sobota, 24 maja 2014

„Spotkanie z historią w Józefowie. Życie codzienne na Lubelszczyźnie". Sesja popularnonaukowa 19 maja 2014



sobota, 17 maja 2014

Krótka recenzja teatralna. "Inka 1946" Natalii Korynckiej-Gruz


Inka  (źródło)


Autor: Natalia Julia Nowak

Drugi tekst z cyklu "Krótka recenzja teatralna". Opinia o spektaklu ukazującym dramatyczne losy nieletniej sanitariuszki AK (ofiary stalinowskiej zbrodni sądowej).

Tytuł: “Inka 1946. Ja jedna zginę”
Reżyseria: Natalia Koryncka-Gruz
Drugi reżyser: Maria Skąpska
Instytucja sprawcza: Teatr Telewizji (TVP)
Rok realizacji: 2006
Rok premiery: 2007
Gatunek: tragedia (historyczna, biograficzna)



Siedemnastoletnia sanitariuszka

Drugi, obok “Śmierci Rotmistrza Pileckiego” Ryszarda Bugajskiego, spektakl Teatru Telewizji, który powinien zaciekawić ludzi interesujących się biografiami Żołnierzy Wyklętych. “Inka 1946. Ja jedna zginę” w reżyserii Natalii Korynckiej-Gruz to wyjątkowa opowieść o dziejach Danuty Siedzikówny “Inki”: siedemnastoletniej sanitariuszki Armii Krajowej, oskarżonej przez władze komunistyczne o niepopełnione zbrodnie, skazanej na karę śmierci i straconej w trójmiejskim więzieniu. W rolę tytułowej bohaterki wciela się pochodząca ze Starachowic aktorka Karolina Kominek-Skuratowicz (jeśli wierzyć informacji, umieszczonej na początku spektaklu, udział w omawianym przedstawieniu to ekranowy debiut artystki). Telewizyjna produkcja, trwająca prawie półtorej godziny, jest poruszająca od pierwszej do ostatniej minuty. Już na początku dzieła przenika odbiorcę przejmująca muzyka Pawła Szymańskiego, w której słychać m.in. dźwięki harfy. Później widać wydarzenia, które - na pierwszy rzut oka - mogłyby się wydawać ponurym żartem. Niestety, ta mroczna i absurdalna historia wydarzyła się naprawdę. I wcale nie była odosobnionym przypadkiem.


Przeszłość i teraźniejszość

Akcja spektaklu rozgrywa się jednocześnie na dwóch płaszczyznach. Część wydarzeń dzieje się w dzisiejszej, postkomunistycznej Polsce. Pozostałe mają miejsce w czasach Żołnierzy Wyklętych. Przeplatanie się dwóch epok wskazuje na nierozerwalny związek teraźniejszości z przeszłością: to, co mamy teraz, stanowi bezpośrednią konsekwencję tego, co mieliśmy w minionych dekadach. W III Rzeczypospolitej nadal żyją ludzie, którzy pamiętają okres stalinizmu. Takie osoby, o których niekiedy wspomina się w spektaklu, pełnią funkcję pośredników między jedną a drugą rzeczywistością. Świadkowie pamięci zdają się potwierdzać opowieści zawarte w książkach historycznych. Twórczyni spektaklu daje widzom do zrozumienia, że jednostki ludzkie, uwikłane w wydarzenia lat czterdziestych, były takie jak my, przedstawiciele XXI wieku. Inka mogłaby być dzisiaj staruszką mijaną przez nas podczas spacerów. A może staruszki, które faktycznie mijamy, skrywają interesujące (z historycznego punktu widzenia) sekrety? Spójrzmy także na rozbrykanych licealistów, równolatków Inki. Kto wie… Może oni, na jej miejscu, również “zachowaliby się jak trzeba”?


Rozmowy o historii

Sceny, których akcja rozgrywa się w III RP, ukazują długie rozmowy dwóch osób. Pierwszą z nich jest trzydziestodwuletnia dokumentalistka, która wprawdzie nie posiada rozległej wiedzy historycznej, ale pragnie nakręcić film o Danucie Siedzikównie i poszukuje informacji na jej temat. Drugą osobą jest mężczyzna w dojrzałym wieku: historyk o opozycyjnej przeszłości, który wtajemnicza redaktorkę w sprawę Inki i pomaga jej zrozumieć realia wczesnej Polski Ludowej. Dokumentalistka, chociaż żywo zainteresowana dziejami słynnej sanitariuszki, chwilami nie może uwierzyć, że ta przygnębiająca historia wydarzyła się naprawdę. Ma również pewne wątpliwości, gdyż w trakcie swoich poszukiwań natknęła się na relacje przeczące wersji historyka. Mężczyzna, z anielską cierpliwością, pomaga jej zrozumieć, co jest prawdą, a co elementem komunistycznej propagandy, w której przedstawiano dziewczynę jako zbrodniarkę i terrorystkę. Historyk przekonuje swoją rozmówczynię, że oskarżenia, jakimi Urząd Bezpieczeństwa obciążał Inkę, były nie tylko nielogiczne, ale również nieprawdopodobne. Do tego stopnia, że nawet stalinowski sąd musiał je odrzucić.


Zwyczajna nastolatka?

Najważniejsze są jednak sceny, które przenoszą nas sześćdziesiąt lat wstecz i czynią bezpośrednimi obserwatorami Danuty Siedzikówny. Dziewczyna, urodzona w roku 1928, jest sympatyczną i pozornie zwyczajną nastolatką. Gdy ją poznajemy, nie ma jeszcze ukończonych siedemnastu lat. Danusia nie jest nikim ważnym. Nie dokonała również niczego nadzwyczajnego. Ot, taka sobie dziewuszka, która w czasie II wojny światowej pomagała rannym, a potem podjęła pracę jako kancelistka w pewnym nadleśnictwie. Niby nic wielkiego, ale dla ubeków, wprowadzających własne porządki w powojennej Polsce, jest to wystarczający powód, żeby ją aresztować. Dziewczyna, przewożona wraz z innymi zatrzymanymi do więzienia, zostaje odbita przez grupę żołnierzy majora Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki”. Po tym wydarzeniu nawiązuje bliską współpracę ze swoimi wybawcami (którzy, mimo oficjalnego końca wojny, nadal próbują wyzwolić Polskę spod sowieckiej okupacji. Z punktu widzenia nowych władz, jest to działalność wywrotowa). Decyzja Inki o dołączeniu do żołnierzy Łupaszki stanie się wkrótce przyczyną jej niezasłużonego cierpienia i przedwczesnej śmierci.


Młodość i beztroska

Danusia wie, że odkąd zbliżyła się do podziemia niepodległościowego, grozi jej śmiertelne niebezpieczeństwo. Jeszcze większe niż przed pierwszym aresztowaniem. Mimo świadomości, że sytuacja polityczna nie sprzyja polskim patriotom, nastolatka zachowuje optymistyczną i nieco beztroską postawę. Stara się żyć tak jak większość dziewcząt w jej wieku. Chodzi na randki, korzysta z młodzieńczych rozrywek… Pewnego razu Inka i jej dwie koleżanki (które, podobnie jak współczesne nastolatki, uwielbiają muzykę) siedzą do późnych godzin nocnych, grając na pianinie i śpiewając chwytliwe piosenki. Utwory, które wykonują, mają charakter miłosno-patriotyczny. Hałaśliwe zachowanie dziewcząt przyczynia się do zdemaskowania kryjówki Inki. Nastolatka zostaje aresztowana przez UB. Początkowo przedstawiciele bezpieki odnoszą się do niej przyjaźnie. Oficer, przesłuchujący Danusię, traktuje ją jak małe dziecko, które wprawdzie coś przeskrobało, ale może łatwo naprawić swój błąd i powrócić do normalnego życia. Warunek jest jeden: Inka musi złożyć zeznania obciążające Łupaszkę i jego żołnierzy. A na to dziewczyna nie ma najmniejszej ochoty.


Pranie mózgu

Ubecy od samego początku próbują manipulować umysłem nastolatki. Stosują wobec niej taktykę “dobrego i złego policjanta” (jeden przesłuchujący stara się być ciepły i ludzki, a drugi - chodny i bezlitosny. Chodzi o to, żeby przesłuchiwana ostatecznie wybrała współpracę z tym pierwszym funkcjonariuszem). Rzeczonej taktyce towarzyszą odwołania do religijnych i patriotycznych uczuć Siedzikówny (próby wywołania w dziewczynie poczucia winy i obowiązku). Gdy staje się jasne, że Inka nie zdradzi swoich przyjaciół, zaczynają się tortury i upokorzenia. Bicie, stójka, wyzwiska, polewanie zimną wodą… Wiek i płeć ofiary nie powstrzymują oprawców przed korzystaniem z takich metod. To, co robią pracownicy Urzędu Bezpieczeństwa, pod wieloma względami przypomina pranie mózgu. Sprzeczne komunikaty, niejasne nastawienie i naprzemienne wypytywanie “po złości” i “po dobroci” są iście ogłupiające. Porucznik, prowadzący śledztwo, potrafi bez emocji obserwować katowanie Inki, a potem troskliwie ją pytać, czy nie miałaby ochoty na “jajeczniczkę”. Cała metodyka ubeków przypomina to, o czym pisał George Orwell w powieści “Rok 1984”.


“Krwawa Inka”

Nastolatka, mimo bólu i strachu, nie odpowiada na pytania ubowców. Pamięta bowiem, że zobowiązała się do lojalności wobec dowódców i Ojczyzny. Niestety, przesłuchania w sprawie majora Zygmunta Szendzielarza “Łupaszki” to dopiero początek problemów Danusi. Prawdziwy dramat zacznie się wówczas, gdy ubecy zainteresują się samą Siedzikówną i jej działalnością narodowowyzwoleńczą. Pracownicy UB wyciągną na światło dzienne sytuację z niezbyt odległej przeszłości. Tamtego dnia doszło do potyczki między żołnierzami podziemia niepodległościowego a funkcjonariuszami Milicji Obywatelskiej. Inka uczestniczyła w tej akcji, ale nie jako osoba walcząca, tylko jako zwykła sanitariuszka. Chociaż była związana z żołnierzami Łupaszki, udzieliła pomocy rannemu w starciu milicjantowi. W wersji ubeków sytuacja ta zostanie drastycznie zniekształcona. Komuniści stwierdzą, że Danusia strzelała do milicjantów i rozkazywała żołnierzom, aby czynili to samo. Znajdą nawet kilku “świadków” potwierdzających tę rewelację. Surrealistyczna historyjka, wyjęta z kapelusza, stanie się pretekstem do zrobienia z niewinnej dziewczyny krwiożerczej bestii (“Krwawej Inki”).


Nie jest nudno!

Jak już wspomniałam, spektakl Natalii Korynckiej-Gruz jest niezwykle poruszający. Wszyscy aktorzy, występujący w przedstawieniu, grają umiejętnie i realistycznie. Produkcja, wypełniona silnymi emocjami, trzyma odbiorcę w napięciu i nie pozwala mu przedwcześnie odejść od ekranu. Jeśli chodzi o mnie, spektakl poruszył mnie do tego stopnia, że po jego zakończeniu jeszcze przez jakiś czas nie mogłam dojść do siebie. Dzieło Korynckiej-Gruz, mimo poważnej problematyki, nie jest nudne ani monotonne. W przedstawieniu trafiają się bowiem sceny pełne dynamiki. “Inka 1946” była kręcona w wielu miejscach (dotyczy to zarówno fragmentów “historycznych”, jak i “współczesnych”). Las, plaża, ulica, dom, więzienie, sąd, muzeum… To wszystko zobaczymy w spektaklu o dzielnej sanitariuszce. Nie ulega wątpliwości, że dzieło Korynckiej-Gruz znacznie się różni od dzieła Ryszarda Bugajskiego. “Śmierć Rotmistrza Pileckiego” (o której wspomniałam w pierwszym akapicie) jest produkcją jednowątkową, ponurą, spokojną, opartą na dialogach, ukazującą niewielką liczbę miejsc i postaci. Tymczasem forma “Inki 1946” chwilami zbliża się do niskobudżetowego filmu fabularnego.

Mogę śmiało zarekomendować Czytelnikom ten spektakl. Nie tylko dlatego, że jego temat jest ważny i ciekawy, ale także dlatego, iż Natalia Koryncka-Gruz stworzyła prawdziwe arcydzieło. Chwała Bohaterom i Bohaterkom! Szacunek dla Artystów i Artystek!


Natalia Julia Nowak,
13-16 maja 2014 roku



PS. Jestem dumna z tego, że aktorka z mojego miasta tak pięknie zagrała Danutę Siedzikównę “Inkę”. Ciekawostka: Krystyna Janda, odtwórczyni głównej roli w filmie “Przesłuchanie” Ryszarda Bugajskiego, również pochodzi ze Starachowic. Jak widać, starachowiczanie mogą się poszczycić dobrymi aktorkami grającymi w dobrych produkcjach.

Natalia Julia Nowak
Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

wtorek, 13 maja 2014

Ulicami Warszawy przeszedł marsz pamięci Rotmistrza Witolda Pileckiego

Witold Pilecki (źródło)
Ulicami Warszawy przeszedł marsz pamięci Rotmistrza Witolda Pileckiego.
Cieszy, że młodzi ludzie chcą pamiętać o swojej historii, poszukują wzorców na swoją drogę życiową.

Relacja z marszu TUTAJ

niedziela, 11 maja 2014

Zanim Mao Zedong został komunistą

Wojciech Tomaszewski
Mao Zedong: dla jednych wielki rewolucjonista, który wyciągnął Chiny z otchłani nędzy i trwających wiek upokorzeń, dla drugich największy ludobójca w dziejach świata. Kim był, zanim stał się członkiem, a później przewodniczącym Komunistycznej Partii Chin?
Nie ulega wątpliwości, że Mao Zedong, podobnie jak założyciel cesarstwa chińskiego Qin Shi Huangdi, należy do najbardziej kontrowersyjnych postaci w historii Chin, a ocena jego działalności nawet przy dużej dozie tolerancji nie może zakończyć się konkluzją pozytywną. Niezależnie jednak od tego, jak byśmy Mao nie ocenili, w rankingu najbardziej wpływowych postaci w dziejach Chin z pewnością znalazłby się w pierwszej piątce, zapewne razem z takimi osobami jak Konfucjusz, Laozi, Sunzi i wspomniany Qin Shi Huangdi.
Mao Yichang (fot. domena publiczna)Mao Zedong urodził się 26 grudnia 1893 roku we wsi Shaoshan w powiecie Shashan, w prowincji Hunan. Jest ona położona kilkadziesiąt kilometrów na południowy-zachód od Changsha, stolicy prowincji. Ojciec, Mao Yichang, należał do najbogatszych chłopów w powiecie, był zatem – używając języka cywilizacji sowieckiej – kułakiem, czyli należał klasy wyzyskiwaczy, którzy najmowali do pracy biednych chłopów. W wieku dziesięciu lat został zaręczony z dziewczynką z innej wsi, o trzy lata starszą od niego. Zaliczył dwa lata szkoły, ożenił się w wieku lat piętnastu, a następnie przez dwa lata służył w wojsku. Po powrocie, mając już pewne doświadczenie w interesach, zaczął produkować wysokiej jakości ryż oraz prowadził hodowlę świń. Na tych interesach bardzo szybko się wzbogacił. Pospłacał rodzinne długi, a następnie zaczął skupować ziemię, stając się szybko jednym z najbogatszych ludzi we swojej wsi, liczącej w sumie kilka tysięcy osób. Mao Yichang był niezmiernie pracowity, ale miał bardzo gwałtowny charakter.
Pewną ciekawostką jest fakt, że trzej najwybitniejsi przywódcy chińskich komunistów: Mao Zedong, Deng Xiaoping i Zhou Enlai nie mieli „właściwego” pochodzenia klasowego, czyli nie wywodzili się z biedoty chłopskiej ani z rodzin robotniczych, co zresztą nie było niczym szczególnym wśród komunistycznych liderów. Deng był synem prawnika, a Zhou mandaryna.
Matką Mao Zedonga była Wen Qimei, pochodząca od słynnego generała z XIII wieku, Wen Tianxiana, jednego z najwaleczniejszych chińskich dowódców w wojnie z Mongołami w obronie dynastii Sung. Wzięty do niewoli, już po upadku dynastii odmówił przejścia na służbę Mongołów, choć było to wówczas nagminne wśród chińskich generałów, i po kilku latach więzienia oraz tortur został stracony. W Chinach miał status niezłomnego patrioty. Wen Qimei była siódmą córką w swojej rodzinie. Pochodziła ze wsi odległej o dobrych kilka kilometrów od Shaoshan i była typową wiejską kobietą: niepiśmienną, przyzwyczajoną do ciężkiej pracy na wsi, spokojną z charakteru i głęboko wierzącą buddystką.

Niepokorny syn

Mao Zedong był trzecim synem swoich rodziców, ale pierwszym, który nie zmarł we wczesnym dzieciństwie i z tego względu był uważany za najstarszego. Miał dwóch młodszych braci i młodszą adoptowaną siostrę. Zedong oznacza „świecić na wschodzie”. Wybrane imię okazało się prorocze, chociaż szybko bogacący się ojciec i bardzo pobożna matka zapewne woleliby, żeby syn „zajaśniał” inaczej niż jako ateista, który zwalczał bogacących się i pobożnych ludzi.
Początkowo Mao przeszedł typową drogę wiejskiego chłopca. Już w wieku pięciu lat zmuszony był pracować. Nosił drzewo na opał, zbierał karmę dla zwierząt i zajmował się innymi drobnymi pracami w gospodarstwie.
Potem zaczął chodzić do szkoły w swojej wsi, gdzie przeszedł podstawową edukację konfucjańską, obejmującą m.in. prozę, poezję i kaligrafię, historię oraz przede wszystkim uczenie się na pamięć klasycznych tekstów konfucjańskich. W szkole uczył się bardzo dobrze. Uwielbiał czytać i robił to także w domu przy lampce olejnej, kiedy rodzina poszła już spać. Nie uchroniło go to jednak przed konsekwencjami, gdy nie nauczył się jakiegoś wersetu konfucjańskiego: najpierw w szkole, a następnie w domu dostał lanie. Wtedy to po raz pierwszy pokazał niezależny charakter. Uciekł z domu, na bardzo krótko. Opuścił też szkołę. Potem Mao Zedong jeszcze kilka razy zmienił nauczycieli. Powodem była jego niezależność i nieposłuszeństwo.
Rodzinny dom Mao Zedonga, dziś atrakcja turystyczna (fot. Brücke-Osteuropa/Brücke-Osteuropa, domena publiczna)
W tym okresie, późniejszego dzieciństwa, ukształtowały się już cechy jego charakteru i część światopoglądu. Należały do nich: niezależność charakteru (kwestionowanie autorytetów opartych na konfucjańskiej hierarchii społecznej), zainteresowanie życiem intelektualnym i brak inklinacji do pracy na wsi. Wyrazem tych postaw były nie tylko konflikty z nauczycielami, ale także z ojcem, który brak zainteresowania pomaganiem przy gospodarstwie odbierał jako przejaw lenistwa i bił syna. Ten ze swej strony potrafił przeciwstawiać się ojcu, co w społeczeństwie od wieków kształtowanym przez konfucjanizm było rzeczą niesłychaną. Potrafił nawet obrazić ojca w obecności innych osób, co było wręcz niewyobrażalnym postępkiem. Próby zagonienia syna do roboty były przerywane okresami powrotu do ukochanych książek.

Małżeństwo i edukacja

Ostatecznie Mao Yichang znalazł, jak mu się wydawało, sposób na poskromienie syna: zmusił go do poślubienia starszej o cztery lata kuzynki. Ślub odbył się w 1908 roku, kiedy Mao Zedong miał ukończone czternaście lat. Ojciec miał nadzieję, że małżeństwo spowoduje większe zainteresowanie syna praktyczną stroną życia, a nowa synowa będzie dodatkową parą rąk do pracy w gospodarstwie.
Zupełnie inaczej patrzył na to pan młody. Mao Zedong uznał to małżeństwo za pośredni gwałt dokonany na jego osobie. Kilka lat później napisał artykuł, w którym piętnował tego rodzaju małżeństwa, w których dzieci są przymuszane do spełnienia woli rodziców. Mariaż ten był według Mao fikcyjny, a poślubionej kuzynki nie uważał za żonę. Jak potem stwierdził, w ogóle nie doszło do konsumpcji małżeństwa, zresztą jego żona, Luo Yixiu, bardzo szybko zmarła.
Po śmierci żony, mając szesnaście lat, Mao Zedong uzyskał zgodę ojca na naukę w nowoczesnej szkole, które jak grzyby po deszczu zaczęły powstawać w Chinach w ramach bardzo spóźnionych reform zainicjowanych przez mandżurską dynastię. Ojciec opłacił naukę syna za parę miesięcy, licząc, że nauczy się tam rachunkowości potrzebnej do prowadzenia interesów, jako że Mao Yichang powoli przekształcał się z chłopa w kupca. W szkole, która zrobiła na Mao Zedongu ogromne wrażenie, faktycznie spędził on kilka miesięcy, żeby następnie się przenieść do jeszcze bardziej prestiżowej szkoły w Changsha, w stolicy prowincji, do której przybył w 1911 roku, na pół roku przed rewolucją Xinhai, która ostatecznie zmiotła cesarstwo.

Rewolucja

Mao Zedong w 1913 roku (fot. domena publiczna)Okres rewolucji i pierwszych lat porewolucyjnych to czas wielkich przemian, przede wszystkim politycznych, ale też kulturowych. Mao, zwolennik Sun Yatsena, z entuzjazmem przyjął rewolucję, obciął sobie i kliku przechodniom warkocz, będący zewnętrzną formą podporządkowania Chińczyków Mandżurom. Wstąpił do armii rewolucyjnej, ale nie walczył z armią cesarska, lecz został pisarzem na tyłach, lubianym i szanowanym przez kolegów za wiedzę. Ten czas wykorzystywał na samokształcenie.
Po kilku miesiącach służby wojskowej Mao powrócił do życia cywilnego. Wciąż się dokształcał, a następnie – po kilku miesiącach nauki w ogólnokształcącej szkole średniej – wstąpił do bezpłatnej szkoły dla nauczycieli, która zapewniała tanie mieszkanie i wyżywienie, co pozwoli mu na częściowe uniezależnienie się finansowe od ojca. Nowa miejsce nauki mieściło się w budynku skonstruowanym w zachodnim stylu i realizowano w nim także „zachodni” program nauczania.
To tu Mao Zedong po raz pierwszy usłyszał o doktrynie komunistycznej. W tym czasie wszelkie nurty rewolucyjne cieszyły się w Chinach zainteresowaniem. Było to już po obaleniu cesarstwa, ale kilka lat przed rewolucją bolszewicką, w związku z czym propagowany przez Marksa ustrój był znany tylko z teorii. Uchodził on za jeden z nurtów rewolucyjnych i nie było niczym szczególnym, że w szkole Mao wisiał także portret autora Kapitału. Pewnym przełomem był rok 1914, kiedy to przyszły przewodniczący KPCh przypadkowo zapoznał się z należącą do kolegi książką o europejskim socjalizmie. W tym czasie Mao Zedong prowadził wraz ze znajomymi ze szkoły długie dyskusje, a z jednym z nich wybrał się w wędrówkę po kraju.
Okres porewolucyjny charakteryzował się krańcowo emocjonalną krytyką konfucjanizmu, któremu przypisywano odpowiedzialność za wszystkie nieszczęścia Chin, szczególnie za kolonialną podległość zamorskim imperiom. W sferze socjalnej i obyczajowej propagowano radykalne zasady, o treści podobnej do tych, które głosiła współczesna im europejska lewica. Okres ten, przede wszystkim druga dekada XX wieku, był w Chinach czasem prawdziwej rewolucji kulturalnej, w odróżnieniu od tej nazwanej Wielką Proletariacką Rewolucją Kulturalną z lat 60. XX wieku, która była m.in. barbarzyńskim niszczeniem chińskiej kultury.
Mao również uległ tej gorączce rewolucyjnej i formułował radykalne opinie. Niczym Raskolnikow zeZbrodni i Kary miał podobno przyznać bohaterom, ludziom o wyższej naturze, prawo odrzucenia tzw. sumienia i zaspokajania swoich popędów. Miał wynosić ich ponad prawo, do którego przestrzegania zobowiązani byli zwykli ludzie. Nie trzeba chyba dodawać, że sam siebie widział właśnie w tej elicie stojącej ponad tłumami. Ten skrajny egoizm był czymś kompletnie przeciwnym do tego, jak funkcjonowało chińskie społeczeństwo, w którym obowiązywał priorytet interesu grupowego nad indywidualnym.
Szanghaj w czasie rewolucji Xinhai, 1911 rok (fot. domena publiczna)
Mao odrzucił także konfucjański model harmonijnego społeczeństwa, ponieważ uznał, że jest on nierealny i błędny. Jednakże wbrew jego jednostronnym krytykom, którzy uznają, że wtedy ukształtowały się jego cechy takie jak egoizm i elitaryzm, należy przypomnieć, że „Rewolucja Kulturalna”, którą Mao rozpętał kilkadziesiąt lat później, miała jednoznacznie egalitarny charakter i była skierowana właśnie przeciwko elitom, które zdaniem Mao oddzieliły się od mas i zaczęły żyć ponad prawem.
W tych latach Mao angażował się w różne przedsięwzięcia edukacyjne: uczył robotników pisać i czytać, a w końcu został nauczycielem w szkole w Changsha, stolicy prowincji Hunan. Wtedy też, w kwietniu 1917 roku, napisał do gazety „Młodzież” swój pierwszy artykuł, poświęcony studium kultury fizycznej.

Od anarchizmu do marsksizmu

Li Dazhao, chiński intelektualista, współzałożyciel Komunistycznej Partii Chin (fot. domena publiczna)W 1918 roku Mao Zedong ukończył szkolę i nie mogąc znaleźć pracy, udał się do Pekinu. Tam poznał profesora Yang Chenji, który załatwił mu pracę w bibliotece uniwersyteckiej prowadzonej przez Li Dazhao. U profesora poznał jego córkę, Yang Kaihui. Młoda, ładna, elegancka dziewczyna wywarła na nim bardzo silne wrażenie. Kaihui miała siedemnaście lat i była o osiem lat młodsza od niego. Poza tym panna Yang była feministką. Taka ekskluzywna dziewczyna miała swój standard, a Mao słabo zarabiał. Mimo to wykosztowuje się na nią, jednak panna Yang, mimo że go ceniła, nie chciała wyjść za niego za mąż. Na jej decyzji zaważył zapewne nieuregulowany status majątkowy adoratora.
Mao znajdował się w ciężkiej sytuacji. Kompletnie spłukał się na dziewczynę, stracił wszystkie pieniądze. Kiedy musiał opuścić Pekin i udać się do Szanghaju, za bilet i żywność na drogę zapłacili jego przyjaciele. W międzyczasie, po przeczytaniu pism Bakunina, związał się on z ruchem anarchistycznym. Romans ten trwał jednak krótko. Mao Zedongowi nie odpowiadały zasady życia chińskich anarchistów: zakazy palenia, picia alkoholu, jedzenia mięsa i używania rykszy.
Kolejnym przełomem był styczeń 1919 roku. Wtedy to Mao Zedong spotkał Chen Duxiu, najwybitniejszego wtedy znawcę marksizmu w Chinach, z którym prowadził długie dyskusje na temat rewolucji oraz dzieł Marksa i Engelsa. Pod wpływem tych rozmów Mao porzucił anarchizm i przyłączył się do marksistów.

Młody rewolucjonista

Yang Kaihui i synowie: Mao Anying i Mao Anqing (fot. domena publiczna)W 1920 roku Mao został dyrektorem seminarium nauczycielskiego w Changsha, gdzie ponownie związał się z Yang Kaihui. Teraz jego sytuacja materialna zdecydowanie się poprawiła i panna zdecydowała się wyjść za niego za mąż. Podjęcie decyzji ułatwiał fakt, że ojciec panny młodej już nie żył. Wykorzystując swój status dyrektora seminarium, Mao otworzył księgarnię. Stała się ona nie tylko punktem sprzedaży, ale przede wszystkim klubem kulturalnym i dyskusyjnym, centralnym miejscem spotkań młodych rewolucjonistów. Mao zajmował centralną pozycję w tym środowisku, które radykalizowało się pod wpływem wydarzeń rewolucji bolszewickiej w Rosji i walk wewnętrznych w Chinach.
Mao przekształcił swoje Nowe Towarzystwo Studiów Ludowych w podziemną organizację, utworzył Stowarzyszenie Changsha, a także lokalny oddział Korpusu Młodzieży Socjalistycznej. W trzecią rocznicę rewolucji bolszewickiej, 7 listopada 1920 roku, próbował zorganizować manifestację uliczną. Akcja skończyła się niepowodzeniem. Policja szybko rozpędziła demonstrantów, niszcząc czerwoną flagę.
Sukcesy organizacyjne przyszłego wodza chińskiej rewolucji (założył już dwadzieścia związków i kół dyskusyjnych) idą w parze z pomyślnością w życiu osobistym. W 1920 roku Yang Kaihiu urodziła syna, a rok później drugiego. Rodzice postanawiają, że obaj, Anying i Anqing, nie będą wychowywani w duchu konfucjańskiego posłuszeństwa syna wobec ojca, ale zgodnie z zasadami panującym w rewolucyjnym środowisku.
W tym czasie tworzący się w Chinach ruch komunistyczny nabierał rozpędu. Utworzona w Moskwie III Międzynarodówka, już o komunistycznym charakterze, wysłała do Państwa Środka swoich przedstawicieli, żeby organizowali tam partię komunistyczną. Do Chin przybyli Grigorij Wojtyński i Yang Mingchai, chiński emigrant z Moskwy. Wojtyński był kluczową postacią w tym układzie. Miał dwa zadania: nawiązać kontakty z byłym prezydentem Chin i jego Kuomintangiem oraz utworzyć partię komunistyczną.

Agenci Kominternu

Kończąca się w Rosji wojna domowa i zajmowanie Syberii przed Bolszewików umożliwiły wysyłanie agentów do Chin. Akcją kierowało Dalekowschodnie Biuro Kominternu operujące z Syberii. W kwietniu 1920 roku do Chin udała się delegacja, na czele której stał zastępca szefa tego biura, Grigorij Naumowicz Wojtyński. Oficjalnie Bolszewicy zajęli się publicystyką, zakładając gazetę „Szanghajska Kronika” będącą przykrywką dla ich politycznej roboty. Swoją siedzibę umieścili na terenie koncesji, czyli tzw. europejskiej dzielnicy będącej terytorium wydzierżawionym Europejczykom i wyjętym spod chińskiej jurysdykcji, gdzie chińska policja nie miała wstępu. Wojtyński starał się zakotwiczyć przy Kuomintangu, przecierając szlaki do przyszłej współpracy chińskich nacjonalistów z Bolszewikami, do której doprowadził później jeden z następnych agentów Kominternu, Michaił Markowicz Borodin.
Chen Duxiu, pierwszy Sekretarz Generalny KC KPChJednakże najważniejszym zadaniem Wojtyńskiego było założenie w Chinach partii komunistycznej. Po przybyciu z Syberii spotkał się on w Pekinie z innym wybitnym marksistą, wspomnianym już bibliotekarzem Li Dazhao, który następnie skontaktował go z najbardziej szanowanym znawcą marksizmu w ówczesnym Chinach, Chen Duxiu. W połowie roku Wojtyński osiągnął swój cel. Udało mu się skupić grupę wybitnych chińskich marksistów i latem 1920 roku nieformalnie założyć partię.
W tym czasie Mao przebywał w Szanghaju, ale pozostawał poza tymi wydarzeniami. Prawdopodobnie uznano, że jest on lokalnym działaczem z prowincji, który nie posiada jeszcze odpowiedniej znajomości marksizmu i w ogóle nie poinformowano go o pracach nad stworzeniem partii. Chen Duxiu dał mu wtedy zadanie otworzenia wspomnianej księgarni w Changsha. Opisane wyżej organizacyjne sukcesy Mao w Hunanie spowodowały, że jego miesięcznik „Nowa Młodzież” od jesieni 1920 roku otrzymywał subwencje od Kominternu. Gdy w tym samym czasie zadecydowano o utworzeniu komórek partii w Hunanie, rolę organizatora powierzono Mao Zedongowi.
Nie wiadomo dokładnie jakie zamiary mieli wtedy w Chinach Sowieci. Hipoteza, że odparci w tymże roku w Polsce, przygotowywali grunt pod wyprawę do Chin, wydaje się być nierealna. Prawdopodobnie kładli fundamenty pod przyszła rewolucję, mając na uwadze olbrzymi rewolucyjny potencjał, jaki można było widzieć w Chinach. Dodatkowo olbrzymi chaos, jaki powstał w tym kraju po śmierci prezydenta-dyktatora Yuan Shikaia, sprzyjał wszelkim konspiracjom i ruchom rewolucyjnym. Na prowincji powstawały różnego rodzaju komórki rewolucyjne, w tym komunistyczne jaczejki.

I Zjazd KPCh

Choć okoliczności były sprzyjające, po roku działalności liczba zadeklarowanych komunistów nie była większa niż kilkadziesiąt. Mimo to kominternowcy, w tym niedawno przybyły oficer Registrupa (wywiad wojskowy) Nikolski oraz holenderski internacjonał Maring, zdecydowali się na zwołanie pierwszego zjazdu partii. Przez ten okres Bolszewicy zdążyli ulokować w Chinach już w miarę pokaźną ilość swoich agentów i stało się dla nich konieczne stworzenie partii, która w myśl strategii Kremla byłaby oparciem dla działalności Czeka oraz Registurpa i pełniła służebną rolę wobec centrum rewolucji w Moskwie.
Zjazd odbył się 23 lipca 1921 roku w Szanghaju, na terenie francuskiej koncesji. Liczącą około sześćdziesięciu członków partię reprezentowało według różnych źródeł dwunastu lub trzynastu delegatów oraz dwóch kominternowców nadzorujących przebieg zjazdu. Jednym z dwóch delegatów z prowincji Hunan był Mao Zedong, który podobno sam dobrał sobie swojego towarzysza. Delegaci w całości lub prawie w całości wywodzili się z chińskiej inteligencji, nie było wśród nich żadnego robotnika. Pod tym względem zjazd przypominał słynne zgromadzenie francuskich Stanów Generalnych z 1789 roku, gdzie zrewoltowanymi przedstawicielami Stanu Trzeciego, na który składała się cała ludność Francji poza szlachtą i klerem, byli adwokaci, dziennikarze czy nauczyciele, a nie było w ogóle chłopów, mimo iż stanowili oni około 90% ludności Francji.
Budynek w Szanghaju, w którym odbył się I Zjazd KPCh, dziś muzeum tego wydarzenia (fot.Pyzhou, na licencji GNU FDL)
Ponieważ zaszła obawa, iż zjazd jest śledzony, uczestnicy opuścili Szanghaj i udali się do miejscowości Jiaxing (dziś półmilionowe miasto) leżącej pomiędzy Szanghajem a Hangzhou, ale już w prowincji Zhejiang, gdzie na zarośniętej wyspie dokończono obrady. Na zjeździe zabrakło dwóch najwybitniejszych działaczy: profesorów Li Dazhao i Chen Duxiu. Nie przeszkodziło to temu drugiemu zostać szefem partii. Zjazd bynajmniej nie przebiegał pod dyktando wysłanników Kremla. Chińczycy byli nieufni wobec cudzoziemców, szczególnie białych. Mieli wątpliwości co do słuszności strategii Kominternu, którą im narzucano. Jeden z delegatów zaproponował wręcz, żeby najpierw wysłać delegację do Rosji, aby sprawdzić, jak wygląda bolszewizm w praktyce. Ta propozycja niezmiernie zdenerwowała wysłanników Kominternu.
Sam zjazd sprawił partii i jej historykom niemałe kłopoty dotyczące daty założenia KPCh. Przyjęto założenie, że powstała ona na I Zjeździe. Oponenci twierdzili, że zdecydowano tak, gdyż był to najstarszy poświadczony przejaw udziału Mao Zedonga w komunistycznym ruchu i że partia powstała rok wcześniej, jak ukazują to dokumenty Kominternu. Jednakże sprawa nie jest bynajmniej jednoznaczna. Rok wcześniej powstała tak naprawdę grupa założycielska czy też inicjatywna, składająca się z ośmiu intelektualistów, a nie partia. Spór pozostaje w zasadzie nierozstrzygnięty. Dla jednych datą założenia partii jest lato 1920 roku, a dla innych, w tym dla samej KPCh, jest to dzień 23 czerwca 1921 roku.

Kim był młody Mao Zedong?

Mao Zedong w 1927 roku (fot. domena publiczna)Podczas zjazdu Mao rzadko zabierał głos. Jako prowincjonalny nauczyciel nie miał mocnej pozycji tak jak towarzysze z największych miast, w dodatku nie znał kominternowców, a to było wtedy decydujące dla osiągnięcia ważnej pozycji w partii. Ale Mao słuchał, uczył się i wyciągał wnioski.
Kim był Mao Zedong do okresu przed wstąpieniem do KPCh, której niewątpliwie jest współzałożycielem? Mao był przede wszystkim radykalnym rewolucjonistą, dość luźno traktującym zasady marksizmu. Nie był teoretykiem, niemniej późniejsza propaganda sowiecka, starająca się zrobić z niego człowieka niedouczonego, jest chybiona. Formalnie miał ukończoną szkołę średnią, co w ówczesnych warunkach dawało wiedzę ogólną większą niż obecnie dyplom wyższej uczelni w niejednym kraju. Ponadto był bardzo dobrze obeznany z klasyczną literaturą chińską i miał ugruntowaną znajomość historii swego kraju.
Mao, podobnie jak Lenin, był pasjonatem książek. Bardzo dużo czytał, mniej pisał. Był bardzo zanurzony w chińskości. W odróżnieniu od swoich późniejszych najwybitniejszych współpracowników, Zhou Enlaia i Deng Xiaopinga, nie miał wówczas żadnego międzynarodowego doświadczenia. Pierwsze kontakty z zagranicznymi komunistami, którzy próbowali podporządkować na zjeździe chińskich komunistów Moskwie, raczej zniechęciło go od ruchu międzynarodowego niż doń przyciągnęło. Potem przez całą swoją działalność zwalczał chińskich komunistów przysyłanych przez Moskwę lub szkolonych w Moskwie.
W tym czasie Mao nie był także doktrynerem. W liście do jednego z przyjaciół napisał: „Idee są ważne, ale rzeczywistość jest ważniejsza”. Dlatego też nigdy nie stał się marksistą w tym sensie, jak to jest przyjmowane w Europie. Dla Mao wstąpienie do partii komunistycznej oznaczało związanie się z organizacją, przy pomocy której miał zamiar wyzwolić lud chiński, a nie realizować założenia doktrynalne marksizmu. Dlatego też, postępując zgodnie z zasadą, że „rzeczywistość jest ważniejsza”, dokonał później rewolucji w Chinach w sposób sprzeczny z zasadami marksizmu, tzn. krocząc ze wsi do miasta, a nie odwrotnie, jak zakładała marksistowska doktryna, a także praktyka rewolucji bolszewickiej.
Na pytanie: „kim był Mao, zanim został komunistą?”, możemy odpowiedzieć: radykałem poszukującym swojej drogi.

Bibliografia

  • Eric Baschet, China 1890–1938. From the warlords to world war. A history in documentary photographs, with an intr. by Han Suyin, Swan, Zug 1989.
  • Jung Chang, Jon Halliday, Mao, Albatros, Warszawa, 2007.
  • Li Zhisui, Prywatne życie przewodniczącego Mao, Philip Wilson, Warszawa 1996.
  • Ross Terrill, _Mao. Biografia, Iskry, Warszawa 2001.
  • Aleksiej Rumiancew, Źródła i ewolucja „idei Mao Tse-tunga”, Ksiązka i Wiedza, Warszawa 1974.
Artykuł został opublikowany pierwotnie na portalu Centrum Studiów Polska–Azja w cyklu „Kartka z kalendarza”
Redakcja: Roman Sidorski

Wojciech Tomaszewski:
Absolwent prawa (praca magisterska na temat ideologii Mao Zedonga), historii (praca magisterska na temat wojny domowej w Rosji) oraz Zarządzania na UW. Aktualnie pisze rozprawę doktorską na WPiA UW. Jego główne zainteresowania to cywilizacja chińska i cywilizacja sowiecka. Publikuje artykuły historyczne na portalu Centrum Studiów Polska–Azja. Pasję poznawania innych cywilizacji łączy z wielokrotnymi podróżami po Europie, Afryce i Azji.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

 źródło
 

Dan Raviv, Yossi Melman – „Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela”

Szymon Koziatek
Ludzie nocą śpią spokojnie w swych łóżkach jedynie dlatego, że twardzi mężczyźni gotowi stosować przemoc w ich imieniu stoją na straży. Zadziwiające, że autorem tych słów jest George Orwell. Co więcej, moim zdaniem z powodzeniem mogłyby stanowić one motyw przewodni książki o służbach specjalnych.
Autorzy: Dan Raviv, Yossi Melman
Tytuł: Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela
Wydawnictwo: Black Publishing
Rok wydania: 2014
ISBN: 9788375367393
Format: 140 × 210 mm
Stron: 512
Oprawa: miękka
Cena: 34,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 9/10
(jak oceniamy?)

Przeczytaj fragment tej książki

W roku 1990 duet Dan Raviv i Yossi Melman opublikowali książkę o intrygującym tytule …A każdy szpieg to książę, opatrzoną podtytułem Pełna historia wywiadu izraelskiego. Kilka tygodni temu na półki księgarni trafiła kolejna praca napisana wspólnie przez obu autorów: Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela.
Agencje wywiadowcze nie są skore do ujawniania informacji na swój temat, nie komentują informacji pojawiających się w mediach, tym bardziej, gdy te są nieprawdziwe. Co więcej, niektóre z nich posuwają się do celowej dezinformacji i żonglowania nazwami i numerami wydziałów, nie pozwalając się odnaleźć w skomplikowanej nomenklaturze osobom postronnym. Z pomocą przychodzą nam jednak autorzy książki.
Mający wieloletnie doświadczenie w badaniu historii izraelskich specsłużb, zaczynają od naświetlenia czytelnikom złożoności instytucji dbających o bezpieczeństwo państwa żydowskiego. Na przestrzeni lat utarło się wszystkie służby Izraela określać mianem Mossadu. Zabawne, bo wywołujące na plecach ciarki słowo mossad w języku hebrajskim znaczy tylko tyle co instytucja. Warto uświadomić sobie, że właściwy Mossad jest tylko jednym z wielu „długich ramion” Izraela, obok Amanu i Szin-Betu. W dodatku przypomina rosyjską matrioszkę, kryjącą w sobie kilka jeszcze głębiej ukrytych komórek.
Na przestrzeni ostatnich kilku lat na rynku wydawniczym pojawiło się co najmniej kilka książek o zbliżonej tematyce, jak chociażby Mossad. Najważniejsze akcje izraelskich tajnych służb czySekretne wojny Mossadu. Tym, którzy zapoznali się z tymi pozycjami, czuję się w obowiązku powiedzieć, że tematy poruszone w powyższych – zwłaszcza w pierwszej z nich – pokrywają się w większym bądź mniejszym stopniu z pracą Raviva i Melmana. Znaleźć w nich można omówienie najgłośniejszych zarówno sukcesów, jak i porażek Izraela. Jako sztandarowe przykłady wymieć można informacje o wirusie Stuxnet, o porwaniu Adolfa Eichmana czy nieplanowanym zgonie Awnera Israela – jednej z największych porażek raczkującego wywiadu państwa żydowskiego. Bardzo interesujące są fragmenty omawiające izraelski program atomowy, który aż po dziś dzień pozostaje owiany (dość gęstą) mgłą tajemnicy. Oczywiście wszystkie te prace różnią się proporcjami w ilości miejsca poświęconego poszczególnym zagadnieniom, można więc powiedzieć, że wzajemnie się uzupełniają.
Tym, co przypadło mi do gustu w Szpiegach Mossadu, jest żywy, bardzo reporterski styl autorów. Oprócz niezaprzeczalnych wartości merytorycznych, książka jest naprawdę przyjemna w odbiorze, nie tak oziębła i faktograficzna, jak często zdarza się w podobnych pozycjach, przypominających raczej służbowe notatki, niż książkę skierowaną na komercyjny rynek. Wbrew stwierdzeniom, które czasem można usłyszeć w bądź co bądź nielicznych wypowiedziach ludzi związanych z wywiadem, że ich służba nie przypomina filmów z Bondem, ta książka zdaje się potwierdzać, że najciekawsze scenariusze pisze życie.
Poza osobami zainteresowanymi wojnami wywiadów i walką z terroryzmem po książkę powinni sięgnąć również ci, którzy chcieliby lepiej zrozumieć Bliski Wschód. Sam Izrael, będący chyba najbardziej zbliżonym kulturowo do Europy państwem na całym Bliskim Wschodzie, w trakcie lektury może się jednak wydać co najmniej bardzo egzotyczny, arogancki i nieprzyjazny. O większości z opisywanych zdarzeń nie usłyszymy w wieczornych wiadomościach ani nie przeczytamy w rozkładówce biura podroży, nie mniej warto wiedzieć, że kraj ten ma wiele twarzy. Myślę, że omawianą pozycję można również potraktować jako głos w rozpalanej raz po raz dyskusji o rzekomym braku kontroli rządu i społeczeństwa nad poczynaniami agencji wywiadowczych i ich bezprawnymi działaniami. Zagłębiając się w lekturę, możemy choć spróbować znaleźć uzasadnienie dla polityki Izraela i państw zachodnich, ze Stanami Zjednoczonymi na czele, prowadzonej wobec tego regionu.
O tym, jak pod pewnymi względami Izrael jest rożny od Europy, niech świadczy chociażby cenzura wojskowa, która ma wpływ na to, co trafia do mediów. Autorzy dotarli do wielu spośród byłych pracowników służb Izraela, w tym tych zajmujących najwyższe stanowiska, i poznali motywy ich działania. Dla mnie najbardziej uderzające (a zarazem imponujące) jest stawianie interesu własnego kraju i narodu na pierwszym miejscu. Nie na równi, a przed interesami sojuszników, włączając w to ich okradanie i wykorzystywanie. Izrael przypomina przypartego do ściany małego chłopca, otoczonego przez liczniejszych od niego łobuzów. Jak to zatem możliwe, że wciąż istnieje, skoro potrafi być nieuczciwym nawet wobec sojuszników?
Uwagę polskich czytelników przykuje być może omówienie kulisów pozyskania tajnego referatu Chruszczowa z XX zjazdu KPZR, który wyciekł za sprawą polskiego dziennikarza Wiktora Grajewskiego – z którym autorom również udało się przeprowadzić rozmowę. Zresztą nie jest to jedyny polski wątek, zważywszy, że zarówno bardzo wielu pracowników Mossadu pochodziło z Polski, jak i najgroźniejszy w agencji kret…
_Szpiedzy Mossadu… bez wątpienia są pasjonującą lekturą, którą z pełną odpowiedzialnością mogę polecić nie tylko osobom zainteresowanym funkcjonowaniem agencji wywiadowczych. Zainteresować powinna również tych, którzy chcą lepiej zrozumieć Izrael i Bliski Wschód. Myślę, że w szerszej perspektywie książka taka jak ta może uzmysłowić nam, jak destrukcyjny wpływ potrafią wywołać nieprzemyślane decyzje na tak (wbrew pozorom) kruchy organizm, jakim jest wywiad, gdzie najdrobniejsze niedopatrzenie prowadzi do tragedii. Chwila refleksji po skończonej lekturze być może pozwoli odnaleźć kilka analogii i lepiej zrozumieć, co może grozić naszemu krajowi, gdy po raz kolejny politycy zaczną „reformować” polskie służby specjalne.
Gdybym miał polecić komuś tylko jedną z dostępnych książek o służbach Izraela, to byłoby to właśnie dzieło duetu Raviv i Melman. To opowieść wielkim teatrze, w którym aktorzy nie do końca mają świadomość, kto jest reżyserem i w jakiej grają sztuce. Widzowie nie zrozumieją tego tym bardziej, chyba że sięgną po przewodnik taki jak Szpiedzy Mossadu i tajne wojny Izraela. Gwoli uzupełnienia lektury polecam wszystkim, którym spodoba się książka, nominowany do Oscara dokument o Szin Bet – The Gatekeepers.
Redakcja i korekta: Agnieszka Kowalska


Szymon Koziatek:
Student Archeologii na Uniwersytecie Jagiellońskim. Interesuje się historią powstania i działalności wojskowych oraz policyjnych sił specjalnych, a także okresem walki Polaków o niepodległość w XX wieku. Miłośnik zabytkowych samochodów i powieści Johna le Carré.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

 źródło

Druga Palestyna: Żydowski Obwód Autonomiczny

Paweł Rzewuski
W historii świata zdarzają się przedziwne twory. Pod granicą rosyjsko-chińską znajduje się Żydowski Obwód Autonomiczny, gdzie co prawda Żydów nie ma, za to na budynkach państwowych powiewa tęczowa flaga.
Pierwsze wzmianki na temat Żydowskiego Obwodu Autonomicznego pochodzą z drugiej połowy lat 20. dwudziestego wieku. Zgodnie z koncepcją o samostanowieniu narodów, według której nie może istnieć naród bez ziemi, bolszewicy postanowili stworzyć również i Żydom ich kąt w swoim państwie, szczególnie, że udanie się do Palestyny nie było raczej możliwe.
Lokalizacja Żydowskiego Obwodu Autonomicznego na współczesnej mapie Federacji Rosyjskiej (aut. TUBS/Wikimedia Commons, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).
Potrzebę stworzenia takiego regionu jasno zadeklarował Abraham Bragin, prawnik pochodzenia żydowskiego. Początkowo długo deliberowano, gdzie umieścić Żydów: myślano o Krymie, wybrzeżach Morza Azowskiego oraz stepach Kaukazu. Ostatecznie postanowiono stworzyć „nową Palestynę” przy granicy z Chinami, u zbiegu rzek Biry i Bidżanu. W stosunku do biblijnej ziemi obiecanej lokalizacje nowej Palestyny można było uznać za żart. Żydów postanowiono wysłać na rubieże wielkiego imperium, gdzie większość stanowią bagna i mokradła, temperatura jest przeciętna i jest dosyć wilgotno. Nic dziwnego, że sami obdarowani byli równie szczęśliwy z tego prezentu, jak Eskimosi wysłani na Madagaskar. Koncepcja nie spotykała się z entuzjazmem środowisk żydowskich, uważano bowiem, że powstanie ŻOA ma na celu likwidację ruchów syjonistycznych oraz odciągnięcie Żydów od chęci powrotu do Palestyny. Bibżańsk miał być nową ziemią obiecaną i jednocześnie gwarantem uspokojenia roszczeniowej grupy etnicznej.
Niemniej decyzja zapadła – towarzysz Stalin pokiwał z aprobatą głową i 7 maja 1934 roku z wielką pompą ogłoszono powstanie Żydowskiego Obwodu Autonomicznego. Chociaż pierwsi żydowscy koloniści zaczęli przystosowywać dorzecze Bidżanu już od 1928 roku, niemniej nigdy nie stanowili oni na tym terenie znaczącej większości. Środowisko międzynarodowe, zazwyczaj przychylnie nastawione do pomysłów generalissimusa Stalina, również i tę koncepcję uznało za dobrą. Pomysł wysłania Żydów daleko w odmęty Azji zyskał wielu zwolenników – brytyjski polityk baron Marley zaproponował nawet, by wysłać tam Żydów z Rzeszy.
Pomnik osadników w Birobidżanie (aut. Glucke, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).
Jak zatem wyglądał Żydowski Obwód Autonomiczny? Tak jak każde cudo komunistycznego projektu – wysłani tam koloniści natrafili na region zacofany i biedny, gdzie z racji pogody i braku urbanizacji panowały tyfus i inne choroby. Nieliczni Żydzi nie mieli wielkiego wyboru jeżeli chodzi o zatrudnienie. Na terenie Bibżańska znajdywało się kilka fabryk (w tym okien, obuwia i smarów) oraz kilka kołchozów. Robiono jednak co można, aby ŻOA naprawdę stał się żydowski. W ramach unarodowienia regiony oficjalnym językiem urzędowym był jidysz, chociaż w szczytowym okresie jedynie jedna trzecia mieszkańców potrafiła się nim posługiwać. Stawiano pomniki żydowskim pisarzom, m.in. Szolemowi Alechejowi. Wydawano też gazety w języku żydowskim, na przykład „Birobidżaner Sztern”, który jednak mało kto mógł czytać. Rzecz jasna nie można było uświadczyć w ŻOA jakikolwiek przybytków religijnych, władza bolszewicka prowadziła bowiem bezpardonową walkę z wszelkimi przejawami religianctwa i klerykalizmu. Judaizm nie był tu wyjątkiem.
Pomnik Szolema Alejchema (aut. Andshel, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).Nieżydowski Żydowski Obwód Autonomiczny raptownie odczuł odpływ swoich obywateli w roku 1937, kiedy wielka czystka dotarła również pod granice z Chinami. Kilkoma podpisami Stalin zlikwidował praktyczne całą inteligencję żydowską zamieszkująca ten region, a przy okazji spacyfikowano większość działających tam organizacji kulturalnych.
II wojna światowa przyniosła pewnego rodzaju odprężenie. O ile w 1939 roku w ŻOA żyło 18 tysięcy Żydów, o tyle w roku 1948 było ich tam już 30 tysięcy. W latach kiedy w Europie szalała wojna, na granicę z Chinami trafiło wielu imigrantów i uciekinierów. Niemniej, chociaż przez pewien czas było tam spokojnie, od 1941 ŻOA został strefą zmilitaryzowaną i jego obywatele zaczęli służyć na frontach. Tuż po wojnie obwód przeżył swoje najlepsze lata – był coraz lepiej finansowany, zwiększyła się również liczba jego mieszkańców pochodzenia żydowskiego. Sielanka nie mogła jednak trwać wiecznie, a trudne czasy miały dopiero nastać. W latach powojennych, kiedy w Rosji zaczął panować antysemityzm, nagonka doszła również do Bibżańska. Kiedy w 1953 roku umarł Stalin, ŻOA ostatecznie utracił swoją niezależność i zaczęły się prześladowania. Resztkę ocalałej z wielkiej czystki inteligencji aresztowano ponownie, przez co znowu zmniejszyła się liczba ludności żydowskiej.
Menora w centrum Birobidżanu (aut. Texaner, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).Dalsze losy „Nowej Palestyny” były już zupełnie inne. Z roku na rok ubywało w niej Żydów, którzy niekiedy tylko mogli opuszczali swoją „ziemię obiecaną”. Dzisiaj większość mieszkańców stanowią Rosjanie i Ukraińcy, natomiast „wiodącej narodowości” jest niecałe dwa procent.
Historia ŻOA dobrze obrazuje politykę narodowościową bolszewików: z jednej strony stworzyli oni podmiot administracyjny i głosili piękne hasła o samostanowieniu narodów, z drugiej dokładnie kontrolowali wszystkie przejawy działalności na jego terenie i nie pozwolili aby zyskało ono prawdziwą niezależność.

Bibliografia:

  • Brzeski Karol, Biro-Bidżan, państwo żydowskie na dalekim wschodzi. Baśń czy rzeczywistość?, Druk. Brzeziński, Warszawa 1934.
  • Hugo-Bader Jacek, Dusza niewolnika, „Magazyn Gazety Wyborczej”, nr. 46 (194), 1996, s. 18-19.
  • Lepecki Mieczysław Bohdan, Birobidżan. Żydowski Obwód autonomiczny w ZSRR, Związek Pisarzy i Publicystów Emigracyjnych, Warszawa 1937.
  • Patek Artur, Birobidżan. Sowiecka ziemia obiecana?, Historia Jagiellonica, Kraków 1997.
  • Patek Artur, Z dziejów Żydowskiego Obwodu Autonomicznego w ZSRR po II wojnie światowej, „Studia Historyczne”, nr. 4, 1996, s. 523-537.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Paweł Rzewuski:
Student filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego. Zainteresowania badawcze historyczne: teoria literatury, historia Polski i Rosji w pierwszej połowie XX w., historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, systemy państw totalitarnych i historia filozofii. Zainteresowania badawcze filozoficzne: bioetyka psychopatologii, filozofia umysłu, neurologia, tożsamość osobowa w czasie, ontologia Internetu. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel Kaczmarskiego i Iron Maiden.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org


źródło