niedziela, 26 kwietnia 2015

Konzentrationslager Sachsenhausen

Konzentrationslager Sachsenhausen (wikimedia)



Konzentrationslager Sachsenhausen – to niemiecki obóz koncentracyjny założony w lipcu 1936 w miejscowości Sachsenhausen około 30 km od Berlina.

Polskie radio przypomina historię jego wyzwolenia oraz emituje rozmowę z dr. Emilem Wołyńcem, więźniem niemieckich obozów koncentracyjnych Oświęcim i Sachsenhausen.


Więcej TUTAJ


Polsko-niemieckie warsztaty historyczne "Stalag VIII A - zapomniana historia" - pierwsze spotkanie już 12 maja


Więcej TUTAJ

Zamek biskupi w Braniewie

Braniewo - wieża bramna (źródło: wikimedia)
Spacerując ulicami Braniewa z pewnością natkniemy się na budowlę uwiecznioną na zdjęciu po prawej.

Okazuje się, że to jedyny ocalały fragment Zamku w Braniewie, który był zbudowany pod koniec XIII wieku za rządów biskupa Henryka I Fleminga.

Bardzo ciekawa historia zamku biskupiego TUTAJ

Władysław Bartoszewski - wspomnienia w Polskim Radiu

Władysław Bartoszewski (wikipedia)
Wspomnienie o Władysławie Bartoszewskim w Polskim Radiu


piątek, 24 kwietnia 2015

sobota, 18 kwietnia 2015

Jak Polska stała się królestwem

Antoni Olbrychski 
Bolesław Chrobry to władca wyjątkowo zasłużony. Nie tylko ochronił Polskę przed niemieckimi najazdami, ale też sięgnął po koronę królewską. Fakty dotyczące koronacji giną jednak w mrokach dziejów…
Bolesław Chrobry wg. Jana Matejki (domena publiczna).Koronacja Chrobrego na króla Polski była zwieńczeniem jego długoletnich wysiłków. Państwo zyskało silną pozycję na arenie międzynarodowej, zażegnane też zostało ryzyko jego rozpadu. Był 18 kwietnia 1025 r., kiedy arcybiskup gnieźnieński, Hipolit, włożył na skronie Bolesława Chrobrego królewską koronę… Ale czy na pewno właśnie tak było? Niedostatek źródeł sprawia, że rozmaite teorie dotyczące koronacji Chrobrego budowane są na domysłach, popartych strzępami informacji z epoki. W 1018 r. zmarł kronikarz Thietmar. Zamilkło zatem najważniejsze źródło do badania dziejów Polski na początku XI w. Zachowały się jednak lakoniczne wzmianki innych niemieckich uczonych, oburzonych zuchwałością słowiańskiego władcy.

Zuchwały Bolesław Słowianin

Istnieją teorie, jakoby Chrobrego koronował Otton III już podczas zjazdu gnieźnieńskiego w 1000 r. Zapiski kronikarzy wyraźnie jednak sytuują to wydarzenie w roku 1025 (łącząc niekiedy samozwańczą koronację Chrobrego z jego rychłą śmiercią). Roczniki Kwedlinburskie tak opisują koronację słowiańskiego władcy:
Bolesław książę Polski, dowiedziawszy się o śmierci wzniosłego cesarza Henryka, podniesiony na duchu, trucizną pychy do tego stopnia zalał swoje wnętrzności, że zuchwale odważył się po namaszczeniu nałożyć sobie koronę, za którą to jego zarozumiałości śmiałością ducha rychło spotkała go zemsta Boga, albowiem wkrótce zszedł poddany smutnemu wyrokowi śmierci.
Podobnej opinii był kronikarz Wipo:
W tym samym roku jak wyżej [1025] Bolesław Słowianin, książę Polan, przywłaszczył sobie, na wzgardę króla Konrada, insygnia królewskie i imię króla, czego zuchwałość niebawem śmierć unicestwiła.
Bolesław Chrobry wykorzystał roszady na tronie niemieckim, aby ugruntować swoją pozycję. Henryk II, ostatni przedstawiciel dynastii saskiej, zmarł 13 lipca 1024 r. 8 września tegoż roku doszło zaś do koronacji Konrada II. W tym czasie doszło też do zmiany papieża – 9 kwietnia zmarł, ściśle związany z Henrykiem II, Benedykt VIII. Zastąpił go Jan XIX. Śmierć Chrobrego przypada zaś na 17 czerwca 1025 r. Dokładna data jego koronacji nie jest znana, można jednak co do niej wysnuć pewne domysły. Doniosłych wydarzeń dokonywano przeważnie w ważne święta kościelne. Prawdopodobna jest tu Wielkanoc, która w 1025 r. wypadła 18 kwietnia. Równie dobrze mógł to być jednak dzień św. Wojciecha (23 kwietnia), a nawet Zielone Świątki (6 czerwca).
Replika korony Chrobrego (fot. Gryffindor, opublikowano na licencji Creative Commons Attribution-Share Alike 3.0 Unported).
Równie niepewne jest miejsce koronacji. Wedle tradycji miała ona miejsce w katedrze gnieźnieńskiej. Ta wprawdzie spłonęła w 1018 r., ale rychło rozpoczęto jej odbudowę. Doskonałym miejscem na tak doniosłą uroczystość mogła być także katedra poznańska. W tym okresie prezentowała się bardziej okazale niż gnieźnieńska. Trzeba również zauważyć, że to właśnie w niej pierwszy polski król został pochowany.
A kto włożył koronę na skronie Chrobrego? Najprawdopodobniej arcybiskup gnieźnieński, Hipolit. Mógł on być następcą pierwszego arcybiskupa, Radzima-Gaudentego. Wedle roczników kapituły krakowskiej zmarł on w 1027 r.

Regnum Poloniae

Konrad II i opinia niemiecka z oburzeniem przyjęli wieść o koronacji Chrobrego. Władca polski, dążąc po koronę, starał się o poparcie papieża (już od 1001 r. słał poselstwa do Rzymu, kilkukrotnie później ponawiane). Królowi Niemiec nie wspomniał jednak nic o swoich planach. Mimo wyrazu niezadowolenia Konrad II nie negował legalności samej koronacji. Mogła na to mieć wpływ Rycheza, żona Mieszka II. Była siostrzenicą Ottona III, a Konrad zawsze podkreślał swoje pokrewieństwo z domem ottońskim. Warto zresztą dodać, że nawet kiedy Mieszko II utracił godność królewską, Rychezie pozwolono ją zachować aż do śmierci w 1063 r.
Koronacja Bolesława Chrobrego w wizji Jana Matejki (domena publiczna).
Wreszcie, po wielu staraniach, Polska stała królestwem. Niewątpliwie wraz z tą chwilą wielka duma zagościła w sercu Chrobrego. Ale w całym przedsięwzięciu nie chodziło jedynie o zaspokojenie własnych ambicji. Król zamierzał utrzymać jedność ziem polskich. Jego dziedzictwo miał zatem otrzymać syn, Mieszko. Był to ruch ryzykowny, zrywający z zasadą patrymonialną, wedle której każdy męski członek dynastii miał prawo do panowania. Na dodatek Chrobry, na rzecz Mieszka, odsunął od dziedziczenia swojego najstarszego syna, Bezpryma. Prawdopodobnie istniał plan koronowania Mieszka jeszcze za życia Chrobrego. Takie działanie zrównoważyłby jego pozycję wobec starszego (a zatem posiadającego większe prawo do tronu) Bezpryma. Ostatecznie jednak Mieszko II wstąpił na tron dopiero po śmierci ojca, a w późniejszym okresie popadł w konflikt z bratem. Dla Polski zbliżały się ciężkie czasy. Dłuższe utrzymanie statusu królestwa okazało się w tym okresie niemożliwe. Mieszko II musiał ukorzyć się przed cesarzem, toteż w 1031 r. zrzekł się korony. Królewska tradycja została jednak zakorzeniona. Dzięki zabiegowi Chrobrego, przyszli polscy władcy mogli z większą skutecznością zabiegać o koronę.

Bibliografia:

  • Mularczyk Jerzy, Tradycja koronacji królewskich Bolesława I Chrobrego i Mieszka II, Rzeka, Wrocław 1998.
  • Strzelczyk Jerzy, Bolesław Chrobry, Wydawnictwo WBP, Poznań 1999.
  • Wasiutyński Bohdan, W 900-ną rocznicę koronacji Bolesława Chrobrego, Drukarnia Polska T.A., Poznań 1925.
  • Zakrzewski Stanisław, Bolesław Chrobry Wielki, Ossolineum, Lwów 1925.
Redakcja: Tomasz Leszkowicz

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło

Tragedia Hiroszimy. Animowane wizje zagłady


Wybuch bomby w Hiroszimie (źródło - wikimedia)

Autor: Natalia Julia Nowak


Niektórzy wyparowali, inni spłonęli żywcem, jeszcze inni zostali poparzeni. A jednak dramat mieszkańców Hiroszimy stał się inspiracją dla twórców anime.

“Problemem naszego wieku
nie jest bomba atomowa,
lecz serce ludzkie”


Albert Einstein



Bezwarunkowa kapitulacja

W poprzednim artykule, zatytułowanym “Japoński punkt widzenia: druga wojna światowa”[1], omówiłam niechlubną rolę, jaką odegrało Cesarstwo Japonii w pierwszej połowie XX wieku. Kraj Kwitnącej Wiśni, jeden z głównych sojuszników Trzeciej Rzeszy, prowadził agresywną politykę zagraniczną, a na okupowanych przez siebie terenach popełniał odrażające zbrodnie (patrz: masakra nankińska, Jednostka 731). Tekst, który opublikowałam w marcu 2015 r., nie zawierał jednak wzmianki o tym, że drapieżne poczynania Imperium Słońca zakończyły się bezwarunkową kapitulacją spowodowaną wybuchem dwóch bomb atomowych. Amerykański atak nuklearny na Hiroszimę i Nagasaki miał być tematem mojego następnego artykułu. I teraz właśnie nadszedł czas, żeby ten artykuł napisać. Wartościowym źródłem informacji, na które pragnę się powołać, jest książeczka “Hiroszima i Nagasaki” Sławomira Gowina[2]. Jej autor pisze, że podwójny atak, który doprowadził cesarza Hirohito do ogłoszenia kapitulacji, odbył się 6 i 9 sierpnia 1945 r. Generał Douglas MacArthur, przedstawiciel sił zbrojnych Stanów Zjednoczonych, przyjął japońską kapitulację w obecności tej samej flagi, którą ponad 90 lat wcześniej posługiwał się Matthew C. Perry (człowiek, który “skolonizował” Kraj Wschodzącego Słońca). W ten sposób historia zatoczyła koło.


Gorętsze od Słońca

Zrzucenie na Japonię dwóch bomb atomowych nie nastąpiło od razu. Było ono poprzedzone detonacją próbnego ładunku wybuchowego, tzw. bomby “Gadget“. Mowa tutaj o operacji “Trinity”, która miała miejsce w nocy z 15 na 16 lipca 1945 r. Jankesi przeprowadzili ją na pustyni Alamogordo. Twórca cytowanej książki opisuje zatrważające skutki interesującej nas eksplozji. “Temperatura przekroczyła trzykrotnie temperaturę powierzchni Słońca[3]. Życie zginęło w promieniu 1600 m, w miejscu wybuchu piasek zawrzał, tworząc szklisty talerz o średnicy 500 m, a co najciekawsze, wszystko to za przyczyną zaledwie 1 kg uranu, spośród 38, które stanowiły ładunek” - podaje Gowin. Gdy czytam te słowa, jeszcze bardziej przeraża mnie fakt, że właśnie taką, a nawet potężniejszą broń zastosowano przeciwko niewinnej ludności cywilnej. To, co spadło na Hiroszimę, nosiło nazwę “Little Boy” i ważyło 4090 kg. To, co runęło na Nagasaki, zwało się “Fat Man” i przekraczało wagę 4670 kg. Pierwsza z wymienionych bomb doprowadziła do śmierci 78.000 osób. Druga pochłonęła 70.000 istnień ludzkich[4]. Temperatura ziemi w miejscach wybuchów osiągnęła 300.000 stopni Celsjusza. Nic więc dziwnego, że ludzie, którzy tam przebywali, zwyczajnie wyparowali. Został po nich co najwyżej “ślad w postaci obrysu na betonie”.


Wyścig zbrojeń

Sławomir Gowin sugeruje, że prace nad bombą atomową, które rozpoczęły się jeszcze w latach trzydziestych, były swoistym wstępem do zimnej wojny. O skonstruowaniu broni masowego rażenia marzyli nie tylko Amerykanie, ale również Niemcy, Włosi i Sowieci. Enrico Fermi, naukowiec zbiegły z państwa Mussoliniego, powiedział ponoć: “Naziści skonstruują bombę atomową i nie zawahają się ani na chwilę przed jej użyciem. Możecie się zabezpieczyć przed nimi tylko w ten sposób, że ich wyprzedzicie, że sami zbudujecie bombę atomową”. Decyzja o zrzuceniu ładunków “Little Boy” i “Fat Man” na Kraj Kwitnącej Wiśni wywołała mnóstwo kontrowersji. Między innymi dlatego, że została podjęta w momencie, gdy Trzecia Rzesza (a co za tym idzie - również jej sojusznicy) była już przegrana. Ale Jankesi widzieli w tej zbrodni drugie dno. Uważali, że lepiej będzie, jeśli to oni, a nie Związek Radziecki, jako pierwsi pokażą światu potęgę atomu. W tym, co się wydarzyło 6 i 9 sierpnia 1945 r., chodziło nie tyle o pogrążenie Imperium Słońca, ile o udowodnienie, że to Stany Zjednoczone, nie zaś ZSRR, mają być światowym hegemonem wzbudzającym powszechną trwogę. Zdaniem Gowina, sama konferencja poczdamska, podczas której Wielka Trójka wezwała Japonię do poddania się, była zapowiedzią zimnowojennej rywalizacji.


Apokalipsa spełniona (cz. 1)

Jak wyglądał podwójny atak nuklearny z punktu widzenia osób, które w tamtych dniach przebywały na terenie Hiroszimy i Nagasaki? Odpowiedź na to pytanie znajdziemy w książce “Od Pearl Harbor do Hirosimy. Japonia w latach wojny” francuskiego dziennikarza Roberta Guillaina[5]. Reporter spędził drugą wojnę światową w Kraju Wschodzącego Słońca. Nie był świadkiem atomowej tragedii, ale przytoczył wypowiedzi ludzi, którzy widzieli wszystko na własne oczy. Jedną z osób, na które powołuje się Guillain, jest Futaba Kitajama, gospodyni domowa, mieszkanka Hiroszimy. Miała ona nieszczęście stać w odległości 1700 metrów od epicentrum wybuchu. “Rzuciło mną o ziemię i natychmiast świat zaczął się walić wokół mnie, na mnie, na moją głowę… Przestałam cokolwiek widzieć. (…) Nagle z przerażeniem spostrzegłam, że w serwetce pozostały kawałki skóry z mojej twarzy… Ach! I skóra z moich rąk, i skóra z ramion również zaczęła odpadać! (…) Z lewej ręki, z wszystkich pięciu palców, skóra zeszła mi jak rękawiczka” - wspomina Kitajama. Kobieta opowiada, że tamtego ranka niebo stało się czarne. Mówi też o setkach poparzonych ludzi, którzy - nie mogąc znieść nieludzkiego bólu - rzucali się do rzeki. W wielu punktach miasta leżały zmasakrowane zwłoki. Było dużo krwi, ognia i jęków. Zupełnie jak w buddyjskim piekle.


Apokalipsa spełniona (cz. 2)

Koszmar, który Amerykanie zgotowali Japończykom, powtórzył się trzy dni później w Nagasaki. Robert Guillain wtajemnicza nas w jego przebieg, prezentując zapiski doktora Takasiego Nagaiego. “Zaczynają skądś wyłazić nasi chorzy, napływają ranni z zewnątrz - wszyscy nadzy, pokrwawieni i prawie odarci ze skóry. Spalone i zjeżone włosy, zwęglone twarze, spopielałe lub niemal czarne, przypominają potępieńców. Czołgają się po ziemi, nie mogąc ustać na nogach. (…) Pożar nie ustawał. Ze wszystkich stron z płonących i zawalonych domów dobiegało przeraźliwe wołanie o pomoc. Wszędzie, nawet na pagórku i na ścieżkach w dolinie, widziałem nieprzeliczoną masę trupów” - relacjonuje lekarz. Jak już wspomniałam, francuski reporter nie był obserwatorem wybuchów, ale wybrał się do Hiroszimy trzy miesiące po eksplozji. Dziennikarz opowiada, że japońskie miasto… właściwie przestało być miastem. Stało się pustką. “Niemal idealnie równinną szarordzawą pustynią”. W zrównanej z ziemią Hiroszimie nie dało się znaleźć ruin ani zgliszcz. Detonacja broni jądrowej i wynikająca z niej pożoga zniszczyły wszystko. Jedyne, co rzucało się w oczy, to wojskowe lotnisko, przygotowane przez okupantów już po dokonaniu zagłady. Jankesi i ich gniazdko. A mogli tylko postawić flagę, wszak krajobraz był księżycowy.


Imaginacja i konspiracja

Tym, którzy chcieliby się dowiedzieć, jak przebiegały prace nad skonstruowaniem najstraszniejszej broni XX wieku, polecam dwuczęściowy artykuł “Bomba atomowa” (autorstwo: Wojciech Andryszek. Redakcja: Roman Sidorski. Miejsce publikacji: portal Histmag)[6]. W części pierwszej, zatytułowanej “Preludium”, autor opisuje żmudne badania naukowe, które zmierzały do poznania możliwości atomu. Sugeruje jednak, że powstanie broni jądrowej przewidział… znany fantasta Herbert George Wells. Pisarz opisał broń masowego rażenia już w roku 1914. W części drugiej, noszącej tytuł “Projekt Manhattan”, Andryszek koncentruje się na sprawie najistotniejszej, czyli historii bomb “Gadget”, “Little Boy” i “Fat Man”. Pisze m.in. o problemach z projektem bomby i o atmosferze konspiracji otaczającej całe przedsięwzięcie (“Każda osoba uczestnicząca w projekcie zobowiązana była do zachowania tajemnicy. Wśród szeregowych pracowników powszechny był brak wiedzy na temat tego, jakim celom służą wykonywane przez nich zadania“). Twórca tekstu wspomina także o radzieckich szpiegach. Wielu z nich uczestniczyło w amerykańskich pracach badawczych, tylko po to, żeby przekazywać zdobyte informacje Sowietom. Czyżby kolejny dowód na to, że zimna wojna zaczęła się jeszcze przed zakończeniem drugiej wojny światowej?


Hiroszima i nie tylko

Chciałabym zaprezentować Czytelnikom trzy filmy animowane nawiązujące do omawianej epoki. Dwa z nich (“Boso przez Hiroszimę” i “Boso przez Hiroszimę 2”) odwołują się bezpośrednio do wybuchu bomby “Little Boy” i jego tragicznych konsekwencji. Trzeci film (“Grobowiec świetlików”) nie zawiera odniesień do broni jądrowej, ale jest godny uwzględnienia, ponieważ ukazuje losy Japonii i Japończyków pod koniec drugiej wojny światowej. Wszystkie trzy produkcje mają wiele punktów wspólnych. Każda z nich powstała w latach osiemdziesiątych, czyli u schyłku zimnej wojny. Życzę miłego czytania i przyjemnych seansów.


Tytuł oryginalny: “Hadashi no Gen”
Tytuł międzynarodowy: “Barefoot Gen”
Tytuł polski: “Boso przez Hiroszimę”
Reżyseria: Mori Masaki (Mamoru Shinzaki)
Produkcja: Japonia (1983)

“Hadashi no Gen” (znany na świecie jako “Barefoot Gen”, a w Polsce jako “Boso przez Hiroszimę”) to jeden z najsłynniejszych japońskich filmów animowanych poświęconych drugiej wojnie światowej. Produkcja, trwająca mniej niż półtorej godziny, jest adaptacją mangi, którą tworzył hiroszimski autor Keiji Nakazawa na przestrzeni lat 1973-1985. Komiks (a co za tym idzie - również jego adaptacja) w dużej mierze opiera się na wspomnieniach samego twórcy. Nie zaszkodzi odnotować, że manga Nakazawy doczekała się także aktorskich ekranizacji. Pierwsza z nich, w formie filmu pełnometrażowego, powstała jeszcze w latach ‘70. Jakby tego było mało, istnieją powieści nawiązujące do wspomnianego komiksu. Skupmy się jednak na adaptacji animowanej. Muszę przyznać, że mam z nią pewien kłopot. Gdy zaczęłam ją oglądać, odniosłam wrażenie, że jest to produkcja przeznaczona dla dzieci. Ot, edukacyjna opowiastka o tematyce historycznej. Lekka forma, duża dawka humoru, liczne wyjaśnienia narratora sformułowane prostym językiem. W miarę oglądania nabrałam jednak wątpliwości, czy tego typu animacje nadają się do pokazywania dzieciom. Otóż dzieło zawiera elementy gore. Pojawiają się one zwłaszcza w sekwencji wybuchu bomby atomowej. Krew, okaleczenia, poparzenia… O śmierci nawet nie wspomnę.

Anime opowiada o kilkuletnim chłopcu spędzającym dzieciństwo w zrujnowanej wojną Japonii. Gen, bo o nim mowa, jest dzieckiem bystrym i aktywnym. Kiedy tylko może, stara się korzystać z najpiękniejszych lat swojego życia. Ale nie zawsze ma czas na zabawę. Chłopiec, wraz z ojcem i bratem, musi ciężko pracować na utrzymanie swoich najbliższych, a zwłaszcza matki, która spodziewa się kolejnego dziecka. Całej rodzinie, w której jest jeszcze córka, doskwiera głód. Niedożywienie odbija się zwłaszcza na zdrowiu pani domu. Drugim zmartwieniem bohaterów są częste alarmy przeciwlotnicze. Jednak z amerykańskimi nalotami jest coś nie tak. Samoloty nadlatują nad Hiroszimę, ale nigdy jej nie bombardują. Pewnego ranka nie słychać alarmu. Mimo to, nad miasto nadlatuje wrogi bombowiec. Następuje nienaturalny rozbłysk światła i całe otoczenie zaczyna się rozpadać. Ludzkie ciała robią się czerwone, potem ciemnobrązowe i coraz bardziej podobne do kościotrupów. Z ich czaszek wyskakują oczy, a same głowy spadają na ziemię. Identyczny los spotyka zwierzęta. Budynki rozsypują się niczym stłuczone szkło. Lecz to dopiero początek horroru. Jeszcze nie widać ludzi wyglądających jak zombie. Jeszcze nie słychać krzyków osób ginących w pożarze. Jeszcze nie czuć radioaktywnego deszczu. Jeszcze nikt nie stracił rozumu.

“Hadashi no Gen” to produkcja o zdecydowanie antywojennym wydźwięku. W całości koncentruje się ona na sytuacji japońskich cywilów ponoszących konsekwencje konfliktu zbrojnego. Film przekonuje, że cierpienie mieszkańców Hiroszimy wcale nie zaczęło się w momencie eksplozji bomby “Little Boy”. Ci ludzie cierpieli już wcześniej: z powodu biedy, głodu i lęku. W “Hadashi…” wartości humanistyczne zostały postawione ponad patriotycznymi. Weźmy na przykład scenę, w której Gen pyta ojca, dlaczego Japończycy wciąż walczą, skoro wojna jest już praktycznie przegrana. Rodzic odpowiada mu w bardzo emocjonalny sposób. Mówi, że japońscy politycy są szaleńcami. Potem stwierdza, że ucieszyłby się, gdyby został uznany za zdrajcę. Ważnym elementem dzieła są naturalistyczne obrazy skutków detonacji broni jądrowej. Produkcja nie ukrywa przed nami niczego. Ani ran, ani bólu, ani śmierci. Zobaczymy w niej nawet to, co się działo z ludźmi, którzy pracowali przy usuwaniu zwłok. Wielu z nich zapadło bowiem na ciężkie choroby. Pluło krwią, traciło włosy, umierało. Niektóre osoby, dotknięte hiroszimską tragedią, postradały zmysły. Inne zostały odsunięte na margines, ponieważ zaczęto się ich brzydzić. Wracając do moich wątpliwości… Czy omawiane anime nadaje się dla dzieci? Tak, ale bardziej wschodnich niż zachodnich.


Tytuł oryginalny: “Hadashi no Gen 2”
Tytuł międzynarodowy: “Barefoot Gen 2”
Tytuł polski: “Boso przez Hiroszimę 2”
Reżyseria: Toshio Hirata, Akio Sakai
Produkcja: Japonia (1986)

Bezpośrednia kontynuacja “Boso przez Hiroszimę”. Akcja filmu rozgrywa się trzy lata po wybuchu bomby atomowej, a więc w roku 1948. Jest to czas trudny, ale pełen nadziei. Z jednej strony, konsekwencje wojny (moralne, materialne, gospodarcze i polityczne) wciąż są odczuwalne. Z drugiej - Ziemia kręci się dalej, a czas nieubłaganie pędzi do przodu, łagodząc ból i zacierając ślady tragedii. W Hiroszimie, która jeszcze niedawno była cmentarzyskiem, powoli odradza się życie. Dzieje się tak za sprawą ludzi, którzy poprzez codzienną pracę, a właściwie przez samą obecność przywracają temu miejscu dawny charakter. Upokorzone przez wojnę miasto powoli podnosi się z kolan, zupełnie jak Warszawa po zniszczeniu przez hitlerowców. Ale nie wszystko jest jeszcze cudowne (a czy w Warszawie było?). Można nawet zaryzykować stwierdzenie, że po przezwyciężeniu starych problemów pojawiają się nowe. Wielkimi zmartwieniami, dręczącymi Hiroszimę, nadal są bieda i głód. Gen i jego domownicy wciąż mają ograniczony dostęp do żywności. W dalszym ciągu muszą ciężko pracować na swoje utrzymanie. Ich sytuacja nie jest, oczywiście, tak dramatyczna jak podczas wojny. Nie grozi im już śmierć głodowa. Również pożywienie, które zdobywają, jest lepszej jakości niż trzy lata wcześniej. Jednak o beztroskim życiu nie ma mowy.

“Hadashi no Gen 2” nie zawiera tak drastycznych, apokaliptycznych scen jak poprzedni film (to znaczy: pojawiają się one w retrospekcjach. Ale trzeba zaznaczyć, że są to fragmenty części pierwszej). Zamiast widoków rodem z horroru otrzymujemy coś innego, a mianowicie poruszający obraz społeczeństwa japońskiego w pierwszych latach powojennych. Jak już wspomniałam, filmowcy pokazują nam ubóstwo i niedożywienie. Zwracają jednak uwagę na fakt, że nędza ma tendencję do generowania kolejnych problemów, choćby przestępczości. W świecie takim, jak Hiroszima w roku 1948, nieuchronnie zaczynają się rodzić dysproporcje społeczne. A to - w połączeniu z fatalną sytuacją najbiedniejszych - rodzi agresję i frustrację. Miasto, ukazane w analizowanej produkcji, jest pełne małoletnich sierot. Osamotnione dzieci, którymi nikt się nie interesuje, często ulegają degeneracji. Trafiają pod “opiekę” mafii, walczą o przetrwanie nielegalnymi metodami, stają się jednostkami zdemoralizowanymi lub znerwicowanymi. Bezdomność nieletnich to problem powszechny, lecz wypierany ze świadomości przez dorosłych, którzy mogliby coś z nim zrobić. Trudne warunki uniemożliwiają rozwój nie tylko dzieciom leniwym, ale także tym, które mają ambicje i potencjał. Niektóre dzieciaki chciałyby się kształcić, a nie mogą nawet chodzić do szkoły.

Chociaż działania zbrojne zostały formalnie zakończone, wojna wciąż trwa w świadomości wielu Japończyków. Jak można mówić, że koszmar przeszedł do historii, skoro straszliwy atak nuklearny ciągle powraca w ludzkich snach? Jak można mówić, że wojna dobiegła końca, skoro wszędzie panoszą się amerykańscy okupanci traktujący miejscową ludność w pogardliwy sposób? Jak można mówić, że dzieci nie są już narażone na potworne widoki, skoro w wielu miejscach poniewierają się ludzkie czaszki? Tym, co nie pozwala oddzielić wojny od pokoju, jest przede wszystkim choroba popromienna, ostateczny dowód na to, że teraźniejszość ściśle wiąże się z przeszłością. Osobą cierpiącą na tę chorobę jest mama Gena. Kobieta staje się coraz słabsza, nieustannie chudnie. Mdleje, traci równowagę, zaczyna kaszleć krwią. Innym zjawiskiem, dotyczącym ludzkiego ciała i niepozwalającym zapomnieć o wojnie, jest poważne oszpecenie. Ludzie, którzy zostali poparzeni i/lub okaleczeni, noszą fizyczne piętno utrudniające im normalne funkcjonowanie w społeczeństwie. Nie zawsze są oni akceptowani przez swoje otoczenie. Te wszystkie problemy przedstawiono w omawianej animacji. Zrobiono to w lekkiej, przystępnej formie. A jaki jest morał filmu? Trzeba być mocnym jak ziarno pszenicy zakopane w ziemi. Bo pszenica może przetrwać zimę.


Tytuł oryginalny: “Hotaru no haka”
Tytuł międzynarodowy: “Grave of the Fireflies”
Tytuł polski: “Grobowiec świetlików”
Reżyseria: Isao Takahata
Produkcja: Japonia (1988)

“Hotaru no haka” (“Grave of the Fireflies” - “Grobowiec świetlików”) to kolejny japoński film animowany, który trwa mniej niż półtorej godziny i który opowiada o sytuacji Kraju Kwitnącej Wiśni w latach ’40 XX wieku. Produkcja, oparta na motywach powieści Akiyukiego Nosaki z 1967 r., pod pewnymi względami przypomina opowiastkę o bosonogim Genie. Zawiera jednak elementy, które wyraźnie ją od niej odróżniają. W “Grobowcu świetlików” narracja prowadzona jest zupełnie inaczej niż w “Boso przez Hiroszimę”. Filmy, które omówiłam wcześniej, miały charakter przygodowy. Były łatwo przyswajalne, posiadały wartką akcję, odznaczały się komizmem słownym i sytuacyjnym. Choć poruszały poważną problematykę i zawierały dantejskie sceny, sprawiały wrażenie dzieł przeznaczonych dla dzieci. Co się tyczy “Grave of the Fireflies”, od początku seansu mamy poczucie, że jest to animacja adresowana do starszej publiczności: młodzieży i dorosłych. Film jest spokojny, nastrojowy. Pełno w nim długich ujęć, które podkreślają jego klimat, a zarazem zachęcają odbiorcę, żeby pochylił się nad uczuciami i doświadczeniami bohaterów. Produkcja, chociaż stworzona techniką rysunkową, przypomina aktorski film fabularny. Z pewnością nie jest ona bajką. “Hotaru no haka” to dobre kino azjatyckie, ale w formie anime.

Główne problemy, poruszone w analizowanym dziele, są podobne do tych, które widzieliśmy w “Hadashi no Gen”. Tematem “Hotaru no haka” jest bowiem życie japońskich dzieci na tle zbliżającej się ku końcowi wojny. Bohater pierwszoplanowy, nastoletni Seita, mieszka z matką i siostrzyczką Setsuko w mieście Kobe. Warunki panujące dookoła są bardzo trudne. Niedostatki żywności i innych dóbr dają się ludziom we znaki. Innym problemem, który spędza Japończykom sen z powiek, są częste naloty bombowe. Mimo to, sytuacja Seity i jego rodziny nie jest najgorsza. Postacie - jako najbliżsi krewni żołnierza, oficera marynarki wojennej - mogą liczyć na podwyższone racje żywnościowe. Wszystko radykalnie się zmienia, kiedy Kobe zostaje zniszczone przez amerykańskie bombowce. Dom, w którym mieszkali Seita i Setsuko, przestaje istnieć. Matka rodzeństwa doznaje ciężkich poparzeń, a potem umiera w szpitalu, zostawiając swoje potomstwo na pastwę losu. Seita, choć jeszcze młody, staje się odpowiedzialny nie tylko za siebie, ale także za swoją siostrzyczkę. O ile wcześniej zastępował jej ojca, o tyle teraz musi być dla mniej zarówno ojcem, jak i matką. Chłopak od samego początku wykazuje się dojrzałością i zaradnością. Zachowuje również pogodę ducha, żeby nie stracić siły do walki z przeciwnościami losu.

“Grobowiec świetlików” to wzruszający film dla wrażliwej publiczności. Produkcja koncentruje się na jednostkach, ich przeżyciach wewnętrznych i próbach radzenia sobie z ponurą rzeczywistością. Jest to jedno z tych dzieł, które zmuszają widza, żeby zastanowił się nad tajemnicą ludzkiej egzystencji[7]. Żeby zauważył, że wszystko przemija, fortuna kołem się toczy, a rola człowieka sprowadza się do tego, aby “nieść swój krzyż” (przepraszam za zachodnią metaforę!) z pokorą i godnością. Wszelkie dole i niedole, jakie spływają na jednostkę, są próbą jej charakteru, ale też wartościową lekcją. Osoby, które nie przepadają za refleksyjnym kinem, mogą powiedzieć, że “Hotaru no haka” to twór o niczym. Ja jednak uważam, że jest to dzieło bardziej do odczuwania niż oglądania. A co zrobiło na mnie szczególne wrażenie? Postać Setsuko. Ten niezwykle realistyczny, wiarygodny portret małego dziecka jest jednym z najlepszych, jakie kiedykolwiek widziałam. Zachowania, reakcje i sposoby rozumowania maleńkiej dziewczynki ukazano przekonująco i z najwyższą starannością. Nie da się ukryć, że twórcy filmu dokładnie przestudiowali psychologię dziecięcą. Jeszcze jedna sprawa: skąd tytuł anime? Otóż świetlik jest symbolem ludzkiego życia. Człowiek to istota przeraźliwie krucha. Niewiele potrzeba, żeby jego niezwykłe światło przestało świecić.


Inne propozycje

Opisane wyżej filmy nie są jedynymi japońskimi animacjami poświęconymi drugiej wojnie światowej i jej dalekosiężnym skutkom. Istnieje również krótkometrażówka “Natsufuku no Shoujo-tachi” z 1988 r. W tej trzydziestopięciominutowej produkcji elementy animowane przeplatają się z autentycznymi wypowiedziami osób, które przeżyły eksplozję bomby atomowej w Hiroszimie. Kolejnym filmem animowanym, o którym należy wspomnieć, jest japońsko-rosyjski twór “Fasuto sukuwaddo” (2009). Dzieło wydaje się dość specyficzne. Historia łączy się w nim z fantastyką. Elementy animowane mieszają się zaś z dokumentalnymi, zupełnie jak w “Natsufuku no Shoujo-tachi”. Istnieje też coś takiego jak “Kiku-chan to Ookami”. Ta czterdziestopięciominutowa animacja z 2008 r. opowiada o przepędzeniu Japończyków z Mandżurii. Stanowi ona adaptację opowiadania Akiyukiego Nosaki, tego samego człowieka, który napisał powieściowy pierwowzór “Hotaru no haka”.

Inne produkcje dotyczące wojny to “Ushiro no shoumen daare” (1991) i “Ashita Genki ni Nare!: Hanbun no Satsumaimo” (2005). Jeśli chodzi o motyw Hiroszimy, znajdziemy go w “Kuro Ga Ita Natsu” (1990). Japońskimi filmami animowanymi mówiącymi o drugiej wojnie światowej w Europie są “Anne no Nikki: Anne Frank Monogatari” (1979) i “Anne no Nikki” (1995). Bazują one na słynnej książce “Dziennik Anny Frank”. Jeśli chodzi o okres powojenny w Kraju Kwitnącej Wiśni, uwieczniono go w anime “Furusato Japan” (2007). Akcja filmu rozgrywa się w roku 1956. Jest to czas, kiedy Kraj Wschodzącego Słońca powoli wraca do dawnej świetności. Można przypuszczać, że animacji poświęconych dwudziestowiecznej historii Japonii jest jeszcze więcej. Niestety, nie mam czasu, żeby dokładnie zbadać to zagadnienie. Dlatego zachęcam Czytelników do samodzielnych poszukiwań. Dobrym narzędziem, które może im się przydać, jest baza filmów serwisu Filmweb.

PS. W cyberpunkowej produkcji “Akira” z 1988 r. pojawiają się sceny przywodzące na myśl wybuchy bomb atomowych. Trochę przypominają one fragmenty filmu “Hadashi no Gen”. Oczywiście, nie chodzi w nich o detonację broni jądrowej, tylko o objawienie się “mocy Akiry”. Ale pewne podobieństwo istnieje i niewątpliwie jest efektem zamierzonym.


Natalia Julia Nowak,
1-15 kwietnia 2015 r.


PRZYPISY


[1] Tekst jest ogólnodostępny w Internecie.

[2] Została ona opublikowana w ramach cyklu wydawniczego “II wojna światowa. Wydarzenia, ludzie, tajemnice”. Wydawnictwo Edipresse Polska SA, Warszawa 2005.

[3] Temperatura powierzchni Słońca wynosi 5500 stopni Celsjusza. Źródło: dokument “12.1 Słońce” zamieszczony na stronie Zakładu Dydaktyki Fizyki WFAiIS IF UMK w Toruniu.

[4] Mówiąc o ofiarach amerykańskiego ataku nuklearnego, nie należy zapominać o osobach, które zmarły w wyniku choroby popromiennej. Sławomir Gowin, powołujący się na źródła japońskie, twierdzi, że wskutek detonacji bomby “Little Boy” zginęło łącznie 250.000 ludzi (tyle osób straciło życie w ciągu pięciu lat od eksplozji). Kolejna sprawa: istoty ludzkie, które nie umarły, ale zostały ciężko poparzone. “Ciała osób znajdujących się w odległości kilometra paliły się żywym ogniem. Dotkliwych oparzeń doznawali ci, którzy przebywali nawet 3,5 km od miejsca eksplozji” - pisze Gowin. Ostateczna liczba pokrzywdzonych jest trudna lub wręcz niemożliwa do oszacowania. Tym bardziej, że wybuchy miały destrukcyjny wpływ na środowisko naturalne, a to z pewnością “odbiło się” na zdrowiu wielu Japończyków.

[5] Wydawnictwo Książka i Wiedza, Warszawa 1988. Wydanie drugie. Przekład Adama Galicy. Tytuł oryginalny “Le Japon en guerre. De Pearl Harbour a Hiroshima” (1979).

[6] W. Andryszek, “Bomba atomowa. Część I: Preludium”; W. Andryszek, “Bomba atomowa. Cz. II: Projekt Manhattan”. Artykuły zostały opublikowane na licencji CC BY-SA 3.0, więc można je prawie dowolnie wykorzystywać i przedrukowywać.

[7] Pod tym względem “Grave of the Fireflies” przypomina mi chiński film “Huozhe” (“To Live” - “Żyć!”) w reżyserii Yimou Zhanga. Pisałam o nim w artykule “Maoizm w kinie chińskim. Dwa przykłady” ze stycznia 2015 r. Tekst jest dostępny online.

Natalia Julia Nowak
Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

czwartek, 16 kwietnia 2015

Greta Garbo i inne. 10 słynnych aktorek dwudziestolecia międzywojennego

Tomasz Leszkowicz,     Agata Łysakowska 
25 lat temu w Nowym Jorku zmarła Greta Garbo, jedna z najsłynniejszych aktorek w historii kina. W okresie przed 1939 r. w środowisku filmowym pojawiło się wiele fenomenalnych i pięknych gwiazd, które zachwycają do dzisiaj.


Greta Garbo (domena publiczna)
Greta Garbo urodziła się 1905 r. w Sztokholmie. Debiutowała w 1922 r. i przez kolejne kilkanaście lat zachwycała widzów w filmach niemych i dźwiękowych takich jak „Gdy zmysły grają”, „Słowik hiszpański”, „Kusicielka”, „Pocałunek”, „Anne Christie”, „Ludzie w hotelu”, „Królowa Krystyna” i „Ninoczka”. W 1941 r. wycofała się z branży filmowej i rzadko pojawiała się publicznie. Na liście najlepszych aktorek wszech czasów Amerykańskiego Instytutu Filmowego zajmuje piątą pozycję.
Marlene Dietrich (domena publiczna)
Marlene Dietrich urodziła się w 1901 r. w Berlinie. Debiutowała w 1919 r., sławę przyniosła jej natomiast rola w „Błękitnym aniele” z 1930 r. Do jej najważniejszych filmów zalicza się m.in. „Maroko”, „Szangaj Ekspres”, „Destry znowu w siodle”, „Siedmiu grzeszników”. W czasie drugiej wojny światowej opowiedziała się przeciw III Rzeszy i występowała dla amerykańskich żołnierzy. Po wojnie osiągnęła sukces m.in. w „Świadku oskarżenia” i „Wyroku w Norymberdze”. Odnosiła też sukcesy jako piosenkarka, m.in. wojskową piosenką „Lili Marleen”. Zmarł w 1992 r. Na liście AFI zajmuje 9 miejsce.
Mary Pickford (domena publiczna)
Mary Pickford, urodzona w 1892 r., była jedną z pierwszych supergwiazd filmowych. Debiutowała na Broadwayu, a już od 1909 r. występowała w filmach niemych. W jej filmografii znajduje się kilkadziesiąt pozycji, wśród nich dźwiękowa „Kokietka” i „Poskromienie złośnicy”, w której zagrał jej mąż, równie znany aktor Douglas Fairbanks. Do początku lat 30. była jedną z najbardziej znanych i wpływowych osób w branży filmowej i współzałożycielką (razem m.in. z Fairbanksem i Charliem Chaplinem) niezależnej wytwórni United Artists. Na artystyczną emeryturę odeszła w 1933 r. i więcej nie pojawiła się na ekranie. Zmarła w 1979 r.


Carole Lombard (domena publiczna)
Carole Lombard urodziła się w 1908 r. Mimo wypadku, który w II połowie lat 20. oszpecił jej twarz i spowodował konieczność operacji plastycznej wróciła na ekran, grając m.in. w filmach „High Voltage”, „No Man of Her Own” i „Być albo nie być”. Jej drugim mężem był słynny Clark Gable, ona sama zaś była wymieniana jako kandydatka do głównej roli kobiecej w „Przeminęło z wiatrem”. Należała do najlepiej opłacanych aktorek w branży. Zginęła w 1942 r. w katastrofie lotniczej.
Katharine Hepburn (domena publiczna)
Urodzonej w 1907 r. Katharine Hepburn przypadło na liście AFI zaszczytne miejsce numer jeden (wraz z Humphreyem Bogartem). W swojej karierze zdobyła cztery Oskary i dwanaście nominacji do nagrody dla najlepszej aktorki pierwszoplanowej. Debiutowała w 1932 r. Sławę przyniosły jej takie filmy jak „Poranna chwała”, „Małe kobietki”, „Filadelfijska opowieść” czy „Kobieta roku”. Po II wojnie światowej wciąż aktywna, zdobywała nagrody Akademii za „Zgadnij kto przyjdzie na obiad”, „Lwa w zimie” i „Nad złotym stawem”. Zmarła w 2003 r.
Bette Davis (domena publiczna)
Bette Davis urodziła się w 1908 r. Aktorką postanowiła zostać po obejrzeniu „Little Lord Fauntelroy” z Mary Pickoford w roli głównej. Debiutowała w 1929 r. na Brodwayu. Swojego pierwszego Oscara otrzymała za rolę w „Kusicielce” w 1939 r. Dziś jednak przede wszystkim pamiętamy ją jako bohaterkę w kontrowersyjnej czerwonej sukience w filmie „Jezebel” z 1938 r. Była jedną z kandydatek do roli Scarlett O’Hary w „Przeminęło z wiatrem” – odrzucono ją jednak ze względu na to, że „Jezebel” była filmem o podobnej tematyce. Najgłośniejszą powojenną rolą Davis była Margo Channing we „Wszystko o Ewie” z 1950 r. Zmarła w 1989 r. w wieku 81 lat. Na jej nagrobku znajduje się napis „She did it the hard way” („Wybrała cięższą drogę”). Na liście AFI zajęła drugie miejsce.
Mea West (domena publiczna)
Największą skandalistką epoki mogłaby być nazwana Mea West, urodzona w 1893 r. i aż do lat 30. znana przede wszystkim z ról na Broadwayu. Debiutowała w 1932 r. i przez kolejne 11 lat zagrała tylko w 10 filmach, w tym jednak tak sławnych jak „Nie jestem aniołem”, „Klondike Annie”, „Co dzień święto” czy „My Little Chickadee”. W 1943 r. rzuciła film na prawie 30 lat, zajmując się m.in. karierą muzyczną. Zmarła w 1980 r., na liście AFI zajęła 15 miejsce.


Pola Negri (domena publiczna)
Pola Negri, czyli Apolonia Chałupiec, urodzona w 1897 r. w Lipnie w Ziemi Dobrzyńskiej, jest jedną z najlepiej znanych Polek w Hollywood. Przed I wojną światową grała w warszawskich teatrach, w 1914 r. debiutowała jako aktorka filmowa w „Niewolnicy zmysłów”. W tym też czasie przyjęła pseudonim, pod którym poznał ją cały świat. Od 1917 występowała w filmach niemieckich, m.in. „Mania” i „Sumurun”. Od 1923 r. robiła karierę w Hollywood, gdzie grała m.in. w „Hiszpańskiej tancerce”, „Zakazanym raju”, „Hotelu Imperial” i „Miłości aktorki”. Była gwiazdą kina niemego, miała też romans z Chaplinem i Rudolfem Valentino. W latach 30. nagrywała filmy w III Rzeszy, m.in. „Tango Notturno”. Przed wybuchem wojny wyjechała do USA, ostatni film nagrywając w 1943 r. Wróciła na ekran w latach 60. Zmarła w 1987 r.
Vivien Leigh (domena publiczna)
Vivien Leigh to przede wszystkim niezapomniana Scarlett O’Hara z „Przeminęło z wiatrem” oraz Blanche Dubois w obrazie „Tramwaj zwany pożądaniem”. Urodzona w 1913 r. w Darjeeling od dziecka marzyła o zostaniu aktorką. Jej pierwszą większą rolą była „Wyspa w płomieniach” z 1937 r. Oprócz wielu rewelacyjnych ról, które na stałe zapisały się w historii światowej kinematografii, Vivien znana była w Hollywood ze swojego romansu z Laurence’em Olivierem. Wspólnie z nim zagrała w „Hamlecie”, który wystawiany był na zamku w Danii. Niestety, Leigh chorowała na cyklofrenię – afektywne zaburzenia dwubiegunowe. Olivier, zmęczony chorobą partnerki, rozwiódł się z nią w 1960 r. Vivien do końca życia trzymała jego zdjęcie przy łóżku. Zmarła w 1967 r. w Londynie.
Jadwiga Smosarska (fot. ze zbiorów NAC, Koncern Ilustrowany Kurier Codzienny - Archiwum Ilustracji, sygn. 1-K-12326-5)
Na koniec sylwetka aktorki, która mogłaby zrobić karierę w Hollywood, nie zdecydowała się jednak na wyjazd z Polski. Jadwiga Smosarska, urodzona w 1898 r., była największą gwiazdą przedwojennego kina polskiego. Występowała też na deskach teatralnych. Wystąpiła w 26 filmach, debiutując w 1919 r. w „Dla szczęścia”. Grała w produkcjach historycznych („Cud nad Wisłą”, „Barbara Radziwiłłówna”, „Ułan księcia Józefa”), romansach („Niewolnica miłości”, „Trędowata”, „Grzeszna miłość”), komediach („Czy Lucyna to dziewczyna?”, „Dwie Joasie”) oraz dramatach „Prokurator Alicja Horn”). Po roli w kostiumowej „Księżnej Łowickiej” zainteresowali się nią producenci amerykańscy, odrzuciła jednak ich oferty. W latach 1939-1970 mieszkała w USA, później wróciła na stałe do Warszawy, gdzie zmarła w 1971 r.

Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło

sobota, 11 kwietnia 2015

środa, 8 kwietnia 2015

Wolne Miasto Gdańsk: poligon doświadczalny nazistów

Tomasz Leszkowicz 
80 lat temu wybory do Volkstagu, czyli parlamentu Wolnego Miasta Gdańska, wygrała tamtejsza komórka NSDAP. Był to kolejny krok w drodze do nazyfikacji miejsca, które stało się pretekstem do wybuchu drugiej wojny światowej. O tym, jak naziści zdobywali i sprawowali władzę w Gdańsku, zapytaliśmy gdańskiego historyka Jana Daniluka.
Tomasz Leszkowicz: Jakie siły polityczne rządziły w Gdańsku zanim do władzy doszli naziści?
Jan Daniluk – historyk, doktorant na Uniwersytecie Gdańskim, pracownik Działu Naukowego Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku, były pracownik Instytutu Pamięci Narodowej, popularyzator historii. Specjalizuje się w dziejach Gdańska i Pomorza w XIX i I poł. XX wieku a także historii aparatu represji III Rzeszy. Autor m.in. książki SS w Gdańsku. Wybrane zagadnienia (2013). Prowadzi stronęwww.jandaniluk.pl/ oraz bloga„Retrospektywa”.Jan Daniluk: Gdańska scena polityczna okresu międzywojennego była pod wieloma względami podobna do sceny politycznej w ówczesnych Niemczech. Najważniejsze cztery partie były zresztą w większym lub mniejszym stopniu związane z ich odpowiednikami w Republice Weimarskiej. Jeśli zależność ta nie przybrała formalnego kształtu, jak w przypadku konserwatywnej Niemiecko-Narodowej Partii Ludowej (DNVP) czy ugrupowania miejscowych komunistów (KPD), to i tak teoretycznie niezależne stronnictwa, jak socjaldemokraci gdańscy (SPD) czy partia katolicka (Zentrum) pozostawały pod przemożnym wpływem analogicznych ugrupowań z Niemiec. Panowało też duże rozdrobnienie sceny politycznej – np. w wyborach z 1923 r. do jednoizbowego parlamentu gdańskiego, czyli Volkstagu, aż 11 partiom (z 12, które wystawiły listy) udało się wprowadzić własnych kandydatów. Ton scenie politycznej do 1933 r. nadawali jednak niemieccy konserwatyści oraz socjaldemokraci, trzecią siłą byli chadecy.
T.L.: W jaki sposób powstało gdańskie NSDAP? Gdzie było najmocniejsze? Elektorat której innej partii niemieckiej przejęło przede wszystkim?
J.D.: W 1922 r. pojawiła się grupa działaczy, zogniskowana wokół gdańszczanina Hansa Alberta Hohnfeldta, który założył miejscową komórkę Niemieckiej Partii Socjalnej (DSP). Była to typowa partia volkistowska, z silnym wydźwiękiem rewizjonistyczym i antysemickim. DSP stosunkowo szybko stała się zauważalna, pod względem liczebności była to partia średnia. Faktem jest jednak, że najwięcej głosów DSP zyskała w wyborach w 1923 r. w biednych, robotniczych dzielnicach nadmorskich – Brzeźnie, Nowym Porcie, Stogach, z drugiej strony – zaskakująco wiele w Sopocie. Na terenach wiejskich praktycznie się nie liczyła. Hohnfeldt (jemu i sześciu innym członkom DSP udało się uzyskać mandat do Volkstagu) jednak wkrótce poróżnił się z działaczami i postanowił założyć w Gdańsku komórkę NSDAP. Zaczął ją organizować od października 1925 r. W marcu 1926 r. oficjalnie powstał okręg (Gau) NSDAP na Wolne Miasto Gdańsk. Mimo prób porozumienia, obie skrajnie nacjonalistyczne partie – tj. NSDAP i DSP – wystawiły osobne listy wyborcze w wyborach w 1927 r. i poniosły sromotną klęskę (głównie z powodu ustabilizowania się sytuacji gospodarczej w WMG w drugiej połowie lat 20.). Gdańskiej partii nazistowskiej groziła niemal całkowita likwidacja. Straciła też na prestiżu, ponieważ wobec kryzysu podporządkowano ją strukturom NSDAP w Królewcu.
T.L.: Jaką rolę w powstaniu i organizacji NSDAP w Wolnym Mieście Gdańsku odegrali emisariusze z Niemiec?
Albert Forster (domena publiczna).J.D.: Bez wątpienia kluczową rolę w historii gdańskiej NSDAP odegrał Albert Forster, który z polecenia samego Hitlera został przesłany do Gdańska w październiku 1930 r. Był to o tyle ważny moment, że przed wstrząsanym wewnętrznymi sporami środowiskiem nazistów gdańskich stało ważne zadanie – kolejne wybory do Volkstagu. NSDAP udało się odnieść niezwykły sukces: stała się drugą siłą w gdańskim sejmie. W późniejszym okresie wysłannicy centrali odgrywali już pośledniejszą rolę, przybywali głównie po to, by wygłosić przemówienia i podkreślać związki Gdańska z „niemiecką macierzą”. Pozycja Forstera była niepodważalna.
T.L.: Czy walka polityczna nazistów z innymi opcjami politycznymi przed 1935 r. przypominała tą znaną z Republiki Weimarskiej?
J.D.: Tak, choć oczywiście specyfika korporacji terytorialnej, jakim było WMG, wpływało na inną intensywność tych poczynań lub też opóźnienie niektórych zjawisk. Można zaryzykować jednak stwierdzenie, że WMG – położone przecież poza granicami Niemiec – było swoistym poligonem dla nazistów, gdzie testowano reakcje opinii międzynarodowej. Podobnie jednak, jak w Niemczech, tak i w WMG miały miejsce okresy walk ulicznych między bojówkami nazistowskimi a socjaldemokracji czy komunistów z drugiej strony. Okres najintensywniejszych walk ulicznych czy ataków na lokale oponentów miały miejsce w Gdańsku w latach 1931-1932, choć oczywiście i później miały one jeszcze miejsce.
Siedziba gdańskiego Volkstagu (domena publiczna).
T.L.: W jakich okolicznościach doszło do wygranej nazistów w wyborach do Volkstagu?
J.D.: O wyborach (i ich wynikach) z kwietnia 1935 r. nie można rozmawiać, jeśli nie cofniemy się do wyborów z maja 1933 r., kiedy to miejscowe NSDAP sięgnęło po władzę. Na czele Senatu stanął wówczas cieszący się dość szerokim poparciem, umiarkowany członek NSDAP – dr Hermann Rauschning. Przypomnijmy, że nastąpiło to zaledwie kilka miesięcy po „Machtübernahme” w samych Niemczech. To miało duże znaczenie. Wolne Miasto było pierwszym obszarem poza Niemcami, gdzie NSDAP przejęło władzę – jeszcze nie całą, ale jednak. Pierwszy okres (w uproszczeniu do końca 1934 r.) to praca nad umocnieniem pozycji i intensywnej organizacji gdańskich nazistów. Czas ten został „kupiony” m. in. dzięki umiarkowanej postawie Rauschninga, która przyczyniła się do polepszenia stosunków z Warszawą. Kiedy jednak okazało się, że zaczyna on prowadzić politykę zbyt niezależną (w oczach faktycznego przywódcy Gdańska, czyli gauleitera Forstera), został on usunięty i zastąpiony przez Arthura Greisera, „numer dwa” w strukturach gdańskiej NSDAP.
Celem partii było już wówczas uczynienie z WMG tworu w pełni totalitarnego, na wzór Rzeszy. Przeszkodą była jednak funkcjonująca nadal opozycja polityczna. Aby ją zwalczyć należało w pierwszej kolejności doprowadzić do zmiany zapisów Konstytucji Wolnego Miasta. Do tego NSDAP potrzebowała jednak uzyskać 2/3 głosów w Volkstagu. Gdańscy naziści, zachęceni sukcesami w wyborach komunalnych do powiatów wiejskich, postanowili doprowadzić do przedterminowych wyborów (piąta kadencja Volkstagu upływała dopiero w 1937 r.). W lutym uchwalono wniosek, na mocy którego termin nowych wyborów wyznaczono na 7 kwietnia 1935 r. NSDAP otrzymała ponad 59% głosów, co przełożyło się na 43 mandaty (o 5 więcej, niż w 1933 r.), SPD – 12 mandatów (-1), Zentrum – 10 mandatów (bez zmian), DNVP – 3 mandaty (-1), Polacy i KDP – po 2 (Polacy utrzymali taką samą liczbę posłów, jak w 1933 r., komuniści zaś stracili aż 3 mandaty). NSDAP nie udało się osiągnąć wymaganego progu 2/3 mandatów w gdańskim sejmie, w oczach Forstera i jego kompanów wynik ten był jednak porażką. Do tego należy dodać, że Sąd Najwyższy w Gdańsku krytycznie ocenił metody prowadzonej przez nazistów kampanii wyborczej, choć to akurat na przywódcach miejscowej NSDAP nie zrobiło większego wrażenia. Dziś wiemy, że w trakcie nie tylko kampanii, jak i samych wyborów, doszło do pewnych nadużyć, choć trudno dokładnie ustalić ich skalę, a tym samym dokładny ich wpływ na wynik.
T.L.: Jak wyglądała polska reakcja na przejęcie władzy przez nazistów?
Hermann Rauschning, polityk NSDAP w Gdańsku, prezydent Senatu WMG (1933-1934), po konflikcie z Forsterem krytyk nazizmu, od 1936 r. na emigracji, autor pracy Rewolucja nihilizmu. Kulisy i rzeczywistość w Trzeciej Rzeszy (domena publiczna).J.D.: Wybór Rauschninga na Prezydenta Senatu przyjęto po stronie polskiej z rezerwą, ale też i nadzieją na ocieplenie fatalnych stosunków polsko-gdańskich. Jakby nie patrzeć, w 1933 r. NSDAP była stosunkowo nowym graczem na scenie politycznej, otwierała możliwości nowych pertraktacji. Faktem jest, że już na początku lipca 1933 r. Rauschning wyjechał na rozmowy do Warszawy, spotkał się z Prezydentem Ignacym Mościckim oraz Ministrem Spraw Zagranicznych Józefem Beckiem. Rozmowy te przyczyniły się do ożywienia rokowań, były ważnym (choć nie kluczowym) elementem gry politycznej, która doprowadziła ostatecznie 26 stycznia 1934 r. do podpisania słynnej polsko-niemieckiej deklaracji o niestosowaniu przemocy. Zapoczątkowała ona kilkuletni okres złudnego, ale jednak odczuwalnego, ocieplenia stosunków między Berlinem a Warszawą, a tym samym (co było ściśle związane), między Polską a WMG. W Gdańsku jednak śledzono z rosnącym niepokojem kolejne poczynania miejscowych nazistów, raportowano o nich do stolicy. Trudno zresztą było nie zauważyć zmian w charakterze miasta opanowanego przez nazistów.
T.L.: Na ile Wolne Miasto Gdańsk po 1935 r. upodobniło się do III Rzeszy?
J.D.: Proces nazyfikacji przestrzeni i życia publicznego w Gdańsku zaczął się wiosną 1933 r., a więc po pierwszej wygranej gdańskiej NSDAP do Volkstagu. Dość szybko najważniejsze ulice, place czy szkoły zmieniły patronów. W Wolnym Mieście rozwinęły działalność lub zostały założone nowe organizacje afiliowane przy NSDAP, na wzór ich odpowiedników z Rzeszy. Niemal całkowicie partii podporządkowano miejscowy aparat policyjny, wkrótce także i sądowniczy. Powołano do życia skoszarowane oddziały policyjne, których użycie nie było jasno sprecyzowane, a które jednocześnie były odpowiednikami powstałych w tym samym czasie w Rzeszy oddziałów dyspozycyjnych. Gdańsk zaczął się intensywniej remilitaryzować – pojawiły się m. in. obowiązkowe ćwiczenia o charakterze wojskowym dla kadry urzędniczej, nowe komórki Związku Obrony Przeciwlotniczej itp. Święta z kalendarza nazistowskiego nabrały charakteru świąt państwowych. Ideologia nazistowska zaczęła być coraz widoczniejsza w świecie gdańskiej nauki, kultury oraz szczególnie sportu.
Po 1935 r. wzrósł nacisk na „zglajszachtowanie” także życia politycznego. Wybory miały przypieczętować dominację NSDAP w Gdańsku, niemniej jednak – jak już wspomniałem – nie udało się osiągnąć tego celu. Sięgnięto więc po drastyczniejsze środki, krok po kroku, niejednokrotnie posuwając się do brutalnych metod, ze skrytobójczym zabójstwem jednego z posłów na czele, rozprawiono się z opozycyjnymi wobec NSDAP partiami. W pierwszej kolejności doprowadzono do delegalizacji ugrupowania miejscowych komunistów (jeszcze w maju 1935 r.), następnie socjaldemokratów (październik 1936 r.), niemieckich konserwatystów (maj 1937 r.), a na końcu zaś chadeków (październik 1937 r.). Na placu boju, jeśli tak można powiedzieć, jedyną siłą polityczną, posiadającą pewne narzędzia, byli polscy posłowie oraz najwyższe przedstawicielstwo Polski w WMG, czyli Komisariat Generalny RP. Pozycja Wysokiego Komisarza Ligi Narodów była coraz bardziej marginalizowana, przez pewien czas także z pośrednią pomocą Warszawy, która prowadziła bilateralne rozmowy z władzami gdańskimi (m. in. o przyszłym statusie Wolnego Miasta) z wyłączeniem przedstawiciela Ligi Narodów.
T.L.: Czy nazistowscy przywódcy z Gdańska zrobili karierę w Rzeszy Niemieckiej po 1939 r.?
J.D.: Jeśli ma Pan na myśli tzw. Starą Rzeszę, a więc tereny Niemiec sprzed 1938 r. (tj. Anchlussu Austrii), to odpowiedź brzmi: nie. Jedyną znaną mi postacią, która była związana dłużej z gdańskimi strukturami NSDAP, był Werner Lorenz, z którego nazwiskiem wiąże się de factopoczątek rozwoju miejscowych struktur SS. W latach 1937-1945 kierował pracami Głównego Urzędu SS Volksdeutsche Mittelstelle. Po wojnie stanął przed amerykańskim Trybunałem Wojskowym w Norymberdze i skazany został na 20 lat więzienia. Karę następnie złagodzono i mury więzienne opuścił w 1955 r.
Arthur Greiser, polityk NSDAP w Gdańsku, Prezydent Senatu WMG (1934-1939), w czasie II wojny światowej namiestnik Kraju Warty, odpowiedzialny za represje wobec Polaków na tym terenie (fot. ze zbiorów Bundesarchiv, Bild 183-E05455, opublikowano na licencjihttps://creativecommons.org/licenses/by-sa/3.0/de/deed.en).
Forsterowi udało się natomiast po wybuchu II wojny światowej doprowadzić do umieszczenia swoich protegowanych na szeregu stanowisk administracji cywilnej na ziemiach polskich włączonych do Rzeszy, przede wszystkim w Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie, czyli na obszarze przedwojennego województwa pomorskiego. „Gdański desant” miał miejsce także na nowe stanowiska w strukturach niemieckiej administracji w Wielkopolsce i na Ziemi Łódzkiej, czyli w Okręgu Rzeszy Kraj Warty. Za Arturem Greiserem, który został tam namiestnikiem (tym samym Forster pozbył się swojego rywala), do Wielkopolski z Gdańska wyjechał m. in. SA-Brigadeführer Heinrich Hacker (dowódca gdańskiego SA w latach 1934-1939), SS-Oberführer Johannes Schäfer (dowódca gdańskiego SS w latach 1938-1939) czy chociażby... wspomniany założyciel gdańskiej DSP, a następnie NSDAP, Hans Albert Hohnfeldt. Los tego ostatniego (jak i stosunkowo wielu innych prominentnych działaczy NSDAP z okresu WMG) po 1945 r. do dziś nie jest znany.
Redaktor naczelny Histmag.org, członek redakcji merytorycznej portalu od października 2006 roku. Doktorant w Instytucie Historii im. Tadeusza Manteuffla Polskiej Akademii Nauk. Absolwent Instytutu Historycznego i Instytutu Dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego. Były członek Zarządu Studenckiego Koła Naukowego Historyków UW. Specjalizuje się w historii dwudziestego wieku (ze szczególnym uwzględnieniem PRL), interesują go też dzieje Niemiec i historia wojskowości. Z uwagą śledzi zagadnienia związane z pamięcią i tzw. polityką historyczną (dawniej i dziś). Publikował m.in. w „Mówią Wieki”, „Uważam Rze Historia”, „Pamięci.pl” oraz „Dziejach Najnowszych”. Stały współpracownik tygodnika polonijnego „Monitor” z Chicago. Oprócz historii pasjonuje go rock i poezja śpiewana, jest miłośnikiem kabaretów, książek Ryszarda Kapuścińskiego i Hansa Helmuta Kirsta oraz gier z serii Europa Universalis.
Wolna licencja – ten materiał został opublikowany na licencji Creative Commons Uznanie autorstwa – Na tych samych warunkach 3.0 Polska.
Redakcja i autor zezwalają na jego dowolny przedruk i wykorzystanie (również w celach komercyjnych) pod następującymi warunkami: należy wyraźnie wskazać autora materiału oraz miejsce pierwotnej publikacji – Portal historyczny Histmag.org, a także nazwę licencji (CC BY-SA 3.0) wraz z odnośnikiem do jej postanowień. W przypadku przedruku w internecie konieczne jest także zamieszczenie dokładnego aktywnego odnośnika do materiału objętego licencją.
UWAGA: Jeśli w treści artykułu nie zaznaczono inaczej, licencja nie dotyczy ilustracji dołączonych do materiału – w kwestii ich wykorzystania prosimy stosować się do wskazówek w opisie pod zdjęciami, lub – w razie ich braku – o kontakt z redakcją: redakcja@histmag.org

źródło