poniedziałek, 21 października 2013

Cezary Łazarewicz – „Sześć pięter luksusu”

Druga Rzeczpospolita to okres cieszący się niesłabnącą popularnością wśród autorów i czytelników książek historycznych. Na ogół trafić można jednak na prace poświęcone historii politycznej lub – coraz częściej – tzw. życiu codziennemu, nieraz w dość eskapistycznych jego przejawach (dansingi, kabarety, ówcześni „celebryci”). Książka przedstawiająca wycinek dziejów polskiego kapitalizmu przez ukazanie historii konkretnego przedsiębiorstwa stanowi więc pewne novum. I choćby z tego powodu zasługuje na uwagę.

Tytuł: Sześć pięter luksusu. Przerwana historia Domu Braci Jabłkowskich
Autor: Cezary Łazarewicz
Wydawca: Znak
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-240-2047-8
Liczba stron: 256
Format: 14,0 x 20,5 cm
Okładka: broszurowa ze skrzydełkami
Cena: 34,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 7/10
(jak oceniamy?)
Przedsiębiorstwem owym jest mieszczący się swego czasu na tytułowych „sześciu piętrach luksusu” przy Brackiej 25 sławny warszawski Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy. Przybliżenia czytelnikom kolei losu słynnego sklepu i rodziny, do której należał, podjął się Cezary Łazarewicz, reporter i publicysta m.in. „Gazety Wyborczej”, „Przekroju”, „Polityki”, „Newsweeka” i „Wprost”, ale także scenarzysta filmów dokumentalnych i autor monografii historycznej radiowej Trójki.
Wspomniałem na początku, że jest to książka dotycząca okresu dwudziestolecia międzywojennego. Sformułowanie to jest oczywiście prawdziwe, aczkolwiek ktoś mógłby uznać je za nieścisłe. Ramy czasowe „Sześciu pięter luksusu” rozciągają się bowiem zasadniczo od 1913 roku, kiedy to rozpoczęto budowę domu towarowego (zasadniczo, gdyż autor nie żałuje nam retrospekcji mających ukazać historię rodu Jabłkowskich), poprzez czasy niepodległej Polski, kiedy to przedsiębiorstwo zdobyło ogromną renomę, drugą wojnę światową, wreszcie czasy PRL, w których końca dobiegła działalność wspaniałego sklepu i – opisując batalię prawowitych spadkobierców braci Jabłkowskich o odzyskanie rodzinnej własności – sięgają dosłownie dnia dzisiejszego.
Józef Jabłkowski, nestor rodu, nie wywodził się kręgów finansistów czy przemysłowców. Jabłkowscy do wszystkiego musieli dojść sami, byli prawdziwymi self-made men. Łazarewicz analizuje genezę przedsiębiorstwa, próbując dociec, jak dalece rodzinne legendy zgodne są ze stanem faktycznym. Punktem zawiązującym narrację książki czyni wmurowanie dnia 4 września 1913 roku metalowej puszki, zawierającej wycinki z bieżącej prasy, w fundamenty nowego budynku i opisuje fotografię, na której owo wydarzenie uwieczniono (a znalazło się na niej wiele osób ważnych nie tylko dla przyszłego Domu Towarowego). Autor zadbał również o to, byśmy to wydarzenie poznali w odpowiednim kontekście – przedstawia nam dotychczasowe koleje losu rodziny Jabłkowskich, a przede wszystkim kreśli zajmujący obraz Warszawy sprzed stu lat.
Następnie śledzimy szybki i imponujący, a jak się wydaje również i w pełni zasłużony sukces Domu Towarowego Bracia Jabłkowscy. Sklep stał się jednym z ulubionych miejsc zakupów rzesz warszawiaków, ale także miejscem słynnym na całą Polskę. Wkrótce zresztą możliwa stała się ekspansja, także terytorialna, przedsiębiorstwa. Jak wszyscy porządni przedsiębiorcy Jabłkowscy za cel postawili sobie (ktoś może rzec: zysk - owszem, ale trzeba wiedzieć jak działać, by ów zysk osiągnąć) zaspakajanie potrzeb klientów. U Jabłkowskich zasadniczo można było kupić wszystko, co tylko potrzebne i to po najniższych cenach. Co więcej, zasada maksymalizacji zysków przy minimalizacji kosztów nie wiązała się niską jakością obsługi, ani nie odbijała negatywnie na położeniu pracowników sklepu. Z lektury książki wyłania się obraz firmy mogącej być dumą swych właścicieli oraz obiektem szacunku i wdzięczności zarówno klientów, jak i osób w domu towarowym zatrudnionych.
Autor dużo uwagi poświęca kwestiom organizacji przedsiębiorstwa i zarządzania nim. Aczkolwiek teorię zarządzania zgłębiałem dość pobieżnie i jestem w tym zakresie laikiem, to jednak dostrzegam, że stosowane metody były bardzo skuteczne oraz innowacyjne. Widać w nich inspirację działalnością i myślą Henry’ego Forda. Także stosowane techniki sprzedaży (co piszę jako osoba, która trochę w sprzedaży przepracowała) sprawiają wrażenie naprawdę mądrze pomyślanych i sprawnie, acz nienachalnie wcielanych w życie. Jabłkowscy bardzo dalecy byli od karykaturalnego wizerunku kapitalistów karmiących się krwią pracowników. Byli oni przez zatrudnione osoby bardzo szanowani, także w okresie późniejszym, podczas wojny czy w latach komunizmu. Przyczyna tego jest bardzo prosta – byli to tacy pracodawcy, którzy osoby dla nich pracujące sami szanowali. Z książki wyłania się obraz autentycznej troski Jabłkowskich o zatrudnione osoby – dbano np. by młodzi chłopcy odpowiednio wcześnie kończyli pracę, by mogli wziąć udział w zajęciach np. szkoły rzemieślniczej. Pracownik był ważny nie tylko w godzinach pracy, ale traktowano go jako kogoś, komu należy się opieka i wręcz pewien zakres paternalistycznej protekcji. Jest to rzecz jasna wpływ fordyzmu, teorii której zarzucano nieraz nazbyt wielki zakres ingerencji właścicieli środków produkcji w życie robotników, ale myślę że z dzisiejszej perspektywy, będąc świadomi obecnej dominacji elastycznych form zatrudnienia oraz pewnego zaniku więzi społecznych (na których zdrowy kapitalizm powinien się przecież opierać), można co najmniej rozważyć pewne zalety takiego podejścia. Praca u Jabłkowskich była zresztą całkiem atrakcyjną wizją kariery zawodowej – nie przyjmowano do niej osób przypadkowych, a idealny kandydat powinien był być najlepiej absolwentem szkoły handlowej i znać co najmniej dwa języki obce (w związku z rosnącą ilością zagranicznych turystów odwiedzających Warszawę, którzy także robili zakupy w domu towarowym). Zresztą w miarę rozwoju przedsiębiorstwa wypracowano cała „drabinę” rozwoju zawodowego – postanowiono bazować na inwestowaniu w dotychczasowych pracowników, a ciężka praca i niepospolite umiejętności mogły prowadzić do awansu na naprawdę wysokie stanowisko z relatywnie niskiej pozycji.
Jest jedna rzecz, która szczególnie ujmuje mnie w krajach Europy Zachodniej. Kiedy zapoznajemy się z dziejami jakiegoś przedsiębiorstwa, sklepu, przetwórni spożywczej, czy choćby kafejki, często dowiedzieć się można że firma ta należy do jednej rodziny od wielu pokoleń. „Sześć pięter luksusu” jednych uświadomi, a innym przypomni, dlaczego sytuacja ta jest tak rzadka w naszym kraju. Dom Towarowy Bracia Jabłkowscy podjął działalność w latach powojennych, jednak ten było nie było „wykwit kapitalizmu” w samym środku stolicy raził w oczy nowe komunistyczne władze. Przedsiębiorstwo zniszczono w latach wypowiedzianej przez Hilarego Minca „bitwy o handel”. Najpierw właściciele musieli zapłacić zawyżone podatki od (rzekomego) nadzwyczajnego wzbogacenia w latach wojennych, potem zaś najzwyczajniej w świecie uniemożliwiono im dalszą działalność. Należy zaznaczyć, że nie chodziło tu o żadne oszustwa ani nadużycia – po prostu postanowiono zniszczyć Dom Jabłkowskich. Miejsce po nim rychło zajął dom dziecka, zaś w 1984 roku miasto przekazało dom w użytkowanie na 40 lat Centralnemu Związkowi Rzemiosła. W ostatnich latach mieściła się w nim popularna księgarnia Traffic Club. Łazarewicz opisuje koleje życia spadkobierców Jabłkowskich oraz ich prawną walkę o schedę po przodkach. Walkę zakończoną – taki przynajmniej jest stan rzeczy w chwili gdy piszę te słowa (a co okazało się już po wydaniu książki) sukcesem. Odzyskanie rodzinnej własności to akt sprawiedliwości, nie chcę temu przeczyć. Ale niestety nie zrekompensuje on strat (nie tylko właścicieli), jakie przyniosło przerwanie działalności Domu Braci Jabłkowskich.
Książka napisana jest lekkim, łatwym i przyjemnym w lekturze językiem. Widać reporterskie doświadczenie autora. W zasadzie zaryzykowałbym stwierdzenie, że mamy do czynienia po prostu z pokaźnych rozmiarów reportażem. Łazarewicz dotarł do członków rodziny Jabłkowskich, a także do byłych pracowników domu towarowego i na ich relacjach oparł swą narrację. Baza źródłowa książki jest jednak znacznie obszerniejsza, obejmuje bowiem liczne materiały prasowe, tak przedwojenne jak i współczesne oraz pewną liczbę źródeł i opracowań historycznych. Książka zawiera pomocne kalendarium oraz czarno-białe fotografie.
„Sześć pięter luksusu” polecam wszystkim zainteresowanym historią Warszawy, opisuje bowiem ważne kiedyś dla naszej stolicy miejsce. Polecam książkę także osobom które ciekawi historia gospodarcza czy też teoria zarządzania i praktyka prowadzenia działalności gospodarczej w skali „mikro” – z pewnością uznają ja za zajmujące case study. Wreszcie, ponieważ mamy do czynienia (przy tym obstaję) z reportażem, zachęcam do lektury wszystkich, którzy lubią poczytać napisane w lekkim piórem opowieści o niebanalnych sprawach, a przy okazji podumać, o czymś co było i czego już nie ma.

Absolwent Instytutu Historycznego oraz Instytutu Nauk Politycznych UW. Interesuje się historią Polski i powszechną XIX i pierwszej połowy XX w., historią myśli politycznej, dziejami Anglii i Stanów Zjednoczonych oraz historią chrześcijaństwa w epoce nowożytnej i czasach późniejszych.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Źródło

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz