sobota, 30 listopada 2013

Ferdinand Porsche - niechciany w rodzinnym mieście

Porsche Typ12 – Zündapp-„Volkswagen”, 1932 (źródło: Wikipedia)

Ferdinand Porsche urodził się w mieście Vratislavic nad Nisou w Czechach w 1875 roku. Wielu z nas do dzisiaj zna go jako twórcy Volkswagena i producenta samochodów sportowych Porsche, jednak znacznie mniej wie o jego niechlubnej działalności za czasów Hitlera.

Co do jego genialności konstrukcyjnej to warto również w tym miejscu przypomnieć, że popularny "garbus" został zbudowany na bazie czeskiego samochodu Tatra T97. Porsche "skopiował" (ktoś inny może powiedzieć ukradł) te rozwiązania i zastosował w niemieckim modelu KdF-Wagen (późniejszy Volkswagen Garbus).

Porsche zawsze buł "pupilem" Hitlera, który w 1937nagrodził go Niemiecką Nagrodą Narodową w Dziedzinie Nauki i Sztuki. Porsche pracował dla przemysłu zbrojeniowego III Rzeszy, a w jego fabrykach pracowali pracownicy przymusowi z całej Europy. Po wojnie był aresztowany jako zbrodniarz wojenny.

Dlatego władze jego rodzinnego miasta postanowiły usunąć z tablic pamiątkowych nazwisko konstruktora. Stało się tak po protestach kilkuset mieszkańców Vratislavic nad Nisou, na czele z grupą byłych więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych.


Tablica poświęcona Ferdinandowi Porsche e Libercu, Czy ta również zniknie?
źródło Wikipedia



„Westerplatte. Załoga Śmierci” – komiks

Justyna Olejnik
„Dobrze owinąłeś młotek wojłokiem?”. „Spokojna głowa. Nawet ty nie usłyszysz, że pracuję, a co dopiero szkopy”. Ten dialog, wyjęty z komiksu Westerplatte. Załoga śmierci, obrazuje nastroje młodych chłopców, którzy obok swoich starszych stopniem i wiekiem kolegów mieli wziąć udział w wydarzeniach, z którymi historycy wciąż próbują się rozprawić.

Autorzy: Mariusz Wójtowicz-Podhorski, Krzysztof Wyrzykowski 
Tytuł: Westerplatte. Załoga Śmierci 
Wydawca: Zin Zin Press
Rok wydania: 2012 
ISBN: 978-83-62449-03-3
Stron: 129 
Format: 210 × 295 mm 
Oprawa: broszurowa
Cena: 39,90 zł 
Ocena: 10/10

Ocena naszego recenzenta: 10/10
(jak oceniamy?)
Pierwsze wydanie z nieco odmienną okładką pojawiło się na rynku w 2004 roku, wzbudzając wiele sympatii oraz zainteresowania wśród czytelników. Na drugie wydanie, dedykowane Bohaterskim Obrońcom Westerplatte, czuwającym na rajskich wrzosowiskach, poprawione i uzupełnione, przyszło czekać, bagatela, osiem lat. Wspólne dzieło Mariusza Wójtowicza-Podhorskiego (scenarzysty) i Krzysztofa Wyrzykowskiego (rysownika) liczy 100 kart – choć czarno-białych, to jednak dowodzących kunsztu autorów. Nazwisko grafika słynącego z albumów o tematyce historycznej (Łupaszka. 1939KorfantyWyzwolenie? 1945Żelazny) powinno działać jak magnes dla koneserów kreski. Co się zaś tyczy zaprezentowanych zdarzeń, te wzbudzają większe kontrowersje.
Komiks otwierają dzieje Westerplatte, od uformowania przez wody niesione korytem Wisły Płyty Zachodniej, przez wojny napoleońskie, do przedednia wybuchu II wojny światowej. Właściwa fabuła drobiazgowo rekonstruuje siedem morderczych dni obrony Wojskowej Składnicy Tranzytowej, zrównoważone niepozbawionymi dowcipu dialogami między bohaterami:
– Jest meldunek, że w lasku za bramą słychać szczęk broni i jakieś głosy. 
– Pewnie znów jakieś zakochane parki.
Dbałość o wartość merytoryczną podniosła publikację do rangi paradokumentu. Warto wspomnieć o detalach natury militarystycznej. Nazwy karabinów oraz ich kalibrów uderzają od pierwszych stron, co przeciętnemu odbiorcy może utrudniać płynność rozumianego tekstu. Nie zabrakło smaczków z realiów. Dowiadujemy się m.in., jakim żartobliwym określeniem okrzyknęli marynarze pancernik Schlezwig-Holstein.
Album jest panoramą, w której zaciera się historia opowiedziana oczami pojedynczego bohatera. Dominantą scenariusza okazuje się konflikt na linii Sucharski – Dąbrowski. O ile recenzenci zarzucają postaciom bezpłciowość oraz brak wyrazistości, z pewnością nie można powiedzieć tego o dowódcy i jego zastępcy. Pierwszy ukazany został ze wszystkimi ułomnościami, drugi zaś – zaletami, co sprawia wrażenie, że autorzy próbują rozprawić się z legendą majora Sucharskiego.
Mariusz Wójtowicz-Podhorski, gdański historyk, prezes Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej WST na Westerplatte, znany jest z krytycyzmu wobec dotychczasowej interpretacji zdarzeń na gdańskim wybrzeżu. Stąd w komiksie najnowsze badania w sprawie rozkazu o 6-12 godzinach obrony, nastrojach wśród załogi WST i wyższego dowództwa oraz potencjału zbrojeniowego.
Obok plansz komiksu wydawca postarał się o załączenie: kalendarium, przewodnika po obszarach dawnej składnicy, schematów, planów i map z ówczesnym rozkładem wartowni i koszar, unikatowych zdjęć archiwalnych. Ostatnią stronę zadrukowano apelem majora Ignacego Skowrona – ostatniego, nieżyjącego już, członka załogi Westerplatte.
Niniejszy tom pochodzi z serii wydawniczej Kroniki Epizodów Wojennych. Podbije serca miłośników detalu. Trzeba jednak pamiętać, że nie jest to typowy komiks, a czytelnik musi być nastawiony na niezwykłe natężenie informacji. Historia wraz z załączonymi suplementami doskonale posłuży mu za itinerarium.
 Redakcja i korekta: Agnieszka Kowalska

Justyna Olejnik:
Studentka historii oraz filologii klasycznej na Uniwersytecie Łódzkim, w 2013 r. obroniła pracę licencjacką pt. „Turcy w kronice Niccolo Barbaro”. Obecnie, pod kierunkiem prof. Teresy Wolińskiej, pisze pracę magisterską z zakresu historii starożytnej, w której dotyka problemu natury zwierząt oraz ich relacji z człowiekiem. Studia nad językami klasycznymi łączy z pasją historyczną.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Źródło
 

piątek, 29 listopada 2013

Wikingowie i początki ich wypraw w VIII-IX w. – prawda i mity

Marcin Sałański
Czerwiec 793 roku. Mnisi z klasztoru na wyspie Lindisfarne dostrzegli długą łódź i powiewający żagiel na morzu. Ponad sto lat żyli w spokoju i ascezie, rzadko mając gości z dalekiego świata. Widząc zbliżające się czworokątne żagle nie spodziewali się zatem, że zaraz staną twarzą w twarz z uzbrojonymi w topory bojowe wojownikami z Północy. Tego dnia klasztor przestał istnieć, a wedle tradycji historycznej zaczęła się epoka wikingów.

Okres zaczynający się na przełomie VIII i IX i trwający do ok. 1066-1085 r. w historii Europy przyjęło nazywać się epoką wikingów. Jest to jednocześnie okres kształtowania się znanych nam dzisiaj państw europejskich. Czy rzeczywiście jednak możemy mówić o takiej epoce? Nie ulega wątpliwości, że charakter i zasięg wypraw łupieżczych wikingów w tym okresie robi wrażenie. Niewątpliwie wpłynęły one też na życie wielu ludów i formujących się państw Europy. Trzeba jednak jasno podkreślić, że jako fenomen epoki średniowiecza wyprawy te nie zmieniły biegu europejskiej historii i w wypadku innych państw europejskich nie można mówić o epoce wikingów. Zgoła inaczej jest w wypadku samych ziem skandynawskich: wyprawy Duńczyków, Szwedów i Norwegów otworzyły przed tymi ludami świat, rzeczywiście wprowadzając je w nową epokę. Docierając do Anglii, państwa Franków, Bizancjum, Islandii a nawet wybrzeży Ameryki poszerzali swoje horyzonty, rozwijali gospodarczo, militarnie i społecznie – przygotowując się na dołączenie do chrześcijańskiej ekumeny i kultury Zachodu w X/XI w.
Europa ok. 900 r. (Muir's Historical Atlas--Mediaeval and Modern, London 1911, domena publiczna).
Problematycznie przedstawia się sam charakter wypraw wikingów. Już dawno temu wybitny rosyjski badacz dziejów i kultury wikingów Aron Guriewicz podkreślał, że nie można mówić o wyprawach wikingów jako jednolitym i niezmiennym w czasie i charakterze zjawisku. Postulował on badanie ich jako szeregu różnorodnych form skandynawskiego ekspansjonizmu, wynikających z wewnętrznych przemian w społeczeństwach wczesnośredniowiecznej Skandynawii. W zależności od okoliczności bowiem wikingowie udawali się na Zachód i Południe w celu sezonowych pirackich grabieży, czasem w celu handlu i zakładania faktorii kupieckich, a czasem wikińscy hawdingowie lub królowie stawali na czele wielkich armii by zdobyć nowe tereny osadnicze, łupy lub po prostu rozszerzyć zasięg swego panowania.
Bez względu jednak jak będziemy definiować „epokę wikingów” czy same „wyprawy”, ci rośli wojownicy z północy zostali na przestrzeni wieków owiani romantyczną aurą dzielnych, niezależnych i skłonnych do przemocy bohaterów i zdobywców mórz. W omawianym zaś okresie byli oni postrzegani jako niosący śmierć i zniszczenie poganie. Dzisiaj także funkcjonuje podobny obraz, ale nie ma chyba nikogo, kto by nie słyszał o wikingach i w większym lub mniejszym stopniu ich nie podziwiał.

Problematyczna terminologia

Beserker - figurka szachowa ze zbiorów British Museum prawdopodobnie pochodząca z Norwegii XII w. (fot. Rob Roy, opublikowano na licencjiCreative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).Termin „wiking” sam w sobie jest bardzo enigmatyczny. Jednym z pierwszych poświadczonych źródłowo przypadków jego użycia jest zapiska z staroangielskiego poematu Widsidh z VII w., mówiąca o „wikińskim plemieniu Hedobardów”. Jego znaczenie jest jednak niejasne. Kronikarz Adam z Bremy pisał np. o „piratach, których Duńczycy zwą wikingami”. Termin ten wiązano z kolei ze słowem „vik”, czyli zatoka. „Viking” miał być zatem tym „kto ukrywa się w zatoce”. Takie tłumaczenie nie pasuje jednak do zbrojnego łupieżcy - raczej do pokojowo nastawionego kupca. Łączono termin ten także z łacińskim „vicus” czyli obóz, fort, ośrodek handlowy, i to tłumaczenie zostało jednak w historiografii odrzucone.
Przyjmuje się obecnie, że termin „wiking” pochodzi od czasownika „vikja” czyli „wyłamywać”, „wykręcać” lub „odchylać”. Szwedzki historyk F. Askeberg tłumaczył taką etymologię tym, iż wikingowie byli w istocie ludźmi, którzy wyłamywali się z klasycznych struktur społecznych, porzucali dom i wypływali w morze w poszukiwaniu sławy i łupów. Ciekawe jest, iż w źródłach często termin „viking” stosuje się nie w odniesieniu do jednostki, a do czynności – „udać się na viking”. W tym ujęciu wyprawa mogła mieć zarówno wymiar zbrojny, jak i pokojowy, taki związek semantyczny odnosił się bowiem do łupieżczych napadów oraz wypraw kupieckich. Jeszcze ciekawiej prezentuje się fakt, iż dla samych Skandynawów termin „viking” był często obraźliwy. Sagi wspominają o wikingach jako o okrutnych i gwałtownych łupieżcach, zaś na jednym kamieniu runicznym z Upplandu mówi się o niejakim Assurze, synie jarla Hakona, jako o „stróżu przeciwko wikingom”. Można zatem uznać, że termin ten stosowano zarówno jako określenie wyprawy zbrojnej, jak i jej uczestnika – często z pejoratywnym odcieniem. Był więc wiking wedle współczesnych żądnym łupów i sławy piratem, wojownikiem, ale czasem także kupcem i odkrywcą.

Wikingowie w kulturze masowej

Dzisiaj słysząc termin „wiking” wyobrażamy sobie z kolei rosłego, jasnowłosego wojownika w kolczudze, hełmie z rogami i uzbrojonego w ogromny topór, który z mordem w oczach gwałcił niewiasty, palił wsie i zabijał każdego, kto mu się sprzeciwił. Taki obraz wikingów nie powinien nikogo dziwić. Na przestrzeni wieków sami historycy wyrabiali swoje poglądy o wikingach bazując wyłącznie na przekazach pochodzących od ich przeciwników i ofiar czyli chrześcijan (głównie duchownych). Wikingowie w źródłach pisanych byli zatem zawsze przedstawiani jako krwiożerczy i bluźnierczy łupieżcy, poganie, antychryści. W jednym z przekazów dotyczących ataku na klasztor na wyspie Lindisfarne u wybrzeży Northumbrii czytamy zresztą:
w tymże roku [793 – M.S.] nad Northumbrią pojawiły straszliwie znaki i bardzo przeraziły jej mieszkańców: jaśniały niezwykłe błyskawice i widziano ogniste smoki lecące w powietrzu. Wkrótce po tych znakach przyszedł wielki głód, a niedługo potem, tego samego roku, pogańscy łupieżcy, niczym diabły, żałośnie zniszczyli kościół Boży w Lindisfarne, gwałtem i rzezią.
Duńczycy atakujący Anglię (miniatura z żywotu św. Edmunda, XII w., domena publiczna).Pomimo badań archeologicznych nad znaleziskami z epoki wikingów historycy analizując takie i podobne opisy wydali jednomyślny osąd, który przeniknął do kultury masowej i bardzo mocno się w niej osadził. Wikingowie zaś przez bardzo długi czas milczeli. Badania podjęte w latach 80. i 90. zarówno w środowisku anglosaskich jak i środkowo-europejskich badaczy stopniowo zaczęły jednak ukazywać ich prawdziwy, pozbawiony zdemonizowanego schematu obraz. Współczesny odbiorca kultury miał okazję już w 1958 r. poznać bliższe prawdy historycznej oblicze wikingów w filmie Wikingowie z Kirkem Douglasem i Tonym Curtisem, dzisiaj początki wikingów przypomina i przybliża współczesnemu widzowi serial kanału telewizyjnego History pt. Wikingowie, cieszący się ogromnym zainteresowaniem. Dzięki niemu wikingowie stają się ludźmi z krwi i kości, targanymi podobnymi namiętnościami co my sami.

Pierwsze wyprawy

O pierwszych wyprawach wikingów na Wyspy Brytyjskie wspominają dwie zapiski z Kroniki anglosaskiej. Jedna z nich mówi o pewnym incydencie, który miał miejsce w Królestwie Wessexu, za panowania króla Beorthirka (789-802). Ponoć sędzia królewski natknąwszy się na wybrzeżu na duńskich najeźdźców miał wziąć ich za kupców i zaprosić do Dorchester w celu inspekcji, został jednak zabity. Drugą wzmianką jest przytaczany powyżej opis ataku na klasztor Lindisfarne. Wydaje się, że zapiska o zabitym urzędniku królewskim na pewno nie odnosi się do pierwszej w historii napaści wikingów na Brytanię. Co innego z drugim wpisem do kroniki. Atak na Lindisfarne już wśród współczesnych rozbrzmiewał echem. Napad na ów klasztor, duchowe i intelektualne centrum Northumbrii, zszokował wszystkich. Dla wikingów jednak niebroniony, ale obfitujący w gromadzone już od 634 r., bogactwa był łakomym kąskiem. Podczas ataku wikingowie wymordowali prawie wszystkich mnichów, część z nich wzięli w niewolę – co zapoczątkowało powtarzalny w przyszłości model wikińskiego napadu.
Ruiny klasztoru na Lindisfarne (Thomas Girtin, 1798, domena publiczna).Zaraz po ataku na Lindisfarne przebywający na dworze Karola Wielkiego Alkuin, pochodzący z Northumbrii uczony, zaangażował się w kampanię moralnego wsparcia dla mieszkańców Wysp Brytyjskich. Atak, w słanych listach opisywał jako karę bożą za grzechy arcybiskupów Yorku i Canterbury, królów Northumbrii i Mercji czy mieszkańców Kentu. Nawoływał do pokuty i duchowej reformy. Atak na Lindisfarne mimo, że zapisał się w historii wielkimi literami i do dnia dzisiejszego pobudza naszą wyobraźnię, na pewno nie był jednak pierwszą taką wyprawą, jak chciała to widzieć część historiografii czy wzmiankowany powyżej serial Wikingowie, gdzie oś fabuły skupia się na organizacji przez legendarnego Ragnara Lodbroka pierwszych zamorskich wypraw na Zachód, m.in. do Lindisfarne.
Wyprawy wikingów na Brytanię miały znacznie dłuższą metrykę. Wskazywać może na to pewien statut króla Mercji Offy z roku 792, w którym władca zwalniał od podatków kościoły w Kencie „wyjąwszy dostarczanie militarnego wsparcia przeciwko pogańskim łupieżcom na wędrownych okrętach”. Wynika z tego, że położony na południowo-wschodnim skraju Anglii Kent od lat musiał być obiektem wikińskich napaści. Można datować, że wikingowie Anglię napadali już od ok. 716 r., statut wymienia bowiem rządzącego w latach 716-757 króla Aethelbalda, który dał kościołom w Kencie podobny przywilej.

Uwarunkowania polityczno-gospodarcze wypraw

Jak były organizowane takie wyprawy? Z serialu Wikingowie widz dowiaduje się, że pierwsze wyprawy organizowane przez Ragnara Lodbroka były tylko jego inicjatywą. Zebrawszy załogę, sam opłaciwszy statek wyruszył w nieznane, wbrew woli jarla. Nie da się ukryć, że w takiej sytuacji każdy miłośnik historycznych widowisk kinowych, telewizyjnych czy teatralnych zawsze zastanawia się, czy to co ukazali mu aktorzy, reżyserzy, scenarzyści jest zgodne z prawdą historyczną. Czy tak mogło być naprawdę? Otóż, abstrahując od tego czy legendarny Ragnar zaatakował Lindisfarne czy nie, to sam sposób organizacji takiej wyprawy jest jak najbardziej prawdopodobny. Na pierwsze wyprawy udawały się bowiem głównie pojedyncze, przedsiębiorcze jednostki, które chciały zaryzykować i na własny koszt, bez królewskiego patronatu, odkryć inny świat – rezerwuar łupów i rynki zbytu dla towarów wikińskich.
Największe sukcesy wikingowie zaczęli jednak odnosić, gdy za organizację wypraw odpowiedzialni stali się władcy poszczególnych królestw i władztw ówczesnej Skandynawii. Badacze, m.in. Angelo Forte, Richard Oram i Frederik Pedersen uważają, iż u podstaw sukcesu wypraw wikińskich leżała konsolidacja skandynawskich królestwa. Których? Trudno to dokładnie określić, gdyż zachowane źródła traktują wikingów jak jedną zbiorowość, nie da się więc ustalić skąd i od którego władcy dana grupa przybyła. Wikingów, którzy najechali m.in. Wessex, kronikarze nazywają np. Duńczykami z Halogalandu leżącego w Norwegii.
Długa łódź wikińska, wizerunek z Tkaniny z Bayeux (fot. Urbanᚨ, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).
Kronikarze nie dywersyfikują wikingów i ich władców, są oni bowiem dla nich wszyscy po prostu Duńczykami lub Normanami. Tylko nieliczni kronikarze wymieniają wikińskich królów - wspomniany już w artykule Alkuin w swoim dziele Vita Willibrordi wymienia legendarnego króla Ongendusa. Kroniki z końca VIII w. wspominają także królów Sigefrida i Godefrida. Badania archeologiczne i skąpe zapisy źródłowe wskazują z kolei, że w VIII/IX w. ziemie obecnej Norwegii, Szwecji i Danii w mniejszym lub większym stopniu były zjednoczone pod panowaniem nie więcej niż kilku królów. Po latach bratobójczych walk w VII w., jakie przewinęły się przez ziemie skandynawskie, królowie ci pilnowali pokoju w swoich krajach i miastach handlowych. Handel zaś w okresie między 500-800 r. stanowił dość ważną gałąź rozwoju Skandynawii i wykazywał duże tendencje centralizacyjne. Najlepszym tego przykładem było emporium handlowe w Birce nieopodal dzisiejszego Sztokholmu. Znajdowało się w nim silne zaplecze produkcyjne m.in. kuźnie, warsztaty złotnicze, a znalezione zabytki np. z Irlandii, innych krajów bałtyckich czy nawet Egiptu i Indii wskazują na istnienie rozległej sieci handlowej, której Birka była częścią.
Królowie i skandynawscy możnowładcy dbając z kolei o rozwoju handlu oraz czerpiąc dochody z ziemi i trybutów płaconych przez podbite ludy podnosili swój prestiż i bogactwo. Do zachowania jednak pełnej władzy, pozycji i pokoju w kraju musieli przed swymi poddanymi wykazywać się talentami wojskowymi. W epoce wikingów siła króla determinowana była jego zdolnością do zebrania wojów gotowych udać się w jego imieniu na wyprawę łupieżczą. Zdolność ta była ich „być albo nie być”. Z badań przeprowadzonych przez historyków anglosaskich wynika, że w VIII/IX w. ziemie skandynawskie były na tyle rozwinięte, że królowie i możnowładcy by dalej cieszyć się ze swej pozycji i rozwoju gospodarczego musieli znaleźć ujście dla swej (i swoich poddanych) żądzy dalszych bogactw. Wyprawy handlowe i łupieżcze był z kolei idealnym sposobem na podnoszenie prestiżu oraz pozyskiwanie kolejnych zdobyczy.
Miecze wikińskie (fot. viciarg ᚨ, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Europa po Lindisfarne

Wyprawa 793 r. nie mogła zatem być jedyną. Już w rok po ataku na Lindisfarne nastąpiły kolejne napaści wikingów: w 794 r. na Hybrydy, w 795 r. na Skye i klasztor św. Kolumby na Ionie i na Innisboffin, w 796 r. na Irlandię i Argyll, a w 798 na Ulster. W 799 r. wikingowie zaatakowali państwo Karola Wielkiego. Ataki wikingów w IX wieku skupiły się zatem na ziemiach Szkocji, Irlandii i obecnej Francji. Nie atakowano dalej Anglii. Dlaczego? W 796 r. niewielka flotylla wikińska zaatakowała bowiem angielski klasztor w Jarrow. Atak ten był nieudany, a obrońcy wyrżnęli prawie wszystkich najeźdźców. Po tej klęsce wikingowie na ponad 40 lat zrezygnowali z ataków na ziemie angielskie. W latach 800-825 wielokrotnie najeżdżali za to klasztor na wyspie Ionie - do ostatniego najazdu doszło w 825 r. W owym okresie część braci opuściła ów święty przybytek i przeniosła się do Kells, przeorem klasztoru był jednak były rycerz Blathmacc Mac Flainda. Mnisi pod jego przywództwem stawili opór, lecz wszyscy zostali wymordowani, a klasztor całkowicie zniszczono. Wikingowie tym czasem zdążyli na ziemiach szkockich założyć swoje pierwsze stałe bazy wypadowe.
Wikingowie atakujący Paryż (aut. Alphonse de Neuville, 1883, domena publiczna).Państwo Franków tymczasem do lat 30. IX odpierało z sukcesami napaści wikingów, wraz jednak ze śmiercią Karola Wielkiego i decentralizacją władzy w byłym imperium frankijskim wikingowie zaczęli odnosić sukcesy także na kontynencie. Tylko w okresie 835-837 zdążyli kilkukrotnie złupić miasto Dorestad, jedno z głównych centrów handlowych państwa Franków. W ciągu kolejnych lat posuwali się coraz bardziej w głąb kraju, aż w 845 r. splądrowali Paryż. Sukces ten, jak i kolejne, wikingowie zawdzięczali m.in. założeniu bazy wypadowej nieopodal ujścia Loary. Dobre położenie strategicznie pozwalało im zapuszczać się głęboko, w samo serce frankijskiego Cesarstwa. Do połowy IX w. wikingowie na tyle mocno osadzili się w okolicach Loary, że szybko podbili południowo-wschodnią Bretanię, a także zaczęli mocno naciskać na Akwitanię.
Ataki wikingów na ziemie bretońsko-frankijskie wzmogły się po 862 r. kiedy z wypraw na Morzu Śródziemnym wrócił niejaki Hastein Duńczyk. Między 867-873 r. łupi on Bourges, Orlean, a także Angers. Aż do 882 r. był bezkarny i dopiero kiedy stanął naprzeciw całej potęgi frankijskiego króla Ludwika III musiał wycofać się nad cieśninę La Manche. W kolejnych latach działania zbrojne Franków zaczęły zmuszać wszystkich wikingów do wycofania się z ziem frankijskich. Pod koniec XI w. mieszkańcy kontynentu uzyskali taką przewagę nad najeźdźcami z północy, że ci postanowili opuścić ziemie dzisiejszej północnej Francji i zaczęli ponownie szukać szczęścia w Anglii. Nie wszyscy jednak. Na ziemiach Francji pozostał bowiem wódz wikingów nadsekwańskich Rollo. Kontynuując swoją karierę wikińskiego rabusia zmusił w 911 r. króla Karola Prostaka do nadania mu Rouen jako lenna. Z tego nadania miało się później zrodzić Księstwo Normandii, a ochrzczony Rollo przeszedł do historii jako książę Robert I.
W tym samym czasie co wyprawy do państwa Franków, organizowane były także najazdy na Anglię - przerwane w 796 r., ale ok. 834 r. wznowione. W latach 40. złupiono Southampton, Portland a nawet Londyn. W tym okresie systematyczne ataki wikingów przypomniały grozę, jaka panowała w Anglii tylko w latach 793-796. Angielscy możni znowu musieli borykać się z bezlitosnymi poganami. Wikińskie ataki na wybrzeża nie wszystkim jednak były nie w smak - niektórzy lokalni władcy wykorzystywali nawet mobilność i waleczność wikingów dla własnych celów. Przykładowo, Brytowie z Kornwalii chętnie wykorzystywali ich w walkach z Wessexem i Sasami. Ataki jakie miały miejsce w latach 40. i 50. IX w. na Anglię przygotowywały z kolei grunt pod naprawdę wielkie przedsięwzięcie wikingów. Otóż w latach 60. na wyspie Thanet pojawiła się ogromna flota i horda wikingów, która zaczęła grabić Kent. Wraz z tym atakiem u wybrzeży Anglii pojawiła się flotylla i armia dowodzona przez Ivara Bez Kości i Halfdana – synów legendarnego Ragnara Lodbroka. To wojsko wikińskie, znane jako Wielka Armia, miało z kolei przywieść angielskie państewka na skraj zagłady. Jest to już jednak inna historia.

Bibliografia

  • Forte Angelo, Oram Richard, Pedersen Frederik, Państwa wikingów. Podboje – władza – kultura, tłum. M. Nowak-Kreyer, PWN, Warszawa 2010.
  • Godfrey Foote Peter, Wikingowie, tłum. W. Niepokólczycki, PIW, Warszawa 1975.
  • Guriewicz Aron, Wyprawy wikingów, tłum. S. Ludkiewicz, Wiedza Powszechna, Warszawa 1969.
  • Leciejewicz Lech, Normanowie, Ossolineum, Wrocław 1979.
  • Roesdahl Else, Historia Wikingów : narody i cywilizacje, tłum. F. Jaszuński, Marabut, Gdańsk 2001.
  • Urbańczyk Przemysław, Zdobywcy północnego Atlantyku, Fundacja na Rzecz Nauki Polskiej/Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 2004.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Marcin Sałański:
Historyk, doktorant w Zakładzie Historii Średniowiecznej Instytutu Historycznego Uniwersytetu Warszawskiego. Współpracował m.in. z portalem Historia i Media, Wydawnictwem Bellona i Muzeum Niepodległości w Warszawie. Był również członkiem redakcji kwartalnika „Teka Historyka”. Interesuje się historią średniowiecza, popularyzacją historii i rekonstrukcją historyczną.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

 Źródło

czwartek, 28 listopada 2013

Karl-Heinz Frieser – „Legenda Blitzkriegu. Kampania zachodnia 1940”

Niewiele jest chyba pojęć z dziedziny wojskowości II wojny światowej, wokół których narosło tyle legend, co wokół pojęcia Blitzkriegu. Szczególnie jest owa legenda widoczna w krajach zachodnich, które co i rusz określają tym mianem spektakularne sukcesy np. z dziedziny sportu. Czy jednak jest to adekwatne do wydarzeń, jakie miały miejsce na froncie zachodnim w maju 1940 r.?
Tytuł: Legenda Blitzkriegu. Kampania zachodnia 1940
Autor: Karl-Heinz Frieser
Wydawca: Dolnośląskie
Rok wydania: 2013
ISBN: 978-83-245-9104-6
Format: 170 × 245 mm
Stron: 524
Okładka: twarda
Cena: 54,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 9/10
(jak oceniamy?)
Karl-Heinz Frieser jest emerytowanym pułkownikiem i historykiem wojskowości pracującym w Militärgeschichtliches Forsuchungsamt w Poczdamie. W swojej głęboko analitycznej książceLegenda Blitzkriegu. Kampania zachodnia 1940 stawia tezę, że atak na Francję nie był planowany jako „wojna błyskawiczna”. Nikt w niemieckim sztabie generalnym nawet nie marzył, że ofensywa ta przebiegnie w tak oszałamiającym tempie. Frieser opisuje kampanię na Zachodzie jako nic innego tylko ożywienie klasycznej „operacyjnej wojny manewrowej” Moltkego i Schlieffena (s. 444). Opracowany przez feldmarszałka Ericha von Mansteina plan „cięcia sierpem” stał się punktem wyjścia dla formy walki określanej potem propagandowo jako Blitzkrieg1. Uderzenie w kierunku na Sedan i wykorzystanie „momentu obrotowego” do odwrócenia frontu okazało się decydujące w wojnie z Francją.
Jednak nie byłoby to możliwe bez nowatorskiego wykorzystania broni pancernej. W I wojnie światowej była ona dopiero w powijakach i służyła jedynie jako wsparcie piechoty. Heinz Guderian wysunął pomysł usamodzielnienia czołgów i pozostawienia im nieograniczonej możliwości manewrów. Uregulowanie współdziałania z lotnictwem, a zwłaszcza porozumienie z lotnictwem bombowym bliskiego zasięgu, zaowocowało planem zmasowanego ataku bombowców i samolotów nurkujących w momencie przeprawy przez Mozę2. Dzięki takiemu niezależnemu rajdowi pancernemu możliwe było skuteczne wykonanie planu „cięcia sierpem”.
Jednak nie tylko w tym tkwi sukces Niemców w 1940 r. Alianci mieli w maju 1940 r. przewagę nad III Rzeszą w ludziach i ich wyszkoleniu, liczbie samolotów, a czołgi francuskie skutecznie opierały się niemieckiej artylerii przeciwpancernej. Frieser maluje jednak przed nami obraz Francuzów skostniałych w tradycyjnych metodach walki, niewierzących w możliwość zmasowanego samodzielnego ataku pancernego. Nieudolność poszczególnych formacji i działań sprawia, że czytelnik ma wrażenie, iż armia francuska była w stanie potknąć się o własne sznurowadła. Z kart książki wyłania nam się obraz dowódców, którzy marnowali czas na otrzymanie oficjalnego rozkazu działania. Sprawiało to, że w porównaniu z metodą dowodzenia zadaniowego i dużej samodzielności dowódców niemieckich czas reakcji francuskiej był wyjątkowo długi.
Cudem dla Francuzów było wydanie 24 maja słynnego „rozkazu zatrzymania wojsk’ pod Dunkierką3. Umożliwiło to aliantom ewakuowanie do Wielkiej Brytanii resztek walczących we Francji oddziałów. Dzięki temu w pewnej mierze została załagodzona kompletna porażka na froncie zachodnim. Gdyby nie absurdalna decyzja Hitlera o zatrzymaniu czołgów, z wojsk alianckich niewiele by pozostało.
Mit Blitzkriegu narodził się już po zwycięstwie w kampanii zachodniej roku 1940. Nazistowska propaganda przedstawiała „wojnę błyskawiczną” jako wynalazek największego wodza wszechczasów Adolfa Hitlera. Redaktor naczelny „Völkischer Beobachter” Wilhelm Weiß napisał:
[…] to narodowy socjalista Adolf Hitler wykazał się taką zdolnością, że podołał temu zadaniu i wkroczył skutecznie na śmiałą drogę prowadzącą od statycznego do dynamicznego sposobu prowadzenia wojny. To rewolucyjny duch jego brunatnej armii atakował wraz z jego dywizjami pancernymi i eskadrami bombowców na polach bitewnych Europy (s. 420).
W pracy Friesera zachwyca szczegółowość opisu poszczególnych aspektów kampanii francuskiej. Drobiazgowość w przedstawieniu każdego działania pozwala nawet czytelnikowi nieobytemu z taktyką wojskową w sposób łatwy przyswoić poszczególne części niemieckiej ofensywy. Zrozumienie manewrów wojskowych umożliwiają doskonale wykonane mapy, które pomagają zwizualizować opisywane wydarzenia. Konstrukcja książki, oparta na krótkich podrozdziałach, pozwala bardzo szybko odnaleźć interesujący czytelnika fragment, a także znaleźć odpowiedź na nurtujące pytania. Całość tekstu urozmaicona jest zdjęciami archiwalnymi.
Oprócz doskonałych map na uwagę zasługują także przejrzyste wykresy porównujące m. in. możliwość podjęcia wysiłku wojennego przez obie strony. Pozwalają one na usystematyzowanie zawartej w tekście wiedzy na temat stosunku sił na froncie zachodnim w 1940 r.
Jedynym, co można zarzucić autorowi, jest lekceważący stosunek do kampanii wrześniowej. Nakreślając tło wydarzeń Frieser wspomina również o walkach we wrześniu 1939 r. w Polsce. Przedstawia wojsko polskie jako zacofany, anachroniczny twór oparty w dużej mierze na kawalerii. Jest to o tyle zadziwiające, że parę wersów później wspomina, że w porównaniu z I wojną światową III Rzesza miała o 1 300 000 więcej koni. Dodatkowo stwierdza, że po 18 dniach kampania polska była zasadniczo zakończona. Wspomina co prawda o wzięciu Polski w kleszcze z trzech stron i stojących na wschodzie w gotowości oddziałach Armii Czerwonej, jednak zupełnie nie wspomina o agresji sowieckiej z 17 września 1939 r.
Podsumowując, książkę zdecydowanie powinien przeczytać każdy, kto interesuje się wykorzystaniem broni pancernej w II wojnie światowej. Lektura pracy Karla-Heinza Friesera pozwoli również zrozumieć, że w działaniach Hitlera na froncie zachodnim nie udać powinno się właściwie wszystko, a skostniała i zadufana w sobie generalicja francuska pozwoliła na wyczyn, który później określono mianem Blitzkriegu.

Przypisy:

1 Por. M. Melvin, Manstein. Najlepszy generał Hitlera, Wrocław 2011, s. 147–172.
2 Por. H. Guderian, Wspomnienia żołnierza, Warszawa 1991, s. 78–79.
3 Tak w swoim dzienniku zapisał ten fakt Franz Halder: „Godz. 20.20 – Rozkaz, który unieważnia wczorajszy rozkaz i zarządza okrążenie sił nieprzyjaciela w rejonie Dunkierka-Estaires-Lille-Roubaix-Ostende. Przy tym na wyraźne życzenie Führera zostaje zatrzymane szybkie lewe skrzydło, które nie ma przed sobą żadnych sił nieprzyjacielskich! Lotnictwo ma dokończyć dzieło rozbicia okrążonej armii w wymienionym rejonie!!!” Cyt. za: F. Halder, Dziennik wojenny tom I. Od kampanii polskiej do zakończenia ofensywy na Zachodzie (14.8.1939–30.06.1940), Warszawa 1971, s. 407.
Redakcja i korekta: Agnieszka Kowalska
Socjolog i historyk, laureatka Konkursu im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2012. Bibliofil nie nadający się już do leczenia. Z zamiłowaniem i pasją zajmująca się historią II wojny światowej i militariami, dodatkowo specjalistka od ludobójstwa (w teorii, nie w praktyce) i ścigania zbrodniarzy wojennych.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Henryk VII Luksemburski: od hrabstwa do cesarstwa

Henryk VII, którego ojciec zginął w przegranej bitwie, zaczynał jako niesamodzielny władca niewielkiego hrabstwa położonego między Francją a Rzeszą. Mimo to zakończył karierę jako król Niemiec i cesarz rzymski, założyciel potężnej dynastii panującej później w Czechach, Brandenburgii i na Węgrzech.
Według tradycji hrabstwo Luksemburga powstało w 963 roku. Przez kolejne dwa stulecia nie odgrywało ono poważnej roli w historii państw Rzeszy Niemieckiej. Podejmowane przez pierwszych władców tego państwa z dynastii mozelskiej (963–1136) próby ekspansji militarnej okazały się fiaskiem. O wiele skuteczniejsze dla rozwoju terytorialnego państwa okazały się mariaże kolejnych władców z dynastii z Namur (1136–1247). W latach 1247–1281 hrabstwem władał Henryk V Wielki, syn poprzedniej władczyni Ermesindy (1196–1247) i Walrama III, księcia Limburgii (1220–1226). Jego panowanie zapoczątkowało rządy dynastii limburskiej (1247–1437), której członkowie od czasu zdobycia tronu niemieckiego będą nazywani Luksemburgami. Henryk V Blondel, pomimo klęsk w dwóch nieudanych wojnach, znacznie powiększył terytorium Luksemburga, włączając do niego hrabstwa: Vianden, Arrancy, Ambleve i St. Vith. Jego syn, Henryk VI (1281–1288), prowadził już mniej ostrożną politykę. Zatarg władcy z sąsiednim biskupstwem Trewiru zakończył się 5 czerwca 1288 roku klęską w słynnej bitwie pod Wörringen. Zginął w niej nie tylko władca, ale i jego dwaj bracia. Pozytywnym aspektem starcia był niewątpliwie rozgłos, jaki zyskali Luksemburczycy, ich waleczność i brawura.
Bitwa pod Wörringen 1288 roku (ilustracja z kroniki „Brabantsche Yeesten” Jana Van Boendaelego, XIV wiek)

Trudne początki

Tron po tragicznie zmarłym ojcu objął Henryk VII (1288–1310). Jest on znany jako założyciel kolejnej dynastii na tronie niemieckim – Luksemburgów (1308–1437). Początki jego panowania w hrabstwie były dosyć trudne. W rezultacie klęski małe państwo straciło Limburgię, która została przyłączona do Brabancji. Państwo było też dosyć mocno zadłużone. Dwunastoletni Henryk nie objął samodzielnych rządów. W jego imieniu sprawowała je jako regentka jego matka. Ustanawiając nowe podatki spowodowała bunt mieszczaństwa, co zakończyło się jej ucieczką z hrabstwa.
Filip IV Piękny (ilustracja z rękopisu „Recueil des rois de France”, Jeana du Tilleta, XVI wiek)Henryk VII urodził się w Valenciennes około 1278 lub 1279 roku. Wychowany był w atmosferze kultury francuskiej na dworze Guy’a de Dampierre’a we Flandrii. Był hrabią Luksemburga i Laroche, a także margrabią d’Arlon. Wychowany po francusku przez swoją matkę, córkę hrabiego d’Avesnes, był chętnie widziany na dworze królewskim w Paryżu. W wieku 15 lat (9 czerwca 1292) poślubił Małgorzatę Brabancką. Było to zręczne posunięcie polityczne, dzięki któremu uzyskał w posagu 33 tysiące liwrów. Małżeństwo to było rezultatem traktatu pokojowego kończącego wojnę między Brabancją a Luksemburgiem. Henryk i Małgorzata tworzyli razem szczęśliwe małżeństwo. Doczekali się syna Jana (późniejszego króla Czech) i dwóch córek: Marii (1304–1324), żony króla Francji Karola IV Pięknego, i Beatrycze, żony króla Węgier Karola Roberta.
Henryk VII zręcznie lawirował jako lennik pomiędzy królem Niemiec (Luksemburg leżał na terenie Rzeszy) a królem Francji (hołd lenny w 1294 roku). Podwójna zależność hrabiego była wyrazem spadku wpływów niemieckich w tym rejonie. Polityka ekspansji doprowadziła Henryka do pojednania się z odwiecznym wrogiem hrabstwa, arcybiskupstwem Trewiru, które blokowało ekspansję Luksemburga na wschód. Już w 1307 roku Henryk zdołał uczynić swego brata Baldwina arcybiskupem tego ważnego lenna kościelnego (1307–1354). W polityce wewnętrznej cieszył się poparciem mieszkańców, głównie dzięki zapewnieniu spokoju i przywróceniu świetności rządzonemu przez siebie państwu.

Na królewskim tronie

W 1308 roku zamordowany został Albrecht I Habsburg (1298–1308), król Niemiec. Jego śmierć była dla Habsburgów katastrofą, gdyż żywione przez nich nadzieje na założenie dynastii cesarskiej legły w gruzach. Elektorzy dość już mieli dwóch nadmiernie aktywnych i władczych Habsburgów. Minie 130 lat, zanim następny przedstawiciel tego rodu zasiądzie na niemieckim tronie. Nowa elekcja odbyła się 27 listopada 1308 roku we Frankfurcie nad Menem. Niespodziewanie swoją kandydaturę zgłosił Henryk VII. Została ona poparta przez jego brata – arcybiskupa Trewiru – oraz Henryka Karynckiego (1307–1310), nowego króla Czech, który nie przybył na elekcję. Poparcia pretendentowi użyczyli też biskupi ze Strasburga, Konstancji, Bazylei, Wormacji, Spiry i Leodium. Ze świeckich feudałów elekcję wsparli: książę Lotaryngii, hrabiowie z Hemmebergu i Nassau, hrabiowie Jülich, Geldern i Flandrii oraz palatyn Renu. Ostatecznie za Henrykiem opowiedziało się sześciu przybyłych elektorów: arcybiskupi: Kolonii (Henryk z Virneburga), Moguncji (Piotr z Aspeltu) i Trewiru (Baldwin Luksemburski), palatyn reński (Rudolf I Wittelsbach), książę saski Rudolf I Askańczyk oraz margrabia brandenburski Waldemar Wielki. Wybierając Henryka, elektorzy przeciwdziałali wzrostowi znaczenia Habsburgów i zarazem kandydaturze Karola Walezego, brata króla Francji.
Elektorzy wybierają Henryka, hrabiego Luksemburga, na króla Niemiec. Herby wskazują, że są to (od lewej): Arcybiskupi Kolonii, Moguncji i Trewiru, palatyn reński, książę Saksonii, the margrabia brandenburski i król Czech (ilustracja z kroniki zamówionej przez Baldwina Luksemburskiego)
Wybór Henryka VII nie był przypadkowy. Odbył się znowu pod auspicjami papiestwa (poprzedni królowie, podobnie jak Rudolf I, zabiegali o zatwierdzenie w Rzymie), ale tym razem papiestwa znajdującego się pod kuratelą Francji Flipa Pięknego. Ten ostatni, sam zainteresowany zdobyciem Niderlandów, dokonał przekupstwa elektorów, aby obrali dogodnego dla Francji władcy. Najchętniej oczywiście widziałby na niemieckim tronie swego ambitnego brata Karola de Valais, jednak elektorzy nie mogli się posunąć tak daleko. Poparli wszakże kandydata tkwiącego od dawna w orbicie francuskich wpływów politycznych, Francuza z języka i kultury, wreszcie wasala króla Francji. W sześć tygodni po koronacji, w święto Objawienia Pańskiego (6 stycznia 1309), Henryk został koronowany w Akwizgranie na króla Niemiec.
Jako nowy władca Niemiec Henryk VII (1308–1313) potwierdził prawa i wolności kantonów Uri, Schwyz i Unterwalden, protoplastów późniejszej Konfederacji Szwajcarskiej. Było to oczywiście działanie wymierzone przeciw Habsburgom. Poparł też Związek Miast Dolnej Szwabii skierowany przeciw hrabiemu wirtemberskiemu Eberhardowi I.
Już w 1310 Henryk zrezygnował z rządów w hrabstwie luksemburskim, przekazując je swojemu synowi, Janowi Luksemburskiemu (1310–1346). Aby zapewnić swojej dynastii solidną podstawę terytorialną, rozpoczął zabiegi o małżeństwo Jana z Elżbietą z dynastii Przemyślidów. Od czasu wygaśnięcia tej rodzimej dynastii w 1306 roku tron czeski był przedmiotem walki pomiędzy dynastiami niemieckimi.
Henryk VII Luksemburg, jako zwierzchni pan należącego do Cesarstwa Królestwa Czeskiego, oddał tron w Pradze swemu młodocianemu synowi. Pośrednikami między stanami czeskimi a królem Niemiec byli ludzie z najbliższego otoczenia Wacława II, opaci silnych klasztorów cysterskich w Czechach oraz Henryk z Aspelt, były kanclerz Wacława II, wyniesiony teraz na ważne stanowisko arcybiskupa Moguncji. Jan otrzymał lenno czeskie z rąk swego ojca w Spirze 31 sierpnia 1310 roku, nazajutrz zaś poślubił córkę Wacława II, Elżbietę. Decydujące znaczenie miało zajęcie Pragi, co nastąpiło 9 grudnia 1310 roku. W ten sposób Luksemburgowie otrzymali swoje drugie terytorialne władztwo.
Cesarstwo za panowania Henryka VII (il. Srnec, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)

Po koronę cesarską

Pomimo tych sukcesów ambicje Henryka pozostały niezaspokojone. Zapragnął odnowienia tradycji koronacji cesarskiej. Od czasów Fryderyka II Hohenstaufa (1212–1250, cesarz od roku 1220), żaden władca niemiecki nie odważył się na koronację cesarską. Zamiarom króla Henryka sprzyjał papież Klemens V, który wyznaczył nawet termin koronacji cesarskiej na 2 lutego 1312 roku. W październiku 1310 roku Henryk, jego żona i bracia podjęli zbrojną wyprawę za Alpy. Została ona uwieczniona w cyklu grafik zamówionych przez Baldwina Luksemburskiego.
Po zajęciu Mediolanu, 6 stycznia 1311 roku Henryk został koronowany wzorem swoich poprzedników na króla Italii. Wydarzenie to doprowadziło do buntu miast włoskich, tradycyjnie przeciwnych silnej pozycji władcy Niemiec w północnej Italii. Aby otworzyć sobie drogę do Rzymu, Henryk VII stłumił bunty w Toskanii, ale jego sukcesy zaniepokoiły Klemensa V. Porozumiał się on z groźnym rywalem Henryka w osobie króla neapolitańskiego Roberta Mądrego (1309–1343) z dynastii Andegawenów, który odmówił złożenia hołdu z lenn Rzeszy w Prowansji i Forcalquier i został mianowany wikariuszem papieskim w państwie kościelnym.
W poszczególnych miastach pojawiły się silne stronnictwa gibelińskie (procesarskie). Henryk usunął z Mediolanu rządzących nim panów della Torre i powierzył władzę w tym mieście swoim stronnikom, Viscontim. Od tej chwili ród ten budował swoją potęgę w oparciu o Mediolan. W 1311 roku Mateusz Visconti otrzymał od Henryka VII tytuł wikariusza generalnego cesarstwa na teren Lombardii. Władzę w Weronie opanował w tym czasie inny stronnik cesarski, Cangrande Scaligeri (della Scala), który podporządkował sobie Vicenzę, Padwę i Treviso.
Gwelfowie (stronnictwo propapieskie) nie zamierzali pozwolić gibelinom na podporządkowanie Italii. O panowanie w innych miastach półwyspu Henryk musiał walczyć zbrojnie. Czteromiesięczne oblężenie Brescii doprowadziło do śmierci pod murami tego miasta brata królewskiego Waleriana, a z powodu epidemii zmarła w Genui żona przyszłego cesarza. Została pochowana w kościele św. Franciszka, a w 1313 roku Henryk wyznaczył słynnego rzeźbiarza, Giovanniego Pisano, aby wykonał nagrobek królowej. W lutym 1312 roku Henryk wyruszył drogą morską z Genui do Pizy, gdzie został entuzjastycznie powitany. Ostatecznie dotarł w 1312 roku do Rzymu.
Koronacja Henryka VII na cesarza (ilustracja z kroniki zamówionej przez Baldwina Luksemburskiego)
Pierwsza od 1220 roku koronacja cesarska nie została dokonana przez papieża Klemensa V. Odbyła się 29 czerwca 1312 roku w kościele św. Jana na Lateranie w obecności dwóch kardynałów. Henryk złożył przysięgę obrony Kościoła i papiestwa oraz walki z heretykami, a także zapowiedział podjęcie wyprawy krzyżowej do Ziemi Świętej. Przedtem musiał jednak stawić czoła antycesarskiej koalicji złożonej z króla Neapolu, rzymskiego rodu Orsinich oraz komun gwelfickich na czele z Florencją. Droga powrotna z Rzymu była wypełniona kolejnymi walkami. W czasie nieudanego oblężenia Florencji (wrzesień–październik 1312 roku) Henryk zapadł na malarię. Wiosną 1313 roku udał się do popierającej go Pizy. Zmarł z powodu choroby 24 sierpnia 1313 w Buonconvento. Często pojawiają się nieprawdziwe informacje, że został otruty. Został pochowany w katedrze w Pizie.
Henryk VII w czasie koronacji cesarskiej. Na ilustracji z francuskiej kroniki z końca XIV wieku dokonuje jej papież, choć w rzeczywistości nie brał on udziału w ceremonii

Pokłosie

Znany ze swoich sympatii gibelińskich Dante poświęcił nieco miejsca Henrykowi Luksemburskiemu wBoskiej Komedii. Jest on jedynym cesarzem , któremu poeta przypisał miejsce w Raju (pieśń XXX). Sam Dante witał Henryka w czasie jego wyprawy do Italii i liczył na zwycięstwo polityki cesarskiej we Włoszech. Dante daje wyraźnie do zrozumienia, że w owym czasie Luksemburczyk nie mógł uporządkować spraw italskich, bowiem teren ten nie był jeszcze gotowy do zjednoczenia. Henryk VII stał się cesarzem Dantego nie dzięki swoim dokonaniom, ale dzięki zamiarom jego polityki:
Na wielkim krześle, któregoś ciekawy,
Bo się w królewskim błyszczy dyjademie,
Nim ty sam rajskiej pokosztujesz strawy,
Zasiędzie dusza Henryka; on ziemię
Italską przyjdzie ratować z ruiny
I niegotowe do poprawy plemię.
Chciwości ślepa, z czyjej władasz winy?!
Przez ciebie ludzie równi z niemowlęty:
Głodne, a nie chcą ssać piersi matczynej.
A będzie siedział na stolicy świętej
W on czas ten, który cesarzowi wszędzie
Jawnie i tajnie zechce czynić wstręty
W Niemczech po śmierci cesarza nastąpiły kolejne rozgrywki pomiędzy feudałami. Wielka rola przypadła w nich trzem nadreńskim elektoratom duchownym. Ponieważ Jan Luksemburski był zbyt młody i zbyt słabo jeszcze utwierdzony w swoim nowym państwie, by pretendować do korony niemieckiej, kontrkandydatem Ludwika Wittelsbacha z Bawarii (popartego przez brata Rudolfa, arcybiskupa Moguncji oraz Luksemburgów: Jana i arcybiskupa Trewiru Baldwina) był tylko Habsburg, Fryderyk Piękny. I to na niego padły cztery głosy: brandenburski, saski, koloński i należący do Henryka karynckiego, wygnanego przez Jana byłego króla czeskiego. Tym razem wskutek śmierci Klemensa V papiestwo nie mogło rozstrzygnąć sporu. Doszło do wojny domowej, w której Ludwik pokonał Habsburga. Luksemburgowie natomiast czekali. W 1346 roku wnuk Henryka VII, król Czech Karol IV, objął tron niemiecki. Niebawem Luksemburgowie opanują również: Brandenburgię (1373–1415), Brabancję i Węgry (1387–1437). Będą pierwszą dynastią niemiecką, która stawiała bardziej na interes własnego rodu niż na realną władzę nad Rzeszą.

Zobacz też:

Bibliografia

  • Jacek Elminowski, Stosunki polityczne między Piastami a Luksemburgami i Wittelsbachami w pierwszej połowie XIV wieku, Wydawnictwo Adam Marszałek, Toruń 2002.
  • Henryk VII Luksemburski, [w:] Jerzy Rajman, Encyklopedia średniowiecza, Wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2006, s. 355–356.
  • Wojciech Iwańczak, Jan Luksemburski. Dzieje burzliwego żywota i bohaterskiej śmierci króla Czech i hrabiego Luksemburga w 21 odsłonach, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 2012.
  • Luksemburgowie. Biografie, herby, drzewa genealogiczne, red. Krzysztof Kurek, Planeta De Agostini–Agora, Warszawa 2011.
  • Józef Łaptos, Historia Luksemburga, [w:] Historia małych krajów Europy: Andora, Liechtenstein, Luksemburg, Malta, Monako, San Marino, pod red. Józefa Łaptosa, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2002.
  • Anna Paner, Luksemburgowie w Czechach. Historia polityczna ziem czeskich w latach 1310–1437, Wydawnictwo Uniwersytetu Gdańskiego, Gdańsk 2004.
  • Ferdinand Seibt, Karol IV. Cesarz w Europie 1346–1378, przeł. Czesław Czarnogórski, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1996.
  • Jan Warmiński, Henryk VII Luksemburski, [w:] Encyklopedia katolicka, t. 6, Graal – ignorancja, pod red. Jana Walkusza, Towarzystwo Naukowe Katolickiego Uniwersytetu Lubelskiego, Lublin 1993, k. 705.
  • Bronisław Włodarski, Polityka Jana Luksemburczyka wobec Polski za czasów Władysława Łokietka, Towarzystwo Naukowe, Lwów 1933.
Redakcja: Roman Sidorski

Historyk bez afiliacji, mediewista. Zajmuje się historią Bizancjum oraz historią historiografii. Publikował m.in. w „Kulturze Liberalnej”, „Mówią Wieki”, „Nowym Filomacie”, „Studiach z Dziejów Rosji i Europy Środkowej”, „Studiach i Materiałach Instytutu Europy Środkowo-Wschodniej”. Ostatnio opracował przypisy i Bibliografię prac Ihora Ševčenki za lata 1938–2010 do książki Zakorzeniony kosmopolita. Ihor Szewczenko w rozmowie z Łukaszem Jasiną (Lublin: Instytut Europy Środkowo-Wchodniej 2010). Obecnie zajmuje się recepcją prac historyka Oskara Haleckiego.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org