sobota, 17 grudnia 2011

Najemnik z Dywizjonu 303

Autorem artykułu jest wojadann

Chyba wszyscy czytali lub słyszeli o Dywizjonie 303 i jego bohaterskich pilotach. Ale nie wszyscy byli tacy do końca, szczególnie po wojnie. Ten artykuł jest o jednym z nich...

Niewielu z nas zna powojenną historię podpułkownika Jana Zumbacha, doskonałego pilota, uczestnika Bitwy o Anglię, jednego z dowódców Dywizjonu 303 w 1942 roku.
Ten pilot myśliwski w powojennej rzeczywistości, jako jeden z nielicznych, potrafił się jakoś odnaleźć. A co robił? Przemycał - wszystko, czego w Europie (i nie tylko) wtedy brakowało i na co był popyt: papierosy, szwajcarskie zegarki, alkohol, broń...

Interes kwitł w najlepsze przez kilka lat, ale wkrótce Zumbach został "wykiwany" przez wspólnika, a i służby celne zaczynały się do niego dobierać na całego. Osiadł więc  w Paryżu, ożenił się z Francuzką, miał syna. Za zaoszczędzone pieniądze kupił restaurację z dyskoteką i prowadził spokojne życie biznesmena. Ale chęć latania była silniejsza, a wojenne wspomnienia jeszcze żywe... I oto w 1961 roku w jego lokalu pojawia się tajemniczy gość, po którego wizycie nasz pilot zakupił bilet do Genewy.

W hotelu des Bergues spotyka się z Mojżeszem Czombe, samozwańczym prezydentem Katangi (to zbuntowana prowincja Konga - dawnej kolonii belgijskiej). Długa rozmowa i.... Zumbach (nazywający siebie John Brown) zostaje dowódcą sił lotniczych Katangi! Szybko organizuje swoją "armię". Z demobilu kupuje kilka samolotów, z Anglii ściąga swoich przyjaciół pilotów oraz mechaników. Spotyka się ze znanym najemnikiem, którego imię wkrótce zacznie siać strach i w tej części Afryki. To słynny Jean "Black Jack" Schramme. Gdy nadchodzi czas walki Zumbach i jego piloci atakują z powietrza wioski wierne rządowi, a siepacze Schramme'a dokańczają dzieła na ziemi - straty wśród ludności cywilnej sięgają tysięcy. Ten stan nie trwa wiecznie - interwencja sił ONZ, a przede wszystkim zniszczenie skromnych sił lotniczych Katangi przez samoloty ONZ (ze szwedzkimi załogami) powoduje, że Zumbach wycofuje sie z tej wojny i przez Angolę wraca do Paryża.

Mija kilka lat. W 1967 roku od Nigerii odrywa się jej bogata prowincja, Biafra. Podobnie jak Katanga, Biafra nie posiadała lotnictwa, a jego organizacją zajął się nie kto inny jak Zumbach! Siły lotnicze to nieco przesadzona nazwa - składają się bowiem z... jednego, zakupionego za 25 tysięcy dolarów, poamerykańskiego bombowca A-26 Invader. Jednak i to wystarcza do siania popłochu w wioskach, na lotniskach i w portach. W lipcu 1967 roku pilotowany przez Zumbacha samolot atakuje lotnisko
w Makurdi i odnosi niebywały sukces: w nalocie ginie szef sztabu armii nigeryjskiej, a kilka dni później kolejny nalot uszkadza blokujący port Harcourt nigeryjski niszczyciel. I jakby w kalejdoskopie powtarza się scenariusz: po początkowych sukcesach, armia rządowa odzyskuje inicjatywę i skutecznie gromi rebeliantów. Zumbach znów wraca do Paryża. I to już praktycznie koniec jego "afrykańskich" przygód, choć nie zaprzestaje handlu bronią (m.in. z nadwyżek polskiego wojska) i innych, nieco podejrzanych, interesów. Często bywa w Polsce, kontaktuje się z gen. Edwinem Rozłubirskim i przy jego pomocy zakłada firmę mającą zająć się legalnie handlem bronią (przy "życzliwej" aprobacie Służby Bezpieczeństwa). Ma przylecieć do Polski w 1986 roku, aby rozpocząć działalność.

3 stycznia 1986 roku w paryskim mieszkaniu zostaja odnalezione zwłoki Jana Zumbacha. Do dzisiaj nie znamy okoliczności śmierci, ale jego przyjaciele są przekonani, że nie zmarł z przyczyn naturalnych...

Ciało Jana Zumbacha zostaje przetransportowane do Polski i pochowane na cmentarzu wojskowym na Powązkach (kwatera D4, rząd 3, grób nr 2).

---
Więcej ciekawych artykułów na moim blogu

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 9 grudnia 2011

W bandzie żyła Murka, dziewczę czarnookie

Autorem artykułu jest Natalia Julia Nowak

"Murka" to popularna na Słowiańszczyźnie piosenka kryminalna. Pierwowzorem tytułowej bohaterki mogła być ukraińska terrorystka o anarchistycznych poglądach - Maria "Marusia" Nikiforowna.
Słowiańskie geny, słowiańskie memy

Istnieje wiele rzeczy, które są wspólne dla Słowian i które tworzą pewną więź między podzielonymi politycznie narodami. Mam tu na myśli nie tylko gen słowiańskości (haplogrupę R1a1) i podobieństwa językowe, ale także różnorakie drobiazgi - dzieła lub zjawiska z serii “mała rzecz, a cieszy”. Jedną z takich małych, acz cieszących rzeczy jest prosta piosenka “Murka” śpiewana w kilku słowiańskich językach. Ten, kto dobrze się rozejrzy po serwisie multimedialnym YouTube, zauważy, że “Murka” to istny mem. Drobne dobro kulturalne, które rozprzestrzenia się jak wirus i nieustannie mutuje. Utwór, o którym mowa, jest dostępny w wielu wersjach, czasem skrajnie od siebie różnych. Ta ballada, wykonywana przez licznych artystów i rozmaicie interpretowana, cieszy Słowian już od czasów międzywojennych.


Zdrada, zemsta i zgon

Warstwa tekstowa “Murki”, podobnie jak aranżacja muzyczna, nie jest ściśle określona. Po wysłuchaniu ponad trzydziestu wariantów utworu mogę powiedzieć, że jego ostateczny kształt zależy od osoby opracowującej konkretną wersję. Środki językowe, a nawet szczegóły merytoryczne występujące w tekście “Murki” mogą być różne, jednak ogólna treść ballady pozostaje raczej niezmienna. Piosenka mówi o kobiecie, która działała w zorganizowanej grupie przestępczej i która dopuściła się zdrady względem swoich współziomków, za co otrzymała od nich karę śmierci. Egzekucja odbyła się w lokalu gastronomicznym, gdzie Murka przebywała w towarzystwie wrogiego bandzie szpiega. W piosenkach o bandytce Murce często pada nazwisko Rabinowicz, noszone przez jednego z mężczyzn, którzy przyłapali kobietę na kolaboracji z nieprzyjacielem.


Niuanse i niuansiki

Większość wersji “Murki” mówi o tym, że cała historia miała miejsce na terenie dzisiejszej Ukrainy, ale są też takie, które przenoszą akcję utworu do Białegostoku lub na ziemię świętokrzyską. Główna bohaterka często jest opisywana jako piękna, czarnooka i niezwykle przebiegła dama. Zazwyczaj podmioty liryczne przedstawiają ją jako osobę wychowaną przez gang, aczkolwiek istnieją warianty ballady, w których Murka, Marusia Klimowa, urasta do rangi herszta mafii. Nie ma zgody co do narzędzia, od którego ginie nielojalna kryminalistka. Najczęściej śpiewa się o broni palnej (rewolwer - nagan), rzadziej o broni białej (Alosza Awdiejew wspomina w swojej “Murce” o fińskim nożu).


Opowieść kryminalna? A może polityczna?

Nie jest jasne również to, w czyje ręce oddała Murka swoich towarzyszy. O ile w większości wersji główna bohaterka okazuje się współpracowniczką policji lub milicji, o tyle w interpretacji Sławy Przybylskiej postać zostaje posądzona o sprzymierzenie się z CzK, czyli z bolszewicką bezpieką. Przybylska nie zdradza, czym zajmowała się grupa Murki. Wiadomo tylko tyle, że po egzekucji koledzy kobiety codziennie odwiedzają cmentarz i snują tam filozoficzne refleksje. W pozostałych wariantach ballady środowisko Murki jest oskarżane o przestępstwa typowo kryminalne. Autorzy wspominają o kradzieżach, napadach, przemycie towarów luksusowych, a także o pospolitych morderstwach.


Marusia Nikiforowna - prawdziwa Murka?

Chcąc poznać prawdę o Murce, postanowiłam poszukać informacji na temat genezy omawianego utworu. W ten sposób trafiłam na hipotezę, z której wynika, że pierwowzorem gangsterki była Maria “Marusia” Nikiforowna (1855-1919) - przywódczyni anarchistycznej bojówki działającej na Ukrainie. Anarchistka, o której można poczytać w artykule “Maria Nikiforowna – władczyni stepu” Dariusza Wierzchosia, zaczęła swoją „karierę” jako zwykła terrorystka, a potem wzięła udział w rosyjskiej wojnie domowej. Marusia, podobnie jak bohaterka piosenki „Murka”, została zastrzelona, ale nie przez swoich współziomków, tylko przez białogwardzistów (antykomunistów). Dzieje ukraińskiej anarchistki, opisywane przez historyków, są tylko częściowo zbieżne z treścią popularnego utworu muzycznego. Pewne podobieństwo jednak istnieje, zatem pogląd, według którego Murka to Nikiforowna, wydaje się całkiem rozsądny.


Gabe z “Romper Stomper”

Muszę przyznać, że treść ballady “Murka” kojarzy mi się nieco z dramatem sensacyjnym “Romper Stomper” (reż. Geoffrey Wright, Australia, 1992 rok). Problematyka tego filmu obraca się wokół losów neonazistowskiego gangu, funkcjonującego w bardzo ubogiej i niebezpiecznej dzielnicy Melbourne. Do tej bandy skinheadów, dowodzonej przez psychopatycznego i fanatycznego Hando, wpada molestowana przez ojca Gabe. Dziewczyna, tak jak Murka, znajduje w szajce schronienie, akceptację i dużo mocnych wrażeń. Jakiś czas później dopuszcza się jednak zdrady: po kłótni z Hando dzwoni na policję i zdradza kryjówkę neonazistowskich przestępców. Gdy policjanci przybywają do siedziby skinheadów, dochodzi do strzelaniny, w której ginie młodziutki chłopiec, bardzo lubiany przez cały gang. Hando, na wieść o tym, że to Gabe wezwała stróżów prawa, postanawia zabić zdrajczynię. Czy mu się udaje? Aby poznać odpowiedź na to pytanie, trzeba po prostu obejrzeć film.


Ballada o australijskiej Murce

Zainspirowana zarówno słowiańską piosenką, jak i dramatem sensacyjnym “Romper Stomper”, postanowiłam napisać balladę o Gabe. Tekst, który ułożyłam, należy śpiewać na melodię “Murki” (Uwaga! Chodzi o wersję bez refrenu!). Celem mojego utworu jest zdemaskowanie podobieństw łączących losy Murki i bohaterki “RS”. Oto moje skromne dziełko:


Hen, w dalekim kraju,
Na przedmieściach Melbourne,
Hando miał swą bandę - Nazi gang.
Groźny i bezwzględny,
Chory z nienawiści,
Znęcał się nad ludźmi oraz kradł.

Wrogiem numer jeden
Tej lokalnej szajki
Byli imigranci - żółty lud.
Hando ze swą bandą
Dręczył Wietnamczyków.
Przeżyć w tych warunkach - to był cud.

Kiedyś do tej zgrai
Wpadła Gabe młodziutka.
Z domu się wyrwała, poszła w świat.
W jednej, ciemnej knajpie
Hando ją zobaczył -
- Spodobała mu się niczym kwiat.

Dnia pewnego bitwa
Ciężka się zdarzyła.
Krwawa i zacięta, istna rzeź.
Po niej Nazi szajka
Z miasta zwiać musiała.
Kto jej wtedy pomógł? Słodka Gabe!

Jednak po ucieczce
Coś się psuć zaczęło.
Krzyki, awantura, wielka złość.
Gabe się obraziła,
Poszła precz daleko,
Bo już miała gangu całkiem dość.

W zemście zadzwoniła
Na komisariacik.
Powiedziała glinom, co i jak.
Pały przyjechały,
Trochę postrzelały
I najmłodszy skinhead martwy padł.

Całe to zdarzenie
Poruszyło Hando -
- Smutny był niezwykle oraz zły.
W oczach tego zbója
Chyba po raz pierwszy
Zabłyszczały zwykłe, ludzkie łzy.

Kiedy się dowiedział,
Kto wezwał policję,
Wpadł w morderczy, straszny, dziki szał.
Zaczął mu się marzyć
Zgon zdradzieckiej panny.
Karę śmierci jej wymierzyć chciał.

Takie obyczaje
W gangach są od dawna:
Ten, kto zdradził, ma zgładzonym być.
Hando też uważał,
Że ta konfidentka
Nie ma prawa dłużej w świecie żyć.

Gabe, naiwna panno,
W co Ty się wplątałaś?
Z nazistami swój związałaś los!
I nie przewidziałaś,
Że prędzej czy później
Spadnie z Twojej głowy jasny włos!



Polecanki-cacanki

Gdybym miała polecić Czytelnikom którąś z już istniejących wersji “Murki”, na pewno zachęciłabym ich do posłuchania nagrania Sławy Przybylskiej. Ten wypełniony emocjami, jazzowy utwór posiada trudny do zdefiniowania urok oraz skłaniający do refleksji tekst. Z drugiej strony, kawałek jest odrobinę przygnębiający, co dotyczy zwłaszcza ostatniej zwrotki poświęconej cmentarzowi. Innym ciekawym wykonaniem “Murki” jest wersja Stanisława Wielanka, określana przez internetowych komentatorów jako “bardzo warszawska”. Dobre i miłe dla ucha interpretacje “Murki” nagrali także: Mikhail Gulko, Niki Atanasov, Gryc Drapak, Tanya Tishinskaya, zespół The Rock Family oraz działająca w Australii grupa Vulgar Grad. Na uwagę zasługuje ponadto „Murka” w wariancie Majerczyków i Kieńki. Jeśli chodzi o miłośników śpiewu operowego, to powinna im się spodobać interpretacja ballady zrealizowana przez formację Hor Turetskogo. Oczywiście, wymienione przeze mnie wersje „Murki” to tylko kropla w morzu dostępnych propozycji.


Zakończenie

„Murka” to łatwa, acz wpadająca do ucha piosenka, którą po prostu wypada znać. Obecnie występuje ona w tak wielu aranżacjach, że chyba każdy będzie w stanie znaleźć wersję odpowiednią dla siebie. Chociaż „Murka” cieszy się tak wielką popularnością i zachwyca kolejne pokolenia melomanów, niewielu ludzi wie, że pierwowzorem tytułowej postaci mogła być ukraińska anarchistka-terrorystka Maria „Marusia” Nikiforowna. Moim zdaniem, omawiany utwór nadaje się do śpiewania podczas spotkań towarzyskich, wesel, wycieczek i tym podobnych. Jak głosi pewna plotka, „Murka” już teraz jest bardzo chętnie wykonywana… w zakładach karnych. I to zarówno w Polsce, jak i na Wschodniej Słowiańszczyźnie.


Natalia Julia Nowak,
5-8 grudnia 2011 roku

---
Natalia Julia Nowak
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Rytuały śmierci w starożytnym Egipcie – zakończenie

Punktem styku obu pomieszczeń były tzw. ślepe wrota, czyli drzwi umiejscowione w ścianie kaplicy. Zmarły, pod postacią duchową, mógł przemieszczać się między komorami, by skorzystać ze składanych mu ofiar i nawiązać łączność z dbającymi o niego ludżmi. Żeby duszy wygodniej było się poruszać, wrota wykuwano nad miejscem, gdzie znajdował się sarkofag. Dodatkowo, drzwi te dekorowano podobizną zmarłego, siedzącego przed stołem ofiarnym. Ścianę pokrywano inskrypcjami, podającymi imiona oraz tytuły, który nosił nieboszczyk.   

W każdej kaplicy ofiarnej nie mogło zabraknąć stołu na którym składano dary. Tu też dokonywano libacji, tj. ofiary z płynów, przeznaczonych dla ka zmarłego. Ka, a więc energia żyjąca w ciele człowieka, jak również nadająca mu sens istnienia, lubiła „zasiadać” za takim stołem. Malowano go w wizerunki potraw i w symbole, wyobrażające „nieśmiertelną wodę”. Kto ją pił, nigdy do końca nie umierał. Ponieważ grobowce były „wiecznymi siedzibami zmarłych”, kosztownie je zdobiono. Ściany pokrywały płaskorzeźby polichromowane, a w pokojach nadbudowy mocowano stele, ustawiano poboczne posągi. Wszystko to miało znaczenie magiczne – na malowidłach prezentowano zmarłego podczas różnych scen z życia codziennego. Tak określano jako zawód i status społeczny, jak również kreowano sobie, co też może on robić po śmierci. Czym zajmuje się w zaświatach…

Przenoszenie mumii w inne miejsce lub też jakikolwiek międzynarodowy transport zmarłych nie wchodziły w grę. Swoje funkcjonowanie wplatano w pielęgnację miejsc spoczynku bliskich i nie oddalano się znacznie od swych, nierzadko, rodzinnych sarkofagów. Grobowiec zawierał ponadto szereg ubrań, należących do zmarłych, ich biżuterię, kosmetyki, pożywienie i napoje – wszystko po to, by wygodnie „funkcjonować” w nowym, nieznanym wymiarze. Znane są opowieści o skarbach, jakie zgromadzono w piramidzie Tutanchamona czy w mogiłach władców z dynastii Tanis. Archeologowie po dziś dzień mają nadzieję, że piramidy wciąż kryją sale niedostępne zwykłym śmiertelnikom – w nich to można ponoć spoczywa niewyobrażalne bogactwo Egiptu.

Od świata żywych w krainę śmierci pomagały przejść figurki uszebti – „uszeb” oznaczał czasownik „odpowiadać”, a wiec reagować na głos Ozyrysa, wzywający do swego królestwa. Ponieważ w królestwie czekała ciężka praca na nieskończonych Polach Jaru, zmarli mieli wykpić się od niej, poprzez wręczenie bogu tych właśnie figurek. Przedstawiały one sylwetki ludzkie, obładowane narzędziami rolniczymi – idealnymi do pracy przy uprawach! Dlatego, takowe posążki koniecznie musiały znaleźć się blisko mumii. Gdy bóg wzywał, można było wysłać doń swojego „następcę”. A samemu – pod postacią ka -  pilnować ukrytych w grobowcu papirusów, kosztowności i dzieł sztuki. W stróżowaniu tym pomagał zmarłym bóg Anubis, opiekun cmentarzy oraz patron mumifikacji, wyobrażany pod postacią czarnego szakala.   
-- O autorze
Ania

Rytuały śmierci w starożytnym Egipcie – rozwinięcie

Między bandażami umieszczano liczne – kamienne lub fajansowe – amulety, symbolicznie wyobrażające życie i odnowienie duszy. Jednym z takich symboli była podobizna skarabeusza, znak anch czy oko udżat.
Po starannej mumifikacji, zwłoki umieszczano w trumnie – drewnianej, metalowej lub (w zależności od majętności rodziny) wykonanej z kartonażu czy terakoty. Bogate familie chowały swych bliskich w kilku trumnach, włożonych jedna w drugą, a na końcu zamkniętych w kamiennym sarkofagu. Jego kształt, jak i kształt trumien, mógł być prostokątny bądź antropoidalny, oddający kształt ludzkiego ciała. Sarkofagi bogato zdobiono: rzeźbiono, pokrywano licznymi malunkami.

Przewóz zmarłych odbywał się w tradycyjnym orszaku, w którym znajdowali się najbliżsi z otoczenia zmarłego, sąsiedzi, a także wynajęte płaczki, modlące się i roniące łzy na cześć wszystkich nieboszczyków, którzy opuścili ten ziemski padół. Mumię ciągnięto na specjalnych saniach i tuż przed włożeniem do grobowca, ustawiano ją na podwyższeniu w celu rytualnego otwarcia ust nieboszczykowi. Miało mu to umożliwić chłonięcie ziemskich darów również po śmierci. Następnie, zwłoki umieszczano w grobowcu, a długa procesja żałobników składała zmarłemu pożegnalne dary. Całość ceremonii nadzorowali kapłani.  

Warto wspomnieć, że zarówno forma nagrobka, jak i całe zespoły piramid – grobowców świadczą o wielkiej randze pochówku – w Egipcie wierzono, że tylko poprzez należyte pożegnanie ze światem żywych, można uzyskać pośmiertny spokój. Patronat zmarłych nad losem tych, którzy go opłakują, był wyczuwalny – pamięć o nieżyjących pielęgnowano, a miejsca ich spoczynku należycie czczono.    
  
Do najbardziej znanych kompleksów piramid należą, dziś tłumnie odwiedzane przez turystów: nekropolia nemficka oraz hypogea w Dolinie Królów. Bez różnicy jednak, czy oglądamy grobowce członków elity królewskiej, mające postać majestatycznych mastab czy też zwiedzamy skalne groty, w których składano mumie zwykłych obywateli egipskich, wszędzie powinniśmy zachować należytą powagę – miejsca te powstały wszak, by czcić zmarłych. Chyba nie chcemy więc swym nagannym zachowaniem, ściągnąć na siebie jakąś faraońską klątwę?   
-- O autorze
Ania

Rytuały śmierci w starożytnym Egipcie – wprowadzenie

Również po śmierci, ka wymagało opieki i uwagi, to dlatego zmarłym przynoszono do sarkofagów owoce i słodkości, dekorowano ich miejsca spoczynku i celebrowano rocznice, wyznaczające moment opuszczenia duszy przez ciało. 
Zaś w momencie samego pogrzebu zmarły wyposażony był w piękne szaty, ozdoby, broń, mięso, środki do pielęgnacji ciała i włosów, w pamiątki rodzinne i przedmioty codziennego użytku: naczynia, zwoje papirusów, narzędzia pracy.

Samo pożegnanie wymagało wypowiedzenie magicznych formuł, wypisanych hieroglifami na ścianie grobowca. Ka stanowiło element, sprawiający, że bóg lub zmarły – w swej duchowej postaci – mógł zamieszkać w - specjalnie do tego celu - stworzonym posągu. To jemu oddawano cześć po śmierci danej osoby. Przed tymi figurami składano dary i modlitwy. Ważne, by zmarłego należycie zabalsamować i przed włożeniem do sarkofagu, przeprowadzić tzw. rytuał ust. Wierzono, że przez otwartą buzię mumia mogła widzieć, oddychać  i przyswajać pokarm. Zaopatrywano więc sarkofag w potrzebne, również po śmierci, wiktuały i atrybuty. Nie trzeba dodawać, że grobowce, z racji zgormadzonych w nich dóbr, były często grabione. Choć ponoć „zemsta mumii” miała dosięgnąć każdego, kto naruszy miejsce spoczynku zmarłego…    
    
Nim nastąpił uroczysty transport zmarłych do grobowca, ciało należało odpowiednio przygotować do wiecznego snu. Przygotowania były o tyle staranne i znakomicie obmyślone, że do dziś można oglądać w muzeach egipskie mumie, które w bardzo dobrym stanie przetrwały upływ czasu. Ciało oraz wnętrzności płukano winem palmowym, nacierano ziołami i moczono w balsamie. Następnie pokrywano je żywicami i bandażowano. Po utlenieniu żywica przybierała czarny kolor, przez co długo myślano, że mumie są pokryte smołą lub bituminem – stąd, arabskie słowo mumija oznacza właśnie bitumin. Po zabiegach balsamujących przychodziła pora na bandażowanie. Na początku istnienia Starego Państwa, zawijano osobno każdy członek ludzki, potem zaczęto owijać całą postać, tworząc spójny kokon. Pozwalało to lepiej zachować ciało w układzie zwartym, nienaruszalnym.

Mumię, zwykle, zaopatrywano w maskę grobową, ukazującą idealne rysy zmarłego. Przedstawiono go takim, jakim był przed śmiercią, uwypuklając wyjątkowe cechy charakteru i urody: kształtny nos, inteligentne spojrzenie, pełne usta, bujne włosy, liczne ozdoby, zarys policzków… Przy takim posągu spędzano później długie godziny, modląc się i wspominając świetność nieboszczyka. Często maski malowano na złoty kolor, który uznawany był za barwę odrodzenia.      
-- O autorze
Ania

poniedziałek, 5 grudnia 2011

Wojny Punickie

Wojny Punickie

Na liście przełomowych wydarzeń w dziejach ludzkości na pewno znalazły by się wojny punickie. Zwycięsko z trzech wielkich wojen pomiędzy Republiką Rzymską a Kartaginą (Kart Hadaszt) wyszedł Rzym. Dla synów wilczycy był to początek nieprzerwanych podbojów w basenie morza Śródziemnego przez kolejne dziesięciolecia.

Należy podkreślić że w wojnach punickich Kartagina kilkukrotnie była bliska do rzucenia przeciwnika na kolana. Jednak militarny charakter państwa Rzymskiego i niezmierna wola walki jego mieszkańców spowodowały że pomimo wszystkich przeciwności losu zwycięstwo zostało po stronie Rzymskiej.

Opisując wojny punickie zazwyczaj koncentrujemy się na aspekcie militarnym i politycznym tego konfliktu milczeniem pomijając fakt że oba państwa przez kilka stuleci współistniały razem utrzymując przyjazne stosunki dyplomatyczne.

Jeszcze kilka lat temu dominowała wizja Kartaginy jako państwa zawdzięczającego swą potęgę sieci faktorii handlowych rozsianych w całym basenie morza śródziemnego. Niejako naturalnie Kart Hadaszt przeciwstawiano Rzym państwo w którym o pozycji człowieka poza pochodzeniem decydowała wielkość majątku ziemskiego.

Tymczasem pomimo niewątpliwie dobrze rozwiniętego handlu morskiego kupcy bynajmniej nie stanowili poważnej siły politycznej w Kartaginie. Lud w Kartaginie tak jak i w Rzymie miał w rzeczywistości bardzo niewiele do powiedzenia a władza należała do najbogatszych rodów należących do rady starszych (odpowiednik Rzymskiego senatu) które również czerpały dochody z wielkich majątków ziemskich.

Oba miasta były więc oligarchicznymi republikami w których najważniejszą władzę oddawano kolegialnym (tj. wybieralnym co roku) urzędnikom. W Rzymie byli to Konsulowie a w Kartaginie Sufeci.

Co więcej Rzym i Kartagina potrafiły współdziałać w obliczu wspólnego niebezpieczeństwa. Dobrym przykładem jest tu wojna z Pyrrusem. Epirocki monarcha pomimo niewątpliwego talentu militarnego i sukcesów na polu bitwy nie zdołał trwale opanować południowej Italii i Sycylii.

Jak widać państwa te nie były sobie zupełnie obce jak to można przypuszczać z licznych dotychczasowych publikacji. Można nawet zaryzykować stwierdzenie że było pomiędzy nimi zdecydowanie więcej cech wspólnych aniżeli np. pomiędzy Rzymem a monarchiami hellenistycznymi.

Jak więc doszło do tego że wojny punickie stały się faktem i że Kartagina została niemalże wymazana z kart historii przez zwycięskich Rzymian z kart Historii.

Przyczyny takiego stanu rzeczy należy dopatrywać się w fakcie że Republika Rzymska była państwem zmilitaryzowanym na skalę do dziś niespotykaną. Nawet państwa hellenistyczne które również były państwami o strukturze militarnej gdzie władza polityczna należała do wąskiej elity Greków i Macedończyków zobowiązanych do służby wojskowej, nie mogły się pod tym względem równać z Rzymem.

Sytuację pogarszał fakt ciągłej rywalizacji poszczególnych rodzin senatorskich najwyżsi urzędnicy Rzymscy tj. konsulowie byli przede wszystkim dowódcami wojskowymi. Dla poklasku tłumu, realizacji swoich wizji politycznych i umocnienia pozycji swojej rodziny pchali państwo Rzymskie od jednej wojny do drugiej. W okresie od 327 r. p.n.e do 241 r. p.n.e tj. przez 86 lat tylko cztero krotnie zdarzyło się by Rzym w danym roku nie prowadził żadnej wojny. Kartagińscy Sufeci nie byli dowódcami wojskowymi co powodowało że Kartagina znacznie rzadziej wszczynała nowe konflikty.

Źródła starożytne podają że Pyrrus opuszczając Sycylię miał rzec:

Przyjaciele moi ! Cóż to za wspaniały plac boju opuszczamy dzisiaj i zostawiamy go Kartagińczykom i Rzymowi.

Oczywiście nie jest pewnie czy Pyrrus faktycznie przewidział wojny punickie jednak wzajemna nieufność obu państw od czasu pokonania Pyrrusa i fakt że posiadłości Rzymu i Kartaginy znalazły się niebezpiecznie blisko powodowały że wybuch konfliktu wydawał się nieuchronny.

Zajęcie Messeny przez Rzymian dało początek serii trzech wielkich wojen określanych w literaturze jako wojny punickie.

  • I wojna punicka - 264 r. p.n.e 241 r. p.n.e,
  • II wojna punicka - 218 r. p.n.e 201 r. p.n.e,
  • III wojna punicka - 149 r. p.n.e 146 r. p.n.e,

Jak już pisałem zwycięsko z konfliktu wyszedł Rzym który stał się niekwestionowanym władcą w basenie morza Śródziemnego. Żadne inne państwo po okresie wojen punickich nie było w stanie sprostać potędze z nad Tyru. W krótkim czasie władzę Rzymu musiały uznać wszystkie pozostałe niezależne ośrodki. Dotyczy to zarówno ojczyzny Aleksandra Wielkiego tj. Macedonii rządzonej przez Antygonidów jak i innych państw hellenistycznych.
Zdzisław Rojtecki
--
Artykuł pochodzi z serwisu Publikuj.org, kliknij tutaj aby go zobaczyć.