sobota, 28 września 2013

„Mein Kampf” - ponure proroctwo Hitlera

Za prawdziwie charyzmatycznego może zostać uznany jedynie przywódca mający koherentną wizję przyszłości, czyli obraz tego, jak ma wyglądać świat urządzony według jego własnego wglądu w naturę rzeczywistości. Bowiem, jak powiedział Max Weber, przywódca musi być nie tylko „bohaterem”, lecz także „prorokiem”.

W 1924 roku Hitler usiłował uwiarygodnić się pod tym względem w Mein Kampf (Moja walka) i pomimo trywialnej szorstkości tej pracy, pomimo zatrważającego stylu, ma ona najwyższe znaczenie dla zrozumienia jego rozwoju jako charyzmatycznego przywódcy.
Trzy lata wcześniej musiał uporać się z problemami, gdy znaczące postacie z partii nazistowskiej „flirtowały” w kwestii partnerstwa z profesorem Dicklem, autorem Odrodzenia Zachodu (Resurgence of the West). I choć poradził sobie z tym wyzwaniem i wzmocnił swój autorytet, pamięć o tym, jak ten „intelektualista” obnażył niedostatki jego myślenia politycznego, musiała być nadal świeża. Mein Kampf miała na celu pokazanie, że Hitler nie był już tylko piwiarnianym agitatorem, lecz myślicielem politycznym posiadającym szeroką wizję rzeczywistości.
Hitler razem z Himmlerem, Hessem i Strasserem w Norymberdze w 1927 r. (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1969-054-53A, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).
Książka niewątpliwie przedstawia koherentną wizję świata, lecz w  przerażającej postaci. Według Hitlera żyjemy w  zimnym wszechświecie, którego jedynym stałym elementem jest walka. Jeżeli nie potrafisz w  niej zwyciężać, to zasługujesz na śmierć. Za  tą szorstką rzeczywistością walki różnych grup ludzkich o  supremację nie kryje się żadna struktura moralna. „Ci, którzy chcą żyć – twierdził Hitler – niech walczą, a  ci, którzy na tym świecie wiecznej walki nie chcą walczyć, nie zasługują na to, by żyć”.
W  Mein Kampf brakuje – czemu nigdy nie poświęcono należnej uwagi – silnego odniesienia do  chrześcijaństwa. Niemcy są społeczeństwem chrześcijańskim od  ponad tysiąclecia i  wiara w  chrześcijańskiego Boga i  chrześcijańskie zbawienie po śmierci była dla milionów Niemców kwestią najważniejszą. Ale z  tej komfortowej wizji bardzo mało znajdujemy w  Mein Kampf. Później Hitler zmieniał retorykę religijną zależnie od  czasu i  sytuacji, ale rdzeń jego myślenia o  wierze został wyrażony tutaj. I  choć w  jednym zdaniu w  Mein Kampf przyznał, że „religii w  aryjskim sensie nie można sobie wyobrazić bez przekonania o  jakiejś formie przeżycia po śmierci”, głównym wątkiem pracy jest ponury nihilizm. Hitler nigdy nie wypracował poglądu, jaką możliwą „formę” może mieć życie po śmierci, ani też nie określił, czy on sam w  nie wierzy. W  rezultacie w  najbardziej koherentnym odczytaniu Mein Kampf był on gotów uwierzyć w  Boga jako pierwotnego kreatora, ale nie akceptował konwencjonalnej chrześcijańskiej wizji nieba i  piekła ani też trwania indywidualnej „duszy” po śmierci – ta analiza, jak się przekonamy, oparta jest na jego wielu prywatnych wypowiedziach na ten temat. Dla Hitlera niewiele z  indywidualnej osobowości istniało poza tu i  teraz. Jesteśmy zwierzętami i  jak zwierzęta stoimy przed wyborem zniszczenia lub  zostania zniszczonymi.
Podkreślał zwierzęcą naturę ludzkiego życia w  graficznych, przeraźliwie smutnych szczegółach. Pół wieku później Ernest Becker badał konsekwencje tego rodzaju wiary i  w  swej wyróżnionej Nagrodą Pulitzera książce The Denial of Death (Odmowa śmierci) pytał: „Co możemy sądzić o  istocie, której rutynowym działaniem organizmu jest rozdzieranie innych na części różnego rodzaju zębami – najpierw odgryzanie, potem miażdżenie zębami trzonowymi mięsa, łodyg roślinnych i  kości, by z  rozkoszą i  chciwie przepuścić miazgę w  dół przełyku, włączyć jej esencję do  własnego organizmu i  na koniec wydalić z  okropnym smrodem gazów i  pozostałości stałych. Wszyscy sięgają po innych, by ich w  swe ciało włączyć, jeżeli tylko są dla nich jadalni”.
Pierwsze niemieckie wydanie Mein Kampf eksponowane w Niemieckim Muzeum Historycznym w Berlinie (domena publiczna).
Wyrażoną tu wizję Beckera Hitler mógłby najprawdopodobniej przyjąć i  poprzeć. Uznawał, że życie toczy się wokół silnych „rozdzierających” słabych, choć zapewne nie zgodziłby się z  ostateczną konkluzją Beckera, do  czego dokonanie tego ostatecznie prowadzi. Dla Beckera dążenie, by ludzka świadomość pojęła świat, w  którym osobowość musi nieuniknienie zgasnąć po życiu będącym zwierzęcą walką, było zbyt trudne do  zniesienia, bowiem „...należy uświadomić sobie, jak bardzo niemożliwa to sytuacja dla zwierzęcia, co w  tym tkwi. Wierzę, że w  pełni mają rację ci, którzy spekulują, iż pełne zrozumienie kondycji człowieka może doprowadzić go do  obłędu”. Dla Hitlera przeciwnie – wiara, że życie to w  zasadzie niszczenie słabych przez silnych, była w  niezwykłym stopniu ożywcza i  dodawała mu sił. A  to dlatego, że łączył tę quasi-darwinowską wizję z  ideą rasy. Nie chodziło o  to, że jeden silny osobnik zniszczy innego słabego, lecz o  to, że cała silna grupa rasowa powinna się zjednoczyć dla wyeliminowania innych ras. Rasa „aryjska” – pisał Hitler – jest rasą „wyższą” odpowiedzialną za  „ludzką kulturę”. Rdzeniem jego przesłania było stwierdzenie, że indywidualne życie ma znaczenie, gdyż jednostka jest częścią „rasy”. Jednostki podporządkowujące się dobru rasowej „społeczności” wiodą najlepsze życie. Twoje życie ma zatem swego rodzaju znaczenie – możesz już nie żyć jako jednostka, ale jeżeli żyłeś właściwie, to rasowa społeczność, do  której należałeś, będzie rozkwitać po twojej śmierci.
Dla Hitlera głównymi przeciwnikami w  walce o  rasową supremację byli Żydzi. Niemal z  każdego akapitu Mein Kampf emanuje wrogość, a  jej przytłaczający ciężar jest skierowany na nich. „On [Żyd] pozostanie zawsze pasożytem – pisał Hitler – darmozjadem, który jak trujący prątek zaczyna się rozprzestrzeniać, gdy tylko przyjmie go sprzyjające środowisko”. I  choć nie nawoływał do  zabicia wszystkich Żydów, stwierdził otwarcie, że „ofiara” niemieckich żołnierzy na frontach pierwszej wojny światowej „nie poszłaby na marne”, gdyby „dwanaście lub  piętnaście tysięcy tych hebrajskich korumpujących ludzi łapowników zostało potraktowanych trującym gazem...”. Łączył również judaizm z  marksizmem, twierdząc, że „los” wzywa Niemców do  skolonizowania kraju w  „Rosji i  jej wasalnych państwach przygranicznych”. Wzywał swych czytelników, by „nigdy nie zapomnieli, że władający obecnie Rosją są pospolitymi, splamionymi krwią kryminalistami”.
Przedstawił tę ponurą i  brutalną wizję, pozostając pod wpływami pochodzącymi z  kilku różnych źródeł. Od  darwinistów społecznych przejął wiarę, że istotą życia jest walka; od  Arthura de Gobineau, autora Szkiców o  nierówności ras ludzkich, i  jego kontynuatorów zaczerpnął pogląd o  supremacji rasy aryjskiej. Zdarzenia na froncie wschodnim pod koniec pierwszej wojny światowej, gdy Niemcy oderwali kawał terenów rolniczych od  tworzącego się Związku Radzieckiego (teren utracony na rzecz Niemiec pod koniec konfliktu), natchnęły go ideą stworzenia imperium na Wschodzie, od  Alfreda Rosenberga zaś, nazisty urodzonego w  zaliczanej do  państw bałtyckich Estonii, zapożyczył opinię o  powiązaniu judaizmu z  bolszewizmem. Połączył te groźne idee w  jedną niezwykle potężną i  zabójczą własną filozofię. Jego poglądy zostały ustalone.
Arthur de Gobineau (1816-1882) - twórca doktryny rasizmu (domena publiczna).Argumentował to następująco: życie jest walką ras o przestrzeń do  życia; największym niebezpieczeństwem dla rasy aryjskiej w dążeniu do zwycięstwa w  tej walce są Żydzi; Związek Radziecki jest rządzony przez Żydów i  ma tereny doskonałej rolniczej ziemi, której aryjscy Niemcy potrzebują. Ergo: tworzenie Aryjskiego Imperium Niemieckiego na żyznych terytoriach sowieckiej zachodniej Ukrainy pozwoliłoby rozwiązać naraz trzy problemy: zniszczyć zagrożenie ze  strony bolszewików i zagrożenie ze strony Żydów oraz zdobyć dla Niemiec Lebensraum, tak wiele wartą „przestrzeń życiową”.
Każdy z  wymienionych punktów był wsparciem dla innego, co czyniło wizję Hitlera tak niezwykle potężną i zwartą. Jeżeli nie godzisz się z  tym, że Żydzi są zagrożeniem lub że rządzą w Związku Radzieckim, lub z jakimkolwiek innym aspektem myśli politycznej Hitlera, zostajesz przez niego odrzucony jako „nieodpowiedni”, niezdolny dojrzeć tego, co ma przed sobą. Ale jeżeli zaakceptujesz jeden element, dostajesz się na karuzelę, gdzie jedna idea prowadzi do  drugiej.
Wokół tej centralnej wizji nienawiści, walki i podboju Hitler próbował stworzyć spójną autobiografię, ukazującą zgodność jego poglądów i  życia. Ale jak już widzieliśmy i  na co wskazują badania naukowe prowadzone przez ponad 20 lat, wiele z tych autobiograficznych fragmentów jest po prostu toporną próbą pisania historii na nowo. Przed 1919 rokiem Hitler nigdy nie okazywał takiej pewności swych poglądów jak w  Mein Kampf.
Niemniej jednak Mein Kampf pozostaje niezwykłym dziełem, choćby dlatego, że brak jakichkolwiek dowodów na to, by znacząca część Niemców zgadzała się z  dwoma filarami podtrzymującymi wizję Hitlera – gwałtownymi i  systematycznymi prześladowaniami Żydów oraz żądzą kolonizacji zachodnich terytoriów Związku Radzieckiego. Jakkolwiek by było, pomysł „kolonizacji” części tego państwa najpewniej oznaczał następną wojnę.
A jaki działacz opowiadałby się za polityką, która czyniłaby go niewybieralnym? Można powiedzieć, że taki, który jest przekonany – ktoś, kto najpierw stara się przedstawić linię polityczną, która okazuje się niepopularna, by potem przekonywać ogół społeczeństwa do  jej poparcia. Ale w  tym przypadku tak nie było. Do  czasu, gdy partia nazistowska uzyskała szansę dokonania politycznego przełomu – poczynając od  roku 1929 – Hitler uważał, aby zbytnio nie forsować obu niepopularnych aspektów swej polityki. Oczywiście pozostał antysemitą i  nadal nienawidził Związku Radzieckiego, ale nigdy publicznie nie głosił tych poglądów, starając się podkreślać inne, o  wiele popularniejsze idee, takie jak odrzucenie traktatów pokojowych zawartych pod koniec wojny i  budowa nowych zjednoczonych Niemiec opartych na braterstwie i  tworzących koleżeńską wspólnotę.
Tłumy zebrane na przemówieniu Hitlera w Monachium w 1925 r. (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1972-001-07, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).
Ale jeżeli nawet Hitler później nie kładł nacisku na podstawowe problemy z  Mein Kampf w  takiej mierze, jak wynikało to z  jego osobistych poglądów, książka istniała i  każdy zainteresowany jego poglądami mógł ją przeczytać. Nie zaskakuje, że wielu jego zwolenników twierdziło, że nie sądzili, by Hitler „dosłownie” uważał tak, jak napisał. Johannes Zahn, ekonomista, który popierał aspekty nazistowskiej polityki, twierdził, że „czytanie Mein Kampf było dokładnie takie jak odczytywanie żądań zawartych w  Biblii. Są tam nakazy, o  których nikt nie sądzi, by były wypełniane w  stu procentach”. Według dyplomaty Manfreda von Schrödera Mein Kampf była książką łatwą do odrzucenia. „Wiecie, nikt nie wierzył, że Mein Kampf miała znaczenie. Ot, jakiś młody człowiek napisał książkę. Co dzisiaj politycy mogliby pomyśleć o  tym, co napisali przed 20 laty! A  więc nikt tego nie brał naprawdę poważnie. Przeczytałem ją prawdopodobnie jako student i  nie uznałem za  zbyt interesującą, a  potem już nigdy jej nie otworzyłem. Może należało, ale tego nie zrobiłem”. Herbert Richter, który walczył w  pierwszej wojnie światowej, a  potem pracował w  niemieckim Ministerstwie Spraw Zagranicznych, twierdzi, że zaczął ją czytać, lecz uznał za  zbyt szaloną, by kontynuować lekturę. „Tak było w  przypadku większości wykształconych ludzi”.
Takie komentarze, czynione po wojnie, mogą wydawać się asekuranckie. Ale jest prawdą, że dla wielu ludzi w  tym czasie Mein Kampf była zbyt trudna i  niemożliwa do  przeczytania. Na  przykład Benito Mussolini uznał ją za  tak nudną, że nie mógł przez nią przebrnąć. Należy czytać uważnie, aby nie przeoczyć fragmentu, gdzie Hitler w  odniesieniu do  Żydów pisze „o  trującym gazie”, istotnym w  kontekście wielu innych stron, na których bardziej ogólnikowo wyraża nienawiść, nawołując do  prześladowania Żydów i  odbierania im obywatelstwa, ale nie do  masowego mordowania.
Jednakże, choć nie ma dowodów na to, by wielu Niemców w  latach 20. XX wieku miało ochotę poprzeć bezwzględne poglądy Hitlera wyrażone w  Mein Kampf, istnieje wiele świadectw tego, że liczni spośród nich, tak jak Johannes Zahn, myśleli, że wpływy żydowskie „sięgnęły w  Niemczech za  daleko” i, tak jak Herbert Richter, uważali, że warunki ustanowione po zakończeniu pierwszej wojny światowej były dla Niemiec za  surowe, a  ziemie utracone, zwłaszcza na wschodzie, powinny być odzyskane. A  więc, nawołując do  prześladowania Żydów i  zajęcia terenów w  Związku Radzieckim, Hitler ponownie wyraził w  ekstremalnej formie to, o  czym wielu Niemców było przeświadczonych, choć na bardziej umiarkowanym poziomie.
Nadal podczas lektury Mein Kampf trudno pozbyć się wrażenia, że to dzieło obsesyjnego, niemal niezrównoważonego psychicznie umysłu. Wynika to częściowo z  aury gwałtowności i  przemocy, którymi ta praca jest przesiąknięta. „Fakt, że wszystkie jego plany, nawet przyjazne, oznaczają rozlew krwi – napisał Konrad Heiden – nadaje jego polityce zagranicznej złowróżbne znaczenie. Niezależnie od  tego, czy mówi o  sztuce, o  edukacji czy o  ekonomii, wszędzie widzi krew”. Lecz równie istotne w  Mein Kampf są ogromna ambicja i  zarozumiałość. Hitler był 35-letnim skazanym rewolucjonistą, który przewodził niewielkiej grupie swoich zwolenników w  beznadziejnej próbie wywołania rewolucji w  Bawarii. A  jednak pisze książkę, zawierającą w  wielkiej części propozycję ukierunkowania polityki zagranicznej Niemiec, jednego z  najważniejszych państw w  Europie. Istotne, że właściwie nikomu nie powierzył dalszego rozwijania partii nazistowskiej. Widział siebie nie w  centrum wydarzeń, lecz praktycznie jako ich jedynego twórcę. „Kombinacja w  jednej osobie teoretyka, organizatora i  przywódcy to najrzadsza rzecz, jaka może się przydarzyć na ziemi – napisał w  Mein Kampf. – Ta kombinacja oznacza wielkiego człowieka”. I  bez wątpienia Hitler chciał, aby świat uznał właśnie w  nim tego „wielkiego człowieka”.
Mein Kampf, opublikowana w  dwóch tomach – pierwszy ukazał się w  1925 roku, a  drugi w  następnym, nie stała się bestsellerem, przynajmniej na początku. Na  przykład do  1929 roku sprzedano niecałe 15  tys. egzemplarzy drugiego tomu. Dopiero późniejszy sukces odniesiony w  wyborach wyniósł książkę do  wydawniczej stratosfery z  nakładem 10 mln egzemplarzy sprzedanych w  Niemczech do  roku 1945.
Adolf Hitler i gen. Erich von Ludendorff, bohater z czasów Wielkiej Wojny, 1924 r. (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 102-16742, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).Hitler szybko opuścił więzienie w  Landsbergu – odzyskał wolność po południu 20 grudnia 1924 roku. W  celi spędził zaledwie ułamek pięcioletniego wyroku. Bawarski prokurator państwowy oprotestował jego wczesne zwolnienie warunkowe, ale Sąd Najwyższy Bawarii utrzymał je w  mocy.
Podczas krótkiej nieobecności swojego przywódcy partia nazistowska zaczęła się rozpadać. Alfred Rosenberg, wyznaczony przez Hitlera do  nadzorowania ruchu nazistowskiego podczas jego pobytu w  więzieniu, nie był w  stanie kontrolować różnych frakcji. To, że Hitler wybrał na swego zastępcę słabego, cechującego się akademickim umysłem Rosenberga, było jednym z  pierwszych przykładów jego żądzy niepozwalania nikomu wybić się na tyle, by stanowić zagrożenie dla jego autorytetu – nawet jeżeli miało to oznaczać wskazanie osoby nieodpowiedniej do  wykonania zadania.
Hitler wyszedł z  Landsbergu jako przywódca nie tylko partii nazistowskiej, lecz także w  znacznej mierze ludowej (Völkisch) prawicy. Wierzył teraz, że naziści powinni starać się w  nowy sposób zdobyć władzę – przez zwycięstwo w  wyborach. Wyraził to znanymi słowami: „Jeżeli pokonanie ich kartami do  głosowania ma trwać dłużej niż kulami, przynajmniej rezultaty będą gwarantowane ich własną konstytucją!”.
Mimo że po opuszczeniu więzienia pozwolono Hitlerowi odbudować partię nazistowską, zakazano mu przemawiać publicznie niemal w  całych Niemczech. Jednakże okazało się, że jego polityczni rywale się rozpłynęli. W  marcu 1925 roku jego niegdysiejszy partner w  puczu monachijskim Erich Ludendorff poniósł druzgocącą porażkę w  niemieckich wyborach prezydenckich, uzyskując niewiele powyżej procentu głosów, i  przestał się liczyć jako polityk. Nikt już nie mógł mówić o  Hitlerze jako o  podwładnym Ludendorffa.

Powyższy fragment pochodzi z kciążki Laurence'a Reesa „Złowroga charyzma Adolfa Hitlera. Miliony prowadzone ku przepaści”:

Autor: Laurence Rees
Tytuł: „Złowroga charyzma Adolfa Hitlera. Miliony prowadzone ku przepaści”
Tytuł oryginału: The Dark Charisma of Adolf Hitler. Leading Millions into the Abyss
Tłumaczenie: Krzysztof Masłowski
Data wydania: 03.09.2013
ISBN: 978-83-7839-600-0
Format: 150mm x 211mm
Oprawa: twarda
Cena: 42,00 zł
Kup ze zniżką na stronie Wydawcy!

Zobacz też:

Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Brytyjski historyk, autor licznych książek i filmów dokumentalnych poświęconych II wojnie światowej. Do jego najważniejszych publikacji należą: „Naziści. Ostrzeżenie historii”, „Hitler i Stalin. Wojna stulecia”, „Auschwitz. Naziści i „ostateczne rozwiązanie””, „Kaci i ofiary. Okrucieństwa II wojny światowej i ich sprawcy” oraz „Za zamkniętymi drzwiami. Kulisy II wojny światowej”. Większości publikacji towarzyszą filmy dokumentalne, realizowane przez autora dla telewizji BBC.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org



Zwiastun filmu o płk. Kuklińskim

W sieci pojawił się zwiastun filmu Władysława Pasikowskiego „Jack Strong”. Nowa produkcja polskiego reżysera opowiadać ma o działalności agenturalnej płk. Ryszarda Kuklińskiego. Premiera zapowiedziana jest na 7 lutego 2014 roku.


Już w lutym przyszłego roku na ekrany kin wejdzie nowy film Władysława Pasikowskiego „Jack Strong”. Polski reżyser tym razem podjął próbę przedstawienia działalności płk. Ryszarda Kuklińskiego, oficera Ludowego Wojska Polskiego, który w latach 70. XX wieku podjął współpracę z CIA stając się jednym z najbardziej cennych agentów amerykańskich w bloku sowieckim. Do 1981 roku przekazał na Zachód blisko 40 tys. stron dokumentów dotyczących m.in. planów wojskowych Układu Warszawskiego, danych technicznych radzieckiego uzbrojenia czy rozmieszczenia wojsk rosyjskich w Europie Środkowo-Wschodniej. Niektórzy historycy sugerują, że Kukliński mógł być podwójnym agentem współpracując zarówno z CIA i GRU.
Legitymacja wojskowa płk Ryszarda Kuklińskiego
W rolę Ryszarda Kuklińskiego wcielił się Marcin Dorociński znany z doskonałych ról w filmach „Rewers”, „Róża” i „Obława”. Na ekranie towarzyszyć mu będą m.in. Maja Ostaszewska, Krzysztof Globisz, Krzysztof Pieczyński, Patrick Wilson i Ilja Zmiejew. Za kamerą stanęła Magdalena Górka, uczennica jednego z najlepszych polskich operatorów - Pawła Edelmana.
Dla Władysława Pasikowskiego „Jack Strong” będzie 11 produkcją w jego karierze. Zadebiutował w 1991 roku filmem „Kroll”. Wcześniej asystował przy reżyserii serialu „Pogranicze w ogniu”. Wielką sławę przyniósł my film „Psy”, uważany za najbardziej kasową produkcję lat 90. Dzieła reżysera niemal zawsze wzbudzały duże kontrowersje. Krytycy oskarżali go o epatowanie wulgaryzmami i brutalnymi scenami. Skandal wywołała scena w filmie „Psy”, w której grupa pijanych oficerów Urzędu Bezpieczeństwa wynosi ze stołówki jednego z kolegów śpiewając „Balladę o Janku Wiśniewskim”. W zeszłym roku nie mniej kontrowersji wzbudził film „Pokłosie”, poruszający problem odpowiedzialności Polaków za eksterminację Żydów. Zwolennicy talentu Pasikowskiego podkreślają, że nie boi się on podejmować tematów trudnych i jako jeden z nielicznych reżyserów potrafił doskonale przeszczepić do polskiej kinematografii amerykański styl narracji.
Czy nowy film reżysera trafi do gustu widzów i krytyków przekonamy się już wkrótce.


Członek redakcji portalu „Histmag.org”, magister historii, doktorant w Katedrze Historii Nowożytnej na Wydziale Filozoficzno-Historycznym Uniwersytetu Łódzkiego. Zajmuje się badaniem dziejów staropolskiego parlamentaryzmu oraz kultury i życia elit politycznych w XVI wieku. Interesuje się również zagadnieniami związanymi z dydaktyką historii, miejscem „przeszłości” w życiu społecznym, kulturze i polityce oraz dziejami propagandy. Miłośnik literatury faktu, podróży i dobrego dominikańskiego kaznodziejstwa.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org



piątek, 27 września 2013

Bitwa pod Kircholmem 27 września 1605

Obok Kłuszyna, Chocimia oraz Wiednia, Kircholm zaliczamy w poczet największych sukcesów wojennych w historii I Rzeczypospolitej. Jak pisał przed laty Marian Kukiel „tak pełnych zwycięstw mało zna historia; ani jednego zaś odniesionego przeciw takiej przewadze”.

Konflikt polsko-szwedzki miał szerokie tło polityczne. Po utracie korony szwedzkiej przez Zygmunta III władzę z Sztokholmie przejął jego stryj Karol Sudermański, który dążył do wojny z Rzeczpospolitą w sojuszu z Moskwą. Borys Godunow wyrażał zainteresowanie tymi propozycjami, szukając możliwości stworzenia koalicji przeciwko państwu polsko-litewskiemu. Położenie Rzeczypospolitej komplikowało także jej zbrojne zaangażowanie w księstwach naddunajskich. Zygmunt III, chcąc zapobiec tworzonemu sojuszowi moskiewsko-szwedzkiemu, poparł pretensje Dymitra Samozwańca do tronu carów.
Karol Sudermański bezcześci zwłoki Klasa Fleminga, namiestnika Finlandii wiernego Zygmuntowi III (obraz pędzla Alberta Edelfelta)
Wojska szwedzkie już od drugiej połowy 1599 roku były przerzucane do Estonii i przygotowywane do uderzenia na północne posiadłości państwa polsko-litewskiego, co nastąpiło na początku kolejnego roku. W Rzeczypospolitej dostrzegano niebezpieczeństwo szwedzkie. Spodziewając się wojny, chcąc zmobilizować izbę poselską do większej ofiarności na rzecz obronności państwa, Zygmunt III wydał podczas sejmu 1600 roku akt inkorporacji szwedzkiej części Estonii w granice Rzeczypospolitej, wypełniając tym samym pacta conventa. Sejm został jednak wskutek działań opozycji zerwany. Na wieść o tym, że stany rozeszły się bez podjęcia środków zabezpieczających granice, Karol Sudermański zdecydował się na szybkie rozpoczęcie działań wojennych.
Scena polityczna Rzeczypospolitej była wówczas areną starć między stronnictwem regalistycznym a opozycją kierowaną przez kanclerza Jana Zamoyskiego oraz wojewodę krakowskiego Mikołaja Zebrzydowskiego. Rywalizacja ta niekorzystnie wpływała na funkcjonowanie najważniejszych instytucji ustrojowych państwa. Z czterech sejmów obradujących w latach 1600–1605 aż trzy zerwano. Chociaż senatorowie oraz posłowie wielokrotnie dyskutowali nad problemem wojny w Inflantach, sejmy – targane wewnętrznymi sporami w atmosferze przedrokoszowej – nie były w stanie zdobyć się na trwałe rozwiązania w kwestii finansowania działań wojennych.
Kampanie inflanckie z lat 1601–1604 były na ogół szczęśliwe dla strony polsko-litewskiej i doprowadziły do opanowania szeregu twierdz, nie rozstrzygnęły jednak jednoznacznie konfliktu. Pomimo błyskotliwego zwycięstwa odniesionego we wrześniu 1604 roku przez hetmana polnego litewskiego Jana Karola Chodkiewicza pod Białym Kamieniem, Karol Supermański zaplanował nową kampanię, której celem był klucz do zdobycia Inflant: Ryga.

Siły walczących stron

W połowie 1605 roku Riksdag szwedzki uchwalił duże podatki na zaciąg żołnierzy. Szwecja uzyskała także niemałe wsparcie finansowe od cara Borysa Godunowa. Dzięki temu już w lipcu szwedzka armia polowa była gotowa do działań wojennych. Podzielono ją na trzy części, a następnie przerzucono do Inflant. Z 14 tys. armii, która znalazła się ostatecznie pod Rygą, większość pomaszerowała później pod Kircholm, by stawić czoła wojskom prowadzonym przez Chodkiewicza. Według Juliusa Mankella w jednostkach walczących w bitwie znalazło się etatowo 2 700 jazdy i 9 200 piechoty. Z kolei Bertil Barkman szacował faktyczny stan armii szwedzkiej pod Kircholmem na około 2 500 jazdy, 8 700 piechoty oraz 11 falkonetów jednofuntowych, co wydaje się najbliższe prawdzie. Stosunek jazdy do piechoty wynosił zatem w przypadku Szwedów 22% do 78%. Wyraźna przewaga elementu pikiniersko-muszkieterskiego miała zapewnić możliwość prowadzenia długotrwałego oblężenia Rygi. W przypadku armii Karola IX – odwrotnie niż w wojsku Chodkiewicza – jazda miała stanowić jedynie wsparcie dla regimentów piechoty.
W latach 1600–1603 wydatki skarbu litewskiego wyniosły 531 tys. zł. Skarb koronny wyasygnował w tym czasie na wojnę w Inflantach 705 tys. zł, co daje w sumie 1,2 mln zł. Na sejmie 1603 roku Litwini nie uchwalili łanowego. Sejmiki deputackie z września również odmówiły wniesienia do skarbu tego podatku, finansowanie wojny stało się więc problematyczne. Chociaż wypłacono wojsku żołd za sześć ćwierci (kwartałów), zabrakło środków na bieżące potrzeby wojenne. Nieopłacone wojsko litewskie zawiązało w grudniu 1604 roku konfederację wojskową pod przewodnictwem Aleksandra Lisowskiego. W związku z tym, że dochody skarbu litewskiego były niewielkie, postanowiono sięgnąć do skarbu koronnego. Pieniądze z Korony w latach 1603–1605 praktycznie finansowały wojnę w Inflantach, z nich również uregulowano zaległości wobec konfederatów, które wyniosły 0,5 mln zł.
Zdając sobie sprawę, że wojna w Inflantach nadal wymaga kontynuowania, Zygmunt III zwrócił się do szlachty na sejmie 1605 roku o uchwalenie nowych podatków. Sejm został jednak zerwany wskutek działań opozycji. W tej sytuacji król odwołał się bezpośrednio do konwokacji wileńskiej, która uchwaliła w Wielkim Księstwie Litewskim cło, czopowe oraz pogłówne żydowskie na rok. Niektóre sejmiki litewskie zgodziły się ponadto na łanowe (1 złoty z łanu). O postawie szlachty i senatorów na konwokacji w znacznym stopniu zadecydowała działalność świeżo mianowanego hetmana wielkiego litewskiego Jana Karola Chodkiewicza oraz kanclerza wielkiego litewskiego Lwa Sapiehy. Dzięki podjęciu tych decyzji oraz udzieleniu wsparcia kwartą ze skarbu koronnego, wojsko w Inflantach zdołano utrzymać z problemami do marca 1606 roku, przeznaczając na nie 350 tys. zł.
Hetman Wielki Litewski Jan Karol Chodkiewicz (portret anonimowego autorstwa)Niedostatki w skarbie uniemożliwiały utworzenie odpowiednio liczebnej armii, jednak w połowie 1605 roku udało się wesprzeć wojsko litewskie nowymi oddziałami. Zaciągnięto dodatkowo 400 piechurów na dwie ćwierci oraz 300 husarzy do pocztu hetmańskiego. Henryk Wisner na podstawie rachunków sejmowych wyliczył, że w przeddzień bitwy armia Rzeczypospolitej liczyła: 15 chorągwi husarskich (1650 ludzi), 4 tatarskie (350), 3 kozackie (400), 4 petyhorskie (400), jedną arkebuzerską (210), 5 rot piechoty (1040) oraz 4–7 dział. Przed samą bitwą chorągwie Chodkiewicza zostały wsparte przez 300 rajtarów bądź kirasjerów z Kurlandii księcia Fryderyka Kettlera, którzy przeprawili się przez bród na Dźwinie. W sumie armia ta składała się, zgodnie z ustaleniami H. Wisnera, z 3310 jazdy oraz 1040 piechoty. Chorągwie jazdy stanowiły zatem 76% wojska. Faktyczna liczebność wojsk polsko-litewskich z pewnością była jednak niższa, wiadomo bowiem, że z powodu chorób, ran i dezercji do walki stawało mniej żołnierzy. Nadto rachunek sejmowy zawiera jedynie porcje żołdu, a nie faktyczną liczbę żołnierzy (ok. 10% stanowiły tak zwane ślepe porcje, czyli puste etaty, z których finansowano żołd oficerski).
Leszek Podhorodecki, Jan Wimmer i Stanisław Herbst twierdzili, że liczebność jazdy Rzeczypospolitej pod Kircholmem wyniosła nie więcej niż 3000 koni. Piechota natomiast, jak twierdził Konstanty Górski, składała się głównie z wybrańców z Mazowsza i Wielkopolski w sile 790 ludzi. Dotychczas nie ustalono dokładnego składu wojska, w szczególności zaś nazwisk oficerów niższego szczebla. W 1606 roku z polecania Chodkiewicza wielu żołnierzom przyznano nagrody w postaci posiadłości ziemskich. Dokładne prześledzenie wpisów do Metryki Koronnej oraz Litewskiej z pewnością pozwoliłoby ustalić, przynajmniej częściowo, z których prowincji Rzeczypospolitej pochodzili.
Podsumowując, naprzeciwko siebie stanęły dwie armie różne liczebnie oraz zupełnie inaczej zorganizowane. Bez względu na niepełne stany etatowe obydwu stron, stosunek sił wynosił około 1 do 3 na niekorzyść wojsk litewskich.

Początek kampanii

W początkach sierpnia 1605 roku flota Karol IX mająca na pokładzie około 14 000 żołnierzy opuściła brzegi Szwecji. Pod koniec miesiąca wysadzono koło Dźwinoujścia desant liczący 4000 ludzi pod dowództwem Fryderyka Joachima Mansfelda. Statki szwedzkie zablokowały ujście rzeki. Dźwinoujście było niewielką fortecą bastionową liczącą 150 hajduków załogi. Mansfeld nie chciał jednak tracić czasu na jej oblężenie i przesunął armię pod Rygę.
W tym czasie Chodkiewicz stał obozem pod Dorpatem. Niezadowolenie wśród żołnierzy udało się zażegnać za pomocą 100 000 zł przywiezionych na wypłatę zaległego żołdu. Hetman pozostawił małe załogi w Dorpacie i Białym Kamieniu i podjął decyzję o marszu na Rygę. Jego plany uległy zmianie, kiedy dowiedział się w Wolmierzu, że nieopodal Rewla wylądował pięciotysięczny korpus dowodzony przez Andersa Lennartssona. Hetman postanowił ruszyć armię w stronę Fellina, licząc, że rozbije wojska Lennartssona, zanim te połączą się z resztą wojsk szwedzkich. Do spotkania doszło pod Fikelmojzą. Pomimo udanych harców (według niektórych źródeł Szwedzi mieli w nich stracić 200 ludzi, co wydaje się mocno przesadzone) „Pan hetman nie mogąc z onego miejsca Lennartssona wyciągnąć do bitwy […] powrócił pod Fellin”.
W połowie września pod Parnawą wylądował Karol IX z armią liczącą 5000 ludzi. Lennartsson zwinął obóz i połączył się z królem. Szwedzi maszerowali teraz nadmorskim traktem na Rygę. Chodkiewicz przeprawił się przez Gawię i posuwał się równolegle do Szwedów aż do Kiesi. Tam okopał swoją armię, zatrzymując ją w obozie na tydzień. Jak informują „Nowiny z Inflant”, Karol IX początkowo zamierzał wydać hetmanowi bitwę. Zmienił jednak zamiary i poszedł na Rygę.
23 września połączone wojska szwedzkie stanęły pod miastem. Mieszkańcy pomimo apelów nie mieli zamiaru się poddać, wierząc w odsiecz hetmana. Ryga była wówczas drugim co do wielkości miastem nad Bałtykiem, bogatym i bardzo istotnym dla dalszego prowadzenia wojny o Inflanty. Jej utrata równałaby się de facto z przegraną Rzeczypospolitej w tej wojnie. Posiadała ona załogę złożoną z milicji miejskiej (2000–3000 ludzi), setki piechoty litewskiej oraz wystarczającą ilość silnej artylerii. Pomimo tego zapasy żywności zgromadzone w mieście były skromne. Szwedzi mieli już przygotowane szańce, drabiny i podziemne korytarze, dzięki którym mieli wysadzić miejskie mury minami. Czas działał na niekorzyść obleganych.
Bitwa pod Kircholmem (obraz pędzla Pietera Snayersa, lata 20 XVII wieku)
24 września, po dotarciu taboru z Dorpatu, Chodkiewicz ruszył armię spod Kiesi pod Kircholm (dzisiejsze Salaspis), leżący 20 kilometrów na południowy-wschód od Rygi, skąd miał zamiar prowadzić działania przeciw Szwedom. Nie wiemy, dlaczego hetman litewski podjął właśnie taką decyzję. Litwini dotarli na miejsce w niespełna dwa dni, pokonując w tym czasie 80 kilometrów mimo obciążenia tysiącem wozów. Chodkiewicz założył obóz otoczony trzyrzędowym taborem na brzegu rzeki, w pobliżu brodu. Dzięki przesłuchaniu towarzysza chorągwi husarskiej, Pawła Krajewskiego, Karol IX dowiedział się o ruchach Litwinów jeszcze tego samego dnia. Znając pozycję oraz małą liczebność polsko-litewskich chorągwi, Szwedzi zdecydowali podążyć prawie całą armią pod Kircholm. Zostawili pod Rygą około 1600 żołnierzy oraz służbę obozową, zabierając 11 000 żołnierzy na pole bitwy. Wyruszyli z obozu późnym wieczorem, maszerując całą noc. Dotarli do celu nad ranem, zmęczeni i mokrzy.
Hetmana litewskiego nie udało się zaskoczyć. Chodkiewicz nie spieszył się, zaalarmowany przybiciem nieprzyjaciela kazał obudzić żołnierzy i odprawić mszę.

Bitwa

Ustawienie walczących wojsk względem Dźwiny budzi żywe zainteresowanie historyków. Jak zauważył Henryk Wisner, w źródłach nie znajduje potwierdzenia fakt, że Chodkiewicz ustawił wojsko do rzeki równolegle. Musiało ono stać do niej prostopadle, pytaniem pozostaje, dlaczego hetman w mowie wygłoszonej do żołnierzy powiedział, że stoją do Dźwiny tyłem? Możliwe, że wojsko polsko-litewskie ustawiono względem rzeki na skos. Tłumaczyłoby to boczny wiatr od strony morza, który ułatwił szarżę husarii oraz Dźwinę płynącą z boku i z tyłu armii Chodkiewicza. Wszyscy badacze zgodnie podkreślają, że pod wzgórzem, na którym stali żołnierze Rzeczypospolitej, rozciągała się równina idealna do przeprowadzenia szarży kawaleryjskiej.
Karol IX uszykował wojsko w tzw. szachownicę. W pierwszym i trzecim rzucie stanęła piechota, w drugim i czwartym jazda. Armaty ustawiono przed armią. Trudno jednoznacznie wskazać, w jakim szyku walczyła armia szwedzka, w historiografii istnieją bowiem rozbieżności w tej kwestii. Najczęściej wskazuje się na szkołę holenderską ze szwedzkimi modyfikacjami lub szyk hiszpańsko-niemiecki.
Z kolei wojska Rzeczypospolitej – w zależności od relacji – miały stanąć w następującym szyku: lewe skrzydło złożone z 900 lub 1250 jazdy pod Tomaszem Dąbrową, centrum 1000 jazdy i cała piechota lub 800 jazdy i cała piechota pod Wincentym Wojną oraz prawe skrzydło z 1050 lub 650 jazdy pod Janem Sapiehą. Tatarzy wraz z artylerią zajęli stanowisko przy obozie. Rajtarzy kurlandzcy w centrum. Piechota o czysto strzelczym przeznaczeniu miała w zamyśle hetmana pełnić jedynie funkcję pomocniczą wobec jazdy. Szyk wojsk polsko-litewskich był maksymalnie ściśnięty, tak „żeby nieprzyjaciela gardzącego drobną garstką naszych tym bardziej ubezpieczyć w zuchwalstwie”. Chorągwie jazdy uszykowano płytko, w dwie linie.
Po rozmieszczeniu obydwu armii rozpoczęły się harce. Około południa Hetman litewski postanowił wycofać harcowników, „próbując nieprzyjaciela w równe pole z fortelów wyciągnąć”. Obawiając się, że manewr ten może zostać odczytany przez jego żołnierzy jako sygnał do odwrotu, Chodkiewicz uprzedził o swoim planie rotmistrzów. Trudno przypuszczać, aby Karol IX uwierzył, że hetman porzuca obóz. Być może pewny siebie król szwedzki dał sygnał do marszu ze zniecierpliwienia; wiemy skądinąd, że dowódcy szwedzcy kłócili się z monarchą, aby ten wstrzymał się z atakiem. Niemniej Szwedzi rozpoczęli marsz naprzeciw stanowiskom chorągwi hetmana. Do natarcia ruszył pierwszy rzut, na który złożyło się ponad 5500 piechoty i 9 dział. Rajtaria drugiego rzutu Henryka Brandta w sile 1200 koni weszła na lewe skrzydło, a konnica Mansfelda licząca 1000 koni przeszła na prawą flankę z zamiarem wejścia na tyłu armii Chodkiewicza.
Hetman litewski przewidział, że bitwa rozstrzygnie się na jego lewym skrzydle, Szwedzi bowiem nie mogli okrążyć armii polsko-litewskiej na jej prawym skrzydle ze względu na bagna. „Wydano zatem znak do walnej bitwy z obu stron we wszystkie trąby, kotły i bębny”. Na Szwedów ruszyły z centrum chorągwie husarskie Wojny oraz jazda księcia Fryderyka (600 koni), wiążąc zaciętą walką piechotę wroga. W ślad za nimi z lewego skrzydła ruszyły chorągwie Dąbrowy, wsparte ogniem z dział. Zataczając łuk, wzniosły tumany kurzu i z impetem wbiły się w skrzydło Mansfelda, które załamało się pod szarżą husarską i wpadło w ucieczce na 3000 piechoty Fryderyka księcia lüneburskiego ustawionej w trzecim rzucie.
Za uciekającymi rajtarami Mansfelda Chodkiewicz pchnął chorągwie tatarskie, natomiast husaria Dąbrowy rzuciła się do ataku na piechotę lüneburczyka. Tymczasem na szwedzkim lewym skrzydle sygnał do atak dał Brandt. Czujny Sapieha ruszył chorągwie husarskie i petyhorskie, aby powstrzymać natarcie rajtarów. Karol IX zdecydował się wspomóc swoje lewe skrzydło, rzucając mu do pomocy kilkuset rajtarów czwartego rzutu. Aby nie dopuścić do rozbicia Sapiehy, do boju włączono dwie chorągwie husarskie Teodora Lackiego, które skutecznie odrzuciły rajtarów.
Był to decydujący moment bitwy. Hetman litewski zdecydował o użyciu piechoty, która miała definitywnie rozbić pierwszy rzut piechoty wroga. Następnie pozostałe chorągwie jazdy uderzyły na stawiający jeszcze opór trzeci rzut Szwedów. Wszystko rozegrało się błyskawicznie. Próby przegrupowanie wojsk Szwedzkich nie powiodły się wobec bezładnej ucieczki. Jak pisał później Karol IX „nasi uciekali jak gromada kurcząt, choć było ich czterech alb pięciu przeciw jednemu”. Król szwedzki sam zresztą otarł się o śmierć lub niewolę i tylko dzięki poświęceniu Henryka Wrede, który podał mu nowego konia, zdołał zbiec. Rozzłoszczony po klęsce, po powrocie na statek Sudermańczyk zabił Pawła Krajewskiego, owego nieszczęsnego husarza wziętego do niewoli.

Straty walczących stron

Mankell na podstawie rolli popisowych doliczył się w trzydziestu szwedzkich jednostkach 3854 poległych. Historyk ten nie był jednak w stanie wskazać zabitych w przypadku pozostałych trzydziestu czterech oddziałów. Prawdopodobnie ich straty były nie mniej dotkliwe. Barkman był zdania, że liczbę ocalałych z pogromu należy szacować na 3000 do 3500 ludzi. Oznacza to, że z 11 000 armii Szwedzi zostawili na polu bitwy około 73% żołnierzy. Z dowódców szwedzkich zginął Lennartsson, któremu Chodkiewicz wyprawił uroczysty pogrzeb, książę lüneburski, pułkownicy Forbes i Stigel. W ręce żołnierzy Chodkiewicza wpadło 60 sztandarów oraz wszystkie armaty, wzięto również setki (jedna z niemieckojęzycznych gazet ulotnych twierdziła nawet, że 1500) jeńców. Do niewoli dostał się m.in. Brandt, który po przewiezieniu do Krakowa został stracony za zdradę Zygmunta III.
Litwini i Polacy stracili prawdopodobnie 100 żołnierzy, mieli także 200–400 rannych. Zginęło wiele koni. Relatywnie niewielkie straty strony litewskiej znajdują potwierdzenie w licznych relacjach oraz dokumentach, nie ma więc powodu, aby w nie wątpić. Ta ogromna dysproporcja poległych wynikła z dwóch czynników: po pierwsze, właściwa część bitwy (czyli bez harców i pogoni) trwała dwadzieścia, może trzydzieści minut, po drugie zdecydowana większość Szwedów straciła życie podczas ucieczki. Część potopiła się w Dźwinie, inni zginęli pod szablami ścigającej ich jazdy.
Po bitwie pod Kircholmem (obraz pędzla Januarego Suchodolskiego)

Zakończenie

Kircholm ze względu na stosunek sił zwyciężonych do zwycięzców był jednym z największych zwycięstw taktycznych w historii świata. Chodkiewicz dopasował taktykę swojej armii do warunków terenowych. Wódź litewski wykorzystał lewe skrzydło do rozstrzygnięcia bitwy, wchodząc na tyły wroga po przełamaniu jego prawej flanki. Płytkie uszykowanie litewskich chorągwi pozwoliło wprowadzić do bitwy więcej szabel. Szwedzkie oddziały ustawione w cztery szeregi – chociaż liczniejsze – pozwoliły się otoczyć i rozbić. Karol IX popełnił wiele błędów. Przede wszystkim był zadziwiająco pewny siebie, mimo iż w ostatnich latach wojska szwedzkie ponosiły w polu same klęski. Dzieląc piechotę na dwa rzuty, Sudermańczyk umożliwił Chodkiewiczowi zniwelowanie znacznej przewagi liczebnej strony szwedzkiej.
Bitwa pod Kircholmem pokazała wyższość w polu staropolskiej sztuki wojennej nad Szwedzką, wzorowaną na holenderskiej szkole wojskowej Maurycego Orańskiego, która faworyzowała regimenty pikiniersko-muszkieterskie kosztem jazdy. Jak słusznie zauważył po latach Jakub Sobieski, „przyszłe pokolenia bardziej się dziwować, niźli wierzyć będą” w wynik tej bitwy.
Chociaż wiktoria kircholmska sparaliżowała działania szwedzkie w Inflantach na kilkanaście miesięcy, strona polsko-litewska nie zdołała tego wykorzystać. Zygmunt III już na sejmie 1605 roku proponował konkretne projekty reform, jak np. głosowanie większościowe w sprawach skarbowo-wojskowych oraz powołanie niezależnego od uchwał sejmowych, stałego i jednolitego skarbu wojskowego. Część obywateli szlacheckich, ulegając demagogicznym hasłom głównych opozycjonistów, dała się jednak przekonać, że król dążył do absolutyzmu.
Istnieją podstawy źródłowe do wysunięcia tezy, że Jan Zamoyski już od 1603 roku planował zbrojne wystąpienie szlachty. W tej sytuacji trudno było znaleźć porozumienie. Rozpoczęty w 1606 roku rokosz siłą rzeczy zepchnął sprawy inflanckie na dalszy plan. Warto jednak napisać w tym miejscu, że rokoszanie upominali się o zaległe nagrody pieniężne dla żołnierzy spod Kircholmu, zapominając, że to oni swoją działalnością paraliżowali funkcjonowanie państwa.
Pomnik bitwy pod Kircholmem w Salaspils k. Rygi z napisami łotewskim i polskim oraz herbami Litwy, Polski i Kurlandii (fot. Mariusz Paździora, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0)
W skutek nieszczęśliwego splotu wydarzeń potencjał wygranej bitwy kircholmskiej został zmarnowany. Zdobyć bowiem Inflanty oraz utrzymać je przy Rzeczypospolitej mogła armia, której struktura była odmienna od dotychczasowej. Należało bowiem zmienić jej skład, wprowadzając do niej jednostki piechoty z silną artylerią i pododdziałami specjalistycznymi. Z drugiej strony nawet porządne opatrzenie Inflant nie zniechęciłby Szwedów to zaniechania wojny. Mogli oni przecież ciągle odnawiać swoje siły w samej Szwecji. Z tego powodu Rzeczpospolita musiała także stworzyć silną flotę osłaniającą wybrzeże (ten aspekt również wykorzystywała opozycja to swoich rozgrywek, zrzucając winę za brak floty na króla) i ewentualnie pokusić się o wyprawę na samą Szwecję, by zmusić nieprzyjaciół do podpisania pokoju. Aby jednak osiągnąć te cele, należało przeprowadzić w kraju reformy skarbowo- wojskowe.
Kircholm został do pewnego stopnia wykorzystany jedynie na polu polityki zagranicznej. Opis bitwy rozprzestrzenił się bowiem po całej Europie, docierając także do egzotycznej Persji. Wzmocnił on tym samym przekonanie o dużej wartości polsko-litewskiego żołnierza, skłaniając monarchów europejskich do poparcia pretensji Zygmunta III do korony szwedzkiej.

Zobacz też:

Bibliografia

  • Antanavičius Darius, Znane i nieznane źródła do kampanii kircholmskiej w 1605 roku, [w:]Wojny północne w XVI–XVIII wieku. W czterechsetlecie bitwy pod Kircholmem, red. B. Dybaś, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2007.
  • Bohun Tomasz, Bitwa pod Kircholmem 27 IX 1605, „Dzieje oręża polskiego”, nr 6/20, „Rzeczpospolita”, 8.04.2006.
  • Barkman Bertil, Kungl. Svea Livgardes historia, t. 2, 1560–1611, Stockholm 1938–1939.
  • Czwołek Arkadiusz, Piórem i buławą. Działalność polityczna Lwa Sapiehy. Kanclerza litewskiego, wojewody wileńskiego, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Toruń 2012.
  • Filipczak-Kocur Anna, Skarb litewski za pierwszych dwu Wazów: 1587–1648, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1994.
  • Górski Konstanty, Historya piechoty polskiej, nakładem polskiej spółki wydawniczej, Kraków 1893.
  • Tenże, Historya jazdy polskiej, nakładem polskiej spółki wydawniczej, Kraków 1893.
  • Kircholm – Kłuszyn. Zwycięstwa husarii, red. Witold Rawski, Wydawnictwo Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej, Warszawa 2010.
  • Kukiel Marian, Zarys historii wojskowości w Polsce, Krakowska Spółka Wydawnicza, Kraków 1929.
  • Mankell Julius, Uppgifter rörande svenska krigsmagtens styrka sammansättning och fördelning sedan slutet af femtonhundratalet jemte öfversigt af svenska krighistoriens vigtigaste händelser under samma tid, Tryckt hos C.M. Thimgren, Stockholm 1865.
  • Nowiny z Inflant o porażce, która się stała nad Karolem, księciem Sudermańskim przez Jana Karola Chodkiewicza dnia 27 września 1605, BK PAN Kórnik, nr 12504.
  • Podhorodecki Leszek, Jan Karol Chodkiewicz 1560–1621, Warszawa 1982.
  • Radziwiłł Stanisław Albrycht, Rys panowania Zygmunta III, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2011.
  • Wisner Henryk, Bitwa kircholmska – pytania i wątpliwości, [w:] Wojny północne w XVI–XVIII wieku…
  • Tenże, Zygmunt III Waza, Ossolineum, Wrocław 2006.
  • Tenże, Rzeczpospolita Wazów. Czasy panowania Zygmunta III i Władysława IV, t. 1, Neriton, Warszawa 2002.
  • Tenże, Rzeczpospolita Wazów. Wojsko Wielkiego Księstwa Litewskiego, dyplomacja, varia, t. 2, Neriton, Warszawa 2004.
  • Tenże, Kircholm 1605, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1987.
Redakcja: Roman Sidorski

Absolwent Wydziału Historycznego Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku. Pełnił funkcję prezesa Koła Naukowego Historyków, studiował na Uniwersytecie Wileńskim w ramach programu Erasmus. Stypendysta Ministra Edukacji i Szkolnictwa Wyższego w roku akademickim 2010/2011. Specjalizuje się w historii wojskowości i parlamentaryzmu Rzeczypospolitej w czasach panowania Wazów. Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org