czwartek, 26 czerwca 2014

E-boki " - "Historia muzyki polskiej" - za darmo. I to całe 12 tomów

źródło: www.nck.pl
Tropiąc dla Was w internecie co można mieć za darmo - proponuję dziś darmowe e-booki  "Historia muzyki polskiej" !

Udostępniło je Narodowe Centrum Kultury na swojej stronie internetowej kompletnie za free.
 

Całość wydania obejmuje 12-tomowy cykl zredagowany przez Stefana Sutkowskiego. Wersja papierowa liczy prawie 6,5 tys. stron!

Więcej na stronie Narodowego Centrum Kultury

poniedziałek, 23 czerwca 2014

Walka o powiat sztumski w latach 1818-1823 - wykład profesora Marka Stażewskiego


sobota, 21 czerwca 2014

Formowanie 3. Dywizji Strzelców Karpackich w latach 1942-1943

Bartosz Janczak
3. Dywizja Strzelców Karpackich to jedna z dwóch dywizji piechoty, obok 5. Kresowej Dywizji Piechoty, która weszła w skład 2. Korpusu Polskiego. Dywizja brała udział w walkach o Monte Cassino, Anconę czy Bolonię. Sukcesy, jakie odnosiła ma froncie, były spowodowane kilkoma czynnikami, m.in. odpowiednim wyszkoleniem, uzbrojeniem oraz organizacją dywizji, którą przeprowadzona w niespełna rok.

Żołnierze polscy na Bliskim Wschodzie (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego, sygn. 24-386-4).Proces organizacji oddziału jest niezwykle trudny i złożony, a od żołnierzy, szczególnie zaś od oficerów, wymaga ogromu pracy i zaangażowania. Tworzenie 3. DSK odbyło się w ciągu kilku miesięcy, co najlepiej pokazało wartość polskiego żołnierza wśród wojsk sprzymierzonych. Ten okres zadecydował o późniejszych dokonaniach „Karpatczyków” - każdy proces formowania, organizacji czy szkolenia danego oddziału weryfikują osiągnięcia na froncie.

Rozkaz utworzenia 3. Dywizji Strzelców Karpackich

28 kwietnia 1942 r. gen. Władysław Sikorski wydał rozkaz o organizowaniu 3. Dywizji Strzelców z dniem 3 maja 1942 r. Na jej czele stanął osławiony dowódca Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich gen. Stanisław Kopański. Dywizja miała składać się ze wspomnianej SBSK oraz żołnierzy przybyłych ze Związku Sowieckiego z 8., 9., i 10. Dywizji Piechoty Armii Polskiej w ZSRR. Dywizja składała się z trzech brygad i samodzielnych oddziałów dywizyjnych według brytyjskich etatów. Miejscem organizowania Dywizji zostały wyznaczone obozy w m. Qastina, Beit Dżirdża, Gan Yavne i Masmiya.
Dowódcą 1. Brygady został płk Walenty Peszek, dotychczasowy zastępca dowódcy SBSK, zaś dowódcami 2. i 3. Brygady płk Józef Frączek oraz płk Jerzy Jastrzębski (ten ostatni objął dowodzenie nad swoją jednostką 5 czerwca 1942, gdyż dopiero wtedy zakończono jej organizację). W 1. Brygadzie znalazła się większość żołnierzy SBSK, zaś w 2. i 3. Polacy przybyli ze Związku Sowieckiego.

Problemy organizacyjne

Jednym z pierwszych problemów, przed którym stanęło dowództwo 3. Dywizji, było zintegrowanie jej żołnierzy. Problem ten dostrzegał dowódca dywizji:
Trzy lata pobytu w zupełnie odmiennych warunkach, jak może i skład pod względem ilości inteligentów, spowodowały, że element przybyły z Rosji oraz dawni żołnierze SBSK stanowili z początku prawie dwa różne światy.
Początkowo w dywizji panowały pewne antagonizmy. Żołnierzy Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich nazywano „Ramzesami”, żołnierzy z Wielkiej Brytanii „Lordami”, zaś żołnierzy ze Związku Sowieckiego określano „Prawosławnymi”. Szczególnie dużo uwagi należało poświęcić tym ostatnim. Gen. Kopański zauważył:
Przybyli z Rosji byli początkowo bardziej jednostajnie posłuszni, jakby trochę zalęknieni, przygnębieni i bierni. (…) Dno ludzkiej nędzy, które oglądali, oraz tragedie rodzinne, przez które przeważnie przeszli, odbijały się na ich psychice, a nieraz i zachowaniu zewnętrznym. Mniej trwałe okazywały się skutki wycieńczenia fizycznego niż przemian psychicznych.
Jednak po pewnym czasie różnice te zaczęły się zacierać. Gen. Kopański w swoich wspomnieniach po kilku miesiącach dowodzenia 3. Dywizją zapisał:
Zbiorowe bytowanie, radości i smutki doli żołnierskiej zaczęły wytwarzać w oddziałach poczucie wspólnoty. Zacierały one też różnice pochodzenia z pustyni lub łagrów Rosji. Dywizja stawała się stopniowo wielką jednostką, coraz bardziej wyszkoloną wojskowo i zwartą wewnętrznie.
Duże znaczenie przy szkoleniu i organizowaniu Dywizji zależało od jej kadr dowódczych. Gen. Kopański zwracał szczególną uwagę na dobór dowódców, wymagając odpowiedniego przygotowania do działań bojowych, wychowania, dyscypliny, kultury umysłowej oraz towarzyskiej. Według Kopańskiego oficer miał być reprezentantem Polski poza granicami kraju. Przy wyborze dowódców kierował się następującymi wymaganiami: nie chciał mieć oficerów dyplomowanych powyżej 50 lat, dowódcami kompanii i plutonów mieli być oficerowie poniżej 40 roku życia, nie zatrzymywał też oficerów nieliniowych na stanowiskach dowódców oddziałów lub pododdziałów. Dowództwo Wojsk Polskich na Środkowym Wschodzie, któremu podlegała Dywizja, ustaliło, że do Dywizji mogli być wcielani oficerowie do 45 roku życia, porucznicy do 42 lat, podporucznicy 39 lat, a dla podoficerów i szeregowych ustalono wiek 42 lat. Wobec tych wymogów do 15 maja z Dywizji odeszło 80 oficerów i 810 szeregowych.
Polacy przy zaimprowizowanej choince, grudzień 1942 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego, sygn. 24-385).

Wojsko Polskie w Iraku

9 maja 1942 r. gen. Sikorski zatwierdził pełną nazwę Dywizji, dodając do niej przydomek „Karpackich”. Również pozostałe oddziały otrzymały ten człon do swojej nazwy. Dywizja miała liczyć według etatów 578 oficerów i 8419 szeregowych. 26 maja, po zakończeniu pierwszej fazy organizacji, liczyła 610 oficerów i 10 746 szeregowych. 12 czerwca skład o
W sierpniu 1942 r. została podjęta decyzja o przeniesieniu polskich oddziałów do Iraku. 28 sierpnia 1942 r. wyruszyły tam pierwsze transporty oddziałów 3. DSK. Podróż odbywała się w bardzo trudnych warunkach: temperatura w południe dochodziła do 60 stopni Celsjusza! W pierwszej kolejności do Iraku mieli przybyć żołnierze ewakuowani z Związku Sowieckiego oraz oddziały 3. DSK z Palestyny. Dywizja miała zostać przetransportowana drogą lądową przez Transjordanię i Syrię oraz drogą morską przez Kanał Sueski do m. Bastra. Miejscem rozlokowania Armii Polskiej na Wschodzie był rejon Khanaqin-Quizil Ribat, położony w dorzeczu rzeki Tygrys na kamienistej pustyni w odległości około 140 km na północny wschód od Bagdadu. Warunki klimatyczne jakie panowały w Iraku, a szczególnie wysoka temperatura, nie pozwalały na normalne prowadzenie szkolenia. Dowództwo Armii zarządziło, że pomiędzy godzinami 10.00 a 16.00 nie odbywały się żadne zajęcia szkoleniowe.
Obóz Pułku Ułanów Karpackich w Iraku po ulewnym deszczu (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego, sygn. 24-384-1).

W Armii Polskiej na Wschodzie

12 września 1942 r. gen. W. Sikorski wydał rozkaz o stworzeniu Armii Polskiej na Wschodzie. Zniesiono istniejące dotychczas Polskie Siły Zbrojne w ZSRR, Dowództwo Wojska Polskiego na Środkowym Wschodzie oraz 2. Korpus Strzelców. Od tego dnia w skład Armii Polskiej na Wschodzie wchodziły 3. DSK, 5., 6. i 7. Dywizja Piechoty. 16 października skład Armii zaakceptowali Brytyjczycy.
Po rozlokowaniu się Dywizji, 21 października oraz 9 listopada 1942 r., gen. W. Anders dokonał dwóch przeglądów oddziałów „Karpatczyków” - najpierw 1. Brygady Strzelców Karpackich, później zaś 2. Brygady Strzelców Karpackich. Tak wspomina jeden z przeglądów gen. St. Kopański:
Nie znałem dokładnie zwyczajów APW. Grano tam dowódcy armii hymn narodowy, a generał przechodził przed frontem bardzo wolnym krokiem, patrząc w oczy żołnierzom. Oczywiście przy hymnie narodowym oddziały cały czas prezentowały broń. Na przeglądzie w dniu 21 października, który trwał 45 minut, kilku żołnierzy zemdlało, a po przeglądzie oddziały skutkiem zmęczenia defilowały gorzej niż zwykle. Po porozumieniu się ze sztabem armii przegląd w dniu 9 listopada był już inaczej zorganizowany.
Żołnierze Armii Polskiej na Bliskim Wschodzie na plaży podczas czasu wolnego (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego, sygn. 24-410).Po ostatniej wizycie, 10 listopada 1942 r., dowódca Armii Polskiej na Wschodzie gen. Władysław Anders ustalił skład organizacyjny 3. Dywizji Strzelców Karpackich. W składzie dowództwa miała znaleźć się sekcja oficerów łącznikowych, sekcja informacyjna, bezpieczeństwa oraz szyfrów. Jednostki pozabrygadowe stanowiły m.in. 3. Karpacki baon ckm, 3. Pułk Ułanów Karpackich, 1., 2. i 3. Karpacki Pułk Artylerii Lekkiej, 3. Karpacki Pułk Artylerii Przeciwpancernej, 3. Karpacki Pułk Artylerii Przeciwlotniczej oraz inne bronie towarzyszące. W skład dywizji wchodziły dwie brygady strzelców. 1. Brygada Strzelców Karpackich składała się z dowództwa, plutonu sztabowego dowództwa, trzech baonów strzelców karpackich z numerami od 1 do 3, a także czołówki naprawczej i poczty polowej. Podobnie wyglądał skład 2. Brygady Strzelców Karpackich, z tą różnicą, że baony miały numery od 4 do 6. Zlikwidowana została trzecia brygada strzelców, a żołnierzy, którzy nie zostali włączeni w skład innych oddziałów 3. DSK, zostali przeniesieni do 5. Dywizji Piechoty. Likwidując brygadę, gen. Anders zastrzegł, że jak tylko warunki pozwolą, to zostanie ona jak najszybciej odtworzona.
Gen. Anders nakazał organizację dywizji ukończyć do 15 listopada 1942 r., a jej dowódcę gen. Stanisława Kopańskiego zobowiązał, aby przedstawił mu raport o przebiegu prac do 25 listopada 1942 r.
W listopadzie 1942 r. Armia Polska na Wschodzie otrzymała od dowództwa brytyjskiego zadanie obrony przełęczy górskich od strony perskiej oraz ochrony pól naftowych w północnym Iraku. Zagadnienia dotyczące planu obrony tego regionu zostały omówione na polsko-brytyjskiej konferencji sztabowej w Bagdadzie. Ustalono na niej, że 3. DSK zostanie przesunięta w rejon Mosulu. Dywizja znalazła się tam w drugiej połowie listopada 1942 r., zastępując indyjską 8. Dywizję Piechoty. Warunki klimatyczne w tym rejonie były bardzo trudne: ciągle padał gęsty deszcz i była niska temperatura. W okolicy brakowało też źródeł wody.
W tym czasie 3. DSK była najlepiej uzbrojoną i wyposażoną dywizją w Armii Polskiej na Wschodzie, jednak nadal do pełnego wyposażenia brakowało jej: 56% działek ppanc., 86% działek pplot., 90% samochodów pancernych, 80% samochodów półciężarowych. Sprzęt ten powoli napływał do dywizji.
Dywizja pełniła swoje zadanie do stycznia 1943 r., kiedy to w związku z porażkami Wehrmachtu z Armią Czerwoną zmniejszył się stan zagrożenia pól naftowych w Persji i Iraku. 6 stycznia dowództwo brytyjskie nakazało 3. DSK ufortyfikowanie przełęczy na kierunku Rowanduz-Koji Sanjag. W dywizji pamiętano o niezwykłych dokonaniach SBSK. W pierwszą rocznice bitwy pod Gazalą, która toczyła się w dniach od 12 do 17 grudnia 1941 r., odbyły się związane z nią uroczystości, na które przybyli generałowie Anders oraz Zając. Tak zapamiętał je gen. St. Kopański:
(…) zorganizowano bardzo ładny obchód, wykorzystując skalisty teren do żywych obrazów, symbolizujących nasze walki z Niemcami na przestrzeni dziejów. (…) Odtworzono też fragment boju pustynnego, zakończony oddaniem czci poległym pod Gazalą.
Okres zimowy w Dywizji wykorzystano na szkolenie i zgrywanie pododdziałów. Położono nacisk na strzelanie bojowe, ćwiczenia w ramach batalionów i pracę sztabów. Prowadzono również w Dywizji różnego rodzaju szkolenia, m.in. regulacji ruchu.
Kolumna transportowa Armii Polskiej na Wschodzie (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego, sygn. 24-393-2).
12 kwietnia 1943 r. zarządzono przesunięcie pułków kawalerii pancernej Armii Polskiej na Wschodzie. Pułk Ułanów Karpackich wyszedł ze składu 3. DSK i przejął rolę armijnego pułku rozpoznawczego. Jego miejsce zajął 12. Pułk Ułanów Podolskich. Warto w tym miejscu przypomnieć historię Pułku Ułanów Karpackich. Wchodził on w skład Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich, walczył o Tobruk, a od 1 lipca do 11 października 1942 r. brał udział w obronie Delty Nilu. Na początku października 1942 r. Pułk Ułanów Karpackich pod dowództwem mjr. Władysława Bobińskiego znalazł się w składzie 3. Dywizji. Dowództwo Armii Polskiej na Wschodzie rozkazało używać nazwy 3. Pułk Ułanów Karpackich, ale nazwa ta nie przyjęła się. Gen. St. Kopański podczas zmiany pułku rozpoznawczego Dywizji wygłosił następujące przemówienie:
W imieniu żołnierzy Dywizji żegnam z głębokim żalem Ułanów Karpackich, z którymi DSK związana jest na zawsze wspólnymi przeżyciami wojennymi. Życzymy im z całego serca dalszej sławy bojowej. Witam w składzie DSK pułk Ułanów Podolskich, z którymi Dywizja pójdzie do dalszych bojów o wyzwolenie ojczyzny. Wierzę, że ten piękny pułk spełni swe szczytne zadania bojowe ku chwale pułku, Dywizji oraz całej Armii Polskiej.

Wizyta gen. Sikorskiego i wejście w skład 2. Korpusu

W czerwcu 1943 r. oddziały Armii Polskiej na Wschodzie wizytował gen. Władysław Sikorski. 9 czerwca 1943 r. Naczelny Wódz dokonał przeglądu jednostek. W uroczystej defiladzie udział wzięły delegacje pododdziałów z 5. Kresowej Dywizji Piechoty oraz 3. DSK. W kronice 4. batalionu 3. DSK tak opisano to wydarzenie:
Orkiestra gra hymn karpackiej. Gen. Kopański szybkim krokiem przechodzi przed frontem oddziałów. […] Po chwili hymn państwowy. Pochyla się sztandar dywizji. Widnieje postać Wodza pełna majestatu i godności. […] To jest ten co nas wywiódł z ziemi sowieckiej, z niewoli. Wilgotnieją oczy ze wzruszenia. Był nam jak ojciec i jak ojciec do nas przemawiał.
Gen. Sikorski zwrócił się do żołnierzy Dywizji następującymi słowami:
Aby przemówić do Armii Polskiej na Wschodzie, wybrałem waszą jednostkę. Kontynuuje ona bowiem piękne tradycje bojowe Brygady Karpackiej. Obok żołnierzy polskich, którzy przeciwstawili się bohatersko przygniatającej nawale wroga 1 września 1939 r., obok naszych nieustraszonych marynarzy i wspaniałych lotników (…), przyczyniła się ona walnie do rozsławienia imienia polskiego na świecie.
14 czerwca gen. Sikorski podpisał awanse oficerskie i nadał odznaczenia żołnierzom Armii Polskiej na Wschodzie. W Dywizji 114 podchorążych otrzymało awans na stopień podporucznika, 71 podporuczników zostało porucznikami, 19 oficerów otrzymało Srebrny Krzyż Zasługi z Krzyżami, a 120 szeregowych Krzyż Brązowy. Był to wyraz niezwykłego uznania dla żołnierzy 3. Dywizji, a jednocześnie też ostatnie awanse i odznaczenia podpisane przez gen. Sikorskiego przed jego śmiercią.
Inspekcja Naczelnego Wodza gen. Władysława Sikorskiego w Armii Polskiej na Wschodzie, czerwiec 1943 r. (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Ministerstwo Informacji i Dokumentacji rządu RP na emigracji, sygn. 21-33-2).
21 lipca 1943 r. weszła w życie nowa organizacja oddziałów polskich w Iraku. Dowództwo Armii Polskiej na Wschodzie zostało przemianowane na dowództwo 2. Korpusu, któremu podporządkowano 3. DSK, 5. Kresową Dywizję Piechoty, 2. Brygadę Czołgów oraz oddziały broni i służb. Dowódcą 2. Korpusu oraz Armii Polskiej na Wschodzie był gen. Anders.
Poza nowym podporządkowaniem Dywizji doszło również do zmiany jej dowództwa. Po blisko dwóch latach dowodzenia gen. Stanisław Kopański został szefem sztabu Naczelnego Wodza, gen. Kazimierza Sosnkowskiego. Jego miejsce zajął gen. Bronisław Duch. Moment zakończenia dowodzenia dywizji tak zapamiętał jej pierwszy dowódca:
Pożegnanie z dywizją w dniu 30 lipca było jednym z cięższych przeżyć mego życia. Po przejściu przed frontem dywizji i przemówieniu pożegnalnym uścisnąłem przedstawicieli wszystkich oddziałów, po czym wsiadłszy do samochodu, z trudnością wstrzymywałem łzy pierwszy raz w wieku męskim od śmierci mojego ojca w 1931 r.
Gen. Duch faktycznie dowodzenie Dywizją przejął dopiero 15 września 1943 r. Do tego momentu obowiązki dowódcy pełnił płk Jerzy Jastrzębski, który etatowo był zastępcą dowódcy. Pierwszy rozkaz jaki wydał gen. Duch do żołnierzy Dywizji dotyczył uznania dla zasług żołnierzy Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich i gen. Kopańskiego w słowach:
Piękna przeszłość karpackiej brygady jest siłą karpackiej dywizji. Ambicją naszą musi być: okryć sztandar 3 dywizji taką samą chwałą żołnierską, jaką okryła go karpacka brygada.
Okres formowania 3. Dywizji Strzelców Karpackich od 28 kwietnia 1942 r. do 30 lipca 1943 r., to czas dla niej bardzo ważny. Przed ponad rok sformowano i wyszkolono dobrze przygotowaną do walk dywizję. Na fundamentach Samodzielnej Brygady Strzelców Karpackich powstała Wielka Jednostka, która w przyszłych działaniach na Półwyspie Apenińskim odegrała znaczącą rolę, szczególnie w walkach o zdobycie Monte Cassino. To 12. Pułk Ułanów Podolskich, który wchodził w skład Dywizji, jako pierwszy umieścił polską flagę na ruinach klasztoru.
Żołnierze polscy na Bliskim Wschodzie w czasie dyslokacji (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Archiwum Fotograficzne Tadeusza Szumańskiego, sygn. 24-392-3).
Jednak aby doszło do tego wydarzenia, należało odpowiednio przygotować Dywizję do czekających ją zadań. Żołnierze musieli szkolić się w trudnych warunkach klimatycznych, w upale osiągającym 60 stopni Celsjusza. Dodatkowo należało zintegrować i przeszkolić żołnierzy przybyłych ze Związku Sowieckiego oraz postarać się wyrównać poziom wyszkolenia z żołnierzami SBSK. Za wszystko odpowiedzialny był dowódca Dywizji, gen. Stanisław Kopański. Jego dokonania oraz doświadczenie bojowe zdobyte jako dowódca SBSK zostały dostrzeżone przez przełożonych nominowaniem go na szefa sztabu Naczelnego Wodza. Odejście gen. Kopańskiego zamykało ważny rozdział w dziejach 3. Dywizji. Następca Kopańskiego, gen. Bronisław Duch, musiał zmierzyć się z jego legendą i dalej prowadzić „Karpatczyków”.

Bibliografia:

  • Źródła drukowane:
    • Armia Polska w ZSRR 1941-1942. Organizacja Armii Polskiej w ZSRR 1941-1942. Wybór źródeł, t. I, wybór i oprac. B. Polak, M. Polak, Leszno 2006.
    • Anders W., Bez ostatniego rozdziału, Wspomnienia z lat 1939-1946, Warszawa 2007.
    • Czerkawski T. M., Byłem żołnierzem generała Andersa, Warszawa 2008.
    • Dziennik czynności gen. Władysława Andersa 1941-1945, wstęp i opracowanie B. Polak, Koszalin 1998.
    • Kopański St., Wspomnienia wojenne 1939-1946, Warszawa 1990.
  • Opracowania:
    • Dunin-Wilczyński Z., Pustynia i skorpiony. Wojsko Polskie w Iraku 1942-1943, Warszawa 2004
    • Dunin-Wilczyński Z., Wojsko Polskie w Iraku 1942-1943, Warszawa 1993.
    • Generał Władysław Anders: żołnierz czasu pokoju i wojny, pod. red. A. Szczepaniaka, Opole 2008.
    • Kamiński St., Generał dywizji Bronisław Bolesław Duch (1896-1980), Warszawa 2010.
    • Polskie Siły Zbrojne w II wojnie światowej. Kampanie na Obczyźnie, t. II, cz. 2, Londyn 1975.
    • Trzecie Dywizja Strzelców Karpackich 1942-1947, red. M. Młotek, Londyn 1978.
    • Tym J. S., Pancerni i ułani generała Andersa. Broń pancerna i kawaleria pancerna Polskich Sił Zbrojnych na Środkowym Wschodzie i we Włoszech 1941-1946, Warszawa 2012.
    • Tym J. S., Wojska pancerne Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie w latach 1940–1947, Warszawa 2012.
    • Wawer Z., Armia generała Władysława Andersa w ZSRR 1941-1942, Warszawa 2012.
    • Wawer Z., Monte Cassino. Walki 2 Korpusu Polskiego, Warszawa 2009.
    • Wawer Z., Znów w polskim mundurze. Armia Polska w ZSRR sierpień 1941-marzec 1942, Warszawa 2001.
    • Żaroń P., Armia Andersa, Toruń 1997.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz


Bartosz Janczak:
Absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Opolskiego. Obecnie doktorant studiów doktoranckich historii oraz student prawa na Uniwersytecie Opolskim. Członek Oddziału Terenowego im. 17 Pułku Ułanów Wielkopolskich Polskiego Klubu Kawaleryjskiego. Zajmuje się historią wojskowości Polski w latach 1918-1953, głównie dziejami polskiej kawalerii II Rzeczpospolitej, wojskami pancernymi Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, biografistyką oficerów II RP oraz polskim podziemiem antykomunistycznym.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org


 źródło

„Osadnicy” – oprac. Agnieszka Knyt

Daria Czarnecka
Dzieje Ziem Odzyskanych to materiał na dobry western. Setki tysięcy mieszkańców polskich Kresów Wschodnich zostało, w warunkach jeszcze wojennych lub tużpowojennych, wyrwanych ze swoich środowisk i przesiedlonych na Zachód. Przybyli w miejsca kulturowo im obce, a do tego rozgrabione i zniszczone. Musieli nauczyć się sobie radzić na ziemiach opanowanych przez szabrowników i wojskowych maruderów.
Tytuł: Osadnicy. Nowe życie Kresowiaków na Ziemiach Zachodnich
Opracowanie: Agnieszka Knyt
Wydawca: PWN, Ośrodek KARTA
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-7705-581-6
Format: 130×200 mm
Oprawa: broszurowa
Stron: 158
Cena: 34,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 10/10
(jak oceniamy?)
Inne recenzje książek historycznych
O przymusowych wysiedleniach Polaków z terenów wschodnich przez wiele lat nie wolno było mówić. Propaganda państwowa podtrzymywała mit Ziem Zachodnich, oddanych Polsce na zasadzie „sprawiedliwości dziejowej”. Nikt nie zastanawiał się, co tak naprawdę działo się w owym mitycznym Eldorado w okresie „utrwalania się polskiej władzy”. Nadzieje ludzi, którzy niejednokrotnie wyjeżdżali nie tylko z przymusu, ale również ze strachu przed bandami UPA, zostały zmiażdżone w zderzeniu z nowym miejscem i nowymi porządkami zaprowadzanymi przez władzę ludową.
Kolejna książka z cyklu „Karty Historii”, zaprezentowana przez Dom Wydawniczy PWN i Ośrodek KARTA, opowiada historię ludzi wyrwanych z ziemi ojców i rzuconych (dosłownie i w przenośni) na polski Dziki Zachód. Wydaje się zasadnym porównanie ich do osadników budujących państwowość w Ameryce Północnej. Tak samo jak bohaterowie westernów musieli oni zmagać się z pospolitym bandytyzmem. Jednak w odróżnieniu od westernów ich życie nie było poukładanym, zawsze kończącym się pozytywnie filmem ze złymi bandytami i dobrym szeryfem. Na Ziemiach Odzyskanych często przedstawiciel władzy ludowej lub sojuszniczej Armii Czerwonej stawał się przyczyną tragedii.
Zgromadzone w jednym tomie wspomnienia Kresowiaków: Bronisława Kowacza, Jana Kurdwanowskiego, Michała Sobków, Wiktorii Kwiatkowskiej, Zdzisława Żaby, Cyryla Priebe i Stanisława Szymańskiego dają szeroki ogląd na to, co było udziałem setek im podobnych. Każdy z nich znalazł się na Ziemiach Odzyskanych z innych powodów. Większość została zmuszona do porzucenia ojcowizn, ale niektórzy, jak Jan Kurdwanowski, pojechali na Zachód powodowani ciekawością. Wielu też – jak Stanisław Szymański (uruchamiając poniemiecki młyn) czy Cyryl Priebe (stwarzając właściwie od zera szkołę) – z entuzjazmem podejmowało pracę na rzecz odbudowy i możliwości normalnej egzystencji. Jednak ta chęć pracy bardzo szybko była duszona przez nową władzę.
We wspomnieniach możemy przeczytać m.in. o transporcie bydlęcymi wagonami, które często całymi tygodniami stały na bocznicach kolejowych, czekając na pozwolenie przejazdu, oraz o samotnych kobietach i ich dzieciach rzuconych w miejsce, gdzie właściwie panowało wojenne i powojenne bezprawie. Opowieści snute przez osadników niejednokrotnie powodują więc, że człowiek zastanawia się, czy cały ten proces przesiedleń nie był zbrodnią przeciwko narodowi. Wielu osiedleńców nie miało tupetu i bezwzględności szabrownika, żeby wyciągać ręce po cudzą własność, wyrzucać z domów zamieszkujących je autochtonów czekających na międzynarodowe rozstrzygnięcia dotyczące ich losów. Obawiano się niejednokrotnie o własne życie. Polski Dziki Zachód przyciągał też złodziei i bandytów różnego autoramentu. Dla nich życie ludzkie nie przedstawiało większej wartości – wartość miały jedynie kosztowności, które można było odebrać. Do tego dochodził strach przed żołnierzami Armii Czerwonej, którzy traktowali wszystko na tych terenach jako zdobyczne. Nie pomijali przy tym ludzi, szczególnie kobiet. Ileż to tych kobiet trofiejnych straciło życie bądź zostało na zawsze okaleczonych?
Dobór relacji powoduje, że czytelnik otrzymuje przegląd wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce na Ziemiach Zachodnich. Każdy z tekstów porusza inny aspekt osiedlania się i prób budowania nowej rzeczywistości. Poprzez pryzmat losów jednego człowieka bądź jednej rodziny obserwujemy szersze procesy, które niewątpliwie wpłynęły na życie setek tysięcy (jeśli nie milionów) osób. Osiągnięcie takiego efektu w książce o tak niepozornym formacie jest zdecydowanym sukcesem.
Dość rzadko zdarza się, aby książkę można byłoby polecić każdemu czytelnikowi. Ta książka jest chwalebnym wyjątkiem. Należy do pozycji, które powinni przeczytać wszyscy. Do tego powinna stać się lekturą obowiązkową dla tych, którzy „zza biurka” decydują o losach całych społeczności. Winna również stać się początkiem głębokiej debaty na temat Kresowiaków i ich losów. Nie można przecież zapomnieć, że ci, z których opowieściami spotykamy się w książce, byli deportowani (bądź nieustannie deportacja im groziła) nie tylko w 1945 roku, ale też dużo wcześniej. To ludzie, których wyrwano z korzeniami i próbowano przesadzić gdzie indziej, a dla wielu z nich ten wielki, makabryczny eksperyment społeczny zakończył się tragicznie.
Redakcja i korekta: Agnieszka Kowalska


Daria Czarnecka:
Socjolog i historyk, laureatka Konkursu im. Władysława Pobóg-Malinowskiego na Najlepszy Debiut Historyczny Roku 2012. Bibliofil nie nadający się już do leczenia. Z zamiłowaniem i pasją zajmująca się historią II wojny światowej i militariami, dodatkowo specjalistka od ludobójstwa (w teorii, nie w praktyce) i ścigania zbrodniarzy wojennych.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło 

Paul Fidrmuc - szpieg genialny

Przeglądając przepastne zasoby internetu napotkałem na ciekawy artykuł przybliżający postać jednego z najlepszych niemieckich szpiegów czasów II wojny światowej.

Paul Fidrmuc, bo o nim mowa nosił pseu­do­nim "Ostro". To on właśnie przekazał swoim niemieckim mocodawcom informację o tym, że lą­do­wa­nie alian­tów od­bę­dzie się w Nor­man­dii

Cały artykuł TUTAJ

Z politycznym fasonem. Recenzja


Autor: Katarzyna Kołbuś

Jak powstawała moda młodzieżowa w PRL i NRD? Jakie były jej uwarunkowania i konteksty? Odpowiedzi można znaleźć w książce autorstwa Anny Pelki. Recenzja

Takie książki są potrzebne szczególnie teraz, kiedy komunizm powoli zaciera się w zbiorowej świadomości. W momencie, gdy zabraknie bezpośrednich przekazów, można będzie sięgnąć po publikację Anny Pelki „Z [politycznym] fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD”, żeby odkurzyć historię konstytuującą polską modę.
Autorka, absolwentka historii na UW, doktorantka Uniwersytetu Ruhry w Niemczech, daje bogaty materiał prezentujący narodziny i rozwój mody młodzieżowej Polski i Wschodnich Niemiec. Czas akcji: od zakończenia II wojny, po upadek Muru berlińskiego. Zbiory do przybliżenia tego fascynującego okresu są imponujące. Pelka wertuje między innymi archiwa: PZPR, Ministerstwa kultury i Sztuki, Instytutu Wzornictwa Przemysłowego czy niemieckiego Archiwum Państwowego. W rekonstruowaniu wątków pomagają jej rozmowy z ludźmi mody i kultury szerzej rozumianej (bo modę Pelka traktuje jako część kultury) – Sylwią Dobrowolską, Ewą Zielińską, Wowo Bielickim, Kaliną Paroll, Jerzym Antkowiakiem, prof. ASP Aleksandrą Pukaczewską, Olgą Kułakowską. Tak gruntownie przygotowana, autorka pokazuje modę PRL wielowymiarowo, w kontekście przemian politycznych, rozwoju sztuki, zmian ekonomicznych. To solidne studium tematu jest rozwinięciem książki "Teksas-land" z 2007 roku. 
Przechodzimy przez modę powojenną – modę z demobilu („pierwszy trend młodzieżowy miał charakter mody okupacyjnej”), modę czasu „małej stabilizacji”, kiedy w Polsce brylowały projekty plastyków Mody Polskiej, modę mini i maksi (tu piękny obraz mechanizmów ekonomii, kiedy to według rządów, mini była złem wcielonym, po czym nagle dobrem pożądanym po wejściu maksi, na którą nie było w fabrykach materiałów), walkę o spodnie dla kobiet, walkę o amerykańskie dżinsy dla wszystkich i próby zastąpienia ich polskimi „teksasami” czy „arizonami”. Przypominamy czy też poznajemy realia życia w państwie totalitarnym, gdzie ciuch stawał się czasami jedyną dostępną formą protestu („dla mnie sprawa mody była sprawą wyłączenie ideologiczną” – deklarowała Barbara Hoff, a Tyrmand wkładał kolorowe skarpetki, które „były niejako kartą praw człowieka i obywatela, były demonstracją. Skarpety te upominały się o prawo człowieka do odmienności, do inności, do wygłupu nawet”). Protest ten niekiedy był niewłaściwie rozumiany, bo np. rzut oka na ruch hipisowski pokazuje jego bardziej powierzchowny charakter („nam chodziło o walkę z brzydotą. A nie o jakąś politykę”). Walka z brzydotą odbywała się w domowym zaciszu, gdzie kwitło rękodzielnictwo. Poznając od środka mechanizmy docierania do zakazanych materiałów i wzorów, trudności, z jakimi mierzyły się babcie i dziadkowie dzisiejszych dwudziestolatków, docenić można to, co dostępne dzisiaj, zdawałoby się bez ograniczeń. Właśnie – zdawałoby się… Książka „Z [politycznym] fasonem” obnaża ograniczenia, które sami sobie stawiamy w wolnej Polsce. Chociażby ustawiczne poszarzanie społeczeństwa, obawa przed kolorem i wzorem. 
Jest to dziedzictwo tych wielu lat w niewoli, kiedy na porządku dziennym były opinie takie, jak ta wyłuszczona przez czytelnika NRD-owskiego pisma „Sibylle”: „To właśnie projektanci mody są odpowiedzialni za to, że następne pokolenie nam moralnie upada. Niemoralność i podniety prowadzą do upadku moralnego”.  Smutne i ciężkie czasy PRL-u miały ten plus, że zmuszały człowieka do działania. Powszechna była kombinatoryka i solidarna pomoc, nawet na poziomie użyczania deficytowych taśm klejących, guzików czy innych dodatków. Dzięki temu mamy ogromny potencjał, którego wciąż nie potrafimy wykorzystać, chociaż z przemijaniem kolejnym pokoleń, widać pozytywne zmiany. 
Polska jest pokazana jako kraj ludzi z duszą artystów. Ludzi dążących do wolności przede wszystkim na poziomie świadomości i twórczości (trudniej z przełożeniem tego dążenia na wolność rynkową). Artystyczne wizje Barbary Hoff, Jerzego Antkowiaka, Kaliny Paroll, były często natchnieniem dla przyjaciół zza zachodniej granicy. PRL i NRD jako państwa komunistyczne mogły bowiem swobodnie wymieniać się doświadczeniami. To kolejny plus tej publikacji – możemy porównywać nie tylko to, co zdarza się w czasie, ale też to, co miało miejsce w dwóch specyficznych przestrzeniach – NRD i PRL, w których na długie lata zamknięto akt twórczy, jakim jest moda. 
„Z [politycznym] fasonem” to podróż do czasów „słusznie minionych” (jak nazywa je Hanna Gajos). Czasów, które nas określają i które trzeba znać, chociażby po to, aby – pamiętając i doceniając  – skutecznie się od nich odciąć i pójść dalej. 
anna-pelka-z-politycznym-fasonem-slowo-obraz-terytoria-2014-04-07-507x800Anna Pelka „Z politycznym fasonem. Moda młodzieżowa w PRL i NRD”
Modę młodzieżową PRL i NRD Anna Pelka obrazuje archiwalnymi zdjęciami 
DSC_1251Hipisi wyróżniali się z tłumu szarego PRL-u. Ich ubiory nie zawsze były politycznym manifestem. Wielu z nich to artyści, którzy strojem chcieli walczyć z brzydotą komunizmu. Okładka projektu  Waldemara Świerzego („Ty i Ja” 1968, nr 7)
DSC_1247Peter Knapp przyjechał  w 1966 roku do warszawy i wykonał serie zdjęć na zlecenie Wydawnictwa Handlu Zagranicznego. Władza chciała pokazać Polakom, że jest postępowa, ale bierze od Zachodu tylko to, co sama chce. Na zdjęciu modelka w sukience w stylu op-art., wykonanej przez Stołeczne Zakłady Wyrobów Konfekcyjnych „Leda”
DSC_1250Op-art miał w Polsce znakomitych przedstawicieli, jak np. Henryka Berlewiego, twórcę teorii mechanofaktury. Magazyn „Ty i Ja” zaprosił „twórcę op-artu” na sesję zdjęciową inspirowaną tym kierunkiem sztuki
DSC_1254Moda NRD podejmowała próby dogonienia zachodnich wzorców, chociaż z opóźnieniem, charakterystycznym dla państw komunistycznych w ogóle. Styl hipisowski próbowano wziąć w karby, przedstawiając go jako romantyczno-nostalgiczny
DSC_1255W latach 80. przemieszały się style i gatunki, ale nadal z odniesieniami do klasyki. Na zdjęciu: młodzieżowe komplety z kolekcji jesienno-zimowej Instytutu Mody NRD, 1986
Wszystkie użyte  cytaty z Anna Pelka,  „Z [politycznym] fasonem”

www.fashionweare.com
Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

piątek, 20 czerwca 2014

Konkurs „Historia Armii Krajowej”



Jak piszą organizatorzy konkursu:

W odróżnieniu od większości innych konkursów głównym celem Ogólnopolskiego Konkursu "Historia Armii Krajowej" nie jest wyrywkowe sprawdzenie wiedzy, tylko stymulowanie i wspomaganie opanowania rozległej wiedzy, dotyczącej nie tylko bezpośrednio Armii Krajowej.

Jak widać zadanie nie będzie łatwe, bowiem przygotowano aż 1050 haseł z bardzo obszernymi opisami.

Więcej o konkursie - TUTAJ

Historia oręża - Broń szybkostrzelna. Ciekawy film dokumentalny

Co jest lepsze AK-47 czy M-16?
Warto obejrzeć film poniżej, choć radzę brać poprawkę na niektóre fakty!

niedziela, 15 czerwca 2014

Aleksander Wielki – szaleniec czy geniusz realpolitik?

Łukasz Ścisłowicz
Z upływem lat żołnierze Aleksandra Wielkiego coraz trudniej rozpoznawali w nim wodza, który poprowadził ich przeciw Persji i zbudował imperium. Skąd wzięła się ta zmiana?
Aleksander Wielki (fot. Andrew Dunn, udostępniono na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 2.0)W niektórych biografiach Aleksandra Wielkiego można spotkać się z opinią, iż zdobywca starożytnego Orientu, wprost proporcjonalnie do postępu swoich podbojów, tracił kontakt z rzeczywistością. Ogarnięty żądzą odkrycia i podboju całego świata, od ok. 330 roku przed Chrystusem wykazujący coraz silniejsze objawy paranoi, doszukujący się intryg i spisków w swoim najbliższym otoczeniu, pod koniec życia domagał się również deifikacji (nadania boskiego charakteru) własnej postaci i oddawania sobie czci na równi z panteonem tradycyjnych greckich bóstw. Uważał się za potomka Herkulesa, a pośrednio – Zeusa, fascynował go Achilles. Więź ze swoją własną armią utracił jednak przez coś jeszcze innego: politykę daleko posuniętej ugodowości, fraternizacji wręcz z podbitym ludem Persów, czym naraził się na pogardę przywiązanej do tradycji macedońskiej elity. Jaka była geneza tego konkretnego procesu i czy sam Aleksander, po Gaugameli coraz bardziej chwiejny psychicznie, nie realizował aby do końca racjonalnego i przemyślanego w najdrobniejszych szczegółach planu budowy skonsolidowanego wewnętrznie państwa, której to myśli poświęcił wielkie ideały i wierność własnych ludzi?
Niniejsza praca ma charakter bardziej publicystyczny niż naukowy. Rezygnuję z prezentacji suchych faktów z życiorysu Aleksandra; napisano wszak na ten temat całe biblioteki. Koncentruję się na odtworzeniu kolejnych stadiów mentalnej izolacji macedońskiego wodza, spowodowanej w głównej – jak twierdzę – mierze doraźną koniecznością polityki wobec podbitych Persów.

Realpolitik

Realizm polityczny (z niemieckiego: realpolitik) najprościej zdefiniować można jako politykę w pełni dostosowaną do bieżących realiów, skoncentrowaną na tym, co jest, a nie – co mogłoby być, przez pryzmat własnej racji stanu. Konfrontacja wzniosłych idei z realiami dnia codziennego nierzadko wymusza daleko idące kompromisy, których wyznacznikiem i ostateczną miarą jest interes: grupy społecznej i zbiorowości, narodu i państwa.
Cech typowej realpolitik nabiera przeprowadzona po mistrzowsku rozgrywka dyplomatyczno-militarna, która w latach 1863-71 pozwoliła zjednoczyć państwo niemieckie. Trzeźwość oceny bieżącej sytuacji i daleko posunięty polityczny realizm znajduje także sporo punktów stycznych z makiawelizmem, pojmowanym jako świadoma i całkowita rezygnacja z norm etyczno-moralnych w sferze polityki, nie są to jednak pojęcia tożsame.
Pojęcie realpolitik w sferze teorii nie było znane starożytnym, jego cech dopatrywać się można jednak w poczynaniach wielu postaci tego okresu. Jaskrawym przykładem w tej materii jest Filip II Macedoński, ojciec Aleksandra, który za swego panowania (359-336) lud rolników i pastuchów, niezdolnych uprzednio do obrony własnych granic, uczynił najgroźniejszym, jak się miało niebawem okazać, podmiotem ówczesnej społeczności państw basenu Morza Śródziemnego. Taki sposób uprawiania polityki, zwłaszcza wobec podbitego ludu, rozwinął jego syn, stając się najwybitniejszym przedstawicielem realpolitik świata starożytnego.

Persja po podboju

Przed podbojem Persja była typową orientalną monarchią despotyczną, z centralną pozycją samowładnego króla. Oczywiste było, iż perski lud będzie w stanie zaakceptować nowego władcę, nawet najeźdźcę, o ile tylko ten dążyć będzie do utrzymania w Persji zastanego stanu rzeczy. Aleksander doskonale zdawał sobie z tego sprawę i już w początkowym stadium podboju, podczas zajmowania Anatolii, dążył na anektowanych obszarach do utrzymania – gdzie tylko było to możliwe – dotychczasowych instytucji politycznych i utartych od wieków zwyczajowych praw rządzenia. Praktyka osadzania Greków w roli gubernatorów miast (mających podobne kompetencje, co perscy satrapowie przed podbojem) została szybko zaniechana. Na podbitych obszarach Aleksander wchodził zazwyczaj w przymierze z elitą podbitej społeczności, tym bardziej skorej do związku z najeźdźcą, im gorliwiej ten zapewniał o poszanowaniu orientalnej tradycji, religii i obyczajów. Nie narzucał własnych wzorców, aprobował te istniejące.

Wpływ podbojów na psychikę Aleksandra

Filip II Macedoński, ojciec Aleksandra (fot. Gunnar Bach Pedersen, domena publiczna)Niezmienne militarne powodzenie, przekonanie o własnej niezwyciężoności, wspierane przez tłumy pochlebców oraz poetów i historyków–propagandzistów, otaczających Aleksandra, życie w ciągłym niebezpieczeństwie i stresie (syn Filipa II na czele swoich hetairoi nie unikał walki w pierwszej linii), wreszcie – częste uczty i początki alkoholizmu – wszystko to wzajemnie się na siebie nakładało, wywierając na psychice dwudziestokilkuletniego młodzieńca silne piętno. Często postępował irracjonalnie, np. beztrosko wybierając się, w towarzystwie kilku ledwie towarzyszy, na wycieczki po pełnych niebezpieczeństw górach Libanu (okres po bitwie pod Issos, wrzesień 333 roku). Mówi się dziś, iż jedna zabłąkana strzała lub sprytny rozbójnik ze sztyletem mogły odmienić bieg dziejów.
Prawdziwy jednak przełom w życiu Aleksandra, rzec by można – jego postrzeganiu samego siebie, stanowiła wizyta u greckiej wyroczni w Siwah na terenie zajętego Egiptu w 332 roku. Aleksander usłyszał tam, iż jest synem bogów (sam zatem posiadł walor nieśmiertelności) i jako taki zdolny będzie nie tylko ostatecznie unicestwić perską monarchię, ale i dotrzeć tam, gdzie stopę miał postawić mityczny Herkules – w Dolinę Indusu, by odszukać legendarny Ocean, stanowiący kres świata.
Trudno wyrokować, w jakim stopniu sam Aleksander uwierzył w tę przepowiednię, na pewno jednak wylewała ona, rzec by można, miód na jego pełnego nieposkromionej ambicji ducha, kierującą się jedynym imperatywem: przewyższać innych męstwem, jak pisał Plutarch w „Żywotach sławnych mężów”. Odrębną kwestią pozostaje, iż taka właśnie przepowiednia, ogłaszająca Aleksandra bogiem, była dlań w tamtym momencie szczególnie ważna z politycznego punktu widzenia.
Perski lud, z dawien dawna przyzwyczajony do tradycji domu Achemenidów, rządzącego rozległym państwem, był w stanie zaakceptować tylko takiego władcę, który swym postępowaniem oraz całą jego otoczką nawiązywałby do dawnych tradycji. Agresor, po podboju kraju próbujący narzucać cokolwiek nie mającego źródła w rodzimym dziedzictwie, traktowany byłby na prawach uzurpatora i w rozległym państwie systematycznie wybuchałyby groźne bunty, nie dające możliwości utrzymania zdobyczy. Aleksander wszystko to doskonale rozumiał. Warto tu zacytować F. Konecznego:
Lud wierzący w emanatyzm nie może mieć nad sobą rządu innego, jak absolutny. Uzna władcą tylko tego, w kim dopatruje się emanacji bóstwa, inkarnacji. Taki jest deifikowany i od chwili wstąpienia na tron staje się nieograniczonym panem kraju, wszystkich i wszystkiego, jako Bóg na Ziemi, jako wcielenie bóstwa. To osobiste prawo monarchy, jego prawo wszechwłasności staje się punktem wyjścia dla wszelkiego prawa.1

Wielkie przymierze z Persami

Przede wszystkim, Aleksander musiał występować przed perskim ludem, a także tamtejszą arystokracją, w roli, choć przy pierwszym spojrzeniu wydać się to może absurdalne, kontynuatora i spadkobiercy rodu Achemenidów. Tym praktycznym względem motywował, choć nie był to jedyny powód, szaleńczy pościg za Bessosem, jednym ze wschodnich satrapów, który po bitwie pod Gaugamelą obalił i uwięził Dariusza III, następnie za Spitamenesem, następcą Bessosa w roli przywódcy ruchu oporu. Propaganda, której ton nadawał naczelny historyk wyprawy, Kallistenes, określała Aleksandra jako „mściciela”, tego, który wymierzy sprawiedliwość „królobójcom”.
Jak już wspomniano, Aleksander, wyrażając chęć umocnienia swojej władzy w Persji, musiał dostosować model rządzenia do istniejących realiów. Rodziło to nieuchronny konflikt z nastawionymi konserwatywnie Macedończykami, którzy nie mogli zrozumieć, a tym bardziej zaakceptować stopniowej „orientalizacji” swojego króla. Warto tu zaznaczyć, iż ojciec jego, Filip II, funkcjonował w macedońskim systemie politycznym raczej jako primus inter pares: czołowi arystokraci byli jego przyjaciółmi, polował i ucztował z nimi, ubierał się jak oni, rezygnował z dworskiego ceremoniału. Podobnie zachowywał się Aleksander, do czasu jednak, aż podbój ludu rządzonego dotychczas despotycznie wymusił zasadniczą zmianę wizerunku władzy. Odtąd zaczyna Aleksander nosić perskie szaty, obsypywać orientalną arystokrację zaszczytami, do elitarnych macedońskich jednostek (nawet osławionych hetajrów) przenikają synowie perskiej elity. Jak pisze P. Green, autor jednej z lepszych biografii Aleksandra:
Jak widzieliśmy, innowacjom tym przyświecały ściśle praktyczne motywy; ale to chyba nie zwiększało ich popularności. Miał już teraz na dworze azjatyckich mistrzów ceremonii i dopuścił nawet kilku Persów (m.in. brata Dariusza, Oksartesa) do służby w szeregach swoich hetajrów. Zaczął nosić biało-błękitny diadem królów perskich, chociaż bez spiczastej tiary (...).2
Dalej Green zwraca uwagę, iż Aleksander przyjął wyjątkowo oportunistyczną strategię godzenia wody z ogniem: nosił diadem, ale bez tiary, czym wywoływał zdziwienie zarówno swych rodaków, jak i Persów; przejął liczący 365 nałożnic harem Wielkiego Króla, nie mogło mu jednak przydać szacunku i zrozumienia żadnej ze stron, iż w ogóle z nimi nie sypiał. Jak pisze dalej Green:
Kilku najbliższych przyjaciół Aleksandra, jak np. Hefajstion, wraz z cała kliką nadwornych pochlebców, aktywnie popierało tę nową politykę integracji. Zawodowi oficerowie – tu dobrym przykładem jest Krateros – zachowywali się obojętnie, dopóki ich własna pozycja i perspektywy nie były zagrożone. Ale starym, zahartowanym w bojach weteranom Filipa ten cały eksperyment bardzo się nie podobał. Widok młodego monarchy paradującego w cudzoziemskich szatach i utrzymującego bliskie stosunki z paplającymi, zniewieściałymi barbarzyńcami, których tak niedawno pokonał, napełniał ich najszczerszym wstrętem. Równie odrażająca była dla nich myśl, że mają uznać dawnych nieprzyjaciół za towarzyszy broni. Jeśli chodziło o nich, wojna skończyła się wraz ze śmiercią Dariusza, a megalomańskie sny Aleksandra o dalszych podbojach na wschodzie ani ich grzały, ani ziębiły. Im prędzej znajdą się w domu, tym lepiej.3
Ówczesne przewidywania takich starych wojaków Filipa, jak Parmenion czy Klejtos Czarny, a także syn tego pierwszego, Filotas (wszyscy oni zginęli, Filotas i ojciec oskarżeni o przewodzenie spiskowi na życie króla; Klejtosa zabił Aleksander własnoręcznie, wpadając w furię podczas jednej z wielu pijatyk), szybko nabrały umocowania w rzeczywistości. Aleksander zapowiedział przeszkolenie 30 tys. perskich „następców”: synów co bogatszych i lojalnych wobec nowej władzy rodzin, żołnierzy wyszkolonych na sposób macedoński, którzy mieli zastąpić rodzimych falangistów w charakterze trzonu armii. Zagrożony czuć się mógł teraz każdy pojedynczy żołnierz, tym bardziej iż król, świadom wzburzenia w armii, popadał w coraz większą obsesję tropienia spisków i zdrady. Jako pierwszy w dziejach stworzył coś w rodzaju wewnętrznej cenzury pocztowej: podczas wyprawy do Baktrii oraz w Dolinę Indusu wszystkie listy żołnierzy do rodzin pozostawionych w Macedonii były sprawdzane. Tych wojowników, którzy uskarżali się na trud nieprzerwanych kampanii wojennych lub ośmielili się skrytykować Aleksandra, posyłał zazwyczaj na najtrudniejsze odcinki walk.
Klejtos Czarny (na koniu, z toporem w ręku) (mal. Charles le Brun, domena publiczna)Niemal równocześnie z rozpoczęciem polityki „zbratania” z Persami przestaje Aleksander akceptować wszelki krytycyzm wobec swojej osoby (wcześniej nadzwyczajnie szanował ludzi, którzy nie bali się mówić mu prawdę wprost). Ginie wspomniany Klejtos Czarny, który w czasie jednej z uczt otwarcie wyrzuca Aleksandrowi jego przewinienia wobec starych żołnierzy Filipa: ojciec jego przewraca się w grobie, widząc z zaświatów, iż jego dawni żołnierze kłaniać się muszą teraz w pół perskim barbarzyńcom, by uzyskać audiencję u własnego (li tylko z nazwy już) króla; sam zaś Aleksander coraz bardziej pogrąża się – kontynuował Klejtos – w megalomanii, ogłaszając się bogiem i zdobywcą całej Azji, zapominając przy tym, iż gdyby nie jego dzielni, świetnie wyszkoleni jeszcze przez Filipa, gotowi do najwyższych poświęceń wojownicy, nic by nie osiągnął. Za to przemówienie Aleksander, w przypływie niepohamowanej furii, przeszył go włócznią.
Miarę faktycznego szaleństwa Aleksandra dopełniają relacje z wydarzeń z Doliny Indusu, już po wielkiej i szczęśliwej dla króla bitwie nad rzeką Hydaspes. Gdy żołnierze odmówili dalszej drogi w nieznane (po blisko dziesięciu latach walki bardziej niż o kolejnych bogactwach marzyli jedynie o powrocie do domu), Aleksander, świadom, iż oto kończą się jego podboje; nie zostanie władcą świata, nie wykazał śladu zrozumienia. Przeciwnie, był na towarzyszy broni wściekły. Jakby w odwecie, zdecydował się na morderczy marsz z Indii do Babilonu przez pustynię Gedrozję, podczas którego z głodu i pragnienia zmarła ok. połowa żołnierzy.
Po powrocie w cywilizowane strony, na przełomie 324 i 323 roku, Aleksander wydaje tzw. dekret o apoteozie, zarządzający kult własnej osoby w całym państwie, w tym i Grecji oraz Macedonii. Tego było już za wiele. Szczere oburzenie wobec tych boskich pretensji wyraził Antypater, ostatni przedstawiciel „starej gwardii” Filipa II, regent w Macedonii podczas nieobecności Aleksandra. Wydarzenia te stanowią fundament teorii o spisku na życie Aleksandra, podawanej już przez starożytnych autorów. Wielkie rozczarowanie zachowaniem króla w ostatnich latach oraz zapowiedź czystki wśród Macedończyków i Greków, nie godzących się na linię polityczną Aleksandra, miały być głównymi motywami spisku, w którym uczestniczyć miała znakomita większość oficerów, wśród nich postaci tej miary, co Antypater, Krateros, Kassander, Perdikkas, a być może i trzej przyszli diadochowie: Seleukos, Antygones i Ptolemeusz, a który zakończył się śmiercią Aleksandra w czerwcu 323 roku.

Szaleniec czy geniusz?

Trudno zaprzeczyć, iż Aleksander w ciągu ostatnich lat swojego życia pogrążył się jeśli nie w szaleństwie, to na pewno – w duchowej izolacji względem otoczenia. Trudno wszakże zaprzeczyć, iż przez cały ten czas realizował pewien z góry założony plan, który miał zaowocować konsolidacją macedońskiej władzy nad olbrzymim obszarem byłego Imperium Perskiego, a który byłby niemożliwy do wykonania przy pomocy miecza.
Tego realizmu politycznego nie byli w stanie zrozumieć przedstawiciele macedońskiego tradycjonalizmu, programowo odrzucający czołobitny ceremoniał dworski i stopniowe upodabnianie się ich rodzimego króla do obcych helleńskim tradycjom wzorców orientalnej tyranii. Można jednak założyć, iż odwrotna linia polityczna wobec podbitych Persów spowodowałaby permanentny chaos i anarchię na niesłychanie rozległym terytorium, co dla planów samego Aleksandra byłoby jeszcze gorsze. To właśnie przez dezaprobatę własnego otoczenia Aleksander pogrążył się w depresji; tak jak jego najbliżsi druhowie byli rozgoryczeni jego postawą, tak on rozczarowany był ich oporem.
Z drugiej jednak strony, wydaje się, iż sam Aleksander nie zachował właściwych proporcji. Nakazując w pewnym momencie, by w upokarzającym dworskim ceremoniale uczestniczyli także Macedończycy, stworzył wrażenie, iż nie jest już ich królem, a jedynie władcą podbitych Persów. Dla tych ostatnich chciał być bogiem, aby go zaakceptowali, dla tych pierwszych zaś przestał być człowiekiem (w przenośni i dosłownie). Niczym w antycznej tragedii, każdy wybór był dlań zły. W tym jaśniejszych kategoriach jawi się wobec powyższego zagadka, dlaczego tuż po śmierci Aleksandra tak misternie budowane przezeń dzieło rozpadło się w mgnieniu oka, a cały Wschód pogrążył się w nieopisanej anarchii i długotrwałych wojnach diadochów.

Przypisy

1 F. Koneczny, Cywilizacja bizantyńska, Londyn 1973, Wydawnictwo Antyk Marcin Dybowski, s. 19.
2 P. Green, Aleksander Wielki, przeł. A. Konarek, Wydawnictwo WAB, Warszawa 2004, s. 289-290.
3 Tamże, s. 290-291.

Bibliografia

Peter Green, Aleksander Wielki, przeł. A. Konarek, Warszawa 2004.
Feliks Koneczny., Cywilizacja bizantyńska, Londyn 1973
Krzysztof Nawotka, Aleksander Wielki, Wrocław 2007.
Józef Wolski, Historia powszechna. Starożytność, Warszawa 1997.
red. Przemysław Mrówka

Łukasz Ścisłowicz:
Politolog, pasjonat historii. Zajmuje się głównie historią instytucji politycznych, idei oraz zjawisk społecznych i politycznych, zwłaszcza w okresie antyku.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

 źródło