Przejdź do głównej zawartości

Na syberyjskim etapie. Powstańcy styczniowi w drodze na zesłanie

Krzysztof Żabierek 
Pokonani w nierównej walce, skazani przez znienawidzony reżim, wyrwani z rodzinnych stron, polscy powstańcy wyruszali na Sybir jako przestroga dla wszystkich, którzy odważyliby się przeciwstawić rządom cara. Jak wyglądała ich droga na miejsce zesłania?
Gdy w styczniu 1863 roku Polacy rzucili się do heroicznej walki z carską Rosją, carat rozpoczął od razu politykę wzmożonych represji, chcąc jak najszybciej zdusić bunt. Wynikiem były oczywiście liczne zesłania w dalekie kresy imperium. W rezultacie na Syberię trafiło blisko 40 tys. Polaków.

Prolog więzienny

Warunki, w jakich przebywali więźniowie po aresztowaniu były trudne. W dobie powstania styczniowego na wikt więzienny przeznaczano 35 kopiejek dziennie, niezależnie od stanu przetrzymywanego. Dawano wówczas do picia kawę i herbatę, a do jedzenia chleb. Obiad stanowiła zupa z kawałkiem mięsa i kasza, która od cynowego koloru naczynia przybierała siny kolor. O tego pożywienia niech świadczą słowa z pamiętnika Augusta Iwańskiego, który zapisał: „o czystości naczynia, jak i o smaku strawy świadczyć może ścierka, a innym razem zdechły szczur w moich oczach z kadzi wydobyty”. Racje te zostały ograniczone w roku 1865, kiedy to koszt utrzymania oskarżonego spadł do 25 kopiejek.
Polski ksiądz w Cytadeli Warszawskiej w okresie powstania styczniowego (francuska grafika nieznanego autorstwa, 1868 rok)
Aresztanci mieli dość dużą swobodę ruchu, natomiast po kolacji mieli obowiązek przebywać w swojej celi, czekając na perekliczkę, tj. na odliczanie więźniów. Przetrzymywani mieli do dyspozycji łóżko z siennikiem oraz wełnianą lub flanelową, najczęściej brudną kołdrę wypchaną zamiast pierza słomą, a najczęściej zielskiem rosnącym na wałach Cytadeli. Jak pisał w swoich wspomnieniach Władysław Zapałowski, najgorsze w takich warunkach były noce, nie tyle z powodu braku komfortu, ile ze względu na szczury, które „nie dozwalały nawet oczów zmrużyć - taka ich moc wielka, że formalnie jak owce po nas łaziły. […] Szczury wsuwały się pod posłanie, czuliśmy jak podnosiła się słoma i słyszeliśmy jak szeleściała”. Sen z powiek spędzały nie tylko gryzonie, lecz także robactwo, które „pchało się gwałtem na swych ciemięzców i nie zadawalając się krwią z ciał […] pakowało się w nos, uszy, a nawet w usta”. Czarę goryczy przelewało budzenie o północy znękanego fizycznie i moralnie więźnia dla niespodziewanego przesłuchania.

Chałat i kajdany

Gdy skazaniec usłyszał wyrok kierujący go w bezkresne tereny Syberii, czekała go długa, naznaczona licznymi nieprzyjemnościami podróż do miejsca zesłania. Jeżeli został skazany na katorgę lub do rot aresztanckich, udawał się w drogę w kajdanach, w pierwszym okresie często przykuty do żelaznego dyszla. Opis tych kajdan dał w swym pamiętniku Rufin Piotrowski: „Kajdany były najniegodziwsze, jakie być mogą. Zardzewiałe aż do czerwoności, bez ogniw, tylko z dwóch grubych, żelaznych prętów złożone, spojonych kółkiem pośrodku i u wierzchu, a końcami przytwierdzonych dwoma ogniwkami do żelaznych obręczy obejmujących nóg”. Jak poruszał się taki konwój, wspomniał Faustyn Ciecierski, opisując swoją podróż na Syberię z początku XIX wieku: „Ludzie skuci łańcuchami, na łokieć tylko długimi, ludzi plątających się w chodzeniu: ciągnących jeden drugiego i zatrzymujących, których kości w tym poruszaniu i zatrzymywaniu się trzeszczały, upadających prawie co kilka kroków, których nogi zdrętwiałe, niemiłosierną kowala ręką ściśle żelazem spojone, mdlały i do kości poranione były”.
Aleksander Sochaczewski, Wieczór. Zakładanie kajdan
Na strój więzienny składały się: chałat, płaszcz sięgający do kostek (tzw. armiak), spodnie i czapka. Ubrania te szyte były z grubego sukna koloru czarnego lub siwego. Więźniowie otrzymywali również trzewiki. Łatwo było rozpoznać, dokąd trafić miał skazany, a to z powodu wycięcia w chałacie, na które naszywane były kawałki materiału, których kolor różnił się w zależności od guberni. Dodatkowo umieszczano na nim nazwę miasta (np.: Tobolsk) wypisaną wielkimi czarnymi literami.
Widok podróżujących więźniów wzbudzał litość. Jak wspomina Władysław Zapałowski, oczekując na wyrok sądu w Pskowie spotkał grupę zesłańców skierowanych do moskiewskich rot aresztanckich. Rozbudzili w nim szereg pytań: „czy to są ludzie? Czy banda małp wypuszczona z menażerji? Czy karnawałowa maskarada, a może ze szpitala wypuszczeni warjaci?”. Podczas podróży konwojujący oficerowie i żołnierze sprawdzali, czy zesłaniec posiada komplet rzeczy, w tym kajdany i ubrania. Jeśli stracił je lub sprzedał, był spisywany przez oficera w celu nałożenia na niego kary.
Dla wielu droga na Syberię rozpoczynała się już w Warszawie. Szczególnie trudne chwile przeżywali więźniowie, którzy na peronie na długi czas (a nieraz i na całe życie) rozstawali się z bliskimi. Gdy skazańcy znajdowali się już w pociągu, a bliscy zostali wpuszczeni na peron, głośne, rozemocjonowane głosy szybko się krzyżowały. Nie było czasu na spokojną rozmowę: spodziewano się, że pociąg lada chwila ruszy, wywożąc powstańców w nieznane.

Droga przez carskie piekło

Droga na Syberię podzielona była na kilka odcinków. Jeżeli skazaniec rozpoczynał podróż w Warszawie, początek trasy pokonywał dzięki kolei Warszawsko-Petersburskiej. 1161 km (1510 wiorst. Jedna wiorsta wynosiła 1,066 km) pokonywał w ciągu trzech dni. W Petersburgu zesłańcy spędzali kilka dni, a nawet tygodni, czekając na informację, do jakiej guberni zostali wyznaczeni decyzją Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Jak wspomina Piotr Deręgowski, konwój dojeżdżający do miasta był ,,witany’’ przez wojsko pomieszane z barwnym tłumem, który gotów był do zlinczowania podróżujących więźniów.
Główne miejsca zesłań Polaków w Imperium Rosyjskim (rys. Maciej Szczepańczyk i Hellerick, na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported)
Według Stanisława Matrasa, droga z Petersburga do Nerczyńska na Syberii (około 1200 polskich mil, czyli ok. 10 200 km) zajmowała blisko dwa lata, jeśli nie trafiło się na długie wiosnówki lub jesieniówki, czyli okresy, w których przez złą pogodę podróż nie mogła się odbywać. Ze stolicy imperium więźniowie trafiali do Moskwy, gdzie byli dzieleni na tych, którzy wędrówkę mieli zakończyć w Rosji europejskiej, oraz tych, którzy podążali dalej na wschód. Do najsmutniejszych momentów należały dni, w których partie skazanych były wysyłane w dalszą drogę, co działo się dwa razy na tydzień. Wcześniej więźniów piętnowano w zależności od wyroku, np. politycznym golono połowę głowy od czoła do karku. Piotr Deręgowski zauważa w swoim pamiętniku, że ludność Moskwy przyjęła ich jako nieszczastnych, to znaczy z wielką dobrocią okazywaną ze względów religijnych każdemu skazańcowi.
Z Moskwy więźniowie trafiali do Niżnego Nowogrodu, gdzie kończył się etap podróży koleją. Zesłani na wschód dostawali się do Permu szlakiem Wołgi i Kamy na łodziach zwanych barżami. Stamtąd skazani pieszo lub na podwodach wyruszali do Tiumenia i tam znów wsiadali na barże, by Turą oraz Tobołem dotrzeć do Tobolska. W mieście tym dzielono więźniów na tych, którzy mieli pozostać w Syberii Zachodniej, oraz tych, przed których czekała jeszcze długa droga do miejsc przeznaczenia w Syberii Wschodniej. Zesłańcy ci kontynuowali swoją podróż Irtyszem, Obem i Tomem do Tomska, a dalej podwodami przez Aczyńsk i Krasnojarsk do Irkucka, gdzie określano ich miejsce docelowego pobytu. Ten odcinek pokonywano już na piechotę (do Aczyńska korzystano jeszcze z podwodów). Duża grupa skazańców wyruszała z Irkucka w stronę Kraju Zabajkalskiego lub Jakuckiego. Jak pisał Walery Przyborowskiego, więźniowie byli skuci ze sobą po dwóch lub przykuci do łańcuchów. Drogę przez Bajkał pokonywali na barżach pomalowanych na czarny kolor, których widok zasmucał skazanych.
Artur Grottger, Pochód na Sybir, 1866 rok
Wraz z przesuwaniem się na wschód pogarszała się coraz bardziej sytuacja ekonomiczna zesłańców. Pieniądze wydawane przez władze nie wystarczały na utrzymanie, czego powodem była rosnąca drożyzna. Jak podawał Władysław Zapałowski, podczas postoju w Pskowie miejscowi kupcy „za szklankę mleka, która tu kosztowała 5 groszy, brali od nas 24 grosze i w tym stosunku za wszystkie produkty”. Natomiast Wilhelm Buszkat wspominał, że w guberni irkuckiej każdy sprzedawał, co tylko mógł, by mógł kupić chleb.

Przeklęta kolej

Już podróż koleją była bardzo trudna. Wagony, w których przewożeni byli więźniowie, nie różniły się zbytnio od wagonów towarowych. Posiadały dwie ławki przeznaczone do siedzenia, które według przepisów miało zająć 50 więźniów. Ze względu na oszczędności liczba ta dochodziła jednak nawet do 100, a bardzo słabe przewietrzenie (dwa okna silnie okratowane) i umieszczenie toalety w wagonie sprawiało, że więźniom mogło brakować świeżego powietrza. Jak wspominał w swoim pamiętniku Władysław Zapałowski, w podróży z Warszawy do Petersburga:
było tak ciasno, że literalnie nie jeden obok drugiego, ale jeden na drugim siedział […]. Połowa z nas stała, gdy druga, kładła się na podłodze wagonu, przykładając usta do dziur i szpar, aby choć odrobinę zaczerpnąć świeżego powietrza – gdy jedni wstawali kładli się drudzy. Wielu słabszych i mniej wytrzymałych traciło formalnie przytomność, a inni mdleli. Z żołnierzy, którzy siedzieli przy oknach, trzymając patrol, lał się pot strumieniami.

Na skraju cywilizacji europejskiej

Bardzo ważnym dla zesłańców momentem było przekroczenie granicy na Uralu dzielącej Europę od Azji. Znajdował się tam granitowy obelisk z ramionami, na których widniały napisy „Azja” i „Europa”. Jak pisał w swoim pamiętniku Kornel Zielonka, był to 5 lub 6-metrowy czworograniasty słup mający z jednej strony herb guberni permskiej, a z drugiej herb guberni tobolskiej. Najlepiej chyba podniosłość tej chwili przekazał Jan Siwiński:
Ten słup to personifikacja i kraju, i ziemi rodzinnej, przyjaciół i kochanek. Tu się każdy spowiada ze swego życia i odpuszcza nieprzyjacielowi. Ile ludzi tu łzy wylało – wie tylko Bóg.
Aleksander Sochaczewski, Pożegnanie Europy, 1894 rok

Syberyjskie etapy – szara rzeczywistość zesłańców

Według przyjętych norm skazani byli zobowiązani zrobić do 500 wiorst na miesiąc (co daje przeszło 605 km) niezależnie od pogody. Tylko na jesień i wiosnę, gdy rzeki nie nadawały się do użytkowania, aresztanci zatrzymywali się dłużej na etapach. Teoretycznie powinny one być oddalone od siebie o sześć mil (jedna mila nowopolska wynosiła 8,5345 km), natomiast między nimi w odległości 3 mil znajdować się miały półetapy. Etapy powinny być rozmieszczone w ten sposób, aby po czterech dniach marszu i jednym dniu odpoczynku na półetapie partia dochodziła do zagospodarowań kolejnego etapu. W praktyce poszczególne etapy oddalone były od siebie o 130 do 330 km, a że dziennie pokonywano ok. 30 km, zesłańcy dochodzili na etap po dziesięciu dniach marszu. Obowiązywała w związku z tym zasada dwóch dni marszu i jednego dnia odpoczynku.
Jacek Malczewski, Na etapie (Aresztanci), 1883 rok
Etapem nazwane było drewniane więzienie składające się z czterech pomieszczeń przeznaczonych dla czterech rodzajów więźniów. Jak podaje Stanisław Matraś: „W pierwszej kazamacie przebywali aresztanci skazani do ciężkich robót na Syberii, w drugiej skazani na osiedlenie, trzecia kazamata była przeznaczona dla aresztantów z rodzinami, w czwartej natomiast umieszczane były kobiety wolnego stanu skazane na zesłanie”.
Etap ogrodzony był wysokim ostrokołem, jego ściany pomalowane były na żółto, dach natomiast na czerwono. Na dziedzińcu znajdowała się ,,karaułka”, czyli budynek przeznaczony do żołnierzy utrzymujących wartę nad przechodzącymi zesłańcami. Więzienia te budowane były w większości na bagnach, przez co w okresie roztopów woda otaczała je jak wyspę i wdzierała się na podwórza oraz do budynków. Prowadziło to oczywiście do zawilgotnienia ścian i podłóg. Warunki życia na etapie były zatem fatalne, szczególnie gdy placówki te były przepełnione. Wszędzie był brud, brakowało wody do picia, a za posłanie musiała wystarczyć zesłańcom słoma rozrzucona na podłodze. Prowadziło to do wielu chorób wśród osłabionych zesłańców. Jednak wszystko to nie było najgorszym utrapieniem zesłańców.
Jacek Malczewski, Na etapie

Gwałty i rabunki

Na etapie, gdzie skazany powinien znaleźć choć chwilę odpoczynku w czasie morderczej drogi, nieszczęśnik nie tylko nie znajdował odpowiednich warunków noclegu, ale też często spotykał się z jawną agresją ze strony więźniów kryminalnych, którzy dopuszczali się kradzieży na zesłańcach politycznych, a także gwałtów na kobietach. Dodatkowo, jak wspominał Piotr Deręgowski, na każdym etapie i półetapie rozbierano nowo przybyłych do koszuli, otwierano ich bagaże i pod pozorem poszukiwania rzeczy zakazanych, jak noże, widelce, tytoń, atrament i ołówki, dokonywano rabunku, zabierając gwałtem przedmioty nienależące do zabronionych.
Jacek Malczewski, Śmierć na etapie, 1891 rok
Każdy etap był zamieszkany przez jednego oficera, dwóch podoficerów, trzydziestu ośmiu żołnierzy oraz dwóch konnych kozaków. Ich zadaniem było pilnowanie więźniów i przeprowadzenie ich z jednego do drugiego półetapu. Półetap to więzienie mniejszych rozmiarów, przeznaczone tylko na jednodniowy postój, którym opiekował się zwykle jeden stróż będący najczęściej wysłużonym żołnierzem.
W trakcie zmiany konwoju na półetapie sprawdzano liczbę więźniów. Proces ten opisał Stanisław Matraś:
Najprzód idą obaj oficerowie, t.j. przyjmujący i oddający partyą, i liczą ustawionych w szeregi aresztantów. Za oficerami postępuje dwóch podoficerów i kilku żołnierzy, którzy drugi raz rachują i przytem za każdem wypowiedzianiem danej liczby głośno, muszą się dotknąć ręką piersi każdego skazańca, bo rachując w myśli, mogliby się łatwo omylić. To nazywa się u nich powierką..
O tym, jak więźniowie wspominali pobyt na danym etapie, decydował w głównej mierze najwyższy stopniem oficer. Najczęściej jednak obowiązki komendanta pełnił żołnierz, który popadł wcześniej w konflikt z prawem, często mający na sumieniu gwałty i rozboje. W takiej sytuacji etapie jawił się wielu więźniom jako przedsionek piekła.
Kazimierz Alchimowicz, Na etapie. Zesłańcy, 1894 rokMichał Elwiro Andriolli, Obrazki z Syberii, 1895 rok

***

Zesłanych za udział w powstaniu styczniowym rozlokowano w guberniach: tobolskiej, jenisejskiej i irkuckiej oraz w obwodzie jakuckim. Piekło drogi na miejsce zesłania i poniżenia na etapach sprawiały, że więźniowie trafiali do miejsc zesłania przepełnieni pragnieniem wolności. Stąd rodziła się myśl, że lepiej zginąć w nierównej walce, niż żyć w kajdanach niewoli. Prowadziło to do buntu, którego zarzewie zrodziło się jeszcze podczas marszów na Syberię. W 1866 roku na Syberii doszło do wybuchu polskiego powstania, nazwanego od miejsca wystąpienia zabajkalskim.

Bibliografia

  • Buszkat Wilhelm, Opowiadanie z życia Syberyjskiego, [w:] Wystąpienie polskich katorżników na trakcie okołobajkalskim, pod. red. Anny Brus i Wiktorii Śliwowskiej, DiG, Warszawa 2007, s. 33–76.
  • Deręgowski Piotr, Podróż do Syberii. Wyjątek z dzienniczka, [w:] Wystąpienie polskich katorżników…, s. 78–114.
  • Dybowski Benedykt, Pamiętnik dra Benedykta Dybowskiego od roku 1862 zacząwszy do roku 1878, Zakład Narodowy im.Ossolińskich, Lwów 1930.
  • Giller Agaton, Podróż więźnia etapami do Syberyi w roku 1854, F. A. Brockhaus, Lipsk 1866.
  • Iwański August, Pamiętniki 1832–1876, Pomorska Drukarnia Rolnicza S.A., Warszawa 1928.
  • Janik Michał, Dzieje Polaków na Syberii, Krakowska Spółka Wydawnicza, Kraków 1929.
  • Kaczyńska Elżbieta, Syberia największe więzienie świata (1815–1914), Gryf, Warszawa 1991.
  • Librowicz Zygmunt, Polacy w Syberji, G. Gebethner i Spółka, Kraków 1884.
  • Matraś Stanisław, Podróż do Syberyi po moskiewskich etapach w 1863 i 64 r., Spółka Nakładowa Wydawnictwa Polskiego, Chicago 1895.
  • Murawiow Michaił, Wspomnienia, Zebra, Warszawa 1990.
  • Piotrowski Rufin, Pamiętniki z pobytu na Syberyi, t. 2, Księgarnia Jana Konstantego Żupańskiego, Poznań 1861.
  • Przyborowski Walery, Ostatnie chwile powstania Styczniowego na podstawie autentycznych źródeł, t. 4, Księgarnia Jana Konstantego Żupańskiego, Poznań 1888.
  • Syberia. 400 lat polskiej diaspory, oprac. Antoni Kuczyński, Atla 2, Wrocław 1998.
  • Śliwowska Wiktoria, Ucieczki z Sybiru, Iskry, Warszawa 2005.
  • Wawrzkowicz Eugeniusz, Cytadela Aleksandrowska w Warszawie, z przedm. Szymona Askenazego, Towarzystwo Miłośników Historji, Warszawa 1920.
  • Wspomnienia Konstantego Wolickiego z czasów pobytu w Cytadeli warszawskiej i na Syberii, [w:] Cytadela Warszawska, Obrazy i wspomnienia, Gebethner i Wolff, Warszawa 1916.
  • Zapałowski Władysław, Pamiętniki Władysława Zapałowskiego (Płomienia) z roku 1863–1870, t 2, Kurjer Litewski, Wilno 1913.
  • Zielonka Kornel, Wspomnienia z powstania 1863 roku i z życia na wygnaniu w Syberii, Macierz Polska, Lwów 1913.


Redakcja: Roman Sidorski


Absolwent wydziału historycznego Uniwersytetu im. Adama Mickiewicza w Poznaniu, doktorant na Uniwersytecie Kazimierza Wielkiego w Bydgoszczy. Zainteresowania badawcze: polskie walki narodowowyzwoleńcze w XIX wieku, historia wojskowości, historia polityczna Imperium Rzymskiego, II Rzeczpospolita.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Prawdziwa historia okrętu podwodnego K-19

Autorem artykułu jest Karolina Hedwig

Na przestrzeni lat 1949-1991 wojna ta pochłonęła miliony ofiar niewinnych ludzi (np. w Korei, Wietnamie). Mało kto wie o historii radzieckiego okrętu podwodnego o napędzie atomowym K-19. Kreml ukrywał historię okrętu i heroicznego poświęcenia jego załogi przez prawie trzy dekady. Nie bez powodu.

Dramat K-19 nie wynikł, jak twierdziła Moskwa, z nieszczęśliwego wypadku. 
To był produkt systemu sowieckiego, za którym kryły się zaniechania i liczne błędy. Gdyby nie determinacja i bohaterstwo marynarzy K-19, doszłoby do wojny nuklearnej.
K-19 był pierwszą generacją atomowego okrętu podwodnego, wyposażonego w jądrowe rakiety balistyczne. Wśród oficerów i marynarzy zyskał nieoficjalny przydomek „Hiroshima”, a to ze względu na mnogość wypadków przy jego budowie i późniejszym użytkowaniu. Okręt w momencie wodowania tj. 30 kwietnia 1961 roku posiadał wiele usterek, które zatuszowano. Jak wiadomo ZSRR bardzo liczył się z terminem oddania okrętu…

"Oni zaraz przyjdą tu" - historia jednego utworu (Breakout)

Breakout – polski zespół założony w 1968 roku w Rzeszowie.
Pierwszymi członkami grupy byli: Tadeusz Nalepa (gitara, harmonijka ustna, śpiew), Mira Kubasińska (śpiew), Janusz Zieliński (gitara basowa), Krzysztof Dłutowski (organy) oraz Józef Hajdasz (perkusja).

Od samego początku zespół nie był kochany przez władze, za to uwielbiany przez publiczność.
Wspaniałe brzmienie, świetne teksty i niespotykany w siermiężnej, ludowej Polsce image, powodował, że stał się jednym z najważniejszych polskich zespołów rockowych.

W roku 1970 grupa coraz częściej była krytykowana przez media i usłużnych dziennikarzy muzycznych za muzykę pro-zachodnią i długie włosy. W końcu doprowadziło to do całkowitego zakazu emitowania utworów w radiu i telewizji.
Tymczasem, zespół zaczął regularnie koncertować w ZSRR, gdzie ze względu na brzmienie, wygląd i swoje wcześniejsze zachodnie wojaże Breakout był przyjmowany tam prawie jak amerykańska kapela.
Doszło nawet do tego, że jedna z uczelni w Charkowie zagroziła…

Judasz, za ile właściwie sprzedał Jezusa ?

No właśnie,
dzisiaj wiemy, że Judasz wydał Jezusa za nędzne 30 srebrników.
Ale ile to właściwie jest ? I co za to można było kupić w czasach Jezusa ?

Monety w Izraelu pojawiły się zaledwie około 400 lat przed Narodzeniem Jezusa. Były nazywane srebrnikami, czyli nie monetami tylko kawałkami prawdziwego srebra.

W okresie kiedy doszło do zdrady popularna była moneta wybijana w Antiochii zwana Sykl (czyli po hebrajsku sztuka) ważąca 14,2 g srebra.
Kiedy starszyzna żydowska uzgodniła z Judaszem wysokość zapłaty - 30 srebrników, jak można przeczytać w biblii z chciwości szukał tylko okazji aby wydać Jezusa.

Czy duża to była suma - to rzecz względna, 30 srebrników to wynagrodzenia za 4 miesiące pracy, kwota potrzebna aby można było nabyć niewolnika, lub, według niektórych historyków - kupić krowę.

Ta historia, ma jednak dalszą część. W 2006 roku wydano tłumaczenie odnalezionej w Egipcie koptyjskiej kopii gnostyckiego apokryfu nazwanego Ewangelią Judasza.
Według niej sam Jezus poprosił Judas…

Ciekawostki historyczne w Steblewie (koło Pruszcza Gdańskiego)

Steblewo to niewielka (400 mieszkańców) miejscowość położona na Żuławach Gdańskich o 15 kilometrów od Pruszcza Gdańskiego. W okresie międzywojennym należała do Wolnego Miasta Gdańska.
W środku wsi czeka na nas niespodzianka: ruiny gotyckiego kościoła zbudowanego przez Krzyżaków w XIV wieku.



Ale jeszcze większa niespodzianka czeka na nas tuż przed wejściem na teren ruin.



Na żeliwnym, połamanym niestety krzyżu widnieje informacja, że został w pod nim pochowany Eduard Wessel, ojciec 21 dzieci!
Tu napis jest lepiej widoczny:



A obok, na zniszczonym nagrobku jest umieszczona tablica poświęcona szacownej matce, Aline Wessel (jest również informacja że była matką 21 dzieci).



Jest też kilka innych, starych nagrobków, niektóre z nich mocno zniszczone.



Jedynym odrestaurowanym obiektem jest kaplica grobowa rodziny Wessel, ufundowana przez Carla Wessela w 1854 roku.



Ale przejdźmy już do ruin kościoła. Świątynia została spalona w 1945 roku i nigdy nie odbudowana.



Wnętrze zostało wyczyszczone i od czasu do c…

Krwawa Niedziela w Bydgoszczy: dwie prawdy wrześniowych wydarzeń

3 i 4 września 1939 roku w Bydgoszczy doszło do rozstrzelania niemieckich cywilów przez Polaków. 
Czy byli to dywersanci czy niewinne ofiary? 
Tak zwana „Krwawa Niedziela” i związane z nią represje niemieckie wciąż budzą kontrowersje.

Mimo wielu prób i coraz lepszej dokumentacji Krwawa Niedziela pozostaje historyczną zagadką sprzed lat. W polskiej historiografii przyjęło się opisywać ją jako zajście inspirowane przez Niemców, sprowokowane, a nawet spreparowane przez nazistowską propagandę. 
Niemieccy historycy przychylają się raczej do tezy o polskim pogromie volksdeutschów, wskazując na antyniemieckie nastroje i brak jednoznacznych dowodów na niemiecką prowokację. 
Czy można ustalić, po czyjej stronie jest prawda? Dzisiaj zapewne już nie. Można natomiast odtwarzać to, co działo się w Bydgoszczy 3 września 1939 roku i próbować wyciągnąć wnioski, które niekoniecznie muszą się wpisywać w jeden lub drugi historyczny trend.

Kampania wrześniowa w „małym Berlinie”
Lata dwudzieste były dla Bydgoszc…