piątek, 31 marca 2017

Hańba generała Heinza Guderiana 1939.

Autor: Krzysztof Dmowski

Według najnowszych ustaleń dokonanych przez Stowarzyszenie „Wizna 1939”,  na odcinku Wizna broniło się nie 720, a zaledwie 350 żołnierzy polskich, a nacierało na nich 32000 niemieckich żołnierzy wspieranych przez czołgi, lotnictwo i artylerię (takimi siłami dysponował Guderian).


Heinz Guderian, By Bundesarchiv, Bild 101I-139-1112-17 / Knobloch, Ludwig / CC-BY-SA 3.0, CC BY-SA 3.0 de


Heinz Guderian był dowódcą XIX Korpusu Pancernego i wspierał zajęcie odcinka „Wizna”. Dziś wiemy, że statystyki są przekłamane, a propaganda nie pozwoliła ujawniać prawdy.
Wielu ludzi doszukuje się w hańbie niemieckiego generała, który pominął w swoich wspomnieniach sposób zdobycia odcinka Wizna, nieścisłości w przekazach o polskiej obronie. Niemiecki generał nie jest idolem, tylko zwyczajnym najeźdźcą i tak należy go traktować. Zapewne miał poważny powód, aby nie opisać swoich działań. Można sobie wyobrazić w jaki sposób jego działania wpływały na propagandę i jak propaganda oddziaływała na samego Guderiana.
Stosunek wojsk, 100 Niemców na jednego Polaka, nie służył propagandzie, bo według wszelkich doniesień polska obrona nie miała sensu. Czy tak było naprawdę? Dlaczego zatem Guderian nakazał specjalnie szkolonym saperom podkładać ładunki wybuchowe pod bunkry polskich obrońców? Innego rodzaju pytaniem jest: dlaczego bito i kopano poddających się żołnierzy, a w tym rannych i nieprzytomnych, którzy zaliczyli najwięcej razów? Czy potraktowano ich tak dlatego, że bronili swojej ziemi, czy dlatego, że na pokonanie jednego Polaka nie wystarczało nawet stu Niemców? Kapitan Władysław Raginis pozostał wierny przyrzeczeniu: "zginę, a ziemi nie oddam" i poddawszy bunkry rozerwał się granatem. Następnie Niemcy ciągali go za wozem przywiązanego za nogi.
 

"Seweryn Biegański, który jako ostatni opuszczał schron tak opisywał ten moment: „kapitan spojrzał na mnie ciepło i łagodnie ponaglił. Gdy byłem już w wyjściu, uderzył mnie w plecy silny podmuch i usłyszałem wybuch”. Kpt. Raginis rozerwał się granatem, dotrzymując w ten sposób wcześniej złożonej przysięgi …" (Cytat pochodzi ze strony Stowarzyszenia Wzina 1939) 
Czy tylko z powodu własnej bezradności i nieprzewidywalnej siły polskich obrońców Guderian postawił kapitanowi Raginisowi ultimatum: „albo żołnierze się poddadzą, albo zabije wszystkich jeńców”! Czy to jest postawa żołnierza? Czy taka historia jest powodem do dumy? Raczej nie. I to właśnie jest powodem postępowania Guderiana, który zwyczajnie wstydził się opisać sposób zdobycia odcinka „Wizna”.
Również liczba poległych żołnierzy niemieckich pozostaje tajemnicą. Choć można ją określić na podstawie ekshumacji zwłok, która trwała kilka miesięcy.
10 maja 1945 Guderian został wzięty do niewoli przez żołnierzy amerykańskiej 7 Armii. Trudno dziś mówić, dlaczego nie został skazany za zbrodnie wojenne i zarzut stawiany przez Polaków, w postaci ultimatum postawionego kapitanowi Raginisowi. Podobno w swojej obronie uznał zarzut za oszczerstwo, choć my dziś dobrze wiemy jak było naprawdę. I ta właśnie sytuacja tłumaczy pominięcie we wspomnieniach sposobu zdobycia odcinka „Wizna”. Trudno dziś mówić o tym, czy dotrzymałby słowa, gdyby kapitan Raginis nie przystał na warunek, ale z całą pewnością nie można tego wykluczać.

Krzysztof Dmowski
Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

czwartek, 30 marca 2017

Polska walka o niepodległość krytykowana przez Watykan.


Autor: Krzysztof Dmowski



Powstanie Listopadowe przez Watykan zostało znazwane „buntem przeciwko legalnej władzy”, a Polacy zostali określeni jako „burzyciele publicznego porządku”. Czy jednak  pragnienie odzyskania wolności i zajętych przez wroga terenów można nazywać „burzeniem porządku”?

Olszynka Grochowska 1831, by Wojciech Kossak - http://cyfrowe.mnw.art.pl/dmuseion/docmetadata?id=36974,

Po zajęciu Polski przez Rosję, Austrię i Prusy po roku 1772, Watykan wycofał nuncjaturę z Warszawy. Polska dla Watykanu przestała istnieć.
Nadzieję Polakom dał Napoleon Bonaparte, który i tak w końcu nie dotrzymał obietnic. Wartą wspomnienia jest historia przemilczana, gdy polskie legiony pod wodzą Napoleona, oblegały papieską twierdzę San Leo, która skapitulowała 7 grudnia 1797 roku. Tym czynem Polacy zyskali wdzięczność mieszkańców Rzymu wyzwoliwszy ich spod dominacji skorumpowanej administracji papieskiej. Ten akt nie pozostał bez odpowiedzi, bo przyniósł Polsce nienawiść i zemstę najsilniejszej organizacji na świecie — kościoła katolickiego. 
W roku 1830 wybuchło Powstanie Listopadowe. Wówczas wpływy Wiednia i Moskwy sprawiły, że Watykan nakazał polskim księżom dostosować się do „legalnej władzy” Austrii i prawosławnej Rosji na terenach zajętej Polski. Można tu jedynie domniemać, że prawosławny car, gwarantował papieżowi, pozostawienie katolicyzmu w Polsce, za nie wtrącanie się kościoła do walki o niepodległość. Nikogo wówczas nie interesowała Polska, ani Polacy. Wszyscy (poza islamem) akceptowali wykreślenie Polski z mapy świata.
W roku 1863, kiedy wybuchło Powstanie Styczniowe, niby ówczesny papież Pius IX nawoływał do modlitw za Polskę, zaś nigdy publicznie nie skrytykował działań żadnego z zaborców. Nawiązywał do losów kościoła katolickiego w Rosji, jednak powstanie nazwał „buntem przeciwko legalnej władzy”. W roku 1864 sekretarz Agencji Rządu Narodowego udał się do Watykanu. Nie został przyjęty, bo rozmowa z nim mogłaby okazać się kompromitująca dla Watykanu. Wezwano Polaków do porzucenia broni i wyproszenia łaski u cara.
W 1894 roku Watykan wzywał Polaków do uległości wobec zaborców. Dlaczego Watykan nigdy nie wsparł walki o niepodległość Polski? Bo jak możemy zrozumieć, Polska, jako kraj nie znaczyła nic dla Watykanu.
Kilka ciekawych dat:
1791 - Konstytucja 3 maja zostaje nazwana przez kościół: „zamachem stanu”.
1792 - Targowica, Prymas Polski i biskupi wzywają Rosję do interwencji.
1794 - Kościuszkowscy wieszają biskupów i zdrajców.
1832 - Papież Grzegorz XVI potępia publicznie Powstanie Listopadowe.
1863 - Papież Pius IX potępia Powstanie Styczniowe.
1894 - Papież Leon XII nakazuje Polakom posłuszeństwo wobec zaborców.
1919 - Watykan naciskany przez pół roku przez państwa zachodnie uznaje wreszcie niepodległość Polski.
1939 - Watykan łamie konkordat w październiku i na ziemiach polskich ustanawia niemieckich biskupów.
1950 - Kościół podejmuje się zwalczania „żołnierzy wyklętych”, nazywając ich „bandytami podziemia”.
W dziejach występuje wiele innych ciekawostek i można tu chociażby nawiązać do „Krzyżaków” Henryka Sienkiewicza, gdzie członkowie zakonu, mieli za zadanie prowadzić wojny tam, gdzie wpływ Watykanu nie sięgał. Mieczem, strachem, gwałtem i rabunkiem, wprowadzano doktryny kościoła, ale nigdy słowem.
Watykan przez stulecia zezwalał zabijać ludzi, którzy nie chcieli przyjąć katolicyzmu. Spalono na stosie miliony kobiet, tylko dlatego, że posiadały wiedzę, a tym właśnie stanowiły zagrożenie dla ciemnogrodu i nazwano je niesłusznie „czarownicami”, aby wytłumaczyć przed światem motywy działania. Czy na tym koniec? Nie. Działania kościoła często zostały opisane w sposób niejawny w dziełach literackich. A przykładem jednego z nich jest „Pani Twardowska” Adama Mickiewicza. Tu zauważamy jak doskonale Polacy zdawali sobie zawsze sprawę z rzeczywistości widzianej na własne oczy. Można wiele zacytować, wiele napisać faktów o namawianiu księży w Polsce lat pięćdziesiątych do „nawracania” tych, którzy wypisali się z kościoła, kiedy zjawiali się w ich domach dawni współwyznawcy, i bili, a nawet zabijali, gdy któryś z nich odmówił całowania krzyża. Jednak mądry o tym wie, a głupi i tak nie pojmie.
Watykan — wzór do naśladowana. Gdzie zaś nauka: „przekują miecze na lemiesze”?
Do napisania artykułu wykorzystano fragmenty materiału z „Fakty i Mity”, Mieczysław Żywczyński, „Watykan wobec powstania listopadowego”; Irena Koberdowa, „Watykan a powstanie styczniowe”, oraz źródła.

Krzysztof Dmowski
Licencjonowane artykuły dostarcza Artelis.pl.

wtorek, 14 marca 2017

Tramwaj "Ring" wrócił do dawnej świetności!

MPK w Krakowie zrekonstruowało i zaprezentowało na ulicach miasta przedwojenny tramwaj "Ring".

Ciekawostką jest to, że tramwaj pochodzi z Gdańska, gdzie w 1930 roku został wyprodukowany liczbie zaledwie sześciu sztuk!

Miał obsługiwać linię prowadzącą w ówczesnym Gdańsku do ulicy Ringstrasse, skąd wzięła się nazwa tramwaju.