czwartek, 31 lipca 2014

Powstanie Warszawskie - 1 sierpnia w radiowej Jedynce

Już jutro 70 rocznica wybuchu Powstania Warszawskiego.

Miłośnikom historii z czystym sumieniem polecam w ten dzień Pierwszy Program Polskiego Radia.

Będzie można posłuchać rozmów z powstańcami i historykami, będą liczne audycje, ciekawostki - prawdziwa lekcja historii.

Więcej na stronie Radiowej TUTAJ


poniedziałek, 28 lipca 2014

Bitwa pod Bouvines – wielki triumf Filipa Augusta

Monika Juzepczuk
Dokładnie 800 lat temu, w słoneczną lipcową niedzielę, rozegrała się bitwa pod Bouvines – niezwykle ważne starcie w historii Francji, Anglii i Niemiec.

Filip urodził się w 1165 r. Jego matka, Adela z Szampanii, była trzecią żoną króla Ludwika VII. Przydomka „August” użył po raz pierwszy współczesny królowi kronikarz Rigord, mnich z Saint-Denis. Odwoływał się on oczywiście do tradycji starożytnego Rzymu podkreślając, że Filip był władcą niezależnym i że honor przechowywania dziedzictwa rzymskiego nie przypadł w udziale tylko cesarzowi, władcy Niemiec, ale godny jest go również Filip, spadkobierca Karola Wielkiego. Kolejnym powodem nadania tak znaczącego przydomka było to, że Filip powiększył obszar podległy Koronie (powiększać łac. augere). Oprócz tego syn Ludwika VII urodził się w sierpniu (łac. Augustus).
Koronacja Filipa Augusta. Po lewej stronie widoczny król Anglii Henryk II (początek XV w., domena publiczna).

Filip był jedynym synem i spadkobiercą króla Ludwika VII. Zgodnie z tradycją istniejącą już od dawna w rodzie Kapetyngów, król postanowił dokonać koronacji syna za swojego życia. Dzięki temu władcy zapewniali swoim potomkom szybkie i bezproblemowe przejęcie władzy po śmierci poprzednika. Ludwik chorował i wiedział, że jego dni są policzone. Koronację Filipa zaplanowano na rok 1179, jednak niedługo przed wyznaczoną datą uroczystości Filip ciężko zachorował (podobno przeziębił się na polowaniu). Życie następcy tronu było zagrożone. Ludwik VII, choć sam słaby i ciężko chory, udał się na pielgrzymkę do Canterbury, do grobu Tomasza Becketa, biskupa zamordowanego przez rycerzy króla Anglii Henryka II. Wstawiennictwo świętego okazało się skuteczne – młody Filip wrócił do zdrowia i 1 listopada 1179 r., w dzień Wszystkich Świętych, został ukoronowany i namaszczony na króla, tak jak jego przodkowie, w katedrze w Reims. Jego ojciec zmarł niecały rok później, na jesieni 1180 r.

Filip August i Ryszard Lwie Serce

Na początku panowania Filip podlegał wpływom swoich wasali, starszych, doświadczonych ludzi, zwłaszcza możnych hrabiów Szampanii i hrabiego Flandrii Filipa Alzackiego. Młody król ożenił się z jego siostrzenicą, córką hrabiego Hainaut Baldwina V Izabelą. Jako posag otrzymał piękny dar – hrabstwo Artois. Szybko pojawiły się jednak konflikty między królem a jego doradcami. O dziwo, początkowo pomagał w nich Filipowi… Henryk II. Tarcia między Filipem Augustem i Filipem Alzackim dotyczyły oczywiście praw do pewnych ziem, które hrabia dzierżył dzięki małżeństwu z ich dziedziczką Elżbietą, a po jej śmierci nie chciał się ich wyrzec. Konflikt zakończył się w 1186 r. porozumieniem zawartym w Amiens. Filip August zdołał jednak pokazać swoim wasalom, że jest prawdziwym królem, który będzie rządził samodzielnie, bez „opieki” Filipa Alzackiego. Chwilowo udało się więc zażegnać ten konflikt, ale na horyzoncie wciąż rysowała się nieuchronnie rywalizacja z Plantagenetami.
Tymczasem Henryk II doczekał się kilku synów. W 1169 r. najstarszy z nich, imiennik i ulubieniec ojca, Henryk Młody, został ogłoszony oficjalnie następcą tronu i otrzymał część władzy w Anglii, Normandii i Andegawenii. Młodszy Ryszard, który otrzymał później przydomek Lwie Serce, zarządzał Akwitanią, a Godfryd Bretanią, jako mąż dziedziczki tej krainy. Najmłodszy z braci, Jan (później zwany Janem bez Ziemi), nie otrzymał jeszcze żadnego lenna. Braciom spieszno było do zyskania niezależności, a rodzinne zatargi postanowił wykorzystać Filip August, stanowiły one bowiem bardzo dobrą okazję do osłabienia władzy starego króla.

Filip August i Ryszard (autor nieznany,
domena publiczna)
  Pierwsza taka szansa nadarzyła się w 1183 r., kiedy to zmarł ukochany spadkobierca Henryka II. Zachwiało to jego planami podziału królestwa. Na swojego następcę musiał wyznaczyć swojego drugiego syna – przyznał mu ziemie, które dzierżył młody Henryk, a Ryszarda w Akwitanii miał zastąpić najmłodszy Jan. Jednak nowy następca tronu nie otrzymał w swoich nowych ziemiach realnej władzy, nie godził się więc na zamianę z bratem. Wobec oporu syna, król Henryk odmówił mianowania go oficjalnie swoim następcą. Do kłótni rodzinnej dołączył się jeszcze Godfryd z Bretanii, który łakomym okiem patrzył na Andegawenię. Filip August z radością pospieszył z pomocą Ryszardowi i Godfrydowi, i choć ten ostatni zginął w 1186 r. podczas turnieju rycerskiego, pozostał jednak niezadowolony Ryszard, od tej pory nierozłącznie związany z Filipem i prowadzący razem z nim kampanię przeciwko ojcu. Stary władca, chory i zmęczony, zgodził się na zawarcie pokoju z synem w 1189 r. Przyjął wszystkie warunki swoich wrogów; sam miał tylko jeden – chciał zobaczyć listę osób, które przeszły na stronę Filipa i Ryszarda. Na czele listy odnalazł imię swojego najmłodszego syna – Jana. Tego było już za wiele. 6 lipca 1189 r. Henryk II zmarł, a jego spadkobiercą został naturalnie Ryszard, sytuacja zaś uległa całkowitej zmianie. Niedawny sprzymierzeniec Filipa został teraz królem, znalazł się na miejscu zwalczanego ojca, a jedynym możliwym sojusznikiem Filipa pozostał Jan. Tymczasem jednak trzeba było zawrzeć zawieszenie broni – Jerozolima dostała się w ręce niewiernych, a papież wzywał na krucjatę.

Królowie-krzyżowcy

Filip August i Ryszard Lwie Serce wyruszają do Ziemi Świętej w 1190 r., spotykając się później przy oblężeniu Akki. Tam jednak również nie nastąpiła zgoda – napięcie między władcami wciąż rosło, a każdy z nich popierał innego pretendenta do tronu Jerozolimy. 12 lipca 1191 r. Akka została zdobyta, ale Ryszard, który całym sercem oddał się krucjacie, postanowił zostać w Ziemi Świętej i walczyć dalej o wyzwolenie Jerozolimy. Filip natomiast miał zupełnie inne plany. Szczęśliwym zrządzeniem losu podczas walk pod Akką… zginął Filip Alzacki hrabia Flandrii, który nie pozostawił dziedzica. Król bardzo chętnie zajął się uregulowaniem sukcesji po nim, a nowy hrabia musiał mu zapłacić za objęcie tego terytorium. Co więcej, Filip zaczął spiskować z Janem pod nieobecność Ryszarda, a nieobecność ta znacznie się przedłużała. Krzyżowiec podczas powrotu do Anglii dostał się do niewoli swego wroga… księcia Leopolda Austriackiego. Ten szybko dostarczył królewskiego jeńca cesarzowi Henrykowi VI, a on z kolei, na prośbę Filipa Augusta, nie zamierzał szybko go wypuścić.

Sprawę załatwił dopiero znaczny okup i w 1194 r. Ryszard wrócił do Anglii. Nie czekało go jednak miłe przyjęcie… Filip zajął pod jego nieobecność część posiadłości Plantagenetów na północy, przy pełnej akceptacji Jana. Ryszard Lwie Serce, godny swego przydomku, błyskawicznie wkroczył do akcji. Teraz z kolei Filip znalazł się w trudnym położeniu, utracił prawie wszystkie zdobycze, od ostatecznej klęski uratowała go interwencja papieża i… śmierć rywala w 1199 r. Ryszarda zastąpił teraz Jan, który nie dorastał bratu do pięt. Bywał człowiekiem odważnym i skutecznym, ale zdarzały mu się bardzo nierozważne posunięcia dyktowane strachem, często też zrażał do siebie nawet najwierniejszych wasali nie mogąc pohamować mściwości.
Jan bez Ziemi (źr. Historia Anglorum, poł. XIII w.,
domena publiczna).
  Na szczęście dla Filipa odżyły na nowo konflikty w rodzinie Plantagenetów, bowiem swoje prawa do sukcesji zgłosił Artur, bratanek Jana, dziedzic Bretanii, jako syn Godfryda. Początkowo udało się królowi załagodzić ten spór, szybko jednak sam doprowadził do bardzo niebezpiecznej dla siebie sytuacji.

Chmury się zbierają

Jan starał się utrzymać w ryzach możnych z należących do niego ziem francuskich i nie pozwolić, aby ich księstwa terytorialne powiększały się. W 1202 r. takie niebezpieczeństwo stało się bardzo realne. Izabela, dziedziczka Angoulême, została zaręczona z Hugonem de Lusignan hrabią La Marche, co groziło połączeniem ich ziem. Jan postanowił interweniować i... sam ożenił się z Izabelą. Zawiedziony hrabia Hugon domagał się zwyczajowego odszkodowania, ale Jan odmówił i co więcej najechał ziemie Hugona. Ten ostatni, również zgodnie ze zwyczajem, skierował skargę do Filipa Augusta, który był seniorem zarówno Hugona jak i Jana. Radość Filipa musiała być naprawdę wielka. Przysporzył mu jej jeszcze więcej Jan, który nie stawił się przed sądem seniora. 28 kwietnia 1202 r. Filip ogłosił konfiskatę wszystkich ziem władcy Normandii, Andegawenii i Akwitanii – niewiernego i nieposłusznego wasala.
Filipa poparło wielu wasali Jana oraz, oczywiście, jego przeciwnik i bratanek, Artur. Jednak młody Plantagenet został pokonany przez Jana pod Mirebeau i wzięty do niewoli. Od tej pory słuch o Arturze zaginął, a wieść niosła, że został zamordowany przez stryja. Nie przysporzyło to Janowi popularności – większość jego wasali, w tym najmożniejszy z nich Wilhelm des Roches, odwróciła się od niego. Podczas dalszej kampanii wojennej Jan okazał się bierny, szybko wyjechał do Anglii, a tymczasem Filip nie próżnował – udało mu się wreszcie podbić Normandię! Pokój zawarto w 1206 r., na prośbę legata papieskiego. Nastąpiła teraz kilkuletnia przerwa w zmaganiach, podczas której ostatecznie uformowały się wrogie obozy.

Konflikt europejski

Otton IV (przełom XV i XVI w., domena publiczna).
Otton IV (przełom XV i XVI w., domena publiczna). W tym czasie konflikt rozciągnął się jeszcze na nowy teren. Po śmierci cesarza Henryka VI dokonano podwójnej elekcji nowego króla rzymskiego. Część książąt opowiedziała się za Filipem Szwabskim z rodu Staufów, bratem zmarłego Henryka, inni natomiast obrali Ottona Brunszwickiego z rodu Welfów. Papież Innocenty III poparł tego ostatniego, chcąc zakończyć długotrwałą rywalizację o wpływy z rodziną Staufów. Na razie w rozgrywce nie liczył się małoletni syn zmarłego cesarza Fryderyk. Wybuchła wojna domowa, włączył się do niej również król Anglii Jan bez Ziemi, popierając swojego siostrzeńca Ottona.
W 1208 r. Filip Szwabski został zamordowany, przed Ottonem otworzyła się więc prosta droga do tronu. Dzięki poparciu papieża bardzo szybko koronowano go na cesarza. Otton obiecał Innocentemu współpracę i posłuszeństwo, ale kiedy tylko poczuł się pewniej zapomniał o wszystkich obietnicach, a nawet zaczął się przygotowywać do najazdu na północną Italię. Nic dziwnego, że papież poczuł się głęboko rozczarowany, a zadzieranie z Innocentym III zazwyczaj nie kończyło się dobrze. Papież ekskomunikował Ottona i znalazł szybko kontrkandydata do korony – Fryderyka, syna Henryka VI, który tymczasem trochę podrósł. Główny sojusznik Ottona Brunszwickiego, Jan bez Ziemi, wdał się tymczasem również w konflikt z Innocentym III, przeciwstawiając się nominacji biskupa Canterbury Stefana Langtona i ściągając na siebie klątwę papieską w 1209 r. Wobec sojuszu Plantagenetów z Welfami Filip August oczywiście popierał Staufów, a więc najpierw Filipa Szwabskiego, a później Fryderyka. Zarysowały się więc dwa obozy: po jednej stronie papież, Fryderyk i Filip, po drugiej Otto i Jan. Na tym jednak nie koniec. Do obozu Jana i Ottona dołączyli jeszcze dwaj niezadowoleni francuscy hrabiowie.

Renald z Dammartin i Ferrand z Flandrii

Pierwszy z nich, Renald z Dammartin, był hrabią Boulogne, znał Filipa Augusta od dziecka, to król pasował go na rycerza. Jednak nie chciał on zgodzić się na zwiększenie zależności od króla, porzucił go i schronił się u Jana bez Ziemi. Ferrand z Flandrii był synem króla Portugalii i swoje hrabstwo osiągnął dzięki małżeństwu z jego dziedziczką, Joanną, w 1212 r. Jednak przed objęciem lenna w posiadanie utracił z niego na rzecz syna Filipa Augusta, księcia Ludwika, dwa bardzo ważne miasta – Aire i Saint-Omer.
W 1213 r. Jan bez Ziemi pogodził się z papieżem, ale konflikt z Filipem wisiał w powietrzu. W maju tego roku król Francji zaczął zbierać flotę, aby dokonać inwazji na Anglię. Miała ona wyruszyć z Damme, portu Brugii we Flandrii. Jednak hrabia Ferrand odmówił udziału w przedsięwzięciu mówiąc, że nie jest zobowiązany do odbywania służby w szeregach króla poza granicami kraju, i opuścił dwór Filipa. Flota króla Francji zebrana w porcie została zniszczona przez niespodziewany wypad angielski – sen o inwazji na wyspę nie miał się spełnić. Nowym teatrem wojny stała się więc Flandria, ponieważ Filip postanowił ukarać Ferranda za niewierność. Tymczasem w lutym 1214 r. dotarła do niego wiadomość o lądowaniu Jana w La Rochelle. Wraz z synem Ludwikiem Filip wyruszył mu naprzeciw, ale w kwietniu armię trzeba było rozdzielić, nadeszły bowiem wieści o nowym niebezpieczeństwie nadchodzącym z północy. Do Francji zbliżała się armia Ottona IV, wspieranego przez hrabiego Renalda i hrabiego Ferranda oraz wojska angielskie, prowadzone przez hrabiego Salisbury Wilhelma, nieślubnego syna Henryka II. Tę „międzynarodową” koalicję łączyła niechęć do Filipa Augusta oraz… pieniądze Jana bez Ziemi. Wobec tego nowego niebezpieczeństwa Filip z częścią armii udał się na północ pozostawiając walkę z Janem swemu synowi, Ludwikowi. Królewiczowi udało się 2 lipca 1214 r. pod La-Roche-aux-Moines zmusić Jana i jego wojsko do odwrotu. Król Anglii nie włączył się już w działania wojenne i pozostał biernym obserwatorem. Tymczasem wojsko dowodzone przez Ottona, a walczące przede wszystkim za sprawę Jana, zbliżało się coraz bardziej do francuskich ziem.
Bitwa pod Bouvines (XIV w., domena publiczna).

Filip August udał się do Flandrii i tam oczekiwał nadciągającego wojska Ottona, nie zamierzał jednak wydać mu bezpośredniej bitwy i świadom bliskości przeciwnika zaczął się wycofywać. Kiedy armia Filipa przystąpiła do przeprawy przez most w Bouvines okazało się, że wróg jest tuż, gotowy do walki. Zdania wśród doradców Filipa były podzielone: większość z nich obawiała się bitwy. Po pierwsze dlatego, że 27 lipca był to dzień święty, niedziela, kiedy nie wolno toczyć walk i przelewać krwi. Po drugie bitwa była uważana za bardzo niebezpieczne przedsięwzięcie. Wojnę można było przeciągać długo, ale bitwa była rozstrzygającym sądem, w którym Bóg ostatecznie objawiał swoją wolę. Gdyby Filip przegrał, utraciłby swój autorytet – znaczyłoby to, że nie cieszy się już poparciem Opatrzności, nie jest godnym korony. To ryzyko zawsze było obecne podczas średniowiecznych bitew, dlatego też ostatnie wielkie starcie jakie ośmielili się stoczyć Kapetyngowie rozegrało się… w 1119 r., a więc prawie sto lat wcześniej! Kapelan Filipa i autor najbardziej wiarygodnej relacji o bitwie pod Bouvines Wilhelm Bretończyk mówi, że przed podjęciem ostatecznej decyzji król udał się do kapliczki...
... i wzniósł krótką modlitwę do Pana naszego. Kiedy zjawił się znowu kazał podać sobie co rychlej broń, po czym wskoczył na rumaka żwawo, a przepełniony był takim weselem, jak gdyby na gody się udawał, czy na inszą zabawę.
Wojska przeprawione już przez most zawróciły i ustawiły się do bitwy… Filip wygłosił jeszcze przemowę zagrzewającą jego oddziały do walki w słusznej sprawie, przeciwko wrogowi wyklętemu przez samego papieża.

Krwawa niedziela?

Na prawym skrzydle armii Filipa znajdowały się oddziały dowodzone przez księcia Burgundii i biskupa Guérina, należącego do zakonu templariuszy. Walczyli oni przeciwko hrabiemu Ferrandowi z Flandrii. Na lewym skrzydle znajdował się kuzyn króla Piotr z Dreux, a naprzeciw niego po stronie angielskiej walczyli Reginald z Dammartin i Wilhelm Długi Miecz hrabia Salisbury. W centrum znajdował się król Filip August otoczony przez najbliższych doradców, pod czerwono-złotym sztandarem królów Francji zwanym oriflamme, a naprzeciw niego miejsce w szyku wrogów zajmował Otto. Według badaczy armia Filipa liczyła około 1300 rycerzy, tyle samo konnych pachołków oraz 4-6 tys. pieszych, dostarczonych głównie przez komuny miejskie. Szacuje się, że wojska koalicji były nieco liczniejsze. Oddziały Ottona były ustawione na polu bitwy mniej korzystnie niż armia Filipa – gorące lipcowe słońce świeciło im prosto w oczy.
Bitwa pod Bouvines (początek XV w., domena publiczna).

Walka rozpoczęła się koło południa, w letnim skwarze i kurzu, na prawym skrzydle francuskim. Najbardziej dramatyczne i decydujące w oczach kronikarza były wydarzenia rozgrywające się w centrum. Tutaj starły się bezpośrednio oddziały Filipa i Ottona. Jak pisze Wilhelm Bretończyk:
Otton i otaczający go Teutoni zamiarują przedrzeć się do króla i w jego to osobę chcą godzić, [rycerze] murem przed nim stanęli, ażeby stawić czoła teutońskiej zawziętości i ją powstrzymać. […] i kiedy tak bój toczyli z Ottonem i Niemcami, nieprzyjacielscy piechurzy przedarli się naprzód, z nagła króla napadli i na ziemię go z konia ściągnęli włóczniami i żelaznymi hakami. I gdyby go nie chroniły męstwo niezwykłe oraz zbroja niepospolitych zalet, niechybnie by zginął z ich rąk.
Jednak wierni rycerze czuwali:
…oni to rozgromili i wybili napastników, król zaś wskoczył na siodło z niewiarygodną zwinnością.
Otton został zmuszony do ucieczki z pola walki, najznamienitsi z jego wodzów dostali się do niewoli. Bitwa skończyła się około godziny 17. Nie była ona jednak tak krwawa, jak może się nam dziś wydawać. Z relacji Wilhelma Bretończyka wiemy o śmierci dwóch tylko rycerzy. Celem bitwy nie było bowiem zabicie przeciwnika, gdyż jako martwy nie przedstawiał on żadnej wartości. Bitwa w tamtych czasach była swoistym polowaniem na ludzi – chodziło o wzięcie ich do niewoli, aby otrzymać wykup. Zabić chciano tylko wodza, a więc króla przeciwników, zatem życie Filipa rzeczywiście znajdowało się w niebezpieczeństwie.

Zdobycze

Do niewoli francuskiej dostało się około 130 rycerzy, wśród nich obaj najwięksi zdrajcy: Reginald hrabia Boulogne i Ferrand z Flandrii. Wieść niosła, że poprzysięgli oni zabić Filipa Augusta podczas bitwy oraz zamierzali dokonać podziału jego ziem między siebie. Reginald pozostał więźniem króla aż do swej śmierci w 1227 r., zaś Ferrand odzyskał wolność po dwunastu latach. Filip nie potraktował ich tak jak do tej pory – jak wiarołomnych wasali, ale jak prawdziwych zdrajców. Zaczynało się kształtować poczucie narodowej wspólnoty Francuzów: Filip był pierwszym królem, który używał tytułu króla Francji (a nie jak dotąd króla Franków), władza jego została związana z konkretnym terytorium. Jako pierwszy z dynastii Kapetyngów nie przeprowadził również koronacji syna za swojego życia – Ludwik miał zapewnioną spokojną sukcesję dzięki autorytetowi ojca.
Zdobycze Filipa Augusta. Niebieski: domena królewska, zielony: lenna, żółty: lenna kościelne, czerwony: ziemie Plantagenetów (aut: Vol de nuit, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Filip August był prawdziwym zwycięzcą bitwy i wieloletnich zmagań. Dalsza część jego panowania upływała spokojniej, ale konflikt z Anglią nie został zażegnany – Plantageneci nie utracili wszystkich kontynentalnych posiadłości, zachowali jeszcze Poitou i Gaskonię… Walki o nie toczyć będzie jeszcze syn Filipa, a także jego następcy, rywalizacja francusko-angielska doprowadzi zaś w końcu do wojny stuletniej i dopiero ona ostatecznie rozstrzygnie stary konflikt. Po Bouvines Anglia pogrążyła się w chwilowym chaosie, baronowie wypowiedzieli posłuszeństwo Janowi i zmusili go do wydania Wielkiej Karty Swobód. Bitwa przypieczętowała los Ottona IV, który wycofał się z rywalizacji o koronę i zmarł w zapomnieniu cztery lata później.

Bibliografia:

  • Baldwin John, Philippe Auguste et son gouvernement, tłum. franc. B. Bonne, Fayard, Paris 1991.
  • Baszkiewicz Jan, Historia Francji, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1994.
  • Boucheron Patrick, Georges Duby a-t-il inventé Bouvines?, „L’Histoire”, nr 399 (5/2014).
  • Chauou Amaury, La défaite vue d’Angleterre, „L’Histoire”, nr 399 (5/2014).
  • Duby Georges, Bitwa pod Bouvines; niedziela 27 lipca 1214, tłum. M. Tournay-Kossakowska, A. Falęcka, PIW, Warszawa 1988.
  • Forte Angelo i in., Państwa wikingów. Podboje – władza – kultura. Wiek IX–XI, WN PWN, Warszawa 2010.
  • Genet Jean-Philippe, Une guerre européenne, „L’Histoire”, nr 399 (5/2014).
  • Hallam Elizabeth m., Everard Judith, Francja w czasach Kapetyngów 987-1328, tłum. U. Kowalczyk, WN PWN, Warszawa 2008.
  • Hélary Xavier, Au coeur des combats, „L’Histoire”, nr 399 (5/2014).
  • Zins Henryk, Historia Anglii, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2001.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Monika Juzepczuk:
Studentka historii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią średniowiecza, szczególnie dziejami Bizancjum i Francji. Jej inne pasje to muzyka klasyczna, zwłaszcza opera i literatura współczesna.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Źródło 

W północnej Anglii odnaleziono rzymski fort z chrześcijańskimi reliktami

Joanna Łatka
W Binchester w hrabstwie Durham w Wielkiej Brytanii dokonano kolejnych odkryć w niezwykłym rzymskim forcie. Znaleziony w nim srebrny pierścień może być dowodem wczesnych oznak chrześcijaństwa w rzymskiej Brytanii. Archeolodzy odkryli także łaźnię o wysokości 2 metrów.
Po odkopaniu spektakularnej łaźni archeolodzy nazwali fort Binchester „Pompejami Północy”. Ściany łaźni, jak i przestrzeń rekreacyjna, zostały pokryte jaskrawymi kolorami i wzorami. Znalezisko zawiera nietypową podłogę, otwory drzwiowe, okienne i ołtarz dla rzymskiej bogini Fortuny – domowej opiekunki.
Ruiny fortu Binchester (fot. John Phillips, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 2.0 Generic).

Forma pierścienia budowli i kształt kamienia wydają się wskazywać pochodzenie budowli na trzeci wiek – mówi dr David Petts, który koordynuje projekt. Po czym dodaje: _To zaskakująco wczesna data dla chrześcijańskiego obiektu w Wielkiej Brytanii, ponieważ wyprzedza czasy Konstantyna I. Władca ten został obwołany w 306 roku cesarzem Brytanii, a jego panowanie cechowało się przechodzeniem z pogaństwa na chrześcijaństwo.
Archeolodzy zastanawiają się także nad srebrnym pierścieniem jako symbolem chrześcijaństwa. Na wyraźne konotacje z tą religią wskazuje fakt, że relief w środku przedstawia dwie ryby wiszące z kotwicy. Jego powstanie datowane jest na trzeci wiek. Jeżeli przypuszczenia się sprawdzą, będzie to najstarszy chrześcijański obiekt na tych terenach. Takiego typu znaleziska występują w innych częściach Imperium Rzymskiego, ale to dopiero drugi przypadek z Wielkiej Brytanii. Dowody rzymskiego chrześcijaństwa są rzadkie w północnej Anglii, a pochodzące sprzed okresu panowania cesarza Konstantyna – jeszcze rzadsze.
Wyjątkowo dobrze zachowaną łaźnię znaleziono w jednym z wykopów. W pracy przeszkadza jednak ilość ziemi jaką trzeba wywieźć, jednak archeolodzy chcą kopać jeszcze przez jeden sezon. W odkrytej łaźni znajdują się otwory w ścianach, co może świadczyć o tym, że używano wodnej instalacji składającej się z ołowianych rur lub innego mechanizmu kierowania wody.

Drugie odkrycie jest lepiej zachowane i zawiera prostokątny rzymski barak dla kawalerii i stajnię dla koni. Według dr Pettsa, najwcześniejszy etap budowy był większym budynkiem z dwoma rzędami pomieszczeń, w którym jeden zawierał salę, gdzie spali ludzie, w drugi znajdowało się miejsca dla koni.
W pewnym momencie, może w czwartym wieku, cała konstrukcja została zmniejszona do rozmiary mniejszego budynku. Miał to być mały oddzielny obiekt, prawdopodobnie kwatera dla oficera. Wciąż pracujemy jednak nad dokładnym określeniem wieku z jakiego pochodzi. Prawdopodobnie przetrwał do początku wieku piątego - mówi dr Petts. Według archeologów latryny w budynku były regularnie oczyszczanie przez rynny z ulicy. Ścieki były zabierane przez specjalne łukowate otwory w ścianie i odprowadzane do sąsiedniego rowu.
Komputerowa rekonstrukcja fortu Binchester (aut. Jin Zan, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).

Według archeologa cennym znaleziskiem jest ceramiczna twarz z późnoromańskiego garnka oraz ołtarz zbudowany na część bogini Fortuny. Dr Petts twierdzi, że jest on przypomnieniem, że łaźnie miały więcej celów niż tylko zachowanie higieny. Według niego były ośrodkami życia społecznego – określa je jako nowoczesne centra dla przyjemności, wskazując na napis zrobiony przez emerytowanego żołnierza, który służył w hiszpańskiej kawalerii i opisał swoją pozycję jako „architectus”. Sam budynek i wspaniały wachlarz artefaktów ma lepiej pokazać i pozwolić zrozumieć życie na granicy północnej w okresie rzymskim.
Binchester, stojący w pobliżu rzeki Wear, znany był Rzymianom jako Vinovia i miał pod opieką drogę biegnącą od siedziby legionów w północnym Yorku aż do wałów Hadriana. Tworzył kluczowy element kompleksowego systemu granicznego po obu stronach muru, który wyznaczył północną krawędź Cesarstwa Rzymskiego na 400 lat.
Źródła: culture24.org.uk, dailymail.co.uk
Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Joanna Łatka:
Studentka historii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się propagandą wizerunków królów w sztuce, historią sztuki, ziemiami polskimi w czasie zaborów i II Rzeczpospolitą, a także malarstwem, sutaszem i grafiką komputerową.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org


Źródło
 

niedziela, 27 lipca 2014

Droga do Bouvines

Monika Juzepczuk
800 lat temu doszło do bitwy pod Bouvines – jednego z największych i najbardziej znanych starć średniowiecza. Doprowadziła do niego długa i trudna rywalizacja.

Bitwa pod Bouvines stanowiła kulminacyjny moment w dotychczasowych zmaganiach władców Francji i Anglii – to dzięki niej nastąpiło chwilowe zażegnanie niebezpieczeństwa, zagrażającego istnieniu monarchii Kapetyngów. Przez jej współczesnych traktowana była jak sąd Boży: Opatrzność przyznała zwycięstwo Filipowi Augustowi, przez co stało się jasne, że jego poczynania są miłe Bogu, który udziela mu swego poparcia w dziele umacniania królestwa Francji. Przyczyniła się również do kształtowania narodowej wspólnoty Francuzów.
Tymczasem w Anglii po bitwie upadł ostatecznie autorytet Jana bez Ziemi, baronowie zbuntowali się przeciwko niemu i wymusili na nim wydanie Wielkiej Karty Swobód – pierwszego dokumentu na drodze do ukształtowania ustroju monarchii parlamentarnej.
W wyniku klęski pod Bouvines król Niemiec Otton IV ostatecznie utracił szanse na utrzymanie cesarskiej korony, która przypaść miała Fryderykowi II. Jak doszło do tego wszystkiego? Kim byli główni aktorzy tego wydarzenia i co ich poróżniło? Aby dobrze to zrozumieć, musimy cofnąć się w czasie…
Bitwa pod Bouvines (aut. Horace Vernet, domena publiczna).

Wszystko zaczyna się od… wikingów

Dwieście lat wcześniej Anglia padła łupem królów Danii: władca Ethelred II w 1013 r. musiał uchodzić z wyspy, trzy lata później jego syn Edmund poniósł klęskę w bitwie pod Ashingdon, a na opuszczonym tronie zasiadł król Kanut IV. Niektórzy badacze uważają, że matką tego wybitnego władcy była... córka Mieszka I i siostra Bolesława Chrobrego Świętosława. Kanut panował w Danii i Anglii aż do swej śmierci w 1035 r. Po krótkich rządach jego synów, Harolda i Harthakanuta, zakończonych w 1042 r., tron angielski znowu był wolny, czekając na prawowitego dziedzica.

Król Ethelred w 1013 r. schronił się przed podbojem duńskim w Normandii, gdzie rządy sprawował ojciec jego żony Emmy Ryszard I. Ten ostatni był potomkiem wodza wikingów Rollona, który otrzymał Normandię wraz z tytułem hrabiego w 911 r. od króla Franków Karola Prostego w zamian za złożenie hołdu i obowiązek obrony terytorium przed innymi wikińskimi drużynami, pustoszącymi wówczas Europę Zachodnią. Normandia stała się silnym hrabstwem, dobrze zorganizowanym i przynoszącym bardzo duże dochody. Król Ethelred umarł tutaj na wygnaniu w 1016 r., a jego syn Edward, nazwany później Wyznawcą, spędził w kraju swojego dziadka 27 lat, czekając na wielką chwilę. Tymczasem władza w Normandii przypadła w 1035 r. młodemu hrabiemu Wilhelmowi.
W 1042 r. Edward mógł wreszcie wrócić na swój tron, jednak jego pozycją wciąż była słaba: zagrażali mu teraz Norwegowie. Edward musiał prowadzić ostrożną politykę, aby nikogo do siebie nie zrazić, a w razie zagrożenia zyskać niezbędną pomoc. Ponieważ nie miał następcy obiecał tron Anglii po swojej śmierci... aż kilku osobom. W 1066 r. Edward zmarł i rozpoczęła się wielka rozgrywka o koronę, do której stanęli trzej pretendenci: przedstawiciel rodu hrabiów Wessexu Harold, król Norwegii Harald Hardrada i Wilhelm z Normandii. Haroldowi udało się pokonać wojska norweskie, ale 4 października 1066 r. uległ Wilhelmowi w bitwie pod Hastings. Władca Normandii został więc królem Anglii. Zaczęła się tworzyć ciekawa sytuacja, w której władca Anglii był jednocześnie wasalem króla Francji z terytorium Normandii. Pierwszy krok został zrobiony. Na kolejny trzeba było poczekać prawie sto lat.

Dynastia Plantagenetów

Henryk II Plantagenet
  Po śmierci Wilhelma władzę obejmowali po kolei jego synowie. Ostatni z nich, Henryk I, zmarł w 1135 r. nie pozostawiając męskiego potomka. Miał jednak córkę, Matyldę, którą wydał za Gotfryda Plantageneta (zwanego tak, ponieważ nosił przy kapeluszu gałązkę janowca, fr. genêt), hrabiego Andegawenii, władającego również Maine, Vendôme, Turenią, Saintonge, a więc znaczną częścią zachodniej Francji. W 1133 r. Gotfrydowi i Matyldzie urodził się syn Henryk, którego dziadek przeznaczył na swego następcę. Nie było to jednak takie proste: w chwili śmierci Henryka I jego wnuk był jeszcze dzieckiem, a tron Anglii opanował Stefan hrabia Blois (również położonego we Francji). Wojna domowa ciągnęła się długo, ale w 1154 r., już po śmierci Stefana, Henryk został koronowany na króla Anglii.

Wraz z koroną odziedziczył również władzę w Normandii, po ojcu natomiast otrzymał Andegawenię. Jego ziemie we Francji stawały się niebezpiecznie rozległe i chociaż swoje francuskie posiadłości dzierżył jako wasal króla, któremu składał z nich hołd, był silniejszy od swojego seniora. Zwłaszcza że dwa lata przed objęciem angielskiego tronu Henryk rozszerzył jeszcze bardziej swoje wpływy, wykorzystując błąd króla Francji Ludwika VII. Niepowtarzalną szansę stworzył młodemu władcy… rozwód Ludwika.

Kapetyngowie

Władza króla Francji w połowie XII w. ograniczała się właściwie do terenów Ile-de-France, czyli ziem wokół Paryża. Pozostałe obszary znajdowały się pod kontrolą władców terytorialnych. Byli oni wasalami króla, ale faktyczna władza na ich terenie należała tylko do nich. Wpływy króla były silniejsze lub słabsze, w zależności od aktualnej sytuacji politycznej, układu stosunków między baronami oraz siły charakteru poszczególnych władców. Południe Francji najbardziej wymykało się kontroli Kapetyngów – mieszkańcy tych terenów posługiwali się nieco innym językiem, ich kultura była inna, przez długi okres pozostawała pod rzymskim wpływem, wreszcie duże poparcie zyskała tam herezja katarów (zwanych w Langwedocji albigensami), co doprowadziło do zorganizowania wyprawy krzyżowej. Władcy najważniejszych księstw Północy, hrabiowie Flandrii, Szampanii, Blois i Burgundii, lennicy króla, raz znajdowali się w jego obozie, kiedy indziej występowali przeciwko niemu łącząc się w koalicje i starając się zachować jak największą niezależność.
Ludwik VII
  Kapetyngowie przejęli koronę Francji w 987 r., kiedy na króla został wybrany Hugo Kapet, a od władzy odsunięto coraz słabszych i pozbawionych wpływów władców karolińskich. Przez kolejne lata ich ziemie padały łupem najazdów wikingów, którzy pustoszyli najbogatsze krainy, a król nie był w stanie interweniować wszędzie i bronić swoich poddanych w kilku miejscach jednocześnie. W X w. władza książąt terytorialnych zaczęła niebezpiecznie wzrastać. Wpływy w okolicznych księstwach zaczął na nowo zdobywać dopiero król Ludwik VI, panujący w latach 1108-1137. Król starał się dzięki zawieraniu sojuszy, udzielaniu pomocy jednym hrabiom przeciwko innym oraz związkom matrymonialnych rozszerzyć obszar swojego księstwa terytorialnego. W 1137 r. władzę objął po nim jego syn, Ludwik VII. W tym samym roku młody król zawarł niezwykle korzystny związek małżeński z Eleonorą, córką i jedyną spadkobierczynią Wilhelma X księcia Akwitanii, władcy Poitou, Limousin i Gaskonii. Król, jako nowy książę Akwitanii, rozciągnął więc swoje panowanie na ogromnych obszarach południowo-zachodniej Francji. Wydawało się, że jego dominacja w tym regionie jest już pewna. Niestety, popełnił ogromny błąd strategiczny. Na bieg historii bardzo często wpływają ludzkie uczucia, bliskie również nam, ludziom żyjącym w XXI wieku.

Eleonora Akwitańska

Król Ludwik w 1147 r. wyruszył na krucjatę do Ziemi Świętej. Była to już druga wyprawa zorganizowana na wieść o upadku hrabstwa Edessy w 1144 r. Nie przyniosła ona jednak spodziewanego efektu – krzyżowcy ponieśli kilka spektakularnych porażek i musieli wracać do domów z pustymi rękoma. Ludwik zapłacił jednak jeszcze większą cenę niż inni uczestnicy krucjaty. W podróży towarzyszyła mu małżonka. Zaczął się wtedy rodzić wielki konflikt pomiędzy Ludwikiem i Eleonorą. Królową oskarżano potem o nieprzyzwoite zachowanie, wydawało się, że ma ochotę zdradzić króla… ze swoim stryjem. Nie wiemy co naprawdę wydarzyło się wtedy między nimi. W 1149 r. papieżowi Eugeniuszowi III udało się jeszcze pogodzić zwaśnionych małżonków, ale w 1152 r. na synodzie w Beaugency ogłoszono, że małżeństwo króla z Eleonorą Akwitańską jest nieważne z powodu… zbyt bliskiego pokrewieństwa. Takie uzasadnienie unieważnienia małżeństwa było często i chętnie stosowane w średniowieczu, bardzo restrykcyjne ograniczenia dotyczące dopuszczalnego stopnia pokrewieństwa umożliwiały prawie zawsze znalezienie podstaw do zerwania. Nie obciążały przy tym winą za nie żadnej ze stron.
Francja około roku 1154 roku
.
Wraz z Eleonorą Ludwik utracił wszystkie należące do niej ziemie – nie władał nimi przecież jako król Francji, ale jedynie jako mąż spadkobierczyni hrabiego. Teraz wszystkie prawa wracały do niej. Tak bogata dziedziczka nie mogła rzecz jasna długo pozostać niezamężna, a idealny kandydat pojawił się już kilka miesięcy po unieważnieniu małżeństwa. Był to nie kto inny jak… Henryk II, król Anglii, książę Normandii, hrabia Andegawenii. Teraz został na dokładkę księciem Akwitanii. Jego ziemie otoczyły malutkie księstwo terytorialne króla Francji, a wszyscy niezadowoleni wasale Ludwika mogli szukać przeciwko niemu pomocy u Henryka. Jakby tego było mało, Plantagenet zdołał podporządkować sobie również Bretanię – w 1166 r. zaręczył swojego syna Godfryda z dziedziczką tego księstwa Konstancją, a w 1181 r. odbył się ich ślub. Król Francji nie mógł już nie dostrzegać zagrożenia ze strony Henryka i nie mógł spokojnie patrzeć na rozrost jego wpływów. Zaczynała się walka, która miała zadecydować o istnieniu królestwa Franków. Poprowadzić ją miał syn Ludwika VII – Filip II August.

Bibliografia:

  • Baldwin John, Philippe Auguste et son gouvernement, tłum. franc. B. Bonne, Fayard, Paris 1991.
  • Baszkiewicz Jan, Historia Francji, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 1994.
  • Boucheron Patrick, Georges Duby a-t-il inventé Bouvines?, „L’Histoire”, nr 399 (5/2014).
  • Chauou Amaury, La défaite vue d’Angleterre, „L’Histoire”, nr 399 (5/2014).
  • Duby Georges, Bitwa pod Bouvines; niedziela 27 lipca 1214, tłum. M. Tournay-Kossakowska, A. Falęcka, PIW, Warszawa 1988.
  • Forte Angelo i in., Państwa wikingów. Podboje – władza – kultura. Wiek IX–XI, WN PWN, Warszawa 2010.
  • Genet Jean-Philippe, Une guerre européenne, „L’Histoire”, nr 399 (5/2014).
  • Hallam Elizabeth m., Everard Judith, Francja w czasach Kapetyngów 987-1328, tłum. U. Kowalczyk, WN PWN, Warszawa 2008.
  • Hélary Xavier, Au coeur des combats, „L’Histoire”, nr 399 (5/2014).
  • Zins Henryk, Historia Anglii, Zakład Narodowy im. Ossolińskich, Wrocław 2001.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Monika Juzepczuk:
Studentka historii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią średniowiecza, szczególnie dziejami Bizancjum i Francji. Jej inne pasje to muzyka klasyczna, zwłaszcza opera i literatura współczesna.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

Źródło

piątek, 25 lipca 2014

Obóz na Majdanku (KL Lublin): powstanie, zbrodnie, wyzwolenie

Bogumił Rudawski
W nocy z 22 na 23 lipca 1944 roku armia radziecka zajęła teren obozu koncentracyjnego na Majdanku w Lublinie. Wkroczenia wojsk sowieckich doczekała mała grupa ok. 500 więźniów. Obóz ten był pierwszym tego typu obiektem na ziemiach polskich oswobodzonym przez Armię Czerwoną.
Obóz koncentracyjny na Majdanku powstał jesienią 1941 roku. O jego utworzeniu zdecydował Heinrich Himmler podczas swojej wizyty w Lublinie w lipcu 1941 roku. Za organizację kacetu bezpośrednio odpowiedzialny był Odilo Globocnik, dowódca SS i policji dystryktu lubelskiego. Formalne polecenie budowy wydano 22 września 1941 roku, na lokalizację wybrano zaś teren po wschodniej stronie Lublina, przy dzielnicy nazywanej Majdan Tatarski, od której wzięła się zwyczajowa nazwa obozu. Funkcjonuje ona do dziś i przyjęła się w literaturze naukowej, choć w oficjalnej nomenklaturze do roku 1943 był to Kriegsgefangenenlager der Waffen SS Lublin (Obóz Jeniecki Waffen SS Lublin), a później Konzentrationslager der Waffen SS Lublin (Obóz Koncentracyjny Waffen SS Lublin).
Mauzoleum oraz „Droga Hołdu i Pamięci” na terenie dawnego obozu na Majdanku (fot. Krzysztof Kokowicz, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska)
 
Pierwszymi więźniami, którzy przybyli w październiku 1941 roku na Majdanek, byli jeńcy radzieccy. Stanowili oni główną grupę osadzonych w obozie w ciągu pierwszych sześciu miesięcy jego funkcjonowania. Kierowano tutaj wziętych do niewoli czerwonoarmistów, dawnych żołnierzy polskich (przede wszystkim pochodzenia żydowskiego), a także m.in. żołnierzy włoskich, którzy po obaleniu Mussoliniego stanęli po stronie aliantów. Liczni byli również więźniowie polityczni, przeważnie Polacy. Początkowo wysyłano tu jedynie mężczyzn, ale od października 1942 zaczął tutaj funkcjonować również obóz dla kobiet. W KL Lublin przetrzymywano także dzieci żydowskie, polskie (przede wszystkim z Zamojszczyzny) i białoruskie.

Pewną specyfiką tego obozu koncentracyjnego było umieszczenie w nim niemałej grupy osób pochodzenia chłopskiego. Było to ściśle związane z akcją wysiedlania Polaków z terenu Zamojszczyzny oraz z późniejszymi akcjami pacyfikacyjnymi wymierzonymi w partyzantkę. Dla tej kategorii więźniów był to obóz przejściowy, gdyż większość z nich trafiała po selekcjach na roboty przymusowe do Rzeszy. Jednak największy odsetek osadzonych stanowili Żydzi z Polski i Słowacji. Byli oni transportowani tutaj przede wszystkim w latach 1942 i 1943, czyli w okresie akcji Reinhard, w ramach której powstały ośrodki zagłady w Bełżcu, Sobiborze i Treblince. Majdanek spełniał rolę ośrodka koncentracji ludności żydowskiej wykorzystywanej jako niewolnicza siła robocza. Przewożeni tu Żydzi wykorzystywani byli do pracy przy wznoszeniu obiektów i urządzeń obozowych. KL Lublin był także miejscem zagłady kilkudziesięciu tysięcy Żydów, z czego prawie 1/3 zginęła w ciągu jednego dnia w ramach akcji Erntefest (dożynki).
W pierwszej połowie 1944 roku do obozu na Majdanku przetransportowano więźniów będących w stanie kompletnego wyniszczenia fizycznego oraz nieuleczalnie chorych. W sumie przybyło tu ponad 20 transportów z około 18 tys. osób z różnych obozów koncentracyjnych, rozmieszczonych przede wszystkim na terenie Rzeszy. Większość tych ludzi zmarła w lubelskim obozie.
Według najnowszych ustaleń szacuje się, że obóz koncentracyjny na Majdanku przeszło ok. 150 tys. więźniów. Zginęło tutaj blisko 80 tys. osób, z czego aż 60 tys. stanowili Żydzi.
Pomnik Walki i Męczeństwa na terenie dawnego obozu na Majdanku (fot. Alians PL, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 niezlokalizowana)
 

Masowe zbrodnie na Majdanku

W KL Lublin miała miejsce masowa zagłada kilkudziesięciu tysięcy osób, zamordowanych w wyniku egzekucji oraz w komorach gazowych, które działały od września 1942 do września 1943 roku, czyli w czasie trwania akcji Reinhard. Ginęli w nich przede wszystkim osadzeni, którzy podczas okresowych selekcji przeznaczeni zostali do uśmiercenia.
Najczęściej spotykaną formą masowej likwidacji więźniów były egzekucje za pomocą broni palnej. Odbywały się one w zasadzie przez cały okres funkcjonowania obozu i dotykały zarówno zarejestrowanych więźniów tego ośrodka, jak też osoby, które nie zostały zewidencjonowane. Pierwszymi ofiarami rozstrzeliwań byli radzieccy jeńcy wojenni. Później egzekucje zintensyfikowano wraz z napływem ludności żydowskiej w 1942 roku. Podobnie jak w innych nazistowskich ośrodkach, likwidowane były także osoby chore (np. na tyfus plamisty). Niezależnie od masowych rozstrzeliwań, w obozie na Majdanku praktykowano także mordowanie więźniów za pomocą żelaznych łomów.

Największa egzekucja miała miejsce 3 listopada 1943 roku. Jednego dnia zginęło wówczas w KL Lublin 18 tys. Żydów, zamordowanych w ramach wspomnianej wcześniej akcji Erntefest. Niemcy zlikwidowali wówczas Żydów przebywających jeszcze w obozach na terenie dystryktu lubelskiego. Więźniów rozstrzelano w specjalnie wykopanych rowach na polu VI obozu. Estera Kerzner, która przeżyła tę egzekucję, relacjonowała później:
Najpierw wykończono mężczyzn, a potem kobiety. Musiały one wejść do baraku, w którym rozbierały się do naga. Potem ustawiały się piątkami. Mówiono im, że idą do innego obozu. […] Zaprowadzono je nagie na pole nr VI. Tam były rowy. Za każdą piątką stali esesmani, którzy strzelali do nich i wtrącali do rowów. Rowy po jakimś czasie falowały, gdyż leżały w nich trupy razem z żywymi jeszcze ludźmi. Po kilku dniach zaczęto wypróżniać rowy i palić zwłoki.
Masowe groby na Majdanku po operacji Aktion Erntefest (fot. domena publiczna)
 
Według innych relacji esesmani wpędzali żywych ludzi do rowów i tam ich zabijali. Każda kolejna grupa ofiar musiała kłaść się na rozstrzelanych poprzednio ludziach. W taki sposób wydarzenia te zapamiętał Piotr Denisow, pracownik firmy budowlanej, która prowadziła prace wodno-kanalizacyjne na terenie Majdanka:
Samo stracenie odbyło się w następujący sposób: Żydów ze wszystkich pól spędzono na pole V. Jeszcze przed tym, w ciągu czterech dni i nocy bez przerwy, kopali rowy. Następnie wpędzano do tych rowów partie Żydów i tam rozstrzeliwano. Na ciepłe jeszcze trupy wpędzano nowe partie i również rozstrzeliwano, tak postępowano, aż do wypełnienia zwłokami rowów. […]. Trupy straconych nie były zasypane. Następnego dnia po egzekucji, z rowów wydostało się kilkanaście osób wprost obłąkanych. Zostały one dobite przez esesmanów.
W czasie wykonywania egzekucji ze zlokalizowanych w pobliżu rowów wozów radiowych nadawano muzykę, aby zagłuszyć nieustanny huk strzałów. W ciągu tego tragicznego dnia rozstrzelano większość Żydów, którzy znajdowali się w obozie na Majdanku oraz Żydów z komand zewnętrznych i podobozów.
Egzekucja dokonana na Majdanku w ramach akcji Erntefest, nazywana „krwawą środą”, nie była odosobniona. W tym samym dniu wymordowano więźniów w obozach pracy w Poniatowej, Trawnikach i innych ośrodkach na Lubelszczyźnie. W sumie 3 listopada 1943 roku rozstrzelano ponad 40 tys. osób.
Innym bestialskim epizodem w historii obozu są tzw. transporty śmierci, w ramach których przewożono do KL Lublin osoby przetrzymywane w różnych więzieniach Gestapo. Po przybyciu na miejsce ludzie ci byli rozstrzeliwani. Nasilenie transportów śmierci nastąpiło wraz z początkiem 1944 roku, kiedy to rozstrzeliwano nawet po kilkadziesiąt więźniów dziennie. Najwięcej zginęło ich 21 lipca 1944 roku, w przededniu ewakuacji więzienia na Zamku w Lublinie. Prawdopodobnie stracono wówczas ok. 700 osób. Egzekucje te dotknęły przede wszystkim więźniów politycznych.

Ewakuacja i wyzwolenie obozu na Majdanku

Rozkaz ewakuacji obozu wydano 25 marca 1944 roku. Już wcześniej więźniowie spodziewali się rychłej likwidacji kacetu, a zbliżająca się linia frontu dawała wielu z nich nadzieję na oswobodzenie z niemieckiej niewoli. 1 kwietnia wysłano na zachód pierwsze transporty osadzonych. Grupę kilkuset dzieci skierowano do obozu w Dzierżążni pod Łodzią, a ok. 2 tys. kobiet i mężczyzn trafiło do Oświęcimia. Następnego dnia pociągi z więźniami ruszyły do Natzweiler w Alzacji i Bergen-Belsen w Dolnej Saksonii, a później także do innych ośrodków, np. kobiety kierowano do KL Ravensbrück. W transporcie do Auschwitz-Birkenau z 13 kwietnia znalazła się grupa ponad 600 Żydów, którzy przeżyli masakrę z 3 listopada. Po dotarciu na miejsce przeznaczenia wszyscy zostali zamordowani w komorach gazowych. W sumie wywieziono z Majdanka ponad 12 tys. osób; w obozie pozostały osoby ciężko chore, inwalidzi i część jeńców.
Krematorium na Majdanku (fot. Goku122 z polskojęzycznej Wikipedii, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0)
 
W czerwcu rozpoczęto przenoszenie więźniów żydowskich z Budzynia, filii Majdanka, do obozu macierzystego. Jafa Rais tak wspomina panującą wówczas w obozie atmosferę:
Po pewnym czasie przydzielono mnie do pracy w pralni, która obsługiwała tutejszych SS i innych członków załogi obozowej. Praca ciężka, głód, ale mimo wszystko czuliśmy, że coś się dzieje. Po prostu czuło się w powietrzu, że front się zbliża. Nocami słychać było obarczone wozy wojskowe. Ruch ten wzmagał się z nocy na noc.
Podobnie o ostatnich dniach Majdanka pisał później Józef Wyszałycki, wzięty przez Niemców do niewoli po rozbiciu oddziału partyzanckiego i przewieziony do obozu w okresie jego likwidacji:
Można sobie wyobrazić tę radość, gdy to samoloty zaczęły bombardować Lublin, a po obozie rozeszła się wieść, że wojsko radzieckie jest już niedaleko. Niemcy pakowali się gwałtownie.
Pomimo bliskości frontu obóz działał dalej. Przeprowadzano egzekucje przewożonych tutaj z różnych miejsc więźniów Gestapo (przede wszystkim przetrzymywanych dotąd na Zamku w Lublinie), a także osadzano tu liczne grupy przymusowych robotników, którzy budowali na polecenie Wehrmachtu schrony przeciwlotnicze i okopy. Pod koniec czerwca 1944 roku władze obozowe otrzymały polecenie rozbiórki baraków; do realizacji tego zadania zatrudnieni zostali więźniowie.
Puszki po cyklonie B w obozie na Majdanku (fot. Roland Geider, domena publiczna)

Dopiero 22 lipca ostatni komendant obozu, Arthur Liebehenschel, wydał rozkaz o jego likwidacji. W pośpiechu zacierano ślady zbrodni. Podłożono ogień pod krematorium, podpalono akta kancelarii obozowej. Ewakuowano także ok. 1000 więźniów. Adam Panasiewicz wspominał:
Nareszcie dzień 22 lipca 1944 przyniósł rozstrzygnięcie. Wydaje mi się, że to była sobota. Małe komanda wyszły już do pracy. Dzień był lekko słoneczny. Parno. Nic nie wróżyło końca. Pracowałem wówczas w komandzie Poststelle [poczta obozowa – B.R.]. Nagle, około godziny 11, zaryczała złowróżbnie syrena obozu. Nie zapowiadała ona nic dobrego. Ktoś uciekł?
Syrena wzywała jednak na apel. Z obozu wyprowadzono kolumnę więźniów ustawioną w piątki. Piesza trasa wiodła do Ćmielowa, gdzie ewakuowanych załadowano do pociągu do Oświęcimia. Transportowani dotarli na miejsce sześć dni później w liczbie 608 osób. 28 więźniom, w tym autorowi powyższej relacji, udało się uciec podczas noclegu w cegielni w Kraśniku. Reszta zmarła podczas marszu i transportu koleją.
Panasiewicz był także świadkiem niszczenia obozowej dokumentacji:
Gdy tak stoimy i czekamy na wymarsz, esesmani niszczą sprzęt, rozbijają w Schreibstubie [kancelaria obozowa – B.R.] lustro, szyby, a palenie akt obozowych jasno daje dowód, że zbrodniarze nie chcą pozostawić żadnych śladów swojej kilkuletniej zbrodni.
Niemcom nie udało się jednak zatrzeć wszystkich śladów zbrodni. Po części zachowała się infrastruktura obozowa, ocalały także niektóre dokumenty.
Żołnierze radzieccy w oswobodzonym Majdanku (fot. Abraham Pisarek, ze zbiorów Deutsche Fotothek‎, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Niemcy)
 
W nocy z 22 na 23 lipca do obozu weszła Armia Czerwona. Wyzwolenia doczekała 480- osobowa grupa więźniów, głównie chorych i inwalidów oraz chłopów ze spacyfikowanych wsi lubelskich. Wkrótce na terenie Majdanka zorganizowano obóz NKWD dla członków Polskiego Państwa Podziemnego oraz wziętych do niewoli żołnierzy niemieckich.

Bibliografia

  • Majdanek 1941–1944. Praca zbiorowa, red. Tadeusz Mencel, Towarzystwo Opieki Nad Majdankiem, Lublin 1991.
  • Majdanek. Obóz koncentracyjny w relacjach więźniów i świadków, opr. Marta Grudzińska, Państwowe Muzeum na Majdanku, Lublin 2011.
  • Józef Marszałek, Majdanek. Obóz koncentracyjny w Lublinie, Warszawa 1987.
  • Historia Obozu, [w:] Strona internetowa Państwowego Muzeum na Majdanku, [dostęp 21 lipca 2014], <http://www.majdanek.eu/articles.php?acid=45>.
Redakcja: Roman Sidorski



Bogumił Rudawski:
Magister historii, absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktorant w Instytucie Historii UAM, obecnie przygotowuje rozprawę doktorską dotyczącą grabieży polskiego majątku prywatnego w Poznaniu w okresie II wojny światowej.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org


 Źródło

wtorek, 22 lipca 2014

Operacja „Walkiria”: zamach na Hitlera 20 lipca 1944 r.

Karolina Dudzic
Führer, Adolf Hitler, nie żyje – tymi słowami rozpoczynał się telegram nadany popołudniem 20 lipca 1944 roku, tuż po zamachu płk. Clausa von Stauffenberga, przez pułkownika Mertza von Quirnheima do regionalnych dowódców wojskowych wtajemniczonych w spisek. Równolegle Hitler miał się całkiem dobrze i przyjmował w Wilczym Szańcu Mussoliniego…

Podjęta 20 lipca próba zgładzenia Hitlera ma długą historię. Początki zamachu stanu mającego na celu usunięcie Führera sięgają kryzysu sudeckiego w 1938 roku, kiedy możliwość wojny III Rzeszy z mocarstwami zachodnimi skłoniła wiele wysoko postawionych osób w Wehrmachcie, Abwehrze i służbie dyplomatycznej do spiskowania. Gotowość Chamberlaina do dogadania się z Hitlerem w Monachium ostudziła jednak zapał spiskowców. Ożywienie knowań tej samej grupy nastąpiło latem 1939 roku w obliczu realnej groźby wojny. Jednak słaba inicjatywa opozycji w połączeniu z wewnętrznymi sporami i lojalnością dowódców wojskowych, bez których nie ma mowy o jakimkolwiek przewrocie, sprawiły, że ostatecznie do niczego nie doszło.

Spisek

Gen. Ludwig Beck, były szef Sztabu Generalnego
(fot. ze zbiorów Bundesarchiv,
Bild 146-1980-033-04, opublikowano na licencji
Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).
  W marcu 1942 roku w Berlinie spotkali się: gen. Ludwig Beck (były szef Sztabu Generalnego), Carl Friedrich Goerdeler (były nadburmistrz Lipska), Johannes Popitz (były minister finansów) i Ulrich von Hassell (były ambasador we Włoszech). Wprawdzie nie podjęli oni żadnych konkretnych kroków, ale ustalili, że to wokół Becka skupi się powstająca opozycja. Rozpoczęły się spotkania i nawiązywanie kontaktów m.in. z płk. Hansem Osterem (szefem kontrwywiadu w Abwehrze) oraz gen. Friedrichem Olbrichtem (szefem biura uzupełnień w Naczelnym Dowództwie Wehrmachtu). Pogłębiający się kryzys stalingradzki sprawił, że „siła napędowa kręgu puczystów”, gen. Henning von Tresckow, nalegał na przeprowadzenie zamachu na Hitlera. Wszystkie podejmowane próby nie doprowadziły jednak do zgładzenia Führera. Jesienią 1943 roku ppłk. Claus von Stauffenberg dyskutował z Tresckowem o najskuteczniejszych możliwościach zgładzenia Hitlera i związanym z tym przeprowadzeniem przewrotu. Z pomocą organizacji przewrotu przyszedł plan o kryptonimie „Walkiria”, przygotowany przez Olbrichta i zaaprobowany przez Hitlera, dotyczący mobilizacji Armii Rezerwowej w granicach Niemiec jeśli doszłoby do zaburzeń wewnętrznych. Przerobiony na nowo plan skierował teraz swoje ostrze przeciw reżimowi. Zawierał on jednak dwa kluczowe punkty. Pierwszy dotyczył Armii Rezerwowej, albowiem rozkazy musiały być wydane przez jej dowódcę, gen Friedricha Fromma, który nie zajął jednoznacznego stanowiska. Drugi wiązał się z znalezieniem osoby mającej bezpośredni dostęp do Hitlera i chcącej przeprowadzić zamach.

W końcu czerwca 1944 roku nastąpił przewidywany od kilku tygodni fakt: awansowany na pułkownika Claus von Stauffenberg został mianowany szefem sztabu Fromma, a to dało mu bezpośredni dostęp do Hitlera i możliwość osobistego przeprowadzenia zamachu. Pojawił się przez to inny problem: Stauffenberg był potrzebny jednocześnie w Berlinie, aby przeprowadzić przewrót z kwatery głównej Armii Rezerwowej.
Pułkownik podjął kilka nieudanych prób przed 20 lipca: 6 lipca w Berghofie miał ze sobą materiały wybuchowe, ale nie nadarzyła się dobra okazja do ich wykorzystania. Kilka dni później plan pokrzyżowała nieobecność Himmlera oraz Göringa, których spiskowcy chcieli zgładzić wraz z Hitlerem. Z kolei 15 lipca konieczność przemawiania podczas odprawy oraz dalsza absencja wspomnianych dygnitarzy po raz trzeci udaremniła zamach, dodatkowo w Berlinie generał Olbricht przypadkowo rozpoczął operację „Walkiria” – z trudem udało się spiskowcom wytłumaczyć podjęte działania jako zwykłe ćwiczenia.

Zamach

15 lipca 1944 r., „Wilczy Szaniec”. Płk. Claus von
Stauffenberg stoi pierwszy od lewej (fot. ze zbiorów
Bundesarchiv, Bild 146-1984-079-02, opublikowano
na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).
  Był kwadrans po dziesiątej rano 20 lipca, kiedy lecący z Berlina samolot ze Stauffenbergiem i innymi spiskowcami na pokładzie wylądował na lotnisku w Kętrzynie (Rastenburg). Przyszłego zamachowca zawieziono do „Wilczego Szańca” – kwatery głównej Führera podzielonej na kilka stref zamkniętych. W pierwszej strefie znajdowały się najważniejsze obiekty: m.in. adiutantura Wehrmachtu oraz bunkier Hitlera, natomiast w strefie drugiej głównie kwatery poszczególnych rodzajów wojsk oraz dom wypoczynkowy. Szczególnie chroniony był obszar, na którym znajdowały się bunkry dla gości i barak przeznaczony do odbywania narad. Także 20 lipca narada sytuacyjna miała odbyć się w tym drewnianym baraku.
Około godziny 11:00 w budynku Sztabu Dowodzenia Wehrmachtu na obszarze pierwszej strefy zamkniętej odbyło się zebranie, na którym obecny był Stauffenberg. Następnie obrady przeniosły się do baraku feldmarszałka Keitla, by tutaj dokładnie omówić pytania, które zadać może Hitler podczas głównej narady. Pierwotnie odprawa prowadzona przez Führera miała odbyć się o godzinie 13:00, lecz przez przyjazd Mussoliniego została zaplanowana na 12:30. Gdy u Keitla trwało spotkanie, do „Wilczego Szańca” powrócił adiutant Stauffenberga por. Werner von Haeften. W tym momencie uwagę sierżanta Vogla ze sztabu feldmarszałka zwróciła owinięta płótnem paczka – von Haeften wyjaśnił mu, że pułkownik Stauffenberg będzie jej potrzebował podczas swego referatu u Führera. Po zakończeniu spotkania z szefem Naczelnego Dowództwa Wehrmachtu Stauffenberg miał zaledwie kilka minut na uzbrojenie bomby. Zapytał adiutanta Keitla gdzie mógłby się odświeżyć i zmienić koszulę przed wzięciem udziału w naradzie sytuacyjnej. Gdy zaczerpnął informacji, wraz z Haeftenem, który niósł aktówkę z bombą, udali się do małego pomieszczenia. Tutaj natychmiast zabrali się do ustawiania zapalników czasowych w dwóch ładunkach. Stauffenberg ustawił pierwszy ładunek, mający wybuchnąć maksymalnie po 30 minutach, lecz przez wysoką temperaturę bardziej prawdopodobny był kwadrans. Zanim udało im się uzbroić drugi ładunek zadzwonił gen. Erich Fellgiebel (szef łączności, który miał odciąć łączność w kwaterze głównej Führera po dokonanym zamachu), prosząc o rozmowę ze Stauffenbergiem. Po zamachowca posłano sierżanta Vogla, który zastał go wraz z adiunktem nad jakimś przedmiotem. Na wiadomość o telefonie pułkownik odparł niecierpliwie, że już idzie. Przez ten incydent Stauffenberg zabrał ze sobą tylko jeden uzbrojony ładunek (drugi wziął von Haeften). Był to, jak się później okaże, zasadniczy błąd, albowiem nawet bez ustawionego zapalnika druga bomba zostałaby zdetonowana przez eksplozję pierwszej i efekt wybuchu byłby dwa razy większy, co prawdopodobnie zabiłoby wszystkich przebywających w baraku.

Obrady już trwały, gdy wpuszczono Stauffenberga. Aktualnie słuchano raportu gen. bryg. Adolfa Heusingera o pogarszającej się sytuacji na froncie wschodnim. Hitler obejrzał się i podał nowemu gościowi dłoń, a następnie powrócił do dalszego wysłuchiwania referenta. Stauffenbergowi zależało przede wszystkim na zajęciu miejsca jak najbliżej Hitlera, co mógł łatwo umotywować swoim kalectwem oraz potrzebą posiadania papierów pod ręką przy referowaniu raportu o stworzeniu kilku nowych dywizji z Armii Rezerwowej, które zostałyby włączone do pomocy w powstrzymaniu radzieckiego natarcia na Polskę i Prusy Wschodnie.
Sytuacja w chwili wybuchu bomby podłożonej przez Stauffenberga (aut. Artur Andrzej, domena publiczna).

Miejsce znalazło się za generałem Heusingerem, który w ten sposób znalazł się między nim a Hitlerem. Teczka z bombą umieszczona została pod stołem, po zewnętrznej stronie prawej nogi. Po chwili Stauffenberg poprosił o zgodę na opuszczenie pomieszczenia, aby mógł wykonać jeszcze jeden telefon. Nie było to dla zgromadzonych podejrzanym zachowaniem, albowiem za rzecz normalną uchodziło wchodzenie i wychodzenie w czasie narad. Równolegle Haeften starał się załatwić samochód, który miał obu zawieźć na pobliskie lotnisko. Dla sprawienia wrażenia o szybkości powrotu Stauffenberg zostawił na miejscu narady pas oraz czapkę i opuszczając barak udał się w kierunku adiutantury Wehrmachtu, gdzie spotkał się z Haeftenem, Fellgieblem oraz oficerem łączności Sanderem. Tutaj oczekiwali na zorganizowany pojazd, kiedy nagle usłyszeli eksplozję (około 12:45). Sander nie był zaskoczony – w końcu cały Wilczy Szaniec otoczony był pasem min, na które wchodziły co jakiś czas zwierzęta, detonując je. W pierwszych sekundach inni także nie byli zaskoczeni. Jak opisywał to wydarzenie Alfons Schultz, ówczesny telefonista:
Gdy przygotowywaliśmy się do obiadu, nastąpił nagle jakiś wybuch. To zresztą nie było nic szczególnego, gdyż w obrębie Kwatery Głównej był zaminowany pas ziemi i zdarzało się, że weszła tam jakaś sarna i wszystko wylatywało w powietrze. Poza tym pracowali tu ludzie z Organizacji Todta, którzy prowadzili wtedy jeszcze jakąś przebudowę bunkra Führera i oni tez używali ładunków wybuchowych, tak że słabsze eksplozje były na porządku dnia i nie stanowiły niczego szczególnego. Ale tym razem jakieś dwie, trzy minuty później przybiegł wachmistrz Adam, wołając: „Zamach na Führera! Führer Żyje!”. Dopiero potem zaczął się alarm. (cyt. za: Alfons Schultz [w:] Guido Knopp, Zabić Hitlera, Warszawa 2009, s. 186).
Dopóki nie podniesiono alarmu, spiskowcom bez problemu udało się przekroczyć pierwszą bramę. Trudności pojawiły się, gdy na całym obszarze zaczął rozbrzmiewać alarm. Niemniej jednak telefon do oficera niewiedzącego jeszcze o dokonanym zamachu pozwolił opuścić im zewnętrzny obwód i z pośpiechem pojechać w kierunku lotniska. Po godzinie 13:00 lecieli już do Berlina z przekonaniem, że Hitler i wszyscy zebrani nie żyją.
Hitler nie zginął – był jedynie lekko ranny. Ogłuszonego Führera opuszczającego zniszczony barak podtrzymywał jego adiutant i służący. Ciężkich obrażeń doznali ci, którzy stali obok masywnego cokołu (to za jego pośrednictwem siła wybuchu poszła w jedną stronę). Hitlera w tym miejscu nie było: stał dalej, pochylony nad blatem stołu studiując mapę. Spośród dwudziestu czterech uczestników narady ciężko rannych zostało siedmiu, a czterech z nich (dwóch generałów, pułkownik i stenografista) zmarło później w wyniku odniesionych obrażeń.
Zniszczone przez wybuch bomby wnętrze baraku w „Wilczym Szańcu” (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 146-1972-025-10, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).

Pucz

Gen. Friedrich Olbricht (fot. ze zbiorów
Bundesarchiv, Bild 146-1981-072-61, opublikowano na licencji
Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).
  Pułkownik i jego wspólnik wylądowali na lotnisku Rangsdorf pod Berlinem. Haeften zatelefonował z lotniska do kwatery głównej spisku na Bendlerstrasse (gdzie znajdowało się dowództwo Armii Rezerwowej) przekazując wiadomość o śmierci Hitlera. Po kilku godzinach zwłoki telefon pobudził w końcu spiskowców do działania – gen. Olbricht zamierzał wdrożyć plan „Walkiria”. Przewidywał on mobilizację Armii Rezerwowej i obsadzenie kluczowych stanowisk dowodzenia i cywilnych. Jednak plan musiał uprzednio podpisać dowódca armii – gen. Friedrich Fromm. Wiedział on o istnieniu spisku, lecz nigdy nie opowiedział się jednoznacznie po któreś ze stron. Olbricht poinformował Fromma o dokonanym zamachu, ale ten mając w pamięci wydarzenia z 15 lipca kazał połączyć się z „Wilczym Szańcem” (kwatera główna była nieosiągalna tylko przez kilka minut). Z dowódcą armii rozmawiał sam Keitel, który wyraźnie poinformował go, iż Hitler żyje. W takiej sytuacji Fromm odmówił podpisania rozkazów rozpoczęcia „Walkiri”, ale w tym samym czasie szef sztabu Olbrichta, płk. Albrecht Mertz von Quirnheim, rozesłał już telegram do regionalnych dowódców z następującą treścią: Führer, Adolf Hitler, nie żyje.
Fromma zastąpił na stanowisku generał Erich Hoepner, w początkowym okresie wojny jeden z głównych dowódców niemieckich wojsk pancernych, zwolniony przez Hitlera po klęsce ataku na Rosję. Na Bendlerstrasse zaczęli się zbierać spiskowcy, wśród nich m.in. gen. Beck. Przybyło także wzmocnienie złożone z młodych oficerów i osób cywilnych. Wśród przybyłych kilku należało do „Kręgu z Krzyżowej”, z którym opozycja wojskowa od kilku lat utrzymywała kontakty. Niemniej jednak wśród spiskowców zaczął panować coraz większy chaos. Największe błędy popełniono w dziedzinie łączności: nie podjęto żadnych kroków, aby zniszczyć aparaturę radiową w „Wilczym Szańcu”, a w samym Berlinie nie przejęto kontroli nad rozgłośniami radiowymi. Geniusz propagandy, Joseph Goebbels, wciąż pozostawał na wolności. Spiskowcy nie mieli opracowanego „planu B”, wszystko obracało się wokół jednej przesłanki: o pewnej śmierci Hitlera. Gdy śmierć wodza poddana została w wątpliwość, plan zaczął się kruszyć.
Gen. Friedrich Fromm (fot. ze zbiorów
Bundesarchiv, Bild 146-1969-168-07, opublikowano na licencji
Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Germany).
Tymczasem w Wilczym Szańcu Hitler nie odwołał zaplanowanej na 14:30 wizyty Mussoliniego. Z gościem przywitał się lewą ręka, bo prawa została ranna w czasie eksplozji, po czym oprowadził Duce po zniszczonym drewnianym baraku. W Kwaterze Głównej Führera zorientowano się, że zamach nie zawęża się jedynie do osoby Hitlera i jest wstępem do planowanego od dawna przewrotu. Keitel natychmiast wykorzystał łączność do wydania rozporządzeń o ignorowaniu wiadomości z centrali spiskowców. Rozkazał wysyłać do wszystkich okręgów wiadomości, iż Hitler żyje.

Klęska

Po godzinie 18:00 Radio Rzeszy kilka razy wydało komunikat informujący o dokonaniu zamachu na Führera, z którego wyszedł on cało. Dlaczego nie zajęli rozgłośni i głosili najniedorzeczniejsze kłamstwa? Nawet mojego telefonu nie wyłączyli. […] Co za dyletanci! – powiedział o spiskowcach Goebbels. Gwoździem do trumny zamachu stało się wysłanie majora Ernsta Remera aby obsadził dzielnicę rządową. Do godziny 18:30 udało mu się to – otoczono nawet goebbelsowskie Ministerstwo Propagandy. Jednak chwilę potem major odwołał blokadę po tym, jak za pośrednictwem Goebbelsa, który połączył się telefonicznie z „Wilczym Szańcem”, mógł usłyszeć w słuchawce znajomy głos Führera. Bunt się załamał. Na Bendelstrasse wybuchła niezgoda: wyżsi oficerowie nie przyjmowali już rozkazów od konspiratorów. Po godzinie 21:00 w budynku padły strzały, ranny w ramie został sam Stauffenberg. Fromm został „uwolniony” i teraz on z kolei aresztował spiskowców, a wśród nich Becka, Olbrichta, von Quirnheima, von Haeftena i Stauffenberga. Beck poprosił o pozostawienie mu swojej broni, aby sam na sobie mógł wykonać wyrok – nie zdołał się jednak zabić, ranią się ciężko. Fromm w imieniu Führera przeprowadził sąd wojenny skazując aresztowanych na karę śmierci. Kilkugodzinny następca Fromma, gen. Hoepner, został chwilowo oszczędzony. Stauffenberg usiłował całą winę wziąć na siebie tłumacząc, że wszystkie działania wykonywane były tylko z jego rozkazów.
Dziedziniec tzw. Bendelerblock w Berlinie, siedziby dowództwa Armii Rezerwowej, ogniska spisku z 20 lipca 1944 r. (fot. Adam Carr, domena publiczna).

Bezskutecznie. Wczesnym rankiem 21 lipca 1944 roku na dziedzińcu budynku przy Bendlerstrasse zostali rozstrzelani Olbricht, Stauffenberg, von Quirnheim i chcący zasłonić sobą swojego dowódcę Haeften. Nastąpiła fala aresztowań, a 7 sierpnia rozpoczęły się procesy pokazowe przed Sądem Ludowym w Berlinie.

Bibliografia:

  • Kershaw Ian, Walkiria. Historia zamachu na Hitlera, Rebis, Poznań 2009.
  • Knopp Guido, Zabić Hitlera, Świat Książki, Warszawa 2009.
  • Schlabrendorff Fabian von, Offiziere gegen Hitler, Berlin 1984.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz


Karolina Dudzic:
Karolina Dudzic, studentka historii na UW oraz słuchacz wydziału reżyserii w warszawskiej Akademii Filmu i Telewizji. Interesuje się historią XIX i XX wieku, a zwłaszcza historią Niemiec i Czech, gospodarką II RP, filmem oraz XIX-wieczną literaturą.
[ więcej o autorze ]
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org



 Źródło
 

Christian Hartmann – „Wielka Wojna Ojczyźniana 1941–1945” – recenzja

Łukasz Męczykowski
Wielka Wojna Ojczyźniana to temat przyciągający pisarzy niczym magnes. W rezultacie półki uginają się pod ciężarem wartościowych publikacji – ale nie tylko. Trafiają się też książki zupełnie niewarte uwagi. Jedną z nich jest „Wielka Wojna Ojczyźniana 1941–1945” Christiana Hartmanna.

Autor: Christian Hartmann
Tytuł: Wielka Wojna Ojczyźniana 1941–1945
Przekład: Barbara Ostrowska
Wydawca: Wydawnictwo Poznańskie
Rok wydania: 2014
ISBN: 978-83-7177-902-2
Format: 145×205 mm
Oprawa: miękka
Stron: 232
Cena: 34,90 zł

Ocena naszego recenzenta: 4/10
(jak oceniamy?)
Christian Hartmann jest niemieckim historykiem pracującym w Instytucie Historii Współczesnej w Monachium, współpracuje również z Akademią Dowodzenia Bundeswehry w Hamburgu i History Channel. Polscy czytelnicy mogli o nim usłyszeć choćby przy okazji dyskusji nad serialem „Nasze matki, nasi ojcowie”. Patrząc na jego życiorys, można by przypuszczać, że Wielka Wojna Ojczyźniana okaże się solidną pracą, opartą na merytorycznych podstawach. Nic bardziej mylnego.
Publikacja ukazała się w 2013 roku w Niemczech jako Unternehmen Barbarossa. Der deutsche Krieg im Osten 1941-1945. Polskie wydanie otrzymało – nie wiem dlaczego – tytuł kompletnie niepasujący do zawartości książki. Praca Hartmanna omawia bardzo wyrywkowo Wielką Wojnę Ojczyźnianą, skupiając się tylko i wyłącznie na wybranych elementach niemieckiej polityki wschodniej. Tytuł wprowadza więc podwójnie w błąd, bo po pierwsze sugeruje, że praca dotyczy całości zjawisk związanych z wojną niemiecko-radziecką, a po drugie implikuje, że napisano ją z radzieckiego punktu widzenia. W końcu to Rosjanie, nie Niemcy, ukuli ten termin.

Tempora mutantur... a błędy cały czas te same

Głównym „grzechem” popełnionym przez Hartmanna jest skonstruowanie swej pracy prawie wyłącznie na podstawie zachodnich źródeł i opracowań. W bibliografii pośród osiemdziesięciu dziewięciu pozycji znaleźć można zaledwie pięć powstałych na tzw. Wschodzie Europy. Brak wyważenie bibliograficznego jest tym bardziej dotkliwy, że nie ma tu ani jednej pracy Sołonina, a z książek Sołżenicyna znajdziemy jedynie „Archipelag Gułag”. Być może autor uważał, że przy tworzeniu pracy traktującej wyłącznie o niemieckim spojrzeniu na wojnę taka różnorodność źródeł nie jest potrzebna, niemniej jednak prowadzi to do niepełnego spojrzenia na opisywany okres.

Skutki wspomnianego braku widać już na stronie 15. Autor twierdzi, że operacja Barbarossa była wojną napastniczą, rozpoczętą przez Trzecią Rzeszę bez konkretnego powodu. Gdyby Hartmann zapoznał się z nowszą literaturą rosyjską, wiedziałby, że ZSRR również intensywnie pracowało nad rozpoczęciem wojny z Niemcami i planowało atak. Hitler zdawał sobie sprawę z zagrożenia ze strony Stalina i postanowił je usunąć. Była to więc sytuacja, w której dwaj agresorzy stali naprzeciwko siebie, przygotowując się do zadania ciosu. Tymczasem Hartmann pisze:
Stalina wielokrotnie wcześniej ostrzegano, że Niemcy zaatakują, lecz on do końca odmawiał zgody na postawienie Armii Czerwonej w pogotowiu bojowym. W tej sytuacji dowództwo skoncentrowało tylko większość sił wzdłuż granic, radziecka doktryna przewidywała bowiem, że w razie nieprzyjacielskiego ataku wojna zostanie niezwłocznie przeniesiona na terytorium wroga.
To zgrupowanie było pierwszym rzutem strategicznym sił mających wyruszyć na podbój Europy. Błędów wynikających z niewiedzy autora jest niestety zbyt dużo, by je przemilczeć.
Równie ciekawie brzmią wyjaśnienia autora dotyczące programu Lend-Lease oraz przekazania wielu państw w stalinowską niewolę.
Spowodowane to było wyrzutami sumienia, jakie gryzły sojusz zachodni, ponieważ przez długi czas po prostu nie reagował on na nalegania Stalina, by utworzono drugi front...
Szkoda tylko, że Hartmann nie podał źródła, z którego czerpał wiedzę o rozterkach Churchilla czy Roosevelta na temat nieudzielania pomocy ZSRR. W całej pracy znajduje się zresztą tylko kilka przypisów.
Polskiego czytelnika zainteresują zapewne wzmianki o naszym kraju. Dla Hartmanna atak na Polskę to walki na przedpolu II wojny światowej, a po jej zajęciu opór wobec okupanta prawie nie istniał. Równie ciekawie brzmi wzmianka o dwudziestu tysiącach Polaków, którzy mieli walczyć na froncie wschodnim jako ochotnicy w szeregach armii niemieckiej. Powtarzanie tych – za przeproszeniem – głupot świadczy o braku obeznania autora w historii II wojny światowej, a nawet w dziejach armii własnego państwa.

Podsumowanie

Gdyby spróbować doszukać się zalet omawianej publikacji, powinno się ja przedstawić jako krótki przewodnik dla młodych Niemców po niemieckiej polityce względem ludności radzieckiej na terenach okupowanych. Hartmann bardzo szczegółowo opisuje podział administracyjny ziem podbitych i przejrzyście przedstawia podział (lub jego brak) kompetencji pomiędzy poszczególnymi organizacjami czy też między wojskiem a administracją cywilną. Niestety, autor zdecydował się na zamieszczenie w swej pracy skrótowego opisu całego konfliktu niemiecko-radzieckiego, zbyt krótkiego, żeby tak naprawdę cokolwiek wyjaśnić.
Praca Christiana Hartmanna to książka przeznaczona tylko dla czytelników obeznanych z tematem. Tylko takie osoby zauważą popełnione przez autora błędy. Osoby zaczynające dopiero swą przygodę z historią wojskowości czy z tematyką Wielkiej Wojny Ojczyźnianej powinny omijać tę pracę z daleka, tym bardziej że na polskim rynku jest dostępnych wiele książek opisujących historię tego fragmentu II wojny światowej znacznie ciekawiej i bardziej merytorycznie.
Redakcja i korekta: Katarzyna Grabarczyk

Łukasz Męczykowski:
Doktorant, absolwent Instytutu Historii Uniwersytetu Gdańskiego. Interesuje się historią wojskowości ze szczególnym uwzględnieniem drugiej wojny światowej. Autor pracy magisterskiej na temat: „Lekka broń przeciwpancerna piechoty w drugiej wojnie światowej”, prowadzi badania nad rolą brytyjskiej Home Guard w latach 1940 – 1945. Bierze aktywny udział w renowacji zabytków militarnych na terenie Trójmiasta.
[ więcej o autorze ]

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

 Źródło