieć do Polski w 1986 roku, aby rozpocząć działalność.

3 stycznia 1986 roku w paryskim mieszkaniu zostaja odnalezione zwłoki Jana Zumbacha. Do dzisiaj nie znamy okoliczności śmierci, ale jego przyjaciele są przekonani, że nie zmarł z przyczyn naturalnych...

Ciało Jana Zumbacha zostaje przetransportowane do Polski i pochowane na cmentarzu wojskowym na Powązkach (kwatera D4, rząd 3, grób nr 2).

---
Więcej ciekawych artykułów na moim blogu

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 9 grudnia 2011

W bandzie żyła Murka, dziewczę czarnookie

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak

"Murka" to popularna na Słowiańszczyźnie piosenka kryminalna. Pierwowzorem tytułowej bohaterki mogła być ukraińska terrorystka o anarchistycznych poglądach - Maria "Marusia" Nikiforowna.
Słowiańskie geny, słowiańskie memy

Istnieje wiele rzeczy, które są wspólne dla Słowian i które tworzą pewną więź między podzielonymi politycznie narodami. Mam tu na myśli nie tylko gen słowiańskości (haplogrupę R1a1) i podobieństwa językowe, ale także różnorakie drobiazgi - dzieła lub zjawiska z serii “mała rzecz, a cieszy”. Jedną z takich małych, acz cieszących rzeczy jest prosta piosenka “Murka” śpiewana w kilku słowiańskich językach. Ten, kto dobrze się rozejrzy po serwisie multimedialnym YouTube, zauważy, że “Murka” to istny mem. Drobne dobro kulturalne, które rozprzestrzenia się jak wirus i nieustannie mutuje. Utwór, o którym mowa, jest dostępny w wielu wersjach, czasem skrajnie od siebie różnych. Ta ballada, wykonywana przez licznych artystów i rozmaicie interpretowana, cieszy Słowian już od czasów międzywojennych.


Zdrada, zemsta i zgon

Warstwa tekstowa “Murki”, podobnie jak aranżacja muzyczna, nie jest ściśle określona. Po wysłuchaniu ponad trzydziestu wariantów utworu mogę powiedzieć, że jego ostateczny kształt zależy od osoby opracowującej konkretną wersję. Środki językowe, a nawet szczegóły merytoryczne występujące w tekście “Murki” mogą być różne, jednak ogólna treść ballady pozostaje raczej niezmienna. Piosenka mówi o kobiecie, która działała w zorganizowanej grupie przestępczej i która dopuściła się zdrady względem swoich współziomków, za co otrzymała od nich karę śmierci. Egzekucja odbyła się w lokalu gastronomicznym, gdzie Murka przebywała w towarzystwie wrogiego bandzie szpiega. W piosenkach o bandytce Murce często pada nazwisko Rabinowicz, noszone przez jednego z mężczyzn, którzy przyłapali kobietę na kolaboracji z nieprzyjacielem.


Niuanse i niuansiki

Większość wersji “Murki” mówi o tym, że cała historia miała miejsce na terenie dzisiejszej Ukrainy, ale są też takie, które przenoszą akcję utworu do Białegostoku lub na ziemię świętokrzyską. Główna bohaterka często jest opisywana jako piękna, czarnooka i niezwykle przebiegła dama. Zazwyczaj podmioty liryczne przedstawiają ją jako osobę wychowaną przez gang, aczkolwiek istnieją warianty ballady, w których Murka, Marusia Klimowa, urasta do rangi herszta mafii. Nie ma zgody co do narzędzia, od którego ginie nielojalna kryminalistka. Najczęściej śpiewa się o broni palnej (rewolwer - nagan), rzadziej o broni białej (Alosza Awdiejew wspomina w swojej “Murce” o fińskim nożu).


Opowieść kryminalna? A może polityczna?

Nie jest jasne również to, w czyje ręce oddała Murka swoich towarzyszy. O ile w większości wersji główna bohaterka okazuje się współpracowniczką policji lub milicji, o tyle w interpretacji Sławy Przybylskiej postać zostaje posądzona o sprzymierzenie się z CzK, czyli z bolszewicką bezpieką. Przybylska nie zdradza, czym zajmowała się grupa Murki. Wiadomo tylko tyle, że po egzekucji koledzy kobiety codziennie odwiedzają cmentarz i snują tam filozoficzne refleksje. W pozostałych wariantach ballady środowisko Murki jest oskarżane o przestępstwa typowo kryminalne. Autorzy wspominają o kradzieżach, napadach, przemycie towarów luksusowych, a także o pospolitych morderstwach.


Marusia Nikiforowna - prawdziwa Murka?

Chcąc poznać prawdę o Murce, postanowiłam poszukać informacji na temat genezy omawianego utworu. W ten sposób trafiłam na hipotezę, z której wynika, że pierwowzorem gangsterki była Maria “Marusia” Nikiforowna (1855-1919) - przywódczyni anarchistycznej bojówki działającej na Ukrainie. Anarchistka, o której można poczytać w artykule “Maria Nikiforowna – władczyni stepu” Dariusza Wierzchosia, zaczęła swoją „karierę” jako zwykła terrorystka, a potem wzięła udział w rosyjskiej wojnie domowej. Marusia, podobnie jak bohaterka piosenki „Murka”, została zastrzelona, ale nie przez swoich współziomków, tylko przez białogwardzistów (antykomunistów). Dzieje ukraińskiej anarchistki, opisywane przez historyków, są tylko częściowo zbieżne z treścią popularnego utworu muzycznego. Pewne podobieństwo jednak istnieje, zatem pogląd, według którego Murka to Nikiforowna, wydaje się całkiem rozsądny.


Gabe z “Romper Stomper”

Muszę przyznać, że treść ballady “Murka” kojarzy mi się nieco z dramatem sensacyjnym “Romper Stomper” (reż. Geoffrey Wright, Australia, 1992 rok). Problematyka tego filmu obraca się wokół losów neonazistowskiego gangu, funkcjonującego w bardzo ubogiej i niebezpiecznej dzielnicy Melbourne. Do tej bandy skinheadów, dowodzonej przez psychopatycznego i fanatycznego Hando, wpada molestowana przez ojca Gabe. Dziewczyna, tak jak Murka, znajduje w szajce schronienie, akceptację i dużo mocnych wrażeń. Jakiś czas później dopuszcza się jednak zdrady: po kłótni z Hando dzwoni na policję i zdradza kryjówkę neonazistowskich przestępców. Gdy policjanci przybywają do siedziby skinheadów, dochodzi do strzelaniny, w której ginie młodziutki chłopiec, bardzo lubiany przez cały gang. Hando, na wieść o tym, że to Gabe wezwała stróżów prawa, postanawia zabić zdrajczynię. Czy mu się udaje? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, trzeba po prostu obejrzeć film.


Ballada o australijskiej Murce

Zainspirowana zarówno słowiańską piosenką, jak i dramatem sensacyjnym “Romper Stomper”, postanowiłam napisać balladę o Gabe. Tekst, który ułożyłam, należy śpiewać na melodię “Murki” (Uwaga! Chodzi o wersję bez refrenu!). Celem mojego utworu jest zdemaskowanie podobieństw łączących losy Murki i bohaterki “RS”. Oto moje skromne dziełko:


Hen, w dalekim kraju,
Na przedmieściach Melbourne,
Hando miał swą bandę - Nazi gang.
Groźny i bezwzględny,
Chory z nienawiści,
Znęcał się nad ludźmi oraz kradł.

Wrogiem numer jeden
Tej lokalnej szajki
Byli imigranci - żółty lud.
Hando ze swą bandą
Dręczył Wietnamczyków.
Przeżyć w tych warunkach - to był cud.

Kiedyś do tej zgrai
Wpadła Gabe młodziutka.
Z domu się wyrwała, poszła w świat.
W jednej, ciemnej knajpie
Hando ją zobaczył -
- Spodobała mu się niczym kwiat.

Dnia pewnego bitwa
Ciężka się zdarzyła.
Krwawa i zacięta, istna rzeź.
Po niej Nazi szajka
Z miasta zwiać musiała.
Kto jej wtedy pomógł? Słodka Gabe!

Jednak po ucieczce
Coś się psuć zaczęło.
Krzyki, awantura, wielka złość.
Gabe się obraziła,
Poszła precz daleko,
Bo już miała gangu całkiem dość.

W zemście zadzwoniła
Na komisariacik.
Powiedziała glinom, co i jak.
Pały przyjechały,
Trochę postrzelały
I najmłodszy skinhead martwy padł.

Całe to zdarzenie
Poruszyło Hando -
- Smutny był niezwykle oraz zły.
W oczach tego zbója
Chyba po raz pierwszy
Zabłyszczały zwykłe, ludzkie łzy.

Kiedy się dowiedział,
Kto wezwał policję,
Wpadł w morderczy, straszny, dziki szał.
Zaczął mu się marzyć
Zgon zdradzieckiej panny.
Karę śmierci jej wymierzyć chciał.

Takie obyczaje
W gangach są od dawna:
Ten, kto zdradził, ma zgładzonym być.
Hando też uważał,
Że ta konfidentka
Nie ma prawa dłużej w świecie żyć.

Gabe, naiwna panno,
W co Ty się wplątałaś?
Z nazistami swój związałaś los!
I nie przewidziałaś,
Że prędzej czy później
Spadnie z Twojej głowy jasny włos!



Polecanki-cacanki

Gdybym miała polecić Czytelnikom którąś z już istniejących wersji “Murki”, na pewno zachęciłabym ich do posłuchania nagrania Sławy Przybylskiej. Ten wypełniony emocjami, jazzowy utwór posiada trudny do zdefiniowania urok oraz skłaniający do refleksji tekst. Z drugiej strony, kawałek jest odrobinę przygnębiający, co dotyczy zwłaszcza ostatniej zwrotki poświęconej cmentarzowi. Innym ciekawym wykonaniem “Murki” jest wersja Stanisława Wielanka, określana przez internetowych komentatorów jako “bardzo warszawska”. Dobre i miłe dla ucha interpretacje “Murki” nagrali także: Mikhail Gulko, Niki Atanasov, Gryc Drapak, Tanya Tishinskaya, zespół The Rock Family oraz działająca w Australii grupa Vulgar Grad. Na uwagę zasługuje ponadto „Murka” w wariancie Majerczyków i Kieńki. Jeśli chodzi o miłośników śpiewu operowego, to powinna im się spodobać interpretacja ballady zrealizowana przez formację Hor Turetskogo. Oczywiście, wymienione przeze mnie wersje „Murki” to tylko kropla w morzu dostępnych propozycji.


Zakończenie

„Murka” to łatwa, acz wpadająca do ucha piosenka, którą po prostu wypada znać. Obecnie występuje ona w tak wielu aranżacjach, że chyba każdy będzie w stanie znaleźć wersję odpowiednią dla siebie. Chociaż „Murka” cieszy się tak wielką popularnością i zachwyca kolejne pokolenia melomanów, niewielu ludzi wie, że pierwowzorem tytułowej postaci mogła być ukraińska anarchistka-terrorystka Maria „Marusia” Nikiforowna. Moim zdaniem, omawiany utwór nadaje się do śpiewania podczas spotkań towarzyskich, wesel, wycieczek i tym podobnych. Jak głosi pewna plotka, „Murka” już teraz jest bardzo chętnie wykonywana… w zakładach karnych. I to zarówno w Polsce, jak i na Wschodniej Słowiańszczyźnie.


Natalia Julia Nowak,
5-8 grudnia 2011 roku

---
Natalia Julia Nowak
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Rytuały śmierci w starożytnym Egipcie – zakończenie

Punktem styku obu pomieszczeń były tzw. ślepe wrota, czyli drzwi umiejscowione w ścianie kaplicy. Zmarły, pod postacią duchową, mógł przemieszczać się między komorami, by skorzystać ze składanych mu ofiar i nawiązać łączność z dbającymi o niego ludżmi. Żeby duszy wygodniej było się poruszać, wrota wykuwano nad miejscem, gdzie znajdował się sarkofag. Dodatkowo, drzwi te dekorowano podobizną zmarłego, siedzącego przed stołem ofiarnym. Ścianę pokrywano inskrypcjami, podającymi imiona oraz tytuły, który nosił nieboszczyk.   

W każdej kaplicy ofiarnej nie mogło zabraknąć stołu na którym składano dary. Tu też dokonywano libacji, tj. ofiary z płynów, przeznaczonych dla ka zmarłego. Ka, a więc energia żyjąca w ciele człowieka, jak również nadająca mu sens istnienia, lubiła „zasiadać” za takim stołem. Malowano go w wizerunki potraw i w symbole, wyobrażające „nieśmiertelną wodę”. Kto ją pił, nigdy do końca nie umierał. Ponieważ grobowce były „wiecznymi siedzibami zmarłych”, kosztownie je zdobiono. Ściany pokrywały płaskorzeźby polichromowane, a w pokojach nadbudowy mocowano stele, ustawiano poboczne posągi. Wszystko to miało znaczenie magiczne – na malowidłach prezentowano zmarłego podczas różnych scen z życia codziennego. Tak określano jako zawód i status społeczny, jak również kreowano sobie, co też może on robić po śmierci. Czym zajmuje się w zaświatach…

Przenoszenie mumii w inne miejsce lub też jakikolwiek międzynarodowy transport zmarłych nie wchodziły w grę. Swoje funkcjonowanie wplatano w pielęgnację miejsc spoczynku bliskich i nie oddalano się znacznie od swych, nierzadko, rodzinnych sarkofagów. Grobowiec zawierał ponadto szereg ubrań, należących do zmarłych, ich biżuterię, kosmetyki, pożywienie i napoje – wszystko po to, by wygodnie „funkcjonować” w nowym, nieznanym wymiarze. Znane są opowieści o skarbach, jakie zgromadzono w piramidzie Tutanchamona czy w mogiłach władców z dynastii Tanis. Archeologowie po dziś dzień mają nadzieję, że piramidy wciąż kryją sale niedostępne zwykłym śmiertelnikom – w nich to można ponoć spoczywa niewyobrażalne bogactwo Egiptu.

Od świata żywych w krainę śmierci pomagały przejść figurki uszebti – „uszeb” oznaczał czasownik „odpowiadać”, a wiec reagować na głos Ozyrysa, wzywający do swego królestwa. Ponieważ w królestwie czekała ciężka praca na nieskończonych Polach Jaru, zmarli mieli wykpić się od niej, poprzez wręczenie bogu tych właśnie figurek. Przedstawiały one sylwetki ludzkie, obładowane narzędziami rolniczymi – idealnymi do pracy przy uprawach! Dlatego, takowe posążki koniecznie musiały znaleźć się blisko mumii. Gdy bóg wzywał, można było wysłać doń swojego „następcę”. A samemu – pod postacią ka -  pilnować ukrytych w grobowcu papirusów, kosztowności i dzieł sztuki. W stróżowaniu tym pomagał zmarłym bóg Anubis, opiekun cmentarzy oraz patron mumifikacji, wyobrażany pod postacią czarnego szakala.   
-- O autorze
Ania

Rytuały śmierci w starożytnym Egipcie – rozwinięcie

Między bandażami umieszczano liczne – kamienne lub fajansowe – amulety, symbolicznie wyobrażające życie i odnowienie duszy. Jednym z takich symboli była podobizna skarabeusza, znak anch czy oko udżat.
Po starannej mumifikacji, zwłoki umieszczano w trumnie – drewnianej, metalowej lub (w zależności od majętności rodziny) wykonanej z kartonażu czy terakoty. Bogate familie chowały swych bliskich w kilku trumnach, włożonych jedna w drugą, a na końcu zamkniętych w kamiennym sarkofagu. Jego kształt, jak i kształt trumien, mógł być prostokątny bądź antropoidalny, oddający kształt ludzkiego ciała. Sarkofagi bogato zdobiono: rzeźbiono, pokrywano licznymi malunkami.

Przewóz zmarłych odbywał się w tradycyjnym orszaku, w którym znajdowali się najbliżsi z otoczenia zmarłego, sąsiedzi, a także wynajęte płaczki, modlące się i roniące łzy na cześć wszystkich nieboszczyków, którzy opuścili ten ziemski padół. Mumię ciągnięto na specjalnych saniach i tuż przed włożeniem do grobowca, ustawiano ją na podwyższeniu w celu rytualnego otwarcia ust nieboszczykowi. Miało mu to umożliwić chłonięcie ziemskich darów również po śmierci. Następnie, zwłoki umieszczano w grobowcu, a długa procesja żałobników składała zmarłemu pożegnalne dary. Całość ceremonii nadzorowali kapłani.  

Warto wspomnieć, że zarówno forma nagrobka, jak i całe zespoły piramid – grobowców świadczą o wielkiej randze pochówku – w Egipcie wierzono, że tylko poprzez należyte pożegnanie ze światem żywych, można uzyskać pośmiertny spokój. Patronat zmarłych nad losem tych, którzy go opłakują, był wyczuwalny – pamięć o nieżyjących pielęgnowano, a miejsca ich spoczynku należycie czczono.    
  
Do najbardziej znanych kompleksów piramid należą, dziś tłumnie odwiedzane przez turystów: nekropolia nemficka oraz hypogea w Dolinie Królów. Bez różnicy jednak, czy oglądamy grobowce członków elity królewskiej, mające postać majestatycznych mastab czy też zwiedzamy skalne groty, w których składano mumie zwykłych obywateli egipskich, wszędzie powinniśmy zachować należytą powagę – miejsca te powstały wszak, by czcić zmarłych. Chyba nie chcemy więc swym nagannym zachowaniem, ściągnąć na siebie jakąś faraońską klątwę?   
-- O autorze
Ania

Rytuały śmierci w starożytnym Egipcie – wprowadzenie

Również po śmierci, ka wymagało opieki i uwagi, to dlatego zmarłym przynoszono do sarkofagów owoce i słodkości, dekorowano ich miejsca spoczynku i celebrowano rocznice, wyznaczające moment opuszczenia duszy przez ciało. 
Zaś w momencie samego pogrzebu zmarły wyposażony był w piękne szaty, ozdoby, broń, mięso, środki do pielęgnacji ciała i włosów, w pamiątki rodzinne i przedmioty codziennego użytku: naczynia, zwoje papirusów, narzędzia pracy.

Samo pożegnanie wymagało wypowiedzenie magicznych formuł, wypisanych hieroglifami na ścianie grobowca. Ka stanowiło element, sprawiający, że bóg lub zmarły – w swej duchowej postaci – mógł zamieszkać w - specjalnie do tego celu - stworzonym posągu. To jemu oddawano cześć po śmierci danej osoby. Przed tymi figurami składano dary i modlitwy. Ważne, by zmarłego należycie zabalsamować i przed włożeniem do sarkofagu, przeprowadzić tzw. rytuał ust. Wierzono, że przez otwartą buzię mumia mogła widzieć, oddychać  i przyswajać pokarm. Zaopatrywano więc sarkofag w potrzebne, również po śmierci, wiktuały i atrybuty. Nie trzeba dodawać, że grobowce, z racji zgormadzonych w nich dóbr, były często grabione. Choć ponoć „zemsta mumii” miała dosięgnąć każdego, kto naruszy miejsce spoczynku zmarłego…    
    
Nim nastąpił uroczysty transport zmarłych do grobowca, ciało należało odpowiednio przygotować do wiecznego snu. Przygotowania były o tyle staranne i znakomicie obmyślone, że do dziś można oglądać w muzeach egipskie mumie, które w bardzo dobrym stanie przetrwały upływ czasu. Ciało oraz wnętrzności płukano winem palmowym, nacierano ziołami i moczono w balsamie. Następnie pokrywano je żywicami i bandażowano. Po utlenieniu żywica przybierała czarny kolor, przez co długo myślano, że mumie są pokryte smołą lub bituminem – stąd, arabskie słowo mumija oznacza właśnie bitumin. Po zabiegach balsamujących przychodziła pora na bandażowanie. Na początku istnienia Starego Państwa, zawijano osobno każdy członek ludzki, potem zaczęto owijać całą postać, tworząc spójny kokon. Pozwalało to lepiej zachować ciało w układzie zwartym, nienaruszalnym.

Mumię, zwykle, zaopatrywano w maskę grobową, ukazującą idealne rysy zmarłego. Przedstawiono go takim, jakim był przed śmiercią, uwypuklając wyjątkowe cechy charakteru i urody: kształtny nos, inteligentne spojrzenie, pełne usta, bujne włosy, liczne ozdoby, zarys policzków… Przy takim posągu spędzano później długie godziny, modląc się i wspominając świetność nieboszczyka. Często maski malowano na złoty kolor, który uznawany był za barwę odrodzenia.      
-- O autorze
Ania

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Wojny Punickie

Wojny Punickie

Na liście przełomowych wydarzeń w dziejach ludzkości na pewno znalazły by się wojny punickie. Zwycięsko z trzech wielkich wojen pomiędzy Republiką Rzymską a Kartaginą (Kart Hadaszt) wyszedł Rzym. Dla synów wilczycy był to początek nieprzerwanych podbojów w basenie morza Śródziemnego przez kolejne dziesięciolecia.

Należy podkreślić że w wojnach punickich Kartagina kilkukrotnie była bliska do rzucenia przeciwnika na kolana. Jednak militarny charakter państwa Rzymskiego i niezmierna wola walki jego mieszkańców spowodowały że pomimo wszystkich przeciwności losu zwycięstwo zostało po stronie Rzymskiej.

Opisując wojny punickie zazwyczaj koncentrujemy się na aspekcie militarnym i politycznym tego konfliktu milczeniem pomijając fakt że oba państwa przez kilka stuleci współistniały razem utrzymując przyjazne stosunki dyplomatyczne.

Jeszcze kilka lat temu dominowała wizja Kartaginy jako państwa zawdzięczającego swą potęgę sieci faktorii handlowych rozsianych w całym basenie morza śródziemnego. Niejako naturalnie Kart Hadaszt przeciwstawiano Rzym państwo w którym o pozycji człowieka poza pochodzeniem decydowała wielkość majątku ziemskiego.

Tymczasem pomimo niewątpliwie dobrze rozwiniętego handlu morskiego kupcy bynajmniej nie stanowili poważnej siły politycznej w Kartaginie. Lud w Kartaginie tak jak i w Rzymie miał w rzeczywistości bardzo niewiele do powiedzenia a władza należała do najbogatszych rodów należących do rady starszych (odpowiednik Rzymskiego senatu) które również czerpały dochody z wielkich majątków ziemskich.

Oba miasta były więc oligarchicznymi republikami w których najważniejszą władzę oddawano kolegialnym (tj. wybieralnym co roku) urzędnikom. W Rzymie byli to Konsulowie a w Kartaginie Sufeci.

Co więcej Rzym i Kartagina potrafiły współdziałać w obliczu wspólnego niebezpieczeństwa. Dobrym przykładem jest tu wojna z Pyrrusem. Epirocki monarcha pomimo niewątpliwego talentu militarnego i sukcesów na polu bitwy nie zdołał trwale opanować południowej Italii i Sycylii.

Jak widać państwa te nie były sobie zupełnie obce jak to można przypuszczać z licznych dotychczasowych publikacji. Można nawet zaryzykować stwierdzenie że było pomiędzy nimi zdecydowanie więcej cech wspólnych aniżeli np. pomiędzy Rzymem a monarchiami hellenistycznymi.

Jak więc doszło do tego że wojny punickie stały się faktem i że Kartagina została niemalże wymazana z kart historii przez zwycięskich Rzymian z kart Historii.

Przyczyny takiego stanu rzeczy należy dopatrywać się w fakcie że Republika Rzymska była państwem zmilitaryzowanym na skalę do dziś niespotykaną. Nawet państwa hellenistyczne które również były państwami o strukturze militarnej gdzie władza polityczna należała do wąskiej elity Greków i Macedończyków zobowiązanych do służby wojskowej, nie mogły się pod tym względem równać z Rzymem.

Sytuację pogarszał fakt ciągłej rywalizacji poszczególnych rodzin senatorskich najwyżsi urzędnicy Rzymscy tj. konsulowie byli przede wszystkim dowódcami wojskowymi. Dla poklasku tłumu, realizacji swoich wizji politycznych i umocnienia pozycji swojej rodziny pchali państwo Rzymskie od jednej wojny do drugiej. W okresie od 327 r. p.n.e do 241 r. p.n.e tj. przez 86 lat tylko cztero krotnie zdarzyło się by Rzym w danym roku nie prowadził żadnej wojny. Kartagińscy Sufeci nie byli dowódcami wojskowymi co powodowało że Kartagina znacznie rzadziej wszczynała nowe konflikty.

Źródła starożytne podają że Pyrrus opuszczając Sycylię miał rzec:

Przyjaciele moi ! Cóż to za wspaniały plac boju opuszczamy dzisiaj i zostawiamy go Kartagińczykom i Rzymowi.

Oczywiście nie jest pewnie czy Pyrrus faktycznie przewidział wojny punickie jednak wzajemna nieufność obu państw od czasu pokonania Pyrrusa i fakt że posiadłości Rzymu i Kartaginy znalazły się niebezpiecznie blisko powodowały że wybuch konfliktu wydawał się nieuchronny.

Zajęcie Messeny przez Rzymian dało początek serii trzech wielkich wojen określanych w literaturze jako wojny punickie.

  • I wojna punicka - 264 r. p.n.e 241 r. p.n.e,
  • II wojna punicka - 218 r. p.n.e 201 r. p.n.e,
  • III wojna punicka - 149 r. p.n.e 146 r. p.n.e,

Jak już pisałem zwycięsko z konfliktu wyszedł Rzym który stał się niekwestionowanym władcą w basenie morza Śródziemnego. Żadne inne państwo po okresie wojen punickich nie było w stanie sprostać potędze z nad Tyru. W krótkim czasie władzę Rzymu musiały uznać wszystkie pozostałe niezależne ośrodki. Dotyczy to zarówno ojczyzny Aleksandra Wielkiego tj. Macedonii rządzonej przez Antygonidów jak i innych państw hellenistycznych.
Zdzisław Rojtecki
--
Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.

środa, 30 listopada 2011

Piękne kolczyki zbudowały ten świat!

Piękne kolczyki zbudowały ten świat!

Autorem artykułu jest Marlena Kujawska

Istnieje wiele tradycji związanych z noszeniem biżuterii. W naszych kręgach kulturowych doszukiwano się w nich nawet łamania zasad biblijnych. Jak się okazuje istniały poglądy, że stosowanie biżuterii ma demoniczne pochodzenie. Podobno pierwsze tłumaczenie słowa „kolczyki” przesłoniło prawdziwy sens tekstu.
Istnieje wiele tradycji związanych z noszeniem biżuterii. 

W naszych kręgach kulturowych doszukiwano się w nich nawet łamania zasad biblijnych. Jak się okazuje istniały poglądy, że stosowanie biżuterii ma demoniczne pochodzenie. Dziś wydaje się to dość zabawne, ale cytując fragment Księgi Henocha możemy poczuć grozę przesłania: "Azazel nauczył ludzi wyrabiać miecze, sztylety, tarcze i napierśniki. Pokazał im metale i sposób ich obróbki: bransolety i ozdoby, sztukę malowania oczu i upiększania powiek, bardzo cenne i wyszukane kamienie i wszelki [rodzaj] kolorowych barwników. I świat uległ zmianie. Nastała wielka niegodziwość i wielki nierząd. Pobłądzili, a wszystkie ich drogi stały się zepsute." Przesłanie jest zatem jasne.

biżuteria biblijna

Pomimo opinii potępiających biżuterię, Biblia nigdy jednak wprost nie określała co było i co nie jest dozwolone w zakresie upiększania ciała. To tłumaczenie słowa „kolczyki” przesłoniło podobno prawdziwy sens tekstu. Jaki jest zatem prawdziwy sens zacytowanego fragmentu i jak zrozumieć płynące z niego zakazy dot. biżuterii?

Dobrze by było określić pochodzenia zwyczaju noszenia kolczyków i wyrobów jubilerskich. Całkiem możliwe jest, że obyczaj noszenia kolczyków, bransoletek, naszyjników, obrączek i pierścionków mógł ewoluować od wcześniejszych zwyczajów noszenia amuletów. Ogólnie można przyjąć, że amulety przerodziły się w ozdoby. Oczywiście praktyka noszenia amuletów wydaje się mieć początek w czasach zdominowanych przez animistyczne wierzenia. Amulet miał wtedy atrybut władzy i wpływów w świecie ducha. Praktyka taka była kontynuowana przez wieki. Pierwsza konkretna biblijna wzmianka o kolczykach znajduje się w Księdze Rodzaju, gdzie kolczyki są jak obcy bogowie (sic!). Cytując Księgę Rodzaju 35:4: "Oddali więc Jakubowi wszystkie [wizerunki] obcych bogów, jakie posiadali, oraz kolczyki, które nosili w uszach, i Jakub zakopał je pod terebintem w pobliżu Sychem." Oczywiste jest więc, że noszenie kolczyków kobyło odbierane jako służenie obcym bogom lub epatowanie ich symbolami. Praktyka noszenia amuletów w widocznych miejscach została więc na jakiś czas zlikwidowana i ozdoby były noszone (pod odzieżą) w tajemnicy.

Ten przykry zakaz skończył się jednak dość szybko.
Już Księga Judyty (10:04)  pokazuje, że nosiła ona bez skrępowania biżuterię: "Włożyła też sandały na nogi, ustroiła się w łańcuszki, bransolety, pierścienie i kolczyki, i we wszystkie swoje ozdoby. A ukazała się tak bardzo piękna po to, aby ściągnąć na siebie oczy wszystkich mężczyzn, którzy ją zobaczą." Niedawne wykopaliska archeologiczne pokazują również, że kolczyki w tamtych czasach były traktowane jako naturalne dodatki do urody i amulety. Ciekawa jest również teoria, która mówi, że noszenie kolczyków wyrażało chęć zablokowania ciała przed wejściem złych duchów poprzez różne otwory!
biżuteria antyczna
Czy tak wyglądają ozdoby do zatykania dziur?
Na koniec wniosek i jednocześnie ciekawy biblijny cytat dotyczący kolczyków - Księga Ezechiela (16:8):"Oto przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię. Był to twój czas, czas miłości. (..) Ozdobiłem cię klejnotami, włożyłem bransolety na twoje ręce i naszyjnik na twoją szyję. Włożyłem też pierścień w twój nos, kolczyki w twoje uszy i wspaniały diadem na twoją głowę. Zostałaś ozdobiona złotem i srebrem, przyodziana w bisior oraz w szaty jedwabne i wyszywane. (...) Stawałaś się z dnia na dzień piękniejsza i doszłaś aż do godności królewskiej. Rozeszła się twoja sława między narodami dzięki twojej piękności, bo była ona doskonała z powodu ozdób, którymi cię wyposażyłem."
Pamiętajmy, że najważniejsze są ozdoby duchowe, ale troszczymy się również o ozdoby materialne, gdyż z pięknych spraw zbudowany jest ten świat.


---
Więcej ciekawostek na moim blogu, a tam m.in: kolczyki i mity na temat alergii.
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 26 listopada 2011

Historia obuwia - buty miarą sukcesu

Historia obuwia - buty miarą sukcesu

Starożytni znali buty w takiej formie, jaką my znamy obecnie, ale zanim buty stały się butami, musiały przejść drogę ewolucji. W 1991 roku archeologowie dokonali niezwykłego odkrycia – w Alpach na granicy Austrii i Włoch odnaleziono zamarzniętego człowieka, któremu później nadano imię Oetzi. Jego nogi były okryte kawałkami jeleniej skóry z podeszwą ze skóry niedźwiedzia. W środku prymitywnego buta znajdowała się słoma zamocowana sznurkami z łyka. Oetzi żył około 3300 lat p.n.e. i jest najstarszym udokumentowanym posiadaczem obuwia.
W starożytności Egipcjanie najpowszechniejszym surowcem do produkcji obuwia były odpowiednio spreparowane liście palmowe oraz łodygi papirusu, które moczono, suszono, barwiono i splatano. Natomiast nici z konopi służyły do robienia skarpet z oddzielonym dużym palcem, aby można było założyć je do sandałów.
Natomiast obuwie bizantyjskie, zwane socci, było skórzane i zdobione stebnowaniem i kolorowymi nićmi. Najbardziej ekskluzywne buty ozdabiano złoceniami i tłoczeniami.  Tsangia to buty z cholewką do połowy łydki z bogatymi ornamentami noszone prze Persów. W ciepłym klimacie najczęściej noszono sandały, które współcześnie nie odbiegają mocno od dawnych standardów. Japończycy, posiadający bardzo długą tradycję produkcji obuwia, podkreślali swój status społeczny właśnie za pomocą zdobień na sandałach. Inne buty nosili urzędnicy z dworu cesarskiego, inne artyści, inne rzemieślnicy itd. W Grecji noszenie sandałów było codziennością, nawet posągi Hermesa są obute w sandały. Specjalną funkcje pełniły koturny – buty na wysokiej podeszwie noszone przez aktorów. Służyły im podczas występów teatralnych – miały sprawić, że aktorzy będą lepiej widoczni na scenie. Chłopi nosili bardzo proste, wykonane z kawałków skóry okrycia nóg. Na obszarach, gdzie doskwierają niskie temperatury, ludzie ubierali mokasyny, które charakteryzowały się szwem na przodzie buta. Chodzili w nich między innymi Eskimosi i Lapończycy.

Mentalność średniowieczna znacznie przyczyniła się do rozwoju przemysłu obuwniczego. Nagość każdego rodzaju była powodem potępienia, więc i stopy musiały być zakryte. Ogromnie popularne stały się „poulaine”, czyli buty z zadartymi szpicami. Długość „nosków” regulowało prawo. Najdłuższe, nawet sześćdziesięciocentymetrowe, mogli nosić tylko szlachetnie urodzeni, bogaci ludzie, dla których wszystkie drzwi stały otworem. Nieco krótsze szpice przysługiwały tylko warstwie średniej, natomiast plebs mógł pozwolić sobie na zaledwie kilkunastocentymetrowe szpice. Nosili je i mężczyźni i kobiety, pomimo tego, że były niewygodne. Jazda konna wymagała specjalnych „houseaux”, czyli wysokie cholewy zakładane na spodnie, które wyparły tradycyjne wysokie buty stosowane do XV wieku. Na co dzień noszono obuwie z miękkiej skóry, których niskie cholewki luźno opadały na kostki. Aby nie zniszczyć delikatnej skóry na podeszwach, używano patynek – drewnianych podeszew zapinanych na skórzane paski. Patynki zakładało się na obuwie. Modnisie z Wenecji pod koniec XV wieku nosiły drewniaki zwane tam „pianelle”, które musiały być wysokie. Do końca średniowiecza nie różnicowano butów na prawy i lewy – podeszwa w obu wyglądała tak samo.

Wkrótce moda na bardzo długie szpice minęła a nastała epoka koturnów i obcasów. Weneckie nakładki na buty- „chopine” miały nawet kilkadziesiąt centymetrów wysokości, co znacznie utrudniało chodzenie. Wymyślono także, że zamiast ciężkiego koturna można zastosować mniejszy korek – dziś domena kobiecych pantofli, dawniej stosowana także przez mężczyzn. Zamożne fascynatki mody nosiły buty zrobione z jedwabiu a do połowy XVII wieku buty skórzane zdobione ażurowymi motywami. Męskie buty wcale nie odbiegały estetyką od damskich – zdobiono je klamrami na przodzie a także rozetkami ze wstążek. Wysocy namiestnicy państwowo mieli prawo nosić czerwone obcasy.

XVIII wiek przyniósł fascynację modą na wzór francuski, która dotarła także do Polski. Wysokie obcasy, brokatowe materiały, bogate wzornictwo, klamerki i zapinki – oto czym zachłysnęła się polska arystokracja. Najbardziej pożądanymi butami były te wykonane z tureckiej skóry safianowej. Najbogatsi nosili je z obcasami posrebrzanymi lub w całości wykonanymi ze srebra. Nieco mniej zamożni odkupywali je od arystokracji i uzupełniali ewentualne braki, naprawiali obcasy. Prawdopodobnie stąd wzięło się przysłowie: „Znać pana po cholewach”. Po Rewolucji Francuskiej rozpoczętej w 1789 roku, nastał czas na skromniejsze ubiory. Pozbyto się obcasów z obuwia męskiego – symbolu wyższości, zaczęto produkować buty z tańszych surowców.

Natomiast z mody damskiej obcasy nie znikły, wręcz przeciwnie. W XIX wieku buty miały nie tylko obcasy, ale także wysoką cholewkę sznurowana lub zapinaną na wiele guzików. Nadal wytwarzano je ręcznie. Aż do końca tego wieku podstawowymi narzędziami były proste kopyto, dłuto, szydło, nóż, ścieracz, młotek, szczypce. Maszyny do produkcji obuwia wynaleziono w połowie wieku, ale ich wdrożenie na masowa skalę wymagało czasu. Przełomem stał się wynalazek Lymana R. Blake'a zszywający podeszwę z cholewką. Urządzenie zostało zmodyfikowane przez Gordona McKaya, który zrewolucjonizował przemysł obuwniczy. Początkowo jego pomysł nie spodobał się szewcom, ale wkrótce przekonali się, że obie stony odnoszą korzyści. McKay wyposażył zakłady szewskie w swoje maszyny i pobierał opłaty od każdej wyprodukowanej pary butów. Okazało się, że towary są równie dobre jakościowo jak te ręcznie robione, ale produkcja jest szybsza.

Dziś większość butów wytwarzana jest przez maszyny, nie oznacza to jednocześnie, że nie istnieją zakłady szewskie. Nadal można zamówić sobie buty szyte na miarę, co oczywiście, wiąże się z odpowiednio wysokimi kosztami. Półki w sklepach obuwniczych uginają się od towaru. Trudno uzmysłowić sobie, że kiedyś nie było takiej możliwości wyboru: buty sportowe, obuwie robocze, buciki dla dzieci – teraz są na wyciągnięcie ręki.
-- O autorze

środa, 23 listopada 2011

Słynny obraz Picasso „Guernica”

Słynny obraz Picasso „Guernica”.

Autorem artykułu jest Li Li

Jeszcze w 1937 roku Pablo Picasso na zamówienie republikańskiego rządu namalował obraz „Guernica”. Obraz został pokazany na Wystawie Światowej w 1937 roku w Paryżu i stał się jednym z najbardziej znanych dzieł Picasso.
Słynny obraz „Guernica” Pablo PicassoWielcy malarze rzadko myślą o czymś takim jak biuro rachunkowe. Często obce są im skomplikowane przepisy dotyczące płacenia podatków czy finansów. Jednym z takich malarzy był Pablo Picasso.
Kiedy Picasso malował swoje najsłynniejsze dzieło, to chyba nie przypuszczał, ile wzbudzi ono emocji. A cała ta historia zaczęła się w baskijskim miasteczku.

Małe, baskijskie miasteczko Guernica prawdopodobnie byłoby do dzisiaj mało znane, gdyby nie pewne zdarzenie z czasów hiszpańskiej wojny domowej.

W kwietniu 1937 roku miasteczko Guernica leżące w Kraju Basków stało się miejscem bezpardonowej, bestialskiej rzezi. Kraj Basków w wojnie domowej opowiedział się po stronie Frontu Ludowego. Dowódca legionu Condor, Wolfram von Richthofen, wspierał oddziały generała Franco i chciał dać lekcję pokazową Frontowi Ludowemu. Jako cel ataku została wybrana właśnie Guernica.

Niemieckie myśliwce i bombowce w godzinach popołudniowych pojawiły się nad miastem. Zaczęły zrzucać bomby burzące i zapalające. Trudno rozstrzygnąć, ile ton bomb zrzucono na Guernicę. Szacunkowo ocenia się, że niemieckie bombowce zrzuciły ponad 28 ton bomb. Nie ma dokładnych danych, ile osób tak naprawdę zginęło podczas bombardowania miasta. Podaje się różne dane (od 100 do 3000 tysięcy).

Bombardowanie Guerniki stało się jednym z najbardziej znanych epizodów wojny domowej w Hiszpanii i przykładem wojennego okrucieństwa. To zdarzenie było silnym impulsem twórczym dla Pabla Picasso.

Jeszcze w 1937 roku Pablo Picasso na zamówienie republikańskiego rządu namalował obraz „Guernica”. Obraz został pokazany na Wystawie Światowej w 1937 roku w Paryżu i stał się jednym z najbardziej znanych dzieł Picasso.

„Guernica” zaliczana jest do najważniejszych dzieł malarskich XX wieku. Dzięki „Guernice” i innym obrazom Picasso dorobił się sporej fortuny. Picasso prawdopodobnie nie myślał o prowadzeniu regularnej rachunkowości. Dzisiaj jednak są inne czasy i korzystanie z takiej usługi jak biuro rachunkowe to dla wielu osób konieczność.

---
Zobacz także:
- apartamenty Słoneczny Brzeg
- wakacje na Krymie
- Ristoranti a Cracovia
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 19 listopada 2011

"Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie..."

"Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie..."

Autorem artykułu jest Agata Jeruszka

Reportaż napisany na podstawie książki Ewy Kurek-Matiunin, o takim samym tytule - "Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie...". Wydawnictwo TAKT, Lublin 1992 r.

    II wojna światowa. Do warszawskiego domu Rodziny Maryi przychodzi mała dziewczynka. Wychudzona, blada, niepodobna do człowieka, zwłaszcza do dziecka. Przed chwilą Niemcy zabili jej tatę i mamę. Prosi Marię Sawicką, furtiankę tego domu, żeby została jej matką.
     Mały Rysiek Peiper i Urszulka Peiper też znaleźli schronienie w domu Rodzin Maryi przez cały czas trwania wojny.

     Lee uratowały siostry w klasztorze sióstr Rodziny Maryi z Brwinowa.
     Rachelę, po tym jak jej matka zabiła siebie i 3-letnią siostrę Racheli uratowały siostry Józefitki. Odstawiona do klasztoru przez ludzi, którzy przez jakiś czas dawali jej schronienie, teraz znalazła je u sióstr. Siostra Roberta była dla niej jak matka i tak pozostało przez wiele lat po wojnie.
     Frania Aronson też przeżyła dzięki siostrom z klasztoru. Po ucieczce z domu, w którym się ukrywała w Stanisławowie, a który Niemcy ostrzelali znalazła schronienie u sióstr. Wyrobiły jej dokumenty, kenkartę, podarowały życie. Przebywała u nich do 1944 roku od lutego 1943.

     Doktor Anna, uratowana w klasztorze w Rabce – tak – została uratowana, ale zyskując życie straciła wiarę w całą instytucję zakonną, gdy z pustym brzuchem zobaczyła suto zastawiony stół sióstr opiekujących się nią i innymi dziećmi, gdy jedna z sióstr otruła ulubionego kota wszystkich dzieci.
     Julka uratowały siostry sercanki. Po ucieczce od Marii Wójcik, która oprócz niego ukrywała kilkoro innych dzieci, złapali go Niemcy. Załadowali go do bydlęcego wagonu. Przez malutkie okna z wagonu ludzie wyrzucali dzieci, do których strzelali uzbrojeni w karabiny, stojący na schodkach każdego wagonu niemieccy żołnierze.

Julek został wyrzucony po trzech dniach jazdy. Przeżył upadek, przeżył ostrzeliwanie go przez żołnierzy. Dostał tylko w nogę.
W końcu trafił do sióstr, stamtąd do księży salezjanów. Jest jednym z około 1500 dzieci uratowanych w klasztorach podczas II wojny światowej.
Jednym z około 1500 żydowskich dzieci uratowanych w polskich klasztorach. Czy liczba byłaby mniejsza czy większa gdyby nie chodziło o dzieci żydowskie? Albo gdyby nie chodziło o polskie klasztory. W jakim stopniu liczy się tutaj narodowość? Czy w ogóle się liczy?
Nie. Liczy się człowiek. Żydzi, Polacy to po prostu ludzie.
---
Agata Jeruszka
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wtorek, 15 listopada 2011

Kim był Marian Babiński? Nowy bohater doczekał się pomnika w Malborku

Kilka dni temu na cmentarzu komunalnym w Malborku miała miejsce niecodzienna uroczystość. Władze miasta, liczne grono zaproszonych gości, profesorowie, mieszkańcy, harcerze i młodzież oddawali honory byłemu ubekowi.
Na dodatek to wszystko filmowała kamera TV Trwam.
Malbork, odnowiony grób Mariana Babińskiego 

Gdybym w tym miejscu zakończył relację ktoś popukałby się w czoło, ktoś inny odesłał mnie do Tworek czy Kocborowa.
A jednak ....
Marian Babiński był cichym bohaterem. Jego krótkie życie powinno posłużyć jeśli nie do napisania scenariusza filmowego to chociażby obszernej książki.

Kim zatem był nasz bohater ?
Marian Babiński był żołnierzem formacji Wolność i Niezawisłość, który w latach 40. przeniknął w szeregach funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa w Malborku.
Jeszcze niedawno leżał na cmentarzu malborskim pochowany jako jeden z funkcjonariuszy UB.
Odkrycie jego prawdziwego życiorysu zawdzięczamy Robertowi Jamrozowi z Malborka. Odkrył on, że poległy w 1946 r. w Zielenicach Marian Babiński był członkiem grupy współpracującej z Mieczysławem Kawalcem ps. "Żbik".
Był  postacią wybitną w dziejach Podziemia niepodległościowego. Babiński przekazywał informacje o osobach aresztowanych, planowanych akcjach UB i szczególnie niebezpiecznych funkcjonariuszach. Dzięki nim udało się uwolnić z więzienia dowódcę miejscowej siatki a wielu ludzi ostrzec przed aresztowaniem, niewolą i torturami.
Był ważną postacią - od stycznia 1947 r. był on kierownikiem Wydziału Informacji w IV Zarządzie Głównym WiNu. Ostatecznie, trafił do Malborka i tu przypadkowo zginął (najprawdopodobniej z rąk członka podziemia, który nic nie wiedział o prawdziwej tożsamości Babińskiego).

Jak okazuje się, walka z "czerwonym okupantem" to nie jedyne bohaterskie karty w życiu Mariana Babińskiego. W rok 1943 na Wołyniu brał udział w obronie Przebraża przed Ukraińcami.
Schronieni w obozie Polacy uniknęli krwawej rzezi.

Ile jeszcze takich historii skrywają nasze mogiły ?

wtorek, 8 listopada 2011

Czy Hitler był prawicowcem?

Autorem artykułu jest Miłosz Rożański

Najbardziej lubię rozmawiać ze studentami politologii, można dowiedzieć się od nich naprawdę zabawnych rzeczy. Temat jest szczególnie aktualny kiedy to media informują iż w Niemczech wzrasta poparcie dla „prawicowych” rozwiązań, tak więc rozprawmy się z tym mitem.

"Nazizm to skrajna prawica"
 Już od ponad trzech lat interesuję się tym tematem i rozprawiam się ze sloganami które zasłyszeć mogłem nawet jako dziecko, partie nazistowskie nazywane były esencją prawicowości. Na uczelniach w całej Polsce (mam ich sporo w Krakowie) naucza się iż Hitler był prawicą, w telewizji mówi się iż Hitler był prawicą i na paradach krzyczy się iż Hitler jest prawicą. Zdawać by się mogło iż skoro wszyscy naokoło tak głośno o tym krzyczą musi być to prawda, jednak nawet najgłośniejsze krzyki nie mają szans wobec prawdziwych argumentów. Przypominam sobie grupkę studentów którzy przyjechali na wycieczki po Krakowie, rozmawiałem w nimi w pewnym niezwykłym pubie. Pub o nazwie „rewolucja” mający nad wejściem wywieszony portret zbrodniarza, szaleńca, sadysty i ostatniego tchórza jakim był Che.

Rozmowa ze studentami
 Opis będzie skrócony do wersji light, gdyż na wszystkich argumentach i kontrargumentach skupię się dużo dokładniej w dalszej części artykułu. Jak zwykle się to odbywa w moim towarzystwie temat zszedł na politykę, myślę że było to nieuniknione gdyż moi rozmówcy byli dumnymi studentami politologii przekonanymi o tym że wiedzą wszystko. Nie będę przedstawiał w jaki sposób doszło do tematu czym jest prawica, lecz wydaje mi się iż wyłoniło się to z tematu prawicowości/lewicowości głównych partii politycznych w Polsce. Moim drogim wycieczkowiczom zadałem wtedy proste pytanie: Hitler był prawicą czy lewicą? Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, werdykt był jednoznaczny „Skrajną prawicą!”. Następne wywodu nakierowane były na zmuszenie ich do konkretnego zastanowienie się i przyznania w końcu iż owszem nazizm jest skrajną opcją, ale lewicową! Mam nadzieję iż z tej wycieczki po Krakowie wynieśli więcej niż dostają na reżymowych uczelniach.
Robert Biedroń
(Młody Adolf Hitler, przez całe swoje życie specjalnie się nie zmienił)

Co prawicowego jest w Hitlerze?
 Mi samemu ciężko przytoczyć cokolwiek przypominającego prawicowość w tym zbrodniarzu i wybitnym dyktatorze socjalistycznym, przytoczę więc „argumenty” znalezione w Internecie pod zapytaniem „Czy Hitler to prawica”

1.Hitler panie Michalkiewicz swoje pierwsze polityczne sukcesy i pierwszych politycznych wyznawców zdobywał w Bawarii najbardziej zfanatyzowanym prawicowo - katolickim regionie Niemiec (100% katolików)
Czy sądzi pan że ktoś o poglądach lewicowych zaczynałby swoją karierę polityczną w jaskini prawicowego lwa?

2.Hitler w swoich licznych tyradach często nawiązywał do (Boga)i kościoła Katolickiego jak również nader często używał haseł politycznych o zabarwieniu narodowo - katolickim i jedno z wielu popularnych i znanych brzmi (KINDER , KUCHE, \(DZIECI , KUCHNIA, KOŚCIÓŁ)

3.Hitlera i jego NSDAP wspierały wszystkie Niemieckie partie prawicowe i Watykan na czele z Piusem Xll

4.Hitler podpisał Konkordat z Watykanem

5.Wreszcie żołnierze Hitlera (WERMACHT) mieli wygrawerowany na swioch pasach napis GOTT MIT UNS (BÓG Z NAMI)
Chyba nie powie mi pan że Hitlerowi chodziło o MARKSA?

6.NSDAP to tylko nazwa a te jak wiadomo często mają niewiele wspólnego z ideologią partii i światopoglądem ich twórców.
Jeśli ktoś psa nazwie kotem to ten przestanie być psem?

Co prawda zarzuty skierowane były do pana Michalkiewicza który nie wiem czy odpowiedzi udzielił, gdyż nie miałem przyjemności zaznajomić się z tekstem. Wiem jednak iż każdy z zarzutów jest dziecinnie prosty do odparcia dla każdego zdrowo myślącego człowieka.
 Ad.1
 Po pierwsze nie przypominam sobie aby wiara w jakąkolwiek religię była wyznacznikiem prawicowości lub lewicowości, prawdą jest iż kościół katolicki przyczyniał się do rozwoju kapitalizmu dużo częściej niż inne religie. Przykładem może być bardzo „religijny” beton PiSu który poglądy ma bardzo socjalistyczne (co za pomysł z tymi milionami mieszkań?) uznając się przy tym za chrześcijan. Cały czas nie rozumiem od kiedy wiara jest wyznacznikiem tego czy moje poglądy są lewicowe czy prawicowe, gdybym popierał Lenina i jednocześnie kościół to moje poglądy były by prawicowe?

Ad.2
 To samo pytanie, co wiara ma do poglądów? To iż używał haseł populistycznych nie znaczy wcale iż reprezentował ideę katolicyzmu. Tutaj dobrym przykładem będzie PO krzyczące o obniżkach podatków i walce z biurokracją co daje odwrotne skutki. Podatki są podnoszone jak nigdy indziej (już nawet PiS obniżył akcyzę), natomiast armia urzędników rośnie. Za Kadencji Gronkiewicz-Waltz w Warszawie iloś urzędników wzrosła o 30%. Co z tego iż głoszą oni hasła wolnorynkowe skoro są mniej wolnorynkowi od nastawionego socjalistycznie SLD?
 Ad.3
 Pius jest jednym z bardziej pokrzywdzonych papieży przez ideologię lewicową, jednak media takie jak Internet sprawiają iż wszystko zostaje odkryte, pozwolę sobie podać treść artykułu odnoszącego się do Piusa”Catholicherald.co.uk informuje, że niektórzy żydowscy historycy twierdzą, iż Kościół katolicki pod przywództwem papieża uratował nawet 860 000 Żydów, ukrywając ich, interweniując przeciwko deportacjom i pomagając im uciec do bezpiecznych krajów. „ źródła : telegraph.co.uk, catholicherald.co.uk, jewishtimes.com. Artykuł bardzo łatwo znaleźć w Google chociażby po treści którą przytoczyłem, naprawdę polecam gdyż jest bardzo ciekawy.
 Ad.4 Uratowanie setek tysięcy żydów było by niemożliwe w innym wypadku, jak to ma się do poglądów Hitlera?
 Ad.5 A gdyby napisał tam „Pokój. Miłość, Tolerancja” to byłby hipisem?
 Ad.6 Tutaj kolega odpowiedział sobie sam na wszystkie stawiane przez siebie tezy, przypomnę dla ludzi głodnych wiedzy iż skrót NSDAP oznacza Narodowo Socjalistyczna Niemiecka Robotnicza Partia. A Hitler niejednokrotnie podkreślał swoją lewicowość
Joanna Senyszyn
(Ach to państwo w roli stróża nocnego)


Co lewicowego jest w Hitlerze
 Temat rzeka, zacznijmy więc może od kolektywistycznych poglądów społecznych ustawiających jedną grupę ponad innymi. Jest to sytuacja typowa dla lewicowców którzy próbują wmówić ludziom iż ich grupa społeczna poszkodowana jest przez inne co ma być pretekstem do oddania im dodatkowych przywilejów. W chwili obecnej mamy poszkodowanych przez rasizm czarnoskórych i muzułmanów (dlaczego Azjaci i meksykanie nie mają takiego problemu?) oraz dyskryminowanych pederastów. Wtedy byli to rodowici Niemcy poszkodowani przez kapitalistycznych żydów! Nie wiem czy muszę dalej wymieniać fakty takie jak eugenika popierana przez środowiska lewicowe, wprowadzenie obowiązku szkolnego co miało sprzyjać indoktrynacji. Czy wszystko inne co również dzisiaj reprezentowane jest przez lewicowców. Jeśli ktoś jest głodny wiedzy niech poszpera i dowie się kto powiedział iż Nazizm i Socjalizm to bliźniacy? Argumentem przeciwko lewicowości Hitlera ma być fakt iż po przejęciu władzy zwalczał komunistów czyli również lewicę, przypomnę jednak iż przez zdobyciem władzy szli razem w jednym szeregu. To że lewicowcy walczą o władzę nie jest niczym dziwnym, myślę że to mogło by się zdarzyć również w obozie prawicowym. Tak więc wiemy iż Hitler nie był ani liberałem, ani konserwatystą. Jedno zresztą wynika z drugiego, nie można być konserwatystą i chcieć gwałcenia cudzej wolności oraz wysokich podatków.

Gospodarka
 Sama nazwa ustorju czyli narodowy socjalizm już powinno mocno zastanowić moich rozmówców odbywających wycieczki po Krakowie, naprawdę zabawne jest gdy ktoś próbuje ci wmówić iż socjalizm może być prawicowy. Może zacznijmy od centralnego planowania jakiemu podporządkowany został prywatny kapitał obywateli Trzeciej Rzeszy, w tym zawiera się wszystko co można powiedzieć o lewicowości gospodarki narodowo – socjalistycznej. System był całkiem wydajny, był to taki sam system jak ten który funkcjonował w komunistycznych Chinach, czyżby Chińscy komuniści byli prawicowcami? Zresztą Szwedzcy Socjaldemokraci zaczeli korzystać z tego samego „prawicowego modelu”. Oczywiście władza popierała strajki przeciwko prywatnym właścicielom co również jest typowe dla państwa lewicowego. Boże, lewicowoś wylewała się tam na każdym kroku.

Podsumowując
 Skoro działania społeczne były skrajnie lewicowe oraz gospodarka była skrajnie lewicowa dlaczego Hitler nazywany jest skrajną prawicą? Wydaje mi się iż nie obowiązuje tu zasada iż dwa minusy dają plus, tak więc do tej pory pozostaje to dla mnie zagadką.

Jakich cech potrzebował by Hitler aby być prawicowcem?
 Przede wszystkim musiał by szanować wolność drugiego człowieka, wyznając zasadę iż jego wolność kończy się tam gdzie zaczyna cudza. Jak powszechnie wiadomo miał z tym spore problemy i to na skalę masową. Musiałby nie mieszać się w gospodarkę pozostawiając kwestie gospodarcze pod nadzorem niewidzialnej ręki rynku, prawdopodobnie wtedy jednak nigdy nie zdobył by władzy. Jego władza powinna ograniczać się do roli stróża nocnego nie robiąc nic ponad wymagane minimum, czyli sądy, policja i administracja. Gdyby jednak chciał być ostrym prawicowcem powinien całkowicie rozwiązać państwo zostawiając pole dla anarchokapitalizmu. Czy którekolwiek z działań Hitlera jest zgodne z powyższymi wymaganiami? Mam taką cichą nadzieję iż kiedy spotkani przeze mnie studenci znów wybiorą się na wycieczki po Krakowie będą już wiedzieli iż na wiedzę przedstawianą w szkołach trzeba patrzeć krytycznie. Dla moich czytelników zostawiam jednak kolejną zagadkę: Komu i dlaczego zależało aby przedstawiać Hitlera jako prawicowca?
---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Zakon krzyżacki

Autorem artykułu jest Jacek Gilewicz

Sprowadzając do Polski zakon krzyżacki, Konrad Mazowiecki nie przypuszczał zapewne ile kłopotu sprawi swoim następcom. Podarowany kawałek ziemi potraktowali jak przysłowiowy "palec" w powiedzeniu "daj palec a weźmie całą rękę". Poznaj organizację zakonu i życie codzienne braci.

Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie powstał na przełomie 1189 i 1190 roku podczas trzeciej krucjaty do Palestyny. Jego założycielami byli niemieccy pielgrzymi - mieszczanie z Lubeki i Bremy oraz biorący udział w  wyprawie rycerze. Celem zakonu była opieka nad chorymi i rannymi uczestnikami krucjaty. Znakiem rozpoznawczym zakonu był biały płaszcz noszony na lewym ramieniu z czarnym krzyżem. Od tego znaku zakon nazwano krzyżackim a jego członków Krzyżakami. W początku swego istnienia zakon znajdował się pod opieką włoskiego zakonu joannitów lecz za sprawą francuskiego zakonu - templariuszy usamodzielnił się. Templariusze nosili białe płaszcze z czerwonym krzyżem zaś Zakon Szpitala Marii Panny z czarnym. Możemy więc sądzić, że także i od tego zakonu Krzyżacy byli uzależnieni. Początkowe lata istnienia nie przyczyniły się do rozwoju zakonu. Nieudolność rządzenia trzech pierwszych mistrzów spowodowała, że z chwilą objęcia rządów przez Hermana von Salza siły zakonu wynosiły zaledwie dziesięciu rycerzy i kilkunastu osób służby. Dopiero dobra polityka nowego mistrza przyczyniła się do wzrostu siły i znaczenia zakonu.

W 1225 roku, książę Konrad Mazowiecki prowadził rozmowy z  zakonem w celu osiedlenia ich na pograniczu z Prusami i udzieleniu pomocy w walce z pogańskimi plemionami niepokojącymi granice jego księstwa. Już rok później pierwsi rycerze zakonni przybywają do nadanej im wsi Orłowo na Kujawach gdzie książę wzniósł niewielki gród nazwany przez Krzyżaków Vogelsang czyli "Ptasi śpiew". Początkowo było to tylko dwóch zakonników: Konrad von Landsberg i drugi nie znany z imienia oraz niewielka liczba służby. W 1230 roku gródek wzmocnił się o pięciu nowo przybyłych rycerzy dowodzonych przez Hermana Balka, późniejszego mistrza zakonu.   Pierwszym zamkiem wybudowanym przez Krzyżaków była niewielka drewniana warownia wzniesiona we wsi Mała Nieszawka i stanowiąca przez pewien czas bazę wypadową przeciwko Prusom. Następny zamek powstał w 1232 roku w Starogrodzie, później w 1233 roku w Kwidzynie na ostrowie oblanym wodami Wisły i Starego Nogatu (Marienwerder - Ostrów Marii) oraz Dzierżgoń - obydwa w Pomezanii. Rok 1237 to budowa zamku u ujścia rzeki Elbląg lecz zburzony przez Pogezan został na nowo wzniesiony jednakże w innym miejscu tam gdzie obecnie jest miasto Elbląg. 
Krzyżbork - ruiny zamku

Dalsze podboje zakonu doprowadziły do zdobycia znacznych obszarów ziemskich i powstaniu nowych warowni. I tak w: Natangii zbudowano zamek w Krzyżborku, w Barcie - Bartoszyce,Reszel i w nieustalonym do dzisiaj miejscu Wisenburg, na Warmii - Braniewo i Lidzbark, w Sambii - Memelburg (obecnie Kłajpeda), Bałga i Królewiec później w Tapiewie i Lochstädt. W 1265 roku zbudowano zamek w Pokarminie zwany  Brandenburg, w 1280 - Malbork, 1282 roku - Gniew, 1292 - Golub. W sumie do 1300 roku Krzyżacy zbudowali 23 zamki a do 1310 roku złożonych zostało 27 miast na terenach zdobytych na plemionach pruskich.  I tak między innymi powstały miasta : Malbork- 1276, Prabuty - 1276, Frombork - 1287, Pasłęk - 1297, Tolkmicko - 1299, Iława 1305, Krzyżbork - 1309-1311 i kilkanaście innych a po następnych stu latach miast założonych przez Zakon było już 93.    

Pierwsze budowle stawiane przez Krzyżaków na zdobytych terenach były to niewielkie gródki obronne wznoszone z drewna, ziemi i kamienia polnego. Dopiero później, po umocnieniu się zaczęto wznosić murowane z cegły i kamienia zamki. Były to budowle klasztorno - obronne, ciężkie, masywne stawiane na planie kwadratu lub prostokąta, wzorowane na zamkach wzniesionych przez krzyżowców na ziemiach syryjskich. W narożach murów obronnych znajdowały się wieże broniące z boków dostępu do tychże murów, wewnątrz mieściły  się zabudowania mieszkalne tworzące w środku wirydarzowy dziedziniec ozdobiony krużgankami. Natomiast wszelkie zabudowania gospodarcze jak i pomieszczenia służby znajdowały się na obszernym podgrodziu. Każdy krzyżacki zamek posiadał kaplicę, zbrojownię, salę zebrań, mieszkanie komtura i członków konwentu a także obszerne stajnie (każdy rycerz posiadał 2-3 konie). Ponieważ oprócz funkcji obronnej zamki pełniły także funkcje administracyjne dlatego też znajdowało się tam wiele dużych pomieszczeń i sal.

Pomimo tego, że zamki krzyżackie odstraszały swoim monumentalnym wyglądem i wydawały się nie do zdobycia jednakże w swojej historii aż do sekularyzacji zakonu (1525 rok) kilkakrotnie przechodziły z rąk krzyżackich w ręce zwolenników np. Związku Pruskiego i odwrotnie i nie zawsze odbywało się to poprzez zbrojne akcje. Wystarczyły pieniądze lub obietnice by w tym czasie zmienić swoich zarządców. Tak więc opisując poszczególne zamki prawie zawsze znajdziemy wzmiankę o krótszym lub dłuższym pobycie na nim nowego właściciela.
Organizacja zakonu krzyżackiego
Na czele zakonu stał wielki mistrz. Jego władzę ograniczał jednak konwent stołecznego zamku i zgromadzenie dostojników a także kapituła generalna. W skład kapituły generalnej wchodził wielki mistrz, mistrzowie prowincjonalni oraz wyżsi dostojnicy krzyżaccy. Kapituła zbierała się raz do roku, zwykle we wrześniu.   W XVI wieku powstała w Prusach rada dostojników a w jej skład wchodziło pięciu najwyższych dostojników krzyżackich a mianowicie: wielki komtur, wielki marszałek, podskarbi, wielki szatny i wielki szpitalnik a później dołączył do nich wielki szafarz. I to ci ludzie plus wielki mistrz sprawowali władzę w państwie krzyżackich.

Zakon podzielony był na prowincje a na ich czele stali mistrzowie prowincjonalni. W pierwszej fazie swojego istnienia zakon dzielił się na 7 prowincji. Były to prowincje: w Apulli, Achai, Armeni, Austrii, Niemczech, Prusach i Inflantach. W następnych wiekach pozostały tylko trzy ostatnie. Każda prowincja dzieliła się na konwenty a za siedzibę władz służyły zamki - klasztory. Każdy zamek był stolicą okręgu administracyjnego zwanego komturstwem. W skład konwentu wchodziło najczęściej 12 Krzyżaków - rycerzy i 6 księży.  Jeżeli chodzi o podział administracji kościelnej to w Prusach wyglądało to tak. Były cztery diecezje: chełmińska, pomezańska, sambijska i warmińska. W trzech pierwszych diecezjach przyjęto regułę zakonną krzyżacką gdzie biskupów wybierano spośród członków Zakonu natomiast diecezja warmińska zachowała samodzielność i podlegała biskupowi włocławskiemu.
Krzyżak – zakonnik
Reguła zakonna Krzyżaków nie była zbyt surowa. Modły odprawiane były siedem razy na dobę. posty obowiązywały dość ostre lecz bez wielkiej wstrzemięźliwości. Mięso jadano trzy razy w tygodniu a w dni postne do syta jadano tylko raz dziennie podczas obiadu natomiast na kolację każdy zakonnik dostawał dwie kwarty piwa lub miodu. W pozostałe dni spożywano dwa posiłki - obiad i kolację. Początkowo, co piątek, brana była dyscyplina w okresie adwentu i wielkiego postu trzy razy dziennie lecz szybko zwyczaj ten wyszedł z użycia. Zakonnicy spali na posadzce wyścielanej skórami, w spodniach, koszuli i obuwiu gdyż chodzenie boso była zakazane. Odzież była skromna i składała się z dwóch zmian ubrań i bielizny, jednego lub dwóch płaszczy, worka do spania oraz jednej lub dwóch zmian pościeli. Co tydzień odbywała się tzw. kapituła czyli posiedzenie kolegium duchownego. Czytano na niej wyjątki z reguły, praw i zwyczajów Krzyżaków oraz wydawano postanowienia. Bracia wyznawali na kapitule swoje grzechy, za które otrzymywali karę. Kara przewidziana była za najmniejsze nawet przewinienia;
- za występek w jedzeniu, piciu i mowie – dyscyplina,
- za bójki, nieposłuszeństwo, spędzenie nocy poza konwentem czy obozem - odbierano płaszcz i wysyłano do pracy z jeńcami,
- za spiski i knowania przeciw zwierzchnikom, poranienie chrześcijanina w bójce, przebywanie poza zamkiem dłużej niż dwie noce, grzech cielesny - odebranie płaszcza i praca z jeńcami rok lub dłużej,
- ucieczka z pola bitwy, sprzedaż urzędów czy odstępstwo od wiary - wydalenie z Zakonu bez zwolnienia ze ślubów zakonnych oraz zakaz wstąpienia do innego zakonu.

Pomimo surowych ślubów czystości zakonnej i kar za przebywanie poza konwentem w Malborku, pod okiem wielkiego mistrza istniał dom publiczny. Z czasem życie religijne w słabło i stanowiło margines zainteresowań Zakonu. Krzyżacy domagali się ciepłych ubrań w zimie a także  zaprzestali odprawiania modłów zostawiając to księżom. Tylko dwóm misjom zakon pozostał wierny przez cały czas. Nawracaniu pogan na chrześcijaństwo i szpitalnictwu.


Krzyżak - rycerz
Do zakonu przyjmowano tylko rycerzy z Niemiec a w późniejszym czasie osiadłych w Prusach Niemców. Kapelanem i bratem służebnym mógł zostać także mieszkaniec Prus lecz nie miał on żadnego wpływu na rządy. Bracia służebni pełnili jakby rolę podoficerów. Składali śluby wieczyste lub czasowe, na okres służby pod chorągwiami Zakonu. Nosili oni szare płaszcze z połową krzyża. Połączyli się oni później z tzw. półbraćmi. Półbratem był każdy sługa i dobrodziej Zakonu (np. książę Konrad Mazowiecki za darowanie ziemi chełmińskiej czy książę Sambor za darowanie Gniewa).
Na czele wojska stał wielki mistrz. Pomagali mu:
- wielki marszałek - piecza nad taborami a także dowództwo nad wojskiem w czasie nieobecności wielkiego mistrza,
- wicemarszałek - zaprowiantowanie koni i wyposażenie ich w rzędy,
- oboźny (w czasie pokoju wielki komtur - zastępca wielkiego mistrza) - kwatermistrzostwo i intendentura,
- wicekomtur - zarządzanie służbą
- szatny - opieka nad magazynem odzieży i pralnią
- szafarz - zaprowiantowanie.
Krzyżacy mieli swój regulamin, który dokładnie określał sposoby stawania na zbiórkę, mówił o porządku w marszu i na postojach oraz w obozie  i podawał zasady walki. Konie siodłano na sygnał trębacza a w marszu obowiązywała kolumna trójkowa. Obóz rozbijano na rozkaz wielkiego marszałka, zatykano chorągiew a sznurami ogradzano miejsce na kaplicę. Jedynie namioty wielkiego mistrza i kapelana można była stawiać bez zgody marszałka. Oddalanie się od obozu była zabronione. Rozkazy podawane były przez trębacza, który stale towarzyszył chorążemu .
Tabory to była głównie karawana koni a od 1433 roku tabory tworzone były z wozów. W czasie marszu rycerze używali tzw. podjezdków a pachołkowie wiedli konie bojowe. W taborach nie było kuchni gdyż posiłki przygotowywali rycerzom ich pachołkowie. Była natomiast kuźnia polowa.
Krzyżacy posiadali także swoją flotę i za jej pomocą zaopatrywali zamki leżące nad Zalewem Wiślanym jak i nad rzekami. Od 1362 roku posiadali także artylerię. W razie wojny każdy konwent wystawiał oddział złożony przeważnie z 12 rycerzy i 14 pachołków zwanych karawanowymi a także z zaciężnych, na czele których stał komtur.
 Krzyżak – administrator
Administracja w państwie krzyżackim w Prusach była bardzo biurokratyczna. Każdy Krzyżak w czasie pokoju był urzędnikiem. Komtur zarządzał konwentem i komturstwem, sprawował sądy i ściągał podatki za pośrednictwem komorników. Wicekomtur zwany komturem domowym zajmował się zamkiem i folwarkiem znajdującym się przeważnie na podzamczu. Do obowiązków marszałka należał nadzór nad stajniami, szatnego nad magazynami z odzieżą, ludwisarza nad odlewniami armat, mincerza nad mennicą, szpitalnika nad szpitalami a były także stanowiska skarbnika, piwniczego, ogrodnika czy kuchmistrza. Każdy browar, młyn czy cegielnia posiadała swojego zarządcę i nadzorcę.  

Przy podziale państwa na komturstwa ważną rolę odgrywały względy militarne jak i gospodarcze. Prusy zostały podzielone na pasy ciągnące się od wybrzeży morskich aż do puszcz mazurskich. Tak utworzone komturstwo posiadało pewien odcinek granicy do strzeżenia a także było to uzasadnione gospodarczo. Morze i rzeki dostarczały ryb, ziemia uprawna płodów rolnych oraz terenów do kolonizacji a puszcza zwierzyny, miodu. Każde komturstwo było samowystarczalne i cały dochód należał do niego. Jedynie niewielkie kwoty były przekazywane do skarbu wielkiego mistrza. Poza podziałem na komturie były także okręgi niesamodzielne, zarządzane przez wójtów, prokuratorów, rybickich i nadleśniczych Zakonu. Zamieszkiwali oni w niewielkich zameczkach, z niedużą liczbą braci-rycerzy lub księży a swoje dochody przekazywali komturom lub wielkiemu mistrzowi. Dochody państwa krzyżackiego z różnego rodzaju działalności gospodarczej były znaczne. Roczna nadwyżka wynosiła 10 000 grzywien. Było to jedyne chyba państwo. które nie zaciągało pożyczek a jeszcze je udzielało.
---
Jacek Gilewicz
http://www.ruinyizamki.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Tajemnice kamiennego kręgu

Autorem artykułu jest Agnieszka Pilecka

Listę światowego dziedzictwa UNESCO wzbogacił kolejny kamienny krąg Stonehenge z angielskiego hrabstwa Wiltshire. Datę jego powstania datuje się na ok. 3 tysiące lat p.n.e., choć niektóre źródła podają nawet, ze wzniesiono je jeszcze kilkaset lat wcześniej.

Brytyjskie monolity służyły prawdopodobnie jako miejsce pielgrzymkowe dla chorych i rannych, naukowcy bowiem uważają, że to miejsce w którym uzdrawiała wiara i moc lecznicza niebieskich kamieni.
 Stojących kamiennych bloków łączą poziome bloki tworząc sklepienie, zwrócone w kierunku wschodzącego słońca. Dlatego też przypuszcza się również, iż te menhiry, mogły pełnić rolę prehistorycznego obserwatorium czy też świątyni Słońca.

Ośrodek kultu początkowo był rowem w kształcie okręgu z wałem ziemnym. Przez setki lat mieszkający tam rolnicy stworzyli wspaniały monument. Wzbogacili to miejsce w podwójny krąg kamieni ważących nawet do parędziesięciu ton, a transportowanych z Walii na odległość ponad  km. Do dziś naukowcy zastanawiają się nad przeznaczeniem budowli, nieśmiertelny pomnik niczym jednak nie zdradza tajemnicy kunsztu swych autorów.

Mając do dyspozycji prymitywne narzędzia, setki zwykłych rolników, przez lata budowało krąg, by potem go rozebrać i ponownie stworzyć z ogromnych bloków z piaskowca. Według regionalnych podań pracę budowniczych wspierali sam czarodziej Merlin i pomagający mu olbrzymi. Dlaczego zadano sobie tyle trudu dla stworzenia tego prehistorycznego, jakże zagadkowego zabytku?
Pojawiają się informacje o cenionych w ubiegłych stuleciach kąpielach w skalnych załomach i wartościach wody spływającej po niebieskich kamieniach. W pobliskich grobach odnaleziono liczne odłamki błękitnego kamienia, szczególnie wśród zmarłych na jakąś chorobę lub poważnie rannych. Wielu pielgrzymów przybywało leczyć się do Stonehenge setki kilometrów. Oprócz roli ośrodka leczniczego krąg mógł także pełnić rolę ośrodka religijnego. Do 5 roku p.n.e. bowiem, ustawiono jeszcze monumentalne trylity, powstał w ten sposób centralny ołtarz.

Istnieje również teoria, iż było ono astronomicznym obserwatorium, pozwalającym określić daty słonecznego przesilenia, przepowiedzieć zaćmienia, ustalić płożenie Słońca i Księżyca. Jednak najbardziej prawdopodobne jest to, że na zawsze pozostanie tajemnicą cel, dla którego stworzono ten monument. Miejsce pochówku? Magiczna moc głazów? A może świadectwo istnienia pozaziemskich cywilizacji? …
---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Zbrodnicze żniwa

Autorem artykułu jest Marian Plona

Nastał lipiec 1943 r., w którym OUN-UPA przystąpiła do zmasowanego uderzenia na Polaków w rejonach, w których się skupili, by przetrwać, wspólnie czuwając i broniąc się, oraz w powiatach zachodnich, gdzie wcześniej napadano sporadycznie.

  W nocy z 4 na 5 lipca 1943 r. OUN-UPA zaatakowała szeroko zakrojonym pierścieniem Polaków żyjących we wsiach wokół ośrodka samoobrony Przebraże w powiecie łuckim. Od wiosny 1943 r. w tej kolonii chronili się Polacy z okolicy w obawie przed napadami ukraińskimi, jednakże nie wszyscy się tam przenieśli. Celem akcji było "oczyszczenie" dużego obszaru z Polaków i zlikwidowanie silnego ośrodka samoobrony.

UPA nie zdobyła Przebraża, ale zginęło kilkaset osób w dwudziestu kilku spalonych koloniach. 8 lipca 1943 r. w okolicach Kustycz (gm. Turzysk, pow. Kowel) okrutnie została zamordowana przez UPA delegacja Okręgowej Delegatury Rządu na Wołyniu na czele z Zygmuntem Rumlem "Krzysztofem Porębą", podążająca na przygotowane wcześniej pojednawcze rozmowy. Trzy dni później, tj. 11 lipca 1943 r. (niedziela), OUN-UPA przystąpiła do likwidacji Polaków na ogromnym obszarze wchodzącym w skład powiatów horochowskiego i włodzimierskiego i na skrawku powiatu kowelskiego.

Była to największa akcja ludobójcza przeprowadzona na Wołyniu w 1943 r., której przebieg doskonale oddaje akowski raport Jana Cichockiego "Wołyniaka", nauczyciela z powiatu włodzimierskiego:
"O godz. 2 min. 30 po północy w dniu 11 lipca 1943 r. rozpoczęła się rzeź. Każdy dom polski okrążało nie mniej jak 30-50 chłopów z tępym narzędziem i dwóch z bronią palną. Kazali otworzyć drzwi albo w razie odmowy rąbali drzwi. Rzucali do wnętrza domów ręczne granaty, rąbali ludność siekierami, kłuli widłami, a kto uciekał, strzelali doń z karabinów maszynowych. Niektórzy ranni męczyli się po 2 lub 3 dni, zanim skonali, inni ranni zdołali resztkami sił dotrzeć do granicy powiatu sokalskiego (...). Po morderstwie, zaraz po południu tegoż dnia, nastąpił rabunek. Chłopi z sąsiednich wsi przychodzili i zabierali: konie, wozy, ubrania, pościel, krowy, świnie, kury - inwentarz żywy i martwy".

Masowe mordy trwały w tym rejonie do 18 lipca. Szczególna uwaga należy się napadom na kościoły i kaplice, w których byli zgromadzeni na Mszach św. Polacy. 11 lipca 1943 r. w czterech kościołach (Kisielin, Chrynów, Poryck, Zabłoćce) i jednej kaplicy (Krymno) Ukraińcy wymordowali około 540 osób, w tym trzech księży.

W dniach 16-18 lipca całkowitą klęskę poniósł duży ośrodek samoobrony w powiecie kostopolskim, ochraniający skupisko polskich osiedli w gm. Stepań i Stydyń wokół dwóch wsi Huta Stepańska i Wyrka oraz kilka kolonii w sąsiedniej gminie Antonówka w powiecie sarneńskim. Po dwóch dniach dramatycznej walki z przeważającymi siłami UPA zgromadzona w Hucie Stepańskiej ludność polska wraz z samoobroną ewakuowała się do gmin Antonówka i Rafałówka w powiecie Sarny, poniósłszy wcześniej i w drodze ogromne straty.
30 lipca 1943 r. nastąpiło kolejne zmasowane uderzenie UPA na skupisko osiedli polskich w gminie Antonówka i Włodzimierzec powiatu sarneńskiego, w wyniku którego zostało ono zlikwidowane -wszystkie polskie osiedla spalono, polska ludność uciekła do stacji kolejowych na linii Kowel - Sarny. 31 lipca OUN-UPA podjęła drugą, również nieudaną próbę unicestwienia Polaków w Przebrażu. Ośrodek samoobrony stoczył wówczas ciężką walkę z przeważającymi siłami UPA, dzięki czemu kilka tysięcy koczujących w obozie przebrazkim Polaków ocalało.

Lipcowe ludobójstwo nie ograniczało się do opisanych wyżej wielkich akcji - Polacy byli mordowani we wszystkich powiatach, oprócz lubomelskiego, w mniejszych napadach. W tym jednym miesiącu zginęło kilkanaście tysięcy Polaków, kilkadziesiąt opuściło Wołyń, a wciąż jeszcze nie udało się "oczyścić Ukrainy z Lachów", którzy nie mieli gdzie uciekać i bardziej niż o śmierci, myśleli o żniwach. Toteż sierpień stał się kolejnym miesiącem wołyńskich rzezi.
Masowymi ludobójczymi akcjami w dniach 29-31 sierpnia, podobnymi do akcji z 11 lipca, dotknięte zostały tereny północnej części powiatu włodzimierskiego i powiat lubomelski. Zaatakowano też Polaków w innych powiatach i w innych dniach sierpniowych - w nielicznych już polskich osiedlach i w miejscowościach mieszanych narodowościowo, gdzie pokładano nadzieję w dobrosąsiedzkich kontaktach z miejscowymi Ukraińcami - kowelskim, horochowskim, łuckim, rówieńskim, dubieńskim i wszędzie tam, gdzie Polacy przybywali na żniwa.
Żniwa te były szczególne - opóźnione, niedokończone i nawet niezaczęte przez ich prawowitych polskich gospodarzy. "Udane" było za to żniwo śmierci: w kolejnym miesiącu, w sierpniu, zamordowano kilkanaście tysięcy Polaków, zaś przez cały okres ludobójczych działań OUN-UPA - 60 tysięcy.
---
http://szukamcierodzino.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Co wiemy o śmierci Hitlera?

Autorem artykułu jest Victor orwellsky

Świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie długo po zakończeniu II Wojny Światowej.
W zasadzie od zakończenia II Wojny Światowej po świecie krążyły bardziej lub mniej potwierdzone informacje na temat domniemanej śmierci Hitlera, podważano oficjalną wersję wydarzeń. Przez wiele lat powszechnie uważano, że Adolf Hitler i Ewa Braun popełnili samobójstwo. Przekonanie to opierało się na zeznaniach tych osób, które znajdowały się w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy. Na odgłos strzału mieli oni wejść do gabinetu Hitlera.

Według zeznań kamerdynera Lingego, potwierdzonych przez Axmanna i Günschego, adiutanta wodza, Hitler i Ewa Braun siedzieli na sofie. Pistolet miał leżeć na podłodze u stóp mężczyzny. Z prawej skroni Hitlera miała wyciekać krew. Na stoliku obok można było dostrzec ampułki z trucizną. Ewa Braun, leżąca z podkulonymi nogami na kanapie, miała przegryźć jedną z nich… Podobno zapach cyjanku potasu w pomieszczeniu był wyjątkowo silny. Wydawało się oczywiste, że Hitler strzelił sobie w głowę, zaś Ewa, na której ciele nie było ran, połknęła truciznę. Ciała zawinięto w koce, wyniesiono z gabinetu i przekazano dwóm oficerom SS, którzy zabrali je w stronę zapasowego wyjścia z bunkra. Reszta miała się odbyć w całkowitej tajemnicy, dlatego zadbano, aby w korytarzach nie było nikogo. Zwłoki złożono w leju po bombie, oblano benzyną i podpalono.

Skąd pewność, że tak było?
Pojawiły się pewne wątpliwości, co do prawdziwości zeznań świadków – 2 maja walki w Berlinie zostały zakończone. W radzieckiej niewoli znaleźli się Kempka, Linge, Axmann, a więc osoby, które były najbliżej Hitlera, gdy ten miał popełnić samobójstwo. Oczywiście Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważni ludzie znaleźli się w ich rękach. Przesłuchania z pewnością były bardzo dokładne.
Obecnie wiemy już na pewno, że Linge kłamał. Jeżeli Hitler strzeliłby sobie w głowę, to ślady krwi musiałyby znajdować się na ścianie. Tak jednak nie było, co doskonale widać na zdjęciach zrobionych przez Rosjan. W 1993 roku ujawniono protokół z sekcji zwłok Hitlera. Zawiera on stwierdzenie, że między zębami wodza znaleziono szkło i że ślady cyjanku potasu odkryto w jego organach wewnętrznych.
Druga sprawa: w Państwowym Archiwum w Moskwie znajduje się fragment czaszki Hitlera. W jej przedniej części widać otwór po kuli. Czaszka jest bardzo zniszczona i nie można w chwili obecnej stwierdzić, czy jest to otwór wylotowy czy wlotowy. Jeżeli prawdziwa jest ta druga możliwość, że jest to otwór wylotowy, to oznacza to, że lufa broni, z której oddano strzał, znajdowała się w ustach lub pod brodą zabitego. Jeżeli jednak jest to otwór wlotowy, to nie może budzić wątpliwości, że strzelał ktoś inny.

Jak więc mogło się to odbyć?
Przeanalizujmy inną wersję wydarzeń. Przyjmijmy, że Linge wszedł do gabinetu Hitlera i zobaczył, iż ten klęczy na podłodze i toczy pianę z ust. W dłoni trzyma pistolet. Cyjanek, który zażył przed momentem, nie zadziałał. Na prośbę wodza Linge wyjął z jego ręki pistolet i strzelił mu z góry w głowę. Następnie ułożył zwłoki na kanapie przy ścianie i wyszedł z pokoju…

Co przemawia za takim rozwojem wypadków?
Hitler brał bardzo dużo leków. Nie powinno to dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę ogromne napięcie, w jakim żył pod koniec wojny. Gdy cyjanek nie zadziałał, nie miał już dość siły, aby do siebie strzelić, i to Linge go dobił. Osoby badające zwłoki zwróciły uwagę na fakt, że odłamki szkła z fiolki z trucizną między zębami, wskazują, że ta została skruszona, a nie przegryziona. Oczywiście można przyjąć założenie, że Hitler mógł rozkruszyć ampułkę w palcach, a następnie wsypać truciznę do ust, należy jednak pamiętać, że cyjanek działa natychmiastowo i Hitler nie miałby czasu, aby sięgnąć po pistolet, włożyć lufę w usta lub przyłożyć ją do głowy i wypalić. Niewykluczone zatem, że Hitler nie popełnił samobójstwa, lecz został zamordowany.
Jeśli chodzi o to, co stało się z Ewą Braun, to kiedy w połowie lat 90. opublikowano wyniki sekcji zwłok kobiety z ogrodu Kancelarii Rzeszy, oczywistym stało się, że nie była to Ewa Braun, lecz osoba, która zginęła na skutek trafienia odłamkami. Wydaje się, że już po jej śmierci przebrano ją w niebieską sukienkę Ewy. Przerobiono też uzębienie tej osoby – powszechnie wiadomo, że badanie uzębienia jest jednym z podstawowych działań podejmowanych podczas identyfikacji zwłok.
Czyżby chodziło o powstrzymanie pościgu za autentyczną Ewą Braun, która żywa opuściła bunkier? Rosjanie początkowo nie podawali do wiadomości, że odnaleźli zwłoki Hitlera i jego żony. 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził: Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera. Mógł odlecieć z Berlina w ostatnim momencie… Jeszcze 16 lipca Stalin powiedział prezydentowi Trumanowi, że uważa, iż Hitler cały i zdrowy przebywa w Hiszpanii lub Argentynie. Nie sprecyzował jednak, dlaczego tak sądzi.
Należy również wspomnieć, że we wrześniu 1945 roku Rosjanie wydali oświadczenie, w którym twierdzili, że nie odnaleziono śladów ciał Adolfa Hitlera i Ewy Braun. 


Co się z nimi zatem stało?
30 kwietnia o świcie wystartował z Tiergarten mały samolot i skierował się do Hamburga. W kabinie miejsce zajęli trzej mężczyźni i kobieta. Ustalono również, że z Hamburga, tuż przed zajęciem portu przez Brytyjczyków, wypłynął duży okręt podwodny. Na jego pokładzie rzekomo znajdowały się tajemnicze osoby, a wśród nich była kobieta… Niewykluczone, że jednym z mężczyzn był Adolf Hitler, a kobietą jego żona – Ewa Braun.

Źródło: Blog "Kod Władzy" www.orwellsky.blogspot.com
---
Autor jest blogerem i grafikiem, prowadzi bloga "Kod Władzy", www.orwellsky.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 7 listopada 2011

Jak żyli nasi przodkowie, zobacz sam!

W dalekiej przeszłości, gdy nie było jeszcze wielkich miast, ulic, ani nawet wody w kranie nasi przodkowie żyli całkiem inaczej niż my dziś. Od wieków ludzie starali się zapewnić sobie bezpieczny byt, budowali domostwa blisko siebie, wspólnie chodzili na polowania, wzajemnie pomagali sobie przetrwać zimę i czas nieurodzaju.

Większe zbiorowiska ludzi żyły w grodach, które były średniowiecznymi lub nawet prehistorycznymi osadami obronnymi. Obejmowały domostwa i przynależące do nich gospodarstwa, przeważnie otoczone były kolistym murem lub wałem. We wczesnym średniowieczu osady otaczano palisadą, czyli ogrodzeniem wykonanym z ostro zakończonych drewnianych pali wbitych w ziemię i mocno do siebie przylegających.
Nasz kraj obfituje w takie miejsca, w których przybliżyć możemy sobie obraz dawnego świata, gdzie można wypiekać w piecu chleb, lepić z gliny garnki a na wrzecionie przędz wełnę. Jest to nie lada atrakcja dla dzieci wychowujących się w mieście, którym wycieczka dostarczyć może całkiem innych zabaw, bardzo twórczych i potem często wspominanych – bo niebanalnych.
Biskupin, źródło: Wikipedia

Gród w Biskupinierezerwat archeologiczny
Gród w Biskupinie liczy ponad 2700 lat i jest to jedno z nielicznych w naszym kraju stanowisk archeologicznych, które zawiera pełnowymiarowe rekonstrukcje dawnego wału obronnego, bramy, ulic i domostw. Rekonstrukcje te są do tego stopnia wierne dawnym zabudowaniom, że gdy aktualizowane są wyniki ciągle trwających badań, to zgodnie z nowymi ustaleniami naukowymi wymienia się stare elementy na nowe. W Biskupinie znajduje się również muzeum, a co roku, we wrześniu odbywa się festyn biskupiński.

Kto tu mieszkał i kiedy ?
Najstarsze odnalezione na tym terenie ślady osadnictwa pochodzą sprzed 10 tys. lat p.n.e., ale największym zainteresowaniem archeologów cieszy się osada warowna z epoki żelaza, która powstała około 700 lat p.n.e. Osadę założono na wyspie znajdującej się na Jeziorze Biskupińskim, obecnie na skutek obniżenia się wód, jest to półwysep o owalnym kształcie i powierzchni ok. 2 ha. Gród biskupiński był zasiedlony przez ludność kultury łużyckiej przez około 150 lat. Szacuje się, iż w jednym czasie mogło tu mieszkać od 800 do 1200 osób.

Jak mieszkali?
Znajdowało się tu około 100 chat, o wymiarach 8 × 10 m, ustawionych w rzędach wzdłuż 11 ulic. Po wewnętrznej stronie wałów biegła okrężna ulica o długości 400 m. Domostwa wykonane były z drewna, a wszystkie budynki, które stały w jednym rzędzie przykryte były wspólnym dachem krytym trzciną. Wewnątrz domu znajdowały się dwie izby – duża z paleniskiem i łóżkiem dla całej rodziny oraz mniejsza przeznaczona dla zwierząt. Wszystkie wejścia skierowane były na południe.
Cały gród otoczony był falochronem, a sama osada otoczona była wałem drewniano-ziemnym o długości 740 m, w którym znajdowała się brama wjazdowa połączona z pomostem, chroniona przez ludzi i psy. Tuż za bramą mieścił się plac, na którym odbywały się targi i zebrania.

Co porabiała ludność biskupińska?
Ludność Biskupina zajmowała się głównie hodowlą zwierząt, uprawą roli, myślistwem i rybołówstwem. Ważną rolę odgrywało też rzemiosło: garncarstwo, tkactwo, odlewy z żelaza i brązu. Okoliczne ziemie obsiewano prosem, pszenicą i jęczmieniem, uprawiano rośliny strączkowe, oleiste oraz len i rzepę. Zajmowano się hodowlą koni, owiec, bydła, kóz i świń. Mieszkańcy osady, dzięki przebiegającemu nieopodal Bursztynowemu Szlakowi, mogli prowadzić ożywione kontakty handlowe z wędrownymi kupcami, o czym świadczą znaleziska pochodzące z Niemiec i Włoch.

Losy grodu
Po 500 r p.n.e. na skutek podniesienia się poziomu wód w jeziorze (z powodu zmian klimatycznych) i wyeksploatowania środowiska naturalnego i jego skutków takich jak: erozja gleb i wykorzystanie drewna, w miejscu poprzedniej powstała osada otwarta, a w wiekach VII-XI istniał tu mały gród plemienny.
Gród w Biskupinie został odkryty w 1933 roku – prace archeologiczne rozpoczęto przed wojną i były kontynuowane po wojnie, a w 1950 roku teren uznano za muzeum. Obecnie jest najbardziej znanym rezerwatem archeologicznym w Europie. Regularny plan zabudowy grodu w Biskupinie powtarza się również w innych grodach kultury łużyckiej np. Sobiejuchy, Jankowo na Kujawach, Izdebno na Pałukach. Zrekonstruowaną część można zwiedzać przez cały rok.

Kaliski gród Piastów – rezerwat archeologiczny
W centrum Kalisza, najstarszego miasta w Polsce, we wczesnym średniowieczu znajdował się gród Piastów. Gród ten powstał w połowie IX wieku, w rozlewisku Prosny, która w naturalny sposób podnosiła jego obronność. Była to niewielka, ufortyfikowana osada, będąca jednocześnie jednym z najważniejszych grodów ówczesnej Polski. W XI wieku osadę podzielono na część administracyjną i część sakralną, a domostwa, pomieszczenia gospodarcze przeznaczone pod handel i rzemiosło, przejęły osady otwarte na Zawodziu i Starym Mieście. W tym okresie wzniesiono tu także niewielki, drewniany kościół, następnie murowany.

Historia grodu
Za czasów Mieszka III Starego mocno rozbudowano grodzisko, by już pod koniec XII wieku, z powodu częstych powodzi, ponownie zmniejszyć jego powierzchnię i podwyższyć umocnienia obronne. W 1233 roku Henryk Brodaty najechał ziemię wielkopolską i zniszczył kaliski gród na Zawodziu i wzniósł nowy gród około 1,5 km dalej, gdzie do dziś stoi w centrum Kalisza.
Na terenie średniowiecznego grodu pierwsze wykopaliska zaczęto przeprowadzać już w 1903 roku, ale dopiero prace z lat 1983 – 1992 przyniosły realne wyniki: odkryto linię wałów, fundamenty budowli sakralnej, wieży obronnej oraz fragmenty domu mieszkalnego (siedzibę zamożnego kupca, w której odnaleziono cenne przedmioty).

Warto zobaczyć
Do końca 2008 roku przeprowadzono na tym terenie szeroko zakrojone prace rekonstrukcyjne, a obecnie na terenie średniowiecznego grodu na Zawodziu mieści się Rezerwat Archeologiczny „Kaliski gród Piastów”. Odtworzono bramę wejściową z palisadą i mostem nad fosą oraz wieżę obronną, fundamenty i część przyziemia romańskiej świątyni, we wnętrzu której zaznaczono zarys wcześniejszego, drewnianego kościoła. Zbudowano siedem budynków mieszkalnych, należących do dawnego: rymarza, komesa, wdowy tkaczki, jest też chata rycerza, chata służebna, kowala i garncarza. Różnią się więc one przeznaczeniem, ale też wielkością, konstrukcją i pokryciem dachów. Zrekonstruowano grób kurhanowego i łodzie dłubanki. Inwestycję uzupełniono o kolegiaty św. Pawła i makiety piastowskiego grodu. Na teren rezerwatu przeniesiono nawet ze Starego Miasta, drewniany budynek z końca XVIII wieku, w którym można oglądać wystawę etnograficzną.
Na terenie Rezerwatu Archeologicznego można poznać relikty wczesnośredniowiecznego grodu, wyposażenie chat, oraz wziąć udział w wielu pokazach plenerowych, gdzie m.in. poznajemy codzienne zajęcia i zwyczaje przodków. Na terenie grodu, odbywają się imprezy cykliczne: czerwcowa „Noc Kupały” i „Jarmark Archeologiczny”, sierpniowa „Biesiada Piastowska” oraz wrześniowe „Książęce miodobranie”. Rezerwat otwarty jest jedynie w sezonie turystycznym: od 1.V do 30.IX.

Wieś Borkowo, zachodniopomorskie
Średniowieczna osada w Borkowie położona jest wśród zalesionych wzgórz, przy drodze krajowej nr 6, około 30 km morza i 35 km od Koszalina.
Jest to ciekawe miejsce na spędzenie dnia lub weekendu, zarówno dzieci jak i dla dorosłych, warto jest wybrać się tu na rowerową wycieczkę. Historia wsi Borkowo sięga średniowiecza – jej nazwa wymieniana była już w 1267 roku. We wsi, na skraju lasu widać stanowiska archeologiczne oraz pozostałości po niegdysiejszym dworku. Na początku XVIII wieku, istniał tu niewielki folwark – do obecnych czasów zachował się jednak jedynie park pełen okazałych dębów, buków, klonów i wielu innych wiekowych drzew oraz zespół zabudowań folwarcznych otaczający dziedziniec – sam dwór rozebrano po 1945 r.

Średniowieczna osada
We wsi znajduje się również osada zbudowana na wzór tych, które budowano w średniowieczu. Atrakcjami są pojedynki organizowane na równoważni oraz w potyczki z Saracenem. Odważni mogą strzelać z łuku, rzucać toporem lub włócznią, w specjalnej kuźni można zmierzyć się z pracami kowalskimi albo podejrzeć wypiekanie chleba i podpłomyków, wyrabianych ze zboża osobiście utartego wcześniej w żarnach. Osoby zainteresowane garncarstwem mogą ulepić gliniane naczynia, a inni mogą zasiąść przy warsztacie tkackim. Można paradować w strojach z epoki, a niegrzeczni goście z pewnością zostaną zakłóci w dyby. Wieczorem odwiedzający wspólnie zasiadają przy ognisku słuchając legend o pradawnych czasach. Osada nie jest stanowiskiem archeologicznym, ale w barwny sposób przedstawia życie ludzi z prastarych czasów.
W zależności od tego, czy planujemy podróże dalekie, czy te prowadzące raczej blisko naszego domu, odwiedzić możemy prawdziwy rezerwat archeologiczny (w Polsce, albo odwiedzając sąsiednie kraje) lub gospodarstwo zbudowane na wzór średniowiecznych osad – najważniejsze jest to, że liczy się dobra zabawa. Na pewno warto jest choć raz odwiedzić Biskupin, chociażby ze względu na jego, liczącą ponad 2700 lat, historię. Ale również z wielką frajdą można piec bułeczki w starym piecu i lepić garnki z czerwonej gliny, całkiem niedaleko, a czasem nawet po sąsiedzku!

Artykuł z serwisu Airstar.pl Darmowe artykuły do przedruku

Autor: katja szalek


Podziel się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. Dodaj artykuł na Airstar.pl