niedziela, 28 września 2014

Komandor Zbigniew Przybyszewski - zapomniany obrońca Helu

Zbigniew Przybyszewski (źródło)
Zbigniew Przybyszewski, to bohaterski dowódca słynnej baterii cyplowej nr.31.

Przez cały wrzesień 1939 bateria skutecznie "szachowała" okręty niemieckiej Kriegsmarine. Stoczyła między innymi pojedynek artyleryjski z pancernikami „Schleswig-Holstein” i „Schlesien” zakończony celnymi trafieniami.

Po kapitulacji Przybyszewski przebywał w obozach jenieckich skąd dwukrotnie (nieudanie ) uciekał

Po wojnie, to co nie udało się Niemcom, udało się polskim komunistom. W sfingowanym procesie, bohaterski dowódca września został skazany za udział w spisku i zamordowany strzałem w tył głowy.
W roku 1956 został zrehabilitowany.

Więcej TUTAJ

Bitwa pod Kircholmem 27 września 1605

Maciej A. Pieńkowski 
Jeden z największych sukcesów wojennych w historii I Rzeczypospolitej. Jak pisał przed laty Marian Kukiel „tak pełnych zwycięstw mało zna historia; ani jednego zaś odniesionego przeciw takiej przewadze”. Bitwę pod Kircholmem stoczono 27 września 1605 - dokładnie 409 lat temu.
Konflikt polsko-szwedzki miał szerokie tło polityczne. Po utracie korony szwedzkiej przez Zygmunta III władzę z Sztokholmie przejął jego stryj Karol Sudermański, który dążył do wojny z Rzeczpospolitą w sojuszu z Moskwą. Borys Godunow wyrażał zainteresowanie tymi propozycjami, szukając możliwości stworzenia koalicji przeciwko państwu polsko-litewskiemu. Położenie Rzeczypospolitej komplikowało także jej zbrojne zaangażowanie w księstwach naddunajskich. Zygmunt III, chcąc zapobiec tworzonemu sojuszowi moskiewsko-szwedzkiemu, poparł pretensje Dymitra Samozwańca do tronu carów.
Karol Sudermański bezcześci zwłoki Klasa Fleminga, namiestnika Finlandii wiernego Zygmuntowi III (obraz pędzla Alberta Edelfelta)
Wojska szwedzkie już od drugiej połowy 1599 roku były przerzucane do Estonii i przygotowywane do uderzenia na północne posiadłości państwa polsko-litewskiego, co nastąpiło na początku kolejnego roku. W Rzeczypospolitej dostrzegano niebezpieczeństwo szwedzkie. Spodziewając się wojny, chcąc zmobilizować izbę poselską do większej ofiarności na rzecz obronności państwa, Zygmunt III wydał podczas sejmu 1600 roku akt inkorporacji szwedzkiej części Estonii w granice Rzeczypospolitej, wypełniając tym samym pacta conventa. Sejm został jednak wskutek działań opozycji zerwany. Na wieść o tym, że stany rozeszły się bez podjęcia środków zabezpieczających granice, Karol Sudermański zdecydował się na szybkie rozpoczęcie działań wojennych.
Scena polityczna Rzeczypospolitej była wówczas areną starć między stronnictwem regalistycznym a opozycją kierowaną przez kanclerza Jana Zamoyskiego oraz wojewodę krakowskiego Mikołaja Zebrzydowskiego. Rywalizacja ta niekorzystnie wpływała na funkcjonowanie najważniejszych instytucji ustrojowych państwa. Z czterech sejmów obradujących w latach 1600–1605 aż trzy zerwano. Chociaż senatorowie oraz posłowie wielokrotnie dyskutowali nad problemem wojny w Inflantach, sejmy – targane wewnętrznymi sporami w atmosferze przedrokoszowej – nie były w stanie zdobyć się na trwałe rozwiązania w kwestii finansowania działań wojennych.
Kampanie inflanckie z lat 1601–1604 były na ogół szczęśliwe dla strony polsko-litewskiej i doprowadziły do opanowania szeregu twierdz, nie rozstrzygnęły jednak jednoznacznie konfliktu. Pomimo błyskotliwego zwycięstwa odniesionego we wrześniu 1604 roku przez hetmana polnego litewskiego Jana Karola Chodkiewicza pod Białym Kamieniem, Karol Sudermański zaplanował nową kampanię, której celem był klucz do zdobycia Inflant: Ryga.

Siły walczących stron

W połowie 1605 roku Riksdag szwedzki uchwalił duże podatki na zaciąg żołnierzy. Szwecja uzyskała także niemałe wsparcie finansowe od cara Borysa Godunowa. Dzięki temu już w lipcu szwedzka armia polowa była gotowa do działań wojennych. Podzielono ją na trzy części, a następnie przerzucono do Inflant. Z 14 tys. armii, która znalazła się ostatecznie pod Rygą, większość pomaszerowała później pod Kircholm, by stawić czoła wojskom prowadzonym przez Chodkiewicza. Według Juliusa Mankella w jednostkach walczących w bitwie znalazło się etatowo 2 700 jazdy i 9 200 piechoty. Z kolei Bertil Barkman szacował faktyczny stan armii szwedzkiej pod Kircholmem na około 2 500 jazdy, 8 700 piechoty oraz 11 falkonetów jednofuntowych, co wydaje się najbliższe prawdzie. Stosunek jazdy do piechoty wynosił zatem w przypadku Szwedów 22% do 78%. Wyraźna przewaga elementu pikiniersko-muszkieterskiego miała zapewnić możliwość prowadzenia długotrwałego oblężenia Rygi. W przypadku armii Karola IX – odwrotnie niż w wojsku Chodkiewicza – jazda miała stanowić jedynie wsparcie dla regimentów piechoty.
W latach 1600–1603 wydatki skarbu litewskiego wyniosły 531 tys. zł. Skarb koronny wyasygnował w tym czasie na wojnę w Inflantach 705 tys. zł, co daje w sumie 1,2 mln zł. Na sejmie 1603 roku Litwini nie uchwalili łanowego. Sejmiki deputackie z września również odmówiły wniesienia do skarbu tego podatku, finansowanie wojny stało się więc problematyczne. Chociaż wypłacono wojsku żołd za sześć ćwierci (kwartałów), zabrakło środków na bieżące potrzeby wojenne. Nieopłacone wojsko litewskie zawiązało w grudniu 1604 roku konfederację wojskową pod przewodnictwem Aleksandra Lisowskiego. W związku z tym, że dochody skarbu litewskiego były niewielkie, postanowiono sięgnąć do skarbu koronnego. Pieniądze z Korony w latach 1603–1605 praktycznie finansowały wojnę w Inflantach, z nich również uregulowano zaległości wobec konfederatów, które wyniosły 0,5 mln zł.
Zdając sobie sprawę, że wojna w Inflantach nadal wymaga kontynuowania, Zygmunt III zwrócił się do szlachty na sejmie 1605 roku o uchwalenie nowych podatków. Sejm został jednak zerwany wskutek działań opozycji. W tej sytuacji król odwołał się bezpośrednio do konwokacji wileńskiej, która uchwaliła w Wielkim Księstwie Litewskim cło, czopowe oraz pogłówne żydowskie na rok. Niektóre sejmiki litewskie zgodziły się ponadto na łanowe (1 złoty z łanu). O postawie szlachty i senatorów na konwokacji w znacznym stopniu zadecydowała działalność świeżo mianowanego hetmana wielkiego litewskiego Jana Karola Chodkiewicza oraz kanclerza wielkiego litewskiego Lwa Sapiehy. Dzięki podjęciu tych decyzji oraz udzieleniu wsparcia kwartą ze skarbu koronnego, wojsko w Inflantach zdołano utrzymać z problemami do marca 1606 roku, przeznaczając na nie 350 tys. zł.
Hetman Wielki Litewski Jan Karol Chodkiewicz (portret anonimowego autorstwa)Niedostatki w skarbie uniemożliwiały utworzenie odpowiednio liczebnej armii, jednak w połowie 1605 roku udało się wesprzeć wojsko litewskie nowymi oddziałami. Zaciągnięto dodatkowo 400 piechurów na dwie ćwierci oraz 300 husarzy do pocztu hetmańskiego. Henryk Wisner na podstawie rachunków sejmowych wyliczył, że w przeddzień bitwy armia Rzeczypospolitej liczyła: 15 chorągwi husarskich (1650 ludzi), 4 tatarskie (350), 3 kozackie (400), 4 petyhorskie (400), jedną arkebuzerską (210), 5 rot piechoty (1040) oraz 4–7 dział. Przed samą bitwą chorągwie Chodkiewicza zostały wsparte przez 300 rajtarów bądź kirasjerów z Kurlandii księcia Fryderyka Kettlera, którzy przeprawili się przez bród na Dźwinie. W sumie armia ta składała się, zgodnie z ustaleniami H. Wisnera, z 3310 jazdy oraz 1040 piechoty. Chorągwie jazdy stanowiły zatem 76% wojska. Faktyczna liczebność wojsk polsko-litewskich z pewnością była jednak niższa, wiadomo bowiem, że z powodu chorób, ran i dezercji do walki stawało mniej żołnierzy. Nadto rachunek sejmowy zawiera jedynie porcje żołdu, a nie faktyczną liczbę żołnierzy (ok. 10% stanowiły tak zwane ślepe porcje, czyli puste etaty, z których finansowano żołd oficerski).
Leszek Podhorodecki, Jan Wimmer i Stanisław Herbst twierdzili, że liczebność jazdy Rzeczypospolitej pod Kircholmem wyniosła nie więcej niż 3000 koni. Piechota natomiast, jak twierdził Konstanty Górski, składała się głównie z wybrańców z Mazowsza i Wielkopolski w sile 790 ludzi. Dotychczas nie ustalono dokładnego składu wojska, w szczególności zaś nazwisk oficerów niższego szczebla. W 1606 roku z polecania Chodkiewicza wielu żołnierzom przyznano nagrody w postaci posiadłości ziemskich. Dokładne prześledzenie wpisów do Metryki Koronnej oraz Litewskiej z pewnością pozwoliłoby ustalić, przynajmniej częściowo, z których prowincji Rzeczypospolitej pochodzili.
Podsumowując, naprzeciwko siebie stanęły dwie armie różne liczebnie oraz zupełnie inaczej zorganizowane. Bez względu na niepełne stany etatowe obydwu stron, stosunek sił wynosił około 1 do 3 na niekorzyść wojsk litewskich.

Początek kampanii

W początkach sierpnia 1605 roku flota Karol IX mająca na pokładzie około 14 000 żołnierzy opuściła brzegi Szwecji. Pod koniec miesiąca wysadzono koło Dźwinoujścia desant liczący 4000 ludzi pod dowództwem Fryderyka Joachima Mansfelda. Statki szwedzkie zablokowały ujście rzeki. Dźwinoujście było niewielką fortecą bastionową liczącą 150 hajduków załogi. Mansfeld nie chciał jednak tracić czasu na jej oblężenie i przesunął armię pod Rygę.
W tym czasie Chodkiewicz stał obozem pod Dorpatem. Niezadowolenie wśród żołnierzy udało się zażegnać za pomocą 100 000 zł przywiezionych na wypłatę zaległego żołdu. Hetman pozostawił małe załogi w Dorpacie i Białym Kamieniu i podjął decyzję o marszu na Rygę. Jego plany uległy zmianie, kiedy dowiedział się w Wolmierzu, że nieopodal Rewla wylądował pięciotysięczny korpus dowodzony przez Andersa Lennartssona. Hetman postanowił ruszyć armię w stronę Fellina, licząc, że rozbije wojska Lennartssona, zanim te połączą się z resztą wojsk szwedzkich. Do spotkania doszło pod Fikelmojzą. Pomimo udanych harców (według niektórych źródeł Szwedzi mieli w nich stracić 200 ludzi, co wydaje się mocno przesadzone) „Pan hetman nie mogąc z onego miejsca Lennartssona wyciągnąć do bitwy […] powrócił pod Fellin”.
W połowie września pod Parnawą wylądował Karol IX z armią liczącą 5000 ludzi. Lennartsson zwinął obóz i połączył się z królem. Szwedzi maszerowali teraz nadmorskim traktem na Rygę. Chodkiewicz przeprawił się przez Gawię i posuwał się równolegle do Szwedów aż do Kiesi. Tam okopał swoją armię, zatrzymując ją w obozie na tydzień. Jak informują „Nowiny z Inflant”, Karol IX początkowo zamierzał wydać hetmanowi bitwę. Zmienił jednak zamiary i poszedł na Rygę.
23 września połączone wojska szwedzkie stanęły pod miastem. Mieszkańcy pomimo apelów nie mieli zamiaru się poddać, wierząc w odsiecz hetmana. Ryga była wówczas drugim co do wielkości miastem nad Bałtykiem, bogatym i bardzo istotnym dla dalszego prowadzenia wojny o Inflanty. Jej utrata równałaby się de facto z przegraną Rzeczypospolitej w tej wojnie. Posiadała ona załogę złożoną z milicji miejskiej (2000–3000 ludzi), setki piechoty litewskiej oraz wystarczającą ilość silnej artylerii. Pomimo tego zapasy żywności zgromadzone w mieście były skromne. Szwedzi mieli już przygotowane szańce, drabiny i podziemne korytarze, dzięki którym mieli wysadzić miejskie mury minami. Czas działał na niekorzyść obleganych.
Bitwa pod Kircholmem (obraz pędzla Pietera Snayersa, lata 20 XVII wieku)
24 września, po dotarciu taboru z Dorpatu, Chodkiewicz ruszył armię spod Kiesi pod Kircholm (dzisiejsze Salaspis), leżący 20 kilometrów na południowy-wschód od Rygi, skąd miał zamiar prowadzić działania przeciw Szwedom. Nie wiemy, dlaczego hetman litewski podjął właśnie taką decyzję. Litwini dotarli na miejsce w niespełna dwa dni, pokonując w tym czasie 80 kilometrów mimo obciążenia tysiącem wozów. Chodkiewicz założył obóz otoczony trzyrzędowym taborem na brzegu rzeki, w pobliżu brodu. Dzięki przesłuchaniu towarzysza chorągwi husarskiej, Pawła Krajewskiego, Karol IX dowiedział się o ruchach Litwinów jeszcze tego samego dnia. Znając pozycję oraz małą liczebność polsko-litewskich chorągwi, Szwedzi zdecydowali podążyć prawie całą armią pod Kircholm. Zostawili pod Rygą około 1600 żołnierzy oraz służbę obozową, zabierając 11 000 żołnierzy na pole bitwy. Wyruszyli z obozu późnym wieczorem, maszerując całą noc. Dotarli do celu nad ranem, zmęczeni i mokrzy.
Hetmana litewskiego nie udało się zaskoczyć. Chodkiewicz nie spieszył się, zaalarmowany przybiciem nieprzyjaciela kazał obudzić żołnierzy i odprawić mszę.

Bitwa

Ustawienie walczących wojsk względem Dźwiny budzi żywe zainteresowanie historyków. Jak zauważył Henryk Wisner, w źródłach nie znajduje potwierdzenia fakt, że Chodkiewicz ustawił wojsko do rzeki równolegle. Musiało ono stać do niej prostopadle, pytaniem pozostaje, dlaczego hetman w mowie wygłoszonej do żołnierzy powiedział, że stoją do Dźwiny tyłem? Możliwe, że wojsko polsko-litewskie ustawiono względem rzeki na skos. Tłumaczyłoby to boczny wiatr od strony morza, który ułatwił szarżę husarii oraz Dźwinę płynącą z boku i z tyłu armii Chodkiewicza. Wszyscy badacze zgodnie podkreślają, że pod wzgórzem, na którym stali żołnierze Rzeczypospolitej, rozciągała się równina idealna do przeprowadzenia szarży kawaleryjskiej.
Karol IX uszykował wojsko w tzw. szachownicę. W pierwszym i trzecim rzucie stanęła piechota, w drugim i czwartym jazda. Armaty ustawiono przed armią. Trudno jednoznacznie wskazać, w jakim szyku walczyła armia szwedzka, w historiografii istnieją bowiem rozbieżności w tej kwestii. Najczęściej wskazuje się na szkołę holenderską ze szwedzkimi modyfikacjami lub szyk hiszpańsko-niemiecki.
Z kolei wojska Rzeczypospolitej – w zależności od relacji – miały stanąć w następującym szyku: lewe skrzydło złożone z 900 lub 1250 jazdy pod Tomaszem Dąbrową, centrum 1000 jazdy i cała piechota lub 800 jazdy i cała piechota pod Wincentym Wojną oraz prawe skrzydło z 1050 lub 650 jazdy pod Janem Sapiehą. Tatarzy wraz z artylerią zajęli stanowisko przy obozie. Rajtarzy kurlandzcy w centrum. Piechota o czysto strzelczym przeznaczeniu miała w zamyśle hetmana pełnić jedynie funkcję pomocniczą wobec jazdy. Szyk wojsk polsko-litewskich był maksymalnie ściśnięty, tak „żeby nieprzyjaciela gardzącego drobną garstką naszych tym bardziej ubezpieczyć w zuchwalstwie”. Chorągwie jazdy uszykowano płytko, w dwie linie.
Po rozmieszczeniu obydwu armii rozpoczęły się harce. Około południa Hetman litewski postanowił wycofać harcowników, „próbując nieprzyjaciela w równe pole z fortelów wyciągnąć”. Obawiając się, że manewr ten może zostać odczytany przez jego żołnierzy jako sygnał do odwrotu, Chodkiewicz uprzedził o swoim planie rotmistrzów. Trudno przypuszczać, aby Karol IX uwierzył, że hetman porzuca obóz. Być może pewny siebie król szwedzki dał sygnał do marszu ze zniecierpliwienia; wiemy skądinąd, że dowódcy szwedzcy kłócili się z monarchą, aby ten wstrzymał się z atakiem. Niemniej Szwedzi rozpoczęli marsz naprzeciw stanowiskom chorągwi hetmana. Do natarcia ruszył pierwszy rzut, na który złożyło się ponad 5500 piechoty i 9 dział. Rajtaria drugiego rzutu Henryka Brandta w sile 1200 koni weszła na lewe skrzydło, a konnica Mansfelda licząca 1000 koni przeszła na prawą flankę z zamiarem wejścia na tyłu armii Chodkiewicza.
Hetman litewski przewidział, że bitwa rozstrzygnie się na jego lewym skrzydle, Szwedzi bowiem nie mogli okrążyć armii polsko-litewskiej na jej prawym skrzydle ze względu na bagna. „Wydano zatem znak do walnej bitwy z obu stron we wszystkie trąby, kotły i bębny”. Na Szwedów ruszyły z centrum chorągwie husarskie Wojny oraz jazda księcia Fryderyka (600 koni), wiążąc zaciętą walką piechotę wroga. W ślad za nimi z lewego skrzydła ruszyły chorągwie Dąbrowy, wsparte ogniem z dział. Zataczając łuk, wzniosły tumany kurzu i z impetem wbiły się w skrzydło Mansfelda, które załamało się pod szarżą husarską i wpadło w ucieczce na 3000 piechoty Fryderyka księcia lüneburskiego ustawionej w trzecim rzucie.
Za uciekającymi rajtarami Mansfelda Chodkiewicz pchnął chorągwie tatarskie, natomiast husaria Dąbrowy rzuciła się do ataku na piechotę lüneburczyka. Tymczasem na szwedzkim lewym skrzydle sygnał do atak dał Brandt. Czujny Sapieha ruszył chorągwie husarskie i petyhorskie, aby powstrzymać natarcie rajtarów. Karol IX zdecydował się wspomóc swoje lewe skrzydło, rzucając mu do pomocy kilkuset rajtarów czwartego rzutu. Aby nie dopuścić do rozbicia Sapiehy, do boju włączono dwie chorągwie husarskie Teodora Lackiego, które skutecznie odrzuciły rajtarów.
Był to decydujący moment bitwy. Hetman litewski zdecydował o użyciu piechoty, która miała definitywnie rozbić pierwszy rzut piechoty wroga. Następnie pozostałe chorągwie jazdy uderzyły na stawiający jeszcze opór trzeci rzut Szwedów. Wszystko rozegrało się błyskawicznie. Próby przegrupowanie wojsk Szwedzkich nie powiodły się wobec bezładnej ucieczki. Jak pisał później Karol IX „nasi uciekali jak gromada kurcząt, choć było ich czterech alb pięciu przeciw jednemu”. Król szwedzki sam zresztą otarł się o śmierć lub niewolę i tylko dzięki poświęceniu Henryka Wrede, który podał mu nowego konia, zdołał zbiec. Rozzłoszczony po klęsce, po powrocie na statek Sudermańczyk zabił Pawła Krajewskiego, owego nieszczęsnego husarza wziętego do niewoli.

Straty walczących stron

Mankell na podstawie rolli popisowych doliczył się w trzydziestu szwedzkich jednostkach 3854 poległych. Historyk ten nie był jednak w stanie wskazać zabitych w przypadku pozostałych trzydziestu czterech oddziałów. Prawdopodobnie ich straty były nie mniej dotkliwe. Barkman był zdania, że liczbę ocalałych z pogromu należy szacować na 3000 do 3500 ludzi. Oznacza to, że z 11 000 armii Szwedzi zostawili na polu bitwy około 73% żołnierzy. Z dowódców szwedzkich zginął Lennartsson, któremu Chodkiewicz wyprawił uroczysty pogrzeb, książę lüneburski, pułkownicy Forbes i Stigel. W ręce żołnierzy Chodkiewicza wpadło 60 sztandarów oraz wszystkie armaty, wzięto również setki (jedna z niemieckojęzycznych gazet ulotnych twierdziła nawet, że 1500) jeńców. Do niewoli dostał się m.in. Brandt, który po przewiezieniu do Krakowa został stracony za zdradę Zygmunta III.
Litwini i Polacy stracili prawdopodobnie 100 żołnierzy, mieli także 200–400 rannych. Zginęło wiele koni. Relatywnie niewielkie straty strony litewskiej znajdują potwierdzenie w licznych relacjach oraz dokumentach, nie ma więc powodu, aby w nie wątpić. Ta ogromna dysproporcja poległych wynikła z dwóch czynników: po pierwsze, właściwa część bitwy (czyli bez harców i pogoni) trwała dwadzieścia, może trzydzieści minut, po drugie zdecydowana większość Szwedów straciła życie podczas ucieczki. Część potopiła się w Dźwinie, inni zginęli pod szablami ścigającej ich jazdy.
Po bitwie pod Kircholmem (obraz pędzla Januarego Suchodolskiego)

Zakończenie

Kircholm ze względu na stosunek sił zwyciężonych do zwycięzców był jednym z największych zwycięstw taktycznych w historii świata. Chodkiewicz dopasował taktykę swojej armii do warunków terenowych. Wódź litewski wykorzystał lewe skrzydło do rozstrzygnięcia bitwy, wchodząc na tyły wroga po przełamaniu jego prawej flanki. Płytkie uszykowanie litewskich chorągwi pozwoliło wprowadzić do bitwy więcej szabel. Szwedzkie oddziały ustawione w cztery szeregi – chociaż liczniejsze – pozwoliły się otoczyć i rozbić. Karol IX popełnił wiele błędów. Przede wszystkim był zadziwiająco pewny siebie, mimo iż w ostatnich latach wojska szwedzkie ponosiły w polu same klęski. Dzieląc piechotę na dwa rzuty, Sudermańczyk umożliwił Chodkiewiczowi zniwelowanie znacznej przewagi liczebnej strony szwedzkiej.
Bitwa pod Kircholmem pokazała wyższość w polu staropolskiej sztuki wojennej nad Szwedzką, wzorowaną na holenderskiej szkole wojskowej Maurycego Orańskiego, która faworyzowała regimenty pikiniersko-muszkieterskie kosztem jazdy. Jak słusznie zauważył po latach Jakub Sobieski, „przyszłe pokolenia bardziej się dziwować, niźli wierzyć będą” w wynik tej bitwy.
Chociaż wiktoria kircholmska sparaliżowała działania szwedzkie w Inflantach na kilkanaście miesięcy, strona polsko-litewska nie zdołała tego wykorzystać. Zygmunt III już na sejmie 1605 roku proponował konkretne projekty reform, jak np. głosowanie większościowe w sprawach skarbowo-wojskowych oraz powołanie niezależnego od uchwał sejmowych, stałego i jednolitego skarbu wojskowego. Część obywateli szlacheckich, ulegając demagogicznym hasłom głównych opozycjonistów, dała się jednak przekonać, że król dążył do absolutyzmu.
Istnieją podstawy źródłowe do wysunięcia tezy, że Jan Zamoyski już od 1603 roku planował zbrojne wystąpienie szlachty. W tej sytuacji trudno było znaleźć porozumienie. Rozpoczęty w 1606 roku rokosz siłą rzeczy zepchnął sprawy inflanckie na dalszy plan. Warto jednak napisać w tym miejscu, że rokoszanie upominali się o zaległe nagrody pieniężne dla żołnierzy spod Kircholmu, zapominając, że to oni swoją działalnością paraliżowali funkcjonowanie państwa.
Pomnik bitwy pod Kircholmem w Salaspils k. Rygi z napisami łotewskim i polskim oraz herbami Litwy, Polski i Kurlandii (fot. Mariusz Paździora, na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa 3.0)
W skutek nieszczęśliwego splotu wydarzeń potencjał wygranej bitwy kircholmskiej został zmarnowany. Zdobyć bowiem Inflanty oraz utrzymać je przy Rzeczypospolitej mogła armia, której struktura była odmienna od dotychczasowej. Należało bowiem zmienić jej skład, wprowadzając do niej jednostki piechoty z silną artylerią i pododdziałami specjalistycznymi. Z drugiej strony nawet porządne opatrzenie Inflant nie zniechęciłby Szwedów to zaniechania wojny. Mogli oni przecież ciągle odnawiać swoje siły w samej Szwecji. Z tego powodu Rzeczpospolita musiała także stworzyć silną flotę osłaniającą wybrzeże (ten aspekt również wykorzystywała opozycja to swoich rozgrywek, zrzucając winę za brak floty na króla) i ewentualnie pokusić się o wyprawę na samą Szwecję, by zmusić nieprzyjaciół do podpisania pokoju. Aby jednak osiągnąć te cele, należało przeprowadzić w kraju reformy skarbowo- wojskowe.
Kircholm został do pewnego stopnia wykorzystany jedynie na polu polityki zagranicznej. Opis bitwy rozprzestrzenił się bowiem po całej Europie, docierając także do egzotycznej Persji. Wzmocnił on tym samym przekonanie o dużej wartości polsko-litewskiego żołnierza, skłaniając monarchów europejskich do poparcia pretensji Zygmunta III do korony szwedzkiej.

Bibliografia

  • Antanavičius Darius, Znane i nieznane źródła do kampanii kircholmskiej w 1605 roku, [w:]Wojny północne w XVI–XVIII wieku. W czterechsetlecie bitwy pod Kircholmem, red. B. Dybaś, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, Toruń 2007.
  • Bohun Tomasz, Bitwa pod Kircholmem 27 IX 1605, „Dzieje oręża polskiego”, nr 6/20, „Rzeczpospolita”, 8.04.2006.
  • Barkman Bertil, Kungl. Svea Livgardes historia, t. 2, 1560–1611, Stockholm 1938–1939.
  • Czwołek Arkadiusz, Piórem i buławą. Działalność polityczna Lwa Sapiehy. Kanclerza litewskiego, wojewody wileńskiego, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika w Toruniu, Toruń 2012.
  • Filipczak-Kocur Anna, Skarb litewski za pierwszych dwu Wazów: 1587–1648, Wydawnictwo Uniwersytetu Wrocławskiego, Wrocław 1994.
  • Górski Konstanty, Historya piechoty polskiej, nakładem polskiej spółki wydawniczej, Kraków 1893.
  • Tenże, Historya jazdy polskiej, nakładem polskiej spółki wydawniczej, Kraków 1893.
  • Kircholm – Kłuszyn. Zwycięstwa husarii, red. Witold Rawski, Wydawnictwo Wojskowego Centrum Edukacji Obywatelskiej, Warszawa 2010.
  • Kukiel Marian, Zarys historii wojskowości w Polsce, Krakowska Spółka Wydawnicza, Kraków 1929.
  • Mankell Julius, Uppgifter rörande svenska krigsmagtens styrka sammansättning och fördelning sedan slutet af femtonhundratalet jemte öfversigt af svenska krighistoriens vigtigaste händelser under samma tid, Tryckt hos C.M. Thimgren, Stockholm 1865.
  • Nowiny z Inflant o porażce, która się stała nad Karolem, księciem Sudermańskim przez Jana Karola Chodkiewicza dnia 27 września 1605, BK PAN Kórnik, nr 12504.
  • Podhorodecki Leszek, Jan Karol Chodkiewicz 1560–1621, Warszawa 1982.
  • Radziwiłł Stanisław Albrycht, Rys panowania Zygmunta III, Wydawnictwo Uniwersytetu Opolskiego, Opole 2011.
  • Wisner Henryk, Bitwa kircholmska – pytania i wątpliwości, [w:] Wojny północne w XVI–XVIII wieku…
  • Tenże, Zygmunt III Waza, Ossolineum, Wrocław 2006.
  • Tenże, Rzeczpospolita Wazów. Czasy panowania Zygmunta III i Władysława IV, t. 1, Neriton, Warszawa 2002.
  • Tenże, Rzeczpospolita Wazów. Wojsko Wielkiego Księstwa Litewskiego, dyplomacja, varia, t. 2, Neriton, Warszawa 2004.
  • Tenże, Kircholm 1605, Wydawnictwo Ministerstwa Obrony Narodowej, Warszawa 1987.
Redakcja: Roman Sidorski
Tekst opublikowany pierwotnie 27 września 2013 r.

Absolwent Wydziału Historycznego Akademii Humanistycznej im. A. Gieysztora w Pułtusku, doktorant na Wydziale Nauk Historycznych i Społecznych UKSW. Pełnił funkcję prezesa Koła Naukowego Historyków, studiował na Uniwersytecie Wileńskim w ramach programu Erasmus. Stypendysta Ministra Nauki i Szkolnictwa Wyższego w roku akademickim 2010/2011. Specjalizuje się w historii wojskowości i parlamentaryzmu Rzeczypospolitej w czasach panowania Wazów. Obecnie przygotowuje rozprawę doktorską.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło

106 lat temu miała miejsce Akcja pod Bezdanami

Paweł Rzewuski 
W roku 1908 kilku zamaskowanych mężczyzn obrabowało pociąg pocztowy pełen rubli. W sumie nic niezwykłego, gdyby nie fakt, że rabusiami byli ci, którzy kilkanaście lat później rządzili Polską.

W 1907 roku sytuacja finansowa Polskiej Partii Socjalistycznej przedstawiała się marnie. Pomimo licznych napadów na administrację państwową − miedzy innymi na pocztę na ulicy Wspólnej w Warszawie, gdzie ukradziono około 6 500 rubli albo na wóz kasowy zakładów monopolowych w Łodzi, kiedy zrabowano prawie 5 000 rubli − organizacja borykała się z kłopotami finansowymi. A walka zbrojna z caratem nie była tania. Potrzebna zatem była jedna akcja, która zapewniłaby płynność finansową. Należy wspomnieć, że poza organizowaniem akcji zbrojnych i agitacją PPS starał się również wspierać materialnie najuboższych oraz rodziny poległych działaczy.
Józef Piłsudski w 1899 r. (w domenie publicznej).Nie wiadomo, kiedy Józef Piłsudski, używający w PPS-ie pseudonimu „Wiktor”, podjął decyzję o zorganizowaniu naprawdę dużej akcji. Można jednak przypuszczać, że idea napadu zrodziła się w okolicach października 1907 roku, kiedy to do Wilna, gdzie przebywał Ziuk, przyjechał Aleksander „Bohdan” Prystor i wspólnie wpadli na pomysł obrabowania pociągu z pieniędzmi.
Wilno okazało się idealnym punktem dla planowanej akcji. To właśnie tam spotykała się większość torów kolejowych regionu, a co więcej, miasto było obowiązkowym miejscem postoju każdego pociągu jadącego do Petersburga, w tym i tych, które przewoziły gotówkę. Dwaj wybitni działacze PPS-u nie podjęli wtedy żadnej konkretnej decyzji, jednak wstępnie wskazali miejscowość Bezdany.
Warto wspomnieć, że akcja pod Bezdanami była jedną z kilku tego rodzaju operacji. Po raz pierwszy PPS zaatakował 25 października 1907 roku pociąg Wostrykow − zrabowano wówczas około 13 000 kopiejek. Niecały miesiąc później w Ostrowcu bojowcy ukradli z furgonu podobną kwotę pieniędzy. Było to jednak wciąż za mało. Kiedy zapadła decyzja, niezwłocznie przystąpiono do przygotowań. Pierwotnie akcja miała być przeprowadzona 18 września, jednak z powodów niezależnych od organizatorów musiała zostać odroczona.
W Wilnie w sobotni poranek 26 września grupka mężczyzn pobrała przynależną im broń. Ustalono nawołanie („kto idiota?”) i odzew („komuniści”) i wyruszono na akcję. Część z bojowców udała się do pobliskiej wsi na piechotę, inni pojechali tramwajem konnym. Na podskakującym na wybojach wozie ściskali ukryte pod ubraniem browningi i mausery.
Pociąg zaczyna się zbliżać do Bezdan tuż przed godziną 23, mija budkę dróżnika, z której wychyla się zaspana postać. Część obsady pociągu pali machorkę na peronikach w drzwiach wagonów, część znudzona wygląda przez okna. Nagle czterech mężczyzn zaczyna biec wzdłuż przedziału eskorty pociągu. Towarzysz Balega próbuje przy pomocy kijów wybić szybę w wagonie. Z pociągu rozlegają się strzały, żandarm Borysowicz stara się zabić atakującego. Jednak nie trafia, ponieważ zostaje postrzelony w nogę przez Gibalskiego. Czołgając się, usiłuje dostać się z powrotem do wnętrza wagonu. Szyba, w którą uderza Balega, rozpryskuje się i Gibalski wrzuca do środka ładunek, który wybucha. Trzeci z atakujących, Momentowicz, traci czapkę i odkrywa, że stracił również słuch w lewym uchu. Gibalski i Balega otrzepują się i wstają spod płotu, na który odrzucił ich wstrząs. Ogłuszony żandarm leży na torach kolejowych. Gibalski podbiega raz jeszcze do wagonu i wrzuca w dymiącą dziurę drugi ładunek. Wybuch wybija wszystkie szyby oraz gasi światła. Gdyby przerażeni żołnierze i podróżni spojrzeli na przód wagonu, ujrzeliby spowitą dymem postać, krzyczącą: „Dawać lampę. Acetyleonową”, która po chwili wpada do środka. Człowiekiem tym jest działacz PPS-u, Tomasz Arciszewski. Z wymierzonym karabinem idzie naprzód. Po chwili dobiega do niego drugi bojownik − Fijałkowski. Arciszewski szepcze mu coś na ucho, po czym tamten wybiega z przedziału. Chwilę później w innej części pociągu podróżni są świadkami następującej sceny: do mężczyzny, który wsiadł kilka stacji wcześniej, podbiega zdyszany człowiek z pistoletem i po krótkiej rozmowie znika. Nikt nie wie, że wydający rozkaz podróżny za kilkanaście lat będzie premierem nieistniejącego obecnie państwa. W tym samym czasie Arciszewski zbliża się do przedziału w dymiącym wagonie, w którym podróżują żandarmi, a stojący na peronie bojowcy otworzyli już ogień. Mężczyzna cofa się nieznacznie, aby przypadkiem nie zostać trafionym przez towarzyszy. Kiedy strzały cichną, wpada do przedziału. Na środku leży poszarpane ciało jednego z żandarmów, trzej inni, przerażeni chronią się pod ścianami. Arciszewski wymachując rewolwerem, każe im uciekać.
Na stacji, jeszcze przed wybuchem ładunków, dwóch podróżnych nerwowo kręci się po poczekalni. Kiedy słychać pierwszy huk, wyciągają zza pazuchy broń i nakazują czekającym, aby byli spokojni. Po chwili Młynarski i Gorgol trzymają już na muszce zastępcę naczelnika stacji, Mikołaja Borysowicza. Popędzając go lufami, dochodzą do pokoju telegraficznego i niszczą sprzęt. Następnie zbierają całą obsługę stacji w poczekalni i na ich oczach niszczą siekierą telegrafy i telefony. Kiedy Gorgol wybiega z poczekalni, aby zamknąć semafor, z zatrzymanymi pozostaje sam Młynarski. W jednej ręce trzyma rewolwer, w drugiej owinięte w gazetę śledzie (pakunek do złudzenia przypomina bombę). Napastnicy uspokajają obsługę stacji, że interesują ich jedynie rządowe pieniądze, a zapytani o możliwość zapalenia papierosa częstują swoimi.
Walery Sławek ok. 1905 roku (fot. domena publiczna)W tym samym czasie na skraju stacji stoi samotny mężczyzna. Kilkoma strzałami w powietrze odstrasza zbliżających się ludzi. Na umówiony sygnał Walery Sławek daje sygnał Świrskiemu, aby ten zaciągnął hamulec. Razem z dwoma innymi bojownikami, Prystorem i Brajtenbachem, stają na podeście i strzelają z mauserów i browningów do uciekających żandarmów.
Od strony lokomotyw zbliża się kolejna grupa napastników. Wśród nich jest dowódca dywersji, Lutze-Birk, który ma za zadanie wysadzić w powietrze szyny. Ale nie ma szczęścia, ponieważ pociąg zatrzymuje się nieco dalej, niż planowano i najbardziej dogodne miejsce staje się niedostępne. Zirytowany, każąc sobie świecić latarnią, próbuje zamontować ładunek gdzie indziej. Ten jednak jak na złość nie wypala. Zrezygnowany przechodzi do planu B i przy pomocy browninga terroryzuje obsługę lokomotywy. Kiedy jego towarzysze opiekują się zatrzymanymi, udaje się na peron, aby spotkać się z architektem całej akcji − Piłsudskim. Nie słyszy jednak umówionego okrzyku: „kto idiota?” i o mały włos nie ginie z ręki towarzyszącego „Wiktorowi” Helmana. Dopiero kiedy opada dym, orientują się, jak byli blisko fatalnej pomyłki.
W całym tym zamieszaniu do wagonu, w którym przewożono pieniądze, podchodzi brodaty mężczyzna i stawia znajdującej się we wnętrzu eskorcie ultimatum: albo otworzą, albo wrzuci bombę. Po chwili drzwi stoją otworem. Przerażony urzędnik Józef Majewski nie ma oczywiście pojęcia, że człowiek, który grozi mu rewolwerem, każąc wskazać miejsce, gdzie znajdują się pieniądze, jest przyszłym marszałkiem Polski. Po krótkiej chwili grupka bojowników zaczyna przeczesywać worki i wrzucać ich zawartość do przygotowanych wcześniej toreb. Panuje chaos, wiele pakunków jest opisanych niewłaściwie. W niektórych wbrew zapowiedziom nie ma pieniędzy. Co więcej, w drugiej części wagonu ogarnięci nagłym heroizmem konduktorzy barykadują się, zamykając żelazne drzwiczki. Jednak Lutze-Birk przekonuje ich z pomocą ładunku wybuchowego do zmiany zdania. O godzinie 23.40 Ziuk ogłasza, że zostało zaledwie 5 minut na przeczesanie wagonu z pieniędzmi. Część bojowców protestuje, ponieważ właśnie dotarli do miejsca z największą ilością pieniędzy. Jednak Piłsudski jest nieubłagany. Zarekwirowana ze stacji trąbka daje sygnał do odwrotu. Z workami wypełnionymi rublami, złotem i srebrem bojownicy PPS-u uciekają ze stacji. Na odchodne uspokajają podróżnych. Ich łupem pada w zależność od źródeł: od 200 000 do ponad 500 000 rubli (najbardziej prawdopodobna liczba to 300 000). W trakcie akcji jeden żandarm zginął, a kilku zostało rannych. Po stronie PPS-u nikt nie doznał obrażeń.
Bojownicy po obrabowaniu pociągu rozjechali się w różne strony − jedni przedarli się czółnami do Wilna, drudzy uciekli na piechotę, a jeszcze inni odjechali wcześniej przygotowaną bryczką. Ich drogi się rozeszły − niektórzy, jak Piłsudski i Momentowicz przez Wilno dotarli do Warszawy, z kolei innych, np. Arciszewskiego i Sławka, los rzucił przez Mińsk do Kijowa. Czterech sprawców zostało złapanych i osadzonych w więzieniu.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz
Tekst opublikoano 26 września 2012 r.
Student filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego. Zainteresowania badawcze historyczne: teoria literatury, historia Polski i Rosji w pierwszej połowie XX w., historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, systemy państw totalitarnych i historia filozofii. Zainteresowania badawcze filozoficzne: bioetyka psychopatologii, filozofia umysłu, neurologia, tożsamość osobowa w czasie, ontologia Internetu. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel Kaczmarskiego i Iron Maiden.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło

piątek, 26 września 2014

10 polskich partyzantów, których warto poznać

Michał Przeperski 
Bohaterowie i renegaci. Żołnierze Armii Krajowej, Armii Ludowej, Narodowych Sił Zbrojnych. Dziesięciu polskich partyzantów, których warto poznać.

1. Henryk Dobrzański „Hubal” (1897-1940)

Henryk Dobrzański "Hubal"Pierwszy partyzant II wojny światowej. Urodził się w szlacheckiej rodzinie o tradycjach patriotycznych. Według niektórych badaczy miał być potomkiem Zawiszy Czarnego, jednego z największych rycerzy średniowiecznej Europy. Na pewno natomiast był wnukiem powstańca styczniowego. Żołnierska żyłka była w nim od zawsze: krótko po wybuchu I wojny światowej znalazł się w szeregach Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego. Walczył też z Ukraińcami o Lwów i odznaczył się w wojnie polsko-bolszewickiej. Czterokrotnie honorowano go Krzyżem Walecznych oraz krzyżem Virtuti Militari.
W czasach II RP dał się poznać jako znakomity kawalerzysta – wraz z innymi polskimi jeźdźcami zdobył m.in. prestiżowy hippiczny Puchar Narodów. Był jednak rogatą duszą i podczas swojej wieloletniej służby w jednostkach polskiej kawalerii niejednokrotnie wywoływał konflikty z przełożonymi. Na przełomie maja i czerwca 1939 r. major Henryk Dobrzański został przeniesiony w stan nieczynny. Jednak w obliczu najazdu niemieckiego, w pierwszych dniach września otrzymał przydział do jednej z rezerwowych jednostek ułanów przygotowanych do walki w drugiej linii. We wrześniu żołnierze Dobrzańskiego stoczyli szereg walk z Wehrmachtem i Armią Czerwoną. Na Kresach Wschodnich Dobrzański brał udział w obronie Grodna. Gdy miasto padło, Dobrzański odmówił wycofania się na Litwę. W serii ciężkich bojów próbował przebić się do Warszawy. Gdy to się nie powiodło zdecydował się na marsz na południe. Postanowił przejść w Góry Świętokrzyskie, by tam doczekać spodziewanej ofensywy alianckiej. Tak powstał Oddział Wydzielony Wojska Polskiego – pierwszy oddział partyzancki II wojny światowej.
Pomimo wezwań ze strony cywilnych i wojskowych władz podziemnych, „Hubal” kontynuował działania partyzanckie od października 1939 r. do kwietnia 1940 r. Szczególnie silny sprzeciw wobec działań partyzantów w mundurach wyrażał szef Związku Walki Zbrojnej gen. Stefan Rowecki „Grot”, określając je mianem „niepoczytalnych”. „Hubal” kontynuował walkę z grupą blisko 70 ochotników, mając przeciwko sobie wielokrotnie większe odziały Wehrmachtu i SS. Długo nie zdawał sobie też sprawy z brutalnych realiów okupacji hitlerowskiej. Na dwa tygodnie przed rozbiciem oddziału wstrząsnęła nim informacja o rozstrzelaniu wszystkich mężczyzn ze wsi, które udzieliły wsparcia partyzantom. 30 kwietnia 1940 r. w okolicach Anielina rozdział „Hubala” został rozbity a on sam poniósł śmierć.
Jego legenda na nowo odżyła w początku lat 70. dzięki popularnemu filmowi „Hubal” w reżyserii Bohdana Poręby i niezwykle sugestywnemu w głównej roli Ryszardowi Filipskiemu.

2. Jan Piwnik „Ponury” (1918-1944)

Jan Piwnik "Ponury"Najbardziej znany polski „cichociemny”. Był synem chłopa. W ostatnich latach II RP wstąpił do Policji Państwowej, służąc na prowincjonalnym posterunku na Wołyniu, aby następnie przejść do szkoły policyjnej w Golędzinowie. Oddział interwencyjny tej ostatniej służył w latach 30. do rozpędzania zamieszek oraz strajków w stolicy. W kampanii wrześniowej Piwnik służył w zmotoryzowanych oddziałach policyjnych, walcząc m.in. na Śląsku i Lubelszczyźnie. 23 września oddział przekroczył granicę polsko-węgierską.
Na Węgrzech Piwnik znalazł się w obozie internowania, jednak uciekł z niego już wiosną następnego roku. Przez Jugosławię i Włochy udało mu się dostać do Francji, gdzie zdążył wziąć udział w wojnie francusko-niemieckiej. Wokół siebie zgromadził polskich żołnierzy z różnych rozbitych oddziałów, których bezpiecznie powiódł do Wielkiej Brytanii na jednym z ostatnich stateczków odpływających do tego kraju z wybrzeża francuskiego. Szybko okazało się, że nie jest zwykłym żołnierzem. Ze służby w artylerii przesunięto go do jednostek spadochronowych i tam dostrzeżono w nim kandydata na „cichociemnego” – komandosa zrzucanego do okupowanego kraju dla prowadzenia działań dywersyjnych i partyzanckich. 10 października 1941 r. Jan Piwnik został żołnierzem Związku Walki Zbrojnej, składając przysięgę obowiązującą w tej organizacji. W miesiąc później zrzucono go na spadochronie do kraju.
Działania Piwnika prowadzone były ze zmiennym szczęściem. Latem 1942 roku aresztowała go niemiecka żandarmeria, w czasie wykonywania obowiązków związanych z akcją „Wachlarz”. Udało mu się jednak uciec z więzienia i na jesieni tego samego roku zaczął szkolić żołnierzy AK w zakresie dywersji. W styczniu 1943 r. „Ponury” dowodził akcją skutecznego odbicia trzech żołnierzy AK z więzienia w Pińsku, za co odznaczono go krzyżem Virtuti Militari. Wiosną 1943 r. uzyskał zgodę na sformowanie oddziału partyzanckiego na Kielecczyźnie. Stworzone przez niego oddziały zajęły się zwalczaniem niemieckich konfidentów oraz pospolitego bandytyzmu w Świętokrzyskiem.
Prowadzone przez niego brawurowe akcje przyczyniły się jednocześnie do nasilenia terroru hitlerowskiego wymierzonego w mieszkańców świętokrzyskich miejscowości. To z kolei przyczyniło się do przeniesienia go na Nowogródczyznę, gdzie wszedł on w skład oddziałów dowodzonych przez Macieja Kalenkiewicza „Kotwicza”. Podczas jednej z akcji przeciwko niemieckim posterunkom, 16 czerwca 1944 r. Piwnik poniósł śmierć.

3. Elżbieta Zawacka „Zo” (1909-2009)

Elżebieta Zawacka "Zo"Urodziła się w Toruniu, gdzie ukończyła szkołę podstawową i gimnazjum. Studiowała matematykę na Uniwersytecie Poznańskim, a następnie pracowała jako nauczycielka. Jednocześnie związała się z „Przysposobieniem Wojskowym Kobiet”. Przed wybuchem II wojny światowej pełniła funkcję komendanta śląskiego oddziału tej organizacji.
We wrześniu 1939 r. walczyła w obronie Lwowa, a już w październiku wstąpiła do Służby Zwycięstwu Polski. Początkowo działała na Śląsku, a następnie w Warszawie. Zajmowała się transportem korespondencji, podróżując m.in. do Berlina, Londynu i Sztokholmu. W trakcie II wojny światowej wielokrotnie przekraczała granicę III Rzeszy. W początku 1943 została emisariuszką Stefana Roweckiego „Grota” do Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie. W trakcie pobytu w Wielkiej Brytanii przeszła gruntowne przeszkolenie i we wrześniu tego samego roku wróciła do kraju jako „cichociemna”. Była jedyną kobietą w tej elitarnej grupie.
Wiosną 1944 r., Zawacką wycofano z kurierskich szlaków, z powodu zagrożenia aresztowaniem. Brała udział w powstaniu warszawskim, a po jego klęsce wciąż pozostawała aktywną konspiratorką. Po krótkim pobycie na Zachodzie, zdążyła jeszcze zaangażować się w działalność podziemia antykomunistycznego, jednak zaprzestała jej już w 1946 r., podejmując pracę jako urzędniczka i nauczycielka.
W czasach stalinowskich była represjonowana – w 1951 r. skazano ją na karę 10 lat więzienia. Uwolniona na fali odwilży, po 1956 r. zaangażowała się w działalność naukową na uczelniach w Gdańsku i Toruniu. Oddała nieocenione zasługi w walce o pamięć o bohaterach II wojny światowej. Była odznaczona Orderem Orła Białego i – dwukrotnie – krzyżem Virtuti Militari.

4. Mieczysław Moczar „Mietek” (1913-1986)

„Partyzant” co się zowie. Urodził się w Łodzi w 1913 r., ale informacje na temat jego młodości są dość mgliste. Na pewno był słabo wykształcony, a już w latach 30. związał się z ruchem komunistycznym. Pracował jako robotnik fabryczny, a w końcu lat 30. za działalność komunistyczną trafił do więzienia. Opuścił je pierwszych dniach września 1939 r,, gdy w więzienny gmach trafiła bomba. Następnie znalazł się na terenach okupowanych przez Związek Radziecki, m.in. w Białymstoku. Wiele wskazuje, że podjął wówczas współpracę z radzieckim wywiadem wojskowym.
Pomimo braku doświadczenia wojskowego, w roku 1942 Mieczysław Moczar został dowódcą partyzanckich oddziałów Gwardii Ludowej w Łódzkiem. Moczar był już w owym czasie członkiem Polskiej Partii Robotniczej. Jego działania nie były spektakularne. Szeroko zakrojone aresztowania w łódzkiej organizacji partii komunistycznej wymusiły skierowanie go na Lubelszczyznę. Tam podjął aktywne działania partyzanckie, we współpracy ze swoim zastępcą Grzegorzem Korczyńskim.
Mieczysław Moczar jako dowódca oddziałów GL/AL (fot. ze zbiorów Narodowego Archiwum Cyfrowego, Archiwum Fotograficzne Stefana Bałuka, sygn. 37-1750-1).Jednak już w czerwcu 1944 roku przeniesiono go na Kielecczyznę, z uwagi na jego konflikt z Leonem Kasmanem, dowodzącym oddziałami partyzantki radzieckiej., realizującej ścisłe wytyczne Moskwy. Moczar jest odpowiedzialny za zbrodnie popełniane w owym czasie przez oddziały AL., m.in. dowodzone przez Bolesława Kowalskiego „Cienia”. Ofiarą tego ostatniego padali mieszkańcy Lubelszczyzny, żołnierze Armii Krajowej i Narodowych Sił Zbrojnych.
Na Kielecczyźnie Moczarowi udało się przekonać oddziały AK oraz Batalionów Chłopskich do ograniczonego współdziałania z AL w walkach przeciwko Niemcom. Bezkompromisowe bratobójcze walki toczył on natomiast z partyzantami Narodowych Sił Zbrojnych. Taka sytuacja utrzymywała się aż do chwili, gdy wojska radzieckie opanowały region kielecki.
Po wojnie Moczar był nie tylko funkcjonariuszem komunistycznej bezpieki i wpływowym politykiem, ale również twórcą własnej legendy partyzanckiej. Symbolem zakłamywania historii polskich partyzantów stała się książka „Barwy walki” autorstwa Moczara (podejrzewa się, że właściwym autorem książki mógł być Wojciech Żukrowski). Działalność Moczara po 1945 r. należy oceniać jednoznacznie negatywnie. Okres 1942-1945 jest pełen białych plam. Bez wątpienia, obok kilkukrotnego wykazania się osobistą odwagą, ponosi on odpowiedzialność za liczne zbrodnie.

5. Józef Kuraś „Ogień” (1915-1947)

Józef Kuraś "Ogień"„Ogień” to może najbardziej niejednoznaczna postać na liście 10 polskich partyzantów, których warto znać. Urodził się na Podhalu i z tym regionem związał swoje życie. Tu skończył szkołę i tutaj służył w Wojsku Polskim. Następnie przez pewien czas służył w Korpusie Ochrony Pogranicza, strzegącym granicy ze Związkiem Radzieckim. We wrześniu 1939 r. walczył w szeregach oddziałów strzelców podhalańskich. Próbował przedostać się na Węgry, ale zrezygnował z tego i wstąpił do Służby Zwycięstwa Polski. Później przystąpił do Konfederacji Tatrzańskiej, luźniej współpracującej z AK.
Po osobistej tragedii – hitlerowcy zabili mu ojca, żonę, syna i spalił dom – Kuraś przyjął pseudonim „Ogień”. Na pewien czas podporządkował się Armii Krajowej, ale jego rogata dusza utrudniała mu współpracę z innymi partyzantami. Często nie podporządkowywał się rozkazom, w końcu szczęśliwie uniknął wykonania wyroku śmierci, jaki wydało na niego Polskie Państwo Podziemne.
Jesienią 1944 r. Kuraś podjął współpracę z Armią Ludową i partyzantami radzieckimi. Uznał również Krajową Radę Narodową – samozwańczą instytucję sterowaną przez komunistów – za prawowity organ władzy w Polsce. Polityczne deliberacje pozostawały w tle jego aktywnej walki przeciwko Niemcom. Przybrały one na sile wraz ze zbliżaniem się frontu wschodniego na Podhale. Po zajęciu południowej Polski przez wojska radzieckie „Ogień” został funkcjonariuszem Milicji Obywatelskiej, a następnie Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Na skutek konfliktu z lokalnymi ogniwami nowej władzy Kuraś wypowiedział im posłuszeństwo i powrócił do działań partyzanckich.
W latach 1945-1947 pozostawał postrachem komunistów na Podhalu. Jego ofiarami było blisko 150 funkcjonariuszy reżimu, a wśród jego czynów warto wymienić m.in. rozbicie krakowskiego więzienia gdzie uwolnił grupę żołnierzy AK i NSZ. Z drugiej strony, „Ognia” zapamiętano jako gwałtownika, dokonującego rozbojów i mordów.
Wojska Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego zniszczyły grupę „Ognia” w lutym 1947 r., a sam Kuraś poniósł śmierć w walce. W roku 2006 wdowa po „Ogniu” została uhonorowana Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski. Wiele osób uznało to za symboliczną rehabilitację kontrowersyjnego partyzanta.

6. Zygmunt Szendzielarz „Łupaszka” (1910-1951)

Zygmunt Szendzielarz "Łupaszka"Zasłynął nie tylko w walkach przeciwko Niemcom, ale również przeciwko komunistom. Był ich postrachem na Wileńszczyźnie, Podlasiu i Pomorzu. Do 1989 r. przedstawiany był w propagandzie jako rozbójnik i zbrodniarz. Dziś jest jednym z najbardziej znanych „żołnierzy wyklętych”.
Urodził się na Kresach południowo-wschodnich w rodzinie urzędnika kolejowego. Jego bracia walczyli w walkach polsko-ukraińskich o Lwów w 1919 r. on sam wstąpił do Wojska Polskiego w początku lat 30. W Centrum Wyszkolenia Kawalerii w Grudziądzu dostrzeżono w nim materiał na wyjątkowo sprawnego dowódcę kawalerii. Do końca II RP Szendzielarz służył w Wileńskiej Brygadzie Kawalerii i razem z nią walczył w kampanii wrześniowej. W końcu września 1939 r. trafił do niewoli niemieckiej, ale udało mu się z niej zbiec.
Nie wiadomo kiedy dokładnie włączył się do działalności konspiracyjnej. Na pewno w 1943 r. znalazł się już w oddziale partyzanckim AK dowodzonym przez Antoniego Burzyńskiego „Kmicica”. Gdy ten został skrytobójczo zamordowany przez partyzantów radzieckich, „Łupaszka” skupił wokół siebie oddziały partyzanckie z Wileńszczyzny i tworząc 5. Wileńską Brygadę AK prowadził walki z Litwinami, Niemcami i Sowietami. Nie wziął udziału w wyzwalaniu Wilna wespół z Armią Czerwoną – otoczony w okolicach Grodna rozformował swoje oddziały. Odtworzył je niedługo później na Białostocczyźnie.
Dramatyczny przebieg miała prowadzona przez niego działalność partyzancka przeciwko komunistom w latach 1945-1947. Stale zmniejszała się liczba żołnierzy i coraz mniej było nadziei na sukces „drugiej konspiracji”. Przez długi czas „Łupaszka” niszczył struktury rodzącego się systemu komunistycznego, zabijał funkcjonariuszy PPR, UB oraz żołnierzy ludowego WP i Armii Czerwonej. Gdy dalszą walkę uznał za niemożliwą, rozwiązał swoje oddziały wiosną 1947 r.
Urząd Bezpieczeństwa nie dał jednak za wygraną. Szendzielarz został pochwycony w czerwcu 1948 r. i po wielomiesięcznym śledztwie skazano go na wielokrotną karę śmierci. „Łupaszkę” zamordowano w lutym 1951 r. w więzieniu mokotowskim. Miejsce jego pochówku udało się ustalić dopiero w 2013 r. dzięki badaniom prowadzonym przez Instytut Pamięci Narodowej.

7. Hieronim Dekutowski „Zapora” (1918-1949)

Hieronim Dekutowski "Zapora"Cichociemny, „żołnierz wyklęty” i jedna z najbardziej tragicznych postaci podziemia niepodległościowego w Polsce. Urodził się w rodzinie o tradycjach socjalistycznych i piłsudczykowskich. Szkołę skończył w Tarnobrzegu, ale nie udało mu się podjąć studiów – na przeszkodzie stanęła wojna. We wrześniu 1939 r. walczył w obronie Lwowa, po czym przedostał się na Węgry i dalej – do Francji. Tam walczył w kampanii roku 1940, a po jej klęsce przez Szwajcarię dostał się do Wielkiej Brytanii.
W Wielkiej Brytanii intensywnie się szkolił. W 1943 r. został „cichociemnym” i w połowie września tego roku zrzucono go do kraju. Dołączył do oddziałów partyzanckich AK na Lubelszczyźnie. Prowadził akcje zaczepne przeciwko Niemcom i konfidentom, jednocześnie osłaniał ludność polską, dając też schronienie rodzinom żydowskim. W pierwszej połowie 1944 r. dowodzony przez niego oddział był jedną z najaktywniejszych grup partyzanckich prowadzących działania przeciwko Niemcom. Po zajęciu Lubelszczyzny przez wojska radzieckie „Zapora” próbował przedostać się do walczącej Warszawy, ale po nieudanych próbach sforsowania Wisły rozformował swój oddział.
W początku 1945 r. postanowił wrócić do działalności podziemnej, wymierzonej przeciwko Sowietom i władzom komunistycznym. Podporządkował się Delegaturze Sił Zbrojnych na kraj. W pierwszej połowie 1945 r. „Zapora” wykonał szereg brawurowych akcji przeciwko Milicji Obywatelskiej i funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa, ale zgodnie z rozkazami przełożony latem 1945 r. ujawnił swój oddział, samemu pozostając jednak w ukryciu. Bezskutecznie próbował zapewnić bezpieczeństwo swoim żołnierzom – jesienią 1945 r. powrócił do lasu, podporządkowując się organizacji Wolność i Niezawisłość. Udało mu się rozbudować siatkę oddziałów partyzanckich od Podkarpacia aż po północą Lubelszczyznę.
Wobec miażdżącej przewagi komunistów, w początkach 1947 r. „Zapora” zaprzestał działalności partyzanckiej. Za wszelką cenę chciał jednak uratować swoich żołnierzy – prowadził nawet w tej sprawie poufne rozmowy z lubelskim UB. Gdy nie przyniosły one rezultatu, postanowił ewakuować się wraz z całym oddziałęm na Zachód. Nie udało mu się tam dotrzeć, we wrześniu 1947 r. został aresztowany. Po brutalnym śledztwie, zamordowano go w marcu 1949 r. w więzieniu mokotowskim.

8. Bolesław Kontrym „Żmudzin” (1898-1953)

Bolesław Kontrym "Żmudzin"Dezerter z Armii Czerwonej, oficer Policji Państwowej, „cichociemny”. Życiorysem Bolesława Kontryma można obdzielić cały partyzancki oddział. Urodził się na Wołyniu, jego dziadowie i pradziadowie walczyli w powstaniach XIX w. Kształcił się na wojskowego, wziął udział w I wojnie światowej, dołączając do polskich oddziałów w Rosji. W wyniku skomplikowanego splotu sytuacji, siłą wcielono go do Armii Czerwonej, gdzie dowodził pułkiem. W początku lat 20. Studiował w radzieckiej Akademii Sztabu Generalnego i wówczas współpracę wywiadowczą z Polską. Obawiając się zdemaskowania, przedostał się do kraju.
Służył w Straży Granicznej, a następnie w Policji Państwowej. Tam dosłużył się stopnia komisarza, prowadząc przede wszystkim działalność kontrwywiadowczą, antykomunistyczną. W czasie kampanii wrześniowej był kurierem poczty dyplomatycznej. Udało mu się przekroczyć granicę polsko-litewską, po czym przedostał się do Francji, gdzie dołączył do tworzącego się tam Wojska Polskiego. Walczył pod Narwikiem, a w końcu 1940 r. ponowni znalazł się w szeregach Wojska Polskiego, tym razem w Wielkiej Brytanii.
Przeszkolony jako spadochroniarz i „cichociemny”, został zaprzysiężony jako żołnierz AK. Zrzucono go do kraju we wrześniu 1942 r. Znalazł się wśród organizatorów akcji „Wachlarz”, m.in. wspólnie z Janem Piwnikiem „Ponurym” wziął udział w rozbiciu więzienia niemieckiego w Pińsku w styczniu 1943 r. Później został egzekutorem wyroków na konfidentach niemieckich wydawanych przez Polskie Państwo Podziemne, łącznie wykonał ich blisko 30. Wziął udział w Powstaniu Warszawskim dowodząc kompanią i kilkukrotnie odnosząc rany.
Po klęsce powstania znalazł się w obozach jenieckich, z których zbiegł i przedostał się do oddziałów polskich na Zachodzie. Nie zdecydował się jednak na pozostanie na emigracji – wiosną 1947 r. powrócił do Polski. Od razu został objęty inwigilacją prowadzoną przez Informację Wojskową. Aresztowano go w październiku 1948 r. i przez blisko rok poddawano brutalnym przesłuchaniom i torturom. Komuniści mieli zapewne nadzieję, że Kontrym ujawni siatkę szpiegowską Policji Państwowej w organizacjach komunistycznych. W styczniu 1953 r. padł ofiarą mordu sądowego.

9. Michał Żymierski „Rola” (1890-1989)

Michał Żymierski "Rola"Żołnierz Legionów Polskich, renegat, przez komunistyczną propagandę wykreowany na bohatera walk partyzanckich Armii Ludowej. W rzeczywistości niekompetentny dowódca, którego biografia opublikowana w 1983 r. była jedną z najbardziej zakłamanych książek PRL.
Urodzony w Krakowie, w rodzinie inteligenckiej. Studiował prawo na Uniwersytecie Jagiellońskim, angażując się jednocześnie w działalność niepodległościową. To otworzyło mu drogę do Legionów Polskich Józefa Piłsudskiego, a w niepodległej II Rzeczpospolitej stało się przepustką do kariery. W 1924 r. został mianowany generałem brygady, ale po przewrocie majowym w 1926 r. jego kariera załamała się. Skazany w procesie sądowym za malwersacje finansowe Żymierski został zdegradowany. Wykluczony z wojska i poddany środowiskowemu ostracyzmowi, zbliżył się do komunistów.
Prawdopodobnie w początku lat 30. Żymierski rozpoczął współpracę z wywiadem radzieckim, aby - po przerwie w końcu tej dekady – powrócić do niej w początku lat 40. Starał się o przydział wojskowy w 1939 r. a następnie zgłosił akces do konspiracji niepodległościowej, ale jego próśb nie uwzględniono. Działalność polityczna Żymierskiego nabrała rozpędu w momencie powołania Polskiej Partii Robotniczej. Przez pewien czas był jej niejawnym członkiem, a w 1943 r. związał się z Gwardią Ludową (następnie: Armią Ludową), by w początku 1944 r. zostać jej naczelnym dowódcą. Choć nigdy nie walczył w warunkach partyzanckich, ponosi moralną odpowiedzialność za zbrodnie popełniane przez oddziały AL, m.in. na oddziałach AK czy NSZ.
W lipcu 1944 r. Żymierski został z nadania radzieckiego Naczelnym Dowódcą Wojska Polskiego, była to jednak głównie funkcja reprezentacyjna. Kluczowe decyzje wojskowe były podejmowane w sztabach radzieckich. Tym niemniej, Żymierskiego obarcza się często odpowiedzialnością za ogromne straty jakie poniosło Wojsko Polskie podczas ofensywy na ziemiach polskich w latach 1944-1945. 3 maja 1945 r. Żymierski został mianowany Marszałkiem Polski, co spotkało się z ostrymi protestami podziemia politycznego i wojskowego, a także legalnego polskiego rządu w Londynie.
Po 1945 r. jego kariera toczyła się ze zmiennym szczęściem. Był szefem MON, ale w początku lat 50. trafił do więzienia jako ofiara walk wewnętrznych w PZPR. W latach 70. i 80. usilnie kreowano go na rzeczywistego przywódcę polskiego ruchu oporu, ale starania te nie przyniosły wielkiego rezultatu.

10. Maciej Kalenkiewicz „Kotwicz” (1906-1944)

Maciej Kalenkiewicz "Kotwicz"Żołnierz „Hubala”, „cichociemny” i bohaterski dowódca partyzantki na Nowogródczyźnie.
Pochodził z rodziny ziemiańskiej z Wileńszczyzny, jego ojciec był posłem Sejmu I kadencji z ramienia Narodowej Demokracji. Ukończył modliński Korpus Kadetów, a następnie Politechnikę Warszawską, gdzie zdobył dyplom inżynierski. Rozpoczętych w 1938 r. studiów w Wyższej Szkole Wojennej nie ukończył – na przeszkodzie stanęła II wojna światowa.
W kampanii wrześniowej walczył jako kawalerzysta. Wrześniowe losy zetknęły go z mjr. Henrykiem Dobrzańskim „Hubalem”. Przyłączył się do jego oddziału partyzanckiego i został jego szefem sztabu. Jednak już w końcu 1939 r. zdecydował się na przedarcie do Francji. Tam intensywnie się szkolił, a po klęsce Francji przedostał się do Wielkiej Brytanii. Był jednym z żołnierzy najaktywniej domagających się podjęcia operacji desantowych dla wsparcia walki w kraju. Po przeszkoleniu, w końcu 1941 r. został przerzucony do kraju jako jeden z pierwszych „cichociemnych”
W kraju zajął się pracą sztabową uszczegóławiając metody przerzutu skoczków oraz doskonaląc walkę partyzancką na całym terytorium okupowanego kraju. Był również autorem opracowania sztabowego dotyczącego powstania powszechnego w Polsce (lato 1942 r.), w którym realistycznie zakładał wrogi stosunek ZSRR do struktur podziemnych.
Wiosną 1944 r. znalazł się na Nowogródczyźnie, gdzie przejął dowództwo nad tamtejszymi oddziałami partyzanckimi. Prowadził tam aktywne działania przeciwko Niemcom, wyraźnie nakierowane na osłonę ludności polskiej. Był inicjatorem i gorącym zwolennikiem operacji „Ostra Brama” – wyzwolenia Wilna siłami partyzantki akowskiej z rejonu Wileńszczyzny i Nowogródczyzny. Nie wziął jednak udziału w jej realizacji – ciężko ranny musiał pozostać w szpitalu polowym. Po aresztowaniu czołówki liderów partyzanckich na Wileńszczyźnie przez Sowietów, Kalenkiewicz opowiedział się za kontynuowaniem działalności partyzanckiej. Bardziej jednak chodziło mu o osłonę ludności polskiej i manifestację propagandową niż o realne przeciwstawianie się Armii Czerwonej.
Tego planu nie udało się już wprowadzić w życie. 21 sierpnia 1944 r. „Kotwicz” poległ w Surkontach w walce z oddziałami NKWD.

Pasjonat historii i słowa pisanego. Absolwent historii w Instytucie Historycznym UW oraz prawa na Wydziale Prawa i Administracji UW; doktorant Instytutu Historii PAN. Od stycznia 2012 r. do czerwca 2014 r. redaktor naczelny portalu „Histmag.org”. Publikował m.in. w „Polityce”, „Znaku”, „Mówią Wieki”, „44 / Czterdzieści i Cztery. Magazynie Apokaliptycznym”, „Teologii Politycznej Co Miesiąc” i „Na Wokandzie”. Przygotowuje rozprawę doktorską o działalności politycznej Mieczysława F. Rakowskiego.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło