sobota, 31 stycznia 2015

Osada Solniki koło Siemian - czy chcecie poznać jej historię?

Elard von Oldenburg (wikimedia)
Miejska Biblioteka Publiczna w Iławie zaprasza osoby zainteresowane historią na spotkanie z dr Wiesławem Skrobotem.
Będzie ono poświęcone jego książce o położonej koło Siemian osadzie Solniki

Spotkanie odbędzie się 6 lutego 2015 o godzinie 17 w MBP ul.Jagiellończyka 1.


Solniki - to osada, która powstała w połowie XVIII wieku na bazie smolarni.
Miała bogatą historię: mieściła się w niej między innymi huta szkła i tartak.
Przez pewien czas jej właścicielem był widoczny na zdjęciu Elard von Oldenburg




wtorek, 27 stycznia 2015

Zagłada Romów podczas II wojny światowej - to trzeba przeczytać!

Obóz cygański (wikimedia)
Powiem szczerze, że wielu faktów zawartych w artykule Roberta Jurszo wcześniej nie znałem. 
Na dodatek, dla zachęty - podane tam wiadomości czyta się nie jak relację historyczną a raczej jak powieść sensacyjną.

Pożeranie, czyli zagłada Romów podczas II wojny światowej - więcej TUTAJ

poniedziałek, 26 stycznia 2015

Pierwszy wśród kasiarzy – Stanisław Cichocki „Szpicbródka”

Paweł Rzewuski 
Kiedy myśli się o przestępcach z II RP zazwyczaj w głowie pojawiają się trzy nazwiska: morderczyni Rita Gorgonowa, polski Al Capone Łukasz Siemiątkowsk alias Tata Tasiemka oraz król kasiarzy Stanisław Cichocki.
W przypadku Cichockiego, znanego lepiej pod pseudonimem Szpicbródka, możemy mówić o pewnego rodzaju paradoksie. Z jednej strony jego działalność stał się inspiracją dla filmów, a on sam jest najlepiej znanym bohaterem półświatka II RP. Z drugiej strony najmniej o nim wiemy. O ile w przypadku Siemiątkowskiego i Gorgonowej dysponujemy dosyć dokładnymi informacjami, o tyle w przypadku Szpicbródki większość informacji pochodzi z jednego źródła: wspomnień warszawskiego policjanta Henryka Langego. Pisał on:
Raz tylko byłem na spacerze ze Szpicbródką Cichowskim. „Król włamywaczy polskich”, piękny mężczyzna lat koło czterdziestu, mówił ślicznie po francusku, pięknie po włosku i chyba bardzo dobrze po angielsku, o manierach arystokraty, o głosie miłym, wyjątkowo bogatym w timbre, o bardzo subtelnym sposobie opowiadania. Był po jakimś bardzo wielki wpadunku, miał być rabunek na wielką skalę, wynajęli olbrzymie apartamenty w sąsiednim domu i zrobili przekop. Król włamywaczy polskich, a zatem i europejskich, bo polscy włamywacze byli uważani w tym czasie za najlepszych w Europie. Potem, gdy wyszedłem z widzenia i spotkałem jakiegoś znajomego MSZ-towca powiedziałem mu: „Wie pan, że powinniście jednak wysłać go na jakąś dobrą placówkę, dobrego ambasadora wam mogę polecieć, człowiek o absolutnie nieskazitelnych manierach, bardzo inteligentny, niezwykle ujmujący, „Szpicbródka”.
Stanisław Cichocki ps. Szpicbródka - przedwojenny król kasiarzy (domena publiczna).Ale zacznijmy od początku. Nie znamy dokładnej daty urodzin króla kasiarzy. Część źródeł podaje, że musiał przyjść na świat w okolicach 1890 roku (zdaje się, że bliżej 1885 roku), co jest o tyle prawdopodobne, iż kiedy stawał przed obliczem Temidy w latach trzydziestych, był już raczej mężczyzną w średnim wieku. Informacja o tym gdzie się urodził również jest otoczona tajemnicą. Wiele wskazuje na to, że musiało to mieć miejsce w Carskiej Rosji, bowiem właśnie tam rozpoczynał swoją karierą przestępczą. Najprawdopodobniej był wychowankiem odeskiej szkoły kasiarzy. I tu warto zatrzymać się, aby wyjaśnić ten termin.

Zawód: kasiarz

Wokół specyficznego rodzaju złodzieja jakim jest kasiarz narosło wiele romantycznych wyobrażeń. Niemałą zasługę w budowaniu wizji przestępcy-artysty miał właśnie Cichocki, który był człowiekiem nietuzinkowym. Wróćmy jednak do faktów – oto jak wyjaśniono termin ten w podręczniku dla policjantów pt. Służba Śledcza z roku 1928:
Kasiarze. Zawód kasiarski, który jest koroną zawodów złodziejskich, rekrutuje się z przestępców wykwalifikowanych we wszelkich gatunkach roboty włamywacza. Muszą to być osobnicy silni, mający pewne wiadomości z dziedziny mechaniki, a czasem, jak np. przy robieniu podkopów, muszą posiadać pojęcie o górnictwie. Kasiarze działają stale grupami, ponieważ robota ich przedstawia znaczne trudności i wymaga większej ilości osób i znacznego nakładu pracy, a czasami i kosztów. Klasycznym narzędziem kasiarskim, używanemu u nas, jest t. zw. rak. Jest to rodzaj dużego noża, typu noży do rozcinania pudełek z sardynkami, konserwami i t. p. Rzecz naturalna, ze nóż taki wykonany jest z najlepszej stali i przez dodanie długiego ramienia, jako dźwigni, prucie rakiem nawet grubych stalowych ścian kas nie przedstawia dla człowieka silnego, a tem bardziej kilku osób żadnych trudności. Aby zacząć prucie pancernej blachy należy przód zrobić otwór odpowiedniej wielkości, który by umożliwił włożenie raka. Otwór taki robi się specjalnym świdrem, t. zw. z niemiecka rajborem; zkolei otwór ten powiększa się przy pomocy borów większych, a następnie przy pomocy specjalnego ostro zakończonego łomu, który blach pancerną rozrywa, nadając otworowi form podłużną. Do tak przygotowanego otworu wprowadza się raka i dalej już łatwo tnie się płyty stalowej. Istnieją rozmaite formy cięcia i rozmaite systemy atakowania kas. Jedni atakują ściany boczne, inni przód i tną albo w formie kąta, albo też w formie niezamkniętego z jednej strony czworoboku. W każdym wypadku kasiarz stara się uniknąć robienia rajborem kilku otworów, ponieważ wymaga to dłuższego czasu.
Następnym narzędziem jest tak zwana korona czyli rodzaj świdra w kształcie korony, używanego do celów wiertniczych. Świdr ten został zastosowany również przez kasiarzy, którzy narzędziem tem robili otwory w suficie kasy, umożliwiające wsunięcie ręki do środka.
Kasy prymitywnych systemów o słabych zamkach były otwierane przez kasiarzy przy pomocy wysadzeniu zamka materiałem wybuchowym w rodzaju dynamitu lub ternitu, który przy wybuchu niszczył i zrywał sztaby i zasuwy wychodzące z zamka kasy. Tak zwani kasiarze współcześni używają często do prucia kas płomienia o wysokiej temperaturze, który daje połączenie acetylenu z tlenem. Temperatura takiego płomienia dochodzi do 600 ºC. i topi z łatwością najgrubsze ściany pancernej kasy ogniotrwałej. Sposób ten jednak wymaga znacznych przygotowań i przedstawia trudności polegającej na zdobyciu balonów z tlenem i acetylenem, które są rejestrowane, oraz na transporcie tych ciężkich balonów na miejsce.
Nawet policja traktowała kasiarzy większym, niż w stosunku do innych przestępców, szacunkiem. Wśród swoich kolegów po fachu cieszyli się zaś oczywistą estymą. Posiadali specjalistyczną wiedzę i uważani byli za wirtuozów w swoim fachu – artystów, którzy potrafili dostać się do każdej, nawet najlepszej kasy. Warto podkreślić, że chociaż byli uważani za elitę pośród wszystkich rzemieślników kradzieży, wcale nie bywali najbogatsi. Niejeden raz zanim rozpruli upragnioną kasę inwestowali w robotę więcej niż znaleźli w upragnionej stalowej skrzynce marki Bauman.
Cichocki, jeżeli faktycznie odebrał naukę wśród kasiarzy w Odessie, był przedstawicielem starej, w latach trzydziestych odchodzącej już w niepamięć szkoły kasiarzy-podkopywaczy. Niełatwa, droga i czasochłonna, dawała ona jednak niemało satysfakcji.
Cięcie blachy palnikiem acetylenowo-tlenowym (fot. jason.kaechler, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution 2.0 Generic).

Na carskim chlebie

Wiele wskazuje na to, że swoją przestępczą karierę rozpoczął w 1904 roku – przynajmniej na wtedy datuje się pierwsze spotkanie Stanisława Cichockiego z wymiarem sprawiedliwości. Miało to miejsce w Kijowie, gdzie sądzono go między innymi za obrabowanie Banku Azjatyckiego w Moskwie. Podobno po rozpruciu sejfu łup okazał się tak wielki, że razem z towarzyszami pogardzili złotem i brali tylko brylanty.
Cichocki trafił do tiurmy. Co robił między rokiem 1904 a I wojną światową? Nie wiadomo. Być może wyszedł na wolność, a potem został ponownie aresztowany. Raczej nie było go w 1909 roku w Częstochowie, gdzie jego mistrz Wincent Brocki obrobił klasztor nobliwych paulinów. Wydaje się jednak, że kiedy wybuchła Wielka Wojna, wikt i opierunek (a być może i świeże syberyjskie powietrze) zapewniało mu Imperium Rosyjskie. I tutaj pojawia się wiele niejasności. Niektóre źródła spekulują, że Cichocki spotkał się z carskim wysłannikiem, który złożył mu propozycję, aby kasiarz przerzucił się na robienie w kasach sztabów przeciwników Mikołaja. Lange pisze, że najprawdopodobniej zgodził się, bowiem z więzienia wyszedł. „Tajny detektyw” pisał, że jeszcze w latach 30 miał być na usługach GPU.
Po raz kolejny o Cichockim usłyszano w 1919 roku w Odessie. Przy wtórze fanfar wojny „białych” z „czerwonymi” pojawia się również wielki kasiarz. Mniej więcej w tym samym czasie Lucjan Żeligowski otrzymał następujący list:
Do Generała Żeligowskiego w Odesie
Panie Generale! Przesyłam Panu Generałowi i wszystkim żołnierzom, walczącym pod Jego rozkazami, serdeczne pozdrowienia w imieniu armii polskiej. Dziękuję Wam za trudy wytworzenia polskiej siły zbrojnej, jakie podjęliście w mozole i wysiłku. Wierzę, że oficerowie i żołnierze dywizji Pana Generała będą dalej nieśli wysoko sztandar polski, i po walkach, jakie im przypadną w udziale, staną w szeregach czekającej ich niecierpliwie armii polskiej, przysporzywszy nowych wawrzynów starej sławie oręża polskiego.
Józef Piłsudski
Nad Morzem Czarnym stacjonował bowiem polski oddział, a oficerowie, jak to na nich przystało, zaraz otworzyli klub, do którego zapraszali przedstawicieli władz starego Imperium. Bywał w nim również pewien bogaty carski oficer, łysiejący wytrawny blondyn, który najwyraźniej chciał zabrać się razem z dywizją Żeligowskiego do Polski. Prawdopodobnie by mu to wyszło, gdyby nie pewien carski policjant Polak, który poznał urzędnika w nieco innych okoliczności – gdy odpowiadał przed sądem za włamanie na moskiewski bank. Cichocki musiał się wówczas salwować ucieczką z Odessy.
Schody Potiomkinowskie w Odessie - jeden z symboli miasta, w którym Szpicbródka uczył się kasiarskiego fachu (domena publiczna).
Niedługo później już był w Warszawie. Nie należy do ludzi biednych, można nawet powiedzieć, że jest majętny. W stolicy kupuje kamienicę, bar przy Marszałkowskiej i razem z niejakim Stępniem kabaret o jakże wymownej nazwie „Czarny kot”. Tak Drodzy Państwo – dokładnie ten wątek został użyty w skądinąd bardzo sympatycznym filmie Hallo Szpicbródka. Kabaret był raczej marną inwestycją, szczególnie, że jego twórcy, jak pisał znawca tematu Edward Krasiński w swojej książce Warszawska scena, „tworzyli gromadę ludzi z nieprawdziwego zdarzenia, reprezentowali najbardziej dziwne zawody i warstwy społeczne”.
Przestępczy fach i pociąg do prucia kas nigdy nie dają o sobie zapomnieć profesjonaliście. Dlatego pomału zaczęły wypływać informacje o zamieszaniu Szpicy vel Szpicbródki w kolejne napady. Na gorącym uczynku złapany jednak nie został i mógł spokojnie spać w swojej willi w Świdrze.
Ale już w 1921 roku czytelnik „Rzeczpospolitej” mógł przeczytać sprawozdanie z sądu warszawskiego w sprawie Cichockiego i Brockiego. Panowie weszli bowiem w spółkę w celu przesunięcia 15 milionów marek polskich z banku Kasy Przemysłowców Polskich na konto swoje i swojego zleceniodawcy.
Ten zaś, niejaki Walenty Sieczka, okazał się wyjątkowym draniem, bowiem zamiast dać popracować Brockiemu i Cichockiemu popędził na komisariat policji. Odwiedzający skarbiec włamywacze wpadli w ręce policji. Nie po raz pierwszy i nie ostatni Szpica miał szansę zażyć ciszy i spokoju na terenie placówki penitencjarnej. W tym wypadku co najmniej przez cztery lata.

Niecała 7

I tak nastał rok 1926: najpierw maj, w którym trochę strzelano i zmieniono rządy, a potem jesień, podczas której ofiarą włamywaczy padł Bank Dyskontowy w Warszawie. Na miejsce zdarzenia przybył między innymi jeden z największych antagonistów Cicheckiego, komisarz Henryk Lange, pierwowzór komisarza Przygody z komedii Machulskiego. Oddajmy zatem jemu głos – niech sam opisze co zobaczył:
Przez otwór w podłodze można było wejść do jamy, znajdującej się pod betonową, jednometrowej (!) grubości podłogą skarbca. W jamie leżał metrowy blok cementu, wycięty z podłogi, obok cztery lewary samochodowe do podnoszenia ciężarów oraz sześć rurek metalowych, służących do przebijania muru. Podłogę betonową skarbca podstemplowano podkładami kolejowymi, jak widać w tym celu, żeby nie zapadła się wskutek wybicia tak dużego otworu. W jednej ze ścian piwnicy natrafiliśmy na wejście do tunelu o wymiarach 75 na 75 cm. Tunel był oszalowany deskami jak korytarz kopalni.
Tunel, wykonany ze wszystkimi prawidłami sztuki górniczej, kończył się na ulicy Niecałej 7. Wywiadowca policji przeczołgał się nim i znalazł się w sutenerze, w której składowano zabawki. Człowieka, który wynajął ten osobliwy skład nigdy nie odnaleziono, trafiono za to na wiele dowodów wskazujących na profesjonalizm kasiarzy.
Kimkolwiek byli włamywacze nie mieli za dużo szczęścia. Zamiast dostać się do głównego skarbca dotarli jedynie do depozytów. Król kasiarzy pozostawał jednak nieuchwytny. Minęło kilka lat i w środowisku znowu zaczęło być głośno o Cichockim. W półświatku powtarzano sobie plotkę, jakoby Szpicbródka miał zamiar dokonać naprawdę wielkiego napadu. Jak zwykle bywa takie pogłoski trafiły do uszu policji, w tym i do tych należących do komisarza Henryka Langego.
Kasa pancerna z początków XX wieku (fot. Stahlkocher, opublikowano na licencjiCreative-Commons-Lizenz „Namensnennung – Weitergabe unter gleichen Bedingungen 3.0 nicht portiert).
W toku czynności śledczych ustalono, że celem złodziei mają być Państwowe Zakłady Graficzne mieszczące się przy Alejach Jerozolimskich. Kasiarze wynajęli domek znajdujący się w okratowany parku i stamtąd mieli dokonać podkopu. Policja cierpliwe czekała na rozwój sytuacji, i w końcu kiedy oceniła, że nadszedł czas, wkroczyła do akcji. Wtedy doszło do dramatyczny scen. Niejaki Bielicki, jeden z ludzi Cichockiego, wyciągnął pistolet i zaczął strzelać do policjantów. Ci odpowiedzieli ogniem raniąc go śmiertelnie. Reszta szajki łącznie z samym Szpicbródką trafiła do aresztu. Niewiele jednak z tego wyszło, bowiem już 9 września 1928 roku został on uniewinniony z powodu braku silnych dowodów.

Kierunek Częstochowa

Największa akcja była jednak dopiero przed nim. O Cichockim naprawdę stało się głośno we wrześniu 1932 roku, kiedy sądzono go po nieudanej próbie napadu na bank w Częstochowie. A było to tak:
Preludium rozwiązania sprawy napadu na Bank Polski było śledztwo w sprawie włamania z 19 stycznia 1930 roku do składu jubilerskiego Edwarda Jagodzińskiego mieszczącego się na Nowym Świecie 61. Wśród włamywaczy znalazł się między innymi współpracownik „Szpicbródki” Marian Brzeziński, i to właśnie podczas zatrzymania tego ostatniego policja natrafiła na plany skoku na nieznany im w pierwszej chwili skarbiec. Rychło okazało się, że są to plany akcji na filię Banku Polskiego w Częstochowie.
„Tajny Detektyw” utrzymywał, że w mieszkaniu znajdował się również Cichocki i to właśnie przy nim znaleziono blaszkę w kopercie zaadresowanej KR.N.Wong. Każdy, kto oglądał Vabank, wie do czego miała ona posłużyć: niepozorny kawałek metalu w kształcie ósemki miał bowiem sprawić, że wymyślny system alarmowy zablokuje się.
Przedwojenna siedziba Banku Polskiego w Częstochowie (fot. Reytan, domena publiczna).
Ślad blaszki i plany zaprowadziły śledczych do Częstochowy, a mówiąc dokładniej na posesję nr. 34 przy ulicy Panny Marji, należącą do Rajcherta i sąsiadującą z bankiem. W domu znajdywało się odnajmowane mieszkanie, które wynajął niejaki warszawiak Zylberman. Prokuratorzy i śledczy rozpoczęli eksploracje mieszkania, efektem którego było odnalezienie otworu w ścianie domu. W mieszkaniu znaleziono ponadto butle z tlenem, ubrania robocze sztuk cztery, gumowe rękawice oraz kilka skrzynek drewnianych wypełnionych gruzem.
Jak się szybko okazało, drugi koniec tunelu kończył się tuż przy ścianie archiwum banku, z którego bardzo łatwo można było wedrzeć się do skarbca. Co do późniejszych wydarzeń panuje pewna niejasność. Wiadomo, że Cichocki trafił do więzienia, ale istnieją również informacje, że z niego zbiegł. Złapano go jednak w 1931 roku i sądzono za włamanie w Pabianicach, a rok później stanął przed sądem za igraszki częstochowskie.
5 września 1932 roku rozpoczął się jego proces. Jak donosiła ówczesna prasa, Szpicbródka tłumaczył się, że nie był dokładnie poinformowany o szczegółach napadu, oraz że był tylko jednym z uczestników akcji a nie jej mózgiem. Ba! Jak sam mówił:
Do ostatniej chwili ukrywano przedemną, że chodzi tu o Bank Polski, kiedy się o tem dowiedziałem postanowiłem zrezygnować z „pracy”.
Wszelkie próby obrony jednak na niewiele się zdały i 13 września 1932 roku o godzinie 17:00 sąd podał do wiadomości publicznej werdykt. Łącznie członków grupy skazano na 42 lata więzienia, z czego Stanisław Cichocki został skazany na 6 lat, utratę praw publicznych oraz obywatelski praw honorowych.
Wbrew dzisiejszym wyobrażeniom, opinia publiczna nie śledziła wyroku na Cichockiego. I to nie dlatego, że nie była głodna spraw kryminalnych – w tym samym czasie, 11 września, w tragicznym wypadku zginęła chluba polskiego lotnictwa: Franciszek Żwirko i Stanisław Wigura.
Dalsze losy Szpicbródki są już zupełnie niejasne. Najprawdopodobniej w sieradzkim więzieniu przebywał aż do 1939 roku, kiedy to został zwolniony wraz z innymi odsiadującymi wyrok. Potem zbiegł do ZSRR, a tam dostał się do Armii Andersa i razem z nią zawędrował przez Iran do Afryki. Ostatni raz widziano go w punkcie rozdzielnikowym do obozu Kaja – przynajmniej taką wersję wydarzeń przedstawił w swoich wspomnieniach Henryk Lange.

Dżentelmen czy fryzjer?

W pamięci zbiorowej Szpicbródka jest dżentelmenem i artystą palników acetylenowych, genialnym przestępcą który potrafił rozpruć każdą szafę, był elegancki i posiadał wytworne maniery.
Nieco inna wersję wydarzeń przedstawiał komisarz policji Henryk Lange. Według niego Szpicbródka nigdy samodzielnie nie pruł kas i nawet nie potrafił tego robić. Jego rola ograniczała się do tworzenia przykrywki dla prawdziwych włamywaczy. Niemniej i on uważał Cichockiego za człowieka wytwornego.
Trudno ocenić kto miał racje. Fakt, że Cichocki był uczniem Brockiego wskazuje, że i on potrafił pruć zawodowo kasy. Co więcej wydaje się, że Lange szczerze nie cierpiał Szpicbródki i być może chciał w swoich wspomnieniach odmalować jego mniej romantyczny obraz. Z drugiej strony może było zupełnie inaczej – Cichocki, jaki chcemy aby był, nigdy nie istniał… Być może kiedyś powstanie praca która odpowie na to pytanie.
A co na to sam Cichocki?. Zgodnie z jego własnymi słowami, które padły na sali sądu w roku 1932, z wykształcenia był fryzjerem…

Bibliografia:

  • „Kurier Polski” 1928-1932
  • „Tajny Detektyw” 1930-1933
  • Dzieszyński Ryszard, Szpicbródka i inni: historie świata przestępczego, Rytm, Warszawa 1994.
  • Lange Henryk, Alarm w Cedergrenie, Czytelnik, Warszawa 1961.
  • Milewski Stanisław, Szemrane towarzystwo niegdysiejszej Warszawy, Iskry, Warszawa 2009.
  • Piątkowska Monika, Życie przestępcze w przedwojennej Polsce, PWN, Warszawa 2012.
  • Służba Śledcza. Podręcznik dla szkolenia funkcjonariuszy Policji Państwowej, oprac. Piątkowski Józef, Lax Gabryel, Jakubiec Józef, Warszawa 1928.
  • Sztaba Piotr, Szpicbródka król kasiarzy, „Stolica”, nr. 4, 1983 r.
  • Wieczorkiewicz Bronisław, Gwara warszawska dawniej i dziś, Państwowy Instytut Wydawniczy, Warszawa 1974.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz


Student filozofii i historii Uniwersytetu Warszawskiego. Zainteresowania badawcze historyczne: teoria literatury, historia Polski i Rosji w pierwszej połowie XX w., historia Rzeczpospolitej Obojga Narodów, systemy państw totalitarnych i historia filozofii. Zainteresowania badawcze filozoficzne: bioetyka psychopatologii, filozofia umysłu, neurologia, tożsamość osobowa w czasie, ontologia Internetu. Wielki fan twórczości Bacha oraz wielbiciel Kaczmarskiego i Iron Maiden.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło

niedziela, 25 stycznia 2015

Koniec bandy czworga - audycja Polskiego Radia

Jiang Qing (źródło: wikimedia)
Termin "banda czworga" odnosi się do czwórki skrajnie lewicowych działaczy Komunistycznej Partii Chin (KPCh), którzy po śmierci Mao Zedonga usiłowali przejąć władzę.
W skład "band" wchodziła między innymi wdowa po Mao - Jiang Qing.

Polskie radio przypomina jak skończyła się walka o władzę "bandy czworga". 
Więcej TUTAJ

Prawosławny duchowny i krwawa niedziela 1905 roku

Julita Kamionowska 
Równo sto dziesięć lat temu Petersburg był świadkiem tragicznego zajścia, które dało początek pierwszej rewolucji w dziejach carskiej Rosji. 22 stycznia 1905 r. miało miejsce zdarzenie, które w historii zapisało się pod hasłem „krwawej niedzieli”. Za jej głównego bohatera można uznać Gieorgija Gapona, postać tajemniczą i niejednoznaczną.
Gieorgij Gapon (domena publiczna).Gieorgij Gapon (Hapon) wiódł dość monotonne, lecz spokojne życie, jako jeden z wielu prowincjonalnych duchownych prawosławnych. Przełomem stała się dla niego przedwczesna śmierć żony, po otrząśnięciu się z której opuścił swoją parafię i przeniósł się do Petersburga. Tam zyskał uznanie najuboższych warstw społecznych, którymi żywo się interesował, pomagał im i w razie potrzeby występował w ich imieniu u władz. Sposobem bycia i darem wymowy bardzo łatwo zjednywał sobie ludzi. Na początku 1904 r. uzyskał pozwolenie na założenie Stowarzyszenia Rosyjskich Robotników Fabrycznych Petersburga. Celem ugrupowania było finansowe wspieranie robotników. Organizacja posiadała jednak jeszcze jeden aspekt. Ekonomiczne polepszenie bytu robotników miało umocnić w nich lojalność wobec caratu i zredukować wpływy na ich postępowanie rewolucyjnych środowisk, które coraz bardziej się wówczas aktywizowały. Z tej przyczyny koła rządzące zgodziły się na utworzenie stowarzyszenia. Nie był to jednak jedyny powód, dla którego Gapon bez większych przeszkód zalegalizował swoją organizację.
Nieco wcześniej, na przełomie lat 1902 i 1903, dostrzegając stale rosnącą popularność Gapona wśród mas ludowych, skontaktowała się z nim Ochrana. Dość szybko zorientowano się, że duchownemu brakuje wyrobienia politycznego i bez trudności „wyedukowano” go w odpowiednim według władzy kierunku. Gapon stał się marionetką w jej rękach, jednak cały czas przyświecał mu jeden cel: dobro robotników. Nawet pieniądze, które otrzymywał za współpracę z Ochraną, przeznaczał po części na wspieranie ubogich.
Utworzenie Stowarzyszenia Rosyjskich Robotników Fabrycznych Petersburga było całkowicie zgodne z interesem władz. Nie spodziewały się one jednak, że organizacja urośnie w tak szybkim tempie (u schyłku 1904 r. liczyła już 8 tys. członków), a tym bardziej, że wymknie się im spod kontroli. Aktyw stowarzyszenia energicznie zaangażował się bowiem w walkę o prawa robotników.
Gapon i gradonaczalnik Petersburga Iwan Fullon wśród członków Stowarzyszenia Rosyjskich Robotników Fabrycznych (domena publiczna).
Punktem zwrotnym w działalności organizacji było zwolnienie pod koniec grudnia 1904 r. z produkujących maszyny Zakładów Putiłowskich czterech pracowników, należących do stowarzyszenia Gapona. Duchowny robił, co mógł, aby przywrócić im miejsca pracy, jednak jego wysiłki spełzły na niczym. W efekcie w Zakładach Putiłowskich rozpoczęto strajk, który pociągnął za sobą protesty w kolejnych fabrykach. W tej sytuacji postanowiono wystosować do cara petycję, przedstawiającą tragiczne położenie warstw robotniczych oraz propozycję zmiany tego stanu rzeczy. Sprawa nabrała rozgłosu. 21 stycznia strajkowało już ponad 200 tys. petersburskich robotników. Na następny dzień zaplanowano pokojowy pochód pod Pałac Zimowy i złożenie petycji na ręce cara. Miała być to swojego rodzaju skarga pokrzywdzonych dzieci do dobrego ojca – Mikołaja II. Rolę ciemięzcy przypisano aparatowi urzędniczemu, który „doprowadził kraj do całkowitej nędzy, ściągnął nań haniebną wojnę i wciąż dalej i dalej prowadzi Rosję do zguby”. Ani jedno słowo petycji nie zostało skierowane przeciwko carowi. Domagano się w niej m.in. 8-godzinnego dnia pracy, płacy minimalnej w wysokości 1 rubla za dzień roboczy, wolności związków zawodowych, a także przedstawicielstwa narodowego, wolności słowa i wyznania, równości wszystkich wobec prawa, powszechnej amnestii i zakończenia wojny z Japonią. O treści petycji Gapon poinformował ministra spraw wewnętrznych. Duchowny zdradził mu także zamiar wyruszenia robotników pod Pałac Zimowy i zapewnił, że manifestacja będzie miała charakter pokojowy. Dało to Mikołajowi II możliwość opuszczenia petersburskiej siedziby na czas trwania zaplanowanego marszu, a także pozwoliło przygotować się władzom na „przyjęcie” pochodu – w okolice zimowej rezydencji cara zostały ściągnięte dodatkowe siły wojskowe. Zdaniem Ludwika Bazylowa Gapon nie miał pojęcia o tych tragicznych w skutkach posunięciach.
Demonstracja z Gaponem na czele przed Bramą Narewską (domena publiczna).Rankiem 22 stycznia robotnicy, kobiety i dzieci ze śpiewem na ustach, z portretami Mikołaja II i chorągwiami cerkiewnymi w dłoniach wyruszyli pod Pałac Zimowy. Na czele maszerujących szedł ubrany w kapłańskie szaty Gapon. Na drodze spokojnego pochodu stanęło wojsko. Gdy manifestujący odmówili rozejścia się, ruszyła na nich kawaleria i otworzono ogień. Zginęło 200 osób, choć niektórzy mówią o tysiącach ofiar. Ludzie rozbiegli się w panice na różne strony. Wśród uciekających był też Gapon.
Postać duchownego budzi spore kontrowersje – głównie z powodu jego współpracy z Ochraną. Bazylow stanowczo odrzucał jednak tezę o świadomym działaniu Gapona, którego celem miałoby być doprowadzenie do tragedii. Zdaniem historyka nie ma na to żadnych dowodów. Tymczasem długim cieniem kładą się na postać duchownego również jego dalsze losy. Gapon zbiegł z Rosji i przez rok przebywał na emigracji, gdzie liczne osoby pragnęły słuchać jego opowieści o petersburskich przeżyciach. Stał się rozchwytywanym bohaterem. Bazylow stwierdził, że Gapon uwierzył wówczas zanadto w swoje znaczenie, co wpłynęło na zmianę jego postawy życiowej. W 1906 r. po powrocie do Rosji przyjął bowiem kolejną propozycję Ochrany: zgodził się pomóc wydać w ręce policji całą Organizację Bojową eserowców. Tym razem przypłacił tę współpracę życiem – zginął z rąk paru robotników związanych z organizacją. Był jedną z najbardziej niejednoznacznych postaci ostatnich lat istnienia Rosji carów.

Bibliografia:

  • Bazylow Ludwik, Polityka wewnętrzna caratu i ruchy społeczne w Rosji na początku XX wieku, Książka i Wiedza, Warszawa 1966.
  • Tych Feliks, Rok 1905, Krajowa Agencja Wydawnicza, Warszawa 1990.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz


Studentka historii na Uniwersytecie Warszawskim. Interesuje się historią XIX wieku, szczególnie dziejami ziem polskich, litewskich i rosyjskich. Poza historią pasjonuje się też sportem (zwłaszcza skokami narciarskimi i lekkoatletyką).
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło

sobota, 24 stycznia 2015

Chińska wojna domowa – tajwańska dogrywka

Wojciech Tomaszewski 
Kiedy Chiang Kai-shek uciekł na Tajwan, jego sytuacja wydawała się niemal beznadziejna. W jaki sposób udało mu się obronić wyspę przed atakiem chińskich komunistów z kontynentu?
Powszechnie uważa się, że wojna domowa w Chinach zakończyła się w 1949 roku. Miała ją przypieczętować ucieczka Chiang Kai-sheka na Tajwan dokonana w grudniu tegoż roku. W tym samym miesiącu Mao Zedong i Zhou Enlai, zwycięscy liderzy chińskich komunistów, udali się w podróż do Moskwy na uroczystości 70. rocznicy urodzin wodza światowego komunizmu Józefa Stalina. Jak się okazało, spędzili tam kilka tygodni, cierpliwie czekając, aż generalissimus w końcu łaskawie zgodzi się na podpisanie traktatu sowiecko-chińskiego.

Ostatnie walki

Generał Xu Yue w sztabie (fot. domena publiczna)W tym samym czasie trwały jeszcze walki na dużej wyspie Hainan, mającej 32,9 tys. km2, a więc niewiele mniejszej od Tajwanu. Jej słabością była znacznie mniejsza odległość od kontynentu, umożliwiająca łatwy do niej dostęp. W lutym 1950 roku rozpoczęła się inwazja komunistycznych armii na tą wyspę. Obroną Hainanu dowodził Xue Yue, jeden z najlepszych kuomintangowskich generałów. Mając zaledwie 40 tysięcy żołnierzy, bohatersko odpierał wszelkie ataki na wyspę. Aż do kwietnia kilkakrotnie spychał lądujące oddziały do morza.
Pozbawiony pomocy i dostaw, Xue Yue nie mógł jednak bez końca odpierać każdego ataku, tym bardziej, że na zapleczu miał komunistyczną partyzantkę, podobno liczniejszą niż jego oddziały. W połowie kwietnia sytuacja stała się na tyle dramatyczna, że generał zmuszony był wycofać się na południe wyspy, skąd jego armia została ewakuowana w maju 1950 roku na Tajwan. W tym samym czasie stutysięczna armia Kuomintangu opuściła bez walki archipelag Zhousan. Nacjonaliści wycofali się także z wysp Mansan i Dongshan, choć panowanie nad nimi umożliwiało blokowanie Kantonu i Szanghaju. W ten sposób dopiero w maju 1950 roku faktycznie zakończyła się chińska wojna domowa – pół roku później niż się powszechnie sądzi.

Przygotowanie do inwazji

Jednym z powodów wizyty chińskiej delegacji u Stalina była pilna potrzeba uzyskania pomocy lotniczej i morskiej, bez której inwazja na Tajwan nie była możliwa. Dlatego też Mao cierpliwie znosił upokorzenia, jakich nie szczędził mu gospodarz Kremla. Już na początku wizyty Stalin pokazał chińskim komunistom miejsce w szeregu, spotykając się z Mao dopiero kilka dni po przybyciu chińskiej delegacji. Natomiast układ o sojuszu i przyjaźni pomiędzy Związkiem Sowieckim a Chińską Republiką Ludową został podpisany dopiero 14 lutego 1950 roku, a więc po prawie dwóch miesiącach od przybycia chińskiej delegacji. Dokument ten sankcjonował dotychczasową politykę Sowietów w Mandżurii, czyli ogołacanie tej bogatej prowincji z przemysłu na wzór sowieckich wywózek infrastruktury z naszych ziem zachodnich oraz z terytorium późniejszego NRD. Porozumienie zawierało również niekorzystną dla Chin umowę gospodarczą. Wszystko to stawiało zawarty układ w jednym szeregu z nierównoprawnymi traktatami narzucanymi przez mocarstwa Państwu Środka. Paradoksem był fakt, że sojusz ten zawarli ci, którzy dotychczas najmocniej protestowali przeciwko takim praktykom. Dla Mao militarna pomoc Sowietów była wszakże niezbędna.
Stalin nie kwapił się jednak z pomocą. W jego planach nie leżało zbytnie wzmocnienie chińskich komunistów, którzy rządzili narodem kilkakrotnie liczniejszym niż cała ludność Związku Sowieckiego. Już parę miesięcy wcześniej, kiedy w pierwszej połowie 1949 roku stało się jasne, że Kuomintang przegra wojnę domową, Stalin bezskutecznie żądał od Mao, żeby przerwał ofensywę i nie wkraczał na południe Chin. Teraz jednak pozornie dał się przekonać do dalszego kontynuowania wojny.
Chiang Kai-shek w 1940 roku (fot. domena publiczna)Komuniści zaczęli się przygotowywać do inwazji. Dwie armie liczące po kilkaset tysięcy żołnierzy zostały rozmieszczone naprzeciw Tajwanu, głównie w prowincji Fujian. Wydawało się, że Chiang Kai-shek jest skończony i nic go nie uratuje. Pozbawiony pomocy Zachodu, opuszczony nawet przez część sprzyjających mu dotychczas zachodnich polityków, stanął przed najtrudniejszą sytuacją w swoim życiu, ale okazało się, że generalissimus szybko pozbył się przygnębienia i wkrótce odzyskał dawną energię.

Tajwan przygotowuje się do obrony

Z dwóch milionów uciekinierów, którzy przybyli na wyspę, aż 1/3 stanowili żołnierze, ale tylko ok. 55% z nich było gotowych do natychmiastowej walki. Niemniej zwycięska obrona wysp Quemoy i Matsu spowodowała pewną odbudowę morale armii, a długotrwała obrona Hainanu dodatkowo umocniła ten trend. Ponadto za Kuomintangiem opowiedziała się cała chińska flota z wyjątkiem jednego okrętu, który został szybko zatopiony przez lotnictwo nacjonalistów. Umożliwiło to zachowanie dominacji na wodzie, ale za to w lotnictwie kilkakrotną przewagę ilościową miało lotnictwo ChALW (Chińska Armia Ludowo-Wyzwoleńcza). Nacjonaliści dysponowali zaledwie ok. 300 samolotami, ale operowali z bliskich baz, dzięki czemu niwelowali ogromną przewagę Czerwonych, którzy otrzymali już dwa tysiące samolotów od Związku Sowieckiego. Niektóre z nich były pilotowane przez Sowietów i nad morzami walczyły z lotnictwem nacjonalistów.
Wyspa licząca ok. 400 km długości i ok. 150 km szerokości, oddzielona od kontynentu cieśniną, była zamieszkała przez 6 mln mieszkańców. Byli to potomkowie chińskich emigrantów z prowincji Fujian i Zhenjiang, którzy systematycznie od XVI wieku emigrowali na wyspę, spychając w góry autochtonów pochodzenia austronezyjskiego. Kulturalna odrębność wyspy była dodatkowo pogłębiona przez fakt, że przez ostatnie pół wieku Tajwan znajdował się pod panowaniem japońskim, ponieważ w 1895 roku został wcielony do japońskiego cesarstwa i stał się de facto kolonią Nipponu.

Mapa Japonii z 1912 roku pokazująca Tajwan jako część Cesarstwa (J.G. Bartholomew, A Literary and Historical Atlas of Asia, J.M. Dent and Sons, Ltd. 1912; domena publiczna)Japończycy zdominowali go politycznie i gospodarczo, czyniąc z mieszkańców ludzi drugiej kategorii, ale mimo to pod panowaniem japońskim wyspa rozwinęła się gospodarczo, osiągając status o wiele wyższy niż zniszczone wojną chińskie prowincje. Wszystko to spowodowało, że tajwańscy Chińczycy czuli dość wyraźną odrębność od rodaków z kontynentu. Ci ostatni wylądowali na wyspie i w imieniu Republiki Chińskiej czyli kuomintangowskiego rządu Chiang Kai-sheka, objęli tam władzę wraz kapitulacją Japonii w 1945 roku. Ku radości miejscowych szybko wysłali do Nipponu prawie pół miliona Japończyków. Na tym jednak radość się skończyła.
Rządy skorumpowanej kliki Kuomintangu, wyciskającej z wyspy różnego rodzaju zasoby na potrzeby wojny domowej, spowodowały bunt ludności, który wybuchł 28 lutego 1947 roku. Został on krwawo stłumiony w ciągu następnych dni przez gubernatora Chen Yi, po czym nastąpiły krwawe represje. W sytuacji, jaka wytworzyła się po przegraniu wojny domowej, Chiang zdobył się na gest. Ponownie postawił przed sądem Chen Yi (za pierwszym razem został uniewinniony na skutek nacisków rządzącej kliki) i w efekcie „rzeźnik” został skazany na karę śmierci i rozstrzelany. Nie przyniosło to większego efektu, ponieważ „biały terror” co prawda zelżał, ale represje w tej czy innej formie w stosunku do uczestników lutowego buntu ciągnęły się latami. W sumie gest generalissimusa nie przyniósł spodziewanego efektu, a Chiang do końca życia nie zdobył serc rodowitych Tajwańczyków, stanowiących 3/4 ludności wyspy, mimo że po kilku latach zdobył ich umysły niezmiernie udaną reforma rolną.

Rozprawa z agenturą

Znacznie bardziej efektywne były czystki, jakie przeprowadzono w armii i w administracji. Cała kuomintangowska armia była wręcz opleciona komunistycznymi agentami i zdrajcami. Teraz kontrwywiad, na czele którego stał Mao Renfeng, następca okrutnego Dai Li, uderzył bezwzględnie. O skali agentury świadczy fakt, że aresztowano aż czterech dowódców zajmujących najbardziej kluczowe stanowiska w armii (zastępca szefa sztabu sił zbrojnych, szef poboru wojskowego, wiceminister obrony, szef zaopatrzenia sił zbrojnych). W sumie kontrwywiad namierzył i zatrzymał aż trzy tysiące osób, z których kilkaset stracono. W ten sposób rozbito niemal zupełnie całą ogromną siatkę komunistycznego wywiadu. Nie ulega wątpliwości, że gdyby dokonano tego na początku wojny domowej, jej wynik mógłby być zupełnie inny. Oprócz tego pozbyto się dowódców niekompetentnych, nieudolnych i po prostu skorumpowanych. Z podobnych powodów usunięto też niemało urzędników. Potem systematycznie kontynuowano walkę z komunistyczną konspiracją, którą mniej więcej w połowie lat 50. niemal całkowicie zlikwidowano.

Czerwone wybawienie

Można się zastanawiać czy Tajwan zostałby zdobyty. Skoro na wyspie Hainan co najmniej kilka razy mniejsze siły potrafiły odeprzeć inwazje komunistycznych dywizji, to znakomicie przygotowany do obrony Tajwan z pewnością też przetrwałby kilka najazdów. Ale czy udałoby się przetrwać wszystkie ataki bez pomocy z zewnątrz i bez dostaw? Chiang Kai-shek i jego Kuomintang znaleźli się w najgorszej sytuacji od lat. Była ona jeszcze gorsza niż w latach 1939–1941, kiedy to po zawarciu układu pomiędzy Sowietami a Japonią Chińczycy zostali sam na sam z bezwzględnymi agresorami z Kraju Kwitnącej Wiśni. Trwało to ponad dwa lata, dopóki Japonia nie zaatakowała sił zbrojnych USA i Wlk. Brytanii.
Teraz kiedy wydawało się, że chińscy nacjonaliści nie mogą już na nic liczyć, znowu wrogowie przyszli im z pomocą. 25 czerwca 1950 roku komunistyczna Korea Północna zaatakowała niespodziewanie dla wszystkich swoich rodaków z południa. Stalin, który jako protektor wodza komunistycznej Korei, Kim Ir Sena, miał ostateczny głos w podjęciu decyzji o wojnie, przeprowadził dość skomplikowaną grę, długo udając, że nie zgadza się na atak, by w końcu ustąpić pod warunkiem, że Mao także zaakceptuje inwazję. Chińczycy w końcu przystali na uderzenie i nawet obiecali pomoc, która w dalszej fazie wojny przybrała formę fal chińskich żołnierzy atakujących bez względu na straty.
Ulotka sił ONZ skierowana do Koreańczyków z Północy i mająca ich przekonać, że są wykorzystywani i manipulowani przez Mao Zedonga i Stalina (domena publiczna)
Niewątpliwie Mao liczył na to, że Południe padnie, Amerykanie zostaną wygnani, Tajwan dostanie potężny nowy cios w swoje morale, a Chiny wzmocnią swoje wpływy na półwyspie koreańskim kosztem Sowietów. Nie ulega jednak wątpliwości, że prowadząc grę przeciwko wzmocnieniu władzy swoich chińskich towarzyszy, Stalin mimowolnie ocalił Tajwan.
Koreańska wojna zmieniła zupełnie sytuację Chianga. Z międzynarodowego pariasa, persona not grata w zachodnim świecie, stał się pilnie poszukiwanym sojusznikiem. Amerykanie zdali sobie sprawę, że utrata Tajwanu ogromnie skomplikowałaby bezpieczeństwo ich transportów do Korei. Amerykańska 7 flota dostała rozkaz patrolowania cieśniny, a na wyspę zawitał sam gen. MacArthur, amerykański dowódca operacji koreańskiej i walczących tam wojsk ONZ, który w odróżnieniu od prezydenta Trumana i sekretarz stanu gen. Marshalla miał o Chiang Kai-sheku dobre zdanie.
Chiang wyniósł z tej sytuacji same korzyści. Został „przywrócony” do międzynarodowej rodziny, a jego opinie o wojnie domowej przegranej wskutek przerwania pomocy przez Amerykanów zaczęły być traktowane na serio. Co najważniejsze zaś, generalissimus dostał z powrotem parasol ochronny USA. Oprócz tego jedną z największych korzyści byli chińscy jeńcy z Korei. Z 21 tysięcy wziętych do niewoli Chińczyków prawie 3/4 wybrało powrót na Tajwan, a nie do ChRL. Wśród nich znaczną część, jeśli nie większość, stanowili dawni żołnierze Kuomintangu wcieleni do ChALW i wysłani do Korei. Jako ci, którzy najbardziej poznali życie w komunizmie, po uwolnieniu na Tajwanie utworzyli skrajnie prawicową organizację Antykomunistyczni Bohaterowie.

Inwazja

Cieśnina Tajwańska (rys. U.S. Central Intelligence Agency, domena publiczna)Republika Chińska, bo taką nazwę nadal nosiło państwo zarządzane przez Kuomintang i jego szefa generalissimusa Chiang Kai-sheka, skurczyła się teraz do wyspy Tajwan mającej ponad 35 tys. km2, a więc powierzchnię o połowę większą niż przeciętne województwo w dzisiejszej Polsce. Do tego dochodził archipelag wysp Peskadorów (Penghu) leżący w cieśninie pomiędzy Tajwanem a kontynentem, ale na szczęście dla Chianga bliżej Tajwanu, a także archipelag Dazhen i kilka wysepek koło prowincji Fujian.
Chiang Kai-shek zdawał sobie sprawę, że jego sytuacja mimo wszystko nadal była trudna. Wkrótce pogorszyła się jeszcze na skutek kapitulacji armii francuskiej pod Dien Bien Phu i opanowania północnej części Wietnamu przez komunistów pod wodzą Ho Chi Minha, którego przywódca Kuomintangu znał osobiście jeszcze z lat dwudziestych, ze słynnej wojskowej szkoły w Whampoa k. Kantonu.
Szukając wyjścia, generalissimus próbował nawiązać sojusz z niedawnym wrogiem, Japonią, Południową Koreą i Filipinami. Jego wysiłki zostały uwieńczone w paradoksalny sposób 8 września 1954 roku, kiedy to podpisano pakt manilski, który przybrał formę Organizacji Paktu Południowo-Wschodniej Azji (SEATO). Była to część kordonu, jaki budował Zachód przeciwko komunistycznemu imperium. Zabrakło w nim jednak miejsca zarówno dla Tajwanu, jak i Korei oraz oczywiście Japonii. Niestety, ścisła współpraca tych trzech krajów rozbiła się o nieprzejednaną postawę Korei. Jej prezydent, Syngman Rhee, mimo że tak jak Chiang był chrześcijaninem, nie wykazywał żadnych oznak chrześcijańskiego przebaczenia w stosunku do Japonii i nie chciał mieć nic z nią do czynienia. Odwrotnie niż prezydent Republiki Chińskiej, u którego zmysł polityczny górował nad nienawiścią.

Wojna po wojnie

Komunistyczna inwazja rozpoczęła się 18 stycznia 1955 roku, ale nie zaatakowano bezpośrednio Tajwanu, tylko wysepki Yijiangshan oraz archipelag Dachen. W sumie mają one zaledwie 1,2 km2, ale leżą blisko kontynentu, naprzeciw prowincji Zhejiang. Cel ataku został wybrany bardzo precyzyjnie, poza zasięgiem samolotów startujących z Tajwanu. Tak więc po wojnie domowej rozpoczął się nowy konflikt, który zgodnie z planami Mao miał zakończyć się w swoim pierwszym etapie zdobyciem wysp leżących pomiędzy kontynentem a Tajwanem.
Siły inwazyjne liczyły ok. 10 tys. Żołnierzy ChALW, z czego połowa stanowiła pierwszy rzut, podczas gdy garnizon Republiki Chińskiej miał razem z nadpływającymi posiłkami około tysiąca żołnierzy. Ponadto atakujący mieli do dyspozycji ok. 140 statków, z czego połowę stanowiły jednostki przeznaczone do przewozu żołnierzy, 40 służyło jako eskorta, a reszta wykonywała zadania logistyczne. Oprócz tych sił zorganizowano na wybrzeżu kontynentu jednostki logistyczne składające się z kilkudziesięciu tysięcy cywilów.
Żołnierze ChALW atakują pozycje nacjonalistów na jednej z wysp Yijiangshan, 18 stycznia 1955 roku (fot. domena publiczna)
O godz. 8 rano bombowce w kilku grupach zaatakowały stanowiska wojsk kuomintangowskich. Godzinę później artyleria dalekiego zasięgu rozpoczęła swój ciężki ostrzał trwający kilka godzin. Wystrzelono, jak się szacuje, ok. 50 tys. pocisków. Następnie ruszyła inwazja. Dziesięć statków przerobionych na okręty zaopatrzone w rakiety rozpoczęło niszczenie pozycji obrońców na wybrzeżu. Cały opisany potok ognia nie wyrządził jednak wielkich strat i z tego powodu w momencie lądowania żołnierze pierwszego rzutu komunistycznej armii zostali dosłownie zmasakrowani ogniem z gniazd ciężkich karabinów maszynowych, mimo że inwazja została dokonana w kilkunastu punktach.
Żołnierze Republiki Chińskiej stawili niezwykle zacięty opór, który został przełamany dopiero poprzez ataki z powietrza, kiedy piloci sił inwazyjnych, atakując z bardzo niskiego pułapu, rozbili kluczowe punkty obrony na wybrzeżu. Wojsk Kuomintangu wycofały się do specjalnie wydrążonych głębokich tuneli. Bitwa zamieniła się w starcia małych grup ludzi z użyciem miotaczy ognia i polegała na likwidacji gniazd oporu jednego po drugim. Połowa żołnierzy Republiki Chińskiej (567) zginęła (głównie od miotaczy ognia), a druga połowa (512|), w większości ranni, dostała się do niewoli. Dowodzący obroną gen. Wang Shen-Ming popełnił samobójstwo, odbezpieczając ręczny granat. Straty komunistów były mniej więcej porównywalne: ok. 400 zabitych i około 1000 rannych. Ostatecznie wyspy zostały opanowane 20 stycznia 1955 roku.
Inwazją na wyspy dowodził gen. Zhang Aiping. To niezmiernie ciekawa postać. Weteran walk z Kuomintangiem, potem z Japończykami, potem znowu z Kuomintangiem, uczestnik wojny koreańskiej. W czasie II wojny światowej dowodził oddziałami wysłanymi w celu odnalezienia amerykańskich pilotów, którzy lądowali w Chinach po słynnym rajdzie bombowym pułkownika Doolittle na Tokio w 1942 roku. Represjonowany w czasach rewolucji kulturalnej jako kontrrewolucjonista, został zrehabilitowany po dojściu do władzy Deng Xiaopinga. W latach 80. był nawet przez kilka lat ministrem obrony narodowej. W 1989 roku był jednym z emerytowanych generałów, którzy podpisali list do Centralnej Komisji Wojskowej KPCh i dowództwa armii sprzeciwiający się wprowadzeniu stanu wojennego w Pekinie i rozwiązaniu siłowemu w sprawie protestujących studentów.

Bitwa po bitwie

Chiang Kai-shek w 1945 roku (fot. ze zbiorów Biblioteki Kongresu USA, domena publiczna)Inwazja na wyspy Yijiangshan nie była jedyną bitwą. Niemal tego samego dnia ChALW zaatakowała leżące w pobliżu wyspy archipelagu Dachen. Komunistyczna armia nie była w stanie dokonać jednocześnie dwóch inwazji na raz ze względu na brak odpowiedniego sprzętu w postaci floty. Ograniczono się do nalotów. Już w listopadzie 1954 roku archipelag był dwukrotnie bombardowany. 19 stycznia dokonano kolejnego ataku z powietrza, tym razem zadając poważne straty infrastrukturze, przede wszystkim uszkodzono urządzenia komunikacyjne i zbiorniki wody pitnej. 2 lutego nastąpił kolejny nalot.
Amerykanie zwlekali z reakcją i kiedy Kongres wyraził w końcu zgodę na użycie siły, było już po walkach. W tej sytuacji rząd na Tajwanie przychylił się do stanowiska Amerykanów i zarządził ewakuację archipelagu. Ostatecznie w lutym 7 flota amerykańska oraz amerykańskie lotnictwo ewakuowały ok. trzydzieści kilka tysięcy żołnierzy i cywilów, a także kilkadziesiąt tysięcy ton sprzętu wojskowego. Jako ostatni z ewakuowanych, zabierając ze sobą flagę Republiki Chińskiej, opuścił archipelag Chiang Ching-kuo, syn generalissimusa Chiang Kai-sheka. Jedynie na jednej wyspie zostawiono mały garnizon w celu symbolicznej wymiany ognia, kiedy nadejdą komuniści. On odpłynął z końcem lutego 1955 roku.

Pierwszy kryzys w cieśninie

Atak na Yijiangshan był jednym z aktów w długoletniej wojnie nerwów pomiędzy Chińską Republiką Ludową na kontynencie a Republiką Chińską na Tajwanie, ograniczającej się w zasadzie do ostrzału z kontynentu wysepek kontrolowanych przez rząd w Tajpej lub udanych i nieudanych prób dokonania na nie inwazji. To pierwsze uderzenie zostało nazwane pierwszym kryzysem w cieśninie. Trwał on od 3 września 1954 roku do 1 maja 1955 roku. Rozpoczął się artyleryjskim atakiem na leżącą mniej niż 2 km od kontynentu wyspę Quemoy, następnie wspomnianym już bombardowaniem Dachen w listopadzie 1954 r. i opisanymi bitwami w styczniu/lutym 1955 roku. Skończył się 1 maja, kiedy przestano ostrzeliwać z kontynentu wyspy Quemoy i Matsu.

Konkluzja

Sytuacja była w zasadzie patowa. ChALW nie była w stanie dokonać inwazji na Tajwan. Przez długi czas jej możliwości ograniczały się do jednorazowego zaokrętowania kilkuset tysięcy żołnierzy z użyciem wszystkiego co pływa, a więc również barek czy dżonek. Przy olbrzymiej przewadze amerykańskiej marynarki zapewne najwyżej kilkanaście procent sił inwazyjnych mogłoby dopłynąć do brzegów Tajwanu, gdzie zostaliby zmasakrowani przez nadbrzeżną artylerię i znakomicie wyszkolonych lotników Republiki Chińskiej. Z drugiej strony, agresywna postawa komunistów i ciągłe grupowanie sił w prowincjach leżących naprzeciwko Tajwanu rozwiewały marzenia Chianga o powrocie na kontynent. Wódz Kuomintangu, kierując się chyba bardziej emocjami niż rozsądkiem, w okresie dramatycznych wydarzeń w ChRL (wielki głód, rewolucja kulturalna) wysyłał dywersyjne grupy komandosów na kontynent, żeby przygotować inwazję, ale skutkami takich wypraw była tylko utrata świetnie wyszkolonych żołnierzy.

Bibliografia

  • Polit Jakub, Pod wiatr. Czang Kaj-shek 1887–1975, Wydawnictwo Arcana, Kraków 2008.
  • Burdelski Dziak, Republika Chińska na Tajwanie a ONZ, Toruń 1998.
  • Dickson B.J., The Lessons of Defeat: The Reorganization of the Kuomintang on Taiwan 1950–1952, „China Quarterly”, No. 133 (March 1993).
  • Chang G.H., He Di, The Absence of War in The U.S. – China Confrontation over Quwmoy and Matsu in 1954–1955: Contigency, Luck, Deterrence?, „American Historical Review”, vol. XCVIII, No. 5 (December 1993).
  • Sławiński Roman, Historia Chin i Tajwanu, Askon, Warszawa 2002.
  • Tenże, Historia Tajwanu, Elipsa, Warszawa 2001.
Redakcja: Roman Sidorski
Absolwent prawa (praca magisterska na temat ideologii Mao Zedonga), historii (praca magisterska na temat wojny domowej w Rosji) oraz Zarządzania na UW. Aktualnie pisze rozprawę doktorską na WPiA UW. Jego główne zainteresowania to cywilizacja chińska i cywilizacja sowiecka. Publikuje artykuły historyczne na portalu Centrum Studiów Polska–Azja. Pasję poznawania innych cywilizacji łączy z wielokrotnymi podróżami po Europie, Afryce i Azji.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org
źródło