wtorek, 30 października 2012

Epoka Napoleońska w muzeum w Kutnie

Muzeum w Kutnie
 (źródło:muzeumkutno.com)
Muzeum Regionalne w Kutnie organizuje dniach 5-11 listopada 2012 „Spotkania z historią”.

Uczestnicy będą mogli posłuchać wykładów poświęconych epoce napoleońskiej, wysłuchać koncertów poświęconych muzyce z tego okresu jak również obejrzeć występ Zespołu Pieśni i Tańca „Wisła” (w programie m.in. polonez, walc i mazur z epoki Księstwa Warszawskiego).

Więcej o Spotkaniach na stronie Muzeum w Kutnie

piątek, 26 października 2012

Znaleziono najstarszy w Ameryce Środkowe grobowiec Majów

Znaleziono najstarszy w Ameryce Środkowe grobowiec Majów

Redakcja internetowa
26.10.2012, 13:53
W Gwatemali znaleziono pochowek najwyższego władzy Majów, datowany na lata 770-510 przed naszą erą. Jest to najstarszy grób wśród znalezionych na terytorium Mesoameryki – regionu historyczno-kulturalnego, który rozciąga się od centrum Meksyku po Honduras i Nikaraguę.
W Gwatemali znaleziono pochowek najwyższego władzy Majów, datowany na lata 770-510 przed naszą erą. Jest to najstarszy grób wśród znalezionych na terytorium Mesoameryki – regionu historyczno-kulturalnego, który rozciąga się od centrum Meksyku po Honduras i Nikaraguę.W grobowcu nie znaleziono zachowanych ludzkich zwłok. Znajdowały się tam jednak ozdoby z półszlachetnego kamienia jadeitu. Pozycja w jakiej leżały klejnoty wskazuje na to, że zostały one przyszyte do ubrania zmarłego. W grobowcu znaleziono również sześć wyrzeźbionych z kamienia figurek kobiet.
Źródło: Głos Rosji.

czwartek, 25 października 2012

Rocznice i symbole w kształtowaniu świadomości historycznej

Autorem artykułu jest Jacław

źródło: Wikimedia
Świadomość historyczna to zasób wiedzy i system wartości dotyczących przeszłości. Wiedza ta dotyczy faktów historycznych i związków między nimi. System wartości to wypływający z określonej wiedzy o przeszłości zbiór ocen faktów oraz związanych z nimi programów działania.
Rozważając rolę rocznic i symboli w kształtowaniu świadomości historycznej należy zastanowić się czym owa świadomość historyczna jest. Pojęcie to rozumiem jako zasób wiedzy i system wartości dotyczących przeszłości. Wiedza przeze mnie rozpatrywana jest wiedzą o dziejach regionów, narodów, społeczeństw, ich przywódców, ich walki i ich kultury, czyli o faktach historycznych i związkach między nimi.
Wiedza ta może być rozmaitego rodzaju: potoczna, czyli nagromadzona w oparciu o własne doświadczenia oraz pochodząca z innych źródeł, w tym naukowych, a także wszelkie legendy, mity, wzorce osobowe i stereotypy, jeśli stanowią składnik indywidualnej bądź społecznej świadomości.
Drugi składnik świadomości historycznej – system wartości, to wypływający z określonej wiedzy o przeszłości zbiór ocen faktów oraz związanych z tymi faktami programów działania.
Świadomość historyczna kształtuje się wraz z dziejami społeczeństwa, które obejmują wszystkie dziedziny życia i wszystkie grupy społeczne. Jej rozwój jest wyrazem ogólnego rozwoju właściwości intelektualnych ludzi.
W niniejszej pracy, ze względów „objętościowych”, ograniczę się jedynie do rocznic i symboliki Powstania Listopadowego.
Wybrałem to wydarzenie ze względu na fakt, iż jego oddziaływanie na społeczeństwo polskie trwa od ponad półtora wieku. Celem moim będzie ukazanie zmiennych funkcji rocznic i symboli tego zrywu niepodległościowego Polaków w omawianym okresie.
Wybuch Powstania Listopadowego wprawił społeczeństwo polskie w stan euforii. Już w trakcie jego trwania odbywały się regularne obchody miesięczne w każdy 29 dzień każdego miesiąca. Po upadku zrywu znaczenie dnia nie zmalało. Jak stwierdza J. Chociszewski:
„Nad wszystkie jednak narodowe rocznice zasłynęła najwyżej rocznica powstania 29 listopada 1830 r. Obchodzą ją uroczyście wszyscy Polacy, gdziekolwiek się znajdują, czy na ojczystej ziemi nad brzegami Wisły, albo w Sybirze mroźnym, czy w dalekiej Ameryce, przy czym powstanie mimo klęski nie pozostało też bez błogich skutków. Ożywił się duch Polski. Wojownicy, chrztem ognia w powstaniu namaszczeni, później zasługiwali się Polsce w innych warunkach pracy narodowej”.
Obchody rocznicowe były ważne szczególnie dla emigracji. Stanowiły one dogodną okazję do zjazdów polskich emigrantów, wspominających walkę zbrojną i snujących plany na przyszłość. Zjazdy te służyły podtrzymywaniu płomienia patriotyzmu i poczucia wspólnoty narodowej wśród emigrantów. W dniu 29 listopada często rozpoczynano wydawanie nowych pism, zakładano różne organizacje czy wydawano rozmaite akty programowe.
Polacy w kraju po upadku insurekcji 1830 r. stanęli w obliczu sytuacji zwanej „nocą paskiewiczowską”. Car Mikołaj I Romanow wprowadził w Królestwie Kongresowym stan wojenny oraz wzmógł terror i rusyfikację. W tej sytuacji o żadnych publicznych obchodach rocznic narodowych nie mogło być mowy. Nie oznacza to bynajmniej, by żadnych obchodów rocznicy zrywu listopadowego nie było. Pamięć rewolucji 1830 r. czczono w gronach tajnych organizacji młodzieżowych oraz w zaciszu domowym, wspominając poległych, za dusze których zamawiano msze. Znaczenie tych cichych obchodów było niezwykle doniosłe. Stanowiły one niejako reakcję na ucisk zaborców. Podtrzymywały patriotyzm Polaków i nie pozwalały zapomnieć o „śnie o wolności”.
Sytuacja zmieniła się po porażce Rosji w wojnie krymskiej. Słabość Cesarstwa zmusiła cara Aleksandra II do częściowej liberalizacji stosunków panujących w państwie. „Wiosna posewastopolska” dotarła również na ziemie polskie. Spowodowało to eksplozję dławionych przez lata uczuć narodowych. Ludność Warszawy organizowała manifestacje o charakterze patriotycznym. Jedna z pierwszych miała miejsce w czerwcu 1860 r. przy okazji pogrzebu Katarzyny Sowińskiej – wdowy po bohaterze Powstania Listopadowego – generale Józefie Sowińskim.
Inna manifestacja miała miejsce w trzydziestą rocznicę Nocy Listopadowej. Młodzież Szkoły Sztuk Pięknych w Warszawie zmówiła nabożeństwo żałobne za dusze powstańców w kościele Karmelitów na Lesznie. Świątynię wybrano nieprzypadkowo, gdyż w pobliskim budynku, w latach 1820-30, mieściło się więzienie polityczne. W wyniku zakazu władz nabożeństwo nie odbyło się. Wbrew intencjom decyzja ta nie spacyfikowała zradykalizowanych nastrojów. Młodzież odśpiewała hymn „Święty Boże”, zmieniając słowa, „od powietrza, głodu, ognia i wojny zachowaj nas, Panie”, na „od niewoli wybaw nas, Panie”. Studenci wyszli z kościoła i zebrali się przed figurą Matki Boskiej. Zaczęli się do nich przyłączać przechodnie. Tłum zaintonował „Boże! Coś Polskę”, a potem chorał Ujejskiego „Z dymem pożarów, z kurzem krwi bratniej do Ciebie, Panie, bije ten głos...”, wreszcie „Mazurek Dąbrowskiego” i ruszył ku miastu. Następnego dnia warszawiacy znaleźli odezwy nawołujące do powszechnej żałoby narodowej. Na ulicach i w witrynach sklepów stopniowo zaczęły dominować kolory czarny, biały i czerwony.
Podobny charakter miała manifestacja 25 lutego 1861 r., kiedy obchodzono rocznicę bitwy pod Olszynką Grochowską.
Manifestacje rocznicowe zaboru rosyjskiego oddziaływały także na inne zakątki kraju. Na przykład w Wielkopolsce był to okres niejako przypomnienia sobie znaczenia tradycji narodowej. Organizowano dużą liczbę uroczystości, wśród których ważną rolę odgrywały rocznice związane z powstaniem 1830 r.
Kres pokojowym manifestacjom patriotycznym położył wybuch Powstania Styczniowego. Po jego upadku zaborcy powrócili do polityki terroru i represji. Świętowanie rocznic narodowych ponownie nie było możliwe. Upadek zrywu styczniowego usposobił Polaków niechętnie wobec wszelkich prób walki zbrojnej. Polskość miała być broniona przez tzw. pracę organiczną i pracę u podstaw.
Sytuacja zmieniła się na przełomie lat siedemdziesiątych i osiemdziesiątych, gdy społeczeństwo polskie otrząsnęło się z wrażenia klęski  roku 1864.
Wiosną 1880 r. pojawił się projekt zorganizowania obchodów rocznicy Powstania Listopadowego. Uroczystości miały objąć wszystkie zakątki kraju. Projekt natrafił na życzliwe przyjęcie. Jednocześnie natychmiast pojawiły się głosy, że organizacja tego przedsięwzięcia powinna znaleźć się w rękach „ludzi poważnych”. Powtarzano, że obchody nie powinny mieć charakteru demonstracji. „Kurier Poznański” pisał:
„Zawsze jednak rocznice listopadowe, mimo czci dla przeszłości, mimo uwielbienia dla zapału i męstwa, miały swoją rzewną i smutną stronę, jako pamiątki wielkich, lecz nie uwieńczonych aureolą powodzenia zamysłów, nieobmyślonych i nieobliczonych należycie zamiarów”.
Głównym celem obchodów miała być organizacja pomocy dla weteranów oraz wydawanie książeczek i obrazków dla ludu, a przede wszystkim manifestacja solidarności narodowej Polaków.
W zaborze pruskim obchody odbyły się w kilkudziesięciu miejscowościach. Wzięło w nich czynny udział kilkanaście tysięcy osób. Porównywalny z zaborem pruskim był zasięg obchodów w Galicji. W zaborze rosyjskim organizowanie obchodów podobnych do tych w innych zaborach było praktycznie niemożliwe.
Tam gdzie uroczystości miały miejsce starano się, by koncentrowały się wokół weteranów powstania lub ludzi w jakikolwiek sposób z nim związanych. Ponadto często odbywały się nabożeństwa w intencji powstańców, a także przyjęcia dla mniejszego, lub większego grona osób. W Poznaniu dodatkowo miało miejsce wystawienie „Halki” Stanisława Moniuszki.
Stosunek władz zaborczych do obchodów był co najmniej niechętny. Szczególnie w Rosji, gdzie w artykułach prasy antypolskiej, zwłaszcza na łamach „Moskowskich Wiedomostii” Katkowa, stwierdzono, że udział Polaków w obchodach był szeroki, objął wszystkie ziemie i wszystkie grupy (tam gdzie uroczystości nie było, udział określono jako „moralny”). Odczytano to jako manifestację nienawiści do Moskali.
Po roku 1880, aż do odzyskania przez Polskę niepodległości, obchody listopadowe nie przybierały już takich rozmiarów. Rocznicę pielęgnowano przede wszystkim w kręgach studenckich – Stefan Żeromski wspominał, że w dniu 29 listopada organizowano specjalne wieczorki studenckie. Ponadto uroczystości organizowane były przez koła śpiewacze, np. w Strzelinie w 1893 r., a później także w środowisku harcerskim, np. w listopadzie 1913 r. na wyspie Jeziora Góreckiego w okolicy Ludwikowa.
Na uwagę zasługują obchody 100 rocznicy powstania 1830 r. w Opolu. Rok 1930 charakteryzował się wzrostem popularności NSDAP wśród Niemców na Śląsku Opolskim.
Partia ta zajęła wówczas czwarte miejsce w wyborach do parlamentu Rzeszy (Reichstagu). Hitlerowcy organizowali na ulicach miast górnośląskich demonstracje, pochody i marsze, a także napady na Żydów i Polaków. Mimo atmosfery terroru Polacy zdecydowali się uczcić stulecie zrywu niepodległościowego. W dniu 30 listopada przybyła do Opola grupa artystów z teatru katowickiego, mająca wystawić sztukę „Wesele na Górnym Śląsku”. Na dworcu obok miejscowych Polaków na aktorów oczekiwał tłum nacjonalistów (liczący, wg. „Nowin Codziennych”, około 1000 osób), którzy skandowali hasła wrogie Polsce i Polakom.
Artyści musieli być eskortowani przez policję. Inscenizacja odbyła się w gospodzie w Gosławicach (pomimo, że grupa nacjonalistów stała także przed gospodą). Po przedstawieniu Polacy gorąco oklaskiwali aktorów, dziękując im za odwagę i otuchę w napiętej sytuacji. Tymczasem hordy hitlerowców grasowały w Opolu. Wobec tego władze zdecydowały się przewieźć polskich artystów pod eskortą do Groszowic, skąd wrócili oni do Katowic.
Obecnie rocznica Nocy Listopadowej szczególnie uroczyście obchodzona jest w Wojsku Polskim – jako Dzień Podchorążego. Tego dnia odbywa się uroczysty apel, składa się wiązanki kwiatów pod pomnikiem patrona szkoły wojskowej. Przy pomniku ma również miejsce uroczysta zmiana warty. Dowództwo szkoły przekazuje komendę w ręce podchorążych. Istotnym akcentem obchodów jest wieczorny, uroczysty przemarsz ulicami miasta kompanii honorowej ze sztandarem szkoły, w asyście orkiestry i pododdziałów z pochodniami. Doniosłość uroczystości podkreśla fakt, że podchorążowie ubrani są w repliki mundurów z okresu Powstania Listopadowego.
Chciałbym przejść teraz do zagadnienia symboli Powstania Listopadowego.
Na podstawie „Encyklopedii Popularnej PWN” mogę stwierdzić, że symbol to znak umowny, występujący zwykle, choć nie zawsze, w formie wizualnej, pełniący funkcję zastępczą wobec pewnego przedmiotu (pojęcia, stanu rzeczy itp.) i przywodzący ów przedmiot (pojęcie, stan rzeczy ) na myśl oraz budzący związane z nim uczucia i reakcje.
W niniejszych rozważaniach jako symbole będę traktował ikonografię, przedmioty, muzykę, literaturę, ludzi, miejsca i pomniki związane z Powstaniem Listopadowym.
Bohaterski zryw narodu polskiego lat 1830-31 znalazł szerokie odzwierciedlenie w twórczości plastycznej, muzycznej i literackiej. W świadomości zbiorowej po dziś dzień funkcjonuje wiele obrazów i wątków ikonograficznych ukształtowanych w dziełach malarzy, grafików i rysowników. Dzieła tych artystów możemy podzielić na cztery grupy.
Pierwszą stanowią sceny batalistyczne i rodzajowe, niejako dokumentujące epizody walk powstańczych. Wydarzenia Nocy Listopadowej upamiętnił min. Marcin Zaleski. Jego „Atak na Arsenał” uderza niezwykle realistycznym przedstawieniem dramatyzmu chwili. Odwagę polskich żołnierzy obrał za temat Józef Kondradowicz. Ten bezpośredni uczestnik bitwy grochowskiej przedstawił jej ostatnią fazę – odparcie w krwawym boju szarży kirasjerów pułku imienia księcia Alberta Pruskiego przez brygadę gen. Kickiego.
Obraz bitwy grochowskiej uwiecznił także inny jej uczestnik – Jan Lewicki. Artysta ten zilustrował również pochód ulicą Senatorską w Warszawie z dnia 2 kwietnia 1831 roku, gdy obnoszono triumfalnie sztandary rosyjskie zdobyte pod Wawrem i Dębem Wielkim. Na uwagę zasługują ponadto prace Piotra Michałowskiego. Jego dzieła, odznaczające się niezwykłym artyzmem, mają charakter jakby niedokończonych szkiców, w których dominuje dynamika ruchu człowieka i konia.
Do tematyki powstańczej nawiązywali również Juliusz i Wojciech Kossakowie. Do najsłynniejszych dzieł Juliusza należy „Bitwa pod Ostrołęką”, ukazująca starcie dwóch oddziałów kawalerii. Dziełem Wojciecha jest natomiast obraz pt. „Olszynka Grochowska”. Na pierwszym planie autor umieścił grupę „czwartaków” odpierających rosyjski atak. Twarze oficerów i żołnierzy pułku, który okrył się w tej bitwie nieśmiertelną sławą, wyrażają determinację i spokój pomimo ponoszonych strat.
Kolejną grupą dzieł są prace poświęcone przywódcom powstania. Portrety wykonane w konwencji realistycznej, poddane jednocześnie lekkiej idealizacji, noszą cechy portretów psychologicznych. Wojskowi, odziani w mundury i wyposażeni atrybuty męstwa i waleczności, oraz politycy ukazani zostali w pełnym splendorze swej władzy i chwały.
Największym powodzeniem wśród artystów cieszył się, otoczony początkowo prawdziwym kultem, generał Józef Chłopicki. Na litografii Seweryna Oleszczyńskiego bohater ukazany jest w mundurze generała broni z krzyżem kawalerskim Virtuti Militari, Legią Honorową i Gwiazdą św. Stanisława. Inny portret Chłopickiego, rylca F. K. Dietricha, znalazł się w „Kalendarzyku Narodowym na rok 1831”.
Kilku portretów doczekał się także generał Jan Skrzynecki. Do najsłynniejszych należą opracowane przez Jana Nepomucena Żylińskiego, Ludwika Horwata oraz Filipa Romanowskiego. Janowi Nepomucenowi Żylińskiemu zawdzięczamy ponadto portrety: Piotra Wysockiego oraz generałów Jana Krukowieckiego i Jana Umińskiego. W panteonie sław powstania swoje miejsce znaleźli także uwiecznieni przez Seweryna Oleszczyńskiego: Adam Jerzy Czartoryski i Joachim Lelewel.
Galerią portretów ludzi związanych z Powstaniem Listopadowym był album wydany przez Józefa Straszewicza pt. „Les Polonais et les Polonaises dans la revolution du 29 novembre 1830 …”. Składał się on z dwudziestu zeszytów po pięć portretów opatrzonych biogramami.
Portrety przywódców powstania były wśród Polaków bardzo popularne. Według relacji Fanny Lewald: „W każdym domu znaleźć można było podobizny Chłopickiego, Lelewela, Dwrenickiego, Skrzyneckiego (...)”.
Trzecią grupę dzieł stanowiły prace poświęcone mundurom wojsk polskich. Zainteresowanie mundurami wykazywał min. F. K. Dietrich, który zadedykował generałowi Janowi Skrzyneckiemu cykl trzydziestu akwarel przedstawiających uniformy nowo utworzonych formacji wojska polskiego. Mundury polskich jednostek wojskowych przedstawiają także słynne akwarele Romana Rupniewskiego, a Jan Lewicki sporządził podkłady rysunkowe do litografii, które utworzyły specjalny cykl poświęcony umundurowaniu  pt. „Wojsko Polskie”. Prace tych artystów odegrały znaczną rolę w procesie kształtowania w społeczeństwie szacunku i kultu dla polskiego munduru, a tym samym dla rozwijania polskiego patriotyzmu.
Wreszcie czwarta grupa, obejmująca obrazy alegoryczne. Dzieła należące do tego nurtu, ze względu na symboliczne treści, wywarły znaczny wpływ  na świadomość Polaków. Jednym z popularniejszych motywów było pożegnanie Polaków z Ojczyzną. Przedstawiono młodego ułana z ramieniem na temblaku i twarzą utopioną w dłoniach, siedzącego nieopodal słupa granicznego. Do ikonografii przeszły także inne atrybuty. Synonimem klęski stały się samotne postacie rannych żołnierzy na pobojowisku, wśród ciał towarzyszy i koni oraz zniszczonych dział. Podobną wymowę miały grobowce, łańcuchy, a nade wszystko zraniony strzałą Orzeł Biały.
Głęboką wymowę społeczną, w duchu solidarności narodowej, miały przedstawione wspólnie postacie szlachcica z szablą, mieszczanina ze strzelbą i chłopa z kosą. Był to symbol wspólnej walki całego narodu o wolność.
Ikonografia tworzona aby mobilizować opinię publiczną i „krzepić serca”, stała się jednym z czynników wpływających na uczucia i nastroje patriotyczne społeczeństwa polskiego. Powielane nierzadko w setkach egzemplarzy wizerunki polskich żołnierzy i bohaterów narodowych ukazywały w nich heroiczne wzorce postępowania, bojowników dążących do zrzucenia jarzma niewoli bez względu na ogrom ponoszonych ofiar.
Od chwili wybuchu Powstania Listopadowego, przez cały czas jego trwania, a po jego upadku przez długie lata niewoli biżuteria patriotyczna i inne pamiątki związane ze zrywem wiernie towarzyszyły społeczeństwu w jego walce o niepodległość, ożywiając ducha narodowego, rozbudzając nadzieję, dodając otuchy i upowszechniając ogólne idee narodowe.
Ogromną popularnością cieszyły się pierścienie. Miały one najczęściej kształt sygnetów z przytwierdzoną tarczą, na której widniał wizerunek Orła Białego na tle czerwonym, lub Orła i Pogoni na tle czerwono-błękitnym. Po bokach tarczy występowały emblematy wojskowe, tzn. szable, lance, pistolety, lufy armatnie, kosy, czaka, czy konfederatki. W Galicji, ze względu na represje zaborcy, wykształciła się odmiana pierścienia z tzw. skrytką, która osłaniała tarczę herbową. Zamiast tarczy herbowej umieszczano czasem miniaturowe wizerunki przywódców powstania. Znane są na przykład pierścienie z wizerunkiem generała Jana Skrzyneckiego. Na wewnętrznej stronie pierścienia figurowała data wybuchu powstania, później także daty kolejnych rocznic. Ponadto grawerowano rozmaite hasła o charakterze patriotycznym. Do najpopularniejszych należały: „Wolność lub Śmierć” (pierścienie z tym hasłem i datą 29 listopada mieli wg. tradycji nosić uczestnicy ataku na Belweder), „Polska wskrzeszona (…)”, „Szlachetnym szacunek, nikczemnym pogarda”, później również „Boże zbaw Polskę” lub „Oby Bóg dzieło oswobodzicieli Ojczyzny dokończył”.
Popularność pierścieni w niewielkim tylko stopniu przewyższała popularność pamiątek związanych z bitwą pod Olszynką Grochowską. Były to: złote obrączki z drzazgami olszyny, igielniki drążone z gałązek, kubki srebrne z olchowymi denkami lub pokrywkami, ścięte gałązki olch rosnących na polu bitwy, a przede wszystkim tzw. krzyżyki z Olszynki. Ich powstanie tradycja łączy z postaciami Klaudyny Potockiej i Adama Mickiewicza. Najbardziej typowymi były egzemplarze wykonane z cienkich gałązek, o ramionach zakończonych złotymi skuwkami. Na skrzyżowaniu ramion umieszczono prostokątną złotą tabliczkę z wyrytym dwustronnie napisem „Z Olszynki” i datą „25 lutego 1831 roku”. Na tabliczkach umieszczano rzadziej tarczę z Orłem i Pogonią, lub miniatury wodzów.
Wśród innych pamiątek wyróżnić można kokardy narodowe, które na mocy ustawy z dnia 7 lutego 1831 r. przyjęły barwy biało-czerwone.
Ciekawymi eksponatami są również spinki do mankietów wykonane z monet bitych przez Rząd Narodowy. Monetami ozdabiano także kubki, papierośnice i tabakierki. Symbolami powstańczymi dekorowane były zegarki, bransolety, broszki, szpilki do krawatów, fajki, pozytywki, notesy, sztambuchy, makaty, chusty itp.
Nowego znaczenia nabrały pamiątki wraz z odzyskaniem przez Polskę niepodległości, gdy spełniły już swe zadania symboliczno-patriotyczne. Stały się wtedy świadectwem przeszłości narodowej. Przekształciły się w cenne zabytki muzealne oraz przedmioty kolekcjonerstwa.
Powstanie Listopadowe odcisnęło swoje piętno także w muzyce. Pod wpływem wydarzeń 1830 r. Kazimierz Delavigne napisał „Warszawiankę”, przełożoną na język polski przez Karola Sienkiewicza. Do tekstu tego muzykę skomponował Karol Kurpiński. Pieśń ta stanowiła niejako hymn w okresie trwania powstania, a po jego klęsce znalazła się w repertuarze najczęściej śpiewanych polskich pieśni patriotycznych. Warto wymienić także skomponowane przez Ludwika Joachima Glińskiego utwory pt. „Bitwa pod Pragą i Grochowem”, czy „Marsz generała Umińskiego”. Do najsłynniejszych pieśni o tematyce powstańczej należy „Walecznych tysiąc” skomponowana przez Adalberta Sowińskiego do słów Juliusza Mosena.
Pieśni o tematyce powstańczej powstawały spontanicznie. W repertuarze dominowały oczywiście marsze. Poza wyżej wymienionymi kompozytorami, tworzyli je także Józef Elsner, Napoleon Wysocki, czy Józef Nowakowski. Utwory te zagrzewały do walki, podtrzymywały patriotyzm, budziły nadzieje i pomagały przetrwać okresy represji i terroru.
Wpływy powstania widoczne są w literaturze tamtego okresu. Z doświadczeń zrywu, a zwłaszcza z jego klęski i niewykorzystanych szans powstała wielka „literatura rozrachunkowa”. Chyba najwspanialej rozwinął ją Juliusz Słowacki w „Kordianie”, „Lilii Wenedzie”, „Beniowskim” i „Grobie Agamemnona”.
Rozrachunek z powstaniem jest wątkiem także „Dziadów cz. III” Adama Mickiewicza.
Specjalne miejsce zajmuje dzieło Maurycego Mochnackiego pt. „Powstanie narodu polskiego w roku 1830-31”. Publicysta ten przeprowadził chyba pierwszą syntezę dziejów zrywu i próbę jego oceny.
Rozważając obecność motywu Powstania Listopadowego w literaturze nie wolno pominąć wspaniałych dramatów Stanisława Wyspiańskiego pt. „Noc listopadowa” i „Warszawianka”.
Drugim nurtem nawiązującym do powstania była poezja ukazująca jego epizody i bohaterów. Najsłynniejszym dziełem tej grupy jest „Reduta Ordona” Adama Mickiewicza. Godne zauważenia są też „Sonety wojenne” Stefana Garczyńskiego, utwór „Pamiątce Rajnolda Suchodolskiego” Konstantego Gaszczyńskiego, czy „Dnia 9 września 1831 r.” Kazimierza Brodzińskiego.
Literatura o tematyce powstańczej miała na celu podtrzymanie wśród Polaków woli odzyskania niepodległości. Ostro piętnowała błędy władz powstańczych, zwłaszcza kunktatorstwo generałów, ugodowość polityków i lekceważenie spraw chłopów. Autorzy poprzez swoją krytykę chcieli wykształcić w społecznej świadomości mechanizmy, które uniemożliwiłyby w przyszłości popełnienie tych samych błędów. Literatura wskazywała na zwykłych żołnierzy, jako na prawdziwych bohaterów. Służyła budowaniu w społeczeństwie poczucia dumy narodowej.
Symbolami mogą być ludzie, których czyny zapewniły im miejsce w świadomości społeczeństwa i dlatego stali się wzorcami osobowymi. Człowiekiem – symbolem jest niewątpliwie kapitan Emilia Plater. O bohaterce pisali zarówno poeci polscy (K. Gaszczński, E. Odyniec), jak i obcy ( M. Justin, Pepoli, czy Buchner). Najbardziej rozsławił ją Adam  Mickiewicz w wierszu „Śmierć pułkownika”. Nie ma tu znaczenia, że Emilia z utworu Wieszcza nie jest prawdziwa, że jest to obraz wyidealizowany i zmitologizowany. Najważniejsze jest to, że dzięki temu Emilia Plater stała się symbolem narodowym – symbolem walki kobiet. Jej wyidealizowany wizerunek szerzyły wśród Polaków masowo powielane sztychy czy ryciny, a później nawet emisje Banku Polskiego. O jej popularności świadczy fakt, że została patronką jednej z pierwszych harcerskich drużyn żeńskich na ziemiach polskich – 3 drużyny we Lwowie.
Człowiekiem – symbolem jest również generał Józef Sowiński. Jego zmitologizowana  postać stała się synonimem patriotyzmu, nieustępliwości i męstwa. Jak wielu dowódców powstańczych Józefa Sowińskiego otaczał powszechny kult. Wyrazem tego były liczne litografie oraz biżuteria z jego miniaturkami. Bohaterski obrońca Woli stał się natchnieniem artystów. Jego heroiczna śmierć została ukazana min. przez Wojciecha Kossaka w obrazie pt. „Śmierć generała Sowińskiego”. Postać generała znalazła swoje miejsce także w literaturze polskiej. Oprócz „Sowińskiego w okopach Woli” pióra Juliusza Słowackiego, wiersze o beznogim generale pisali także Konstanty Gaszczyński, Maria Konopnicka, Artur Oppman i Teofil Lenartowicz .
W roku 1918 Polska ponownie pojawiła się na mapie Europy. Wielu bohaterów okresu niewoli straciło swą aktualność i poszło w niepamięć. Z Józefem Sowińskim stało się inaczej. Można nawet zaobserwować nasilenie się jego kultu. Był nadal wzorem patriotyzmu, męstwa i poświęcenia. Został patronem Legii Inwalidów Wojennych Wojsk Polskich, a za prezydentury Stefana Starzyńskiego w parku jego imienia odsłonięto okazały pomnik „Obrońcy Woli”. Jeszcze jednym akcentem podkreślającym popularność generała było rozporządzenie Ministra Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego z dnia 11 czerwca 1928 roku, na mocy którego I Gimnazjum Męskie w Warszawie przyjęło imię generała Józefa Sowińskiego.
Symbolami są także pomniki. Symbolami specyficznymi, albowiem stawiane z reguły w celu upamiętnienia wydarzeń lub postaci ważnej dla społeczeństwa. Czasem zdarzają się jednak od tego wyjątki. Są sytuacje gdy wystawia się pomniki nie chciane przez naród. Od takiego obelisku pragnę zacząć tą część mojego rozważania.
Monument, wzniesiony w 1841 roku na rozkaz cara na placu Saskim w Warszawie, poświęcony był oficerom poległym w Powstaniu Listopadowym, którzy dochowali wierności imperatorowi. Społeczeństwo warszawskie nie zaakceptowało tego pomnika. Wkrótce wykształcił się zwyczaj polegający na tym, że manifestowano swoje uczucia poprzez oplucie obelisku. Zwyczaj ten najbardziej rozpowszechniony był wśród młodzieży (np. Maria Skłodowska wspominała, że jako czternastoletnia uczennica poczytywała sobie za punkt honoru napluć codziennie na monument), ale także starsi mieszkańcy nie kryli niechęci w stosunku do tego symbolu carskiego ucisku.
Polscy bohaterowie Powstania Listopadowego na „swoje” pomniki musieli czekać aż do odzyskania niepodległości. Polacy, którzy w okresie niewoli co najwyżej mogli stawiać krzyże na mogiłach powstańczych, wreszcie mieli możliwość w pełni uczcić swoich bohaterów i wydarzenia związane z powstaniami narodowymi, w tym ze zrywem 1830 roku.
Idea upamiętnienia zwycięstwa pod Iganiami narodziła się już w 1922 roku, gdy w Siedlcach powstał Komitet Budowy Pomnika. Odsłonięto go 13 września 1931 roku, dzięki staraniom Koła Siedlczan i Komitetu. W trakcie uroczystości która zgromadziła tłumy podkreślano, że męstwo powstańców winno być otuchą w ciężkich chwilach walki z kryzysem gospodarczym. Również pomnik w Stoczku, odsłonięty 10 maja 1831 roku stanął dzięki składkom mieszkańców miasta i ówczesnej gminy Prawda.
Bohaterstwo powstańców postanowili uczcić także mieszkańcy Ostrołęki. Najpierw, w czasie I wojny światowej, rozebrano pomnik carski upamiętniający zwycięstwo Rosjan, a następnie w 1930 roku rozpisano konkurs na projekt pomnika – mauzoleum. Dzieło Romana Zerycha i Borysa Zsinserlinga odsłonięto w stulecie bitwy. Uroczystość zgromadziła dziesięć tysięcy ludzi. W okresie II wojny światowej mauzoleum uległo poważnym zniszczeniom, ale w latach pięćdziesiątych zostało odnowione. W roku 1973 staraniem ostrołęckich rzemieślników uczczono powstańców jeszcze jednym obeliskiem. Jest to monument w postaci dwóch głazów. Na jednym z nich widnieje płaskorzeźba żołnierza – czwartaka, a na drugim napis: „Tym co w boju zapragnęli słynąć dwie tylko drogi zwyciężyć lub zginąć”.
Ciekawa jest historia pomnika bohaterów Olszynki Grochowskiej. Już 12 lipca 1916 roku, w obecności około stu tysięcy Polaków, odsłonięto pamiątkowy krzyż. Następnie Towarzystwo Przyjaciół Grochowa wystąpiło z pomysłem usypania kopca w Olszynce. Zamiaru tego nie zrealizowano z powodów technicznych. W tej sytuacji pojawiła się idea budowy wielkiego mauzoleum. W stulecie bitwy miała miejsce uroczystość położenia kamienia węgielnego i wmurowania aktu erekcyjnego. II wojna światowa przekreśliła ambitne plany działaczy społecznych. Udało się jedynie ukończyć budowę pomnika – kościoła, gdzie umieszczono kilka tablic upamiętniających bohaterów Grochowa. Po wojnie przystąpiono do tworzenia na terenie Olszynki Parku Pamięci Narodowej, który zajmuje obecnie 67 ha.
Wznoszenie pomników jest wyrazem dążenia społeczeństwa do uwiecznienia w swej świadomości wydarzeń, którym monumenty te poświęcono. Powstanie Listopadowe, jako element oddziałujący na świadomość społeczeństwa żyjącego w Polsce po 1918 roku, szczególne znaczenie miało w dwudziestoleciu międzywojennym. Świadectwem tego są nie tylko masowo wznoszone pomniki ale także np. program centralnych uroczystości imieninowych Józefa Piłsudskiego w 1933 roku. W programie tym możemy przeczytać zapowiedź widowiska w Teatrze Wielkim pt. „Żywe wizerunki bohaterów Polski. Od Chrobrego do Piłsudskiego”. W gronie bohaterów tego widowiska, wśród których byli między innymi Bolesław Chrobry, Kazimierz Wielki, Władysław Jagiełło, Stefan Batory, Stanisław Żółkiewski, Jan III Sobieski, Tadeusz Kościuszko, książę Józef Poniatowski, czy Romuald Traugutt, znalazł się także symboliczny Stary Wiarus z 1831 roku.
Z kolejnym symbolem łączy się legenda. W czasie bitwy grochowskiej jednemu z adiutantów gen. Józefa Chłopickiego odłamek urwał trzy palce u prawej ręki. Żołnierz ten składając meldunek zasalutował dwoma skrwawionymi palcami, a potem zemdlał. Na pamiątkę tego wydarzenia żołnierze polscy, w przeciwieństwie do żołnierzy wszystkich innych armii świata, salutują przykładając do daszka czapki dwa palce. Odmienny sposób salutowania szczególne znaczenie miał w okresie II wojny światowej. Wskazywał na narodowy charakter polskich formacji wojskowych, walczących zarówno na zachodzie jak i na wschodzie. Jak każdy symbol narodowy wzmacniał patriotyzm, dodawał odwagi i podsycał wolę walki.
Wiek XX to stulecie radia i telewizji, które w największym stopniu kształtują postawę i świadomość społeczeństwa. Dlatego zdecydowałem się ustalić na podstawie zbiorów zawartych w archiwum „Trybuny Opolskiej”, czy i w jakim stopniu media prezentowały wartości i symbole związane z Powstaniem Listopadowym. Rozważania moje obejmują lata 1970-1999, który to okres podzieliłem na trzy dziesięciolecia. Pod uwagę brałem programy telewizyjne i audycje radiowe, które emitowano w dniu 29 listopada.
W pierwszym dziesięcioleciu, obejmujący lata 1970-79, doszukałem się dwóch audycji radiowych poświęconych muzyce okresu powstania. Program pierwszy Polskiego Radia nadał w 1971 roku audycję pod tytułem „Muzyka polska z czasów Powstania Listopadowego”, a w 1972 roku  audycję pod tytułem „Listopadowa ballada”. W latach siedemdziesiątych nie znalazłem natomiast żadnego programu telewizyjnego poświęconego powstaniu.
Lata 1980-89, za sprawą przypadającej w tym okresie 150 rocznicy Nocy Listopadowej, wyglądają zupełnie inaczej. W 1980 roku program pierwszy Polskiego Radia ponownie nadał audycję poświęconą muzyce tamtego okresu. Nosiła ona tytuł „Pieśń Powstania Listopadowego w 150 rocznicę”. Do obchodów przyłączyła się także telewizja. W Programie Drugim wyemitowano program historyczny pod tytułem „Powstanie Listopadowe”. Natomiast w Programie Pierwszym nadała program pod tytułem „Podchorążowie 80” prezentujący sylwetki ówczesnych podchorążych. Najwięcej czasu antenowego poświęcił obchodom rocznicowym program drugi Polskiego Radia. Nadano wówczas spektakl radiowy  dramatu Stanisława Wyspiańskiego pod tytułem „Warszawianka” oraz audycje „Oto dzień krwi i chwały” i „Dramat Nocy Listopadowej”.
Lata 1981-89 upłynęły pod znakiem audycji radiowych poświęconych pieśni powstańczej. W telewizji temat zrywu 1830 roku pojawił się jeszcze tylko raz, dopiero 1989 roku, w postaci filmu dokumentalno-fabularnego pod tytułem „Powstanie Listopadowe”.
W latach 1990-99 tematyka powstania została praktycznie wyrugowana z telewizji. W programach radiowych doszukałem się natomiast dwóch audycji nawiązujących do wydarzeń 1830 roku. Były to w 1990 roku „Dramat Nocy Listopadowej”, a dwa lata później spektakl radiowy „Warszawianka”.
Z niniejszego zestawienia wynika jednoznacznie, że największe w ciągu ostatnich trzydziestu lat nagromadzenie programów nawiązujących do listopada 1830 r. miało miejsce w latach osiemdziesiątych. Związane był to przede wszystkim z przypadającą 1980 roku 150 rocznicą wybuchu powstania. Lata dziewięćdziesiąte są pod tym względem o wiele uboższe. Szczególnie dotyczy to telewizji, która z programów poświęconych zrywowi 1830 roku zrezygnowała właściwie całkowicie.
Jak widać z powyższego rocznice i symbole związane z Powstaniem Listopadowym miały szczególne znaczenie w okresie zaborów i w dwudziestoleciu międzywojennym. Wyraża się to przede wszystkim w organizowaniu uroczystości rocznicowych poświęconych temu zrywowi, ale także w ikonografii, muzyce, literaturze, a w okresie po 1918 roku także w stawianiu pomników poświęconych wydarzeniom 1830-31 r. Doniosłą wymowę ma również biżuteria i inne pamiątki „listopadowe” przechowywane z pietyzmem jako spuścizna minionych pokoleń.
Obecnie rocznica powstania nie ma już takiego znaczenia jak niegdyś. Społeczeństwo nie obchodzi jej tak uroczyście, jak choćby jeszcze przed II wojną światową. Również media temat zrywu 1830 roku zepchnęły jakby na dalszy plan. Jedynie wojsko kultywuje tradycje powstańcze, jako wyraz swego narodowego charakteru.
---

Jacław

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

wtorek, 23 października 2012

Żółkiew - miasto idealne. Darmowy plik pdf

Żółkiew - źródło Wikimedia
Ciekawy artykuł w wersji pdf za darmo:

Żółkiew - miasto idealne

e-Terroryzm wydanie pdf za darmo

Wydawać by się mogło, że miłośnik historii nie znajdzie w tym wydawnictwie nic ciekawego.
A jednak, w najnowszym, darmowym numerze 9/2012 znajdziemy i takie artykuły jak chociażby:
Ludzie wywiadu i kontrwywiadu Chwała i sława Łubianki – generał Paweł Sudopłatow,


Tu darmowy numer e-Terroryzm 9/2012

niedziela, 21 października 2012

Kryspinów czy Śmierdząca

Autorem artykułu jest schilon

Na zachód od Krakowa, a tak naprawdę niespełna 1km od granic miasta znajduje się wieś Kryspinów. Znana przede wszystkim z dwóch jezior, które przyciągają plażowiczów i nie tylko. Ale naprawdę jak to się zaczęło, kiedy po raz pierwszy usłyszano o wsi Kryspinów.
   Na mapie sprzed 1897 roku nie można odnaleźć wsi Kryspinów. Wtedy, w powiecie krakowskim, na lewym brzegu Wisły, 212 mt. npm. w pobliżu ujścia rzeki Sanki do Wisły, przy gościńcu z Krakowa do Liszek istniała za to miejscowość o nazwie Śmierdząca.
Najwyraźniej dawna nazwa nie podobała się ówczesnemu właścicielowi dóbr Janowi Skirlińskiemu bo w 1897 roku zamienił ją na Kryspinów.
W źródłach pisanych pierwsza wzmianka o miejscowości pojawia się w 1311 roku, w przywileju Władysława Łokietka, który odebrał Śmierdzącą Zyndramowi za udział w buncie wójta Alberta i podarował ją zakonowi benedyktynów w Tyńcu.
Nie była to wieś duża. Za Długosza miała nieco ponad pięć łanów kmiecych, karczmę, 3 zagrody z rolą i klasztorne praedium (folwark). Wiadomo, że w 1450 roku kmiecie toczyli spór o daniny z klasztorem, ale dobra pozostały jego własnością do kasaty opactwa w 1816 roku. W I połowie XVIII wieku w samym środku miejscowości stanął okazały pałac otoczony pięknym parkiem w obrębie, którego znajdował się też staw.
Pałac w Kryspinowie
Pod koniec XVIII w. pałac ten został gruntownie przebudowany. W 1847 roku miejscowość stała się własnością Żeleńskich.
Do grona przyjaciół Kryspina Żeleńskiego i jego syna Wita należał Jan Skirliński (1822-1910). Kryspin Żeleński sfinansował jego zagraniczną podróż dla „nauki gospodarstwa”, a gdy ten powrócił do kraju, uczynił go zarządcą swego majątku. Wit Żeleński zapisał Skirlińskiemu w testamencie Liszki i Śmierdzącą. To właśnie na cześć seniora miejscowość Śmierdząca nosi dziś nazwę Kryspinów.
Jan Skirliński był z powołania działaczem i społecznikiem. W powiecie krakowskim rozwinął działalność gospodarczą i oświatową. Działał w Wydziale Rady Powiatowej w Krakowie, której został prezesem. Udzielał się w pracach wielu organizacji rolniczych. W 1861 roku wstąpił do Towarzystwa Rolniczo-Gospodarczego w Krakowie.
Od roku działała już auspicjami tego Towarzystwa Szkoła Praktyczna Gospodarstwa Wiejskiego w Czernichowie jest, więc prawdopodobne, że z racji członkostwa, a także zainteresowań, angażował się w jej sprawy. Później został prezesem filii Okręgowego Towarzystwa Rolniczego w Krakowie. Był tez prezesem Galicyjskiego Towarzystwa Rolniczego. Przez kilka lat przewodniczył Zarządowi Powiatowemu Kółek Rolniczych w Krakowie. Działał na rzecz oświaty w Towarzystwie Szkoły Ludowej i piastował funkcję prezesa Towarzystwa im. Tadeusza Kościuszki, m.in. przeznaczając znaczną sumę pieniędzy na budowę pomnika Kościuszki. Pomnik – dzieło Leonarda Marconiego i Antoniego Popiela – był gotowy już w 1900 roku, ale z powodu braku zgody co do miejsca, na którym miał stanąć, przechowywany był w magazynie w Podgórzu, skąd trafił na dziedziniec straży pożarnej.
Jan Skierliński nie doczekał ustawienia go na właściwym miejscu, tj. na bastionie króla Władysława IV Wazy na Wawelu, gdyż nastąpiło to dopiero w 1921 roku. Do długiej listy społecznych działań Skierlińskiego trzeba jeszcze dodać opiekę nad sierotami w Liszkach, gdzie m.in. nadzorował odbudowę ochronki. Zmarł 6 stycznia 1910 roku i został pochowany na cmentarzu w Liszkach.
---

schilon

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 15 października 2012

Podwójne życie Eleonory

Autorem artykułu jest Agata Dąbrowska

Jedyną kobiecą bohaterką "Bitwy pod Wiedniem" jest księżna Eleonora Lotaryńska, która w filmie ma słodką twarz Alicji Bachledy-Curuś. Tajemnicza z niej była kobieta. I życie miała dziwne, podwójne. W filmie spotykamy ją we wrześniu 1683 roku — w roku wiedeńskiej wiktorii. Zacznijmy więc opowieść od tej właśnie daty. 
W chwili, gdy król Jan III Sobieski i cała chrześcijańska Europa szykuje się na wielką bitwę z Turkami, Eleonora ma 30 lat. Wiedzie szczęśliwe życie u boku Karola, księcia Lotaryngii, mężczyzny, którego kocha niemal od dziecka. Każdego dnia dziękuje losowi, że mogła go w końcu poślubić. Jest przecież austriacką arcyksiężniczką, siostrą cesarza, a takie jak ona nie wychodzą za mąż z miłości.
Eleonora Lotaryńska (Habsburżanka)
źródło: Wikimedia
A jednak z Karolem są razem już pięć lat. Właśnie przyszedł na świat ich trzeci syn (Eleonora urodzi jeszcze troje dzieci), kiedy wybucha wojna. Turcy zagrażają Europie, podchodzą pod Wiedeń. Przerażony cesarz Leopold I tchórzliwie ucieka z oblężonego miasta i błaga o pomoc polskiego króla.
Na odsiecz ruszają sprzymierzone wojska polsko-austriacko-niemieckie (niemieckimi oddziałami dowodzi mąż Eleonory) i wszyscy wiemy, jak to się skończy — dzięki geniuszowi króla Jana skończy się wspaniałym zwycięstwem.
Króla Sobieskiego Eleonora zna bardzo dobrze. Zapewne wysoko go ceni, jako wybitnego wodza i stratega. Ale, jak sądzę, niespecjalnie go lubi jako człowieka. On był częścią jej drugiego życia. Tego, w którym nosiła koronę polskiej królowej. A magnaci Rzeczpospolitej, z Sobieskim na czele, robili, co się da, by każdy dzień życia jej nieszczęsnego męża zmienić w piekło.
Tak, tak, Eleonora jest kobietą z przeszłością. Nie istniał przecież żaden powód, by miał ją ominąć los przeciętnej księżniczki. Zanim poślubiła Karola, musiała wypełnić obowiązki dynastyczne. Jako siedemnastolatkę wysłano ją do Polski i wydano za świeżo powołanego na tron Michała Korybuta Wiśniowieckiego.

Biedny król Michał przeszedł do historii jako jeden z naszych najgorszych władców. Tron trafił mu się przez przypadek. Ani o niego zabiegał, ani do niego pasował. Wybrała go szlachta, chcąc mieć za króla księcia polskiej krwi, "Piasta", zaważyła też pewnie wojenna sława jego ojca, słynnego Jaremy, pogromcy Kozaków. Ale Michał nie był Jaremą. Co prawda szkoły skończył, znał kilka języków, ale niewiele miał w nich do powiedzenia. Nie imponował ani wiedzą, ani majątkiem, ani żadnym talentem. Nic dziwnego, że magnaci, a wśród nich wielki hetman Sobieski, gardzili królem, montując przeciw niemu opozycję i snując plany detronizacji.
W to polskie piekiełko wpadła młodziutka Eleonora. I poradziła sobie po mistrzowsku. Przede wszystkim dlatego, że była lojalna — nie wobec żadnego z politycznych stronnictw, tylko wobec własnego męża. Wiernie trwała u boku atakowanego ze wszystkich stron króla, towarzysząc mu w podróżach, podsuwając rozsądne rady. W dużej mierze dzięki niej Michał przetrwał na tronie całe cztery lata. Szybko nauczyła się polskiego, ale nie mieszała się do polityki, nie forsowała niczyich planów. Miała za to zadziwiającą zdolność łagodzenia wszelkich konfliktów. W końcu udało się jej, choć na krótko, pojednać króla i wrogich wobec niego magnatów. Zyskała tym sobie powszechny szacunek, nawet wśród nieprzyjaciół Wiśniowieckiego.

Widziała, że król Michał nie zasługiwał na taką opinię, jaką mieli o nim wrogowie. Urobili mu reputację gnuśnego, żałosnego, strachliwego władcy, odmawiali mu nawet męskości, plotkując, że był impotentem. Nieprawda. Eleonora dwukrotnie była w ciąży, dwukrotnie poroniła. Widziała też, że król nie jest ani gnuśny, ani leniwy — że całe godziny spędza na posiedzeniach sejmu i senatu (w źródłach zachowały się do dziś jego wyważone, rozsądne wypowiedzi z tych obrad). I patrzyła coraz bardziej przerażona, jak władza niszczy jej męża. Radził sobie z ustawicznym stresem, obżerając się chorobliwie, co koniec końców doprowadziło go do przedwczesnej śmierci. Zmarł na wrzody żołądka w wieku 33 lat. Młodziutka królowa została sama.
Szanowano ją, chciano zachować na polskim tronie. Pojawiły się pomysły, by znaleźć kawalera, który poślubiłby wdowę. Ale na sejmie elekcyjnym liczył się już tylko jeden kandydat, wielki zwycięzca spod Chocimia, szczęśliwie żonaty Jan Sobieski. Jednak nawet po jego wyborze przyjaciele królowej nie dawali za wygraną. Sobieskiemu poradzono, by... rozwiódł się z Marysieńką i ożenił z Eleonorą. Zakochany w swojej żonie Jan III posłał oczywiście doradców do diabła, dla królowej wdowy nie było już miejsca w Polsce. Wróciła do domu.
W Wiedniu wciąż na nią czekał Karol. Dawne uczucie odżyło. Cesarz po pewnych oporach w końcu zgodził się na ślub. Eleonora mogła zacząć swoje drugie, szczęśliwsze życie, jako księżna lotaryńska. Ale Sobieskiemu chyba nigdy nie zapomniała, jak wielu udręk przysporzył Wiśniowieckiemu. Wciąż utrzymywała stosunki z polskimi senatorami, a trzy lata po wiedeńskiej wiktorii była zamieszana w spisek, który miał doprowadzić do obalenia Jana III.

Jakoś nie mam jej tego za złe. Myślę, że po prostu starała się być do końca lojalna wobec swojego pierwszego męża, opluwanego przez wrogów, za surowo osądzonego przez historię. Biednego króla Michała, który miał nieszczęście być poprzednikiem wielkiego króla Jana.

(Przy pisaniu tego tekstu korzystałam z książki Adama Przybosia "Michał Korybut Wiśniowiecki")
---

Autor: A.D.
http://kobietyihistoria.blogspot.com/

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 11 października 2012

Jak rodził się amerykański nazizm - Związek Niemiecko-Amerykański (German-American Bund)

Źródło:Wikimedia
Autorem artykułu jest Krzysztof Kasiński

Poczatki ruchu nazistowskiego w Stanach Zjednoczonych to przede wszystkim pojawienie sie kilku malych organizacji nacjonalistycznych w latach trzydziestych XX wieku.
W wyniku ich konsolidacji powstał Zwiazek Niemiecko-Amerykanski, ktory stal sie podwalina pozniejszych ruchow neonazistowskich w USA w tym slynnej American Nazi Party.
Ogłaszając Deklarację Niepodległości a następnie pierwsze dziesięć artykułów Konstytucji Stany Zjednoczone stały się prekursorem demokracji w nowożytnym świecie. Demokracja ta była gwarantem rodzenia się państwa pluralistycznego. Pluralizm jest niemal zawsze wynikiem wielości sposobów myślenia, oznaką otwartości i tolerancji. Może on jednak stwarzać konflikty i problemy.
Pluralizm amerykański gwarantujący większą lub mniejszą swobodę swoim obywatelom stworzył też niestety miejsce dla skrajnie radykalnych organizacji pojawiających się zwłaszcza w czasach kryzysów społecznych i upadku autorytetów. W większości członkowie tych ugrupowań przyjmowali postawy, obojętne lub wrogie wobec wszystkiego, co nieznane: obcych im kultur, światopoglądów czy postawy roszczeniowe wynikłe z wcześniej wspomnianych. W Stanach Zjednoczonych szczególnie mocno zarysował się nurt, który można określić słowami założyciela drugiego Ku Klux Klanu – Williama J. Simmonsa – mianem nurtu stuprocentowej amerykańskości.
Zjawisko to jest niczym innym jak formą uzewnętrznienia się ksenofobii i rasizmu, które nie są obce w historii Stanów Zjednoczonych. Jedną z organizacji, która wpisuje się w omawiany nurt jest Związek Amerykańsko-Niemiecki (German-American Bund).

Historia tego Związku jest nierozerwalnie związana z przybywaniem do Stanów Zjednoczonych ludności niemieckojęzycznej. O ile pierwsze pokolenie tej społeczności zachowywało jeszcze wiele tradycji wyniesionych ze swej ojczyzny to kolejne pokolenia Amerykanów pochodzenia niemieckiego niemal całkowicie ulegały procesowi asymilacji a następnie amalgamacji z innymi obywatelami. Niemcy przyswajali amerykańską kulturę, zastępowali ojczysty język, językiem angielskim.
W latach 1917-18 nauczanie w języku niemieckim z mocy prawa w większości szkół przestało obowiązywać. Podczas pierwszej wojny światowej niemieccy Amerykanie, zwłaszcza ci urodzeni poza granicami USA byli postrzegani jako zwolennicy Rzeszy. Theodore Roosevelt uznawał podwójną lojalność państwową za nieakceptowaną w czasie wojny. Wielu Amerykanów niemieckim pochodzeniu było wówczas aresztowanych, inni chcąc uniknąć tego losu amerykanizowali swoje nazwiska. Sentyment natywistyczny był na tyle silny, iż prowadził do wprowadzania wielu zakazów obejmujących ludność niemieckojęzyczną. W okresie poprzedzającym drugą wojnę światową do USA przybyło ponad 114 tysięcy Niemców będących głównie uchodźcami politycznymi, przeciwnymi ideologii nazistów. Jednak ustawodawstwo federalne wciąż nakładało na Niemców ograniczenia. Ustawa Alien Registration Act z 1940 roku nakazywała obywatelom niemieckojęzycznym rejestrowanie się w urzędach federalnych. Zgodnie z Alien Enemy Act z 1798 roku USA dokonywały internowań w latach 1940-48. W ten sposób naruszano wielokrotnie prawa obywatelskie ludności USA.
Dopiero prezydent Franklin D. Roosevelt obiecał Amerykanom o niemieckich korzeniach, iż nie będą prześladowani. Kilku naturalizowanych Amerykanów dostało więc szansę na pełnienie funkcji w państwie. Sytuacja taka dotyczyła m.in.: generała Dwighta D. Eisenhowera, admirała Chestera Nimitza, generała Carla Spaatza czy przywódcy republikanów Wendella Wielkie. Amerykanie niemieckojęzyczni służyli w trakcie działań wojennych jako informatorzy, tłumacze lub szpiedzy.
Po dojściu Adolfa Hitlera do władzy w 1933 roku niektórzy Amerykanie pochodzenia niemieckiego wobec licznych obostrzeń spotykających swoich rodaków tworzyli organizacje popierające lub naśladujące niemiecką Partię Nazistowską.
Najbardziej znaną z takich organizacji był German-American Bund, który określał siebie jako ramię Trzeciej Rzeszy. Początkowo poparcie dla organizacji napłynęło faktycznie z Rzeszy. W maju 1933 roku Rudolf Hess dał przyzwolenie imigrantowi z Niemiec – Heinzowi Spanknobelowi do stworzenia amerykańskiej organizacji promującej nazizm. W wyniku konsolidacji dwóch organizacji Partii Narodowo-Socjalistycznej oraz Free Society of Teutonia powstała organizacja Friends of New Germany.
Organizacja Heinza Spanknobela miała charakter wybitnie pro-nazistowski, wzywała niemieckojęzyczną prasę, jak New Yorker Staats-Zeitung do publikacji artykułów popierających nazizm. Organizację tworzyli w większości imigranci niemieccy oraz obywatele USA niemieckiego pochodzenia. Początkowo głównym celem było propagowanie idei pokoju i przyjaźni między USA a Rzeszą. Z czasem zaczęła jednak przejmować cechy ideologii nazistowskiej, czego wynikiem były ataki na ludność żydowską, czy walka z komunistami.
Wkrótce po powstaniu organizacja napotkała na silny opór środowisk żydowskich w USA. W dzielnicy Nowego Jorku – Yorkville, bojkotowano towary sprowadzane z Niemiec. Nowa organizacja napotykała także na sprzeciw polityków. Jednym z największych jej oponentów był kongresman z Partii Demokratycznej – Samuel Dickstein, który rozpoczął nawet własne śledztwo badające związki organizacji z niemieckimi nazistami. Rezultatem śledztwa był nakaz Hitlera do rezygnacji z członkostwa obywateli niemieckich należących do tej organizacji.
„Przyjaciele” zwalczali opozycje przy pomocy propagandy oraz zastraszania Amerykanów. Jednocześnie wewnątrz organizacji toczyła się walka o stanowisko jej przywódcy, która ostatecznie zakończyła się odsunięciem w 1934 roku Spanknobela.
Po upadku Friends of New Germany w marcu 1936 roku w mieście Buffalo powstała niejako kontynuacja Przyjaciół – organizacja German-American Bund lub Amerikadeutscher Volksbund. 19 marca 1936 roku Hitler umieścił na czele tej organizacji Fritza Kuhna. Pochodzący z Monachium przywódca walczył w armii niemieckiej podczas pierwszej wojny światowej.
Po studiach z inżynierii chemicznej przez pewien czas pracował w Meksyku, skąd wyemigrował do USA. W 1934 roku otrzymał obywatelstwo amerykańskie. Kuhn był w istocie postacią groteskową. Przedstawiał siebie jako gorliwego nazistę i człowieka o surowym charakterze, jednak w rzeczywistości był znany jako nieudacznik i kłamca.
Nawet jego rodacy w Niemczech byli zawstydzeni Kuhnem, czego dowodem jest opinia ambasadora Rzeszy Hansa Dieckhoffa, który nazywał go „głupkiem”. Bund składał się z ludzi, których wspólnym marzeniem była wizja Ameryki opanowanej przez nazistów. Większość członków wywodziła się z klasy niższej-średniej. Organizowano zjazdy oraz parady, podczas których śpiewano niemieckie piosenki. Tworzono ośrodki rekreacyjne dla młodzieży, takie jak Camp Siegfried w Nowym Jorku czy Camp Nordland w New Jersey.
Stworzono również amerykański odpowiednik Hitlerjugend, którego celem była edukacja dzieci w duchu supremacji rasowej i narodowej, nauka języka niemieckiego, historii i filozofii nazizmu. Amerikadeutscher Volksbund był również przeciwnikiem ideologicznym prezydenta Roosevelta, którego nazywał elementem żydowsko-bolszewickiej konspiracji.
Podczas Igrzysk Olimpijskich w Berlinie Kuhn otrzymał zaproszenie na spotkanie z Adolfem Hitlerem. Było to jedno z wielu towarzyskich spotkań Fuhrera niemniej jednak Kuhn potraktował je jako nominację na stanowisko Bundesfuhrera USA. Wkrótce rozpoczęło się śledztwo Kongresu w sprawie organizacji wywrotowych (House Un-American Activities Committee) pod przywództwem Martina Diesa, którego wynik w praktyce oznaczał powolny kres organizacji. Ambasador Rzeszy w USA Hans Heinrich Dieckhoff wyrażał sprzeciw wobec działań organizacji w wysyłanych do Berlina listach. Ostrzegał o nieuchronnej porażce i upadku organizacji, gdyż ta jego zdaniem stwarzała tylko nastroje anty-niemieckie w USA. Sceptycyzm, co do zasadności istnienia takiej organizacji był uzasadniony, gdyż w czasie międzywojnia ludność niemieckojęzyczna była obojętnie nastawiona do polityki i do Amerykanów innego pochodzenia. 1 marca 1938 roku rząd Rzeszy wprowadził zakaz używania symboliki nazistowskiej przez Bund. Mimo interwencji Kuhna w Berlinie decyzji nie udało się zmienić.
W lutym 1939 roku Bund zorganizował w Madison Square Garden największe spotkanie organizacji, które było jednocześnie zwiastunem jej końca. Po tym wydarzeniu prokurator dystryktowy Nowego Jorku Thomas Dewey aresztował Kuhna pod zarzutem fałszerstwa i grabieży majątku. Po zakończeniu drugiej wojny światowej Kuhn został deportowany do Niemiec, gdzie w 1951 roku zmarł. Po aresztowaniu Kuhna organizacja stopniowo traciła na znaczeniu i ostatecznie została rozwiązana 8 grudnia 1941 roku tuż po ataku Cesarstwa Japonii na Pearl Harbor. Po wypowiedzeniu wojny Niemcom przez USA członkowie Bundu byli masowo aresztowani przez policję. Następca Kuhna – Gerhard Kunze został schwytany w Meksyku i skazany na piętnaście lat więzienia za działalność w organizacji wywrotowej.

Wybrana bibliografia:

Sims Patsy, The Klan, Kentucky: The University Press of Kentucky, 1996.
Miller Marvin, Wunderlich's Salute: The Interrelationship of the German-American Bund,
Camp Siegfried, Yaphank, Long Island, and the Young Siegfrieds and Their
Relationship with American and Nazi Institutions, Malamud-Rose Publishers, 1983.

Lopez Adrian, Blitzkrieg Over America: When Will Hitler Invade U.S.A., Nowy Jork: War
Books, 1940.

Diamond Sander, Nazi Movement in the United States - 1924-1941, Londyn: Cornell
University Press, 1974.

Canedy Susan, America's Nazis, A Democratic Dilemma, A History of the German American
Bund, Menlo Park: Markgraf Publications Group, 1990.

Blum Howard, Wanted School for Nazis : The Search for Nazis in America, Nowy Jork:
Ballantine Books, 1977.

Langer Elinor, A Hundred Little Hitlers : The Death of a Black Man, the Trial of a White
Racist, and the Rise of the Neo-Nazi Movement in America, Metropolitan Books, 2003.

Alexander, Charles C. Crusade for conformity: the Ku Klux Klan in Texas, 1920-1930. Houston:
Texas Gulf Coast Historical Association, Publication Series; 6-1, 1962.

__________. The Ku Klux Klan in the Southwest. Lexington: University of Kentucky Press, 1966.

Blee Kathleen M., Women of the Klan, Racism and Gender in the 1920s, Los Angeles: University of
California Press, 1991.

Chalmers, David M. Hooded Americanism: the first century of the Ku Klux Klan, 1865-1965. Garden
City: Doubleday, 1965.

__________. Hooded Americanism: the history of the Ku Klux Klan. Chicago: Quadrangle Books,
(Quadrangle Paperbacks; 51), 1968.

Jackson, Kenneth Terry. The Ku Klux Klan in the city, 1915-1930. Chicago: I. R. Dee, (Elephant
Paperbacks), 1992

Katz William Loren, The Ku Klux Klan Impact on History, Seattle: Open Hand Publishing, 1986.

Lowe David, KKK – The Invisible Empire, Nowy Jork: W.W.Norton & Company, Inc., 1967.

McLean Nancy, Behind the Mask of Chivalry. The Making of the Second Ku Klux Klan, Nowy Jork:
Oxford University Press, 1994.

Moore, Leonard Joseph. Citizen klansmen: the Ku Klux Klan in Indiana, 1921-1928. Chapel Hill:
University of North Carolina Press,

Sobieraj Jerzy, Ku Klux Klan, Warszawa: Dom wydawniczy Bellona, 2004.

Wade, Wyn Craig. The fiery cross: the Ku Klux Klan in America. Nowy Jork: Simon and Schuster,
1987.

Kasiński Krzysztof, Ku Klux Klan w USA 1915-1944, Szczecin: Wydawnictwo My Book, 2007.
---

zachecam do zakupu mojej ksiazki - jedynej poswieconej w calosci najpotezniejszemu Ku Klux Klanowi z 20 lecia miedzywojennego, na stronie wydawnictwa rowniez lista ksiegarni sprzedajacych moja ksiazke

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

poniedziałek, 8 października 2012

Geneza II Wojny Światowej

W 1939 roku Armia Radziecka i Niemcy ochoczo
współpracowały (źródło:Wikimedia)
Autorem artykułu jest Mr. Barowski

Traktaty pokojowe z lat 1919-1920, które miały być podstawą długotrwałego pokoju światowego stały się, niestety, zarzewiem nowego konfliktu światowego.
          Część państw, niezadowolonych przede wszystkim z rozstrzygnięć terytorialnych, dążyła do ich rewizji. Największe znaczenie miały żądania państw, które oprócz rewizji traktatów pokojowych były zainteresowane ekspansją terytorialną: Niemców dążących do poszerzenia „przestrzeni życiowej”, Włochów marzących o budowie nowego „ Imperium Romanum”, Związku Radzieckiego z programem „ światowej rewolucji” i Japonii, która pod hasłem „Azja dla Azjatów” dokonywała ekspansji na kontynencie.
Wywarły one głęboki wpływ na sytuację międzynarodową już w latach trzydziestych.
            Początek dała Japonia, którą świeżo zdobyty status mocarstwa i gwałtowny rozwój gospodarczy zmuszał do zdobycia nowych terenów bogatych w surowce strategiczne.
Pierwszym etapem była japońska agresja na Chiny i okupacja od 1931 roku Mandżurii, z której utworzono wasalne państewko Mandżukuo (1932r.). Brak zdecydowanych przeciwdziałań ze strony Ligi Narodów umocnił pozycję polityczną japońskich militarystów.
Zresztą już w marcu 1933 roku Japonia wystąpiła z Ligi Narodów. Po umocnieniu się w Mandżurii Japonia zaczęła podbój północnych Chin. Druga ofensywa nastąpiła w 1937 roku, w trakcie której zajęto: Pekin, Tiencin i Szanghaj, a w 1938 roku Nankin.
Podobnie postępowały Włochy, które szukały rozwiązania swoich problemów - bezrobocia i braków surowcowych - w ekspansji kolonialnej. Posiadając już kolonie afrykańskie - Libię (Trypolis), Erytreę i Somalię Włoską Mussolini zainteresował się położoną między nimi Etiopią. Kiedy zawiodły próby nacisku politycznego na cesarza Etiopii, Heile Selasie, wojska włoskie w październiku 1935 roku zaatakowały to państwo. Świetnie wyposażone oddziały włoskie, choć z pewnymi trudnościami, pokonały prymitywnie uzbrojone plemiona etiopskie.
W maju 1936 roku Etiopia została wcielona do Włoch i razem z Somalią i Erytreą stanowiła Włoską Afrykę Wschodnią. Próba sankcji ekonomicznych ze strony Ligi Narodów spowodowała jedynie wystąpienie Włoch z tej organizacji (1936 r.).
Korzystając z dogodnej sytuacji politycznej, Hitler w marcu 1936 roku zdecydował się na wprowadzenie wojsk do Nadrenii, która była strefą zdemilitaryzowaną. Demilitaryzacja tych terenów oznaczała zerwanie przez III Rzeszę traktatu wersalskiego i wypowiedzenie układu z Locarno (1925r.). Niemcy przystąpiły do budowy „Linii Zygfryda”, jako odpowiedzi na francuską „Linię Maginota”. Działania te poprzedziło wystąpienie Niemiec z Ligi Narodów (1933r.), wprowadzenie powszechnej służby wojskowej (1935r.) i zajęcie Zagłębia Saary (1935r.). Szukając sojuszników do dalszych agresji Hitler doprowadził do zawarcia układu sojuszników z Włochami (25 października 1935r.). Układ ten został nazwany przez Mussoliniego „osią Berlin-Rzym”. W miesiąc później Niemcy zawarły podobny sojusz z Japonią nazwany „Paktem Antykominternowskim” (oficjalnie był wymierzony
w komunizm światowy). Kiedy do paktu dołączyły Włochy, „oś Berlin-Rzym” połączyła się z „osią Berlin-Tokio”. Miało to miejsce 6 listopada 1937 roku. Potocznie zaczęto te mocarstwa nazywać „państwami osi”. Zastanawiająca była reakcja mocarstw europejskich: Wielkiej Brytanii i Francji, które zaczęły stosować politykę appeasementu, której głównym rzecznikiem był brytyjski premier Neville Chamberlain. Polityka ustępstw opierała się na założeniu, że Niemcy i Włochy zostały poszkodowane w ramach systemu wersalskiego spełnienie ich żądań terytorialnych usunie przyczynę agresji.
Podobnie zareagowano na wojnę domową w Hiszpanii, gdzie gen. Francisco Franco obalił legalnie wybrany lewicowy rząd republikański (lipiec 1936r.). Proklamowana przez Ligę Narodów polityka nieinterwencji i kontroli granic była od początku łamana przez Niemcy i Włochy.
Oba państwa faszystowskie wsparły rebelię gen. Franco regularnymi oddziałami wojskowymi liczącymi ponad 150 tys. żołnierzy. Niemieckie lotnictwo ćwiczyło nowe metody walki polegające na atakowaniu skupisk ludności cywilnej (Guaernica). Rząd republikański otrzymał pomoc w sprzęcie wojskowym i kadrze oficerskiej ze strony Związku Radzieckiego. Wojna domowa w Hiszpanii jaskrawo ujawniła agresywny charakter totalitaryzmu faszystowskiego i komunistycznego i wskazała, że stanowią one zagrożenie dla pokoju światowego.
W Austrii w 1934 roku podjęto nieudaną próbę przejęcia władzy przez nazistów. Przez zbliżenie Hitlera i Mussoliniego Austria zmuszona była do zawarcia z Niemcami w 1936 roku układu podporządkowującego ekonomicznie ten kraj interesom III Rzeszy. Kanclerz Austrii, nie chcąc dopuścić do aneksji, wyznaczył na 13 marca 1938 roku plebiscyt, który miał wykazać zdanie ludności za lub przeciw przyłączeniu Austrii do Niemiec. Hitler uprzedzając to 11 marca 1938 roku postawił rządowi tego kraju ultimatum, żądając odwołania plebiscytu, ustąpienia kanclerza i oddania władzy austriackim faszystom. Pomimo spełnienia tych warunków w nocy z 11 na 12 marca około 200 tys. niemieckich żołnierzy wkroczyło do Austrii. Powstał nowy rząd i 12 marca podjął uchwałę o przyłączeniu Austrii do Niemiec.
13 marca 1938 roku Hitler proklamował połączenie tych państw.
             W dniach 29-30 września w Monachium odbyła się konferencja z udziałem brytyjskiego premiera Chamberlainea, premiera Francji Daladiera oraz Mussoliniego i Hitlera. Układ monachijski zezwalał Niemcom na przyłączenie Sudetów, w których mieszkała mniejszość niemiecka. Decyzję tą narzucono prezydentowi Czechosłowacji, Beneszowi. Anglia i Francja odmówiły zbrojnego poparcia Czechosłowacji. W wyniku tej aneksji w granicach III Rzeszy znalazło się około 800 tys. Czechów.
Konferencja monachijska była szczytem polityki ustępstw Francji i Anglii wobec Niemiec. Państwa te liczyły na skierowanie agresji Rzeszy w stronę ZSRR.
Tą sytuację wykorzystali słowaccy nacjonaliści i utworzyli państwo słowackie z prohitlerowskim rządem księdza Tiso. Po uznaniu tego rządu przez Pragę za nielegalny premier Tiso zwrócił się do Hitlera z prośbą o pomoc. Hitler wystąpił jako obrońca Słowaków i Ukraińców, którzy oderwali od Czechosłowacji Ukrainę Zakarpacką, tworząc odrębne państwo.
W 1939 roku Hitler przekreślił nadzieje nacjonalistów ukraińskich przekazując Zakarpacie Węgrom, które zapowiedziały przyłączenie się do „Osi”.
15 marca 1939 roku wystosował w stosunku do prezydenta Czechosłowacji Emila Hahy i ministra spraw zagranicznych ultimatum. Dokument ten zawierał rezygnację władz tego państwa z suwerenności i zgodę na utworzenie Protektoratu Czech i Moraw przyłączonych do Rzeszy. 16 marca 1939 roku wojska niemieckie wkroczyły do Pragi i Republika Czechosłowacji przestała istnieć.
22 marca 1939 roku miała miejsce aneksja terytorium Kłajpedy, portu należącego do Litwy, a następnym krokiem ku stworzeniu „przestrzeni życiowej” na wschodzie miała być wojna z Polską. Jak wiadomo sporem w stosunkach polsko-niemieckich było Wolne Miasto Gdańsk, ponadto Niemcy zażądali eksterytorialnej autostrady przez polskie Pomorze, łączącej Niemcy z Prusami Wschodnimi oraz przystąpienia Polski do „Osi”.
Te zdecydowane żądania Hitler wysuwał w styczniu i w marcu 1939 roku. Po słowach wypowiedzianych 5 maja przez ministra spraw zagranicznych Józefa Becka: „…czy też o odepchnięcie Polski od Bałtyku, do którego Polska odepchnąć się nie da!” Hitler zaczął rozmowy ze Stalinem. Efektem tych rozmów był pakt Ribbentrop-Mołotow podpisany 23 sierpnia 1939 roku określający m.in. podział wpływów w Europie. Linia podziału strefy wpływów miała przebiegać przez Polskę wzdłuż rzek: Pisa-Narew-Wisła-San.
Czy słowa wypowiedziane przez Hitlera na odprawie z dowódcami Wehrmachtu 23 maja 1939 roku: „… że Gdańsk nie jest obiektem, o który chodzi. Chodzi o rozszerzenie naszej przestrzeni życiowej na wschodzie i zabezpieczenie dostaw żywności, jak również o rozwiązanie problemu bałtyckiego…” odzwierciedlały zasadnicze cele agresji przygotowywanej przez Niemcy na Polskę i dalej na wschód?
Celem tej agresji nie był ani Gdańsk, ani jakiekolwiek korekty graniczne. Było to dążenie do całkowitej likwidacji państwa polskiego i otwarcia sobie drogi umożliwiającej dalszą ekspansję w Europie.
Polityka ustępstw, brak stanowczych decyzji i działań na samym początku rodzenia się zagrożeń przez Francję i Anglię, szalone dążenia przywódców państw totalitarnych.
To wszystko zapoczątkowało tę straszna, wielką i okrutną batalię, jaką była II Wojna Światowa.
---

Autor: Stanisław B. Lenard
Liceum dla dorosłych - Business School

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Polska Edwarda Gierka

Autorem artykułu jest Agata Jeruszka

Edward gierek
źródło:Wikimedia
O kryzysie lat osiemdziesiątych oraz Edwardzie Gierku Od nazwiska tego człowieka wzięła się nazwa tzw. gierkowskiej dekady.
Sposób sprawowania władzy przez niego, w czasach kiedy sprawował funkcje I sekretarza KC PZPR oceniany jest tak samo niejednoznacznie, jak PRL. Dla jednych jest człowiekiem o niezwykłej odwadze cywilnej i sprawcą „cudu gospodarczego”, dla drugich wręcz przeciwnie – człowiekiem, który wpędził Polskę w ogromne kłopoty za sprawą kredytów zagranicznych.
Edward Gierek miał 4 lata, gdy w kopalni Wujek zginął jego ojciec. W 1923 roku wyjechał z rodziną do Francji, gdzie po kilku latach pobytu został górnikiem. Po 11 latach życia we Francji został z niej wydalony.
Długo w Polsce jednak nie zagrzał miejsca. W 1937 roku ożenił się ze Stanisławą Jędrusik, z którą wyjechał tym razem do Belgii.
Na stałe do Polski wrócił dopiero w 1948 roku. Od samego początku związany ze Śląskiem został I sekretarzem Komitetu Wojewódzkiego. Przez kilka miesięcy w 1956 roku oraz już przez dłuższy czas począwszy od roku 1959 był członkiem Biura Politycznego.
Na tym etapie jego kariery politycznej, która nazwana została „okresem katowickim” Edwarda Gierka oceniano jeszcze pozytywnie. Swoją „zapobiegliwością” miał okazję wykazać się w 1951 roku, kiedy to doszło do strajku górników m.in. w kopalni, w której kiedyś zginął ojciec Edwarda Gierka – w kopalni Kazimierz – Juliusz w Sosnowcu.
Stanął on wtedy przed dylematem czy podjąć się zadania, jakie zlecił mu sam Roman Zambrowski – wygaszenie strajku w kopalni w zamian za stanowisko I sekretarza KW w Katowicach czy stanąć po stronie „swoich”. Ponieważ swoją przyszłość wiązał z partią, a nie z górnictwem, w którym nie pracował już od kilku lat wybrał oczywiście stanowisko I sekretarza.
Zjechał więc do kopalni, gdzie zaczął przekonywać górników do kapitulacji. Po kilku godzinach górnicy przekonani argumentami Edwarda Gierka zaniechali strajku. Jednak jakiś czas później zwołano zebranie partyjne, na którym wszystkim uczestnikom strajku z kopalni Kazimierz – Juliusz, Jowisz oraz Czerwonej Gwardii, odebrano książeczki partyjne. Roman Zambrowski dotrzymał słowa – Edward Gierek został mianowany I sekretarzem KW w Katowicach.
Zachęcony sukcesem w rozmowach z górnikami, po wybuchu zamieszek w Poznaniu sam poprosił Edwarda Ochaba – I sekretarza Komitetu Centralnego PZPR w 1956 r. – o umożliwieniu mu wyjazdu do Poznania, gdzie chciał sukces oczywiście powtórzyć.
Do wielkich demonstracji w Poznaniu doszło 28 czerwca 1956 roku, w Zakładach im. Stalina. Robotnicy wyszli na ulice walcząc o swoje.
W pierwszej kolejności protestujący zajęli gmach Komitetu Wojewódzkiego PZPR i tam właśnie – też w pierwszej kolejności – udał się Edward Gierek, tyle że za późno. Nie zniechęcony jednak, udaje się do Urzędu Wojewódzkiego Rady Narodowej, gdzie – niestety – nie miał najmniejszej ani szansy, ani okazji porozmawiać ze strajkującymi i plądrującymi ten gmach robotnikami.
Jednak nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło – Edward Gierek uniknął w ten sposób posądzenia o branie udziału w podejmowaniu decyzji o użyciu broni palnej w stosunku do strajkujących, czego nie udało się uniknąć Józefowi Cyrankiewiczowi.
W grudniu 1970 roku w Stoczni Gdańskiej dochodzi do strajku robotników, wywołanych podwyżkami cen artykułów spożywczych przeciętnie o około 20 proc. Powołany przez Władysława Gomułkę – ówczesnego I sekretarza KC PZPR, Sztab Lokalny podjął decyzję o użyciu wojska zaopatrzonego w czołgi i transportery, które otoczyło Stocznię Gdańską w nocy z 15 na 16 grudnia. Krwawe walki na ulicach wielu miast oraz strajki wkrótce zaczęły się również w Szczecinie, Elblągu i Słupsku. Nie spodobały się one na Kremlu, gdzie już od kilku lat władze planowały pozbyć się Gomułki, który na wiadomość o planach usunięcia go z urzędu rozchorował się i znalazł się w szpitalu. W związku z tym nie było go na posiedzeniu partii, podczas którego przewagą większości głosów, zdecydowano o powołaniu na stanowisko I sekretarza KC PZPR Edwarda Gierka, które miało miejsce 20 grudnia 1970 roku. Już w wieczornych wiadomościach podano informację o zmianie na stanowisku I sekretarza.
Edward Gierek jeszcze tego samego dnia zwrócił się do strajkujących z apelem o powrót do pracy, obiecał również poprawę warunków materialnych całego narodu.
Po ustaniu strajków nie cofnięto podwyżek cen, zapowiedziano jedynie, że ceny nie ulegną zmianie w przeciągu dwóch lat. 45 osób zostało zabitych – 12 z nich nie ukończyło 20 lat, a pozostali 30. Ponad 1100 osób zostało rannych, a nikt z winnych takiego bilansu nie został pociągnięty do odpowiedzialności. Wszelkie artykuły o strajkach poddawane były ostrej cenzurze, w efekcie czego nie ukazywały się one w ogóle. Dopiero po upływie około miesiąca ukazała się lista poległych.
Od początku stycznia 1971 roku stoczniowcom szczecińskim narzucono liczne obowiązki wiążące się ze zobowiązaniami produkcyjnymi. Wszystko to miało świadczyć o tym, że kryzys się skończył. Zaledwie w miesiąc od ustania strajku, rozpoczął się kolejny - 22 stycznia w Stoczni Szczecińskiej. Edward Gierek udał się do strajkujących, wtedy też, podczas osobistej wizyty w Stoczni Szczecińskiej, wypowiedział słynne „Pomożecie?!”.
Ten etap kariery politycznej Edwarda Gierka oceniany jest pozytywnie - świeżość w sposobie rządzenia. Po kolejnym strajku, tym razem w Łodzi, 15 lutego obniżono ceny żywności.
Hasłem przewodnim rządów „ekipy Gierka” było słynne „Zbudujemy drugą Polskę”. Władze dążyły do wielkiej modernizacji kraju, która miała doprowadzić do wzrostu znaczenia gospodarczego Polski i faktycznie to nastąpiło, tyle że działania Edwarda Gierka w tym kierunku nie były zmianami, a zamiataniem problemu pod dywan. „Cud gospodarczy” nie był efektem reformy, a kredytów zaciąganych na zachodzie, których suma wyniosła około 24 miliardów dolarów.
Salomon Jaworzyński w „Balladzie o ekstremie” z dziennika Władysława Bartoszewskiego napisał: „Wnet plan diabelski w głowie się zrodził, / by kraj zrujnować do szczętu / i łowić ryby w tej brudnej wodzie / dynamicznego zamętu. / Ty na Zachodzie – rzekłem do Edka – / grube pożyczaj miliardy, / będziem je potem spłacać w odsetkach, / samych zielonych i twardych”. Sposób rządzenia i radzenia sobie z kryzysem dzisiaj jest obiektem kpin.
Do połowy lat siedemdziesiątych kryzysu jednak w ogóle nie odczuwano. Kryzysu, którego powodem była znaczna przewaga importu nad eksportem. Udział Polski w światowym eksporcie nie przekraczał nawet jednego procenta, co nie dawało możliwości spłaty zaciągniętych kredytów. Wydłużające się cykle budowlane, brak podstawowych artykułów konsumpcyjnych, deficyt energii, wzrost cen ropy wywołany wojną na Bliskim Wschodzie, wszystko to powodowało że kryzys jedynie się pogłębiał.
Życie codzienne zaczęło się ograniczać do stania w kolejkach za podstawowymi artykułami spożywczymi i szukania dojść, żeby kolejki ominąć, co i tak graniczyło z cudem.
Zły system zarządzania wyszedł na jaw, gdy w efekcie ostrej zimy w lutym 1979 roku miasta stanęły, ponieważ tramwaje i autobusy stawały w zaspach. Uszkodzone linie kolejowe uniemożliwiały przewożenie węgla do elektrowni i elektrociepłowni.
Wszystko jednak wyciszane było za pomocą tzw. „propagandy sukcesu”. Obywatele nie zdawali się być jednak tak zadowoleni jakby chciały tego władze. Zwłaszcza po podwyżce cen do jakich doszło w czerwcu 1976 roku. Ceny niektórych produktów wzrosły o 100%, niektórych „zaledwie” o 50%. Doszło do strajków w Płocku, Radomiu i Ursusie. Nie użyto jednak broni w trakcie samych strajków, natomiast zatrzymano wielu protestujących, którzy później byli bici i przepuszczani przez tzw. „ścieżki zdrowia”.
Cztery lata później, w lipcu mięso i wędliny przesunięto do kategorii towarów sprzedawanych po wyższych cenach. W wielu miastach rozpoczęły się kolejne strajki, a protestujący żądali albo zmniejszenia cen, albo cofnięcia podwyżek . Władze tym razem nie sięgnęły po broń, aby tłumić protesty, a postanowiły je wyciszać spełniając żądania strajkujących. Efektem tego nie było wcale zmniejszenie się liczby strajków, do których cały czas dochodziło, a jej zwiększanie się – skoro władza spełnia żądania, to czemu nie strajkować?
Sytuacja stawała się coraz trudniejsza dla władz, zwłaszcza że swoje niezadowolenie wyraził ambasador radziecki. We wrześniu 1980 roku został odwołany ze stanowiska I sekretarza KC PZPR, którym został Stanisław Kania.

--- Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

czwartek, 4 października 2012

Zawisza Czarny korzenie

Autorem artykułu jest Komin

Wieś rodzinna Zawiszy – Garbów leży w powiecie sandomierskim ok. 10 km od Sandomierza, w gminie Dwikozy. Sam Garbów miał w XIX w. 816 morgów ziemi, czyli około 30 łanów. Był to majątek przynoszący średnio 60 grzywien rocznego dochodu, co pozwalało swoim właścicielom na dość dostatnie życie.

Panowie na Garbowie pieczętowali się herbu Sulima. Był to czarny orzeł na żółtym tle- czyli w żółtym polu, a pod nim trzy kamienie w polu czerwonym. O Zawiszy często pisze się Sulimczyk – od nazwy herbu.Najstarszy znany przodek Zawiszy to żyjący w pierwszej połowie XIV w. jego dziadek, właściciel podsandomierskiej wsi Garbowo. Stefan z Garbowa, bo tak prawdopodobnie brzmiało jego imię, ożenił się z  córką Marcina z Opatkowic i Grodziny w powiecie ksiąskim podKrakowem i miał z nią trójkę dzieci: córkę Elżbietę i dwóch synów Mikołaja i Marcisza. Mikołaj z Garbowa to właśnie ojciec Zawiszy. Odziedziczył po ojcu słynny Garbów. Był przedstawicielem szlachty średniej, zajmował stanowisko kasztelana konarsko – sieradzkiego, czyli osoby odpowiedzialnej za królewskie stadniny koni na terenie województwa sandomierskiego.  Ożenił się z Dorotą z Grodziny i miał trzech synów: Zawiszę Czarnego, Jana Farureja i Piotra Kruczka

Dzieciństwo i młodość Zawiszy Czarnego
Na temat dzieciństwa największego spośród polskich rycerzy wiemy niewiele. Nieznana jest nawet dokładna data jego urodzin. Historycy najczęściej umiejscawiają ją w gdzieś między rokiem 1370 a 1375. Lata młodzieńcze Zawisza i jego bracia spędzili zapewne tak, jak cała ówczesna młodzież szlachecka: na koniu, na polu, w lesie, trochę przy nadzorowaniu pracy chłopów, więcej na łowach. Uczyli się władać mieczem i kopią, rzucać oszczepem, strzelać z łuku, jeździć konno. Sami zapewne służyli sobie w treningach za przeciwników w rycerskim rzemiośle.
Dyskusyjną sprawą pozostaje kwestia wykształcenia młodzieńców. Szlachecka młodzież, tego okresu nieczęsto siadywała do książek, rzadkością była nawet umiejętność czytania. Mimo to późniejsze sukcesy na polach dyplomacji świadczą o tym, że jakąś edukację odebrać musiał. Możliwe, że ojciec zaangażował wędrownego kleryka, a może chodzili do pobliskiej szkoły parafialnej w Zawichoście lub nawet Sandomierzu. Z całą pewnością znał też język niemiecki, a może i węgierski, chociaż nie uczył się ich w szkole, lecz później w praktyce życiowej.

Na Krakowskim dworze -Garbów 
Nastoletni Zawisza Czarny  pojawił się w Krakowie na początku lat 90. XIV w., prawdopodobnie jako członek orszaku jednego z sandomierskich wielmoży. Trudno dziś powiedzieć, czy Zawisza przybywał do Krakowa z własnym rycerskim rynsztunkiem. Możliwe jednak, że ojciec był w stanie zaopatrzyć go w dobrego, osobiście wybranego rumaka bojowego. Atutami Zawiszy musiały być zatem w pierwszych latach pobytu w stolicy jedynie przymioty osobiste – siła, sprawność, inteligencja, a także doskonała znajomość kultury dworskiej. Okres przebywania na wawelskim dworze był dla Zawiszy czasem zgłębiania tajników wielkiej polityki Władysława Jagiełły i zdobywania znaczących przyjaciół. Na królewskim dworze była także okazja do dalszego doskonalenia rycerskiego rzemiosła, bo tu odbywały się turnieje rycerskie. Można było się zmierzyć z tęższymi rycerzami, nawet o sławie europejskiej, nie tylko krajowej. Zawisza Czarny zdołał zabłysnąć na pierwszych turniejach, po raz pierwszy też dane mu było ruszyć na prawdziwą wojnę. Przymioty Zawiszy w krótkim czasie utorowały mu drogę do zrealizowania pierwszego wielkiego marzenia – został pasowany na rycerza, wchodząc tym samym na ścieżkę, którą miał kroczyć do końca życia.

Małżeństwo Zawiszy
Żoną Zawiszy Czarnego była bratanica biskupa krakowskiego Piotra Wysza – Barbara z Radolina. Zawisza poznał ją zapewne w Krakowie, bądź na dworze stryja, bądź  - co jest bardziej prawdopodobne – w orszaku królowej Jadwigi. Małżeństwo Zawiszy jak większość małżeństw było na pewno małżeństwem z rozsądku. Rycerz, którego jedyny walor stanowiło zapewne władanie mieczem i kopią, musiał się wesprzeć znacznym posagiem. Na temat Barbary nie zachowało się zbyt wiele informacji. Wiadomo, że troszczyła się o majątek męża pod jego nieobecność, a i sama wniosła znaczne wiano trzy tysiące grzywien i posiadłość rożnowską razem ze świeżo wybudowanym tam zamkiem. Związek Zawiszy z Barbarą trzeba zaliczyć do udanych. Sulimczyk, choć był rzadkim gościem we własnym domu, zapewnił swojej żonie dostatnie życie. Z małżeństwa tego przyszło na świat czterech synów: Marcin, Jan, Stanisław i Zawisza.
 Zawisza Czarny
Służba u Zygmunta Luksemburskiego
obraz_matejkoWiększość historyków łączy karierę Zawiszy Czarnego z osobą króla węgierskiego Zygmunta Luksemburczyka, który w 1397 roku przybywa z przyjacielską wizytą na dwór wawelski. Władca ten choć niechętny Jagielle i mający z Polską wiele kwestii spornych, był w tym czasie w niezwykle ciężkiej sytuacji. Władysław Jagiełło nie odtrącił ręki wyciągniętej na zgodę. Luksemburczyk został przyjęty w Krakowie nadzwyczaj okazale, na jego cześć wyprawiono niezwykle wystawne uczty i turnieje rycerskie. Właśnie przy okazji udziału w turnieju Zawiszy Czarnego, który popisywał się swoją sprawnością, zwrócił na siebie uwagę węgierskiego monarchy. Być może bezpośrednim powodem nawiązania przyjaźni pomiędzy Luksemburczykiem i Sulimczykiem był stoczony między nimi pojedynek. Wkrótce po gonitwach rycerskich król Węgier zaprosił Zawiszę Czarnego i jego brata Farureja na własny dwór do Budy. Dla Zawiszy Czarnego była to okazja by móc wykazać się  swą odwagą i umiejętnościami. Już kilka lat później Zawisza cieszył się w Budzie wielkimi łaskami węgierskiego króla. Świadczyć o tym może fakt, iż za wstawiennictwem Zawiszy król Zygmunt wypuszcza z więzienia polskich rycerzy, schwytanych podczas granicznych zatargów z węgierskimi sąsiadami. Dziedzic z Garbowa otrzymał także wiele bardziej wymiernych dowodów królewskiej  łaski. Król Zygmunt obdarzył Zawiszę majątkiem ziemskim na terenie należącej wówczas do królestwa węgierskiego Słowacji.
Na dworze Luksemburczyka Zawisza przebywał wielokrotnie, jednak nad przyjaźń z nim przedkładał lojalność wobec polskiej Korony i Władysława Jagiełły. W 1408 r. Sulimczyk wziął udział w przygotowanej przez Zygmunta krucjacie. Jednak zamiast walczyć przeciwko muzułmańskim Turkom, został skierowany do Bośni. Tam dowiaduje się o wojnie jaka lada chwila miała wybuchnąć między Polską i Litwą a zakonem krzyżackim. Pomimo próśb i obietnic Luksemburczyka, który za wszelką cenę chciał utrzymać Zawiszę i wielu innych rycerzy polskich przy sobie, Sulimczyk pozostał wierny Władysławowi Jagielle i wyjechał do Polski.



Udział w bitwie pod Grunwaldem
Powrót Zawiszy Czarnego do zagrożonej ojczyzny świadczył o jego patriotyzmie i z całą pewnością poprawił morale gromadzącego się przy polskim królu wojska.
W czasie kampanii 1410 r. Zawisza i Jan Farurej weszli w skład wielkiej chorągwi królewskiej – oddziału największego i skupiającego najdzielniejszych królewskich rycerzy. Zawisza Czarny był jednym z przedchorągiewnych. Należał do elitarnych wojowników pędzących konno przed własnym chorążym, na samej szpicy formacji i rozbijających kopiami wrogie szyki. Funkcja przedchorągiewnego była powierzana najdzielniejszym i najsprawniejszym rycerzom chorągwi. Oprócz umiejętności musieli oni wykazywać się znakomitą orientacją do szybko zmieniającej się sytuacji w czasie bitwy. Na temat osobistych poczynań Zawiszy Czarnego pod Grunwaldem nie zachowały się żadne wzmianki źródłowe. Należy domyślać się, że był wśród tych którzy sprawnie poradzili sobie z elitą krzyżackiej armii. Natomiast Henryk Sienkiewicz tak opisuje jego czyn: „ między przedchorągiewnymi, szedł najstraszniejszy ze wszystkich Polaków, Zawisza Czarny herbu Sulima. Pod okropną ręką Zawiszy ginęli bitni mężowie, jakby w tej czarnej zbroi sama śmierć szła im naprzeciw, on zaś walczył z namarszczoną brwią i ściśniętymi nozdrzami, spokojny, uważny, jakby zwykłą odbywał robotę; czasem równo poruszał tarczą i odbijał cios, lecz każdemu błyskowi  jego miecza odpowiadał krzyk straszny porażonego męża, a on nie oglądał się nawet  i szedł pracując naprzód, jak czarna chmura, z której co chwila piorun wypada.”

Królewski dyplomata
Zwycięstwo nad Krzyżakami nie rozwiązywało wszystkich problemów polskiej Korony. Pokój toruński nie doprowadził do zniszczenia państwa krzyżackiego i wkrótce miał wybuchnąć kolejny konflikt.  Co gorsza, Polska formalnie znajdowała się w stanie wojny ze sprzymierzonym z zakonem Królestwem Węgierskim. Problem ten został rozwiązany w dużej mierze dzięki Zawiszy Czarnemu, którego szlachetność i prawdomówność, sprawiły, że zaufał mu zarówno Władysław Jagiełło, jak i Zygmunt Luksemburski. Do pojednania i spotkania monarchów doszło na zjeździe w Lubowli w 1412 r. Był to dopiero początek dyplomatycznej kariery Zawiszy Czarnego. W obliczu zbliżającej się kolejnej wojny z zakonem krzyżackim rycerz z Garbowa, udał się kilkakrotnie na Węgry, a także do Czech, gdzie zajmował się werbunkiem najemników do armii polskiej. Wreszcie 18 lipca 1414r., przybył na czele poselstwa do Malborka i osobiście wręczył wielkiemu mistrzowi akt wypowiedzenia wojny. Przeszła ona do historii jako wojna głodowa.
Pod koniec 1414r. Zawisza Czarny został minowany jednym z oficjalnych przedstawicieli królewskich na sobór powszechny w Konstancji. Dzięki temu przebywał w gronie najwybitniejszych ludzi owego czasu: uczonych , polityków, władców, rycerzy. Musiał reprezentować nie tylko siłę mięśni i sprawne władanie bronią, ale i zalety umysłowe. Jego zadanie polegało nie tylko na obronie polskich interesów, lecz także na godnym zaprezentowaniu rodzimego rycerstwa. Sulimczyk wykonał zadanie celująco.


Śmierć Zawiszy Czarnego
4W roku 1421, kiedy rycerz z Garbowa po raz kolejny znalazł się na dworze Zygmunta Luksemburskiego, ten szykował się do wyprawy przeciwko husytom. Zawisza Czarny nie mógł przepuścić takiej okazji i przyłączył się do królewskiej armii. Wziął udział w bitwie pod Kutną Chorą 2 stycznia 1422r., a następnie osłaniał odwrót pokonanych wojsk królewskich, broniąc wraz z innymi miasta Niemiecki Bród. Po kilku dniach ostrzału z armat miasto poddało się, a jego załoga, w tym także Zawisza Czarny, dostała się do czeskiej niewoli. Nie pozostał w niej jednak długo, gdyż król Jagiełło wykupił go za bajeczną kwotę.
W 1428r.Zawisza jako jeden z wyższych dowódców wyruszył z Luksemburczykiem na oczekiwaną przez całe życie wyprawę przeciwko Turkom. W czasie oblężenia naddunajskiej twierdzy Gołębiec jego oddział został odcięty przez żołnierzy osmańskich i wybity niemal do nogi. Zawisza Czarny odrzucił możliwość ucieczki i pozostał ze swoimi współtowarzyszami broni do końca. „Niebawem obskoczony przez Turków - pisze Długosz - którzy wzięli go za króla lub jakiego księcia dla zbroi świecącej i połowy czarnego orła, którego miał w herbie, na płaszczu rycerskim okrywającym zbroję, dostał się do niewoli”. Według dalszej relacji Długosza jeńca prowadzono do sułtana, zdjąwszy mu szyszak z  głowy. W drodze dwaj żołnierze tureccy, z których każdy uważał jeńca za swą własność, pokłócili się o swoje prawa, słabszy więc, aby nie ulec przemocy silniejszego, ściął pojmanemu głowę. W rzeczywistości nie ma jednak pewności w jaki sposób pojmany Zawisza zginął.  Wiemy jednak, że poległ jak na idealnego rycerza przystało, samotnie walcząc z wrogami wiary i cywilizacji europejskiej. Jego legenda stała się inspiracją dla przyszłych pokoleń Polaków.
Długosz zamieszcza wzruszającą charakterystykę poległego rycerza: „ Nie tylko w tej bitwie, w której pojmany zginął, ale we wszystkich wyprawach okazał się rycerzem dzielnym i znakomitym, słynął odwagą i wielkimi czynami, w których mu nikt nie dorównał, był zaś w mowie słodki i ujmujący, tak że nie tylko ludzi zacnych i szlachetnych, ale barbarzyńców nawet swoją uprzejmością zniewalał. Miał przede wszystkim rzadki w sobie przymiot, że jak w bitwie najśmielszy zapał, tak w radzie najumiarkowańszą okazywał rozwagę. Godzien za swe bohaterskie dzieła nie moich słabych i bezbarwnych, ale Homera samego pochwał.”


---
www.zawisza-czarny.pl
Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl