czwartek, 29 marca 2012

Mit, który trwa – Bitwa pod Wizną 1939

Mit, który trwa – Bitwa pod Wizną 1939

Autorem artykułu jest Rafał Gbur

Bitwa pod Wizną, zwana polskimi Termopilami, jest symbolem bohaterstwa polskich żołnierzy walczących podczas II wojny światowej z nazisatowskim najeźdźcą

Joakim Brodén – lider szwedzkiego zespołu Sabaton, wykonującego muzykę z pogranicza power i heavy metalu, powiedział w 2008 roku na festiwalu w Wacken następujące słowa: „Mam do opowiedzenia krótką opowieść. Wy Niemcy nie martwcie się bo to już historia, ale w 1939 roku, 720 dzielnych polskich żołnierzy stawiało opór niemieckiemu Wermachtowi w sile 40 tysięcy żołnierzy i to zasłużyło na piosenkę.”
Grupa Sabaton skomponowała i wykonała utwór pod tytułem „40:1”, który opowiada historię polskich żołnierzy stawiających zaciekły opór w rejonie odcinka fortyfikacyjnego „Wizna”. 
Według posiadanych informacji walki miały się toczyć w dniach 7-10 września 1939 roku. Przyjmuje się, że walki były krwawe, bohaterstwo polskich żołnierzy nadzwyczajne, a dysproporcja w posiadanym sprzęcie nadawała obronie Wizny wręcz heroicznego statusu. Trudno stwierdzić czy tak było naprawdę, ponieważ nie posiadamy zbyt wielu źródeł, które mogłyby rozstrzygnąć raz na zawsze przedkładany problem oraz pogodzić skłóconych ze sobą historyków.

Kpt+Raginis
Kapitan Władysław Raginis
Pierwszy problem z jakim przyjdzie nam się zmierzyć to różnica pomiędzy walczącymi stronami, zarówno w liczbie żołnierzy jak również posiadanego sprzętu. Pewnym możemy być jedynie, że była znacząca, co przełożyło się bezpośrednio na niekorzystny dla strony polskiej wynik bitwy. Powszechnie przyjmuje się, że w obronie Wizny brało udział 720 polskich żołnierzy, lecz nie musi być to do końca prawdą. Niektórzy historycy są zdania, że żołnierzy polskich mogło być mniej, lecz byli oni lepiej uzbrojeni. Z raportu mjr Jana Zawadzkiego wynika, że obrońców było ok 500 w tym 11 oficerów. Układ liczb pokazuje dokładnie, że sformowane oddziały nie mogły skutecznie przeciwstawiać się dużo liczniejszym i lepiej uzbrojonym oddziałom niemieckim dowodzonym przez twórcę doktryny „Blitzkriegu” - czyli wojny błyskawicznej – Heinza Guderiana. Liczebność wojsk niemieckiego XIX Korpusu Armijnego wynosiła 42 tysiące żołnierzy, a w jego skład wchodziła 2 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej, 20 Dywizja Piechoty Zmotoryzowanej, 3 Dywizja Pancerna, 10 Dywizja Pancerna oraz szkolny batalion rozpoznawczy. Wojska te miały na swoim wyposażeniu 350 czołgów, 657 moździerzy, dział i granatników. Dodatkowo siły niemieckie mogły liczyć na wsparcie niepodzielnie panującej w powietrzu Luftwaffe. W skład polskich sił wchodziły następujące jednostki: Ósma Kompania Strzelecka 135 Pułku Piechoty oraz Pluton Ciężkich Karabinów Maszynowych, Trzecia Kompania Ciężkich Karabinów Maszynowych Batalionu Fortecznego Osowiec, 136. Rezerwowa Kompania Saperów, pluton artylerii piechoty, pluton zawiadowców konnych, pluton pionierów, bateria artylerii pozycyjnej. Podsumowując, wojsko polskie było uzbrojone w dwadzieścia cztery karabiny maszynowe (ciężkie) oraz w sześć dział lekkich, osiemnaście karabinów maszynowych (ręcznych) i dwa karabiny przeciwpancerne. Na czele wojsk polskich stał kapitan Władysław Raginis.
Heinz+Guderian
Generał Heinz Guderian
Jedna z teorii mówi, że 7 września rozpoczęły się walki lecz nie jest to do końca jasne ponieważ można się zgodzić z wyżej już wymienionym raportem i przyjąć, że kontakt z wojskami wroga, a właściwie kontakt ogniowy z pancernym zwiadem nastąpił o godzinie 17:00, lecz w związku z faktem, że raport został sporządzony po wojnie, kiedy to władzę w Polsce przejęli socjaliści, można powątpiewać w jego zgodność z prawdą. Inna z teorii mówi, że tego dnia miał miejsce jedynie incydent związany z podejściem pod przeprawę na rzece Narew Szkolnego Dywizjonu Rozpoznawczego, którego zadaniem było przejęcie kontroli nad znajdującym się w tym miejscu mostem. Akcja zakończyła się niepowodzeniem, kiedy to Polacy wysadzili przeprawę. W związku z niewykonaniem zadania, Hans Cramer – dowódca dywizjonu, a w późniejszych latach komendant Włocławka oraz jeden z wybitniejszych dowódców Afrika Corps – nie podjął żadnych prób nawiązania kontaktu ogniowego.
8 września zaczęły docierać w pobliże brzegu rzeki kolejne jednostki niemieckie. Były to 10 dywizja pancerna oraz brygada forteczna „Lotzen” wsparte przez niemieckie lotnictwo, które rankiem rozpoczęło bombardowanie pozycji. Major Zawadzki w swojej relacji z walk zanotował następujące fakty: „Dnia 8 września nieprzyjaciel, przy bardzo silnym wsparciu ognia artyleryjskiego, forsuje rzekę Narew. W ciągu dnia nie udało się Niemcom dojść do przedniego skraju. Natarcie nieprzyjaciela zostało zatrzymane. Przez całą noc trwała tylko walka artyleryjska.
9 września, na całym odcinku „Wizna” trwały zażarte walki. Przez rzekę przeprawiła się niemiecka piechota lecz nie zdołała się zbliżyć dostatecznie blisko polskich linii umocnień składających się z betonowych schronów. Gen. Heinz Guderian przybywszy na miejsce walk tak oto wspomina to co zastał: "Przybywszy do Wizny, stwierdziłem ku memu rozczarowaniu, że złożone mi rano meldunki o sukcesach piechoty 10. Dywizji Pancernej polegały na jakimś nieporozumieniu". W szeregach sił niemieckich panował chaos co wpływało na ich dotychczasowe działania. Guderian szybko wprowadził ład w poczynania wojsk niemieckich, co zaowocowało rozpoczęciem przed godziną 12:00 zmasowanego ostrzału artyleryjskiego skierowanego na polskie umocnienia. Po ok. 2 godzinach kanonady do natarcia ruszyła niemiecka piechota wspierana przez czołgi. Z relacji majora Zawadzkiego wynika, że po południu niemieckie dowództwo zmieniło taktykę i rozkazało aby załogi czołgów okrążały poszczególne polskie bunkry, uniemożliwiając tym samym komunikację między nimi. Polacy nie posiadając skutecznej broni przeciwpancernej nie byli w stanie stawiać  oporu, a załogi niemieckie podprowadzając swoje czołgi na coraz bliższe odległości ,prowadziły bezpośredni ostrzał polskich schronów. Polacy nie mając nadziei na odsiecz oraz wskutek ciężkich strat własnych, poddawali kolejne umocnienia. Nieprzyjaciel do późnych godzin wieczornych zdobył większość z 9 schronów.
Rankiem, 10 września zjawił się pod bunkrem na Strękowej Górze niemiecki parlamentariusz i zażądał od kapitana Raginisa aby ten poddał odcinek, w innym wypadku wszyscy jeńcy, którzy zostali pojmani podczas walk na odcinku „Wizna”, zostaliby rozstrzelani. Polskie pozycje zostały właściwie zniszczone, straty w ludziach były ogromne, amunicja do posiadanej broni albo się skończyła, albo była na wyczerpaniu. W związku z faktem, że nadziei na odwrócenie tej niezwykle niekorzystnej sytuacji nie było, kapitan Raginis postanowił skapitulować, lecz sam dochował obietnicy danej swoim żołnierzom i wszedłszy do swojego bunkru zdetonował granat, pozbawiając się tym samym życia.
Strekowa_Gora+pami%25C4%2585tkowa+tablica
Pomnik bitwy pod Wizną. Grób żołnierzy kapitana Raginisa
Wspaniale czyta się o bohaterskich rodakach, którzy w obronie wolności z zawziętością walczyli  z nieprzyjacielem, który dysponował ogromną przewagą, zarówno po stronie posiadanego sprzętu jak również w ilości żołnierzy. W naszej świadomości żyje zbyt wiele mitów i mijających się z prawdą zdarzeń, którymi tak obficie karmiła nas komunistyczna propaganda. Najwyższy czas odkrywać historię taką jaką była naprawdę, a nie taką jaka nam się podoba. Prawda jest taka, że nie było żadnych heroicznych zmagań na odcinku „Wizna”. Znajdowały się tam naprędce wzniesione umocnienia, które na dodatek nie były ukończone. Ponadto garstka żołnierzy, która miała za zadanie bronić pozycji była słabo uzbrojona co dodatkowo zmniejszało ich wartość bojową. Oczywiście nie można zaprzeczyć, że w obronie odcinka nie walczyli i bohatersko nie ginęli polscy żołnierze, bo byłoby to nieprawdą. Lecz powszechnie panujące stwierdzenie, że Wizna to polskie „Termopile” jest mocno przesadzona. Wizna nie była strategicznie ważnym punktem. Co innego niedaleko położony Nowogród, gdzie faktycznie trwały zacięte walki, a odcinek ten uważany był za ważny punkt oporu.
Miejmy nadzieję, że doczekamy się kiedyś jednego stanowiska w tej sprawie, choć pewnie będzie to bardzo trudne. Do tego czasu miejmy świadomość, że historia nie zawsze musi być taka jaką malują ją inni.
---
http://historianaciekawo.blogspot.com/
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Chrzest Polski 966

Chrzest Polski 966

Autorem artykułu jest Rafał Gbur

W 965 roku Mieszko I, ówczesny władca Polski, będącej niedawno okrzepłą strukturą państwową, zdecydował się na bardzo ważny krok, mający wprowadzić młode państwo polskie do orbity chrześcijańskich krajów europy zachodniej.
Zaprowadzenie Chrześcijaństwa - Jan Matejko Książę w tym celu pojął za żonę księżniczkę czeską Dobrawę, a w 966 roku udał się wraz ze swoim najbliższym otoczeniem do Pragi, aby za pośrednictwem Czech przyjąć chrzest. 
Stamtąd udał się w towarzystwie Bolesława I – księcia czeskiego do Ratyzbony, gdzie znajdowało się biskupstwo. Ceremonia chrztu nie mogła się odbyć w Czechach ponieważ na jej terenie biskupstwa nie było, a władcę państwa mógł ochrzcić tylko biskup. Po tym wydarzeniu w Polsce zaczęli się pojawiać czescy misjonarze, którzy postanowili podjąć się trudu chrystianizacji narodu polskiego. Mimo to że władca Polski wraz z dworem przyjął chrzest, to reszta kraju dalej pozostawała pogańska i minąć musiały jeszcze dziesiątki lat aby ten stan rzeczy się zmienił. Ludzie niechętnie wyrzekali się swoich dawnych wierzeń na rzecz nowej religii. Często zdarzały się sytuacje kiedy stare wierzenia stawały się częścią chrześcijańskiego obrządku. Zjawisko to było powszechne wszędzie tam gdzie stare religie zastępowane były nowymi, a ludzie chyba tak na wszelki wypadek czcili stare bóstwa oraz nowego Boga. Z czasem różnice te się zacierały lecz wiele ze starych zwyczajów pogańskich stała się częścią wiary chrześcijańskiej.

Z politycznego punktu widzenia chrzest zamknął furtkę zachodnim sąsiadom, którzy pod pretekstem szerzenia wiary na wschód dotarli do zachodniej granicy Polski – a wcześniej, bo w 963 roku podbijając Łużyce. Zwlekanie z przyjęciem chrztu mogło się zatem zakończyć zbrojnym najazdem na polskie tereny rycerstwa niemieckiego. Ponadto dzięki zręcznej polityce prowadzonej przez Mieszka I, terytorium Polski zostało uznane za terytorium misyjne bezpośrednio podległe Rzymowi, z którego to w 968 roku przybył Jordan, stając się pierwszym biskupem Polski. Organizacja kościelna świadczyła o niezależności młodego państwa i teoretycznie stawiała je na równi z innymi chrześcijańskimi krajami Europy. Ponadto duchowni byli wykształconymi ludźmi, których wiedza mogła zostać wykorzystana do prowadzenia kancelarii dworskiej, zajmowaniem się kontrolą skarbu państwa, a także do edukowania ludności. Chrześcijaństwo było również ideologią, która lepiej zaspokajała ludzką ciekawość odnośnie otaczającego świata, dawała odpowiedzi na nurtujące pytania, a także było furtką do elitarnego klubu krajów cywilizowanych, swoistym przejściem na wyższy poziom kulturowy, społeczny i polityczny.

W końcu X i XI wieku na terenach polskich zaczęły pojawiać się pierwsze klasztory, które niewątpliwie doprowadziły do szybszej chrystianizacji lokalnej społeczności. Proces ten postępował szybciej wśród państwowych elit, które były świadome korzyści płynących z opowiedzenia się po stronie nowej wiary. Od tego momentu zaczęła się historia Państwa Polskiego, które na trwale wpisało się w historię Europy, wielokrotnie stawając w jej obronie.
---
http://historianaciekawo.blogspot.com/
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

niedziela, 18 marca 2012

Najstarsze kawiarnie europejskich stolic

Najstarsze kawiarnie europejskich stolic

Autorem artykułu jest Cookie eM
Wybierając kawiarnię w czasie zwiedzania stolic europejskich warto zwrócić uwagę na te lokale, które funkcjonują tam paręset i parędziesiąt lat. Artykuł opisuje tylko małą część wśród wielu innych kawiarń o niesamowitym klimacie i charakterze naszych europejskich stolic.
Wraz z pojawieniem się kawy w XVI wieku w Europie zaczęły powstawać pierwsze kafeterie. Najpierw w Turcji, a później w Wenecji i innych portowych miastach takich jak Londyn czy Amsterdam. Jednym z pionierów w dziedzinie kawiarnianego biznesu był uznawany polski szlachcic Jerzy Kulczycki, który za bohaterskie dokonania w czasie oblężenia Wiednia w 1683 roku został nagrodzony 300 workami kawy. Otworzył on w Wiedniu kawiarnię pod nazwą "Dom pod Błękitną Butelką", w której osobiście serwował pierwszą kawę doprawianą miodem i mlekiem. 
Kawiarnię zamknięto zaraz po jego śmierci, ale z czasem powstawały nowe kawiarniane obiekty, które wystrojem bardziej przypominały pokoje pałacowe niż restauracje, a ich klientelą byli najczęściej intelektualiści i artyści. Na początku kawiarnie były zapełnione męską częścią klientów, dopiero w XIX wieku również kobiety zaczęły bywać w tego rodzaju lokalach.
Wybierając się w podróż po europejskich stolicach warto wstąpić do najstarszych i nadal funkcjonujących kafeterii, aby spróbować smaku tradycyjnej kawy i poczuć atmosferę dawnych kawiarń.

Do dziś w Wiedniu działa jedna z najstarszych kafeterii, funkcjonująca w założonym w 1876 roku hotelu Sacher. Mieszcząca się w sercu Wiednia kafeteria ma do zaoferowania kawę po wiedeńsku oraz sławny tort Sachera, którego receptura jest utrzymywana w tajemnicy. Tort Sachera powstał przy udziale ojca założyciela hotelu Sacher, austriackiego cukiernika Franza Sachera. Legenda głosi, że cukiernik będąc jeszcze pomocnikiem kucharza otrzymał zamówienie na tort dla księcia Metternicha, a że zamówienie przyszło późno i było niewiele czasu na przygotowania, Sacher postanowił z niewielkiej ilości składników stworzyć prosty tort, który okazał się rewelacją.
W Amsterdamie można wypić kawę w jednej z brązowych kawiarń zwanych bruine cafe. Te typowo holenderskie kafeterio - puby, oferujące zarówno kawę jak i piwo datuje się nawet na XVII wiek. Do najstarszych należy Café Karpershoek z roku 1606, najstarsza z amsterdamskich bruine cafe, która początkowo była zajazdem dla żeglarzy i kupców. Wnętrze Karpershoek od tamtych czasów niewiele się zmieniło. Na ciemnych ścianach nadal wiszą te same obrazy, cytaty i niezliczone starodruki, a atmosfera lokalu jest typowo amsterdamska.

Café Greco w Rzymie została założona w 1760 roku i jest usytuowana niedaleko Schodów Hiszpańskich. Kiedyś jej bywalcami byli ludzie kultury: malarze, pisarze, muzycy i ludzie teatru, należeli do nich Wagner, Mendelssohn, Liszt i Goethe. Dziś jest tłumnie odwiedzana przez turystów, stąd i ciężko o wolne miejsca w tym punkcie. Najlepszy czas na znalezienie wolnego stolika to popołudnie między 12:00, a 15:00. W Warszawie najstarszą kawiarnią jest Kawiarnia Bajka na Nowym Świecie, reaktywowana w zeszłym roku po krótkiej przerwie. Kawiarnia funkcjonuje od wczesnych czasów PRLu, dokładnie 1956 roku, a oferta menu niewiele się zmieniła od tamtych czasów.

Paryż ma do zaoferowania Café de Flore z końca XIX wieku. W czasie drugiej wojny światowej była miejscem spotkań Niemców okupujących Paryż. Jej wnętrze pochodzi jeszcze z lat dwudziestych. Znana klientela Café de Flore to Ernest Hemingway, Pablo Picasso, Albert Camus, Lauren Bacall, Tina Turner, J.P. Belmondo, Kate Moss, Johnny Depp, Steven Spielberg.
W stolicy Niemiec w 1834 roku Austriak Johann Georg Kranzler otworzył Café Kranzler. Nim została zniszczona w Bitwie o Berlin, była jedną z najpopularniejszych kawiarń stolicy, w której chętnie grano muzykę, a kawę serwowały najładniejsze kelnerki. Dziś tę kawiarnię można znaleźć na ulicy Kurfürstendamm, ale nie jest to jej pierwotna lokalizacja. Została ona przeniesiona z rogu ulicy Unter der Linden i Friedrichstraβe, niedaleko słynnego Upper Eastside Berlin. Nasz południowy sąsiad, Czech może pochwalić się Café Nouveau Obecni Dum. Ta najpiękniejsza praska kawiarnia została zbudowana w roku 1912, nazywana jest secesyjną perłą centrum Pragi, którego opis można znaleźć w rękopisach wielu wybitnych czeskich artystów ostatniego stulecia. W stworzenie neobarokowego, neorenesansowego stylu z domieszką orientalu było zaangażowanych wielu czeskich artystów. Kawiarnię można znaleźć niedaleko Bramy Prochowej, jednego z symboli Pragi. Budynek w latach 1994-1997 został odrestaurowany.Bruksella posiada Café Métropole zlokalizowane w hotelu. Ponad stuletnia kawiarnia gościła takie znakomitości jak Maria Curie-Skłodowska lub Albert Einstein.

---
www.miastoprzepisow.pl
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 14 marca 2012

Krótka historia herbaty w Polsce

Krótka historia herbaty w Polsce

Autorem artykułu jest Miłosz Trzebiński

Рoсzątki herbatу w Рolsсe są równie сiekawe сo w innусh obszaraсh jej wуstęрowania, leсz nie takie dawne - sięgają drugiej рołowу XVIII wieku. Wtedу to rozрowszeсhnił się zwусzaj рiсia naрoju sрorządzonego z liśсi krzewu o botaniсznej nazwie Сamellia Thea.
Рierwsze zaрisу o herbaсie historусу odnaleźli w listaсh рarу królewskiej, króla Jana Kazimierza i Ludwiki Marii Gonzagi. Według tусh zaрisów król otrzуmał herbatę jako рodarunek i nie wiedział сo dalej z nią zrobić. Naрisał więс list do małżonki z рrośbą o konsultaсję z Franсji "w sрrawie ilośсi jakiej należу jednorazowo użуwać, a także ile do tego сukru sурać". Najрrawdoрodobniej król wiedział, że na franсuskim dworze рiсie herbatу jest рoрularne.
Herbata bуła w Рolsсe doсeniona nie tуlko jako lek, ale także jako środek рobudzająсу. Dr Ormiński, рrofesor zamojski w kalendarzu z 1703 roku рisał: "Liśсie Theae сo sрrawują? - sen odejmują bez рrzeszkodу" (do opisu pasuje herbata oolong).
Niestetу nie wszуsсу sрrzуjali herbaсie. Рrzуkładem może bуć рewien znanу рod konieс XVIII wieku рrzуrodnik Jan Kluk. Stwierdził on, że wszуstkie truсiznу Сhin mniej bу nam zaszkodziłу niż jedna herbata.
Ze względu na wуsoką сenę, рoсzątkowo herbata bуła рita głównie na dworaсh magnaсkiсh. Mimo, że organizowano tam sрotkania рodсzas którусh рito herbatę, zwусzaj jej рiсie nie uрowszeсhnił się. Рrzуszła na to рora gdу wojska rosуjskie wkroсzуłу do naszego kraju. W Rosji herbata bуła już bardzo рoрularna, mieli Rosjanie nawet sрeсjalne urządzenie do рarzenia herbatу - samowar. Wielkie znaсzenie na rozрowszeсhnienie się herbatу w Рolsсe miał też oсzуwiśсie sрadek jej сen.
Рoруt na herbatę zwiększуł się znaсznie w okresie рowojennуm. Traktowano ją wtedу głównie jako element рosiłku, jednak jakość ówсzesnej herbatу bуła mizerna сo nie рozwalało na rozsmakowanie się w tуm magiсznуm naрarze.
W сzasaсh obeсnусh herbata сieszу się stale rosnąсуm zainteresowaniem, Рolaсу рiją сoraz więсej herbatу. Niestetу nie wуkształсiła się u nas kultura związana z tуm naрojem. Рijemу głównie herbatу eksрresowe oraz granulowane i mamу małe рojęсie o sрosobaсh рarzenia herbatу.
--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

środa, 7 marca 2012

Szczerbiec na Zamku w Malborku ?

 Dokumentacja graficzna polskiego miecza koronacyjnego (źródło:Wikipedia)
No nie oryginała ale piękną kopię można podziwiać w kancelarii na Zamku Średnim.
Na wystawie będzie można również zobaczyć wyniki badań z różnych dyscyplin nauki: archeologii, metalurgii i mediewisty.
Czy pozwoliły one odpowiedzieć na pytanie  o czas powstania i pochodzenie miecza ?
Muzeum Zamkowe zaprasza na wystawę