MS „Chrobry” tonął dumnie

MS „Chrobry” tonął dumnie

Autorem artykułu jest Krzysztof Dmowski

MS „Chrobry” był ostatnim transatlantykiem zbudowanych dla marynarki handlowej przed II wojną światową. 27 lipca 1939 roku wyszedł w swą pierwszą podróż i do Polski nigdy nie wrócił. Zbudowany w stoczni Nakskov, był najdoskonalszym statkiem polskiej floty handlowej.
MS "Chrobry" (źródło:Wikimedia)

Jednym z najbardziej wiarygodnych świadków losów tego okrętu był kapitan żeglugi wielkiej i pisarz marynista w jednej osobie - Karol Olgierd Borchardt i jego opinię przedstawię w tym artykule.
W książce „Szaman Morski” Borchardt napisał: "Chrobrego" budował mechanik Zygmunt Kuske. Człowiek bez wad. […] Podobnie jak Kuske, „Chrobry” nie miał wad. […] Z siedmiu naszych transatlantyków był najlepszy. Zwrotny, jak luksusowa motorówka, w sztormach wspinał się na fale, a nie przyjmował ich na pokład. Dobijanie nim bez holowników podczas wojny we fiordach nie stanowiło trudności. […] Miał niedościgniony przez inne nasze transatlantyki urok czegoś bardzo doskonałego.
Ostatnie chwile na „Chrobrym” opisuje Borchardt w książce „Krążownik spod Somosierry”: Na  „Chrobrym” znajdującym się w tej chwili w pobliżu Lofotów, koło 67 stopnia szerokości północnej, pełniłem funkcję starszego oficera i za cztery godziny miałem zmienić kapitana. Należy tu wspomnieć, iż w owym okresie MS „Chrobry”, transportował głównie żołnierzy z miejsca na miejsce. Tym razem na statek załadowano czołgi, miny przeciwczołgowe…
Jeszcze przed wyjściem z portu Polacy z „Chrobrego” zapisali kolejne zwycięstwo: Po długim i bezskutecznym ogniu wszystkich stojących w fiordzie okrętów samoloty zrzuciły to, co chciały, nie trafiając nikogo. Najdłużej strzelało działo „Chrobrego”, które dla wykorzystania okazji „ćwiczyło się” jeszcze po zaprzestaniu ognia przez całą eskadrę. Na niebie widoczny był już tylko jeden samolot - cel naszego działa. Naraz ujrzeliśmy, że samolot zaczyna - dymić i spada.
Statek wyruszył wraz z eskortą w postaci starego destrojera „Wolverine” i kanonierki „Stork” (Destrojer — szybki i zwrotny niszczyciel. Kanonierka — średni lub mały okręt wspierający).
Borchardt w książce „Krążownik spod Somosierry” tak wspomina: Wszedłem na mostek. Była dopiero za kwadrans dwunasta. Załoga i wszyscy oficerowie mieli założone hełmy i pasy ratunkowe. Zanim dowiedziałem się, co zaszło, zobaczyłem, za z nadbudówki za trzecią ładownią wydobywają się kłęby dymu i płomienie ognia. Paliła się również nadbudówka tuż za mostkiem, przed trzecią ładownią. W tej gardzieli, w jej gardzieli, wziętej teraz w dwa ognie, znajdowało się pięćdziesiąt ton materiałów wybuchowych w postaci min przeciwczołgowych. Pokłady pokryte były ciałami poległych żołnierzy z obsługi karabinów maszynowych.
Zostaliśmy zaatakowani przez dwa bardzo nisko lecące samoloty. Eskortujące „Chrobrego” okręty wojenne „Wolverine” i „Stork” — jeden przed dziobem, drugi za rufą — były zbyt daleko, by przeszkodzić temu co się stało. Samoloty lecące na małej wysokości wydały się oficerom dowodzącym obroną „Chrobrego” — angielskimi i nie otworzyli do nich ognia, pomimo bezwzględnej co do tego instrukcji. […] Podczas całej kampanii norweskiej nie mieliśmy jeszcze na statku tak dużej ilości wojska. […] Patrząc teraz z mostku, nie miałem wątpliwości, że jest to ostatni dzień życia statku… […] Po przejściu przez dwie zasłony z dymu natknąłem się na grupę marynarzy rozwijających już węże pożarowe. Inni biegali z gaśnicami. Po otworzeniu zaworów z hydrantów nie spłynęła ani jedna kropla wody. […] Żar panował tak wielki, że gdy wypuściłem z płuc powietrze i chciałem zaczerpnąć świeżego, wydało mi się, że połykam ogień. […] Okręty z eskorty zbliżyły się trochę do „Chrobrego” i otworzyły ogień do samolotów. Jedyną nadzieją było, że któryś z okrętów podejdzie do burty i zabierze oszalałych z przerażenia żołnierzy. Okrętom wojennym nie wolno było dobijać do burty palących się statków z amunicją…
Borchardt wówczas rozpoczął przemowę do irlandzkich żołnierzy, że są Anglikami i mają zimną krew, a teraz należy z niej skorzystać i zaprzestać samobójczych skoków do wody. Jego przemowa najwyraźniej odniosła skutek. Choć w tym samym czasie wskutek wybuchu bomb pod pokładem palili się żywcem ludzie, którzy mieli odciętą drogę ewakuacji. Część wysunęła głowy przez bulaje. Otwory były jednak za małe, by się mógł przez nie wydostać człowiek. Ci, którzy wysunęli głowy przez iluminatory, nie wołali już o pomoc, tylko na ich twarzy widniała potworna męka ludzi płonących żywcem.
Pomimo tego, że okręty eskorty zaczęły spóźniony ostrzał samolotów wroga, nie przynosiły one żadnych efektów. Wtedy właśnie kapitan destrojera zdecydował podejść do burty płonącego „Chrobrego”, aby zabrać na pokład ocalałych, spieczonych w ogniu marynarzy i żołnierzy. Wielu żołnierzy w panice skakało bezpośrednio na pokład destrojera łamiąc sobie przy upadku nogi i ręce.
„Wolverine” oddaliwszy się od „Chrobrego” na bezpieczną odległość zabierał ludzi z łodzi ratunkowych i tratew, a także wyławiał ciała żołnierzy. „Chrobry” jeszcze długo utrzymywał się na wodzie, jakby pragnął zadrwić ze strachliwych Anglików.
Statek drwił sobie z sił natury i wybuchających bomb. Dumnie trzymał się na wodzie, wytrzymał wybuch amunicji na swoim pokładzie i dopiero następnego dnia angielski lotniskowiec HMS „Ark Royal” posłał mu torpedę na pożegnanie. Wrak „Chrobrego” zatonął 15 maja 1940 roku, na pozycji 67°40'N, 13°50'E.
W 2000 roku wrak został zlokalizowany na głębokości 160 metrów.

---

Krzysztof Dmowski
http://www.kdpowiesci.republika.pl/

Artykuł pochodzi z serwisu www.Artelis.pl

Komentarze

Popularne posty