piątek, 31 maja 2013

Zamordowany Prezydent

Zamordowany Prezydent

Autor: Zbieracz Filozoficznych Okruszków
Gabriel Narutowicz - polski patriota, profesor, humanista i... mason. Wierzył w ludzi, w naukę i w Polskę, której scalaniu i odbudowie poświęcił swoje życie. Los sprawił, że w pamięci rodaków zapisał się jako ofiara okrutnego zamachu. 15 grudnia 1922 roku endecki ekstremista strzałem w plecy zamordował pierwszego prezydenta Polski.
źródło:Wikipedia

Gabriel Narutowicz urodził się w 1865 roku, a więc jeszcze w okresie zaborów. Pochodził z kresowej rodziny ziemiańskiej. Już w młodości odebrał staranne wychowanie, zgodne z etosem polskich elit społecznych. Co godne podkreślenia, edukacja młodego człowieka nie bazowała wyłącznie na wiedzy encyklopedycznej. Przeciwnie - rodzina (a zwłaszcza matka, Wiktoria Narutowicz) zadbała, aby zaszczepić w Gabrielu nie tylko wiedzę książkową, ale i etyczne, przepełnione głębokim humanizmem zamiłowanie do człowieka. Dzięki temu nasz bohater od młodości przesiąknięty był postępowymi ideałami oświecenia.

Patriotyczna młodość
Wychowany w duchu niepodległościowym i patriotycznym, młody Narutowicz nie chciał rozpoczynać edukacji w rosyjskiej szkole i wybrał niemieckojęzyczne gimnazjum w Lipawie. Po jego ukończeniu, na krótki okres podjął studia w Petersburgu. W ich trakcie aktywnie pomagał prześladowanym przez carat rodakom, co bardzo szybko ściągnęło na niego uwagę władz. W związku z narastającym zagrożeniem (ale i kłopotami zdrowotnymi) wyjechał do Davos w Szwajcarii. Jak się wkrótce okazało, było to dla niego ostateczne rozstanie z Rosją. Narutowicz pozostał na emigracji i kontynuował naukę na Uniwersytecie w Zurychu.

Inżynier i naukowiec
Pracę zawodową rozpoczął na wiosnę 1891 w Saint Gallen, w Biurze Budowy Kolei. Jego wysokie kwalifikacje szybko otworzyły mu drogę do kariery. W maju następnego roku przeniósł się do miejskiego Biura Wodociągów i Kanalizacji na stanowisko inżyniera. Pracował tam do maja 1895, kiedy to objął prestiżowe stanowisko szefa sekcji regulacji Renu. To doświadczenie miało mu się potem przydać w pracy w Polsce. Niezwykły szacunek, jakim był otoczony, sprawił, że otrzymał obywatelstwo szwajcarskie (z poddaństwa rosyjskiego zwolnienie uzyskał jednak dopiero w sierpniu 1905).
Rozgłos Narutowicza jako wybitnego inżyniera-praktyka przyspieszył jego karierę naukową. W 1906 roku zaproszono go do objęcia katedry na politechnice w Zurychu. Narutowicz propozycji początkowo nie przyjął, ale nakłaniany przez władze federalne w końcu wyraził zgodę. W grudniu 1907 uzyskał stopień profesora oraz kierownictwo katedry budownictwa wodnego.

Powrót do Polski
W okresie przed wybuchem pierwszej wojny światowej Narutowicz nie angażował się w działalność polityczną. Wybuch walk był dla niego wielkim wstrząsem - ale i nadzieją na odzyskanie niepodległości przez Polskę. W tym okresie uważał zresztą, że niepodległość nie powinna być uzyskana przy współpracy z którymkolwiek z zaborców. Po 1914 podjął akcję społeczno-filantropijną, mającą na celu udzielenie pomocy Polakom w Szwajcarii. Rok później wszedł do dyrekcji założonego przez Henryka Sienkiewicza Komitetu Pomocy Ofiarom Wojny w Polsce.
Obserwacja kolei wojny doprowadziła do pewnej ewolucji w zapatrywaniach Narutowicza. Stopniowo przechodził on na pozycje bliskie koncepcji legionowej. Niewątpliwie spodobała mu się także polityka zręcznych negocjacji forsowana przez marszałka Piłsudskiego. W ten sposób Narutowicz wchodził w politykę polską, stając się przedstawicielem ruchu niepodległościowego. Po zakończeniu wojny pragnął powrócić do wskrzeszonego kraju i wziąć czynny udział w jego odbudowie. Niestety, smutne wydarzenia osobiste sprawiły, że plany te trzeba było odłożyć.

Wolnomularz
Narutowicz powrócił do odradzającej się Polski dopiero w roku 1920 (wcześniejszą repatriację uniemożliwiła mu choroba i śmierć żony). Prawdopodobnie już w Polsce zetknął się z ruchem wolnomularskim. W tym okresie przynależność do masonerii była zresztą dość popularna, a do lóż należało wiele znaczących osobistości. Narutowicz został inicjowany w masonerii - choć informacje na ten temat, z racji dyskrecji "braci fartuszkowych", są raczej mgliste. Nie da się jednak ukryć, że z punktu widzenia wolnomularstwa Gabriel Narutowicz był kandydatem wręcz naturalnym - wszechstronnie wykształcony, inteligentny, działacz społeczny o poglądach humanistycznych. Był także niezwykle wyważony w swoich sądach i wypowiedziach - cechy, które są cnotą każdego masona.

W stronę prezydentury
Stopniowo Narutowicz coraz mocniej angażował się w działalność polityczną. W 1920 roku, w randze ministra, wszedł w skład rządu. Jako minister spraw zagranicznych reprezentował Polskę m.in. na wielu konferencjach międzynarodowych. Warto dodać, że na początku lat dwudziestych sytuacja polityczna w Polsce była niezwykle skomplikowana. Zwalczające się zaciekle ugrupowania dzieliły różnice tak wielkie, że na porządku dziennym były uliczne starcia bojówek partyjnych. Kraj, jeszcze niedawno tłamszony wiekową niewolą, był wewnętrznie skłócony i podzielony. Pomiędzy partiami politycznymi pochodzącymi z różnych zaborów panowała głęboka nieufność, granicząca wręcz z nienawiścią. Świeżo poniesione ofiary w wojnie powszechnej i późniejszych konfliktach (m.in. w wojnie z bolszewicką Rosją), nędza, głód i bezrobocie przyczyniały się do eskalacji napięć społecznymi. Na to wszystko nakładały się żywe konflikty osobiste pomiędzy politykami.
Nadciągające wybory pierwszego prezydenta odrodzonego kraju dodatkowo stymulowały wzrost radykalnych nastrojów. Miały się one odbywać w formule parlamentarnej, a nie elekcji powszechnej (co było charakterystyczne dla wielu państw tamtego okresu i dość logiczne - choćby ze względu na problemy logistyczne).

Wybory
Do wyborów stanęli: popierany przez lewicowych socjalistów Ignacy Daszyński, kandydat mniejszości narodowych Jan Baudouin de Courtenay, związany z PSL Stanisław Wojciechowski, przedstawiciel ziemiaństwa hrabia Zamoyski i Gabriel Narutowicz. Wybory były trudne, bowiem nikt nie miał decydującego poparcia i sprawa musiała się rozstrzygnąć w procesie wzajemnych negocjacji pomiędzy nieufnymi i skłóconymi partiami.
Wybory przeprowadzono w konwencji kolejnych rund, w których odpadali kandydaci, którzy zyskiwali najmniejsze poparcie. W ten sposób kandydaci, którzy odpadali, mogli sugerować przełożenie głosów na pozostających w grze - co dawało szerokie pole do negocjacji. Od samego początku powszechnie uważano, że największe szanse mają Zamoyski i Wojciechowski. Upatrywano w nich żelaznych kandydatów do ostatecznego starcia.
Ku zaskoczeniu obserwatorów, w przedostatniej turze odpadł jednak nie Narutowicz, ale Wojciechowski. Stało się tak dlatego, że Wojciechowski nie uzyskał poparcia posłów lewicy i mniejszości narodowych. Przerzucili oni poparcie na Narutowicza, który był kandydatem umiarkowanego centrum. Oznaczało to, że do decydującej rozgrywki stanął kandydat endecji i radykalnej prawicy Zamoyski oraz reprezentujący wszystkie pozostałe ugrupowania Narutowicz. Zwyciężył ten ostatni, stosunkiem głosów 289 do 227.

Prezydent-elekt
Wybór Narutowicza był dla prawicy głębokim szokiem. Przywódcy endecji rozpętali istną kampanię nienawiści. Oskarżano Narutowicza o ateizm, bezbożność, bolszewizm i o zdobycie urzędu nielegalnymi metodami. Wskazywano, że jako ateista nie będzie mógł złożyć ważnej przysięgi, co uniemożliwia zakończenie procesu elekcyjnego. Utrudniano poruszanie się po mieście (endeckie bojówki prowokowały zajścia na trasie, po której poruszał się prezydencki samochód). Podkreślano, że większą część życia spędził poza krajem (zdarzały się również oskarżenia o agenturalność i zdradę!). Podsycano nienawiść ku elektowi głosząc, że Narutowicz był wybrany głosami Żydów i Ukraińców. Na jego niekorzyść miało też świadczyć, że był członkiem masonerii (zarzut demagogiczny i o tyle nietrafny, że Konstytucja III Maja, do której się odwoływano, była napisana w większości przez... polskich wolnomularzy). Niestety, kampanię oszczerstw wsparły także liczne autorytety - m.in. generał Haller, skonfliktowany z Piłsudskim (z którym wiązano Narutowicza, choćby z racji faktu, że był jego dość dalekim krewnym).

Eskalacja nienawiści
Zaprzysiężenie Narutowicza odbyło się 11 grudnia 1922. W tym dniu endeccy demonstranci próbowali powstrzymać elekta siłą, tarasując ulice prowadzące do gmachu sejmowego. Prawicowe bojówki krążyły po mieście i prześladowały posłów lewicy i centrum. Usiłowano nie dopuścić, aby pojawili się w Sejmie. Ostatecznie aktu udało się jednak dokonać i Marszałek Józef Piłsudski, pełniący urząd Naczelnika Państwa, uroczyście przekazał Narutowiczowi insygnia władzy. Wydawało się, że stopniowo napięcie będzie ustępować. Niestety, stać się miało inaczej.

Zamach 
5 dni później, bo 16 grudnia 1922 roku, świeżo wybrany prezydent Rzeczypospolitej wizytował galerię w Zachęcie. W pewnym momencie zbliżył się do niego Eligiusz Niewiadomski - malarz, nacjonalista i zagorzały sympatyk endecji. Wyciągnął broń i nie zatrzymywany przez nikogo oddał kilka strzałów w plecy prezydenta Narutowicza, dokonując pierwszego w historii Polski zamachu na głowę państwa. Po przeprowadzeniu ataku, zabójca spokojnie odłożył broń i dał się aresztować. Nie pragnął uniknąć odpowiedzialności. Przeciwnie, uważał, że w ten sposób podkreślony zostanie polityczny wymiar jego czynu.
W ten sposób pierwszy prezydent niepodległej Polski, humanista, profesor i wolnomularz, człowiek wielu cnót i zwolennik kompromisu zginął od tchórzliwego strzału w plecy z ręki prawicowego nacjonalisty. Nienawiść i podziały na długo miały jeszcze rozdzierać Polaków. Kres temu (i to także tylko chwilowo) położył dopiero wybuch drugiej wojny światowej.

Szukaj, a znajdziesz. Pukaj, a otworzą Ci. Cokolwiek zaś czynisz, mądrze i rozważnie czyń i oczekuj końca.

Artykuły do przedruku

Wolnomularstwo, czyli masoneria. Przeszłość i dzień obecny

Wolnomularstwo, czyli masoneria. Przeszłość i dzień obecny

Autor: Zbieracz Filozoficznych Okruszków
Masoni od wieków elektryzują opinię społeczną. Jedni uważają, że to tajemnicze bractwo rządzi światem. Inni sądzą, że to ruch oświeconych (choć dyskretnych) filozofów i humanistów. Należeli do nich m. in. Mozart, Waszyngton, Franklin. Byli wśród nich Polacy - Kościuszko, Paderewski czy Narutowicz. Kim są dzisiaj?

Po pierwsze, należałoby spytać, czym właściwie jest masoneria, zwana też wolnomularstwem. Paradoksalnie, odpowiedź na to pytanie nie jest wcale prosta. Większość ekspertów zgadza się, że jest to "międzynarodowy ruch społeczny, wywodzący się z zamierzchłych czasów i skupiający się na ciągłym podążaniu ścieżką indywidualnego samodoskonalenia - ale z myślą o dobrobycie całej Ludzkości". Dewizą ruchu wolnomularskiego są szczytne hasła Braterstwa, Równości i Wolności.

Czy wolnomularz i mason oznaczają tę samą osobę?
Warto w tym miejscu wyjaśnić pochodzenie nieco dziwnie i archaicznie brzmiącego terminu "wolnomularz". Jest to w istocie przekształcona nazwa zawodowa, która pierwotnie oznaczała... wolnego murarza, czyli po prostu członka cechu kamieniarskiego. Pierwszymi masonami byli architekci i budowniczowie. Ich praca - m.in. wznoszenie gotyckich katedr - wymagała niezwykłej wiedzy i umiejętności. Trudno się dziwić, że wśród tych masonów (nazywanych czasem operatywnymi) byli więc doskonali matematycy, inżynierowie i majstrowie. Z czasem, gdy masoneria zaczęła się przekształcać w ruch społeczny, dołączyli do nich myśliciele, naukowcy i filozofowie.
Warto także wyjaśnić, skąd wzięło się podkreślenie wolności średniowiecznych murarzy. Było to bezpośrednim nawiązaniem do unikalnej cechy tej grupy zawodowej. Ówcześni budowniczowie, jako jedni z nielicznych mieli bowiem prawo swobodnego podróżowania. Ślad tej dumy widać także w angielskiej (freemason) czy niemieckiej (Freimaurer) wersji słowa "wolnomularz".

Czy masoni rządzą światem?
Tych, którym się wydaje, że masoneria rządzi światem, zapewne zdziwi niezmiernie informacja, że ruch masoński wcale nie jest spójny i jednorodny. Nie ma więc jakiegoś jednego, centralnego ośrodka sterującego. Co więcej, w łonie masonerii przez cały czas różne odłamy licytują się na "prawowierność" i "poprawność" wolnomularstwa. Dochodzi do tego, że niektórzy spośród masonów... nie uważają swoich braci za godnych tego miana. Sytuacja ta przypomina trochę czasy średniowieczne i stosunki pomiędzy wieloma występującymi wówczas odłamami chrześcijańskimi. Katolicy uważali protestantów i prawosławnych za odstępców - zresztą, z wzajemnością. Wszyscy zaś zgodnie tępili katarów czy radykalnych bogomilców.

Główne nurty masonerii
Zasadniczo, we współczesnej masonerii dominują dwa nurty (nazywane obediencjami):
  • wolnomularstwo romańskie (zwane też liberalnym), które swoje pochodzenie wiąże z Wielkim Wschodem Francji;
  • wolnomularstwo angielskie (zwane regularnym), które swoje pochodzenie wiąże z Wielką Lożą Anglii.
Oba odłamy deklarują przywiązanie do podstawowych wartości, którymi są szeroko rozumiana wolność (wyznania, sumienia, osobista), równość i braterstwo; różnią je jednak pewne cechy światopoglądowe.
Wolnomularstwo romańskie jest uznawane za nowocześniejsze. Charakteryzuje je daleko posunięta adogmatyczność, wyrażająca się m.in. w tym, że masoni tego nurtu nie muszą deklarować wiary w Wielkiego Architekta Świata. Mason liberalny to taki, który nie chce a priori przyjmować żadnych twierdzeń. Musi je najpierw sam rozważyć i ocenić - na gruncie nauki, etyki lub filozofii. Co więcej, do wolnomularstwa typu romańskiego są przyjmowane także kobiety. W Polsce ten odłam reprezentuje Wielki Wschód Polski (jako tzw. Wielka Loża).
Z kolei masoneria regularna jest dość konserwatywna. Kobiety nie mogą być inicjowane, zaś masoni muszą wyznawać wiarę w istnienie Wielkiego Budowniczego. Jest to konstrukcja myślowa oznaczająca nie tyle jakąś sprecyzowaną Siłę Stwórczą czy Boga, co raczej ogólną wiarę w istnienie świata niematerialnego. Innymi słowy, masonem regularnym nie może zostać ateista. Co więcej, istnieją także loże regularne, które Wielkiego Budowniczego identyfikują z Bogiem chrześcijańskim lub judaistycznym (Jahwe!). W Polsce nurt ten reprezentowany jest przez Wielką Narodową Lożę Polski.
Powyższy podział nie wyczerpuje skomplikowanego charakteru ruchu masońskiego. Istnieją także odłamy o charakterze silnie ezoterycznym (np. Memphis-Misraim), albo wręcz przeciwnie - racjonalistycznym. Większość ruchów wolnomularskich skupiona jest wokół jednej z tzw. Wielkich Lóż (będącej czymś w rodzaju zrzeszenia autonomicznych lóż masońskich działających na terenie danego kraju).

Wolnomularstwo a Kościół Katolicki (i inne religie)
Warto dodać, że masoneria - wbrew popularnym sądom - nie jest antyreligijna. Ideały masońskie zakładają wolność sumienia, a więc nie zmuszają do wyznawania konkretnej religii (ani tym bardziej tego nie zabraniają). Koncepcja Wielkiego Architekta Wszechświata, obecna w systemie symboliki wolnomularskiej, jest filozoficznie dość luźna i nie służy definiowaniu określonej istoty boskiej, a raczej wyrażaniu ogólnej wiary w istnienie duchowego pierwiastka świata.
Jeśli chodzi o stosunki z kościołem katolickim, to większość wolnomularzy uważa, że nie tyle masoneria jest wrogiem kościoła, co raczej kościół - wrogiem masonerii. Rzeczywiście, w historii wzajemnych stosunków organizacji, to raczej Watykan wyrażał się źle o "braciach w fartuszkach" - głównie dlatego, że wolnomyśliciele, apologeci rozumu i humaniści nie wpisywali się zbyt dobrze w konserwatywną filozofię katolicką.
Faktem jest jednak także, że wielu masonów (choć nie wszyscy) prezentuje postawę antyklerykalną, uważając, że winą kościoła jest ograniczanie swobody nauki, poglądów i wolności osobistych. Z drugiej jednak strony, dwóch spośród historycznych prymasów Polski było masonami. Polscy wolnomularze byli też jednymi z pierwszych, którzy pogratulowali... Karolowi Wojtyle wyboru na papieża! Warto także dodać, że na Soborze Watykańskim Drugim, liberalne władze Kościoła zarezerwowały specjalne fotele dla masonów, których określono elegancko jako Braci Odłączonych!

Krótka historia masonerii w Polsce
Historia masonerii w Polsce rozpoczyna się w roku 1721, kiedy otwarto lożę La Confrérie Rouge, grupującą przede wszystkim wolnomyślicielską arystokrację (należał do niej m.in. kanclerz wielki litewski Michał Czartoryski). Pod koniec wieku XVIII większość polskich lóż wolnomularskich weszła w skład Wielkiej Loży Wielkiego Wschodu Królestwa Polskiego i Litwy. Wolnomularstwo przyciągało wówczas wiele światłych i nowoczesnych umysłów epoki. Było także niezwykle aktywne społecznie i politycznie, dążąc do reform ustrojowych państwa. W trakcie Sejmu Czteroletniego około 20% posłów było członkami masonerii! Co ciekawe, autorzy niezwykle postępowej i liberalnej Konstytucji III Maja, stawianej jako wzór aktów legislacyjnych tego okresu, byli w większości masonami!
Upadek niepodległości i zabory spowolniły (co nie znaczy: powstrzymały) rozwój wolnomularstwa w Polsce. Masoni mieli zresztą wielki wkład w próby zerwania okowów. Wielkim Mistrzem masonerii polskiej był chociażby Tadeusz Kościuszko. Wolnomularzami byli także generał Henryk Dąbrowski czy twórca hymnu polskiego Józef Wybicki. Po odzyskaniu niepodległości polskie loże wydały kolejne wielkie osobistości. Wolnomularzem był m.in. pierwszy prezydent Rzeczpospolitej, Gabriel Narutowicz. Z masonerią sympatyzował także Naczelnik Państwa, marszałek Józef Piłsudski (nie był masonem, ale zachęcał do wstępowania w jej szeregi swoich przyjaciół).
Najazd hitlerowski i utrata suwerenności na rzecz ZSRR stłumiły wszelkie przejawy działalności masońskiej. Zarówno nazizm, jak i komunizm prześladowały i tępiły każdy objaw samodzielnego myślenia - trudno się więc dziwić, że masoni nie byli tolerowani.
Po przełomie solidarnościowym 1989 roku tradycje wolnomularskie w Polsce odżyły. Dziś w Polsce działa kilka ruchów masońskich:
  • liberalny, romański Wielki Wschód Polski (inicjuje mężczyzn i kobiety)
  • regularny, anglosaski nurt związany z Wielką Narodową Lożą Polski
  • liberalny, adogmatyczny l'Droit Humain (nazwa znaczy tyle co Prawa Człowieka)
  • liberalna, filozoficzna Wielka Loży Kultur i Duchowości
  • kobieca masoneria związana z Wielką Żeńską Lożą Francji
  • ezoteryczny Memphis-Misraim
Należy podkreślić, że wbrew obiegowej opinii, wolnomularstwo nie jest organizacją tajną. Większość Wielkich Lóż działa w oparciu o ustawę o stowarzyszeniach. Niektóre loże mają nawet swoje oficjalne strony internetowe, profile na Facebooku, a nawet prowadzą blogi. Faktem jest jednak, że loże raczej nie ujawniają miejsc spotkań (dzieje się tak we Francji, Niemczech czy USA, gdzie budynki lóż nierzadko są oficjalnie oznakowane symbolami wolnomularskimi i często zapraszają nawet niemasonów na organizowane przez siebie koncerty, odczyty itp.). Prawdopodobnie wiąże się to z faktem, że w Polsce nadal utrzymuje się silna czarna legenda wolnomularstwa.

Dzisiejsza masoneria polska w Internecie
Jest wiele miejsc, z których można czerpać informację o działalności i obyczajach polskich lóż masońskich. Nieocenioną pomocą służy zwłaszcza Google, ale warto dodać, że wiele opublikowanych artykułów powiela nieprawdziwe stereotypy albo nawet zawiera poważne błędy merytoryczne. Warto więc sięgać do miejsc w pewien sposób "autoryzowanych" przez samych wolnomularzy.
I tak, zainteresowani mogą odwiedzić Wirtualny Wschód Wolnomularski, odwiedzić blog Aszery (mistrzyni Loży Żeńskiej) albo trafić na strony jednej z wielu lóż krajowych (chociażby Loży Galileusz działającej w Bydgoszczy czy Loży Heweliusz w Gdańsku). Można tam uzyskać informacje o celach i zasadach działania, a nawet wyrazić chęć przystąpienia do masonerii (wolnomularze są jednak niezwykle ostrożni w rozpatrywaniu takich aplikacji). Co ciekawe - aby zostać masonem, trzeba się cieszyć nieposzlakowaną opinią (wymogiem wstępnym jest np. niekaralność!).
Większość wolnomularzy działa i spotyka się obecnie w Warszawie, w której działa największa liczba lóż. Stopniowo jednak otwierane są nowe - także i w innych miastach: w Krakowie, Poznaniu, Gdańsku czy Bydgoszczy.

"Szukajcie, a znajdziecie, bowiem mądremu wstarczy słowo - a głupiemu i książki nie stanie."

Artykuły do przedruku

"Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958 - 1962" - poruszająca lektura

źródło:czarne.com.pl

"Wieśniacy przeczesywali lasy w poszukiwaniu roślin, jagód i orzechów, na wzgórzach szukali jadalnych korzonków i dzikich traw. Doprowadzeni do ostateczności, zadowalali się padliną, grzebali w śmieciach, zdrapywali korę z drzew, a w końcu napełniali żołądki gliną."

To fragment książki "Wielki głód. Tragiczne skutki polityki Mao 1958 - 1962" której autorem jest Frank Dikötter

Więcej o książce

"Uniwersytet Wileński po włączeniu Wilna do Litwy w 1939 roku" - ciekawy artykuł

źródło: kurierwilenski.lt
"Uniwersytet Wileński po włączeniu Wilna do Litwy w 1939 roku" - pod takim tytułem w Kurierze Wileńskim ukazał się artykuł poświęcony historii wojennej USB.

Uniwersytet założony przez Króla Stefana Batorego był polskim ośrodkiem kultury i nauki promieniującym na całą Wileńszczyznę.
Nie dziwi fakt, że po wejściu w życie paktu Ribbentrop-Mołotow i przekazaniu (czasowo) Wilna Litwinom, litewscy nacjonaliści tak napisali w swoim dzienniku "Vairas" - Ten fakt, że Wilno stało się stolicą Litwy i że tu naturalnie musi dominować litewski język i kultura, rektor b. uniwersytetu wileńskiego ignoruje

Cały artykuł tutaj

niedziela, 26 maja 2013

"Oni zaraz przyjdą tu" - historia jednego utworu (Breakout)

Breakout – polski zespół założony w 1968 roku w Rzeszowie.
Pierwszymi członkami grupy byli: Tadeusz Nalepa (gitara, harmonijka ustna, śpiew), Mira Kubasińska (śpiew), Janusz Zieliński (gitara basowa), Krzysztof Dłutowski (organy) oraz Józef Hajdasz (perkusja).

Od samego początku zespół nie był kochany przez władze, za to uwielbiany przez publiczność.
Wspaniałe brzmienie, świetne teksty i niespotykany w siermiężnej, ludowej Polsce image, powodował, że stał się jednym z najważniejszych polskich zespołów rockowych.

W roku 1970 grupa coraz częściej była krytykowana przez media i usłużnych dziennikarzy muzycznych za muzykę pro-zachodnią i długie włosy. W końcu doprowadziło to do całkowitego zakazu emitowania utworów w radiu i telewizji.
Tymczasem, zespół zaczął regularnie koncertować w ZSRR, gdzie ze względu na brzmienie, wygląd i swoje wcześniejsze zachodnie wojaże Breakout był przyjmowany tam prawie jak amerykańska kapela.
Doszło nawet do tego, że jedna z uczelni w Charkowie zagroziła studentom, że udział w koncercie polskiego zespołu będzie skutkował skreśleniem z listy studentów. Mimo tych sankcji na radzieckie koncerty grupy waliły tłumy słuchaczy.

Czy władza ludowa w Polsce, gdzie nie było przemocy, spektakularnych i krwawych zabójstw (to było możliwe tylko na zgniłym Zachodzie) mogła tolerować teksty przedstawiające historię zabójstwa ukochanej z powodu zdrady:

Oni zaraz przyjdą tu
 Jak ładnie Ci w tej sukni, 
Oni zaraz przyjdą tu 
Jak ładnie Ci w tej sukni, 
Oni zaraz wezmą mnie 

Lubiłaś światło świecy - będziesz miała świece dwie
 Na pewno masz mi za złe, że ten właśnie wziąłem nóż 
Na pewno masz mi za złe, Oni zaraz przyjdą tu 
Wiem nóż ten był do chleba, Oni zaraz wezmą mnie 
Nie powiesz ani słowa, Oni zaraz przyjdą tu, nie, nie 
Nie powiesz ani słowa, Oni zaraz wezmą mnie,
 ja wiem Wiem, nóż ten był do chleba, 
już nie będziesz zdradzać mnie 


Ten koszmarny utwór (jak uważali pracownicy propagandy w czasach PRLu) był do tego grany w ostrym, hardrockowym brzmieniu, nie przystającym do kraju szczęśliwości jakim w tym czasie miał być Polska Ludowa.

piątek, 24 maja 2013

"Kobyła" z Majdanka

źródło: Wikipedia
Bardzo ciekawy artykuł o Herminie Braunsteiner nazywanych przez więźniów Majdanka "kobyłą" zamieścił Kurier Lubelski.

Nadzorczyni w zgodnej opinii więźniarek była jedną z najbardziej sadystycznych, złośliwych i mściwych niemieckich SS-manek w obozie.
Do obozu zgłosiła się na ochotnika, a tu lubowała się w kopaniu i deptaniu swoich ofiar.

Artykuł o Herminie Braunsteiner

środa, 22 maja 2013

Elżbieta Heweliusz - polska astronomka i niezwykła kobieta

Elżbieta Heweliusz - polska astronomka i niezwykła kobieta.

Autor: Zbieracz Filozoficznych Okruszków
Elżbieta Heweliusz - najwybitniejsza, ale i zapomniana polska astronomka. Dziś jej postać przypomina jedynie niewielka asteroida i nazwa gdańskiej loży masońskiej. Przypominamy niezwykłe dzieje jej życia - bowiem jest to kobieta, która swoją determinacją i niezwykłym talentem zasługuje na przybliżenie.
Jan i Elżbieta Heweliusz (źródło:Wikipedia)

Elżbieta Koopman-Heweliusz
Była kobietą niezwykłą, wyrastającą ponad swoje czasy. Ta urodzona w 1647 roku córka gdańskiego kupca, od młodości wykazywała niezwykłe talenty. Opanowała biegle kilka języków, znała matematykę i fizykę na poziomie, którego próżno by szukać u wielu wykształconych mężczyzn jej epoki. Jej życie także było nietuzinkowe.
Mieszkając w rodzinnym Gdańsku dość wcześnie zetknęła się z jednym z najznakomitszych jego obywateli - Janem Heweliuszem. Był dużo starszy od niej, bo prawie o 40 lat. Społeczność Gdańska niezwykle ceniła swojego patrycjusza. Był znakomitym astronomem, ale także radnym i... browarnikiem. Stateczny, dojrzały mężczyzna tak zaimponował szesnastoletniej wówczas Elżbiecie, że podczas jednej z rozmów oświadczyła stanowczo, że pragnie zostać jego żoną. Żoną - ale także partnerką naukową. Ta niezwykła deklaracja ujęła ponad pięćdziesięcioletniego naukowca.

Polska astronomka. Partnerka, a nie asystentka mistrza Heweliusza.
Jan i Elżbieta wzięli ślub w 1663 roku. Od samego początku było jasne, że mimo znacznej, nawet jak na te czasy, różnicy wieku oboje małżonkowie będą dla siebie równoprawnymi partnerami. Młodziutka Elżbieta szybko stała się nie tylko asystentką męża, ale także samodzielnym naukowcem i współtowarzyszem w intelektualnych wyprawach - rzecz niezwykle rzadka, jak na standardy XVII wieku. Wspólnie wpatrywali się w nocne niebo, śledząc ruchy odległych gwiazd i próbując zgłębić tajemnice Wszechświata. Ten okres upamiętnia unikalna, jedyna w swoim rodzaju rycina z epoki, na której przedstawiono sylwetki obojga państwa Heweliuszy. Zwraca uwagę, że Jan i Elżbieta zajmują na niej równoprawne miejsce. Więcej nawet: to właśnie Elżbieta zbliża oko do zajmującego centralne miejsce przyrządu astronomicznego, a Jan jedynie pomaga jej ustawić instrument we właściwym położeniu! Zadziwiające, prawda?

Największe obserwatorium XVIII wieku
Oboje państwo Heweliuszowie wspólnie opracowali projekt nowatorskiego obserwatorium astronomicznego, które zostało wybudowane w Gdańsku i na długie lata stało się symbolem naukowej nowoczesności tego hanzeatyckiego miasta (które słynęło dotąd raczej jedynie z bogactwa i doskonałych alkoholi - to właśnie stąd bierze się słynna Gold Wasser - czyli wódka, w której pływały niewielkie skrawki złota). Niestety, pod koniec życia Heweliusza, wielki pożar strawił obserwatorium. Zniszczeniu uległy także liczne księgi i zapiski badawcze. Elżbieta jednak nie załamała się i pomogła mężowi przejść przez ten niezwykle trudny czas. Wspólnym wysiłkiem odzyskano część wyników badań. Powstało także nowe laboratorium - choć nie miało już tej skali, co pierwsze.
Elżbieta urodziła kilkoro dzieci, choć wieku dojrzałego dożyły jedynie trzy córki: Katarzyna, Julianna Renata i Flora Konstancja. Mimo to sławny ród przetrwał i do dziś w Polsce (zwłaszcza na Pomorzu) można spotkać różne formy nazwiska Heweliusz, z których najpopularniejsza jest Hewelke (czasem pisana jako Hevelke).

Samodzielna praca badawcza Elżbiety Heweliusz
Po śmierci Jana Heweliusza, Elżbieta kontynuowała jego badania, ale przede wszystkim rozwijała własną działalność naukową. Korespondowała także (we własnym imieniu, a nie - jak to się czasem zdarzało w takich sytuacjach - w imieniu zmarłego męża) z najwybitniejszymi umysłami Europy. To właśnie jej zawdzięczamy książkę Prodromus astronomiae, niezwykle bogaty katalog ponad półtora tysiąca gwiazd, opublikowany w 1687 roku. Katalog ten małżonkowie tworzyli wspólnie - ale to właśnie Elżbieta dokonała ostatecznej edycji i wprowadziła do niego liczne korekty, wynikające z jej własnych obserwacji prowadzonych w ostatnich latach.

Pamięć o Elżbiecie - najwybitniejszej polskiej astronomce
Historia trochę po macoszemu obeszła się z tą niezwykłą kobietą. Większość Polaków, a zwłaszcza Gdańszczan doskonale zna postać Jana Heweliusza. Patronuje on wielu szkołom, placówkom naukowym, ulicom i placom. Ma liczne pomniki w całym kraju. Heweliuszowi poświęcono także jedną z marek piwa (jak pamiętamy, był on zdolnym piwowarem). Pamięć o Elżbiecie jest znacznie mniej kultywowana - a szkoda, bo była to kobieta o niezwykłej sile umysłu i charakteru.
Międzynarodowa Unia Astronomiczna, dla uhonorowania działalności polskiej astronomki nadała jej panieńskie nazwisko odkrytej w 1960 roku asteroidzie.
W 2013 roku, gdańska loża masońska należąca do Wielkiego Wschodu Polski, alby podkreślić niezwykłe partnerstwo i pełną równość panującą pomiędzy obojgiem uczonych małżonków przyjęła imię Jana i Elżbiety Heweliusz (więcej informacji na ten temat można zaczerpnąć ze strony internetowej tejże loży).


Artykuły do przedruku

piątek, 17 maja 2013

Czołg Panzer III - film

Nowy miesięcznik historyczny „Sieci Historii” od wczoraj w sprzedaży

Jeszcze nie tak dawno miłośnik historii w Polsce nie był rozpieszczany nadmiarem czasopism o tematyce historycznej.

Od pewnego czasu zmieniło się to na lepsze. Okazało się, że na historii można zarabiać - stąd coraz większa na rynku wydawniczym ilość wydawnictw historycznych.

Wczoraj pojawił się kolejny tytuł:  "Sieci Historii". Jest to miesięcznik który jest uzupełnieniem tygodnika „Sieci” (Fratria). Redaktorem naczelnym nowego miesięcznika jest prof. Jan Żaryn.

 Głównym tematem pierwszego wydania jest bitwa o Monte Cassino.

Cena została ustalona na 4,90

wtorek, 14 maja 2013

Hej dziewczyny, w górę kiecki…

Hej dziewczyny, w górę kiecki…
Autor: Wiesław Klimczak


Przy okazji takich dni jak 17 września lub rocznica bitwy warszawskiej media nie omieszkują przypominać o odwiecznej wrogości Polaków i Rosjan. Tymczasem, tak jak i dziś wiele nas łączy, tak i wiele łączyło przed laty.

Wiadomo, że trzon korpusu oficerskiego polskiej kawalerii w początkach II Rzeczpospolitej stanowili byli oficerowie carscy.
To oczywiste, że  przynieśli stamtąd wiele zwyczajów do nowo tworzonej armii polskiej. Należały do nich na przykład tzw. „żurawiejki” – krótkie, najczęściej dwuwierszowe, wierszyki żartobliwe, ironiczne, często i niecenzuralne.
Nazwa pochodzi albo od rosyjskiego słowa „żuraw”, co oznaczało pieśń tak jak ten ptak przelotną, albo od tytułu popularnej rosyjskiej pieśni żołnierskiej „Żuraw”.  Za twórcę pierwszych żurawiejek uważa się rosyjskiego poetę Michaiła Lermontowa, który zaczął je tworzyć podczas służby w armii rosyjskiej jako junkier.
Każdy pułk kawaleryjski musiał mieć swoje żurawiejki, lepiej lub gorzej opisujące jego charakter i wojenne wyczyny.
Te, nie zawsze pochlebne wierszyki, upowszechniała często „konkurencja”…
Zwykle wygladało to tak, że w czasie zabawy jeden z oficerów wychodził na środek, stawał w „pozycji żurawia” i śpiewał żurawiejkę na kolegów z innego pułku, rzucając im tym samym wyzwanie. Ci odpowiadali swoją piosenką i tak to zabawa nabierała tempa.
W polskim wojsku żurawiejki rozpowszechniły się po wojnie polsko-bolszewickiej. Początkowo miały je tylko pułki ułanów. Poźniej tradycję przejęły również pułki strzelców konnych, a także innych rodzajów wojsk: piechoty, artylerii, marynarki, a nawet lotnictwa.
Po wojnie z bolszewikami każda żurawiejka musiała mieć taki refren:
Lance do boju, szable w dłoń, bolszewika goń, goń, goń!

Poza tym była już pełna dowolność i fantazja. Oto co smakowitsze przykłady:
Nie masz pana nad ułana, O piechocie nie śpiewamy, bo piechotę w dupie mamy!
Kto w Suwałkach robi dzieci? Szwoleżerów Pułk to trzeci.
Jedzie ułan – dupa w chmurach, To jest Pułk w Tarnowskich Górach.
Weneryczny i pijański, To jest czwarty Pułk ułański.
Kto zegarki po wsiach zbiera? To ułański Pułk Hallera.
Księżyc w czole, w dupie gwiazda, To tatarska nasza jazda.
Hej dziewczęta w górę kiecki, jedzie ułan jazłowiecki.
Zawsze łasy na niewiasty, To ułanów Pułk Szesnasty.
Dziewiętnasty to hołota, nosi otok jak piechota.
Słynny z mordów i pożarów, Dziewiętnasty pułk batiarów.
Słabi w szabli, mocni w pysku – to są strzelcy w Wołkowysku.
Kiesa pusta, łeb obdarty – Konnych Strzelców Pułk to Czwarty.
Po pijaństwie leży w rowie, Strzelców Piąty Pułk w Tarnowie.
Lampas z gaci, płaszcz z gałganów, To jest drugi pułk ułanów.
Lepiej zginąć na dnie sracza, Niźli służyć u Kiedacza.
Czy to świta, czy to dnieje, Siedemnasty zawsze wieje.
Mają dupy jak z mosiądza, To ułani są z Grudziądza.
Dziewiętnasty to hołota, Bo na konie siada z płota.
Gwałci panny, gwałci wdowy, Dziewiętnasty pułk morowy.
Kradną kury, kradną sery, Rokitniańskie Szwoleżery.
A kto Żydów poniewiera? To Pułk piąty od Hallera.
Dumna mina a łeb pusty, To jest Pułk ułanów szósty.
I tak dalej, i tak dalej, ale zawsze gotowi do boju…
Hej, szable w dłoń, okażemy się godni epoki,
hajda na koń, ruszamy w bój,
by Ojczyznę uwolnić od zbója,
bolszewik zbój, okrutny zbój,
nie zwycięży nas nigdy …tralala…

Więcej na: To ci historia!

Artykuły do przedruku

niedziela, 12 maja 2013

Czy powstanie pierwszy w Polsce film fabularny o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych ?

Film "Historia Roja" to pierwszy w Polsce film fabularny o żołnierzach Narodowych Sił Zbrojnych. Niestety twórcy mają problemy z dokończeniem filmu, problemy z dystrybucją itd.
Poniżej fragmenty filmu:

Więcej o problemach z filmem więcej na stronie

sobota, 11 maja 2013

80 lat temu palono w Niemczech książki

80 lat temu palono w Niemczech książki

Daniela Hanneman, Natalia Kowalenko
10.05.2013, 23:45
80 lat temu, 10 maja 1933 roku, w Berlinie naziści spalili książki, która nie odpowiadały oficjalnej ideologii. Były to przeważnie dzieła autorów żydowskich, a także publikacje marksistowskie i pacyfistyczne.
80 lat temu, 10 maja 1933 roku, w Berlinie naziści spalili książki, która nie odpowiadały oficjalnej ideologii. Były to przeważnie dzieła autorów żydowskich, a także publikacje marksistowskie i pacyfistyczne. Do ognia wrzucano więc rozprawy Alberta Einstein, Karola Marksa, Thomasa i Heinricha Mannów, Zygmunta Freuda i wielu innych. Teraz w tym dniu Niemcy obchodzą Dzień Książki.

Był to początek totalnej cenzury. W Berlinie, a później w innych miastach, gdzie znajdowały się wielkie ośrodki oświatowe, ministerstwo propagandy reżimu hitlerowskiego organizowało palenie książek. W trakcie tych akcji musieli obowiązkowo być obecni rektorzy uniwersytetów, wykładowcy, autorzy książek i studenci. W ten sposób naziści chcieli zastraszyć elity intelektualne oraz ludność. Tych, którzy z pietyzmem traktowali słowo drukowane. Chodziło im także o zaangażowanie w ten sposób w swe szeregi młodzieży o radykalnych poglądach. Pracownik naukowy Centrum Mendelsona Oleg Glekner powiedział przed mikrofonem Głosu Rosji:
Źródło: Głos Rosji.

środa, 8 maja 2013

Jak Pelikan przy piórach majstrował

Foto: Forum Dawny Gdańsk
Pod takim tytułem na portalu trójmiasto ukazał sięciekawy artykuł o powstaniu w Gdańsku fabryki piór Pelikan, którego aautorem jest Marek Gotard.

Znajdziecie tam sporo unikatowych zdjęć (jedno obok) - polecam

Cały artykuł

sobota, 4 maja 2013

Książka, którą trzeba przeczytać – „Rozliczenie z imperium. Przemilczana historia brytyjskich obozów w Kenii.”

Książka, którą dziś proponuję została wyróżniona Nagrodą Pulitzera w 2006 roku.
I to (moim zdaniem) w pełni zasłużenie.
Autorka - Caroline Elkins przypomina historię ostatnich dni brytyjskiego kolonializmu w Kenii. Historię, o której Brytyjczycy woleliby nie pamiętać.
Anglicy zmasakrowali w swojej kolonii plemię Kikuju, a tych którzy nie zginęli zamknęli w obozach.

Recenzja i opis książki