środa, 30 listopada 2011

Piękne kolczyki zbudowały ten świat!

Piękne kolczyki zbudowały ten świat!

Autorem artykułu jest Marlena Kujawska

Istnieje wiele tradycji związanych z noszeniem biżuterii. W naszych kręgach kulturowych doszukiwano się w nich nawet łamania zasad biblijnych. Jak się okazuje istniały poglądy, że stosowanie biżuterii ma demoniczne pochodzenie. Podobno pierwsze tłumaczenie słowa „kolczyki” przesłoniło prawdziwy sens tekstu.
Istnieje wiele tradycji związanych z noszeniem biżuterii. 

W naszych kręgach kulturowych doszukiwano się w nich nawet łamania zasad biblijnych. Jak się okazuje istniały poglądy, że stosowanie biżuterii ma demoniczne pochodzenie. Dziś wydaje się to dość zabawne, ale cytując fragment Księgi Henocha możemy poczuć grozę przesłania: "Azazel nauczył ludzi wyrabiać miecze, sztylety, tarcze i napierśniki. Pokazał im metale i sposób ich obróbki: bransolety i ozdoby, sztukę malowania oczu i upiększania powiek, bardzo cenne i wyszukane kamienie i wszelki [rodzaj] kolorowych barwników. I świat uległ zmianie. Nastała wielka niegodziwość i wielki nierząd. Pobłądzili, a wszystkie ich drogi stały się zepsute." Przesłanie jest zatem jasne.

biżuteria biblijna

Pomimo opinii potępiających biżuterię, Biblia nigdy jednak wprost nie określała co było i co nie jest dozwolone w zakresie upiększania ciała. To tłumaczenie słowa „kolczyki” przesłoniło podobno prawdziwy sens tekstu. Jaki jest zatem prawdziwy sens zacytowanego fragmentu i jak zrozumieć płynące z niego zakazy dot. biżuterii?

Dobrze by było określić pochodzenia zwyczaju noszenia kolczyków i wyrobów jubilerskich. Całkiem możliwe jest, że obyczaj noszenia kolczyków, bransoletek, naszyjników, obrączek i pierścionków mógł ewoluować od wcześniejszych zwyczajów noszenia amuletów. Ogólnie można przyjąć, że amulety przerodziły się w ozdoby. Oczywiście praktyka noszenia amuletów wydaje się mieć początek w czasach zdominowanych przez animistyczne wierzenia. Amulet miał wtedy atrybut władzy i wpływów w świecie ducha. Praktyka taka była kontynuowana przez wieki. Pierwsza konkretna biblijna wzmianka o kolczykach znajduje się w Księdze Rodzaju, gdzie kolczyki są jak obcy bogowie (sic!). Cytując Księgę Rodzaju 35:4: "Oddali więc Jakubowi wszystkie [wizerunki] obcych bogów, jakie posiadali, oraz kolczyki, które nosili w uszach, i Jakub zakopał je pod terebintem w pobliżu Sychem." Oczywiste jest więc, że noszenie kolczyków kobyło odbierane jako służenie obcym bogom lub epatowanie ich symbolami. Praktyka noszenia amuletów w widocznych miejscach została więc na jakiś czas zlikwidowana i ozdoby były noszone (pod odzieżą) w tajemnicy.

Ten przykry zakaz skończył się jednak dość szybko.
Już Księga Judyty (10:04)  pokazuje, że nosiła ona bez skrępowania biżuterię: "Włożyła też sandały na nogi, ustroiła się w łańcuszki, bransolety, pierścienie i kolczyki, i we wszystkie swoje ozdoby. A ukazała się tak bardzo piękna po to, aby ściągnąć na siebie oczy wszystkich mężczyzn, którzy ją zobaczą." Niedawne wykopaliska archeologiczne pokazują również, że kolczyki w tamtych czasach były traktowane jako naturalne dodatki do urody i amulety. Ciekawa jest również teoria, która mówi, że noszenie kolczyków wyrażało chęć zablokowania ciała przed wejściem złych duchów poprzez różne otwory!
biżuteria antyczna
Czy tak wyglądają ozdoby do zatykania dziur?
Na koniec wniosek i jednocześnie ciekawy biblijny cytat dotyczący kolczyków - Księga Ezechiela (16:8):"Oto przechodziłem obok ciebie i ujrzałem cię. Był to twój czas, czas miłości. (..) Ozdobiłem cię klejnotami, włożyłem bransolety na twoje ręce i naszyjnik na twoją szyję. Włożyłem też pierścień w twój nos, kolczyki w twoje uszy i wspaniały diadem na twoją głowę. Zostałaś ozdobiona złotem i srebrem, przyodziana w bisior oraz w szaty jedwabne i wyszywane. (...) Stawałaś się z dnia na dzień piękniejsza i doszłaś aż do godności królewskiej. Rozeszła się twoja sława między narodami dzięki twojej piękności, bo była ona doskonała z powodu ozdób, którymi cię wyposażyłem."
Pamiętajmy, że najważniejsze są ozdoby duchowe, ale troszczymy się również o ozdoby materialne, gdyż z pięknych spraw zbudowany jest ten świat.


---
Więcej ciekawostek na moim blogu, a tam m.in: kolczyki i mity na temat alergii.
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 26 listopada 2011

Historia obuwia - buty miarą sukcesu

Historia obuwia - buty miarą sukcesu

Starożytni znali buty w takiej formie, jaką my znamy obecnie, ale zanim buty stały się butami, musiały przejść drogę ewolucji. W 1991 roku archeologowie dokonali niezwykłego odkrycia – w Alpach na granicy Austrii i Włoch odnaleziono zamarzniętego człowieka, któremu później nadano imię Oetzi. Jego nogi były okryte kawałkami jeleniej skóry z podeszwą ze skóry niedźwiedzia. W środku prymitywnego buta znajdowała się słoma zamocowana sznurkami z łyka. Oetzi żył około 3300 lat p.n.e. i jest najstarszym udokumentowanym posiadaczem obuwia.
W starożytności Egipcjanie najpowszechniejszym surowcem do produkcji obuwia były odpowiednio spreparowane liście palmowe oraz łodygi papirusu, które moczono, suszono, barwiono i splatano. Natomiast nici z konopi służyły do robienia skarpet z oddzielonym dużym palcem, aby można było założyć je do sandałów.
Natomiast obuwie bizantyjskie, zwane socci, było skórzane i zdobione stebnowaniem i kolorowymi nićmi. Najbardziej ekskluzywne buty ozdabiano złoceniami i tłoczeniami.  Tsangia to buty z cholewką do połowy łydki z bogatymi ornamentami noszone prze Persów. W ciepłym klimacie najczęściej noszono sandały, które współcześnie nie odbiegają mocno od dawnych standardów. Japończycy, posiadający bardzo długą tradycję produkcji obuwia, podkreślali swój status społeczny właśnie za pomocą zdobień na sandałach. Inne buty nosili urzędnicy z dworu cesarskiego, inne artyści, inne rzemieślnicy itd. W Grecji noszenie sandałów było codziennością, nawet posągi Hermesa są obute w sandały. Specjalną funkcje pełniły koturny – buty na wysokiej podeszwie noszone przez aktorów. Służyły im podczas występów teatralnych – miały sprawić, że aktorzy będą lepiej widoczni na scenie. Chłopi nosili bardzo proste, wykonane z kawałków skóry okrycia nóg. Na obszarach, gdzie doskwierają niskie temperatury, ludzie ubierali mokasyny, które charakteryzowały się szwem na przodzie buta. Chodzili w nich między innymi Eskimosi i Lapończycy.

Mentalność średniowieczna znacznie przyczyniła się do rozwoju przemysłu obuwniczego. Nagość każdego rodzaju była powodem potępienia, więc i stopy musiały być zakryte. Ogromnie popularne stały się „poulaine”, czyli buty z zadartymi szpicami. Długość „nosków” regulowało prawo. Najdłuższe, nawet sześćdziesięciocentymetrowe, mogli nosić tylko szlachetnie urodzeni, bogaci ludzie, dla których wszystkie drzwi stały otworem. Nieco krótsze szpice przysługiwały tylko warstwie średniej, natomiast plebs mógł pozwolić sobie na zaledwie kilkunastocentymetrowe szpice. Nosili je i mężczyźni i kobiety, pomimo tego, że były niewygodne. Jazda konna wymagała specjalnych „houseaux”, czyli wysokie cholewy zakładane na spodnie, które wyparły tradycyjne wysokie buty stosowane do XV wieku. Na co dzień noszono obuwie z miękkiej skóry, których niskie cholewki luźno opadały na kostki. Aby nie zniszczyć delikatnej skóry na podeszwach, używano patynek – drewnianych podeszew zapinanych na skórzane paski. Patynki zakładało się na obuwie. Modnisie z Wenecji pod koniec XV wieku nosiły drewniaki zwane tam „pianelle”, które musiały być wysokie. Do końca średniowiecza nie różnicowano butów na prawy i lewy – podeszwa w obu wyglądała tak samo.

Wkrótce moda na bardzo długie szpice minęła a nastała epoka koturnów i obcasów. Weneckie nakładki na buty- „chopine” miały nawet kilkadziesiąt centymetrów wysokości, co znacznie utrudniało chodzenie. Wymyślono także, że zamiast ciężkiego koturna można zastosować mniejszy korek – dziś domena kobiecych pantofli, dawniej stosowana także przez mężczyzn. Zamożne fascynatki mody nosiły buty zrobione z jedwabiu a do połowy XVII wieku buty skórzane zdobione ażurowymi motywami. Męskie buty wcale nie odbiegały estetyką od damskich – zdobiono je klamrami na przodzie a także rozetkami ze wstążek. Wysocy namiestnicy państwowo mieli prawo nosić czerwone obcasy.

XVIII wiek przyniósł fascynację modą na wzór francuski, która dotarła także do Polski. Wysokie obcasy, brokatowe materiały, bogate wzornictwo, klamerki i zapinki – oto czym zachłysnęła się polska arystokracja. Najbardziej pożądanymi butami były te wykonane z tureckiej skóry safianowej. Najbogatsi nosili je z obcasami posrebrzanymi lub w całości wykonanymi ze srebra. Nieco mniej zamożni odkupywali je od arystokracji i uzupełniali ewentualne braki, naprawiali obcasy. Prawdopodobnie stąd wzięło się przysłowie: „Znać pana po cholewach”. Po Rewolucji Francuskiej rozpoczętej w 1789 roku, nastał czas na skromniejsze ubiory. Pozbyto się obcasów z obuwia męskiego – symbolu wyższości, zaczęto produkować buty z tańszych surowców.

Natomiast z mody damskiej obcasy nie znikły, wręcz przeciwnie. W XIX wieku buty miały nie tylko obcasy, ale także wysoką cholewkę sznurowana lub zapinaną na wiele guzików. Nadal wytwarzano je ręcznie. Aż do końca tego wieku podstawowymi narzędziami były proste kopyto, dłuto, szydło, nóż, ścieracz, młotek, szczypce. Maszyny do produkcji obuwia wynaleziono w połowie wieku, ale ich wdrożenie na masowa skalę wymagało czasu. Przełomem stał się wynalazek Lymana R. Blake'a zszywający podeszwę z cholewką. Urządzenie zostało zmodyfikowane przez Gordona McKaya, który zrewolucjonizował przemysł obuwniczy. Początkowo jego pomysł nie spodobał się szewcom, ale wkrótce przekonali się, że obie stony odnoszą korzyści. McKay wyposażył zakłady szewskie w swoje maszyny i pobierał opłaty od każdej wyprodukowanej pary butów. Okazało się, że towary są równie dobre jakościowo jak te ręcznie robione, ale produkcja jest szybsza.

Dziś większość butów wytwarzana jest przez maszyny, nie oznacza to jednocześnie, że nie istnieją zakłady szewskie. Nadal można zamówić sobie buty szyte na miarę, co oczywiście, wiąże się z odpowiednio wysokimi kosztami. Półki w sklepach obuwniczych uginają się od towaru. Trudno uzmysłowić sobie, że kiedyś nie było takiej możliwości wyboru: buty sportowe, obuwie robocze, buciki dla dzieci – teraz są na wyciągnięcie ręki.
-- O autorze

środa, 23 listopada 2011

Słynny obraz Picasso „Guernica”

Słynny obraz Picasso „Guernica”.

Autorem artykułu jest Li Li

Jeszcze w 1937 roku Pablo Picasso na zamówienie republikańskiego rządu namalował obraz „Guernica”. Obraz został pokazany na Wystawie Światowej w 1937 roku w Paryżu i stał się jednym z najbardziej znanych dzieł Picasso.
Słynny obraz „Guernica” Pablo PicassoWielcy malarze rzadko myślą o czymś takim jak biuro rachunkowe. Często obce są im skomplikowane przepisy dotyczące płacenia podatków czy finansów. Jednym z takich malarzy był Pablo Picasso.
Kiedy Picasso malował swoje najsłynniejsze dzieło, to chyba nie przypuszczał, ile wzbudzi ono emocji. A cała ta historia zaczęła się w baskijskim miasteczku.

Małe, baskijskie miasteczko Guernica prawdopodobnie byłoby do dzisiaj mało znane, gdyby nie pewne zdarzenie z czasów hiszpańskiej wojny domowej.

W kwietniu 1937 roku miasteczko Guernica leżące w Kraju Basków stało się miejscem bezpardonowej, bestialskiej rzezi. Kraj Basków w wojnie domowej opowiedział się po stronie Frontu Ludowego. Dowódca legionu Condor, Wolfram von Richthofen, wspierał oddziały generała Franco i chciał dać lekcję pokazową Frontowi Ludowemu. Jako cel ataku została wybrana właśnie Guernica.

Niemieckie myśliwce i bombowce w godzinach popołudniowych pojawiły się nad miastem. Zaczęły zrzucać bomby burzące i zapalające. Trudno rozstrzygnąć, ile ton bomb zrzucono na Guernicę. Szacunkowo ocenia się, że niemieckie bombowce zrzuciły ponad 28 ton bomb. Nie ma dokładnych danych, ile osób tak naprawdę zginęło podczas bombardowania miasta. Podaje się różne dane (od 100 do 3000 tysięcy).

Bombardowanie Guerniki stało się jednym z najbardziej znanych epizodów wojny domowej w Hiszpanii i przykładem wojennego okrucieństwa. To zdarzenie było silnym impulsem twórczym dla Pabla Picasso.

Jeszcze w 1937 roku Pablo Picasso na zamówienie republikańskiego rządu namalował obraz „Guernica”. Obraz został pokazany na Wystawie Światowej w 1937 roku w Paryżu i stał się jednym z najbardziej znanych dzieł Picasso.

„Guernica” zaliczana jest do najważniejszych dzieł malarskich XX wieku. Dzięki „Guernice” i innym obrazom Picasso dorobił się sporej fortuny. Picasso prawdopodobnie nie myślał o prowadzeniu regularnej rachunkowości. Dzisiaj jednak są inne czasy i korzystanie z takiej usługi jak biuro rachunkowe to dla wielu osób konieczność.

---
Zobacz także:
- apartamenty Słoneczny Brzeg
- wakacje na Krymie
- Ristoranti a Cracovia
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 19 listopada 2011

"Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie..."

"Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie..."

Autorem artykułu jest Agata Jeruszka

Reportaż napisany na podstawie książki Ewy Kurek-Matiunin, o takim samym tytule - "Żydzi, Polacy, czy po prostu ludzie...". Wydawnictwo TAKT, Lublin 1992 r.

    II wojna światowa. Do warszawskiego domu Rodziny Maryi przychodzi mała dziewczynka. Wychudzona, blada, niepodobna do człowieka, zwłaszcza do dziecka. Przed chwilą Niemcy zabili jej tatę i mamę. Prosi Marię Sawicką, furtiankę tego domu, żeby została jej matką.
     Mały Rysiek Peiper i Urszulka Peiper też znaleźli schronienie w domu Rodzin Maryi przez cały czas trwania wojny.

     Lee uratowały siostry w klasztorze sióstr Rodziny Maryi z Brwinowa.
     Rachelę, po tym jak jej matka zabiła siebie i 3-letnią siostrę Racheli uratowały siostry Józefitki. Odstawiona do klasztoru przez ludzi, którzy przez jakiś czas dawali jej schronienie, teraz znalazła je u sióstr. Siostra Roberta była dla niej jak matka i tak pozostało przez wiele lat po wojnie.
     Frania Aronson też przeżyła dzięki siostrom z klasztoru. Po ucieczce z domu, w którym się ukrywała w Stanisławowie, a który Niemcy ostrzelali znalazła schronienie u sióstr. Wyrobiły jej dokumenty, kenkartę, podarowały życie. Przebywała u nich do 1944 roku od lutego 1943.

     Doktor Anna, uratowana w klasztorze w Rabce – tak – została uratowana, ale zyskując życie straciła wiarę w całą instytucję zakonną, gdy z pustym brzuchem zobaczyła suto zastawiony stół sióstr opiekujących się nią i innymi dziećmi, gdy jedna z sióstr otruła ulubionego kota wszystkich dzieci.
     Julka uratowały siostry sercanki. Po ucieczce od Marii Wójcik, która oprócz niego ukrywała kilkoro innych dzieci, złapali go Niemcy. Załadowali go do bydlęcego wagonu. Przez malutkie okna z wagonu ludzie wyrzucali dzieci, do których strzelali uzbrojeni w karabiny, stojący na schodkach każdego wagonu niemieccy żołnierze.

Julek został wyrzucony po trzech dniach jazdy. Przeżył upadek, przeżył ostrzeliwanie go przez żołnierzy. Dostał tylko w nogę.
W końcu trafił do sióstr, stamtąd do księży salezjanów. Jest jednym z około 1500 dzieci uratowanych w klasztorach podczas II wojny światowej.
Jednym z około 1500 żydowskich dzieci uratowanych w polskich klasztorach. Czy liczba byłaby mniejsza czy większa gdyby nie chodziło o dzieci żydowskie? Albo gdyby nie chodziło o polskie klasztory. W jakim stopniu liczy się tutaj narodowość? Czy w ogóle się liczy?
Nie. Liczy się człowiek. Żydzi, Polacy to po prostu ludzie.
---
Agata Jeruszka
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wtorek, 15 listopada 2011

Kim był Marian Babiński? Nowy bohater doczekał się pomnika w Malborku

Kilka dni temu na cmentarzu komunalnym w Malborku miała miejsce niecodzienna uroczystość. Władze miasta, liczne grono zaproszonych gości, profesorowie, mieszkańcy, harcerze i młodzież oddawali honory byłemu ubekowi.
Na dodatek to wszystko filmowała kamera TV Trwam.
Malbork, odnowiony grób Mariana Babińskiego 

Gdybym w tym miejscu zakończył relację ktoś popukałby się w czoło, ktoś inny odesłał mnie do Tworek czy Kocborowa.
A jednak ....
Marian Babiński był cichym bohaterem. Jego krótkie życie powinno posłużyć jeśli nie do napisania scenariusza filmowego to chociażby obszernej książki.

Kim zatem był nasz bohater ?
Marian Babiński był żołnierzem formacji Wolność i Niezawisłość, który w latach 40. przeniknął w szeregach funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa w Malborku.
Jeszcze niedawno leżał na cmentarzu malborskim pochowany jako jeden z funkcjonariuszy UB.
Odkrycie jego prawdziwego życiorysu zawdzięczamy Robertowi Jamrozowi z Malborka. Odkrył on, że poległy w 1946 r. w Zielenicach Marian Babiński był członkiem grupy współpracującej z Mieczysławem Kawalcem ps. "Żbik".
Był  postacią wybitną w dziejach Podziemia niepodległościowego. Babiński przekazywał informacje o osobach aresztowanych, planowanych akcjach UB i szczególnie niebezpiecznych funkcjonariuszach. Dzięki nim udało się uwolnić z więzienia dowódcę miejscowej siatki a wielu ludzi ostrzec przed aresztowaniem, niewolą i torturami.
Był ważną postacią - od stycznia 1947 r. był on kierownikiem Wydziału Informacji w IV Zarządzie Głównym WiNu. Ostatecznie, trafił do Malborka i tu przypadkowo zginął (najprawdopodobniej z rąk członka podziemia, który nic nie wiedział o prawdziwej tożsamości Babińskiego).

Jak okazuje się, walka z "czerwonym okupantem" to nie jedyne bohaterskie karty w życiu Mariana Babińskiego. W rok 1943 na Wołyniu brał udział w obronie Przebraża przed Ukraińcami.
Schronieni w obozie Polacy uniknęli krwawej rzezi.

Ile jeszcze takich historii skrywają nasze mogiły ?

wtorek, 8 listopada 2011

Czy Hitler był prawicowcem?

Autorem artykułu jest Miłosz Rożański

Najbardziej lubię rozmawiać ze studentami politologii, można dowiedzieć się od nich naprawdę zabawnych rzeczy. Temat jest szczególnie aktualny kiedy to media informują iż w Niemczech wzrasta poparcie dla „prawicowych” rozwiązań, tak więc rozprawmy się z tym mitem.

"Nazizm to skrajna prawica"
 Już od ponad trzech lat interesuję się tym tematem i rozprawiam się ze sloganami które zasłyszeć mogłem nawet jako dziecko, partie nazistowskie nazywane były esencją prawicowości. Na uczelniach w całej Polsce (mam ich sporo w Krakowie) naucza się iż Hitler był prawicą, w telewizji mówi się iż Hitler był prawicą i na paradach krzyczy się iż Hitler jest prawicą. Zdawać by się mogło iż skoro wszyscy naokoło tak głośno o tym krzyczą musi być to prawda, jednak nawet najgłośniejsze krzyki nie mają szans wobec prawdziwych argumentów. Przypominam sobie grupkę studentów którzy przyjechali na wycieczki po Krakowie, rozmawiałem w nimi w pewnym niezwykłym pubie. Pub o nazwie „rewolucja” mający nad wejściem wywieszony portret zbrodniarza, szaleńca, sadysty i ostatniego tchórza jakim był Che.

Rozmowa ze studentami
 Opis będzie skrócony do wersji light, gdyż na wszystkich argumentach i kontrargumentach skupię się dużo dokładniej w dalszej części artykułu. Jak zwykle się to odbywa w moim towarzystwie temat zszedł na politykę, myślę że było to nieuniknione gdyż moi rozmówcy byli dumnymi studentami politologii przekonanymi o tym że wiedzą wszystko. Nie będę przedstawiał w jaki sposób doszło do tematu czym jest prawica, lecz wydaje mi się iż wyłoniło się to z tematu prawicowości/lewicowości głównych partii politycznych w Polsce. Moim drogim wycieczkowiczom zadałem wtedy proste pytanie: Hitler był prawicą czy lewicą? Na odpowiedź nie musiałem długo czekać, werdykt był jednoznaczny „Skrajną prawicą!”. Następne wywodu nakierowane były na zmuszenie ich do konkretnego zastanowienie się i przyznania w końcu iż owszem nazizm jest skrajną opcją, ale lewicową! Mam nadzieję iż z tej wycieczki po Krakowie wynieśli więcej niż dostają na reżymowych uczelniach.
Robert Biedroń
(Młody Adolf Hitler, przez całe swoje życie specjalnie się nie zmienił)

Co prawicowego jest w Hitlerze?
 Mi samemu ciężko przytoczyć cokolwiek przypominającego prawicowość w tym zbrodniarzu i wybitnym dyktatorze socjalistycznym, przytoczę więc „argumenty” znalezione w Internecie pod zapytaniem „Czy Hitler to prawica”

1.Hitler panie Michalkiewicz swoje pierwsze polityczne sukcesy i pierwszych politycznych wyznawców zdobywał w Bawarii najbardziej zfanatyzowanym prawicowo - katolickim regionie Niemiec (100% katolików)
Czy sądzi pan że ktoś o poglądach lewicowych zaczynałby swoją karierę polityczną w jaskini prawicowego lwa?

2.Hitler w swoich licznych tyradach często nawiązywał do (Boga)i kościoła Katolickiego jak również nader często używał haseł politycznych o zabarwieniu narodowo - katolickim i jedno z wielu popularnych i znanych brzmi (KINDER , KUCHE, \(DZIECI , KUCHNIA, KOŚCIÓŁ)

3.Hitlera i jego NSDAP wspierały wszystkie Niemieckie partie prawicowe i Watykan na czele z Piusem Xll

4.Hitler podpisał Konkordat z Watykanem

5.Wreszcie żołnierze Hitlera (WERMACHT) mieli wygrawerowany na swioch pasach napis GOTT MIT UNS (BÓG Z NAMI)
Chyba nie powie mi pan że Hitlerowi chodziło o MARKSA?

6.NSDAP to tylko nazwa a te jak wiadomo często mają niewiele wspólnego z ideologią partii i światopoglądem ich twórców.
Jeśli ktoś psa nazwie kotem to ten przestanie być psem?

Co prawda zarzuty skierowane były do pana Michalkiewicza który nie wiem czy odpowiedzi udzielił, gdyż nie miałem przyjemności zaznajomić się z tekstem. Wiem jednak iż każdy z zarzutów jest dziecinnie prosty do odparcia dla każdego zdrowo myślącego człowieka.
 Ad.1
 Po pierwsze nie przypominam sobie aby wiara w jakąkolwiek religię była wyznacznikiem prawicowości lub lewicowości, prawdą jest iż kościół katolicki przyczyniał się do rozwoju kapitalizmu dużo częściej niż inne religie. Przykładem może być bardzo „religijny” beton PiSu który poglądy ma bardzo socjalistyczne (co za pomysł z tymi milionami mieszkań?) uznając się przy tym za chrześcijan. Cały czas nie rozumiem od kiedy wiara jest wyznacznikiem tego czy moje poglądy są lewicowe czy prawicowe, gdybym popierał Lenina i jednocześnie kościół to moje poglądy były by prawicowe?

Ad.2
 To samo pytanie, co wiara ma do poglądów? To iż używał haseł populistycznych nie znaczy wcale iż reprezentował ideę katolicyzmu. Tutaj dobrym przykładem będzie PO krzyczące o obniżkach podatków i walce z biurokracją co daje odwrotne skutki. Podatki są podnoszone jak nigdy indziej (już nawet PiS obniżył akcyzę), natomiast armia urzędników rośnie. Za Kadencji Gronkiewicz-Waltz w Warszawie iloś urzędników wzrosła o 30%. Co z tego iż głoszą oni hasła wolnorynkowe skoro są mniej wolnorynkowi od nastawionego socjalistycznie SLD?
 Ad.3
 Pius jest jednym z bardziej pokrzywdzonych papieży przez ideologię lewicową, jednak media takie jak Internet sprawiają iż wszystko zostaje odkryte, pozwolę sobie podać treść artykułu odnoszącego się do Piusa”Catholicherald.co.uk informuje, że niektórzy żydowscy historycy twierdzą, iż Kościół katolicki pod przywództwem papieża uratował nawet 860 000 Żydów, ukrywając ich, interweniując przeciwko deportacjom i pomagając im uciec do bezpiecznych krajów. „ źródła : telegraph.co.uk, catholicherald.co.uk, jewishtimes.com. Artykuł bardzo łatwo znaleźć w Google chociażby po treści którą przytoczyłem, naprawdę polecam gdyż jest bardzo ciekawy.
 Ad.4 Uratowanie setek tysięcy żydów było by niemożliwe w innym wypadku, jak to ma się do poglądów Hitlera?
 Ad.5 A gdyby napisał tam „Pokój. Miłość, Tolerancja” to byłby hipisem?
 Ad.6 Tutaj kolega odpowiedział sobie sam na wszystkie stawiane przez siebie tezy, przypomnę dla ludzi głodnych wiedzy iż skrót NSDAP oznacza Narodowo Socjalistyczna Niemiecka Robotnicza Partia. A Hitler niejednokrotnie podkreślał swoją lewicowość
Joanna Senyszyn
(Ach to państwo w roli stróża nocnego)


Co lewicowego jest w Hitlerze
 Temat rzeka, zacznijmy więc może od kolektywistycznych poglądów społecznych ustawiających jedną grupę ponad innymi. Jest to sytuacja typowa dla lewicowców którzy próbują wmówić ludziom iż ich grupa społeczna poszkodowana jest przez inne co ma być pretekstem do oddania im dodatkowych przywilejów. W chwili obecnej mamy poszkodowanych przez rasizm czarnoskórych i muzułmanów (dlaczego Azjaci i meksykanie nie mają takiego problemu?) oraz dyskryminowanych pederastów. Wtedy byli to rodowici Niemcy poszkodowani przez kapitalistycznych żydów! Nie wiem czy muszę dalej wymieniać fakty takie jak eugenika popierana przez środowiska lewicowe, wprowadzenie obowiązku szkolnego co miało sprzyjać indoktrynacji. Czy wszystko inne co również dzisiaj reprezentowane jest przez lewicowców. Jeśli ktoś jest głodny wiedzy niech poszpera i dowie się kto powiedział iż Nazizm i Socjalizm to bliźniacy? Argumentem przeciwko lewicowości Hitlera ma być fakt iż po przejęciu władzy zwalczał komunistów czyli również lewicę, przypomnę jednak iż przez zdobyciem władzy szli razem w jednym szeregu. To że lewicowcy walczą o władzę nie jest niczym dziwnym, myślę że to mogło by się zdarzyć również w obozie prawicowym. Tak więc wiemy iż Hitler nie był ani liberałem, ani konserwatystą. Jedno zresztą wynika z drugiego, nie można być konserwatystą i chcieć gwałcenia cudzej wolności oraz wysokich podatków.

Gospodarka
 Sama nazwa ustorju czyli narodowy socjalizm już powinno mocno zastanowić moich rozmówców odbywających wycieczki po Krakowie, naprawdę zabawne jest gdy ktoś próbuje ci wmówić iż socjalizm może być prawicowy. Może zacznijmy od centralnego planowania jakiemu podporządkowany został prywatny kapitał obywateli Trzeciej Rzeszy, w tym zawiera się wszystko co można powiedzieć o lewicowości gospodarki narodowo – socjalistycznej. System był całkiem wydajny, był to taki sam system jak ten który funkcjonował w komunistycznych Chinach, czyżby Chińscy komuniści byli prawicowcami? Zresztą Szwedzcy Socjaldemokraci zaczeli korzystać z tego samego „prawicowego modelu”. Oczywiście władza popierała strajki przeciwko prywatnym właścicielom co również jest typowe dla państwa lewicowego. Boże, lewicowoś wylewała się tam na każdym kroku.

Podsumowując
 Skoro działania społeczne były skrajnie lewicowe oraz gospodarka była skrajnie lewicowa dlaczego Hitler nazywany jest skrajną prawicą? Wydaje mi się iż nie obowiązuje tu zasada iż dwa minusy dają plus, tak więc do tej pory pozostaje to dla mnie zagadką.

Jakich cech potrzebował by Hitler aby być prawicowcem?
 Przede wszystkim musiał by szanować wolność drugiego człowieka, wyznając zasadę iż jego wolność kończy się tam gdzie zaczyna cudza. Jak powszechnie wiadomo miał z tym spore problemy i to na skalę masową. Musiałby nie mieszać się w gospodarkę pozostawiając kwestie gospodarcze pod nadzorem niewidzialnej ręki rynku, prawdopodobnie wtedy jednak nigdy nie zdobył by władzy. Jego władza powinna ograniczać się do roli stróża nocnego nie robiąc nic ponad wymagane minimum, czyli sądy, policja i administracja. Gdyby jednak chciał być ostrym prawicowcem powinien całkowicie rozwiązać państwo zostawiając pole dla anarchokapitalizmu. Czy którekolwiek z działań Hitlera jest zgodne z powyższymi wymaganiami? Mam taką cichą nadzieję iż kiedy spotkani przeze mnie studenci znów wybiorą się na wycieczki po Krakowie będą już wiedzieli iż na wiedzę przedstawianą w szkołach trzeba patrzeć krytycznie. Dla moich czytelników zostawiam jednak kolejną zagadkę: Komu i dlaczego zależało aby przedstawiać Hitlera jako prawicowca?
---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Zakon krzyżacki

Autorem artykułu jest Jacek Gilewicz

Sprowadzając do Polski zakon krzyżacki, Konrad Mazowiecki nie przypuszczał zapewne ile kłopotu sprawi swoim następcom. Podarowany kawałek ziemi potraktowali jak przysłowiowy "palec" w powiedzeniu "daj palec a weźmie całą rękę". Poznaj organizację zakonu i życie codzienne braci.

Zakon Szpitala Najświętszej Marii Panny Domu Niemieckiego w Jerozolimie powstał na przełomie 1189 i 1190 roku podczas trzeciej krucjaty do Palestyny. Jego założycielami byli niemieccy pielgrzymi - mieszczanie z Lubeki i Bremy oraz biorący udział w  wyprawie rycerze. Celem zakonu była opieka nad chorymi i rannymi uczestnikami krucjaty. Znakiem rozpoznawczym zakonu był biały płaszcz noszony na lewym ramieniu z czarnym krzyżem. Od tego znaku zakon nazwano krzyżackim a jego członków Krzyżakami. W początku swego istnienia zakon znajdował się pod opieką włoskiego zakonu joannitów lecz za sprawą francuskiego zakonu - templariuszy usamodzielnił się. Templariusze nosili białe płaszcze z czerwonym krzyżem zaś Zakon Szpitala Marii Panny z czarnym. Możemy więc sądzić, że także i od tego zakonu Krzyżacy byli uzależnieni. Początkowe lata istnienia nie przyczyniły się do rozwoju zakonu. Nieudolność rządzenia trzech pierwszych mistrzów spowodowała, że z chwilą objęcia rządów przez Hermana von Salza siły zakonu wynosiły zaledwie dziesięciu rycerzy i kilkunastu osób służby. Dopiero dobra polityka nowego mistrza przyczyniła się do wzrostu siły i znaczenia zakonu.

W 1225 roku, książę Konrad Mazowiecki prowadził rozmowy z  zakonem w celu osiedlenia ich na pograniczu z Prusami i udzieleniu pomocy w walce z pogańskimi plemionami niepokojącymi granice jego księstwa. Już rok później pierwsi rycerze zakonni przybywają do nadanej im wsi Orłowo na Kujawach gdzie książę wzniósł niewielki gród nazwany przez Krzyżaków Vogelsang czyli "Ptasi śpiew". Początkowo było to tylko dwóch zakonników: Konrad von Landsberg i drugi nie znany z imienia oraz niewielka liczba służby. W 1230 roku gródek wzmocnił się o pięciu nowo przybyłych rycerzy dowodzonych przez Hermana Balka, późniejszego mistrza zakonu.   Pierwszym zamkiem wybudowanym przez Krzyżaków była niewielka drewniana warownia wzniesiona we wsi Mała Nieszawka i stanowiąca przez pewien czas bazę wypadową przeciwko Prusom. Następny zamek powstał w 1232 roku w Starogrodzie, później w 1233 roku w Kwidzynie na ostrowie oblanym wodami Wisły i Starego Nogatu (Marienwerder - Ostrów Marii) oraz Dzierżgoń - obydwa w Pomezanii. Rok 1237 to budowa zamku u ujścia rzeki Elbląg lecz zburzony przez Pogezan został na nowo wzniesiony jednakże w innym miejscu tam gdzie obecnie jest miasto Elbląg. 
Krzyżbork - ruiny zamku

Dalsze podboje zakonu doprowadziły do zdobycia znacznych obszarów ziemskich i powstaniu nowych warowni. I tak w: Natangii zbudowano zamek w Krzyżborku, w Barcie - Bartoszyce,Reszel i w nieustalonym do dzisiaj miejscu Wisenburg, na Warmii - Braniewo i Lidzbark, w Sambii - Memelburg (obecnie Kłajpeda), Bałga i Królewiec później w Tapiewie i Lochstädt. W 1265 roku zbudowano zamek w Pokarminie zwany  Brandenburg, w 1280 - Malbork, 1282 roku - Gniew, 1292 - Golub. W sumie do 1300 roku Krzyżacy zbudowali 23 zamki a do 1310 roku złożonych zostało 27 miast na terenach zdobytych na plemionach pruskich.  I tak między innymi powstały miasta : Malbork- 1276, Prabuty - 1276, Frombork - 1287, Pasłęk - 1297, Tolkmicko - 1299, Iława 1305, Krzyżbork - 1309-1311 i kilkanaście innych a po następnych stu latach miast założonych przez Zakon było już 93.    

Pierwsze budowle stawiane przez Krzyżaków na zdobytych terenach były to niewielkie gródki obronne wznoszone z drewna, ziemi i kamienia polnego. Dopiero później, po umocnieniu się zaczęto wznosić murowane z cegły i kamienia zamki. Były to budowle klasztorno - obronne, ciężkie, masywne stawiane na planie kwadratu lub prostokąta, wzorowane na zamkach wzniesionych przez krzyżowców na ziemiach syryjskich. W narożach murów obronnych znajdowały się wieże broniące z boków dostępu do tychże murów, wewnątrz mieściły  się zabudowania mieszkalne tworzące w środku wirydarzowy dziedziniec ozdobiony krużgankami. Natomiast wszelkie zabudowania gospodarcze jak i pomieszczenia służby znajdowały się na obszernym podgrodziu. Każdy krzyżacki zamek posiadał kaplicę, zbrojownię, salę zebrań, mieszkanie komtura i członków konwentu a także obszerne stajnie (każdy rycerz posiadał 2-3 konie). Ponieważ oprócz funkcji obronnej zamki pełniły także funkcje administracyjne dlatego też znajdowało się tam wiele dużych pomieszczeń i sal.

Pomimo tego, że zamki krzyżackie odstraszały swoim monumentalnym wyglądem i wydawały się nie do zdobycia jednakże w swojej historii aż do sekularyzacji zakonu (1525 rok) kilkakrotnie przechodziły z rąk krzyżackich w ręce zwolenników np. Związku Pruskiego i odwrotnie i nie zawsze odbywało się to poprzez zbrojne akcje. Wystarczyły pieniądze lub obietnice by w tym czasie zmienić swoich zarządców. Tak więc opisując poszczególne zamki prawie zawsze znajdziemy wzmiankę o krótszym lub dłuższym pobycie na nim nowego właściciela.
Organizacja zakonu krzyżackiego
Na czele zakonu stał wielki mistrz. Jego władzę ograniczał jednak konwent stołecznego zamku i zgromadzenie dostojników a także kapituła generalna. W skład kapituły generalnej wchodził wielki mistrz, mistrzowie prowincjonalni oraz wyżsi dostojnicy krzyżaccy. Kapituła zbierała się raz do roku, zwykle we wrześniu.   W XVI wieku powstała w Prusach rada dostojników a w jej skład wchodziło pięciu najwyższych dostojników krzyżackich a mianowicie: wielki komtur, wielki marszałek, podskarbi, wielki szatny i wielki szpitalnik a później dołączył do nich wielki szafarz. I to ci ludzie plus wielki mistrz sprawowali władzę w państwie krzyżackich.

Zakon podzielony był na prowincje a na ich czele stali mistrzowie prowincjonalni. W pierwszej fazie swojego istnienia zakon dzielił się na 7 prowincji. Były to prowincje: w Apulli, Achai, Armeni, Austrii, Niemczech, Prusach i Inflantach. W następnych wiekach pozostały tylko trzy ostatnie. Każda prowincja dzieliła się na konwenty a za siedzibę władz służyły zamki - klasztory. Każdy zamek był stolicą okręgu administracyjnego zwanego komturstwem. W skład konwentu wchodziło najczęściej 12 Krzyżaków - rycerzy i 6 księży.  Jeżeli chodzi o podział administracji kościelnej to w Prusach wyglądało to tak. Były cztery diecezje: chełmińska, pomezańska, sambijska i warmińska. W trzech pierwszych diecezjach przyjęto regułę zakonną krzyżacką gdzie biskupów wybierano spośród członków Zakonu natomiast diecezja warmińska zachowała samodzielność i podlegała biskupowi włocławskiemu.
Krzyżak – zakonnik
Reguła zakonna Krzyżaków nie była zbyt surowa. Modły odprawiane były siedem razy na dobę. posty obowiązywały dość ostre lecz bez wielkiej wstrzemięźliwości. Mięso jadano trzy razy w tygodniu a w dni postne do syta jadano tylko raz dziennie podczas obiadu natomiast na kolację każdy zakonnik dostawał dwie kwarty piwa lub miodu. W pozostałe dni spożywano dwa posiłki - obiad i kolację. Początkowo, co piątek, brana była dyscyplina w okresie adwentu i wielkiego postu trzy razy dziennie lecz szybko zwyczaj ten wyszedł z użycia. Zakonnicy spali na posadzce wyścielanej skórami, w spodniach, koszuli i obuwiu gdyż chodzenie boso była zakazane. Odzież była skromna i składała się z dwóch zmian ubrań i bielizny, jednego lub dwóch płaszczy, worka do spania oraz jednej lub dwóch zmian pościeli. Co tydzień odbywała się tzw. kapituła czyli posiedzenie kolegium duchownego. Czytano na niej wyjątki z reguły, praw i zwyczajów Krzyżaków oraz wydawano postanowienia. Bracia wyznawali na kapitule swoje grzechy, za które otrzymywali karę. Kara przewidziana była za najmniejsze nawet przewinienia;
- za występek w jedzeniu, piciu i mowie – dyscyplina,
- za bójki, nieposłuszeństwo, spędzenie nocy poza konwentem czy obozem - odbierano płaszcz i wysyłano do pracy z jeńcami,
- za spiski i knowania przeciw zwierzchnikom, poranienie chrześcijanina w bójce, przebywanie poza zamkiem dłużej niż dwie noce, grzech cielesny - odebranie płaszcza i praca z jeńcami rok lub dłużej,
- ucieczka z pola bitwy, sprzedaż urzędów czy odstępstwo od wiary - wydalenie z Zakonu bez zwolnienia ze ślubów zakonnych oraz zakaz wstąpienia do innego zakonu.

Pomimo surowych ślubów czystości zakonnej i kar za przebywanie poza konwentem w Malborku, pod okiem wielkiego mistrza istniał dom publiczny. Z czasem życie religijne w słabło i stanowiło margines zainteresowań Zakonu. Krzyżacy domagali się ciepłych ubrań w zimie a także  zaprzestali odprawiania modłów zostawiając to księżom. Tylko dwóm misjom zakon pozostał wierny przez cały czas. Nawracaniu pogan na chrześcijaństwo i szpitalnictwu.


Krzyżak - rycerz
Do zakonu przyjmowano tylko rycerzy z Niemiec a w późniejszym czasie osiadłych w Prusach Niemców. Kapelanem i bratem służebnym mógł zostać także mieszkaniec Prus lecz nie miał on żadnego wpływu na rządy. Bracia służebni pełnili jakby rolę podoficerów. Składali śluby wieczyste lub czasowe, na okres służby pod chorągwiami Zakonu. Nosili oni szare płaszcze z połową krzyża. Połączyli się oni później z tzw. półbraćmi. Półbratem był każdy sługa i dobrodziej Zakonu (np. książę Konrad Mazowiecki za darowanie ziemi chełmińskiej czy książę Sambor za darowanie Gniewa).
Na czele wojska stał wielki mistrz. Pomagali mu:
- wielki marszałek - piecza nad taborami a także dowództwo nad wojskiem w czasie nieobecności wielkiego mistrza,
- wicemarszałek - zaprowiantowanie koni i wyposażenie ich w rzędy,
- oboźny (w czasie pokoju wielki komtur - zastępca wielkiego mistrza) - kwatermistrzostwo i intendentura,
- wicekomtur - zarządzanie służbą
- szatny - opieka nad magazynem odzieży i pralnią
- szafarz - zaprowiantowanie.
Krzyżacy mieli swój regulamin, który dokładnie określał sposoby stawania na zbiórkę, mówił o porządku w marszu i na postojach oraz w obozie  i podawał zasady walki. Konie siodłano na sygnał trębacza a w marszu obowiązywała kolumna trójkowa. Obóz rozbijano na rozkaz wielkiego marszałka, zatykano chorągiew a sznurami ogradzano miejsce na kaplicę. Jedynie namioty wielkiego mistrza i kapelana można była stawiać bez zgody marszałka. Oddalanie się od obozu była zabronione. Rozkazy podawane były przez trębacza, który stale towarzyszył chorążemu .
Tabory to była głównie karawana koni a od 1433 roku tabory tworzone były z wozów. W czasie marszu rycerze używali tzw. podjezdków a pachołkowie wiedli konie bojowe. W taborach nie było kuchni gdyż posiłki przygotowywali rycerzom ich pachołkowie. Była natomiast kuźnia polowa.
Krzyżacy posiadali także swoją flotę i za jej pomocą zaopatrywali zamki leżące nad Zalewem Wiślanym jak i nad rzekami. Od 1362 roku posiadali także artylerię. W razie wojny każdy konwent wystawiał oddział złożony przeważnie z 12 rycerzy i 14 pachołków zwanych karawanowymi a także z zaciężnych, na czele których stał komtur.
 Krzyżak – administrator
Administracja w państwie krzyżackim w Prusach była bardzo biurokratyczna. Każdy Krzyżak w czasie pokoju był urzędnikiem. Komtur zarządzał konwentem i komturstwem, sprawował sądy i ściągał podatki za pośrednictwem komorników. Wicekomtur zwany komturem domowym zajmował się zamkiem i folwarkiem znajdującym się przeważnie na podzamczu. Do obowiązków marszałka należał nadzór nad stajniami, szatnego nad magazynami z odzieżą, ludwisarza nad odlewniami armat, mincerza nad mennicą, szpitalnika nad szpitalami a były także stanowiska skarbnika, piwniczego, ogrodnika czy kuchmistrza. Każdy browar, młyn czy cegielnia posiadała swojego zarządcę i nadzorcę.  

Przy podziale państwa na komturstwa ważną rolę odgrywały względy militarne jak i gospodarcze. Prusy zostały podzielone na pasy ciągnące się od wybrzeży morskich aż do puszcz mazurskich. Tak utworzone komturstwo posiadało pewien odcinek granicy do strzeżenia a także było to uzasadnione gospodarczo. Morze i rzeki dostarczały ryb, ziemia uprawna płodów rolnych oraz terenów do kolonizacji a puszcza zwierzyny, miodu. Każde komturstwo było samowystarczalne i cały dochód należał do niego. Jedynie niewielkie kwoty były przekazywane do skarbu wielkiego mistrza. Poza podziałem na komturie były także okręgi niesamodzielne, zarządzane przez wójtów, prokuratorów, rybickich i nadleśniczych Zakonu. Zamieszkiwali oni w niewielkich zameczkach, z niedużą liczbą braci-rycerzy lub księży a swoje dochody przekazywali komturom lub wielkiemu mistrzowi. Dochody państwa krzyżackiego z różnego rodzaju działalności gospodarczej były znaczne. Roczna nadwyżka wynosiła 10 000 grzywien. Było to jedyne chyba państwo. które nie zaciągało pożyczek a jeszcze je udzielało.
---
Jacek Gilewicz
http://www.ruinyizamki.pl

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Tajemnice kamiennego kręgu

Autorem artykułu jest Agnieszka Pilecka

Listę światowego dziedzictwa UNESCO wzbogacił kolejny kamienny krąg Stonehenge z angielskiego hrabstwa Wiltshire. Datę jego powstania datuje się na ok. 3 tysiące lat p.n.e., choć niektóre źródła podają nawet, ze wzniesiono je jeszcze kilkaset lat wcześniej.

Brytyjskie monolity służyły prawdopodobnie jako miejsce pielgrzymkowe dla chorych i rannych, naukowcy bowiem uważają, że to miejsce w którym uzdrawiała wiara i moc lecznicza niebieskich kamieni.
 Stojących kamiennych bloków łączą poziome bloki tworząc sklepienie, zwrócone w kierunku wschodzącego słońca. Dlatego też przypuszcza się również, iż te menhiry, mogły pełnić rolę prehistorycznego obserwatorium czy też świątyni Słońca.

Ośrodek kultu początkowo był rowem w kształcie okręgu z wałem ziemnym. Przez setki lat mieszkający tam rolnicy stworzyli wspaniały monument. Wzbogacili to miejsce w podwójny krąg kamieni ważących nawet do parędziesięciu ton, a transportowanych z Walii na odległość ponad  km. Do dziś naukowcy zastanawiają się nad przeznaczeniem budowli, nieśmiertelny pomnik niczym jednak nie zdradza tajemnicy kunsztu swych autorów.

Mając do dyspozycji prymitywne narzędzia, setki zwykłych rolników, przez lata budowało krąg, by potem go rozebrać i ponownie stworzyć z ogromnych bloków z piaskowca. Według regionalnych podań pracę budowniczych wspierali sam czarodziej Merlin i pomagający mu olbrzymi. Dlaczego zadano sobie tyle trudu dla stworzenia tego prehistorycznego, jakże zagadkowego zabytku?
Pojawiają się informacje o cenionych w ubiegłych stuleciach kąpielach w skalnych załomach i wartościach wody spływającej po niebieskich kamieniach. W pobliskich grobach odnaleziono liczne odłamki błękitnego kamienia, szczególnie wśród zmarłych na jakąś chorobę lub poważnie rannych. Wielu pielgrzymów przybywało leczyć się do Stonehenge setki kilometrów. Oprócz roli ośrodka leczniczego krąg mógł także pełnić rolę ośrodka religijnego. Do 5 roku p.n.e. bowiem, ustawiono jeszcze monumentalne trylity, powstał w ten sposób centralny ołtarz.

Istnieje również teoria, iż było ono astronomicznym obserwatorium, pozwalającym określić daty słonecznego przesilenia, przepowiedzieć zaćmienia, ustalić płożenie Słońca i Księżyca. Jednak najbardziej prawdopodobne jest to, że na zawsze pozostanie tajemnicą cel, dla którego stworzono ten monument. Miejsce pochówku? Magiczna moc głazów? A może świadectwo istnienia pozaziemskich cywilizacji? …
---

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Zbrodnicze żniwa

Autorem artykułu jest Marian Plona

Nastał lipiec 1943 r., w którym OUN-UPA przystąpiła do zmasowanego uderzenia na Polaków w rejonach, w których się skupili, by przetrwać, wspólnie czuwając i broniąc się, oraz w powiatach zachodnich, gdzie wcześniej napadano sporadycznie.

  W nocy z 4 na 5 lipca 1943 r. OUN-UPA zaatakowała szeroko zakrojonym pierścieniem Polaków żyjących we wsiach wokół ośrodka samoobrony Przebraże w powiecie łuckim. Od wiosny 1943 r. w tej kolonii chronili się Polacy z okolicy w obawie przed napadami ukraińskimi, jednakże nie wszyscy się tam przenieśli. Celem akcji było "oczyszczenie" dużego obszaru z Polaków i zlikwidowanie silnego ośrodka samoobrony.

UPA nie zdobyła Przebraża, ale zginęło kilkaset osób w dwudziestu kilku spalonych koloniach. 8 lipca 1943 r. w okolicach Kustycz (gm. Turzysk, pow. Kowel) okrutnie została zamordowana przez UPA delegacja Okręgowej Delegatury Rządu na Wołyniu na czele z Zygmuntem Rumlem "Krzysztofem Porębą", podążająca na przygotowane wcześniej pojednawcze rozmowy. Trzy dni później, tj. 11 lipca 1943 r. (niedziela), OUN-UPA przystąpiła do likwidacji Polaków na ogromnym obszarze wchodzącym w skład powiatów horochowskiego i włodzimierskiego i na skrawku powiatu kowelskiego.

Była to największa akcja ludobójcza przeprowadzona na Wołyniu w 1943 r., której przebieg doskonale oddaje akowski raport Jana Cichockiego "Wołyniaka", nauczyciela z powiatu włodzimierskiego:
"O godz. 2 min. 30 po północy w dniu 11 lipca 1943 r. rozpoczęła się rzeź. Każdy dom polski okrążało nie mniej jak 30-50 chłopów z tępym narzędziem i dwóch z bronią palną. Kazali otworzyć drzwi albo w razie odmowy rąbali drzwi. Rzucali do wnętrza domów ręczne granaty, rąbali ludność siekierami, kłuli widłami, a kto uciekał, strzelali doń z karabinów maszynowych. Niektórzy ranni męczyli się po 2 lub 3 dni, zanim skonali, inni ranni zdołali resztkami sił dotrzeć do granicy powiatu sokalskiego (...). Po morderstwie, zaraz po południu tegoż dnia, nastąpił rabunek. Chłopi z sąsiednich wsi przychodzili i zabierali: konie, wozy, ubrania, pościel, krowy, świnie, kury - inwentarz żywy i martwy".

Masowe mordy trwały w tym rejonie do 18 lipca. Szczególna uwaga należy się napadom na kościoły i kaplice, w których byli zgromadzeni na Mszach św. Polacy. 11 lipca 1943 r. w czterech kościołach (Kisielin, Chrynów, Poryck, Zabłoćce) i jednej kaplicy (Krymno) Ukraińcy wymordowali około 540 osób, w tym trzech księży.

W dniach 16-18 lipca całkowitą klęskę poniósł duży ośrodek samoobrony w powiecie kostopolskim, ochraniający skupisko polskich osiedli w gm. Stepań i Stydyń wokół dwóch wsi Huta Stepańska i Wyrka oraz kilka kolonii w sąsiedniej gminie Antonówka w powiecie sarneńskim. Po dwóch dniach dramatycznej walki z przeważającymi siłami UPA zgromadzona w Hucie Stepańskiej ludność polska wraz z samoobroną ewakuowała się do gmin Antonówka i Rafałówka w powiecie Sarny, poniósłszy wcześniej i w drodze ogromne straty.
30 lipca 1943 r. nastąpiło kolejne zmasowane uderzenie UPA na skupisko osiedli polskich w gminie Antonówka i Włodzimierzec powiatu sarneńskiego, w wyniku którego zostało ono zlikwidowane -wszystkie polskie osiedla spalono, polska ludność uciekła do stacji kolejowych na linii Kowel - Sarny. 31 lipca OUN-UPA podjęła drugą, również nieudaną próbę unicestwienia Polaków w Przebrażu. Ośrodek samoobrony stoczył wówczas ciężką walkę z przeważającymi siłami UPA, dzięki czemu kilka tysięcy koczujących w obozie przebrazkim Polaków ocalało.

Lipcowe ludobójstwo nie ograniczało się do opisanych wyżej wielkich akcji - Polacy byli mordowani we wszystkich powiatach, oprócz lubomelskiego, w mniejszych napadach. W tym jednym miesiącu zginęło kilkanaście tysięcy Polaków, kilkadziesiąt opuściło Wołyń, a wciąż jeszcze nie udało się "oczyścić Ukrainy z Lachów", którzy nie mieli gdzie uciekać i bardziej niż o śmierci, myśleli o żniwach. Toteż sierpień stał się kolejnym miesiącem wołyńskich rzezi.
Masowymi ludobójczymi akcjami w dniach 29-31 sierpnia, podobnymi do akcji z 11 lipca, dotknięte zostały tereny północnej części powiatu włodzimierskiego i powiat lubomelski. Zaatakowano też Polaków w innych powiatach i w innych dniach sierpniowych - w nielicznych już polskich osiedlach i w miejscowościach mieszanych narodowościowo, gdzie pokładano nadzieję w dobrosąsiedzkich kontaktach z miejscowymi Ukraińcami - kowelskim, horochowskim, łuckim, rówieńskim, dubieńskim i wszędzie tam, gdzie Polacy przybywali na żniwa.
Żniwa te były szczególne - opóźnione, niedokończone i nawet niezaczęte przez ich prawowitych polskich gospodarzy. "Udane" było za to żniwo śmierci: w kolejnym miesiącu, w sierpniu, zamordowano kilkanaście tysięcy Polaków, zaś przez cały okres ludobójczych działań OUN-UPA - 60 tysięcy.
---
http://szukamcierodzino.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Co wiemy o śmierci Hitlera?

Autorem artykułu jest Victor orwellsky

Świat obiegła informacja na temat ujawnionych przez FBI dokumentów, według których przywódca III Rzeszy dokonał swojego żywota w Argentynie długo po zakończeniu II Wojny Światowej.
W zasadzie od zakończenia II Wojny Światowej po świecie krążyły bardziej lub mniej potwierdzone informacje na temat domniemanej śmierci Hitlera, podważano oficjalną wersję wydarzeń. Przez wiele lat powszechnie uważano, że Adolf Hitler i Ewa Braun popełnili samobójstwo. Przekonanie to opierało się na zeznaniach tych osób, które znajdowały się w bunkrze pod Kancelarią Rzeszy. Na odgłos strzału mieli oni wejść do gabinetu Hitlera.

Według zeznań kamerdynera Lingego, potwierdzonych przez Axmanna i Günschego, adiutanta wodza, Hitler i Ewa Braun siedzieli na sofie. Pistolet miał leżeć na podłodze u stóp mężczyzny. Z prawej skroni Hitlera miała wyciekać krew. Na stoliku obok można było dostrzec ampułki z trucizną. Ewa Braun, leżąca z podkulonymi nogami na kanapie, miała przegryźć jedną z nich… Podobno zapach cyjanku potasu w pomieszczeniu był wyjątkowo silny. Wydawało się oczywiste, że Hitler strzelił sobie w głowę, zaś Ewa, na której ciele nie było ran, połknęła truciznę. Ciała zawinięto w koce, wyniesiono z gabinetu i przekazano dwóm oficerom SS, którzy zabrali je w stronę zapasowego wyjścia z bunkra. Reszta miała się odbyć w całkowitej tajemnicy, dlatego zadbano, aby w korytarzach nie było nikogo. Zwłoki złożono w leju po bombie, oblano benzyną i podpalono.

Skąd pewność, że tak było?
Pojawiły się pewne wątpliwości, co do prawdziwości zeznań świadków – 2 maja walki w Berlinie zostały zakończone. W radzieckiej niewoli znaleźli się Kempka, Linge, Axmann, a więc osoby, które były najbliżej Hitlera, gdy ten miał popełnić samobójstwo. Oczywiście Rosjanie doskonale zdawali sobie sprawę, jak ważni ludzie znaleźli się w ich rękach. Przesłuchania z pewnością były bardzo dokładne.
Obecnie wiemy już na pewno, że Linge kłamał. Jeżeli Hitler strzeliłby sobie w głowę, to ślady krwi musiałyby znajdować się na ścianie. Tak jednak nie było, co doskonale widać na zdjęciach zrobionych przez Rosjan. W 1993 roku ujawniono protokół z sekcji zwłok Hitlera. Zawiera on stwierdzenie, że między zębami wodza znaleziono szkło i że ślady cyjanku potasu odkryto w jego organach wewnętrznych.
Druga sprawa: w Państwowym Archiwum w Moskwie znajduje się fragment czaszki Hitlera. W jej przedniej części widać otwór po kuli. Czaszka jest bardzo zniszczona i nie można w chwili obecnej stwierdzić, czy jest to otwór wylotowy czy wlotowy. Jeżeli prawdziwa jest ta druga możliwość, że jest to otwór wylotowy, to oznacza to, że lufa broni, z której oddano strzał, znajdowała się w ustach lub pod brodą zabitego. Jeżeli jednak jest to otwór wlotowy, to nie może budzić wątpliwości, że strzelał ktoś inny.

Jak więc mogło się to odbyć?
Przeanalizujmy inną wersję wydarzeń. Przyjmijmy, że Linge wszedł do gabinetu Hitlera i zobaczył, iż ten klęczy na podłodze i toczy pianę z ust. W dłoni trzyma pistolet. Cyjanek, który zażył przed momentem, nie zadziałał. Na prośbę wodza Linge wyjął z jego ręki pistolet i strzelił mu z góry w głowę. Następnie ułożył zwłoki na kanapie przy ścianie i wyszedł z pokoju…

Co przemawia za takim rozwojem wypadków?
Hitler brał bardzo dużo leków. Nie powinno to dziwić, jeśli weźmie się pod uwagę ogromne napięcie, w jakim żył pod koniec wojny. Gdy cyjanek nie zadziałał, nie miał już dość siły, aby do siebie strzelić, i to Linge go dobił. Osoby badające zwłoki zwróciły uwagę na fakt, że odłamki szkła z fiolki z trucizną między zębami, wskazują, że ta została skruszona, a nie przegryziona. Oczywiście można przyjąć założenie, że Hitler mógł rozkruszyć ampułkę w palcach, a następnie wsypać truciznę do ust, należy jednak pamiętać, że cyjanek działa natychmiastowo i Hitler nie miałby czasu, aby sięgnąć po pistolet, włożyć lufę w usta lub przyłożyć ją do głowy i wypalić. Niewykluczone zatem, że Hitler nie popełnił samobójstwa, lecz został zamordowany.
Jeśli chodzi o to, co stało się z Ewą Braun, to kiedy w połowie lat 90. opublikowano wyniki sekcji zwłok kobiety z ogrodu Kancelarii Rzeszy, oczywistym stało się, że nie była to Ewa Braun, lecz osoba, która zginęła na skutek trafienia odłamkami. Wydaje się, że już po jej śmierci przebrano ją w niebieską sukienkę Ewy. Przerobiono też uzębienie tej osoby – powszechnie wiadomo, że badanie uzębienia jest jednym z podstawowych działań podejmowanych podczas identyfikacji zwłok.
Czyżby chodziło o powstrzymanie pościgu za autentyczną Ewą Braun, która żywa opuściła bunkier? Rosjanie początkowo nie podawali do wiadomości, że odnaleźli zwłoki Hitlera i jego żony. 9 czerwca 1945 roku marszałek Gieorgij Żukow, dowódca wojsk, które zajęły schron pod Kancelarią Rzeszy, stwierdził: Nie zidentyfikowaliśmy zwłok Hitlera. Mógł odlecieć z Berlina w ostatnim momencie… Jeszcze 16 lipca Stalin powiedział prezydentowi Trumanowi, że uważa, iż Hitler cały i zdrowy przebywa w Hiszpanii lub Argentynie. Nie sprecyzował jednak, dlaczego tak sądzi.
Należy również wspomnieć, że we wrześniu 1945 roku Rosjanie wydali oświadczenie, w którym twierdzili, że nie odnaleziono śladów ciał Adolfa Hitlera i Ewy Braun. 


Co się z nimi zatem stało?
30 kwietnia o świcie wystartował z Tiergarten mały samolot i skierował się do Hamburga. W kabinie miejsce zajęli trzej mężczyźni i kobieta. Ustalono również, że z Hamburga, tuż przed zajęciem portu przez Brytyjczyków, wypłynął duży okręt podwodny. Na jego pokładzie rzekomo znajdowały się tajemnicze osoby, a wśród nich była kobieta… Niewykluczone, że jednym z mężczyzn był Adolf Hitler, a kobietą jego żona – Ewa Braun.

Źródło: Blog "Kod Władzy" www.orwellsky.blogspot.com
---
Autor jest blogerem i grafikiem, prowadzi bloga "Kod Władzy", www.orwellsky.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 7 listopada 2011

Jak żyli nasi przodkowie, zobacz sam!

W dalekiej przeszłości, gdy nie było jeszcze wielkich miast, ulic, ani nawet wody w kranie nasi przodkowie żyli całkiem inaczej niż my dziś. Od wieków ludzie starali się zapewnić sobie bezpieczny byt, budowali domostwa blisko siebie, wspólnie chodzili na polowania, wzajemnie pomagali sobie przetrwać zimę i czas nieurodzaju.

Większe zbiorowiska ludzi żyły w grodach, które były średniowiecznymi lub nawet prehistorycznymi osadami obronnymi. Obejmowały domostwa i przynależące do nich gospodarstwa, przeważnie otoczone były kolistym murem lub wałem. We wczesnym średniowieczu osady otaczano palisadą, czyli ogrodzeniem wykonanym z ostro zakończonych drewnianych pali wbitych w ziemię i mocno do siebie przylegających.
Nasz kraj obfituje w takie miejsca, w których przybliżyć możemy sobie obraz dawnego świata, gdzie można wypiekać w piecu chleb, lepić z gliny garnki a na wrzecionie przędz wełnę. Jest to nie lada atrakcja dla dzieci wychowujących się w mieście, którym wycieczka dostarczyć może całkiem innych zabaw, bardzo twórczych i potem często wspominanych – bo niebanalnych.
Biskupin, źródło: Wikipedia

Gród w Biskupinierezerwat archeologiczny
Gród w Biskupinie liczy ponad 2700 lat i jest to jedno z nielicznych w naszym kraju stanowisk archeologicznych, które zawiera pełnowymiarowe rekonstrukcje dawnego wału obronnego, bramy, ulic i domostw. Rekonstrukcje te są do tego stopnia wierne dawnym zabudowaniom, że gdy aktualizowane są wyniki ciągle trwających badań, to zgodnie z nowymi ustaleniami naukowymi wymienia się stare elementy na nowe. W Biskupinie znajduje się również muzeum, a co roku, we wrześniu odbywa się festyn biskupiński.

Kto tu mieszkał i kiedy ?
Najstarsze odnalezione na tym terenie ślady osadnictwa pochodzą sprzed 10 tys. lat p.n.e., ale największym zainteresowaniem archeologów cieszy się osada warowna z epoki żelaza, która powstała około 700 lat p.n.e. Osadę założono na wyspie znajdującej się na Jeziorze Biskupińskim, obecnie na skutek obniżenia się wód, jest to półwysep o owalnym kształcie i powierzchni ok. 2 ha. Gród biskupiński był zasiedlony przez ludność kultury łużyckiej przez około 150 lat. Szacuje się, iż w jednym czasie mogło tu mieszkać od 800 do 1200 osób.

Jak mieszkali?
Znajdowało się tu około 100 chat, o wymiarach 8 × 10 m, ustawionych w rzędach wzdłuż 11 ulic. Po wewnętrznej stronie wałów biegła okrężna ulica o długości 400 m. Domostwa wykonane były z drewna, a wszystkie budynki, które stały w jednym rzędzie przykryte były wspólnym dachem krytym trzciną. Wewnątrz domu znajdowały się dwie izby – duża z paleniskiem i łóżkiem dla całej rodziny oraz mniejsza przeznaczona dla zwierząt. Wszystkie wejścia skierowane były na południe.
Cały gród otoczony był falochronem, a sama osada otoczona była wałem drewniano-ziemnym o długości 740 m, w którym znajdowała się brama wjazdowa połączona z pomostem, chroniona przez ludzi i psy. Tuż za bramą mieścił się plac, na którym odbywały się targi i zebrania.

Co porabiała ludność biskupińska?
Ludność Biskupina zajmowała się głównie hodowlą zwierząt, uprawą roli, myślistwem i rybołówstwem. Ważną rolę odgrywało też rzemiosło: garncarstwo, tkactwo, odlewy z żelaza i brązu. Okoliczne ziemie obsiewano prosem, pszenicą i jęczmieniem, uprawiano rośliny strączkowe, oleiste oraz len i rzepę. Zajmowano się hodowlą koni, owiec, bydła, kóz i świń. Mieszkańcy osady, dzięki przebiegającemu nieopodal Bursztynowemu Szlakowi, mogli prowadzić ożywione kontakty handlowe z wędrownymi kupcami, o czym świadczą znaleziska pochodzące z Niemiec i Włoch.

Losy grodu
Po 500 r p.n.e. na skutek podniesienia się poziomu wód w jeziorze (z powodu zmian klimatycznych) i wyeksploatowania środowiska naturalnego i jego skutków takich jak: erozja gleb i wykorzystanie drewna, w miejscu poprzedniej powstała osada otwarta, a w wiekach VII-XI istniał tu mały gród plemienny.
Gród w Biskupinie został odkryty w 1933 roku – prace archeologiczne rozpoczęto przed wojną i były kontynuowane po wojnie, a w 1950 roku teren uznano za muzeum. Obecnie jest najbardziej znanym rezerwatem archeologicznym w Europie. Regularny plan zabudowy grodu w Biskupinie powtarza się również w innych grodach kultury łużyckiej np. Sobiejuchy, Jankowo na Kujawach, Izdebno na Pałukach. Zrekonstruowaną część można zwiedzać przez cały rok.

Kaliski gród Piastów – rezerwat archeologiczny
W centrum Kalisza, najstarszego miasta w Polsce, we wczesnym średniowieczu znajdował się gród Piastów. Gród ten powstał w połowie IX wieku, w rozlewisku Prosny, która w naturalny sposób podnosiła jego obronność. Była to niewielka, ufortyfikowana osada, będąca jednocześnie jednym z najważniejszych grodów ówczesnej Polski. W XI wieku osadę podzielono na część administracyjną i część sakralną, a domostwa, pomieszczenia gospodarcze przeznaczone pod handel i rzemiosło, przejęły osady otwarte na Zawodziu i Starym Mieście. W tym okresie wzniesiono tu także niewielki, drewniany kościół, następnie murowany.

Historia grodu
Za czasów Mieszka III Starego mocno rozbudowano grodzisko, by już pod koniec XII wieku, z powodu częstych powodzi, ponownie zmniejszyć jego powierzchnię i podwyższyć umocnienia obronne. W 1233 roku Henryk Brodaty najechał ziemię wielkopolską i zniszczył kaliski gród na Zawodziu i wzniósł nowy gród około 1,5 km dalej, gdzie do dziś stoi w centrum Kalisza.
Na terenie średniowiecznego grodu pierwsze wykopaliska zaczęto przeprowadzać już w 1903 roku, ale dopiero prace z lat 1983 – 1992 przyniosły realne wyniki: odkryto linię wałów, fundamenty budowli sakralnej, wieży obronnej oraz fragmenty domu mieszkalnego (siedzibę zamożnego kupca, w której odnaleziono cenne przedmioty).

Warto zobaczyć
Do końca 2008 roku przeprowadzono na tym terenie szeroko zakrojone prace rekonstrukcyjne, a obecnie na terenie średniowiecznego grodu na Zawodziu mieści się Rezerwat Archeologiczny „Kaliski gród Piastów”. Odtworzono bramę wejściową z palisadą i mostem nad fosą oraz wieżę obronną, fundamenty i część przyziemia romańskiej świątyni, we wnętrzu której zaznaczono zarys wcześniejszego, drewnianego kościoła. Zbudowano siedem budynków mieszkalnych, należących do dawnego: rymarza, komesa, wdowy tkaczki, jest też chata rycerza, chata służebna, kowala i garncarza. Różnią się więc one przeznaczeniem, ale też wielkością, konstrukcją i pokryciem dachów. Zrekonstruowano grób kurhanowego i łodzie dłubanki. Inwestycję uzupełniono o kolegiaty św. Pawła i makiety piastowskiego grodu. Na teren rezerwatu przeniesiono nawet ze Starego Miasta, drewniany budynek z końca XVIII wieku, w którym można oglądać wystawę etnograficzną.
Na terenie Rezerwatu Archeologicznego można poznać relikty wczesnośredniowiecznego grodu, wyposażenie chat, oraz wziąć udział w wielu pokazach plenerowych, gdzie m.in. poznajemy codzienne zajęcia i zwyczaje przodków. Na terenie grodu, odbywają się imprezy cykliczne: czerwcowa „Noc Kupały” i „Jarmark Archeologiczny”, sierpniowa „Biesiada Piastowska” oraz wrześniowe „Książęce miodobranie”. Rezerwat otwarty jest jedynie w sezonie turystycznym: od 1.V do 30.IX.

Wieś Borkowo, zachodniopomorskie
Średniowieczna osada w Borkowie położona jest wśród zalesionych wzgórz, przy drodze krajowej nr 6, około 30 km morza i 35 km od Koszalina.
Jest to ciekawe miejsce na spędzenie dnia lub weekendu, zarówno dzieci jak i dla dorosłych, warto jest wybrać się tu na rowerową wycieczkę. Historia wsi Borkowo sięga średniowiecza – jej nazwa wymieniana była już w 1267 roku. We wsi, na skraju lasu widać stanowiska archeologiczne oraz pozostałości po niegdysiejszym dworku. Na początku XVIII wieku, istniał tu niewielki folwark – do obecnych czasów zachował się jednak jedynie park pełen okazałych dębów, buków, klonów i wielu innych wiekowych drzew oraz zespół zabudowań folwarcznych otaczający dziedziniec – sam dwór rozebrano po 1945 r.

Średniowieczna osada
We wsi znajduje się również osada zbudowana na wzór tych, które budowano w średniowieczu. Atrakcjami są pojedynki organizowane na równoważni oraz w potyczki z Saracenem. Odważni mogą strzelać z łuku, rzucać toporem lub włócznią, w specjalnej kuźni można zmierzyć się z pracami kowalskimi albo podejrzeć wypiekanie chleba i podpłomyków, wyrabianych ze zboża osobiście utartego wcześniej w żarnach. Osoby zainteresowane garncarstwem mogą ulepić gliniane naczynia, a inni mogą zasiąść przy warsztacie tkackim. Można paradować w strojach z epoki, a niegrzeczni goście z pewnością zostaną zakłóci w dyby. Wieczorem odwiedzający wspólnie zasiadają przy ognisku słuchając legend o pradawnych czasach. Osada nie jest stanowiskiem archeologicznym, ale w barwny sposób przedstawia życie ludzi z prastarych czasów.
W zależności od tego, czy planujemy podróże dalekie, czy te prowadzące raczej blisko naszego domu, odwiedzić możemy prawdziwy rezerwat archeologiczny (w Polsce, albo odwiedzając sąsiednie kraje) lub gospodarstwo zbudowane na wzór średniowiecznych osad – najważniejsze jest to, że liczy się dobra zabawa. Na pewno warto jest choć raz odwiedzić Biskupin, chociażby ze względu na jego, liczącą ponad 2700 lat, historię. Ale również z wielką frajdą można piec bułeczki w starym piecu i lepić garnki z czerwonej gliny, całkiem niedaleko, a czasem nawet po sąsiedzku!

Artykuł z serwisu Airstar.pl Darmowe artykuły do przedruku

Autor: katja szalek


Podziel się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. Dodaj artykuł na Airstar.pl

Urzędy w Polsce piastowskiej

Do najważniejszych urzędów w Polsce piastowskiej należał urząd wojewody. Wojewoda (comes palatinus) był zastępcą księcia – namiestnikiem w pełnym zakresie uprawnień. Posiadał szerokie kompetencje wojskowe.

Sprawował sądownictwo za księcia w pełnym zakresie kognicji. Z czasem, na przełomie XIII i XIV w. z urzędu nadwornego przekształcił się w urząd ziemski. W okresie rozbicia dzielnicowego urząd wojewody nie występował na Śląsku. Natomiast w Małopolsce potęga wojewody została złamana i urząd ten stał się urzędem niższym od urzędu kasztelana krakowskiego.

Innym ważnym urzędem był urząd kanclerza. Piastowała go zwykle osoba duchowna. Stał na czele kancelarii, w której pracowali notariusze (pisarze). Odpowiadał też za politykę zagraniczną.
Wśród kluczowych urzędów państwowych należy zwrócić uwagę na skarbnika, który odpowiadał za skarb i archiwum, mincerza, oraz sędziego nadwornego, który pojawił się w XIII wieku.

Istotne znaczenie dla administracji państwa miały oczywiście urzędy lokalne. Do najważniejszych należał urząd namiestnika prowincji. Namiestnicy prowincji byli zastępcami księcia. Urząd ten był sprawowany często przez bliskich zaufanych albo członków rodziny księcia. Namiestnicy nierzadko sięgali po władzę książęcą np. na Pomorzu. Z czasem urząd ten został wyparty przez starostów sprowadzonych przez króla Wacława II z dynastii Przemyślidów.

Starostowie administrowali i sprawowali wymiar sprawiedliwości w imieniu władcy. Czuwał nad bezpieczeństwem w prowincji. W tym zakresie sprawował sądownictwo kryminalne (tzw. cztery artykuły grodzkie). Był to urząd na którego rzecz przemawiało domniemanie kompetencji. Starostowie w sprawowaniu swoich funkcji wyręczali się swoimi urzędnikami ? burgrabią i sędzią grodowym. Z czasem wykształciły się stałe sądy grodzkie z ramienia starosty. Przy tych sądach z czasem powstawały urzędy grodzkie.

Starosta zwoływał pospolite ruszenie między innymi w celu egzekucji wyroków sądowych.
W Wielkopolsce i na Podolu powoływani byli starostowie generalni, tzw. generałowie.
Starostę nazywano brachium regaleramię królewskie.
Oprócz starostów funkcjonował urząd kasztelana. Kasztelanowie stali na czele kasztelanii. Mianem tym nazywano tzw. komesów (rządców) grodowych. Pełnili oni funkcje administracyjne i sądowe. Jedna z bardziej popularnych hipotez, wywodzącą kasztelanię z dawnych opoli, ma słabe oparcie w źródłach.
Przemiana urzędów nadwornych (książęcych) w urzędy ziemskie miała miejsce w okresie jednoczenia państwa w XIV wieku. Najważniejszymi były urzędy wojewodów i kasztelanów. Wojewodowie stali się urzędnikami lokalnymi, ale byli członkami rady monarszej. Jednocześnie wykształcały się urzędy centralne, z urzędów dzielnicy krakowskiej.

Artykuł z serwisu Airstar.pl Darmowe artykuły do przedruku

Autor: Jacław

Podziel się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. Dodaj artykuł na Airstar.pl

Wpływ Kościoła na średniowieczne europejskie prawo karne

Prawo karne było w średniowieczu przedmiotem zainteresowania Kościoła, który oddziaływał na nie najczęściej w kierunku łagodzenia jego surowości. Jedną z instytucji średniowiecznego prawa karnego powstałych pod wpływem Kościoła była, znana prawu angielskiemu, instytucja dobrodziejstwa kleru.

Koncept dobrodziejstwa kleru (benefis of clergy) zrodził się w wyniku starań Kościoła w kierunku spacyfikowania brutalnych obyczajów prawnych opartych w średniowiecznej wendetcie, jak również zbyt okrutnego średniowiecznego systemu penalizacji, obficie szafującego barbarzyńską mutylacją, czy karą śmierci [K. Baran, Kilka uwag na temat dobrodziejstwa kleru w dawnej angielskiej procedurze karnej, w: Dziedzictwo prawne XX wieku. Księga pamiątkowa z okazji 150-lecia Towarzystwa Biblioteki Słuchaczów Prawa Uniwersytetu Jagiellońskiego, red. A. Zoll, J. Stelmach, J. Halberda, Kraków 2001, s. 107].

Historia prawa karnego w średniowieczu wskazuje, iż zgodnie z powiedzeniem, że Kościół nie łaknie krwi Kościół dążył do rugowania okrutnych praktyk istniejących w społeczeństwach średniowiecznych. Wyrazem tego dążenia był w szczególności ruch treuga dei i pax dei, czyli rozejmu bożego i pokoju bożego, mający na celu wyeliminowanie wojen prywatnych poprzez zakreślenie okresów w trakcie, których nie wolny było ich toczyć. Oddziaływanie nauki Kościoła nie ominęło także prawa karnego, tak materialnego, jak i procesowego. Kościół oferował przestępcom azyl w zwyczajowo przyjętych miejscach. Przestępca, któremu udało się dotrzeć do takiego miejsca był chwilowo nieosiągalny dla wymiaru sprawiedliwości (w Polsce według Statutów Kazimierza Wielkiego z dobrodziejstwa azylu nie mógł skorzystać sprawca podpalenia). Przestępca był wydawany władzy świeckiej jedynie pod warunkiem, że nie zostanie on skazany na karę śmierci, czy okrutną karę okaleczającą (mutylacyjną), lecz spotkają go łagodniejsze formy zapłaty za zło, którego się dopuścił.

Jedną z osobliwych instytucji, powstałych w średniowiecznej Anglii pod wpływem Kościoła była instytucja dobrodziejstwa kleru, która została zniesiona w tym kraju dopiero w 1827 r.
Powstanie tej instytucji związane było z privilegium fori duchowieństwa, czyli prawem osoby duchownej odpowiadania przed sądem duchownym, który miast kar gardłowych i okaleczających, orzekał łagodniejsze kary natury pokutnej. Tym samym przywilejem cieszył się również każdy clericus oskarżony przed sądem świeckim o popełnienie przestępstwa. Identyfikacje podsądnego ze stanem duchownym uzyskiwano przez to, że nakazywano mu odczytanie fragmentu Biblii. W związku z powszechnym analfabetyzmem społeczeństwa średniowiecznego, test ów miał wszelkie znamiona skutecznego kryterium sprawdzającego przynależność oskarżonego do tego stanu.

Z biegiem czasu przywilej ten przekształcił się w zwyczajną instytucję łagodzenia surowości angielskiego prawa karnego. Jeszcze w średniowieczu zrodziła się tendencja do tego, by ten kto pierwszy raz dopuścił się przestępstwa pospolitego mógł żądać prawa do przyznania mu dobrodziejstwa kleru. W XVI wieku nastąpiła ekspansja zastosowania tej instytucji, tak iż w niektórych hrabstwach korzystało z niego nawet do 50% oskarżonych. Spowodowało to zmiany ustawodawcze w kierunku ograniczenia tego przywileju jedynie do drobniejszych przestępstw, wyeliminowano spod działania tej instytucji prawnej sprawców przestępstw z użyciem gwałtu, osobom uprawiającym czary oraz osobom popełniającym czyny przeciwko religii państwowej.
Z dobrodziejstwa kleru można było skorzystać tylko raz w życiu, przy popełnieniu pierwszego przestępstwa. Dlatego już od końca średniowiecza osoby korzystające z tego przywileju były piętnowane literą T (litera ta oznaczała Theif, tj. złodziej, albo Tyburn – miano zwyczajowego miejsca straceń w Londynie).
Traktowanie omawianego tu przywileju jako rutynowej metody łagodzenia surowości angielskiego prawa karnego nadawało testowi na umiejętność czytania charakter fikcji. Liczni niepiśmienni przestępcy uczyli się na pamięć odpowiedniego fragmentu Pisma Świętego otwieranego tradycyjnie na tym samym fragmencie psalmu (neck verse lub hanging verse, czyli wiersz gardłowy lub wiersz wisielczy). Istotna w przedmiotowej sytuacji była dyskrecjonalna władza sędziego, który uważając, że przestępca nie zasługuje na objęcie go tą instytucją, zdając sobie sprawę, z jego niepiśmienności, nakazywał mu odczytanie fragmentu innego niż tradycyjny. Arystokraci z tytułem para, co było osobliwością, mieli prawo skorzystania z tego przywileju nawet jeśli nie potrafili czytać. Inną osobliwością było to, że od skorzystania z tej instytucji wyłączeni byli odsunięci byli mężczyźni, którzy – choćby umieli czytać – poślubili wdowę. Z kolei aż do XVIII w. z dobrodziejstwa tego nie mogły korzystać kobiety, co rekompensowano im instytucją o nazwie marital coercion, stanowiącą rodzaj kontratypu zasadzającego się na uznaniu, że kobieta, która dokonywała przestępstwa wspólnie z mężem, jako zmuszona do posłuszeństwa mężowi, nie może odpowiadać karnie w związku z wykluczeniem przedmiotowej bezprawności czynu.
Z czasem nadal ograniczano zakres zastosowania dobrodziejstwa kleru wyjmując spod jego zasięgu kolejne rodzaje przestępstw. Z drugiej strony co do przestępstw objętych zastosowaniem tej instytucji udzielano jej tak rutynowo, że odpadła potrzeba przeprowadzenia testu z czytania. Zniesiono go zatem ustawą w 1706 r., zaś sam przywilej w XIX w.
Artykuł z serwisu Airstar.pl Darmowe artykuły do przedruku

Autor: Jacław


Podziel się z nami swoją wiedzą i doświadczeniem. Dodaj artykuł na Airstar.pl

czwartek, 3 listopada 2011

Muzyka w Poznaniu w XVIII wieku

Dawny Ponań na obrazie J. Minutolego


Muzyka w Poznaniu w XVIII wieku

Autorem artykułu jest Piotr Napierała

Kultura muzyczna Poznania w XVII wieku sprowadzała się właściwie do muzyki kościelnej, z tym, że repertuar jaki oferowano był szeroki, w XVIII wieku na dobre zagościła w Poznaniu wysokiej klasy muzyka świecka.

Kultura muzyczna Poznania w XVII wieku sprowadzała się właściwie do muzyki kościelnej, z tym, że repertuar jaki oferowano był szeroki. W poznańskich Kościołach grywano głównie dzieła Bartłomieja Pękiela, Adama Jarzębskiego i Marcina Mielczewskiego. Z barokowych kompozytorów Polskich związanych z Poznaniem można wymienić Jacka Szczurowskiego.


Jacek Szczurowski, zwany Hyacinthus lub Roxolanus (ur. 18 sierpnia 1718, zm. 1773) był polskim kompozytorem przełomu baroku i klasycyzmu. Autor muzyki kościelnej: antyfony Ave Regina i Salve Regina, Introitus; koncerty kościelne Dziecino Boże, Infans pusille, Sub Tuum praesidium, Vanitas vanitatum, Vota mea; 9 litanii, motety (m.in. De Beata M., De Deo, Veni Creator, De Sanctis, Confessio et pulchritudo); 4 msze (m.in. Missa Emmanuelis), psalmy, Magnificat, Vesperae. Autor muzyki świeckiej, utworów orkiestrowych, m.in. Symfonii – pierwszej polskiej (niestety, zaginionej) symfonii (1750). Obok Antoniego Milwida był jednym z pierwszych przedstawicieli muzyki symfonicznej w Polsce. Członek zakonu jezuitów w Kaliszu. Święcenia kapłańskie otrzymał w 1737. Przebywał w ośrodkach jezuickich w Kaliszu, Krośnie, Gdańsku, Toruniu, Krakowie, Jarosławiu i Poznaniu.

Jeśli chodzi o życie Benedykta Cichoszewskiego wiemy bardzo niewiele. Nie znamy nawet jego konkretnej daty urodzenia. Wiadomo tylko tyle, że przyszedł na świat w Grodzisku Wielkopolskim w latach 80. XVII wieku.
Przez całe swoje życie był zakonnikiem. W klasztorze cystersów w Przemęcinie i Paradyżu pełnił funkcje śpiewaka i kompozytora.

Z kolei Mateusz Zwierzchowski urodził się w wielkopolskiej rodzinie szlacheckiej ok. roku 1713 natomiast zmarł 14 kwietnia 1768 roku w Gnieźnie.
Niestety nie wiadomo, gdzie pobierał nauki jednak pewne jest to, że odebrał staranne wykształcenie nie tylko muzyczne, ale także jeśli chodzi o wiedzę ogólną. Najprawdopodobniej początkowo uczył go ojciec, który również był muzykiem i prowadził kapelę. Kiedy ojciec zmarł w 1739 roku Mateusz Zwierzchowski objął po nim funkcję „organisty kościoła metropolitalnego gnieźnieńskiego”. W jedenaście lat później kapituła gnieźnieńska powierzyła mu funkcję kierownika kapeli katedralnej. Wśród jego ok. 54 zachowanych utworów najważniejsze są Pastorella oraz Requiem. Warto tutaj wspomnieć jeszcze czym są pastorelle. Tak więc są to kompozycje tworzone na konkretny zestaw instrumentów. Jeśli chodzi o teksty mogą to być słowa już istniejące lub specjalnie przygotowywane. Zwykle pisane są w sposób bardzo uproszczony. Najbardziej typowy dla pastorelli jest tak zwany syndrom kołysanki, czyli prosta media, trójdzielne metrum, bez skoków interwałowych, powracające motywy, umiarkowane tempo.

W XVIII wieku ośrodkami życia muzycznego w Poznaniu były: kapele koscioła franciszkanów i kościoła farnego oraz klasztory cysterskie w miejscowościach: Grodzisk, Ląd, Przemęt, Bledzew. Gdzie tworzyli m.in. Wojciech Dankowski, Jan Nepomucen Merten, Wojciech Kostrzewski, Kasper Pyrczyński, Józef Pardecki , Antoni Raszko i Józef Bolechowski, oraz Mikulecki, Morawski i Pracheński.

Wojciech Dankowski (ur. ok. 1760, zm. po 1836) to kompozytor klasycyzmu, uznawany za typowego reprezentanta stylu galant w Polsce. Pochodził prawdopodobnie z Wielkopolski, choć niektórzy badacze przypuszczają, że rodzina kompozytora była czeskiego pochodzenia (nosił on początkowo nazwisko Danek). Działał w klasztorze cystersów w Obrze, katedrze w Gnieźnie oraz kościele farnym św. Marii Magdaleny w Poznaniu. Pełnił tam funkcję skrzypka, kapelmistrza, kompozytora, a prawdopodobnie również organisty. Od 1792 przebywał we Lwowie, gdzie był altowiolistą w tamtejszej orkiestrze operowej. Tam też poznał przybyłego ze Śląska Józefa Elsnera, który dyrygował lwowską orkiestrą. Wiadomo, że obaj muzycy się zaprzyjaźnili i że Elsner bardzo cenił zdolności kompozytorskie Dankowskiego, którego wspomina w swoim "Summariuszu" (pamiętniku pisanym przez Elsnera w latach 1839-41).Jego twórczość cieszyła się za życia autora dużą popularnością - jego utwory religijne przetrwały głównie w Wielkopolsce, ale także w innych regionach Polski (znaczny zbiór dzieł tego twórcy posiada Archiwum Jasnej Góry). Autografy jego kompozycji zachowały się w zbiorach muzykaliów po kapelach kościelnych w Grodzisku Wielkopolskim, Świętej Górze w Gostyniu, Fary Poznańskiej oraz w archiwaliach muzycznych Katedry w Gnieźnie. W zachowanej spuściźnie kompozytorskiej Dankowskiego ważne są przede wszystkim utwory religijne (msze, requiem, motety, litanie). Obecnie utwory Dankowskiego zaczynają być wydobywane z niepamięci, są wykonywane na koncertach oraz nagrywane na płyty. Wojciech Dankowski zyskał sobie jeszcze za życia sporą sławę. Jego utwory religijne zachowały się nie tylko w Wielkopolsce, ale również w innych regionach Polski w tym także na Jasnej Górze.
Do jego najważniejszych dzieł możemy zaliczyć przede wszystkim msze, litanie, motety oraz requiem. Co ciekawe obecnie twórczość Dankowskiego odkrywana jest na nowo i coraz częściej jego utwory wykonywane są na różnego rodzaju koncertach.

Józef Bolechowski to kompozytor działający w II poł. XVIII w., prawdopodobnie pochodzenia śląskiego. Liczne jego utwory rel. (msze, litanie, motety) zachowały się w archiwach pol. i czeskich, zaś Józef Zeidler to najwybitniejszy kompozytor w dziejach Gostynia i jeden z największych kompozytorów polskiego klasycyzmu.

Za muzykę wyłącznie świecką odpowiadała w Poznaniu kolegiata św. Marii Magdaleny, której Jan Wański (ur. 1762, zm. po 1821), dostarczał swych oper, mazurków, polonezów i symfonie. Od 1774 roku kapela kolegiaty była oficjalnie kapelą miejską Poznania. Kapela obsługiwała śluby, chrzciny, zaręczyny oraz bale w traktierniach.

Jan Wański był kompozytorem i skrzypkiem urodzonym w Wielkopolsce w 1762 roku, natomiast zmarł po 1821 roku. Był autorem oper: Pasterz nad Wisłą (ok. 1786) oraz Kmiotek (1786–87), a także utworów kościelnych, tańców i trzech symfonii.

Pod sam koniec XVIII wieku w Poznaniu pojawiały się także pierwsze prywatne kapele szlacheckie.
---
http://anderelanderanderesitten.blogspot.com
http://baroquecomposers.blogspot.com
http://wolterianizm.blogspot.com
http://piotrnapierala.blogspot.com

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 2 listopada 2011

Wielka ucieczka

Wielka ucieczka
Była piękna księżycowa noc 25 marca 1944 roku, wtedy ze stalagu Luft III po dziesięciu miesiącach przygotowań, wykopaniu trzech tuneli z których każdy miał długość kilkuset metrów (w całości ukończono jeden tunel Harry 111metrów długości, biegnący na głębokości 10 metrów) uciekło ku upragnionej wolności 80 dziesięciu lotników, jeńców wojennych z niemieckiej niewoli.

Obóz Stalag Luft III to na pewno jedno z ciekawszych miejsc w Polsce, wartych odwiedzenia. Dziś stoi tu pomnik i muzeum, zaś o bohaterskich wydarzeniach przypomina nie tylko słynny film amerykański Wielka ucieczka z nieodżałowanym Stevem Mcquinem w roli głównej, ale przede wszystkim piękne i realistyczne inscenizacje zapaleńców i miłośników historii, wiedzionych magicznym głosem komentatora Bogusława Wołoszańskiego ( autora słynnej serii Sensacje XX wieku). Bohaterzy to byli wielcy, choć komunistyczna Polska o nich głównie milczała nie dziwi, bo większość uciekinierów służyła w armii państw zachodnich, byli tam Kanadyjczycy, Amerykanie, Francuzi, Norwegowie, Holendrzy, Szwedzi, ale też Brytyjczycy i Polacy walczący u boku brytyjskiej armii bynajmniej nie chwalono zachodu, żołnierze ci byli wyklęci dla komunistycznej propagandy, nie mogli być zatem bohaterami.

Nikomu jednak w tak dużej liczbie nie udało się zbiec z więzienia, obozu to zrobiono jedynie w obecnym żaganiu, dawniej obozie Stalag Luft III. Nie ważne już iż naziści po tygodniach obławy ujęli niemal wszystkich zbiegów, albowiem jedynie trzem lotnikom udało się zbiec do Holandii i Szwecji. Czyn, którego dokonali zasługuje na pamięć naszą i dumę, tym bardziej że po tym wyczynie, dla przykładu wściekły Adolf Hitler nakazał 50 schwytanych oficerów skrytobójczo zamordować strzałem w głowę, gdy wywożono ich pojedynczo do lasu, reszta zaś do końca wojny gniła w więziennych karcerach.

Tuż po wojnie, specjalne brytyjskie komando znalazło i postawiło przed sądem katów owych 50 oficerów, sąd skazał ich wszystkich na śmierć tak oto zemsta się dokonała.

Dziś sławetna Wielka Ucieczka doczekała się ogromu publikacji, fabularnych ekranizacji i filmowych dokumentów, bynajmniej zapach tamtych dni jedynie najlepiej można odczuć na żywo kiedy w inscenizacji, jedynie z walizką w stroju z epoki, uciekasz ku światłu tunelem bez końca zdawać by się mogło. Wolność nigdy nie pachniała tak bardzo jak pewnego marca 1944 roku, choć cena za nią była okrutna. Jak się o tym przekonać, nie można wszak wolności nam zbywa w dzisiejszym czasie, bynajmniej wystarczy tu pod żaganiem zamknąć oczy, wdziać strój z epoki i biec, biec, biec niczym Forest Gump z filmu ku historycznym chwilom wolności, wówczas na pewno bodaj po trosze dałoby się odczuć klimat owych dni, przeplatany zapachem nadziei, potu, strachu i sosnowo dębowego lasu, który był namiastką bezpiecznej przystani, z dala od szperaczy wartowniczej wieżyczki obozowej.

Mając kilka dni wolnych od pracy warto, więc wybrać się do Żagania. Dzisiaj przegranych nie ma, wszyscy są wygrani. Żagań przypomina także o sukcesach wojennych uciekinierów nie jedynie o martyrologii, warto o tym też pamiętać nie ubliżając bynajmniej chwale powstańców Warszawy, więźniów Oświęcimia i wielu innych.

Sukcesy i zwycięstwa też zasługują na uwagę i swoje miejsce w historii jak w żagańskim muzeum Stalag Luft III.
--

Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.