wtorek, 24 stycznia 2012

Auta na Kubie rewolucja!

Autorem artykułu jest Waldemar Florkowski

Zmienność decyzji świadczy o ciągłości dowodzenia...


Ta maksyma, ma chyba największe zastosowanie na Kubie, gdyż po 52 latach władze postanowiły zmienić absurdalny przepis!

Czy wiedzą Państwo, że przeciętny kubański zjadacz chleba mógł kupić auto które zostało wyprodukowane maksymalnie do 1959 roku! Może to sentyment do rewolucji kubańskiej z tego czasu?
FcGGHYPtAiciVNyAZ1Jedynym wyjątkiem była specjalna zgoda ministerstwa, którą statystycznie otrzymywało około 3% mieszkańców - układy, układziki - niczym za czasów Edka Gierka!
Ale od pierwszych dni października, skansen motoryzacyjny, może już być odświeżony!

Czy teraz wszyscy lawinowo, zaczną wymieniać samochody? W moim przekonaniu raczej nie, średnia miesięczna pensja klasy roboczej wynosi około 20$, co nie napawa optymizmem..
Jednocześnie na handel samochodami narzucono pewne restrykcje. Zarówno sprzedający, jak i kupujący będą musieli odprowadzić 4% podatku. Dodatkowo, nabywca jest zobowiązany udokumentować, że pieniądze, które posłużą w finalizacji transakcji pochodzą z legalnego źródła. Niestety nie zaliczają się do nich pieniądze otrzymane od krewnych z zagranicy.

W całej tej sytuacji zastanawia mnie jedna rzeczy, czy wyobrażają sobie Państwo w Polsce taki przypadek, by zamrożono możliwość zakupu aut po 1959 roku! Jeżdżące Warszawy, czy nawet "Nyski" z pierwszego roku produkcji, umiarkowany klimat, korozja, zaniedbanie...Dziś na 1000 mieszkańców w Polsce przypada statystycznie 492 samochody, po zastosowaniu tego przepisu 2,3? Ale nie więcej niż 4!

Swoją drogą w całej tej historii odnajduję i jedną pozytywną rzecz - po przeczytaniu raportu SAMAR-u za rok 2010 jak czarne na białym ustalono, że średnia wieku pojazdów w Polsce wynosi...... 14 lat! Na Kubie około 61 ! Czyli jednak jest dziedzina w której możemy się poszczycić i nie zajmujemy ostatniego miejsca!
---
 www.moto-opinie.blogspot.com
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

sobota, 21 stycznia 2012

Holocaust na ziemiach polskich w czasie II Wojny Światowej

Autorem artykułu jest Klaudia Maria Kubiak

Holocaust zawsze pozostanie w pamięci całego świata. Kto ma prawo, mówić o tym, że jego pamięć o tym wydarzeniu będzie silniejsza, trwalsza? Kto ma prawo osądzać, co było przyczyną... Jak wiele człowiek potrafi .... zniszczyć.

Często mówi się o polskich obozach zagłady Żydów, o polskich obozach śmierci czy po prostu polskich gettach. Przymiotnik, mówiący o polskości, nie oznaczać ma tu jednak narodowości twórców tych przerażających miejsc, a jedynie lokalizację, nieszczęśliwie przypadające na ten obszar, zbrudzony dzisiaj największą tragedią ludzkości.

Kiedy wybuchła II woja światowa, Polska, przedstawiała się jako największe na całym kontynencie skupisko Żydów. Ostatni przedwojenny spis ludności, pochodzący z roku 1931, podawał, że przynależność do wyznania mojżeszowego deklaruje aż 3 130 581 obywateli polskich. Na podstawie orientacyjnego przyrostu naturalnego, oszacowano, że pierwszego września roku 1939, liczba Żydów, oscylować powinna wokół 3 474 000. Liczba ta prezentowałaby 10% ludności całego państwa! Nie da się więc ukryć, że Polska była głównym źródłem Żydów w Europie. Dla porównania bowiem, w innych krajach, Żydzi stanowili odpowiednio – w ZSRR 1,6 % ludności, we Francji 0,8%, w Norwegii 0,1%, a i nawet w Rumunii było to jedyne 4,5% ludności.

Łatwo wyobrazić sobie, jak wielka ilość Żydów, znalazła się pod okupacją niemiecką, kiedy to, znalazło się pod nią 48,8% terytorium Polski wraz z 62,9% ludności. Istotnym faktem dla całego Holocaustu jest fakt, iż po zajęciu terenów Polski, Niemcy po raz pierwszy spotkali się z Żydami, zamieszkującymi miasta masowo. Pod władzą niemiecką znalazło się wówczas przeszło 2 miliony Żydów. Stanowili oni dla Niemców nie tyle naród przerażający, co dziwny i odmienny. Żydzi prezentowali dalece odmienny sposób bycia, ubierania, wygląd oraz język od Niemców i w ogóle narodów europejskich. Ta odmienność w niemieckim narodzie, potwierdziła rasistowskie przekonania, za sprawą, których życie Żydów zaczynało się kończyć. Tereny polskie stały się poligonem niemieckiej zabawy, którą stanowiło obcinanie brody i pejsów Żydom.

Polityka Niemców wobec Żydów prezentowała kilka zasad, które z biegiem czasu jedynie pogłębiały się w świadomości okupantów. Przede wszystkim Żydzi mieli zostać pozbawieni absolutnie wszystkiego – praw, majątku, nietykalności, godności – wszystkiego! Ponadto drugą zasadą Niemców stało się pobudzanie każdego, ale szczególnie ludności polskiej do odtrącenia i znienawidzenia narodu żydowskiego. Antysemityzm był propagowany na równi z wyłączeniem konkurencji żydowskich działalności z handlu i rzemiosła. Ostatnią zasadą, o której powiedzieć trzeba i której skutki były najbardziej tragiczne, stało się izolowanie Żydów.

Od tej pory życie Żydów zmieniło się drastycznie. Funkcjonariusze okupacyjni oraz Volksdeutsche chętnie uczestniczyli w sytuacjach, w których można było dotkliwie pobić Żyda, pod byle pretekstem. Zmuszani byli oni również do ciężkiej, przymusowej pracy, w zamian za którą otrzymywali szczątkowe ilości jedzenia. Sytuację tę najlepiej określa wypowiedź Franka z 25 listopada roku 1940: „Ta zima będzie ciężką zimą... Z Żydami bez ceregieli. Można cieszyć się, że w końcu będzie wolno fizycznie wykańczać żydowską rasę. Im więcej umrze, tym lepiej”. Już na początku roku 1940 stworzone zostały pierwsze obozy pracy dla Żydów na Lubelszczyźnie w Bełżcu oraz w Płaszowie, pod Krakowem. Później powstawało ich już tylko więcej, w których warunki były zawsze gorsze. Żydzi zmuszani do ciężkich prac w rolnictwie, przemyśle i budownictwie, otrzymywali żywność w niewielkiej ilości. Statystyki mówią jasno – z 500 robotników, przebywających w obozie, dziennie ginęło przeszło 10 osób. Łatwo policzyć, że niewiele z nich miało szansę przeżyć więcej niż dwa miesiące.
Mimo iż przed wojną Żydzi dbali o wykształcenie swoje, a na pewno swoich dzieci, wraz z rozpoczęciem prześladować, zabrano im również tę możliwość. Dzieci żydowskie na terenie Generalnego Gubernatorstwa nie miały szans ukończyć nawet szkoły podstawowej. Dzieci były usuwane ze szkół polskich, a na oddzielne żydowskie nikt nie wyraził zgody. Oczywiście każdy niemiecki zakaz miał niezaprzeczalne uzasadnienie, w tym wypadku, miało być to niebezpieczeństwo przed zarażeniem chorobami zakaźnymi, które rzekomo dzieci żydowskie miały roznosić.

Bardzo szybko Niemcy wprowadzili kolejny sposób upokorzenia Żydów, a także rozpoznawania ich z daleka, co ułatwiało im, gnębienie i prześladowanie ich. „Znak hańby” początkowo przedstawiał się w postaci żółtej gwiazdy lub żółtej łaty i wprowadzony został w listopadzie, od grudnia, szczególnie w Generalnym Gubernatorstwie, Żydzi mieli obowiązek noszenia opaski z wizerunkiem niebieskiej gwiazdy Syjonu. Niemieckie władze okupacyjne chętnie wykorzystywały to oznaczenie do wyśmiewania i gnębienia Żydów. Niestety Polacy również nie pozostawali w opozycji – bynajmniej nie wszyscy. W Warszawie pierwsze ekscesy, miały miejsce bardzo szybko, w zasadzie od razu po tym, jak Niemcy przejęli władzę. Żydzi zostali bowiem wyłączeni z żywnościowej pomocy, początkowo Niemcy nie potrafili jednak z łatwością odróżniać Żydów od Polaków, szczególnie jeśli ich wygląd nie był zbyt wyróżniający się. Polacy, pragnąc uzyskać więcej żywności dla siebie, chętnie wytykali niejednokrotnie tych spośród głodujących, którzy jako Żydzi na jedzenie nie zasługują.

Propaganda antyżydowskich zachowań nieustannie wrzała. Kiedy bandy wyrostków polskich atakowało Żydów, ci kręcili filmy lub robili zdjęcia, tylko po to, by następnie głosić informacje o antysemickich zachowaniach wśród Polaków. Ataki na Żydów, pogromy, wreszcie stały się okazją i argumentem, mówiącym na korzyść, wedle myślenia niemieckiego, stworzenia getta. Izolacja Żydów następowała stopniowo. Pierwsze getto stało się jednak faktem już w październiku 1939 roku i znajdowało się w Piotrkowie, wkrótce potem, rozpoczęły się przesiedlenia, tworzące wielkie łódzkie getto. W listopadzie 1940 roku zostało zaś stworzone getto największe – warszawskie. Jako pierwsze, dzielnicą zamkniętą stało się właśnie getto łódzkie już w kwietniu roku 1940. Getta prezentowały warunki więcej niż tragiczne. Wszędzie było ciasno, z każdym dniem przybywało do izb więcej Żydów, a dokoła widoczna była tylko bieda, nędza, brud i głód. Duże getta zaczęły być zamykane lub obwarowywane murami, mieszkańcy tych mniejszych zostali jedynie zobligowani do nieopuszczania danego terenu. Złamanie zakazu, groziło strasznymi karami. W każdym getcie panowała ta sama zasada, odseparowania całkowitego od Polaków i kontaktu z nimi.
Miastem, w którym panowały inne zasady był Kraków. Ze względu na fakt, iż była to siedziba generalnego gubernatora, nakazał on usunięcie z miasta wszystkich Żydów. W efekcie z 60 tysięcy Żydów krakowskich, w małym getcie stłoczonych zostało 17 tysięcy. Po pewnym czasie, wyjście z getta, a także udzielanie schronienia Żydowi poza gettem, karane miało być karą śmierci. Pierwszą realizacją planu zagłady Żydów, stała się ta najtańsza – naturalne ich zagłodzenie. Racje żywnościowe stały się minimalne, a zdobycie jedzenia w inny sposób graniczyło z cudem. Taką właśnie przywołaną śmiercią naturalną – głodową – zmarło, tylko w 1941 roku, tylko w Warszawie 43 tysiące Żydów z getta, a więc 10 % wszystkich znajdujących się tam osób! Ponad 10 % mieszkańców getta, zmarło w tym samym roku w getcie łódzkim i było to 11 tysięcy Żydów.

Mieszkańcy gett byli zmuszani rzecz jasna do przymusowych ciężkich robót, których większość z nich nie wytrzymywała i umierała z wycieńczenia. Co więcej maltretowanie ich przez nadzór, na pewno nie dodawało im sił i wreszcie, strona niemiecka, zadecydowała, iż obozy pracy są absolutnie nieopłacalną sprawą. Pracy słaby i umierający Żydzi nie wykonywali zbyt wiele, a nadzorców i strażników zatrudniać było trzeba. Obozy zamknięto w czerwcu 1941. Pojawił się jednak nowy pomysł, zatwierdzony przez samego Hitlera – rezerwat żydowski. Zaczęto zwozić tam Żydów z innych krajów, a także Cyganów, mieli oni wykonywać ciężkie prace, jednak i tu, zapał Niemców okazał się słomiany, trudności techniczne w tworzeniu rezerwatu, przerosły bowiem ich możliwości. Pomysłów na zamknięcie Żydów, a jednocześnie ich powolne uśmiercanie, wciąż nie brakowało. Kiedy w 1940 roku Francja odniosła klęskę, pojawiła się idea, by Żydzi europejscy zostali przesiedleni na Madagaskar. Plan ten wymagałby od Niemców jednak zbyt wiele – wygranej z Francją i rozejmu z Anglią. Projekt nie został wdrożony.
Okupacja niestety nie próżnowała, już wiosną 1941, pojawiła się inicjatywa biologicznego niszczenia Żydów. Początkowo planowano uśmiercać jedynie tych, którzy mogliby stanowić zagrożenie, czyli próbować stawiać opór. W efekcie początki uśmiercania, można znaleźć w oficjalnie szczytnym dekrecie, do którego warto cofnąć się nieco w czasie, znów do roku 1939, co więcej dekrecie antydatowanym i to na 1 września. Dekret ten, podpisany rzecz jasna przez Hitlera, mówił, iż :”chorym, których stan, zgodnie z ludzką wiedzą i przy najbardziej krytycznej ocenie, zostanie uznany za nieuleczalny, można przyznać śmierć z łaski”. Dziś eutanazja jest tematem bardzo rozległym i kontrowersyjnym. Wówczas, stanowiła jednak podłe zabójstwo, potwierdzone słowami koordynatora akcji: „W wielu zakładach opiekuńczych Rzeszy jest niezliczona ilość nieuleczalnych chorych wszelkiego rodzaju, którzy są ludzkości zupełnie nieprzydatni. Zabierają tylko zdrowym pożywienie i wymagają podwójnej lub potrójnej opieki. Musimy chronić pozostałych ludzi przed tymi ludźmi. Jeżeli dziś mamy przyjąć postanowienia dla zachowania zdrowych ludzi, to tym bardziej jest konieczne, żebyśmy się pozbyli tych istot”. Nie rozprawiając na temat słuszności eutanazji, wystarczy wspomnieć, iż wybór ofiar do „śmierci z łaski”stał się nieco dowolny. Niejednokrotnie były to również sprawne i zdrowe, pracujące osoby. Do uśmiercania postanowiono stosować czas – tlenek węgla. Oczywiście wcześniej, została podjęta próba, czy metoda ta będzie skuteczna – wynik okazał się pozytywny – czterej więźniowie zmarli w ciągu 22 sekund.
Przez niecałe pół roku, machając dekretem przed nosem każdego, kto śmiałby pytać, SS zabiło przeszło 10 tysięcy niepełnosprawnych z okolic Gdańska, Gdyni, Szczecina i Świnoujścia. Tam szykowane bowiem było miejsce dla Niemców bałtyckich. By miejsca było więcej, mordowano również innych, uznanych za nieuleczalnie chorych. W kolejnym etapie „eutanazji” ofiarami stawali się już bez wyjątku Żydzi, Polacy, a nawet Niemcy.

Już na początku roku 1942 rozpoczęło się planowanie przemysłu zbrodni masowej. Poprzedzone zostało to uśmierceniem w roku wcześniejszym 600 więźniów z Oświęcimia za pomocą Zyklonu B. Tak czy inaczej, śmierć masowa stała się faktem, październik i listopad zobaczyły już początki obozów zagłady na terenie Chełmna oraz Bełżca. Grudzień zaprezentował również pierwsze morderstwo masowe, wykonane w samochodach ciężarowych za pomocą gazów spalinowych. Ofiarami byli Żydzi z okolic oraz pół tysiąca Cyganów z łódzkiego getta.
Wracając do tematu polskich obozów zagłady, warto przypomnieć, iż okupanci liczyli przede wszystkim na zyski – korzyści, bynajmniej nie straty. Polscy Żydzi mieli dostarczyć największej ilości ofiar, ich przewożenie i wszystkie inne czynności, wymagałyby kolejnych kosztów, a tak – wszystko działo się na miejscu. Poza tym, dużo mówi się o polityce okupacyjnej, która rzeczywiście w Polsce, wyglądała wyjątkowo rygorystycznie, co znacząco zmniejszało ryzyko wystąpienia sprzeciwów i protestów.
Ostateczne rozwiązanie, jakim miało być pozbycie się Żydów z powierzchni Ziemi raz na zawsze, prowokowało kolejne pomysły i kolejne przedsięwzięcia. Obok obozów w Chełmnie i Bełżcu, stworzono kolejne w Oświęcimiu, w Sobiborze i Treblince. Tam oraz w Majdanku, stworzono komory gazowe, gdzie tysiące ludzi ginęło od zatrucia tlenkiem węgla lub Zyklonem B.
Masowe mordy trwały miesiącami. Getto łódzkie, z 77 tysiącami mieszkańców, wydawało się być największym skupiskiem ludności żydowskiej na polskim terytorium. Latem 1944, z getta łódzkiego, również zaczęto na nowo wywozić ludzi na pewną śmierć w komorach gazowy, by ocalić nieliczną grupkę zdolną do pracy fizycznej.

Całkowitej likwidacji, jako pierwsze, zostało poddane getto w Lublinie. Z początkiem 1942 roku wymordowano w Bełżcu 90 % mieszkańców getta. Tych, których pozostawiono do pracy fizycznej, w dużej mierze zamordowano w Majdanku pod koniec roku. Przełom maja i czerwca 1942 to czas, w którym rozpoczęły się mordy Żydów z gett, zlokalizowanych w południowej Polsce. Czas od lipca do września do próby likwidacji warszawskiego getta – tam zginęło 10 tysięcy osób, do Treblinki wywieziono 265 tysięcy. Zginęło więc przeszło 75% ludności największego getta.
Kiedy w styczniu 1943 roku z Warszawy do Treblinki wywiezionych zostało 5 tysięcy Żydów, pozostali mieszkańcy odpowiedzieli powstaniem zbrojnym. Powstanie to trwało 27 dni pod dowództwem Mordechaja Anielewicza, mieszkańcy byli wywożeni do Treblinki bądź mordowani na miejscu.
Holocaust, jako próba masowej zagłady całego narodu Żydowskiego trwała przeszło 40 miesięcy.
„Albowiem wytłumaczy się może kiedyś, w jaki sposób Oświęcim stał się możliwy w wymiarze ludzkim, lecz w wymiarze Boskim pozostanie on na zawsze najbardziej niepokojącą tajemnicą” - Elie Wiesel.

Bibliografia:

„Polacy – Żydzi” 1939-1945 wybór źródeł; Andrzej Krzysztof Kunert
„Europejska tragedia XX wieku – II woja światowa” Jerzy Holzer
Elie Wiesel „Pieśń Umarłych”
„Endlosung” A. Gotz
„Eksterminacja chorych” Y. Ternon  
---
Klaudia Kubiak Copywriter
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

piątek, 6 stycznia 2012

Papiestwo i cesarstwo w świetle poglądów średniowiecznej polskiej szkoły prawa narodów.

Autorem artykułu jest Jacław

Historia prawa oraz historia doktryn politycznych i prawnych już dawno zwróciły uwagę, że doktryna polityczna i prawna Średniowiecza wyróżniała dwie władze: sacerdotium, czyli rząd duchowny i regnum, czyli rząd świecki.

Zainteresowanie średniowiecznych elit intelektualnych skupiało się wokół dwóch zagadnień: struktury wewnętrznej każdej z tych władz oraz ich wzajemnego stosunku [confer: J. Baszkiewicz, Państwo suwerenne w feudalnej doktrynie politycznej do początków XVI wieku, Warszawa 1964; K. Grzybowski, Historia doktryn plitycznych i prawnych. Cz. 2, Kraków 1962]. W XV w. stanowisko wobec tych problemów zajęła także polska szkoła prawa narodów, w osobach swoich dwóch najwybitniejszych przedstawicieli: Stanisława ze Skarbimierza, a zwłaszcza Pawła Włodkowica.

Stanisław ze Skarbimierza urodził się około 1360 r. Należał do stanu mieszczańskiego. Około roku 1380 podjął studia na wydziale sztuk wyzwolonych Uniwersytetu w Pradze. W dniu 19 września 1382 r. został dopuszczony do egzaminu na bakałarza, a w dniu 9 lutego 1385 r. został magistrem sztuk wyzwolonych.
W roku 1389 lub 1390 otrzymał święcenia kapłańskie. Był też w tym czasie doradcą królowej Jadwigi. Prawdopodobnie z jej inicjatywy rozpoczął w roku 1389 studia na wydziale prawa Uniwersytetu Karola w Pradze. W roku 1391 otrzymał tytuł bakałarza dekretów (prawa kanonicznego), a w roku 1396 doktora praw.

W tym czasie nadal pozostawał w ścisłym kontakcie z dworem krakowskim. Od roku 1390 wspólnie z Bartłomiejem z Jasła i Mikołajem z Gorzkowa należał do zespołu przygotowującego odnowienie Akademii Krakowskiej. Został też jej pierwszym po reaktywacji rektorem. Następnie, na żądanie Władysława Jagiełły, zajął się, wraz z innymi prawnikami, obroną polskiego stanowiska w sporze z Krzyżakami. W obradach soboru w Konstancji (1414-18) udziału nie wziął, choć z listów Pawła Włodkowica wynika, że z głównym obrońcą interesów Królestwa współpracował. W roku 1423 stał na czele prawników reprezentujących Polskę w sporze z Zakonem Krzyżackim.
Jednocześnie prowadził działalność dydaktyczną i kościelno-charytatywną (uzyskując kolejne godności kościelne). W źródłach występuje często jako arbiter, arbitrator, amicabilis compositor, specialis commissarius (episcopi Cracoviensis). Od roku 1419 zaangażował się w proces kanonizacyjny królowej Jadwigi. Włączył się też w zorganizowaną przez Akademię Krakowską polemikę z czeskimi husytami.
Zmarł w dniu 9 stycznia 1431 r. w Krakowie.
Na twórczość Stanisława ze Skarbimierza składają się traktaty akademickie i kazania. Napisał 523 utwory  zgromadzone w 18 kolekcjach tematycznych. Za najwybitniejsze uważane jest 113 dzieł znanych jako Sermones sapientiales lub Sermones de sapientia Dei. Do pracy niniejszej wykorzystałem przetłumaczone na język polski mowy, które zebrał i opracował Mirosław Korolko. Są one zamieszczone w zbiorku pt. Mowy wybrane o mądrości [Mowy wybrane o mądrości, oprac. M. Korolko, Kraków 1997]. Niestety podstawowymi wadami tej antologii są jej niewielka objętość, a także jej popularno-naukowy charakter i ograniczony do minimum aparat krytyczny.
Paweł Włodkowic urodził się około roku 1370 w Brudzeniu nad Skrwą. Należał do stanu szlacheckiego i pieczętował się herbem Dołęga [T. Brzostowski, Paweł Włodkowic, Warszawa 1954, s. 45 – 46; L. Ehrlich, Rektor Paweł Włodkowic rzecznik obrony przeciw Krzyżakom, Kraków 1963, s. 7]. W latach 1385-87 podjął studia na wydziale sztuk wyzwolonych Uniwersytetu Karola w Pradze. W roku 1389 uzyskał stopień bakałarza sztuk wyzwolonych, a w dniu 25 lutego 1393 r. został magistrem artium. Jego profesorami byli wówczas Mauritius de Praga i Maurycy Rvaczka. W latach 1393-97 studiował na wydziale prawa, gdzie w 1396 r. uzyskał stopień bakałarza dekretów. Równocześnie w latach 1396-97 wykłada na wydziale sztuk wyzwolonych [T. Brzostowski, op. cit., s. 47; L. Ehrlich, op. cit. s. 7 – 8].
Jednocześnie wstąpił do stanu duchownego (od roku 1398 był scholastykiem poznańskim, następnie został obdarzony kolejnymi godnościami kościelnymi) [T. Brzostowski, op. cit., s. 48, 50, 53; L. Ehrlich, op. cit. s. 8, 10, 11].

Od roku 1404 studiował prawo na Uniwersytecie w Padwie, gdzie jego profesorem był król dekretystów, późniejszy kardynał i uczestnik soboru w Konstancji - Franciszek Zabarella. W dniu 25 września 1408 r. uzyskał stopień licencjata dekretów [T. Brzostowski, op. cit., s. 48 – 49; L. Ehrlich, op. cit. s. 8 – 9]. Według J. Fijałka w okresie studiów w Italii Paweł Włodkowic działał w kurii rzymskiej, reprezentując polskie stanowisko w kwestii krzyżackiej [J. Fijałek, Ostatnie słowo Pawła Włodkowica o Zakonie Krzyżackim, w: Przegląd Kościelny, T. 1: 1902, s. 269]. Miał być jedną z tych postaci, które przyczyniły się do wydania w dniu 5 września 1403 r. przez papieża Bonifacego IX bulli zakazującej Zakonowi najazdów na Litwę [Ibidem, s. 265 – 266].
Doktorat prawa uzyskał Włodkowic w Krakowie między 23 marca 1411 r.,3 lutego 1412 r. Zgodę na promocję w Krakowie (a nie w Padwie) uzyskał od antypapieża Jana XXIII [T. Brzostowski, op. cit., s. 49; L. Ehrlich, op. cit. s. 9].
Od chwili promocji doktorskiej Włodkowic, zaliczony w poczet mistrzów Akademii Krakowskiej, wykładał na wydziale prawa. Jednocześnie prowadzi działalność publiczną skierowaną przeciwko Krzyżakom. Uczestniczy w procesie polsko-krzyżackim w Budzie. W dniu 12 maja 1414 roku złożył swe pełnomocnictwa z ramienia księcia mazowieckiego Janusza. W obecności polskiego uczonego pełnomocnik Zygmunta Luksemburczyka - Benedykt de Macra ogłosił wyrok rozjemczy. W końcu król Władysław Jagiełło zdecydował się na poddanie sporu z Zakonem pod rozwagę soboru, który zebrał się w Konstancji. Jednym z członków poselstwa polskiego został Paweł Włodkowic. Po desygnowaniu go do tej misji przez króla Uniwersytet, w celu podniesienia jego godności, powierzył mu funkcję rektora, którą piastował w latach 1414 i 1415.
W Konstancji polski jurysta pozostawał do końca soboru. Po powrocie do kraju w uznaniu zasług Akademia Krakowska powierzyła mu stanowisko prorektora. Ponadto nadal cieszył się zaufaniem króla, gdyż ten powierzył mu dalsze prowadzenie sprawy z Krzyżakami [T. Brzostowski, op. cit., s. 50 – 51; L. Ehrlich, op. cit. s. 10 – 11]. W 1420 r. uczestniczył w kolejnym arbitrażu Zygmunta Luksemburczyka w sporze polsko-krzyżackim. W dniu 6 stycznia 1420 r. we Wrocławiu przed obliczem Zygmunta Włodkowic podnosił prawa króla polskiego. Cesarz wydał jednak niekorzystny dla Polski wyrok, więc Władysław Jagiełło apelował do papieża Marcina V. Pełnomocnikiem króla mianowany został Paweł Włodkowic.

Po powrocie do Polski zajął się działalnością kościelną. Włączył się w proces kanonizacyjny królowej Jadwigi [T. Brzostowski, op. cit., s. 51 – 52; L. Ehrlich, op. cit. s. 11].
O ostatnich latach życia Pawła Włodkowica wiadomo niewiele. Więcej tu niejasności niż pewnych informacji. Nie jest nawet znana dokładna data jego śmierci. W każdym razie stało się to między 3 października 1435 r., a 5 października 1443 r. [T. Brzostowski, op. cit., s. 52 – 54; L. Ehrlich, op. cit. s. 12 – 13]
Naturalną konsekwencją charakteru działalności publicznej Pawła Włodkowica i materii, której ta działalność dotyczyła, jest to, że na jego twórczość składają się głównie trakty dotyczące problemu krzyżackiego. Ze względu na argumentację prawników Zakonu, wywodzących prawa Krzyżaków do zajmowanych ziem min. z nadań cesarskich lub papieskich, musiał zająć stanowisko w kwestii pozycji tych podmiotów w kontekście ówczesnego prawa narodów. Myśl Pawła Włodkowica będę starał się odtworzyć na podstawie jego dzieł wydanych w latach 1968-69 przez Ludwika Ehrlicha w trzytomowym zbiorze pt. Pisma wybrane Pawła Włodkowica. Antologia ta zawiera teksty łacińskie oraz ich przekłady na język polski i angielski. Jest tez zaopatrzona w aparat krytyczny.
W myśl poglądów polskich jurystów władza papieska pochodziła od Boga [Paweł Włodkowic, Quoniam error. Cz. 2, w: Pisma wybrane Pawła Włodkowica. T. 2, wyd. L. Ehrlich, Kraków 1968, s. 362 – 363; idem, Ad videndum, w: Pisma… T. 3, op. cit., Kraków 1969, s. 160 i 162]. Nie oznaczało to jednak całkowitej omnipotencji papieża. Jego władza była ograniczona przede wszystkim przez odwieczne i niezmienne prawo boskie i naturalne [idem, Ad videndum, op. cit., s. 179]. W traktacie pt. De annatis camerae apostolicae solvendis Paweł Włodkowic zauważył, że Kościół należy do wszystkich wiernych, dlatego papież, który w myśl poglądu tego kanonisty, był zarządcą wspólnoty wierzących w Chrystusa, nie może traktować spraw tej wspólnoty jako swoich osobistych [T. Brzostowski, op. cit., s. 51 – 52; L. Ehrlich, op. cit. s. 60]. Stąd wynikał wniosek o wyższości soboru, reprezentującego ogół wiernych, nad papieżem [K. Tymieniecki, Moralność w stosunkach między państwami w poglądach Pawła Włodkowica, Warszawa 1920, s. 6].
Bardzo istotnym zagadnieniem był stosunek między papiestwem, a władzą świecką, którą reprezentował w szczególności cesarz. Paweł Włodkowic zwrócił uwagę, że zagadnienie to było już w przeszłości wielokrotnie roztrząsane i nie wykształcił się w tej sprawie jednolity – powszechnie przyjmowany pogląd. Przypomniał, że z prawa rzymskiego wynikało, że cesarz jest panem świata, a także zwierzchnikiem pogan i Żydów [Paweł Włodkowic, O władzy cesarza odnośnie do niewiernych, w: Pisma… T. 1, op. cit., Kraków 1968, s. 39 – 40]. Jednakże stwierdził, że w prawie (rzymskim i kanonicznym) były sprzeczności co do kwestii, czy w sprawach świeckich cesarz podlega papieżowi. Jako że był kanonistą, wyraził pogląd, że w takiej sytuacji należało dać wiarę raczej literze kanonów niż prawu rzymskiemu. Postulował jednocześnie, by ani cesarz nie przywłaszczał sobie praw papieża, ani tez papież nie uzurpował sobie stanowiska cesarza [Ibidem, s. 41].
Wobec tego stwierdzenia bardzo istotne stało się odgraniczenie praw cesarza od kompetencji papieża. Analiza pism polskiego dekretysty skłania do przyjęcia wniosku, że był on zwolennikiem wniosku, której istotą była supremacja papiestwa nad cesarstwem. Obrazuje to już pogląd na samo pochodzenie władzy cesarskiej. Co prawda nie odbierał jej przymiotu boskiego pochodzenia, to jednak nie pochodziła ona od Stwórcy bezpośrednio (tak jak władza biskupa Rzymu), lecz pośrednio [Idem, Ad aperiendam. Cz. 1, w: Pisma… T. 1, op. cit., s. 227]. Zwierzchnictwo papieża wyrażało się w tym, że przeniósł on imperium z Greków na Germanów. Dokonał tego papież Leon III, koronując w Boże Narodzenie 800 r. Karola Wielkiego na cesarza rzymskiego. Logiczną konsekwencją prawa do rozporządzania korona cesarska była kompetencja do badania czy kandydat był godzien zasiąść na tronie Imperium oraz do zatwierdzania albo odrzucania elekta [Paweł Włodkowic, O władzy cesarza…, op. cit., s. 52; idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 346 – 347; idem, Ad videndum, op. cit., s. 161 i 172]. Sprawa dysponowania insygniami cesarskimi wynikała oczywiście także kompetencja Głowy Kościoła do koronowania i namaszczania cesarza, a także do składania go z tronu [Idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 356; idem, Ad videndum, op. cit., s. 172]. Sam wybór cesarza należał do książąt Rzeszy, którzy dokonywali tego aktu na mocy prawa pozytywnego, które otrzymali z ręki papieża [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 52; idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 348].
Argumentacja, która uzasadniała wyższość papieża nad cesarzem była niezwykle skomplikowana. Argumenty natury prawnej przeplatały się w niej z argumentami o charakterze teologicznym lub filozoficznym. Punktem wyjścia dla rozważań nad tym zagadnieniem było ustanowienie świętego Piotra namiestnikiem i wikariuszem Jezusa Chrystusa na ziemi przez samego Zbawiciela. Mesjasz, gdy był na ziemi, wśród ludzi, z racji swojej boskości posiadał pełnie władzy duchownej i świeckiej. Przekazując apostołowi Szymonowi Piotrowi namiestnictwo scedował na niego prawa imperium niebieskiego i ziemskiego [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 46; idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 345; idem, Ad videndum, op. cit., s. 167]. Wikariusz Syna Bożego otrzymał więc oba miecze [confer Łk 22, 38; Paweł Włodkowic, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 351]. Papież jako następca świętego Piotra na urzędzie namiestnikowskim stał się sukcesorem – dziedzicem tych mieczy [Idem, Ad videndum, op. cit., s. 161 i 172]. Tym samym w jego rękach nastąpiło połączenie najwyższej władzy duchownej i świeckiej [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 42; S. Krzyżanowski, Doktryna polityczna Pawła Włodkowica, Kraków 1908, s. 4]. Stąd wniosek, że orzecznictwo w sprawach świeckich, podobnie jak duchownych, z łaski Boga należało do papieża. Jednakże Kościół, ze względu na istotę swoich zadań, nie powinien w sposób stały używać miecza świeckiego, który służy do uśmiercania przestępców i oddzielania duszy od ciała. Dlatego Kościół przekazał wykonywanie orzecznictwa w sprawach świeckich cesarzowi i innym królom jako swemu świeckiemu ramieniu [Paweł Włodkowic, O władzy cesarza…, op. cit., s. 47; idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 351 – 352 i 354; idem, Ad videndum, op. cit., s. 171]. W ten sposób cesarz, w myśl koncepcji Pawła Włodkowic, był niczym Księżyc odbijający światło Słońca – papieża [Paweł Włodkowic, O władzy cesarza…, op. cit., s. 42 i 46; idem, Ad videndum, op. cit., s. 168]. Oznaczało to, że w doktrynie tej, cesarz występował jako narzędzie (sługa) lub administrator z ramienia papieża [Paweł Włodkowic, O władzy cesarza…, op. cit., s. 46; idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 360; S. Krzyżanowski, op. cit., s. 5]. Właśnie w tym sensie władza cesarska mimo, że nadana od ludzi [Paweł Włodkowic, O władzy cesarza…, op. cit., s. 45], to jednak pochodziła od Boga i pośrednio – przez podporządkowanie pochodzące od wikariusza Chrystusowego [Idem, Ad aperiendam. Cz. 1, op. cit., s. 227] – z łaski tegoż Boga była przez cesarza sprawowana. Było bowiem wolą Stwórcy, aby imperator tę władzę wykonywał [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 48].
Odróżnienie tych dwóch godności (świeckiej i duchownej) uważał Włodkowic za podział jedynie faktyczny, a nie prawny [Idem, Ad videndum, op. cit., s. 173]. Ponadto, jego zdaniem, podział taki sprawił, że zwierzchność papieża istniała jedynie w zakresie samego urządzenia świata, a nie co do faktycznego wykonywania władzy (gdyż faktyczne wykonywanie władzy świeckiej przekazał on cesarzowi i królom). Stąd z zasady nie można było odwołać się od cesarza do papieża, chyba że prawo wyraźnie taką możliwość przewidywało [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 48]. Do sytuacji takich zaliczył wakat na tronie cesarskim, w trakcie którego papież wstępował w orzecznictwo cesarza [Ibidem, s 48; idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 356], a także niedbalstwo lub niesprawiedliwość cesarza (lub innego sędziego świeckiego), gdyż miecz duchowny mógł karać niedbalstwo lub przestępstwo cesarza (lub szerzej każdego sędziego świeckiego) [Idem, O władzy papieża odnośnie do niewiernych, w: Pisma… T. 1, op. cit., s. 21; idem, Ad videndum, op. cit., s. 170].
W myśl polskiej doktryny prawa narodów rząd ziemski powinien mieć taki kształt jak rząd niebieski, gdyż uważano, że świat dolny jest normowany na wzór świata górnego [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 42 – 43]. Konsekwencją przyjęcia takiego poglądy było uznanie istnienia hierarchii bytów, w której nie istniały dwa jednakowo doskonałe. Według tej koncepcji najdoskonalszy byt stał na czele monarchii ziemskiej [Ibidem, s. 42 – 43; idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 349]. Stąd zaistniała potrzeba określenia, który byt był najdoskonalszy. Zgodnie z kanonem filozofii średniowiecznej najwyższe i najdoskonalsze były byty najbardziej uduchowione. Dlatego dusza panuje nad ciałem, które uważane było za jej narzędzie. Wszystkie rzeczy doczesne skierowane były ku duchowym jako swemu celowi [Idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 349 – 350]. Według poglądu Pawła Włodkowica skoro władza nad rzeczami duchowymi była doskonalsza od władzy nad rzeczami doczesnymi, a każda doskonałość wyższa obejmowała sobą doskonałość niższą, to papież dysponujący najwyższą władzą duchowną z istoty rzeczy dysponował także najwyższą władzą świecką. Oznaczało to, że papież jako duchowny sędzia wszystkich był zdolny do sprawowania sądownictwa także w sprawach świeckich. Zależność odwrotna nie istniała, żadna władza świecka nie miała kompetencji w sprawach duchownych. Stąd wniosek, że skoro najwyższą doskonałością nie był cesarz, któremu odmówiono jakichkolwiek kompetencji w sprawach duchownych, to był nią papież, który mógł z racji swej władzy duchownej oddziaływać także na sprawy świeckie [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 42 – 44; idem, Ad videndum, op. cit., s. 165 - 166]. Dlatego jak dusza panuje nad ciałem, tak papież panował nad cesarzem [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 45 – 46].
Ostatecznie Włodkowic wyróżnił trzy płaszczyzny, na których władza papieska (duchowna) była wyższa od władzy cesarskiej (świeckiej). Po pierwsze była wyższa co do godności gdyż duch jest wyższy niż ciało. Po drugie co do ustanowienia, gdyż kapłaństwo ustanawiało królestwo (tak jak Samuel dokonał pomazania biblijnego Saula na króla Izraela). Po trzecie miała pierwszeństwo powagę i moc, gdyż władza duchowna ustanawiała i sądziła sprawy doczesne [Idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 356 – 357; idem, Ad videndum, op. cit., s. 172].
Wszystko co powiedziano o wzajemnym stosunku papiestwa i cesarstwa dotyczy oczywiście także stosunku papiestwa do innych państw chrześcijańskich. Również nad nimi papież miała zwierzchność z tytułu władzy namiestniczej otrzymanej od Jezusa Chrystusa [Idem, O władzy papieża…, op. cit., s. 28]. Mógł on sądzić chrześcijan występujących przeciwko prawu boskiemu [Ibidem, s. 30]. Stanisław ze Skarbimierza w Mowie o tych, którzy mają na względzie sprawiedliwość podkreślał, że zadaniem władców chrześcijańskich (także cesarza) było chronić prawa Kościoła [Stanisław ze Skarbimierza, Sermo de his, qui spectant ad iustitiam, w: Mowy…, op. cit., s. 48 – 49].
Istotną kwestią do rozstrzygnięcia był stosunek papiestwa do państw pogańskich. Należało rozważyć następujące zagadnienia: po pierwsze, czy papież ma jakiekolwiek zwierzchnictwo nad poganami, w szczególności tymi, którzy nie uznają jego władzy; po drugie, czy może on siła nawracać pogan na wiarę chrześcijańską; wreszcie po trzecie, czy może on rozporządzać ich ziemią i toczyć przeciwko nim wojnę tylko z tego powodu, że są poganami.
Co do pierwszego zagadnienia polska szkoła prawa narodów dała odpowiedź twierdzącą. Papież posiadał władzę także nad poganami, gdyż została mu ona przekazana wraz z wikariatem chrystusowym [Paweł Włodkowic, O władzy papieża…, op. cit., s. 28; idem, Ad videndum, op. cit., s. 176; S. Krzyżanowski, op. cit., s. 5]. Włodkowic podległość niewiernych papieżowi określił jako potencjalną (bierną) [Paweł Włodkowic, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 361]. Zwrócił także uwagę, że niewierni związani są wyłącznie prawem natury. Nie wiąże ich natomiast ani prawo kanoniczne, ani rzymskie, ani nawet boskie. Dlatego nie uznają oni zwierzchnictwa papieża ani cesarza [Ibidem, s. 365]. Niemniej papieżowi przysługiwały w stosunku do nich pewne prawa. Obowiązany był on do troski o chrześcijan żyjących na ziemiach pogan. Stąd mógł ingerować w wewnętrzne sprawy państw pogańskich wydając polecenie, aby chrześcijanie nie byli w tych krajach prześladowani. Mógł on wyjąć chrześcijan spod orzecznictwa i władztwa pogańskich monarchów, a nawet, w wyjątkowych przypadkach , pozbawić ich władzy nad społecznością ochrzczonych [Idem, O władzy papieża…, op. cit., s. 33 - 34; S. Krzyżanowski, op. cit., s. 9; K. Tymieniecki, op. cit., s. 8]. W razie niewykonania polecenia mógł papież zastosować sankcje karną. Sankcja taka mogła być przez niego stosowana także w razie pogwałcenia przez pogan prawa natury, którym byli związani. Za czyny łamiące prawo naturalne uważał Włodkowic aneksje przez niewiernych ziem chrześcijan, przeszkadzanie chrześcijanom w sprawowaniu kultu religijnego lub prześladowanie wiernych, a także uniemożliwianie działalności misjonarzom na ziemiach pogan [Paweł Włodkowic, Quoniam… Cz. 1, op. cit., s. 226 - 227]. Papież mógł karać niewiernych także wówczas, gdy dopuszczali się bałwochwalstwa, a Żydów również wtedy, gdy postępowali niemoralnie, w szczególności wbrew prawu mojżeszowemu, oraz gdy przeciw temu prawu głosili herezje [Idem, O władzy papieża…, op. cit., s. 28 - 30; S. Krzyżanowski, op. cit., s. 9; K. Tymieniecki, op. cit., s. 8]. Sankcja karna mogła polegać na wojnie przeciw niewiernym. Jednakże musiała być ona wypowiedziana przez samego papieża (nikt inny w imieniu Kościoła nie mógł tego ważnie uczynić) [Paweł Włodkowic, O władzy papieża…, op. cit., s. 36]. Do prowadzenia wojny papież musiał użyć świeckiego ramienia, gdyż duchowni sami nie mogli prowadzić wojny, ani brać w niej czynnego udziału, ponieważ obowiązywał ich zakaz rozlewu krwi [Stanisław ze Skarbimierza, Sermo de bello iusto et iniusto, w: Mowy…, op. cit., s. 84 - 89].
Co do kwestii dopuszczalności nawracania niewiernych siłą wyraźnie przeciwko takiej możliwości wypowiedział się Paweł Włodkowic. Stwierdził, że papież może rozkazać niewiernym aby zezwolili na działalność misyjną na kontrolowanych przez siebie terytoriach. Przyjęcie wiary chrześcijańskiej, jako wynikające z łaski Boga, pozostawione zostało ich woli. Wszelkie próby siłowego nawracania byłyby sprzeczne z prawem natury i prawem boskim [Paweł Włodkowic, O władzy papieża…, op. cit., s. 36].
W zakresie zagadnienia trzeciego polscy juryści stwierdzili, że poganie posiadają państwa zgodnie z prawem natury i prawem narodów [Stanisław ze Skarbimierza, Sermo de bello…, op. cit., s. 106]. A ponieważ posiadanie przez nich państw było zgodne z prawem ziemie ich nie były własnością papieża. Stąd nie mógł on nimi rozporządzać i wszelkie papieskie nadania dotyczące tych ziem były ipso iure nieważne [Paweł Włodkowic, Ad aperiendam. Cz. 1, op. cit., s. 233; idem, Quoniam… Cz. 1, op. cit., s. 239; S. Krzyżanowski, op. cit., s. 10; K. Tymieniecki, op. cit., s. 11 i 25].
Papież nie miał prawa odbierać niewiernym ziem, nawet z racji tego, że dawniej należały do Imperium, gdyż przeciw Imperium nastąpiło na tych terenach zasiedzenie [Paweł Włodkowic, O władzy papieża…, op. cit., s. 24 – 25]. Jedynym wyjątkiem była Ziemia Święta, która według poglądów polskiej doktryny była podbita przez Rzymian w sprawiedliwej wojnie, a następnie Imperium zostało jej w niesprawiedliwie pozbawione. Niesprawiedliwość tego pozbawienia spowodowała, że zasiedzenie Palestyny nie mogło nastąpić, dlatego prawa papieża - sukcesora Imperium Rzymskiego - nie uległy przedawnieniu i może on starać się o jej odzyskanie [Ibidem, s. 20 – 21; Stanisław ze Skarbimierza, Sermo de bello…, op. cit., s. 106 – 107].
Należało także tolerować panowanie pogańskich władców nad chrześcijańskimi ludami, gdyż ich władza, tak jak i władza monarchów chrześcijańskich, była piastowana z woli Boga. Oczywiście nie należało takich władców tolerować jeżeli ich panowanie zagrażało bezpieczeństwu religii chrześcijańskiej lub wiernych [Paweł Włodkowic, O władzy papieża…, op. cit., s. 37].
W kwestii ewentualnej hegemonii cesarza nad pozostałymi monarchami chrześcijańskimi Włodkowic przyznał, że istniał pogląd, że cesarz był panem świata. Uważał jednak, że nie dotyczy to rzeczywistości, a jedynie zdolności. Cesarz był panem co do starania i troski. Wszystko jest cesarza nie oznaczało, że był on właścicielem wszelkich dóbr, ale że do niego należało orzecznictwo i opieka [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 39 – 40; idem, Ad aperiendam. Cz. 1, op. cit., s. 230; idem, Quoniam… Cz. 1, op. cit., s. 239]. Władza cesarza, otrzymana od Boga za pośrednictwem Głowy Kościoła, mogła być wykonywana jedynie w stosunku do tych, którzy imperatorowi faktycznie podlegali [Idem, Ad videndum, op. cit., s. 176]. W szczególności, jak zauważył Włodkowic, królowie Hiszpanii i Francji nie uznawali i nie podlegali władzy cesarza [Idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 345]. Oznaczało to odrzucenie koncepcji uniwersalizmu cesarskiego i przyjęcie doktryny suwerenności państw [K. Tymieniecki, op. cit., s. 6]. Jak stwierdził Stanisław ze Skarbimierza król i cesarz nie mają nad sobą zwierzchnika, tak iż są sobie równi [Stanisław ze Skarbimierza, Sermo de bello…, op. cit., s. 88 – 89].
Co do stosunku na płaszczyźnie cesarz - poganie Włodkowic przypomniał, że istnieją trzy sposoby powstawania władzy. Mogła ona powstać albo z nadania Boga uczynionego przez znaki, albo przez zgodę tych, którzy są rządzeni, albo przez siłę i gwałt. Stwierdził, że jedynie władza, która powstała na mocy dwóch pierwszych sposobów jest legalna i sprawiedliwa. Ponieważ nic nie wiadomo, by Bóg dał cesarzowi władzę nad poganami, ani by ci sami na jego władzę się zgodzili, przeto ewentualna władza cesarza nad niewiernymi byłaby jedynie bezprawną, opartą wyłącznie na fakcie uzurpacją i tyranią [Paweł Włodkowic, O władzy cesarza…, op. cit., s. 56 - 57; idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 362 - 363]. Konsekwencją tego było odmówienie cesarzowi jakichkolwiek praw do ziem niewiernych. Dlatego wszystkie jego nadania dotyczące tych ziem były z mocy prawa naturalnego i prawa narodów nieważne, zgodnie z zasadą nemo plus iuris ad alium transfere potest quam ipse habet [Idem, O władzy cesarza…, op. cit., s. 58; idem, Ad aperiendam. Cz. 1, op. cit., s. 229 - 230; idem, Quoniam… Cz. 1, op. cit., s. 239; S. Krzyżanowski, op. cit., s. 10; K. Tymieniecki, op. cit., s. 11 i 25].
Przeciwko wszelkim uzurpacjom i gwałtom poganie mieli prawo do obrony, które jest właściwe wszystkim ludziom z mocy prawa natury. Mogli więc toczyć wojnę sprawiedliwą zarówno sami, jak i w sojuszu, także przeciw chrześcijanom [Stanisław ze Skarbimierza, Sermo de bello…, op. cit., s. 100 – 109].
Włodkowic stwierdził, że nawet gdyby przyjąć, że cesarz był zwierzchnikiem pogan, to i tak nie mógłby on rozporządzać ich państwami, gdyż posiadali je zgodnie z prawem narodów [Paweł Włodkowic, Ad videndum, op. cit., s. 177]. Ponadto łamaniem prawa naturalnego byłoby pozbawianie ich praw bez dania im możliwości obrony, w szczególności możliwości przedstawienia swojego stanowiska [Idem, Quoniam… Cz. 2, op. cit., s. 367].
W myśl polskiej doktryny prawa narodów na czele świata stała władza duchowna. Szkoła polska broniła koncepcji koncyliaryzmu, czyli poglądu o wyższości soboru nad papieżem. Jednakże zawsze bronili poglądu o wyższości papieża nad cesarzem [K. Tymieniecki, op. cit., s. 6]. Jak stwierdził Włodkowic: Imperium jest od Boga nie bezpośrednio, lesz przez należytą i wtórną emanację namiestnika Chrystusowego. Czyli jest ono od Boga, który zarządził i chce aby te dwa miecze były stosowane przez różnych, ale (…) mają ono między sobą porządek, aby mniejszy wychodził od wyższego [Paweł Włodkowic, Ad videndum, op. cit., s. 173]. Papieską supremację uzasadniano przy pomocy utrwalonych już konstrukcji teoretycznych, takich jak np. teoria dwóch mieczy, teoria namiestnictwa, czy teoria wikariatu. Władza papieża nie była jednak nieograniczona. W myśl poglądów głoszonych przez przedstawicieli polskiej doktryny prawa narodów granice tej władzy były wyznaczone przez prawo boskie i naturalne.
Polscy juryści obrzucili system polityczny cesarstwa [K. Tymieniecki, op. cit., s. 5]. Podważyli całkowicie uniwersalizm cesarski, przyznając suwerenność każdemu królestwu, w myśl zasady rex est imperator in regno suo [Ibidem, s. 6].
Największą nowością w myśli polskiej szkoły prawa narodów było przyznanie poganom statusu pełnoprawnego członka społeczności międzynarodowej. Kraje pogańskie były z mocy prawa natury takimi samymi podmiotami prawa narodów jak monarchie chrześcijańskie. Posiadały takie same prawa i mogły korzystać z takich samych środków do ich obrony jak królestwa chrześcijan. Stwierdzono, iż niewierni także mieli prawo prowadzić wojnę sprawiedliwą, nawet przeciw chrześcijanom [Stanisław ze Skarbimierza, Sermo de bello…, op. cit., s. 100 - 109]. 
---
Jacław
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wtorek, 3 stycznia 2012

Czy był Jezus? Prawda czy błąd?

Czy był Jezus?
Prawda czy błąd?
To pytanie dręczy wielu pokoleń i nie daje spokoju badaczom, historykom i dokumentalistom. Aby w całości odpowiedzieć na to ważne pytanie, musimy sobie jasno zrozumieć co mamy w dyspozycji z autentycznych źródeł.
Przede wszystkim, zwróćmy się do autentycznych, dotyczących realnych faktów, dokumentów historycznych, które są niepodważalnymi dowodami historyczności osoby Jezusa. Czy są takie dowody? Oczywiście istnieją. Starojudejski znany historyk Józef Flawiusz (łac. Josephus Flavius, (hebr. Josef ben Matatia (Józef, syn Matatiasza), ur. 37, zm. po 94, wielki i słynny żydowski historyk, kronikarz i przywódca wojskowy) mówi o istnieniu Jezusa jako o prawdziwej osobie historycznej, mówiąc o czasach połowy pierwszego wieku:

 "W owym czasie żył Jezus, człowiek mądry, jeżeli można w ogóle jego nazwać człowiekiem. Uczynił wielkie cuda i stał się mentorem tych, którzy łatwo postrzegali prawdę. Przyciągnął wielu Żydów i Greków. To był Chrystus. Pod naciskiem wpływowych osób Piłat skazał go na krzyż. Ale ci, którzy go kochali, nigdy nie przestali go kochać i teraz. Na trzeci dzień ukazał im się żywy ponownie, jak było ogłoszono o nim i o wielu innych cudów jego przez natchnionych od Boga proroków. Dziś nadal istnieją tak zwane chrześcijanie, którzy nazywają siebie jako takie w jego imieniu. " (przekład według rosyjskiego przekłada G. Henkela)

  Zgodnie z alternatywnym tłumaczeniem, mamy następujący tekst:

 "W przybliżeniu tych czasów żył Jezus, człowiek mądry, jeżeli w rzeczywistości powinien być nazywany człowiekiem, bo on był tym, który dokonał cudów i był nauczycielem tych, którzy z radością przyjęli prawdę. Nawrócił wielu Żydów i wielu Greków. On był Mesjaszem. Gdy więc Piłat usłyszał oskarżenia w jego adres od ludzi w tym, że wywyższał siebie wśród nich, został skazany na ukrzyżowanie. Ci, którzy przyszli doń po raz pierwszy, by kochać go, nie stracili swoich uczuć do niego. Na trzeci dzień ukazał się im przywrócony do życia, jak o tym, tak również o wielu innych rzeczy, które były przepowiedzone przez proroków od Boga. I rodzaj chrześcijan, nazwany tak na jego cześć, jeszcze nie zginął."( Antiquities 18.63f; translation in Feldman, Josephus, według rosyjskiego przekładu tego fragmentu J. Mołodczego z artykułu Davida A. Finzi "Historyczność Jezusa ")

Według arabskiego tekstu Agapiusza Manbidżskiego "Księgi tytułów" ("Kitab al-Honwana"), gdzie się przytaczają fragmenty z pism Józefa Flawiusza, mamy nieco odmienne od tradycyjnych wersji tekstu greckiego, ale daje nam mniej więcej takie samo przedstawienie o osobie Jezusa:

 "W tym czasie był tam mądry człowiek imieniem Jezus. Jego życie było godne pochwały, i był znany z cnót swoich, a wielu ludzi spośród Żydów i innych narodów stało się jego uczniami. Piłat skazał go na ukrzyżowanie i śmierć, ale ci, którzy stali się jego uczniami, nie wyrzekli się jego uczenia. Przez nich było powiedziano, że ukazał się im na trzeci dzień po ukrzyżowaniu i był jako żywy. Zgodnie z tym jakoby i był Mesjaszem, o którym przez proroków byli zapowiedzone cuda. "(tłumaczenie wedłud rosyjskiego przekładu  S. Awerincewa)

   Co mamy z tego? Po pierwsze, wiemy, że był taki pobożny Żyd Józef Flawiusz i był podobno głęboko religijnym człowiekiem i szanowanym w swojej społeczności, będąc wielkim i sławnym synem swego narodu. Po drugie, uznawając za osobą Jezusa (Jeszua) historyczność, nazywa go Maszyjahem, co po hebrajsku oznacza Mesjasz (z hebr. Maszyjah, dosłownie – "namaszczony", a w języku greckim –Christos). To jasno wskazuje, że w czasach życia Józefa Flawiusza, Jezus uznawany był za hebrajskiego proroka i Mesjasza, a odrzucenie Jezusa od Chrama miało miejsce o wiele później. Myślę, że pobożni Żydzi  w owe czasy patrzyli na Jezusa mniej więcej także jak dzisiaj patrzą nań muzułmanie. W islamie jest znany jako prorok, Isa, to ma się rozumieć, że zaprzecza boskości przez dogmat zaświadczenia, stwierdzającego, że "nie ma Boga oprócz Allaha". Jednak w Koranie  nie zważając na to jeszcze powiedziano: "Słowo Boże, którego imię Mesjasz, Isa, syn Marjam" (Koran, Sura 6, 85), co oznacza, że Jezus jest uznawany w Koranie jako Słowo Boskie. Po trzecie, Józef Flawiusz właściwie potwierdza fakt historyczny ukrzyżowania Jezusa przez starożytnego rzymskiego namiestnika (prokuratora) Judei, Poncjusza Piłata. Ale chcę tu podkreślić, że Imperium Rzymskie było Republiką, w której wszystkie kwestie prawne mogły być rozwiązane tylko z udziałem ludu. Bez udziału ludu, nie mógł być rozwiązany żaden problem, a zatem fakt śmierci Jezusa na krzyżu nie mógłby mieć miejsca bez zgody jakichkolwiek osób uczestniczących w sądzie. Może powstać uzasadnione pytanie: czy mogłoby być to wszystko jakoś inaczej, jeśli przydać pytaniu hipotetyczne rozumowanie? Odpowiedź jest oczywista: nie. We wszystkich prowincjach starożytnego Imperium Rzymskiego była sztywnie ustalona moc prawa rzymskiego, według którego wszystkie prawnicze problemy i sprawy się rozstrzygały tylko przez uczestniczenie prostego ludu. Podczas kolonizacji ziemi Judei przez Rzym żydzi nie mogli przeprowadzać sądy w jakiś inny sposób. Wszystkie takie czyny znajdowały się poza prawem. Prawo rzymskie surowo karało za nieposłuszeństwo prawu ustalonemu w Imperium. Ale zwróćmy się do Ewangelii. Z Ewangelii możemy wiedzieć, że Poncjusz Piłat po rozmowie z Jezusem nie znalazł żadnej winy w nim, a oskarżenie o grożenie zniszczenia żydowskiej Świątyni Salomona, wydawało się nie do pomyślenia, bo utworzenie gigantycznej budowli chramu dokonanej przez kości ludzi Heroda króla Żydów (był idumejczykiem) było równoważnie budownictwu piramid egipskich. Największe pozostałe bloki z kamienia na jej podstawie maja wagę od 350 do 600 ton, zewnętrzna ściana budynku otoczała górę i miała 500 metrów długości i 250 m szerokości, u stóp świątyni znajdowała się kolumnadą, licząca ponad 1000 gigantycznych kolumn (świątynia Heroda we wszystkich szczegółach jest opisana w Talmudzie, w traktacie"Minot" i poprzez Józefa Flawiusza w I wieku p.n.e.). Technicznie zniszczyć taki budynek można było tylko jeszcze większymi środkami, niż było skorzystano przy budowaniu, to jest w tym czasie było praktycznie niewykonalnie, a wybuchowych narzędzi wtedy jeszcze nie znano. Obecnie naukowcy są bardziej skłonni myśleć, że zniszczenie świątyni Salomona było wynikiem trzęsienia ziemi, które miało miejsce w roku 70 p.n.e., a następnie jego zniszczenie zostało przypisano do Rzymian, w celu podniesienia ducha narodowego ludności żydowskiej w walce przeciw Rzymowi. Po czwarte, Józef Flawiusz potwierdza historyczność faktu zmartwychwstania Jezusa trzeciego dnia po śmierci. Wspomina także w swoim dokumencie rodzaj chrześcijan, które się pojawiły wskutek z nauką Jezusa Chrystusa. Myślę, że odrzucenie od świątyni obrazu duchownego Jezusa Chrystusa było wynikiem oficjalnego ubóstwienia przez chrześcijan tożsamości Jezusa. O ile pamiętamy, że Jezus zawsze nazywał siebie Synem Człowieczym i Synem Bożym nigdy się nie nazywał. Ale to nie znaczy, że nie wierzę w boskość Jezusa. Historyczność Jezusa potwierdza treść innego wcześniejszego tekstu, poprzedzającego świadectwa historyczne Józefa Flawiusza, rzymskiego historyka Tacyta (Publius lub Gajusz Korneliusz Tacyt, łac. Publius Cornelius Tacitus lub Gaius Cornelius Tacitus, ok. 56 - 117 p.n.e.):

 "Chrystus, od imienia którego jest nazwa chrześcijan, był ukarany przez namiestnika Poncjusza Piłata, za czasy Tyberiusza, przytłumiony na jakiś czas ten szkodliwy przesąd znowu przedarł się na zewnatrz, i to nie tylko w Judei, skąd pochodzi ta wielka zguba, ale również i w Rzymie, gdzie odzewsząd zbiera się to wszystko podłe i haniebne, i gdzie znajduje sobie zwolenników. " (tłumaczenie według rosyjskiego przekładu A.Bobowicz," Annały", 15.44)

    Zgodnie z alternatywnym tłumaczeniem, mamy następujący tekst:

 "Nazwa chrześcijan pochodzi od Chrystusa, który został stracony przez Poncjusza Piłata za panowania Tyberiusza. Ten przesąd szkodliwy został stłumiony przez jakiś czas, ale potem ponownie wybuchnął nie tylko w Judei, początku wszelkiego zła, ale także i w całym mieście ... ("Annały", 15,44, według rosyjskiego przekładu tego fragmentu J. Mołodczego z artykułu Davida A. Finzi" Historyczność Jezusa ")

  Ten historyczny dokument potwierdza sam fakt śmierci Jezusa Chrystusa z powodu egzekucji, uczynionej przez starożytnego rzymskiego namiestnika Poncjusza Piłata. Wszystkie inne wydarzenia historyczne, które są opisane przez Tacyta i Józefa Flawiusza, potwierdzone przez inne dowody, tak, że są one bez zarzutu. Oprócz tego Jezus jest wymieniony w Babilońskim Talmudzie (Sanhedryn 43a, w odniesieniu do śmierci Jezusa (Jeszua Ha-Nocri) w przeddzień Paschy), o tym jest w żródle Mary Bara Serapiona , a także w dziełach starożytnych autorów rzymskich, takich jak Swetoniusz, Pliniusz, Tall, Flegonta, Lucian (z Samosaty) i inne. Wszystko wskazuje na to, że historyczność Jezusa Chrystusa nie może podlegać żadniej wątpliwości. Nie podlega wątpliwości również fakt ukrzyżowania Jezusa Chrystusa przez prokuratora Judei, Poncjusza Piłata. A już mieliśmy się dowiedzieć, że starożytny Rzym był Republiką i według prawa rzymskiego nic się nie działo i nie rozstrzygało bez udziału i akceptacji ludu (ten argument podtwierdza i sam tekst Ewangelii). Więc Jezus był, i każdy ma prawo sam decydować jak traktować ten fakt.
Zakopane, 2011 r., Walenty Walewski, walentywalewski@tlen.pl


o Autorze

Jestem poetą, pisarzem i tłumaczem

Artykuł pochodzi z serwisu Albercik.pl - darmowe artykuły na WWW